Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Usłyszałam głosy. Znowu się kłócili. Powoli, jak najciszej, zeszłam na dół. Nie zwróciłabym na to uwagi, gdyby w trakcie ich rozmowy, nie padło moje imię. Teraz nie mogłam się powstrzymać, po prostu musiałam wiedzieć!

    – Zrobisz tej dziewczynie krzywdę, w końcu nie zapanujesz nad sobą i tak się stanie, naprawdę nic cię to nie obchodzi? – zapytał Adrian.

    Oliwer spojrzał ponuro na przyjaciela.

    – Nie zrobię – w jego głosie brzmiała jakaś dziwna stanowczość i pewność.

    – Skąd wiesz? Doskonale zdajesz sobie sprawę na co cię stać!

    – Nic jej nie zrobię – odpowiedział Oliwer już znacznie ciszej – z nią jest inaczej, ona jest inna. 

    – Co masz na myśli? – spytał mniej pewnie Adrian.

    – Na niej mi zależy – przyznał spokojnie Oliwer, a ja poczułam, że moje serce bije tak głośno i szybko, że zaraz oni również mnie usłyszą.

    Po cichu wspięłam się z powrotem na schody. Usiadłam na samej górze. Nie miałam pojęcia co jest nie tak, dlaczego Adrian aż tak bardzo się przejmuje, to jednak nie miało znaczenia. Cokolwiek by to nie było, to i tak, całą sobą pragnęłam Oliwera.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Tego ranka obudziło mnie wpadające przez okno słońce. Dzień zapowiadał się ciepły i słoneczny. Mimo, że nie cierpiałam wylegiwania się na plaży, cieszyłam się, że będę mogła popływać. Dziewczyny już na mnie czekały. Wpakowałam do torby plażowy ręcznik i zaczęłam szukać stroju. Nigdzie go jednak nie było.

    – Sara, idziesz? – usłyszałam ponaglający głos Lidki. 

    – Chwilę! – zawołałam wysypując z plecaka wszystkie ubrania. 

    Idealnie! Złośliwość rzeczy martwych, pomyślałam. Zbiegłam po schodach na dół. Adrian i Oliwer stali razem z dziewczynami. Więc oni też wybierali się na plażę? Mimo pięknego słońca, dzień zaczął się po prostu paskudnie! Byłam pewna, że jeżeli im powiem w czym problem, to zrujnuję w ten sposób plany przyjaciół. Lidka na pewno zostałaby szukać ze mną, nie ważne, jak bardzo uwielbiała nagrzaną w letnim słońcu plażę, a z nią zapewne zostałby Adrian. Miałam więc tylko jedno wyjście. 

    – Nie idę – powiedziałam, starając się nie podnosić na nich wzroku – może znajdę was później – mruknęłam, a potem weszłam z powrotem na górę.

    Zamknęłam drzwi od pokoju i rzuciłam się na łóżko. Przez chwilę wpatrywałam się w sufit. Co mogło się stać z tym cholernym kostiumem? Miałam ze sobą tak niewiele rzeczy… Przecież nie mógł tak po prostu rozpłynąć się w powietrzu! Zresztą, nigdy nie należałam do osób, które coś notorycznie gubią. Usłyszałam pukanie do drzwi.

    – Proszę – odezwałam się zaskoczona.

    Do środka wszedł Oliwer. Spojrzał na mnie z mieszaniną rozbawienia i irytacji. Oparł się o ścianę, krzyżując ręce za plecami.

    – Dlaczego nie idziesz? – spytał.

    – Może nie mam ochoty? – spróbowałam, z niewielką nadzieją na to, że mi się uda.

    – Nie kłam – powiedział z dezaprobatą.

    Westchnęłam.

    – Nie ważne, naprawdę musisz wiedzieć?

    Wzruszył ramionami.

    – Po prostu pomyślałem, że może tego szukasz – oznajmił, wyciągając zza pleców mój strój, a raczej to co z niego zostało.

    Jęknęłam. Zerwałam się z łóżka. Wyrwałam mu z ręki porwaną, odrobinę ubłoconą szmatę. Cudownie! Trzymając ją w ręku, znowu opadłam na łóżko.

    – Skąd to masz? – zapytałam zrezygnowana.

    Podszedł bliżej. Usiadł przy mnie.

    – Zabrałem psu – stwierdził najbardziej absurdalną rzecz na świecie – najwyraźniej twoja „przyjaciółka” – niemal wypluł to słowo – uznała, że to będzie dla niego idealna zabawka.

    – Nie wierzę – westchnęłam, upuszczając resztki stroju na podłogę i zamykając oczy.  

    Wzruszył ramionami.

    – Jak chcesz. Może wygląda tak przypadkiem, ale na twoim miejscu bym się pilnował. Zauważyłem, że dziewczyny są wredne.

    – Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo – mruknęłam niechętnie.

    Czy Marta naprawdę aż tak była zazdrosna o Oliwera? W sumie, dla mnie nigdy nie była wredna, ale dotąd jeszcze nie weszłam jej w drogę, a widziałam na co ją stać… Ponure myśli zaprzątnęły mi głowę.

