Rozdział 1 – Pamiętnik Miss Wiosny
by Vicky15 marca, sobota
Minął już ponad miesiąc od mojej pierwszej randki z Gabrielem Andrzejewskim, a my w dalszym ciągu jesteśmy razem. To jego nowy rekord jeżeli chodzi o długość związków, mój zresztą też. Nigdy w życiu nie byłam bardziej szczęśliwa.
Dzisiaj są moje siedemnaste urodziny. Imprezę dla ludzi ze szkoły wyprawiałam wczoraj. Ze względu na Gabriela była wyjątkowo grzeczna, ale wszyscy i tak świetnie się bawili. Dzisiaj, w dzień kiedy naprawdę przypadają, zaplanowałam w domu kameralny wieczór dla grupy swoich najbliższych przyjaciół, to znaczy Oli, Daniela i oczywiście mojego kochanego chłopaka, Gabriela.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Wstałam wcześnie rano, żeby upiec ciasto, właściwie wymyśliłam sobie nie jedno, a dwa. Może dla czterech osób to przesada, ale wiedziałam jak Daniel uwielbia moje wypieki no i oczywiście chciałam się nimi pochwalić przed Gabe’m, a wcześniej jakoś nie było ku temu okazji. Przeciągnęłam się, próbując odegnać senność, ubrałam, umyłam i zniknęłam za drzwiami kuchni, by dać się ponieść wirowi pieczenia i gotowania. Pierwszym ciastem był jak zwykle nasz ulubiony kopiec kreta, ponieważ zwyczajnie nie wyobrażałam sobie nie zrobić go na urodziny. Jako drugie wybrałam sernik, taki zwykły, najzwyklejszy, na cienkim, kruchym spodzie. Kiedy wstawiłam ciasta do piekarnika, zadzwonił telefon. Odebrałam, widząc na wyświetlaczu numer mamy.
– Kochanie, nie dam rady dzisiaj wrócić – powiedziała to, co spodziewałam się usłyszeć.
– Dobrze – odparłam, starając się żeby mój głos nie był zawiedziony. – Więc kiedy wracasz?
– Powinnam być w poniedziałek, pójdziemy wtedy na wspólny obiad „Pod Anioły”, co ty na to? – zapytała.
Uśmiechnęłam się z przekąsem, ciesząc się, że tego nie widzi. Wolałabym, żeby choć jeden dzień spędziła cały w domu. Mimo wszystko byłam zadowolona, że w przeciwieństwie do niektórych rodziców, przynajmniej pamięta o moich urodzinach.
– Fajnie by było, mamo – starałam się mówić pogodnym głosem.
– W takim razie jesteśmy umówione, wszystkiego najlepszego kochanie – powiedziała pogodnie. – W moim sekretarzyku na górnej półce leży koperta, to prezent urodzinowy dla ciebie, a teraz wybacz, ale muszę lecieć, czeka mnie jeszcze dużo pracy.
– Dziękuję mamo, do zobaczenia w poniedziałek – odłożyłam słuchawkę, a potem opadłam na krzesło z cichym westchnięciem. Przecież niczego innego nie mogłam się spodziewać. Miałam cudowną mamę, szkoda tylko, że nigdy jej przy mnie nie było.
Wstałam z krzesła i poszłam do jej pokoju. Otworzyłam stary, dębowy sekretarzyk i wyjęłam przeznaczoną dla mnie, białą kopertę. Były w niej urodzinowa kartka i pieniądze. Mama złożyła mi życzenia i dopisała na dole „kup sobie coś ładnego”. Właściwie nie byłam pewna dlaczego jestem taka zawiedziona. Zawsze, kiedy kończyłam kolejny rok życia, przychodziła do mnie ta cała ponura melancholia i myśli o tym, co mogłoby być lepiej.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Była dopiero dziewiąta. Kto do licha mógł czegoś chcieć o takiej porze? Pobiegłam otworzyć. W progu stał Daniel. Miał nieodgadniony wyraz twarzy. Normalnie wszedłby po prostu zamiast używać dzwonka, ale jeszcze nie zdążyłam otworzyć drzwi z klucza. Mieszkamy w naprawdę spokojnej dzielnicy, więc zawsze zamykam je tylko na noc.
– Co się stało, że tak wcześnie wstałeś? – spytałam zaskoczona.
– Nic – mruknął wślizgując się do środka. – Nie mogłem spać.
– Zrobić ci jakieś śniadanie? – zaproponowałam.
Na jego twarzy natychmiast zagościł weselszy uśmiech. Entuzjastycznie skinął głową i poszliśmy razem do kuchni.
– O, robisz ciasto – ucieszył się na widok włączonego piekarnika. – Dostanę kawałek?
– Dostaniesz – odpowiedziałam, jak zwykle rozbawiona jego zachwytem. – Po południu.
