Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Dzika plaża

    Wysiadłam z pociągu, osłaniając oczy przed porannym, rażącym słońcem. Stacja była mała, otoczona lasem. Przejrzyste powietrze pachniało sosnowymi igłami. Uśmiechnęłam się do siebie. Tuż za mną na peron wyszły koleżanki z roku. Jako jedyne wysiadałyśmy na tej właśnie stacji. Rozejrzały się dookoła.

    – Co za dziura – burknęła niezadowolona Lidka, ciągnąc za sobą seledynową torbę na kółkach.

    – Jest dobrze, przecież o to nam właśnie chodziło – stwierdziła Marta – cisza i spokój.

    Wzruszyłam ramionami, zarzucając na plecy wypakowany, ciemnozielony plecak. Mnie było wszystko jedno. Ja chciałam po prostu wakacji. Domek w którym miałyśmy spać, szumnie nazwany „Willa Patrycja” okazał się całkiem przyjemnym miejscem. Pomalowane na biało ściany i drewniane balkoniki, sprawiały przyjazne wrażenie. To miejsce było takie po prostu swoje. Nasz trzyosobowy pokój na poddaszu był niewielki, ale przytulnie urządzony, łóżka były drewniane i wąskie, ale bardzo wygodne. W duchu błogosławiłam los za to, że nie było tam telewizora. Znałam Lidkę na tyle dobrze, żeby mieć pewność, że non stop leciałaby pierwsza z brzegu, dostępna, stacja muzyczna, a ja ceniłam sobie ciszę i spokój. Koło południa byłyśmy już zupełnie zadomowione i gotowe, żeby pozwiedzać niewielkie, nadmorskie miasteczko. Schodziłyśmy właśnie po stromych, zewnętrznych schodach, kiedy pod pomalowanym na zielono płotem, zatrzymał się sportowy, czarny motocykl. Pasażer zdjął kask. Uśmiechnął się przyjaźnie. Miał piwne oczy i pogodną, całkiem przystojną twarz. 

    – Przepraszam, czy to „Willa Patrycja”? – zapytał. 

    – Tak – odpowiedziała Lidka, schodząc powoli z ostatniego schodka. Oceniła siedzącego na motorze chłopaka wzrokiem. – Będziecie tu mieszkać? – zapytała bezceremonialnie.

    Chłopak skinął głową.

    – Wiecie może czy da się wjechać do środka? – spytał milczący do tej pory kierowca, podnosząc lekko szybę kasku i obrzucając wymownym spojrzeniem wąską, drewnianą furtkę.

    – Musisz podjechać od drugiej strony – oznajmiła mu wesoło Marta, otworzymy wam bramę – zaoferowała się uczynnie.

    – Dzięki – uśmiechnął się do niej pasażer.

    Kierowca odpalił silnik i ruszył, by objechać dookoła, sporą, wczasową posiadłość. 

    – Podoba mi się – mruknęła Lidka, puszczając do nas oko, odgarnęła z ramion włosy i niespiesznym krokiem, ruszyła w kierunku wjazdowej bramy.

    Chłopacy zaparkowali na terenie willi. Obydwaj sprawnie zsiedli z motocykla. Tym razem kierowca również zdjął kask, a ja, po raz pierwszy, spojrzałam w jego szaroniebieskie oczy. Brązowe włosy niesfornie opadały mu na czoło. Ciasno przylegający strój motocyklisty, przyjemnie opinał jego szczupłą, a zarazem wyraźnie wysportowaną sylwetkę. Spodobał mi się, aż za bardzo. Z całej siły wbiłam paznokcie w wierzch dłoni, żeby się z tego otrząsnąć i na niego nie gapić. To nie twoja liga, szepnęłam do siebie w duchu. On należał do tych przystojnych, na których lecą dziewczyny, a ja no cóż… byłam zupełnie normalna. Nie miałam w sobie nic, co mogłoby równać się z długimi, opalonymi nogami Lidki czy uroczym, uwodzicielskim uśmiechem Marty i jej brązowymi lokami. Nie byłam zbyt wysoka, moja cera zawsze była blada, a od słońca robiła się nieprzyjemnie czerwona, proste włosy w nijakim kolorze, sięgały mi do połowy pleców. Nie czułam się brzydka, wiedziałam jednak też, że nie jestem jakaś specjalnie ładna. Po prostu kolejna, zwyczajna dziewczyna, która u takich facetów, nie ma najmniejszych szans.

    – Jestem Adrian – przedstawił się ten piwnooki, podchodząc do nas, a z jego twarzy nie schodził pogodny uśmiech. – Mój przyjaciel ma na imię Oliwer.

    – Ja nazywam się Marta – odezwała się natychmiast jedna z moich koleżanek, to jest Lidka, wskazała na długonogą blondynkę i Sara – dodała odpowiadając na zaraźliwy uśmiech chłopaka.

    – Dokąd idziecie? – zapytał przyglądając się po kolei każdej z nas.

    – Chciałyśmy pozwiedzać miasto – odpowiedziała mu Lidka. – Może się do nas przyłączycie?

    Uśmiech Adriana stał się jeszcze szerszy. W jego oczach zatańczyły rozbawione iskierki.

    – Z miłą chęcią – odpowiedział, nie pytając o zdanie przyjaciela, który nie wyglądał na specjalnie zadowolonego – tylko przywitamy się z właścicielami i zaniesiemy do pokoju swoje bagaże. Dacie nam pięć minut?

    – Pewnie, nigdzie nam się nie spieszy – uśmiechnęła się Marta, prowadząc nas do, stojącego w cieniu rozłożystego drzewa, drewnianego stolika.