    – Chodź – powiedział chłopak, podnosząc mnie do pozycji siedzącej – kupimy nowy.

    Spojrzałam na niego lekko skonsternowana.

    – Nie stać mnie, mówiłam ci już.

    Roześmiał się.

    – Mnie stać.

    – Nie chcę, żebyś mi coś kupował – warknęłam na niego. – I tak już płacisz za wszystko, a zwłaszcza za nasz kitesurfing…

    Przyciągnął mnie do siebie, pocałował.

    – Więc kończymy zabawę? – wymruczał pytanie.

    – Dlaczego? –  zaprotestowałam.

    – Nie słuchasz mnie – stwierdził – a taka była umowa.

    – To nie fair! – oznajmiłam.

    – Mhm, bardzo! – roześmiał się cicho, odgarniając mi włosy i całując moją szyję. Potem wstał z łóżka, ciągnąc mnie ze sobą – Idziemy po kostium, a potem na plażę. Ja wybieram – sprostował.

    Chwyciłam swoją torbę, a potem zeszliśmy na dół. Oliwer przez cały czas nie wypuszczał mojej ręki. Po drodze na plażę zatrzymaliśmy się w, przyciągającym uwagę barwną wystawą, sklepie. Przez chwilę oglądaliśmy stroje, a potem chłopak kazał mi zmierzyć błękitne bikini, ozdobione minispódniczką a’la pareo. Ku mojemu zażenowaniu, leżało wręcz idealnie. Oliwer był wyraźnie w bardzo dobrym humorze.

    – Doskonale, bierzemy – oznajmił stanowczo, a ja nie miałam odwagi po raz kolejny zaprotestować. – Już go nie zdejmuj.

    Chłopak poszedł zapłacić, a ja na mój nowy strój kąpielowy, wciągnęłam szorty i koszulkę. Kiedy wyszliśmy ze sklepu, opiekuńczo objął mnie ramieniem i razem poszliśmy na plażę. Dziewczyny i Adriana znaleźliśmy już po kilkudziesięciu metrach spaceru.

    – O jesteście! – ucieszyła się szczerze Lidka. – Fajnie, że udało ci się ją namówić – zwróciła się pogodnie do Oliwera. 

    – Nic prostszego – uśmiechnął się chłopak.

    Szturchnęłam go łokciem. Roześmiał się. Z przykrością zauważyłam jak wrogo patrzy na mnie Marta, a byłam pewna, że kiedy zaprezentuję swój nowy strój, będzie tylko gorzej. Usiadłam na ręczniku. Lidka rzuciła Oliwerowi krem z filtrem. Uśmiechnęła się do nas łobuzersko.

    – Lepiej się posmarujcie – oznajmiła poważnym tonem.

    Chłopak ukucnął przy mnie i bezceremonialnie pobrudził mnie kremem. Popchnęłam go na piasek. Przewrócił się, ale pociągnął mnie za sobą, tak, że znalazłam się na nim. Śmiał się. To było zaraźliwe. Ja również zaczęłam się śmiać. Zdjął ze mnie koszulkę, odsłaniając błękitny stanik stroju i w tej pozycji, w której byliśmy, zaczął smarować mi plecy. Wyrwałam mu krem i usiadłam. Zdjęłam szorty. Posmarowałam starannie twarz, nogi i ramiona.

    – A ja? – zaprotestował.

    Westchnęłam. Kiedy zwinnie wstał z piasku, stanęłam za nim i posmarowałam mu plecy. Zamruczał, niczym zadowolony kocur. Czynność była kompletnie bez sensu, bo już chwilę później, razem z Adrianem zniknęli w wodzie. Chciałam iść za nimi, ale zatrzymała mnie Lidka.

    – Co to za strój? – zapytała zainteresowana.

    Byłam pewna, że się czerwienie.

    – Nowy – przyznałam – bo do tamtego dorwał się pies. Musiał spaść ze sznurka – dodałam, żeby jeszcze bardziej nie podsycać kłótni z Martą.

    – Jeżeli chcesz pożyczyć jakąś kasę… – zaczęła niepewnie Lidka, doskonale znając moje fundusze.

    Przecząco pokręciłam głową.

    – Oliwer mi kupił – przyznałam niechętnie.

    Zauważyłam wściekły wzrok Marty, ale to Lidka spojrzała na mnie skonsternowana. 

    – Uważaj słoneczko, żebyś nie przesadziła – odezwała się do mnie.

    To było ostrzeżenie. Kto jak kto, ale wiedziałam, że Lidka przeżyła przeróżne przygody. Zmusiłam się do uśmiechu.

    – Zaprotestowałam – wyjaśniłam szczerze – ale nalegał – nie miałam zamiaru wyjawić na czym polegał jego szantaż – nie martw się o mnie, jest ok.

    Twarz przyjaciółki rozjaśniła się w uśmiechu. Przewróciła oczami.

    – Coś mi się wydaje, że wpadłaś po uszy – roześmiała się wesoło – mam nadzieję, że nie oznacza to porcji dużych lodów, codziennie przez resztę wakacji po powrocie do domu – zażartowała.