– Sadystka! – stwierdził siadając na krześle.
Zaczęłam robić kanapki. Podszedł, kiedy stałam przy desce do krojenia chleba, odwrócona do niego tyłem. Poczułam jak zakłada mi coś na ramiona. Odwróciłam się zaskoczona w jego stronę. To była bluza, z „Nightmare before Christmas”, czarna z białym nadrukiem Jacka stojącego na wzgórzu razem z Duchem. To była ta bluza, którą zawsze od niego kradłam, jak tylko miałam okazję, a teraz sam postanowił mi ją dać!
– Wszystkiego najlepszego – mruknął rozbawiony.
Właściwie nie spodziewałam się od Daniela żadnego prezentu, wiedziałam, że go po prostu nie stać, ale on jak zwykle postanowił mnie zaskoczyć. To było coś, co naprawdę chciałabym dostać! Włożyłam ręce do odrobinę za długich rękawów i oplotłam ramionami jego szyję, niemal go przewracając z dzikiej radości.
– Kocham cię! – wyrwało mi się nieproszone, ale nie był to pierwszy raz kiedy mu to oznajmiłam. Od zawsze był dla mnie jak brat i ani trochę go nie dziwiło, że wyznaję mu miłość.
Przytulił mnie na chwilę, a potem odsunął od siebie stanowczo.
– Zapomniałaś o moim śniadaniu? – spytał pełnym wyrzutu głosem.
Roześmiałam się wesoło i wróciłam do smarowania masłem chleba.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Było za kwadrans czwarta, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Ola przyszła jako pierwsza. Kiedy otwierałam drzwi, zamiast rumianej twarzy przyjaciółki przywitał mnie duży, biały, pluszowy królik. Wpuściłam ją do środka i pozwoliłam, żeby entuzjastycznie złożyła mi życzenia. Z jej ust jak zwykle wydobywał się nieprzerwany potok słów. Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego tylko przy mnie z cichej, nieśmiałej myszki stawała się wesołą, inteligentną, błyskotliwą i dowcipną osobą. Co tak bardzo przerażało ją w innych ludziach i zewnętrznym świecie? Kiedy podała mi maskotkę odsłaniając twarz stanęłam zaskoczona, szeroko otwierając oczy. Zaniemówiłam. Moja przyjaciółka wyglądała jak strach na wróble, jeżeli chciała się upodobnić do postaci z filmów Tima Burtona, groteskowych, z podkrążonymi oczami to osiągnęła przy pomocy nieudolnie zrobionego makijażu idealny efekt.
– Oluś – zwróciłam się do niej delikatnie – czy to zamierzony efekt? To znaczy mam na myśli twoje włosy i makijaż…
Dziewczyna zaczerwieniła się potwornie, a ja zdziwiłam się, że jej rumieniec w ogóle widać spod grubej warstwy pomarańczowego pudru. Nigdy do tej pory nie zauważyłam, żeby Ola się w ogóle malowała.
– Wyglądam okropnie, prawda? – jęknęła, a w jej oczach pojawiły się łzy.
– Tak, trochę groteskowo – przyznałam, nie chcąc okłamywać przyjaciółki. Jęknęłam w duchu, bo po mojej odpowiedzi zaczęła otwarcie płakać. – Chodź, naprawimy to zanim przyjdą chłopacy – oznajmiłam pogodnie, ciągnąc ją za sobą na górę.
– Naprawdę możesz coś z tym zrobić? – zapytała z nadzieją, kiedy posadziłam ją na krześle w swoim pokoju.
– Jasne, że mogę – spojrzałam na nią lekko urażona, że wątpi w moje zdolności – a ty w tym czasie opowiedz mi proszę, dlaczego w ogóle postanowiłaś się dzisiaj umalować… przecież to kameralna impreza… W piątek nawet o tym nie pomyślałaś…
Przygotowałam mleczko do demakijażu i płatki kosmetyczne. Znalazłam też tonik i czysty ręcznik dla Oli. Bardzo zdziwiła mnie jej postawa, bo sama nie wyglądałam specjalnie elegancko. Zrobiłam jedynie delikatny makijaż, a wysoko spięte włosy, co chwilę niesfornie wysuwały się spod spinki. Sprane niebieskie jeansy i błękitna koszulka na ramiączkach także nie prezentowały się zbyt odświętnie, ale Gabriel taką właśnie mnie lubił, a Danielem nigdy nie przyszłoby mi do głowy się przejmować. Więc co mogło spowodować zachowanie Oli?
– Tak, ale w piątek nie było Daniela – szepnęła cicho, odwracając ode mnie wzrok.
Daniela? Pewnie, że go nie było, nienawidził tego typu imprez, a ja na pewno nie zamierzałam go zmuszać… ale czemu do diabła… Nagle mnie olśniło. Wiedziałam, że Oli podoba się Daniel, tak jak i setce innych dziewczyn, ale nigdy nie podejrzewałam, że moja przyjaciółka się w nim potajemnie podkochuje!