    Nie kazali nam długo na siebie czekać. Już po chwili pojawili się na stromych, prowadzących w dół schodach. Zdążyli się pozbyć motocyklowych kombinezonów. Krótko ścięty Adrian, miał na sobie jasne dżinsy i kremową koszulkę polo, co przyjemnie podkreślało jego ciemną opaleniznę i piwne oczy, a smukły Oliwer włożył bojówki khaki i czarnego t-shirta. Ani odrobinę nie stracili na swoim uroku i atrakcyjności, a ja znów poczułam nieprzyjemny ucisk w środku, na widok przystojnego Oliwera. Miałam szczerą nadzieję, że przynajmniej charakter będzie miał paskudny. 

    – Idziemy? – zapytała melodyjnie Lidka, wstając od stołu, a Adrian skinął jej głową.

    Spacerowym krokiem ruszyliśmy w stronę oddalonego o kilkanaście minut drogi, od naszego letniskowego domku, miasta. Przez cały czas Adrian zabawiał rozchichotane dziewczyny, a Oliwer milczał. Ja również milczałam, walcząc sama ze sobą, żeby od nich nie uciec. W piątkę usiedliśmy na molo. Wiał silny wiatr. Spojrzałam z zazdrością na wypełnione kolorowymi latawcami niebo. Kitesurfing, coś czego od dawna chciałam spróbować. Oliwer wstał.

    – Dokąd idziesz? – spytał Adrian.

    Chłopak spojrzał na gęstą od desek zatokę.

    – Chcę się dowiedzieć o lekcje, mam zamiar przejść tutaj kurs kitesurfingu.

    Decyzją chwili, gwałtownie zerwałam się z miejsca. Koleżanki spojrzały na mnie zaskoczone.

    – Mogę iść z tobą? – spytałam poniewczasie.

    Oliwer wzruszył ramionami i nie czekając na mnie, ruszył w kierunku plaży. Teraz czułam się bardzo głupio, ale nie zamierzałam rezygnować z własnych marzeń, zwłaszcza, kiedy nadarzyła się okazja by je spełnić. Wiedziałam, że sama nigdy nie zdobyłabym się na to, by iść zapytać o lekcje. Już taka byłam, po prostu bałam się obcych ludzi. Stanęliśmy przed dużym, ciemnoniebieskim plakatem. Silny wiatr zwiewał mi włosy tak, że zakrywały niemal całą twarz, a ja skupiłam się na tym, by je bezskutecznie odgarniać. 

    – Chodź – mruknął do mnie zniecierpliwiony Oliwer, a ja posłusznie powlekłam się za nim.

    Weszliśmy do niewielkich rozmiarów, drewnianego budynku. Na małym metrażu mieścił się tutaj sklep sportowy, z akcesoriami do pływania, wypożyczalnia sprzętu, oraz szkoła nurkowania, wind i kitesurfingu. 

    – W czym mogę pomóc? – zapytała siedząca za kontuarem, przyjaźnie uśmiechająca się pani.

    – Jesteśmy zainteresowani kursem kitesurfingu – oznajmił bez zbędnych wstępów Oliwer. 

    – Mieliście już jakieś doświadczenie z wiatrem? – zapytała profesjonalnie.

    Chłopak skinął głową.

    – Surfuję – oznajmił rzeczowo.

    – Doskonale, więc będziesz miał znacznie łatwiejszy start z latawcem – stwierdziła. – A ty? – zwróciła się do mnie.

    – Mam patent żeglarski – bąknęłam niepewnie. 

    Oliwer spojrzał na mnie lekko zaskoczony, ale zaraz potem odwrócił wzrok.

    – Świetnie – uśmiechnęła się kobieta – tam macie pianki, wybierzcie sobie pasujące – wskazała w kierunku odgrodzonych drewnianymi ścianami przebieralni – zaraz zawołam instruktora i przygotujemy dla was sprzęt. 

    Po czym wyszła przed budynek, zostawiając nas samych. Teraz? Od razu? Pomyślałam zaskoczona, na myśl, że być może za chwilę będę trzymała w rękach wymarzony latawiec. Potem jednak spojrzałam na czarną tablicę i cennik usług. Sto złotych, za dwie godziny! Pięknie! Tyle, to ja miałam na to, żeby tu przeżyć przez dwa tygodnie. Poczułam nieprzyjemnie rozlewający się, po całym ciele chłód.

    – Ja odpadam – mruknęłam niechętnie do Oliwera.

    – Tchórzysz? – zapytał patrząc na mnie badawczo.

    Przecząco pokręciłam głową.

    – Nie stać mnie – przyznałam niechętnie, odwracając się.

    Chwycił mnie za rękę, zatrzymując  w miejscu.

    – Wybieraj piankę, ja stawiam.

    – Ale… – zaczęłam niepewnie.

    Spojrzał na mnie rozbawiony.

    – Po prostu rób co mówię – ponaglił, zagradzając mi wyjście.

    Nie wiedziałam co powiedzieć, za to byłam pewna, że policzki płoną mi żywym ogniem, dlatego z prawdziwą ulgą zniknęłam w przebieralni. Kiedy ubrana w granatową piankę wyszłam przed budynek, Oliwer już wybierał odpowiedni, treningowy latawiec. Przez pół godziny uczyliśmy się je puszczać, z plaży, w ogóle nie wchodząc do wody. Potem przez kolejną bawiliśmy się w tak zwane body-dragi, czyli ciągnięcie się po wodzie, za latawcem bez deski. Na koniec spróbowaliśmy z deskami. Od pierwszej chwili wiedziałam, że jestem dosłownie zakochana w tym sporcie. Ociekająca wodą, ale przeszczęśliwa, znalazłam się z powrotem na plaży. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, ale i radości, Oliwer umówił nas także na następny dzień. Nie mogąc przestać się uśmiechać, wciągnęłam na siebie swoje dżinsowe szorty i szary top. Wilgotnym włosom pozwoliłam po prostu opaść na plecy. Uznałam, ze jest na tyle gorąco, że same wyschną.