    Odwzajemniłam jej pogodny uśmiech, ale byłam przekonana, że kiedy wrócimy i nie będzie już Oliwera, nie pomoże mi w niczym, nawet największa porcja lodów świata.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Dni w towarzystwie Oliwera płynęły cudownie. Gdyby tylko nie wiecznie podły humor Marty i perspektywa powrotu do domu, byłoby fantastycznie. Nie miałam złudzeń. Oni mieszkali we Wrocławiu, my w Gdyni. Nawet, gdyby między nami miało być coś więcej, zabiłaby to sama odległość. Całą sobą starałam się wykorzystać czas, który mi pozostał. Oliwer również chciał spędzać ze mną każdą wolną chwilę i nie wyglądało na to, żeby miało mu chodzić jedynie o seks. Skończyliśmy kurs kitesurfingu i teraz przy każdej lepszej lub gorszej okazji, wypożyczaliśmy sprzęt. Znikaliśmy na całe dnie. Jeździliśmy na motorze, pływaliśmy, chodziliśmy na spacery, tak po prostu, żeby ze sobą być. Wieczorem siedzieliśmy w knajpce przy deptaku, rozmawiając i śmiejąc się wesoło. Nigdy nie brakowało nam wspólnych tematów. Miałam ochotę na piwo, ale Oliwer jak zwykle pił jakiś sok.

    – Napij się ze mną – poprosiłam.

    – Ja nie piję – oznajmił stanowczo chłopak.

    – No co ty? W ogóle? – zapytałam zaskoczona.

    – Nie to, że nigdy – westchnął – nie chcę po prostu przy tobie pić.

    – Proszę, nie będę przecież sama piła – mruknęłam, przysuwając się do niego bliżej – a mam straszną ochotę.

    – Saro, to nie jest dobry pomysł – oznajmił.

    – Dlaczego?

    – Po prostu, nie i już – stwierdził.

    – Świetnie – warknęłam zirytowana, wstając od stolika.

    – Gdzie idziesz? – spytał, przytrzymując mnie za rękę.

    – Wracajmy – poprosiłam.

    Zdawałam sobie sprawę, że zachowuję się głupio i byłam pewna, że zaraz mi przejdzie, on jednak tego nie wiedział. Przyciągnął mnie do siebie, sadzając na swoich kolanach.

    – Jeżeli naprawdę tak ci zależy, to się z tobą napiję – westchnął.

    – Bardzo bym chciała – odpowiedziałam.

    Zdjął mnie ze swoich kolan, a potem wstał. Po chwili wrócił, niosąc dwa pełne kufle. Zamiast poprzestać na jednym, ja ciągle namawiałam go na więcej. Po trzecim przestał już protestować. Kiedy wracaliśmy do domu, był mocno wstawiony, a ja prawie kompletnie pijana. Było już późno i po miasteczku kręciło się niewielu ludzi, a my na dodatek wracaliśmy przez las. Tu nie było nikogo. Przy pierwszej lepszej okazji, Oliwer pociągnął mnie między drzewa. Niebo było trochę zachmurzone, więc lekkie światło dawał jedynie kawałek księżyca. Potykałam się o jakieś korzenie, ale nie zwracałam na to uwagi. Chłopak trzymał mnie mocno i byłam pewna, że nie pozwoli mi upaść. Nie do końca wiedziałam, co się dzieje, ani gdzie jesteśmy, kiedy objął mnie w pasie, podniósł i posadził na drewnianym stoliku. Otaczała nas ciemność i drzewa. W oddali słychać było szum morskich fal. Oliwer pocałował mnie mocno, wręcz brutalnie. Niemal zdarł ze mnie kraciastą koszulę, w którą byłam ubrana. Potem zaczął pozbywać się reszty mojej garderoby. Słabo zaprotestowałam. Nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Chwilę później, zupełnie naga, drżałam z zimna, na drewnianym stole. Zobaczyłam pociemniałe z podniecenia oczy chłopaka. Wcześniej bałam się tego, że ktoś tu będzie przechodził, że ktoś mnie zobaczy, teraz jednak zaczęłam bać się również jego. Jego ręce i usta były dosłownie wszędzie. Jego dotyk sprawiał mi ból. Odwrócił mnie na brzuch i dał mi klapsa, znacznie mocniejszego niż wcześniej w pokoju. Poczułam w sobie jego palce. Pod brzuchem i piersiami, miałam twarde deski. Było mi zimno i niewygodnie. Palce Oliwera poruszały się coraz szybciej, sprawiając mi coraz większy ból. Łzy spłynęły mi po policzkach. Mimo tych kilku piw, teraz czułam się, jakbym zupełnie wytrzeźwiała. Pisnęłam z bólu, kiedy uderzył mnie ponownie. Chciałam się odwrócić.

    – Oliwer, wystarczy – poprosiłam.

    Roześmiał się, a ja poczułam prawdziwy strach.

    – Sama tego chciałaś – powiedział odrobinę zachrypniętym z podniecenia głosem.