    – Podobało ci się? – spytał chłopak, kiedy razem wracaliśmy na zbudowane z długich desek molo.  

    – Jeszcze jak! – uśmiechnęłam się do niego rozmarzona.

    Adrian wraz z dziewczynami siedział w znajdującej się na molo kawiarni. Cała trójka powoli sączyła piwo. 

    – Niezła jesteś – stwierdziła Lidka, patrząc na mnie z niejakim podziwem.  – Ja bym się nie odważyła.

    Uśmiechnęłam się do niej promiennie. 

    – Już od dawna chciałam tego spróbować – oznajmiłam siadając przy niej.

    – Pewnie, że byś się nie odważyła – skwitowała Marta, rozbawionym głosem – jeszcze byś sobie zniszczyła idealną fryzurę, albo manicure i co by się wtedy stało? Sary to nie obchodzi.

    Dziewczyna spojrzała na przyjaciółkę odrobinę urażona, ale doskonale wiedziała, że tamta ma rację. Dla Lidki, to jak aktualnie wygląda, było sprawą najważniejszą. Nie zrobiłaby nic, co mogło zniszczyć jej idealny makijaż czy pobrudzić zawsze modne ubranie. Była piękna i potrafiła o to dbać. Najbardziej jednak zaskakiwało ludzi którzy ją poznawali to, że przy tych wszystkich cechach, była osobą naprawdę inteligentną, a nie pustą lalką Barbie.

    – Może masz rację – burknęła niechętnie, zakładając nogę na nogę i prezentując piękną, brązową opaleniznę.

    – Mnie tam się to podoba – oznajmił zupełnie szczerze Adrian, obejmując dziewczynę ramieniem.

    Bez protestów mu na to pozwoliła. Widocznie dwie godziny spędzone razem, wiele wniosły do ich wzajemnych stosunków. No cóż, Lidka marzyła o wakacyjnym romansie, a Adrian był naprawdę niczego sobie, więc nic dziwnego, że padło właśnie na niego. Poczułam ukłucie żalu na myśl, że ja sama nigdy w ten sposób nie potrafiłam. Dziewczyny dopiły piwo i poszliśmy zwiedzać miasto. 

    – Idziemy na to? – zwrócił się Oliwer do Adriana, pokazując mu stojącą na wzgórzu, przypominającą poruszającą się w pionie huśtawkę, karuzelę. 

    Chłopak skinął głową. Uśmiechnął się do nas szelmowsko.

    – Dziewczyny, jeżeli któraś się odważy iść z nami, to ja stawiam – oznajmił.

    Marta wzdrygnęła się na samą myśl o karuzeli. 

    – Ja mam lęk wysokości – stwierdziła stanowczo – idźcie we czwórkę. 

    – Ok. ale wy dwie idziecie? – upewnił się dla porządku. Kiedy skinęłyśmy głowami, wyciągnął z plecaka aparat, podając go Marcie. – W takim razie ty porobisz nam zdjęcia. Będzie zabawnie.

    Adrian kupił bilety i zajęliśmy miejsca na karuzeli. Siedziałam nerwowo majtając nogami, nie mogąc się doczekać przejażdżki.

    – Boisz się? – zapytał siedzący przy mnie Oliwer, a w jego szaroniebieskich oczach zatańczyły iskierki drwiącego uśmiechu.

    – To już drugi raz, kiedy mnie o to pytasz – warknęłam na niego. – Czy wyglądam na przestraszoną?

    Przyglądał mi się przez chwilę w milczeniu.

    – Właściwie to bardziej na spłoszoną – przyznał.

    – Pięknie – mruknęłam, ale nie zdążyłam nic więcej dodać, bo karuzela ruszyła.

    Była zupełnie jak olbrzymia huśtawka, na której bujaliśmy się do tak zwanej „dechy”. Czułam się cudownie, jakbym latała! Miałam ochotę się śmiać. Spojrzałam przelotnie na pobladłą twarz, siedzącej po przeciwległej stronie Lidki. Dziewczyna wyglądała, jakby miała zaraz zwymiotować. 

    – Wszystko ok.? – zapytał Oliwer przekrzykując szum otaczającego nas naturalnego i sztucznego wiatru. – Bo twoja koleżanka wygląda, jakby ją mdliło.

    Spojrzałam na niego uśmiechając się.

    – Mnie tam się podoba – odkrzyknęłam, w duchu jednak niepokojąc się o Lidkę.

    Kiedy karuzela się zatrzymała, dziewczyna natychmiast pobiegła w krzaki. Marta, oddając chłopakom aparat, popędziła za nią.

    – To był zły pomysł brać ją na karuzelę po piwie – westchnął nieszczęśliwy Adrian.

     Oliwer wzruszył ramionami.

    – Masz jeszcze na coś siłę? – zwrócił się z pytaniem bezpośrednio do mnie. – Bo ten tutaj, będzie nieużyty do końca dzisiejszego dnia, pełen poczucia winy, przepraszając twoją koleżankę. Czyli w skrócie same nudy.

    Adrian spojrzał na niego zbolałym wzrokiem, a potem ciężko westchnął.

    – Dobra, idźcie sobie. Poczekam tu na nie.

    Zeszłam za rozbawionym Oliwerem, z podestu karuzeli. Nie chciało mi się wierzyć, że to właśnie mnie gdzieś zaprasza, nawet jeżeli to kompletnie nic nie znaczyło. W każdym razie wreszcie spotkałam kogoś, kto podzielał moje zamiłowanie do adrenaliny i przygód. Cokolwiek by się nie działo, zamierzałam się tego dnia dobrze bawić. Chodziliśmy po mieście, zatrzymując się przy różnych, turystycznych atrakcjach. Oliwer był szczerze zdziwiony, kiedy ograłam go w cymbergaja, potem bardzo długo się śmiał. Jeszcze bardziej zdumiało go to, że zjadłam z nim gofry. Rozbawiony oznajmił mi, że przyzwyczaił się do dziewczyn, które za wszelką cenę dbały o linię. No cóż, ja taka w każdym razie nie byłam. Potem to on mnie zaskoczył, bezbłędnie wybierając na półce w księgarni, nową książkę Pratchetta. Od tej pory dyskutowaliśmy głównie, przerzucając się ulubionymi tytułami, płynnie przechodząc od literatury, poprzez film, aż do muzyki, śmiejąc się z tego, jak zbliżone są nasze upodobania. Do domu wróciliśmy dopiero wraz z zachodzącym słońcem. Dziewczyny, w towarzystwie Adriana, piły teraz dobre wino, które najwyraźniej chłopak kupił w ramach poczucia winy. Już całą piątką, wybraliśmy się na skapaną w resztach dziennego światła plażę. Usiedliśmy na drewnianym podeście, zamkniętego już o tej porze, przypominającego dużą altankę, baru. Lidka i Adrian zachowywali się tak, jakby już od jakiegoś czasu, stanowili dobraną parę. Marta przysunęła się bliżej Oliwera. Nadmiar alkoholu, wyraźnie ją ośmielił. 

    – Zimno mi – poskarżyła się niepocieszonym głosem.

    Chłopak wstał, zupełnie ignorując jej obecność. Spacerowym krokiem, poszedł nad brzeg morza. Adrian roześmiał się wesoło.

    – Zapomnij – zwrócił się do dziewczyny. – Nie uda ci się go poderwać. Z nim nie jest tak łatwo. Ba, nawet nie dostaniesz jego motocyklowej kurtki. To rzecz nietykalna i nigdy nie miała jej na sobie żadna panienka. Jedyne dziewczyny, którymi Oliwer nie gardzi – dodał w przypływie szczerości – to takie w typie waszej Sary, dobre kumpele i nic więcej. Od zawsze taki był.

    Wiedziałam, że Adrian nie zrobił tego naumyślnie, a raczej nawet zupełnie bezmyślnie, ale jego słowa naprawdę mnie zabolały. Kumpela. Tak właśnie postrzegała mnie większość chłopaków. Kilka razy, kiedy miałam nadzieję, na coś więcej, związek kończył się, zanim jeszcze na dobre się zaczął, ponieważ chłopak stwierdzał w pewnym momencie, że jestem dla niego tylko przyjaciółką. Tak pewnie byłoby i teraz. Nie, poprawiłam się w myślach, tak nie mogłoby być teraz, ponieważ Oliwer nawet na tyle, by się mną nie zainteresował. W każdym razie, tego dnia, ja naprawdę zdążyłam go polubić.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Rano, po śniadaniu, wybraliśmy się na rowerową wycieczkę, bo chłopacy chcieli pozwiedzać zabudowania militarne, pozostałe po pierwszej i drugiej wojnie światowej. Oderwaliśmy się od reszty z Oliwerem dosyć szybko, żeby zdążyć na swoją lekcję kitesurfingu. Oddaliśmy rowery do wypożyczalni, a potem chłopak skoczył po kluczyki i uruchomił motocykl. Spojrzałam na niego pytająco.

    – Bierzemy motor? – spytałam, a serce podeszło mi do gardła. 

    Marzyłam o tym, żeby się z nim przejechać, a jednocześnie byłam pełna obaw. W odpowiedzi podał mi kask.

    – Wskakuj, bo się spóźnimy – mruknął.

    Nie zaprotestował, kiedy lekko przestraszona, objęłam go w pasie. Na molo znaleźliśmy się błyskawicznie. Tym razem, z prawdziwym żalem, zsiadłam z motocykla. Oliwer to zauważył.

    – Spodobało ci się? Nie martw się, jeszcze pojeździmy – mrugnął do mnie.

    – Fajnie, nigdy jeszcze nie miałam okazji – przyznałam cicho.

    – No to teraz masz – oznajmił rozbawiony, idąc w kierunku szkoły surfowania.

    Dwie godziny minęły stanowczo zbyt szybko. Tym razem zaczęliśmy już nawet proste skoki. Czułam się cudownie. Potem Oliwer zapytał czy chciałabym z nim, tak po prostu, pojeździć na motorze. Chciałam, nawet bardzo. Zjechaliśmy cały półwysep Helski. Po ponad godzinie jazdy, Oliwer zaprosił mnie na pizzę. Prowadziliśmy ożywioną dyskusję, na temat Mrocznej Wieży, Stephena Kinga. Dawno z nikim tak dobrze się nie bawiłam, jak w jego towarzystwie. Poczułam się bardzo nieszczęśliwa, kiedy po południu, wróciliśmy do naszego wczasowego domku, dołączając do dziewczyn i Adriana. Mimo, że znałam chłopaka dopiero drugi dzień, całą sobą chciałam spędzać czas jedynie w towarzystwie Oliwera.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Późnym wieczorem zeszłam do, znajdującej się piętro niżej, kuchni, zrobić sobie płatki. Zaskoczona zobaczyłam siedzącego przy laptopie Oliwera. Podniósł na mnie wzrok, a po chwili znów zatopił spojrzenie szaroniebieskich oczu w ekranie monitora.

    – Hej – przywitał się obojętnie.

    – Cześć – odpowiedziałam mu mechanicznie. – Nie śpisz jeszcze?

    Skrzywił się odrobinę.