    Przytrzymując mnie jedną ręką, drugą zdjął własne spodnie. Znów położył mnie na plecach. Spróbowałam się wyrwać. Wtedy poczułam w ustach jego sztywny członek. Mimowolnie go ugryzłam. Odepchnął mnie. Uderzył w twarz. 

    – Oliwer, proszę… – szepnęłam, a po policzkach spływały mi łzy.

    – O co prosisz? – zamruczał znów przyciągając mnie do siebie.

    Wziął do ręki moją pierś. Poczułam na karku mocne ugryzienie. Pisnęłam. Znowu mnie uderzył, w ogóle nie patrząc gdzie bije. Teraz płakałam już otwarcie, a on się śmiał. Brutalnie pchnął mnie na stolik. Przyciągnął do siebie tak, że moja pupa wisiała nad ziemią, tuż za blatem. Przytrzymał moje nogi. Poczułam jak jego męskość napiera mocno na moją pupę. Łzy spływały po moich policzkach coraz gęściej.

    – Oliwer, nie – odezwałam się głośno, błagalnie.

    – Zamknij się! – warknął na mnie ostro.

    Posłuchałam. Całe moje ciało drżało. Przestałam się bronić, był znacznie silniejszy. Wszedł do środka, brutalnym, mocnym ruchem. To już nie była zabawa. Ból rozrywał całe moje, nieprzygotowane ciało. Oliwer poruszał się coraz szybciej. Z całej siły zagryzłam zęby, żeby nie krzyczeć. Po ciągnących się w nieskończoność chwilach wyszedł ze mnie, a ciepła sperma zalała mój brzuch. Miałam nadzieję, że to koniec. Myliłam się. Chłopak odwrócił mnie na brzuch. Otarł się lepkim członkiem o moje pośladki. Ponownie wsunął palce w moje wnętrze. Poczułam, jakby coś mnie rozrywało. Zachłysnęłam się powietrzem, szarpnęłam. Przytrzymał mi na plecach ręce, brutalnie przyciskając mnie do stołu. Pochylił się nade mną. Czułam na karku jego ciepły, pachnący piwem oddech. Wsunęła się we mnie cała jego ręka, zaczął nią poruszać. Ból był potworny, a ja nie byłam w stanie krzyczeć. Wiedziałam, że jeżeli zrobi mi coś jeszcze, to po prostu odpłynę. Niecierpliwie czekałam na to, by osunąć się w błogą nieświadomość. Usłyszałam czyjeś kroki. Ręka Oliwera gwałtownie wysunęła się z mojego wnętrza, zadając mi jeszcze większy ból. Skuliłam się na stole. Całe moje ciało drżało. Poczułam na nogach ciepłe stróżki i byłam pewna, że to krew. Oliwer przez chwilę szarpał się z nieznajomym. Tamtemu jednak nie zajęło dużo czasu, przewrócenie go na leśną ściółkę.

    – Wynoś się stąd! – usłyszałam ociekający wściekłością głos Adriana. 

    Zadrżałam. Skuliłam się jeszcze bardziej. Absurdalnie nie chciałam, żeby mnie w takim stanie zobaczył. Oliwer wstał dosyć chwiejnie. 

    – Pieprz się! – warknął.

    Z pięściami rzucił się na przyjaciela. Adrian odepchnął go brutalnie. Chłopak znów się przewrócił. Zerwał się i spróbował ponownie. Oberwał po raz kolejny, tym razem jednak tak szybko nie wstał. Adrian podszedł do mnie. Podniósł mnie i otulił swoją bluzą. Kiedy w żaden sposób nie zareagowałam, ostrożnie posadził mnie z powrotem na stole. Pozbierał moje leżące na ziemi ubrania. Postawił mnie na ziemi. Łzy spływały mi po policzkach, ale tylko na niego patrzyłam. Pomógł mi włożyć majtki. Wziął mnie na ręce, kompletnie ignorując obecność Oliwera. Wtuliłam się w niego jak mała dziewczynka, nie mogąc przestać łkać. Zaniósł mnie do domu. Wszedł razem ze mną do łazienki. Oślepiło mnie jasne światło. Podszedł do mnie, obejrzał.

    – Przepraszam – powiedział cicho. – Powinienem wezwać pogotowie – mówił, pełnym żalu, zmartwionym głosem.

    Z trudem stałam na nogach. Zachwiałam się, kiedy się ode mnie odsunął. Przytrzymał mnie. Widziałam spływającą po moich udach krew.

    – Nie – zaprotestowałam słabo. Doskonale zdawałam sobie sprawę z konsekwencji, jakie by to wywołało. – Pomóż mi się umyć – poprosiłam.

    Zawahał się.

    – Może zawołam Lidkę – zaproponował.

    – Nie, proszę.