    – Twoja koleżanka bardzo zainteresowała się Adrianem – stwierdził kładąc nacisk na słowo „bardzo” – i ubłagali mnie, żebym przed czwartą nie właził im do pokoju. Tak więc, w skrócie, do rana nie mam co ze sobą zrobić.

    – To może masz ochotę przejść się na plażę? – zaryzykowałam.

    Tym razem naprawdę się do mnie uśmiechnął. Zamknął laptopa.

    – Jesteś moim zbawieniem – stwierdził rozbrajająco.

    Wstał od stołu i razem wyszliśmy przed dom. Ciemne niebo rozświetlały setki jasnych gwiazd. Powietrze było rześkie i przyjemne. Nie pozostało już nawet śladu po całodziennym upale. Leśną ścieżką, w milczeniu, które, ku mojemu zdziwieniu, wcale nie było krępujące poszliśmy na skąpaną w świetle księżyca plażę. Usiedliśmy na drewnianym pomoście, wsłuchując się w szum morskich fal. Chłodny, delikatny wiatr lekko rozwiewał mi niesfornie związane włosy. Byłam przekonana, że mogłabym tak trwać bez końca. Oliwer jednak po kilkunastu minutach wstał i podszedł nad brzeg morza. Poszłam za nim. Potknęłam się o jakiś wyrzucony przez wodę korzeń, którego nie dostrzegłam w półmroku. Gdyby mnie nie złapał, przewróciłabym się, niechybnie wpadając do wody. Przytrzymał mnie. Roześmiał się cicho.

    – Uważaj – mruknął.

    Zamiast jednak wypuścić z ramion, Oliwer przyciągnął mnie do siebie bliżej. Serce podeszło mi niemal do gardła, do tego pędziło jak oszalałe. Nie miałam pojęcia jak się zachować. Przestałam myśleć. Chłopak pochylił się, oplatając rękami moją talię. Ciepłymi, miękkimi ustami dotknął moich ust. Poczułam lekko słony, morski smak. Niemal utonęłam w gorliwym pocałunku. Nogi się pode mną ugięły, kiedy wypuścił mnie z objęć. Czułam się jakby były z waty. Odsunął się.

    – Przepraszam – powiedział odwracając się i ruszając w kierunku wyjścia z plaży.

    Patrzyłam na niego oniemiała. Nie! krzyknęło wszystko we mnie. Nie! Podbiegłam do niego. Chwyciłam go za rękę. Odwrócił się do mnie. Było mi wszystko jedno, jak wielką idiotkę z siebie zrobię.

    – Co to miało być? – zapytałam, po niewczasie zdając sobie sprawę, jak załamał się mój własny głos.

    – Przepraszam, nie powinienem był cię całować – powtórzył, odwracając wzrok.

    – Dlaczego? – spytałam. Spojrzał na mnie pytająco. – Dlaczego mnie pocałowałeś i czemu uważasz, że to był błąd? – powtórzyłam zirytowana.

    Uśmiechnął się lekko, a ja zdałam sobie sprawę, że ten sukinsyn zrobił to specjalnie! Doskonale wiedział, co się potem stanie. Dał mi nadzieję i teraz nie obchodziło mnie nic poza nim. Było mi wszystko jedno, co stanie się później, nie przejmowałam się nawet tym, że taki chłopak jak Oliwer, z pewnością ma jakąś dziewczynę, chciałam mieć go dla siebie, przynajmniej przez te głupie, spędzone nad morzem, dwa tygodnie. Nie potrafiłam, nie chciałam odpuścić.

    – Pocałowałem cię dlatego, że od wczoraj miałem na to ochotę – przyznał, ale ja i tak nie potrafiłam mu tak zwyczajnie uwierzyć – a był to błąd, ponieważ nie jestem chłopakiem dla ciebie. Przepraszam – powtórzył po raz trzeci. – Zapomnijmy o tym, dobrze?

    Tym razem naprawdę mnie zdenerwował. Nie zamierzałam spędzić dwóch tygodni wakacji, płacząc w łóżku w poduszkę, a na to się po tej rozmowie zanosiło.

    – Czemu nie jesteś chłopakiem dla mnie? – zapytałam wprost.

    Delikatnym gestem odgarnął włosy z mojej twarzy. Wpatrywał się we mnie przez chwilę, a potem z premedytacją kopnął jakiś leżący na piasku kamień.

    – Naprawdę musisz wiedzieć? – spytał niechętnie.

    – Tak – oznajmiłam, nie puszczając jego ręki.

    Westchnął, przeszedł w milczeniu kilka kroków, pozwalając mi iść obok siebie. Wyszliśmy z plaży. Odezwał się dopiero, kiedy znaleźliśmy się na ukrytej w mroku, leśnej ścieżce.

    – Nie jestem miłym chłopakiem – powiedział cicho, patrząc prosto przed siebie – lubię cię i nie chcę cię głupio skrzywdzić.

    Zatrzymałam się w miejscu. Roześmiałam się. Spojrzał na mnie lekko zaskoczony.

    – To był najdurniejszy kosz, jakiego w życiu dostałam – oznajmiłam mu, lekko zduszonym głosem, nie mogąc się powstrzymać od śmiechu.

    Jego słowa bardzo mnie zabolały, ale jednocześnie poczułam w sobie taką beznadzieję, że nie mogłam przestać się śmiać. Twarz Oliwera spoważniała. Chwycił mnie za ramiona, odrobinę zbyt mocno.