    Musiał dostrzec błaganie w moich oczach, bo posadził mnie delikatnie na podłodze, a sam odkręcił pod prysznicem wodę. Rozebrałam się. Było mi już wszystko jedno. Adrian starał się na mnie nie patrzeć. Umyłam się, a on pilnował, żebym się nie przewróciła. Owinął mnie ręcznikiem i starannie wytarł, a potem znów otulił swoją bluzą. Na korytarzu ponownie wziął mnie na ręce. Zaniósł do swojego pokoju. Położył na łóżku i przykrył kołdrą, a sam usiadł na podłodze, tuż obok. Mniej więcej doszłam już do siebie. Nie mogłam uwierzyć w to co zrobił mi Oliwer, ale przecież mnie uprzedzał. Prawie już zasypiałam, kiedy rozbudził mnie huk otwierających się drzwi. Adrian gwałtownie zerwał się z podłogi, stając dokładnie pomiędzy mną, a Oliwerem. Wpatrywał się w niego w milczeniu. Chłopak był pobrudzony i lekko podrapany, nie wyglądał już na wściekłego, a raczej na przerażonego. 

    – Do rana możesz się tu nie pokazywać – odezwał się Adrian, z trudem panując nad własnym głosem.

    Oliwer spojrzał na niego błędnym wzrokiem, potem jego spojrzenie padło na mnie. Postąpił krok, w kierunku łóżka na którym leżałam. Zerwałam się i skulona odsunęłam pod samą ścianę. Chłopak zatrzymał się, nie próbując wyminąć Adriana. Nie spuszczał wzroku z mojej przerażonej twarzy.

    – Nic jej nie jest? – zapytał cicho, łamiącym się głosem.

    – Będziesz miał szczęście, jeżeli Sara nie oskarży cię o gwałt – warknął Adrian, wypychając go za drzwi.

    Oliwer nie protestował. Adrian zamknął drzwi, tym razem przekręcając w nich klucz. To co się stało było zbyt świeże, nie potrafiłam opanować drżenia. Chłopak usiadł koło mnie, przytulił do siebie, jednocześnie łagodnie zmuszając mnie do tego, żebym się położyła.

    – Nie zostawiaj mnie – poprosiłam cicho, wtulając się w niego.

    – Nie zostawię – westchnął, staranniej otulając mnie kołdrą.

    Przestałam drżeć. Po chwili mój oddech się uspokoił. Wiedziałam jednak, że nie dam rady zasnąć. Troska w głosie Oliwera była zbyt szczera, zbyt prawdziwa. 

    – Co z nim jest nie tak? – zapytałam. – Czemu on mi to zrobił?

    Adrian westchnął, wiedziałam jednak, że mi odpowie. Uważał, że należy mi się przynajmniej prawda.

    – Widzisz, Oliwer nie zawsze nad sobą panuje. Cierpi na zaburzenia osobowości, a do tego ma skłonności do sadyzmu. To niezbyt przyjemna mieszanka. On doskonale zdaje sobie z tego sprawę, bierze nawet leki. Dodatkowo nadmiar energii, rozładowuje w różnego rodzaju sportach. Naprawdę to uwielbia. Zazwyczaj go lepiej pilnuję – przyznał – ale w twoim przypadku był taki pewien, że cię nie skrzywdzi, że mu uwierzyłem. Dziękuję ci – mruknął po dłuższej chwili milczenia. – Nie wiedziałem co robić. Gdybyś pozwoliła mi wezwać pogotowie, on zwyczajnie poszedłby siedzieć – skrzywił się nieznacznie. – Jakiś czas temu, nie zapanował nad sobą w porę i prawie na śmierć pobił faceta, który próbował zatłuc kijem psa. Dostał za to pięć lat w zawieszeniu. Nie zamknęli go tylko przez wzgląd na opinię psychiatry i fakt, że Oliwer dobrowolnie podjął się leczenia.

    Przymknęłam oczy.

    – Nie miałam pojęcia – szepnęłam – to moja wina. Namówiłam go, żeby się ze mną napił. Dlatego puściły mu hamulce.

    – Co za dureń! – syknął Adrian. – Jeżeli się na to zgodził, to tylko i wyłącznie jego wina! Chyba zaczął myśleć nie tą częścią ciała co trzeba. – Przez chwilę brzydko przeklinał. – A ja jestem ten drugi idiota, bo zamieniłem mu leki, a tych, które mu dałem, zdecydowanie nie powinno się łączyć z alkoholem. Gdybym go uprzedził…

    Uśmiechnęłam się do niego blado. To wszystko nie mieściło mi się w głowie. Zakochałam się w jakimś pieprzonym psychopacie! I najgorsze, że była to prawda. Pomimo tego, co mi zrobił, pomimo tego, co właśnie usłyszałam, ja w dalszym ciągu kochałam Oliwera. Masz ci los! Spośród tylu miliardów facetów, mnie akurat musiał trafić się Hannibal Lecter!

    – Dziękuję, że mi powiedziałeś – odezwałam się cichutko, zamykając oczy. 

    Martwił się o mnie. Ta myśl w jakiś sposób dodawała mi otuchy. Nie wiedziałam co się dalej stanie i jak to wszystko będzie wyglądało, byłam pewna tylko jednego – musiałam z nim porozmawiać. Szczerze i o wszystkim.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Obudził mnie hałas otwierających się drzwi. Przypomniałam sobie, jak w nocy wychodziłam do łazienki, a potem zapomniałam je zamknąć. Adrian mruknął, wyciągnął rękę i oplótł mnie ramieniem. W progu stał Oliwer. Patrzył na nas. Jego twarz zrobiła się kredowo blada. Nic nie powiedział, po prostu odwrócił się i wyszedł. Zerwałam się z łóżka i pobiegłam za nim. Kiedy jednak wydostałam się z pokoju, chłopaka już nie było. Z cichym westchnięciem poszłam do siebie. Dziewczyn nie było w pokoju, co uznałam za szczęśliwy zbieg okoliczności. Nie chciałam, żeby zobaczyły mnie, zanim doprowadzę się do porządku. Dzień należał do tych chłodniejszych, wzięłam więc długie dżinsy, koszulkę z rękawkami i zaszyłam się w łazience. Tam obejrzałam się przed dużym lustrem. Zdjęłam z siebie za dużą bluzę Adriana. Na szyi i dekolcie miałam sine ślady, jak od malinek, były też jednak między nimi widoczne ugryzienia. Kilka brzydkich siniaków zdobiło też moje ręce i nogi. Odetchnęłam z ulgą na myśl, że nic więcej. Umyłam się i ubrałam, a potem zniknęłam z powrotem w pokoju, by zasłonić szyję bandanką. Bez śniadania czy czegokolwiek innego, wyszłam przed dom. Odetchnęłam świeżym, nadmorskim powietrzem. W taki wietrzny dzień, byłam więcej niż pewna, że wiem, gdzie mogę znaleźć Oliwera. Moje nogi same skierowały się ku molo nad zatoką. Niebo zdobiły barwne latawce surferów. Tak wiało, że na pomoście prawie nie było ludzi. Już z oddali wypatrzyłam, siedzącą na schodach, skuloną sylwetkę. Podeszłam tam, usiadłam przy nim. Spojrzał na mnie zaskoczony, potem natychmiast odwrócił wzrok. Milczał.

    – Cześć – odezwałam się, nie będąc pewną co powinnam, co mogłabym, powiedzieć.

    W dalszym ciągu na mnie nie patrzył.

    – Saro, przepraszam, wracaj do domu – poprosił.

    – Chyba zgłupiałeś – syknęłam poirytowana, nie tak wyobrażałam sobie tą rozmowę.

    – Gdyby nie Adrian, nie mam pojęcia, co bym ci zrobił – jęknął cicho chłopak. – Powinienem iść siedzieć – wyznał.

    – Nie gadaj bzdur! – odezwałam się do niego ostro. – I nie użalaj się sam nad sobą, bo to nie ma sensu. Nic mi nie zrobiłeś – skłamałam, tak bardzo pragnąc, żeby przynajmniej mnie przytulił.

    Wzdrygnął się. Uśmiechnął się kwaśno.

    – Doskonale pamiętam, co robiłem – przyznał niechętnie. – Choć uwierz, wolałbym tego nie wiedzieć.   

    Ukucnęłam przed nim, ręce położyłam na jego kolanach. Chciałam, żeby na mnie popatrzył. Zrobił to. Widziałam jego, pełne bólu, szaroniebieskie oczy.

    – Saro… – poprosił cicho.

    Przysunęłam się bliżej, chciałam go pocałować. Pragnęłam, żeby zrobił cokolwiek, odwzajemnił pocałunek, przytulił, on jednak gwałtownie wstał.

    – Przepraszam, tak bardzo cię przepraszam – powiedział, a potem odwrócił się i odszedł szybkim krokiem, a ja zostałam sama.

    Siedziałam jeszcze chwilę na molo, a potem wróciłam do domu. Na korytarzu usłyszałam krzyki Lidki. Wrzeszczała na Adriana. Chłopak stał tam, jak osaczona ofiara, nawet nie próbując się bronić. Kiedy pojawiłam się w zasięgu jej wzroku, na mnie też zaczęła krzyczeć. Zobaczyłam, że mój, spakowany plecak, stoi w wąskim korytarzu przed drzwiami. Leżała na nim złożona bluza chłopaka. Marta siedziała za otwartymi drzwiami, na łóżku. Uśmiechała się pod nosem.

    – Mało ci jeden? – warknęła na mnie Lidka. – Miałam cię za przyjaciółkę, a ty musiałaś zrobić coś tak podłego?!

    Pytająco spojrzała, na Adriana. Wzruszył ramionami, ale milczał. 

    – O co chodzi? – spytałam niepewnie.

    – Nie udawaj idiotki! – syknęła. – Marta widziała wczoraj, jak Adrian, półnagą niesie cię z łazienki. Do tego spędziłaś z nim noc, podczas gdy twój kochany Oliwer – niemal wypluła te słowa – gdzieś się szlajał! Jak mogłaś?