    – Uważasz, że robię sobie z ciebie żarty?! – warknął na mnie. – Od lekcji kitesurfingu, mam ochotę spędzać z tobą każdą wolną chwilę, ale wiem, jakie to beznadziejne. Posłuchaj Saro – westchnął, a ja wiedziałam, że powiedzenie tego, co chce z siebie wyrzucić jest dla niego krępujące i dużo go kosztuje – mnie nie kręcą normalne rzeczy, to nie dotyczy tylko sportów ekstremalnych, ale też dziewczyn. Normalny seks mnie nie rusza. Lubię dominować, lubię BDSM i nie jest to dla mnie element gry, a ona cała. 

    Kiedy spojrzałam mu w oczy, wiedziałam, że nie robi sobie ze mnie żartów i wtedy podjęłam decyzję. Nie, zdecydowanie nie zamierzałam tych dwóch tygodni przepłakać w poduszkę!

    – I tak z góry założyłeś, że ja nie chciałabym tego spróbować? – spytałam zupełnie spokojnie.

    – Saro, to nie jest dobry pomysł – odezwał się cicho, po chwili milczenia.

    – Więc nie pozwolisz mi o tym zdecydować?

    Poczułam się bardzo głupio. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się błagać chłopaka o… seks. Coś ścisnęło mnie w środku i podskoczyło do samego gardła, kiedy uświadomiłam sobie, o co właściwie się z nim kłócę. Najgorsza jednak ze wszystkiego była ta pewność, że dokładnie wiem, czego chcę. Pewność i determinacja. W panującym na ścieżce półmroku widziałam, jak przygryza dolną wargę.

    – Jesteś pewna, że tego chcesz? – zapytał niechętnie, patrząc mi w oczy. Skinęłam głową, mimo, że tak do końca nie wiedziałam, na co się zgadzam. Wyraz jego twarzy odrobinę się zmienił. W dalszym ciągu nie puszczał moich ramion. – Dobrze – odezwał się w końcu. – Spróbujemy, ale jeden, najmniejszy protest z twojej strony i kończymy całą zabawę. Odpowiada ci taki układ?

    – Więc po prostu chcesz, żebym robiła wszystko to, co mi każesz? – upewniłam się, sama nie wiedząc, czemu jestem taka rozbawiona.

    – Można to tak określić – stwierdził uśmiechając się ponuro.

    – Zgoda.

    Był naprawdę zaskoczony. Po chwili milczenia jednak przyciągnął mnie do siebie stanowczo. Pocałował, tak, że nie mogłam złapać tchu. Wszystkie moje wątpliwości i obawy, w jednej chwili uleciały wraz z wieczorną bryzą. Ciepło rozlało się po całym moim ciele, gdy jego ręce znalazły się pod dresową bluzą, dotykając nagiej skóry. Przez chwilę czułam się, jak w cudownym śnie, a potem wszystko nagle się skończyło. Oliwer wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą w krzaki. Zniknęliśmy między drzewami. Chłopak oparł się o jakiś gruby pień. Ponownie mnie do siebie przyciągnął. Znowu całował, ale jego ręce stawały się coraz bardziej nachalne i natarczywe. Przymknęłam oczy. Teraz już wcale nie byłam taka pewna czy tego chcę. Podjęłam jednak decyzję i postanowiłam w niej trwać. Oliwer rozpiął moją dresową bluzę. Zimne powietrze uderzyło, w mój odsłonięty brzuch. Przesunął palcami po sportowym staniku, zsunął mi go z ramion. Coś gwałtownie we mnie zaprotestowało, a jednak, w dalszym ciągu, pragnęłam czuć na swoim ciele jego dotyk. Chłopak odsłonił moje drobne piersi. Położył na nich dłoń. Z jego krtani wydobył się gardłowy pomruk, przywodzący na myśl zadowolonego kota. Pieścił je delikatnie, ale stanowczo, a ja teraz zapragnęłam go całą sobą. 

    – Uklęknij – rozkazał w końcu cicho.

    Mimowolnie posłuchałam. Więc tak to się dzisiaj skończy. Mimo tej świadomości, czułam niesamowita wilgoć, między swoimi nogami. Oliwer rozpiął rozporek. Podsunął mi do ust swoją przyzwoitych rozmiarów, nabrzmiałą męskość. Wzięłam go do ręki i zaczęłam delikatnie pieścić językiem samą główkę. Potem wkładałam go do ust, przesuwając dłonią po całości jego członka. Przez chwilę mi na to pozwolił, potem jednak naprawdę zrozumiałam o czym chłopak mówił na ścieżce. Złapał mnie za włosy, niezbyt mocno, ale zdecydowanie i stanowczo. Wsunął mi swoją męskość do ust, tak, że zaczęłam się dławić. Potem, w równym rytmie, zaczął poruszać, zarówno moją głową, jak i swoimi biodrami. Starałam się przełykać ślinę, żeby się nią nie zakrztusić. Zrobiło mi się niedobrze. On jednak nie przestawał. Skończył dopiero po długiej chwili. Poczułam w ustach lepką, ciepłą spermę. Przełknęłam ją, żeby się nie udławić, ponieważ on ciągnie nie wyjmował swojego członka. Poruszył się jeszcze kilka razy i dopiero wtedy go zabrał. Zapiął rozporek. Podniósł mnie z ziemi, zapinając zamek w mojej bluzie.

    – Dalej tego chcesz? – zapytał cicho.

    – Tak – odpowiedziałam, w dalszym ciągu czując w ustach, słodkawo-słony smak jego nasienia.

    Objął mnie ramieniem. Przyciągnął do siebie opiekuńczo, a ja mocno przylgnęłam do jego boku.

    – To dopiero początek – wyszeptał ponuro, a ja nie byłam pewna czy mówi do mnie czy do siebie.

    Wróciliśmy razem do willi. Dochodziła druga. Nie chciałam rozstawać się z Oliwerem. Każda chwila była dla mnie ważna, zważywszy, że nie wierzyłam, żeby był dla mnie perspektywą na dłużej niż na te dwa, wakacyjne tygodnie.

    – Może przenocujesz u mnie? – zaproponowałam.

    – A Marta? – zapytał, ale zauważyłam, że ten pomysł mu się podoba.

    Wzruszyłam ramionami.

    – Nie jeden raz budziłam się w akademiku, kiedy w jej albo Lidki łóżku spał jakiś chłopak.

    Oliwer się roześmiał.

    – W takim razie zgoda.

    Po cichu weszliśmy do ciemnego pokoju. Zabrałam koszulkę, w której zwykłam sypiać, kosmetyczkę i wymknęłam się do łazienki, zostawiając chłopaka siedzącego na łóżku. Kiedy wróciłam, leżał pod cienką kołdrą, podpierając się na łokciu. Położyłam się obok niego, a on przyciągnął mnie do siebie. Moja głowa znalazła się na jego ramieniu, plecy wtulały się w jego tors. Ponownie poczułam niechcianą wilgoć. Zamknęłam oczy. Poczułam na karku delikatne pocałunki. Jedna ręka Oliwera znalazła się pod moją koszulką, druga zabłądziła w majtki. Gwałtownie otworzyłam oczy. Spojrzałam na śpiącą po drugiej stronie pokoju Martę. Palce chłopaka nie przerywały powolnego tańca. Wsunęły się między moje nogi. Z każdą chwilą, z każdym kolejnym muśnięciem, mój oddech przyspieszał, stawał się coraz głośniejszy. Z trudem powstrzymywałam się przed cichymi jękami. Poczułam jak jego dłoń zagłębia się w moją wilgoć. Kciukiem muskał moją łechtaczkę. Palcami drugiej ręki, delikatnie ścisnął mój sutek. Wyprężyłam się, przyciskając plecami jeszcze bardziej do jego ciała. Byłam przekonana, że za chwilę zwariuję. Wystarczyło kilka jego nieznacznych , delikatnych ruchów, żeby doprowadzić mnie do obłędu. Poczułam jak moje mięśnie zaciskają się dookoła jego zagłębionych we mnie palców. Ponownie zamknęłam oczy. Przez chwilę znalazłam się w niebie. Oliwer zabrał dłoń, nie wyjmując jednak tej spod mojej koszulki. Cieszyłam się, że jest ciemno, ponieważ byłam przekonana, że moje policzki płoną żywym ogniem. Chłopak przyciągnął mnie do siebie mocniej. Teraz, zamiast karku, pocałował niesforne włosy. Niemal fizycznie czułam jego rozbawienie.

    – Dobranoc – wyszeptał.

    Nie odpowiedziałam. Leżałam wtulona w jego ramiona, próbując uspokoić nieposłuszny oddech. Było mi wygodnie i niesamowicie przyjemnie. Wreszcie, po ciągnących się w całą nieskończoność minutach, zapadłam w lekki, przyjemny sen bez marzeń. Moje marzenie, leżało tuż obok.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Kiedy obudziłam się rano, z żalem stwierdziłam, że nie ma przy mnie Oliwera. Przez chwilę zastanawiałam się, czy może to wszystko tylko mi się przyśniło, potem jednak spostrzegłam leżącą na poduszce, delikatną, dziką różę o różowych płatkach i pięknym zapachu. Przeciągnęłam się ziewając. Marta dalej spała. Nigdy nie należała do rannych ptaszków. Drzwi do pokoju otworzyły się i do środka wsunęła się lekko roztrzepana Lidka, z rozmarzonym wyrazem twarzy. Przewróciła oczami, uśmiechając się do mnie. Sięgnęła po pierwszą z brzegu poduszkę.

    – Wstawaj! – krzyknęła, rzucając nią w Martę. – Słońce wysoko na niebie, idziemy na plażę!

    Leżąca na łóżku dziewczyna jęknęła i odwróciła się na drugi bok. Lidka, razem z kołdrą, brutalnie ściągnęła ją na podłogę. Zerwałam się szybko z łóżka. Nie chciałam, żeby zajęła się także mną. Po półgodzinie, umyte i ubrane, we trójkę jadłyśmy w kuchni śniadanie. 

    – Jakie mamy plany na dzisiaj? – zapytałam, pamiętając, że po południu jesteśmy umówieni, na kolejną lekcję kitesurfingu.

    – Teraz plaża, a wieczorem idziemy potańczyć – oznajmiła Lidka – trzeba poderwać dla was jakichś fajnych chłopaków – uśmiechnęła się wesoło i widać było, że przynajmniej część jej myśli w dalszym ciągu krąży przy Adrianie.

    Skrzywiłam się. Chętnie powiedziałabym im o Oliwerze, ale nie wiedziałam czy chłopak sobie tego życzy.

    – Ja nie chcę – oznajmiłam stanowczo. – Nie lubię dyskotek. Wolałabym zostać.

    – Trudno, są wakacje i jakoś to przeżyjesz – wzruszyła ramionami Marta, a ja byłam pewna, że żadna z nich mi nie odpuści.

    Po śniadaniu wybrałyśmy się na plażę. Z wydm wyglądała jak upstrzona kolorowymi punkcikami układanka z klocków. Na dole jednak nie było już tak uroczo. Dzielnie przepychałyśmy się przez tłum spragnionych słońca wczasowiczów. Dziewczyny, kiedy tylko znalazłyśmy wolny skrawek plaży, natychmiast rozebrały się do uroczych bikini i wyciągnęły się na swoich ręcznikach. Nie cierpiałam się opalać! Do tego odrobinę ukłuło mnie to, że miałam na sobie, chyba jako jedyna tutaj, sportowy, niebieski kostium, zamiast barwnego, plażowego „odkryj jak najwięcej się da” stroju. Siedziałam przez chwilę, przesypując rękami piasek, a potem poszłam bezpośrednio do chłodnej, morskiej wody. Kochałam pływać! Bawiłam się w wodzie, nurkując wśród, niezbyt silnych tego dnia, fal. W pewnym momencie, gdy wynurzyłam się na powierzchnię, poczułam na sobie czyjeś chwytające mnie ręce. Szarpnęłam się. Usłyszałam znajomy śmiech. Spojrzałam w rozbawioną twarz Oliwera. Podczas gdy mnie woda sięgała do szyi, jemu nie zakrywała nawet ramion. Zanurkowałam z powrotem. Złapał mnie ponownie, przyciągnął do siebie.