    Zagryzłam zęby, znowu spojrzałam na Adriana, tym razem w moim wzroku było pytanie. Przecząco pokręcił głową. Mimo, że zależało mu na Lidce, nic im nie powiedział. Ja też nie zamierzałam. Usiadłam pod ścianą, przy swoim plecaku, Adrian usiadł koło mnie. Dziewczyna ryknęła, jak wściekły niedźwiedź i ostentacyjnie ruszyła schodami w dół. Z pewnością nie takiej reakcji się spodziewała. Marta zamknęła drzwi. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, a potem ja wstałam.

    – Porozmawiam z nią – zwróciłam się do Adriana, a potem, w ślad za dziewczyną, zeszłam schodami.

    Lidka była w kuchni. Tuż przy niej stał Oliwer. Byłam pewna, że musiał słyszeć całą awanturę. Nawet z korytarza widziałam jego chłodne, szaroniebieskie oczy. Ona ich nie widziała lub nie miała pojęcia co oznaczają. Przysunęła się do niego bliżej.

    – Skoro Sara przerzuciła się na Adriana, to może my razem… – zaproponowała kuszącym głosem, ocierając się o niego biodrem.

    Oliwer błyskawicznie chwycił ją za nadgarstki. Pchnął dziewczynę, tak, że oparła się o blat kuchenny. Jej ręce znalazły się wysoko nad głową, przygniecione przez niego do wiszącej szafki.

    – Ty mała idiotko! – syknął wściekle. – Adrian jest zapatrzony w ciebie jak w tęczę, a ty osądzasz go na podstawie tego, co mówi jakaś zazdrosna dziewucha. Uwierz mi, chciałbym, żeby coś zrobił z Sarą, to byłaby dla mnie odpowiednia kara, jestem jednak przekonany, że nawet jej nie tknął. Ba, nawet przez myśl mu to pewnie nie przeszło!

    – Więc co stało się wczoraj?! – zapytała wściekłym głosem, odrobinę przestraszona Lidka.

    – Za dużo wypiłem – oznajmił jej niepełną prawdę – i przeholowałem. Adrian zamknął się z Sarą w pokoju, żeby mnie tam nie wpuścić i miał cholerną rację – dodał, puszczając jej ręce.

    Dziewczyna zamrugała. Patrzyła na niego zszokowana, tyłem wycofując się z kuchni. Potem wbiegła po schodach. Schowałam się, żeby na mnie nie wpadła. Potem weszłam do jasnego pomieszczenia. Stanęłam w progu, tym razem nawet nie próbując podejść do Oliwera. Dzielącą nas odległość pokonał jednym susem. Spojrzał na mnie, a potem przytulił, delikatnym pełnym czułości gestem. Wszystkie jego mięśnie były napięte. Wiedziałam, że czeka na jakikolwiek, najmniejszy protest z mojej strony, żeby mnie puścić. Ja jednak nie zamierzałam protestować. Przylgnęłam do niego całą sobą. Usiadł na krześle, sadzając mnie na swoich kolanach. Jego ramiona oplotły mnie tak, jakby chciał schować moją postać przed całym światem. Chwilę później dołączyli do nas Lidka i Adrian. Trzymali się za ręce. Dziewczyna nieufnym spojrzeniem obrzuciła Oliwera.

    – Saro, przepraszam – odezwała się cicho. – Nigdy nie powinnam cię tak z góry osądzać.

    Obdarzyłam ją bladym uśmiechem. 

    – Nie martw się, już wszystko ok. – mruknęłam, opierając głowę, o ramię Oliwera.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Przez kilka ostatnich dni, chodziliśmy wszędzie we czwórkę. Marta prawie nie wychodziła z pokoju. Oliwer nadskakiwał mi na każdym kroku, co było odrobinę irytujące, ale momentami bardzo mi się podobało. W dniu wyjazdu obudziłam się u jego boku, czując w sobie paskudną pustkę i żal. Na sąsiednim łóżku, w ramionach Adriana, spała Lidka. Nie mieliśmy już skrupułów, żeby naburmuszoną Martę, zostawiać samą. Oliwer, kiedy tylko zauważył, że otworzyłam oczy, przyciągnął mnie do siebie stanowczo. Pocałował delikatnie. Mruknęłam zadowolona.

    – Mogę odwieźć cię do Gdyni? – zapytał prosząco. – Lidka jedzie z Adrianem do Wrocławia, zaprosił ją na resztę wakacji.

    Coś stanęło mi w gardle. Dlaczego my tak nie mogliśmy? Skinęłam jednak głową, nie będąc zbyt pewna własnego głosu. Wyjechaliśmy po południu. Odwiózł mnie pod mieszkanie, które wynajmowałyśmy we trójkę. Blok znajdował się przy samym końcu ulicy Świętojańskiej, tuż przy Wzgórzu Świętego Maksymiliana. To było ładne miejsce. Idealne na pożegnania. Zsiadłam z motocykla. Oddałam mu kask. On nawet nie zdjął swojego.

    – Kocham cię – zaryzykowałam.