    – Daj spokój – mruknął – nie chciałem cię przestraszyć.

    Podniósł mnie, a ja nogami oplotłam go w pasie. Zanurzył się w wodzie, tak, że teraz wystawały z niej jedynie nasze głowy. Mokre włosy kleiły mi się do szyi i policzków. Odgarnął je do tyłu. Pocałował mnie lekko. Plaża była dzika, nie było tu boi czy ratowników, a niewiele osób wypływało tak daleko jak ja, większość bawiła się przy brzegu, dlatego mieliśmy odrobinę prywatności.

    – Co tu robisz? – zapytałam.

    Roześmiał się. 

    – Adrian umówił się z Lidką, że przyjdzie na plażę, to ja zabrałem się razem z nim. Nie było cię z dziewczynami, więc wypatrzyłem cię w wodzie. Nie było trudno, jesteś czasami za odważna – stwierdził.

    Wzruszyłam ramionami.

    – Lubię pływać. Przy brzegu byłoby trudno.

    Odnosiłam coraz silniejsze wrażenie, że moja osoba bardzo go bawi. Nie przeszkadzało mi to. Popatrzył na coś w oddali. Spojrzałam w tym samym kierunku.

    – Chcę przejechać się na skuterze wodnym – oznajmił. – Idziesz ze mną?

    Właściwie czemu nie? Mnie także to korciło. Skinęłam głową. Oliwer wyniósł mnie z wody i zostawił na chwilę samą. Zaraz potem wrócił z Adrianem i dziewczynami. Mieli ze sobą nasze rzeczy. Brzegiem poszliśmy w stronę wypożyczalni. Oliwer wziął skuter, a cała reszta poszła zająć stolik w położonej na wydmach smażalni ryb. Pływaliśmy dobre pół godziny, obydwoje tak samo zachwyceni prędkością. Potem dołączyliśmy do reszty, nie mając już czasu nawet na szybki obiad. Zabraliśmy swoje rzeczy i zmyliśmy się na kurs kitesurfingu. Błagałam w duchu, żeby tak wyglądały całe moje wakacje.

    Po zajęciach, Oliwer zaproponował spacer po mieście. Nie spieszyło mu się, żeby wracać. Mnie także nie, ani odrobinę. Zdziwiłam się jednak, kiedy weszliśmy do sklepu z ubraniami. Oliwer bezbłędnie trafił do wieszaka, z odważnymi mini spódniczkami. Spojrzałam na niego zaniepokojona. 

    – Przymierz tą – podał mi ciemnoniebieski kawałek materiału, w drobne białe kwiaty, u góry trzymający się na szerokim, granatowym pasie.

    Pamiętałam jednak co powiedział. Jeżeli zaprotestuję przeciwko czemukolwiek, to kończymy zabawę. Wcale nie chciałam jej kończyć. Posłusznie wzięłam od niego spódniczkę i zniknęłam w przymierzalni. Kiedy się przebrałam, zajrzał do środka. Uśmiechnął się.

    – Idealnie, bierzemy tą – stwierdził. Chciałam przypomnieć mu, że mnie nie stać, ale mnie ubiegł. – Daj ją, to zapłacę przy kasie, kiedy się będziesz przebierała.

    Posłusznie podałam mu krótką spódniczkę. Dziwnie się czułam. Nigdy nie chodziłam w mini, właściwie to od zawsze wolałam spodnie. Teraz jednak robiłam wiele takich rzeczy, które nigdy wcześniej nie przyszłyby mi do głowy. Na przykład samo umawianie się z przystojnym Oliwerem do takich się zaliczało. Wyszliśmy ze sklepu, a chłopak natychmiast pociągnął mnie do dużego baru. Zatrzymaliśmy się przed toaletami. Podał mi reklamówkę.

    – Przebierz się.

    – Teraz? – spytałam zaskoczona.

    – Aha – odpowiedział wyraźnie rozbawiony. – Majtki też zmień.

    Miałam ochotę go kopnąć. Nie zrobiłam tego. Jakie do cholery majtki? Posłusznie weszłam do toalety. Kiedy wyjmowałam z reklamówki mini, zauważyłam, że są tam również czarne stringi. Czułam się coraz bardziej zażenowana, ale w końcu sama tego chciałam… Włożyłam na siebie spódniczkę, zmieniłam bieliznę i wyszłam z łazienki. Właściwie, to nawet pasowała do mojego szarego topu. Oliwer zdążył zająć stolik. Przyglądał mi się z zainteresowaniem.

    – Ślicznie wyglądasz – mruknął, kiedy usiadłam obok niego, a ja spłonęłam niechcianym rumieńcem.

    Dalsza rozmowa między nami, toczyła się swobodnie, a raczej toczyłaby się, gdyby nie ręka Oliwera podążająca po moim udzie. Z uporem godnym lepszej sprawy, starałam się na nią nie zwracać uwagi. Bezskutecznie. Zabrał ją dopiero, kiedy przynieśli zamówione jedzenie, a ja nie byłam pewna czy czuję ulgę czy zawód. 

    Note