    Skinął głową. Nie odpowiedział, a potem po prostu odjechał. Czułam się jak kompletna idiotka. Bo niby czego się spodziewałam? Przecież nigdy, niczego mi nie obiecywał.  Weszłam do domu. Marty na szczęście jeszcze nie było. Rzuciłam się na własne łóżko. Przez długi czas wpatrywałam się w sufit, a potem po prostu płakałam. Wiedziałam, że nigdy nie zapomnę tych wakacji. Pod wieczór w moim pokoju pojawiła się Marta. Usiadła przy mnie na łóżku. Dotknęła dłonią mojego ramienia. Podniosłam na nią zapuchnięte od płaczu oczy.

    – Idź sobie – poprosiłam.

    – Chciałam cię przeprosić – wyznała cicho – jestem zazdrosną idiotką. Najgorszą przyjaciółką świata. Ale pokarało mnie za to, bo popsułam sobie wakacje i zamiast z wami, spędzałam je sama.

    Uśmiechnęłam się do niej poprzez łzy. Rozmawiałyśmy. Poczułam się odrobinę lepiej. Nie chciałam jednak myśleć o koszmarze nadchodzących dni, który będzie trwał tak długo, aż jego cudowne wspomnienie, zupełnie w moim umyśle wyblaknie. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Nie miałam ochoty jeść, nie chciało mi się spać. Snułam się po domu, co chwila zerkając na komórkę. Nie odezwał się. Ani słowem. Lidka dzwoniła, powiedzieć, że świetnie się bawi. Nie potrafiłam zdusić w sobie uczucia zazdrości, ale w przeciwieństwie do Marty, walczyłam z nim sama. Minął tydzień, a ja, niczym wampir, nie widziałam przez ten czas słońca. Wszystkie moje myśli skupione były na Oliwerze, na wspominaniu każdego, wspólnie spędzonego momentu. Kompletnie nie ważne było to, co zrobił mi w lesie. Liczyło się teraz wszystko inne. Tak bardzo tęskniłam do jego obecności, do jego ust, dotyku! I tak potwornie bolało, że nigdy już ich nie będę miała. Koło godziny siódmej, zadzwonił telefon. Numer był nieznany. Odebrałam. Nogi się pode mną ugięły, kiedy w słuchawce usłyszałam głos Oliwera. 

    – Czekam w parku, pod twoim domem – odpowiedział, na moje ponure „słucham”. – Zrozumiem, jeżeli nie będziesz chciała mnie widzieć – dodał smutno, a potem się rozłączył.

    Sięgnęłam po pierwszą z brzegu bluzę. Włożyłam adidasy, a potem zbiegałam po kilka stopni naraz. Zwolniłam dopiero w parku. Naprawdę tam był. Siedział na jednej z drewnianych ławek. Podeszłam do niego. Przyglądał mi się przez chwilę, jakbym nie była realna. Usłyszałam westchnienie ulgi. Wstał. Trzymał w rękach długą, białą różę. Podał mi ją, mimo, że w jego oczach widziałam niepewność.

    – Co tu robisz? – zapytałam.

    – Saro… – zaczął, ale po chwili znowu zamilkł.

    Perfekcyjnie! Chłopak, który drugiego dnia znajomości prawie otwarcie zaproponował mi seks, teraz nie potrafił się wysłowić!

    – Nie odezwałeś się do mnie ani słowem, przez cały tydzień, a teraz, tak po prostu tu jesteś! – warknęłam na niego. – Żądam wyjaśnień! Jakichkolwiek!

    Uśmiechnął się. Przełknął ślinę. 

    – Wynająłem w Gdyni mieszkanie – oznajmił cicho – znalazłem sobie pracę, przeniosłem się na tutejszą uczelnię, piekielnie wkurzając tym ojca. To jednak jest znacznie trudniejsze – szepnął. – Kocham cię Saro i nie wiem czy chcesz dać mi szansę i spróbować być, moją dziewczyną…

    Zakręciło mi się w głowie. Oliwer…

    – Czy zawsze kiedy coś robisz, od razu jest to na taką dużą skalę? – zapytałam obracając w palcach biały, długi kwiat.

    – Chyba tak – przyznał. – Nie uznaję półśrodków. 

    Warknęłam na niego, uderzyłam go pięścią w tors, jednocześnie wpadając w jego ramiona. Przytulił mnie do siebie, chowając twarz w moich włosach.

    – Przez cały tydzień nie odezwałeś się ani słowem! – oznajmiłam mu po raz kolejny, nie kryjąc wyrzutu.

    – Przepraszam – wyszeptał – nie byłem pewny, jak to wszystko się uda, więc milczałem. Kocham cię – powtórzył.

    Zamknęłam oczy. Czułam się jakbym straciła, a teraz odzyskała cały świat. Tuliłam się do niego, wdychając cudowny zapach, rosnących w parku, dzikich róż. Nad zatoką zachodziło słońce, dotykając nas łagodnie, swoimi promieniami, a ja czułam, że coś się w moim życiu zmieniło nieodwracalnie. Będzie trudno, ani przez chwilę nie wierzyłam w to, że z Oliwerem może być łatwo, ale i tak, całą sobą, pragnęłam spróbować. 

    The End

    Note