– Nie sądzę, żeby mu zaimponował twój makijaż – mruknęłam niechętnie.
Znałam Daniela Brzozowskiego na tyle dobrze, żeby wiedzieć, jak marne są szanse na to, że zainteresuje się taką dziewczyną jak Ola. Nie chciałam jednak pogrzebać marzeń przyjaciółki jednym, okrutnie brzmiącym zdaniem. Może gdyby tak…
Zabrałam się za zmywanie dzieła szalonego artysty z twarzy siedzącej w mojej pokoju dziewczyny, słuchając z coraz większą konsternacją, jak cudowny i wspaniały jest Daniel. Wywód zakończył się tym, czego obawiałam się najbardziej, nieśmiałą prośbą o to, czy pomogę jej go zdobyć. Nie miałam pojęcia w jaki sposób mogę jej odmówić, nie raniąc przy tym wrażliwych uczuć przyjaciółki.
Ledwo skończyłam doprowadzać Olę do porządku, kiedy ponownie rozległ się dzwonek do drzwi. Podałam jej ręcznik i kazałam opłukać w łazience twarz. Rzuciłam ostatnie spojrzenie na jej szary, przedpotopowy sweterek, a potem decyzją chwili wyciągnęłam z szafy jedną ze swoich najładniejszych tunik, wręczyłam ją przyjaciółce i zniknęłam na prowadzących z piętra na parter schodach.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Nieciekawym zbiegiem okoliczności, Gabriel i Daniel przyszli w tym samym momencie. Kiedy wpuściłam ich do środka obrzucali się gniewnymi, niechętnymi spojrzeniami. Niebieskie oczy rozpromieniły się jako pierwsze. Gabe uśmiechnął się do mnie, podając mi bukiet japońskich róż. Wzięłam od niego kwiaty, oplotłam ramionami jego szyję i leciutko pocałowałam w usta. Potem podał mi jeszcze papierową, prezentową torbę i ciasno zwinięty plakat.
– Ta paczka to od mojej mamy – mruknął lekko zawstydzony – nie mogła się powstrzymać, a ja nie potrafiłem jej tego wybić z głowy. Wszystkiego najlepszego.
Uśmiechnęłam się do niego ciepło. Naprawdę zdążyłam polubić mamę Gabriela. Głupio się przyznać, ale momentami żałowałam, że moja własna nie jest właśnie taka.
– Dziękuję – powiedziałam po prostu, ze zdobiącym twarz wesołym uśmiechem, było to najprostsze i najszczersze co mogłam odpowiedzieć.
Kiedy rozpakowywałam prezent, obydwaj młodzieńcy zdjęli kurtki, wieszając je w przedpokoju. Od mamy Gabe’a dostałam ładnie pachnący zestaw kosmetyków, a od niego samego duży plakat z czarnobiałą wieżą Eiffla. Po raz kolejny zastanowiło mnie, skąd on do licha tak dobrze mnie zna. Tak bardzo kochałam Paryż! Ten chłopak był chodzącą kopalnią wiedzy na temat Wiktorii Aleksandrowicz. Z lekkim niepokojem pomyślałam, czy przypadkiem nie wie o mnie więcej niż wiedzieli Ola i Daniel.
Kiedy przytuliłam się do Gabriela, mówiąc mu jak cudowną niespodziankę mi zrobił, napotkałam drwiące spojrzenie piwnych oczu. Na twarzy przyjaciela dostrzegłam tak dobrze mi znany arogancki, leniwy uśmiech. Zadrżałam. Daniel coś knuł, a ja nie miałam pojęcia co to takiego. Postanowiłam się nie przejmować. W końcu były moje urodziny i jak bardzo nienawidziłby mojego chłopaka, wiedziałam, że Daniel nie zamierza mi ich popsuć. Wzięłam Gabriela za rękę, drugą dłonią złapałam za koszulkę stojącego w korytarzu przyjaciela i obydwu pociągnęłam za sobą do salonu.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Salon, a także tak zwany pokój telewizyjny, był w moim domu prosty i elegancki. Stare, dębowe meble, miękki dywan, wygodna kremowa kanapa, zabytkowe pianino i stojący pod oknem, okazały kwietnik idealnie odzwierciedlały osobowość mojej mamy. Stałam teraz w nim i z uśmiechem na twarzy obserwowałam jak chłopaki zajadają się moim ciastem. Na początek w planach mieliśmy obejrzeć film, wybraliśmy „Sok z Żuka”. Daniel jak zwykle nie miał nic przeciwko, ja z Olą mogłyśmy go oglądać nawet milion razy, a Gabe go jeszcze wcale nie widział, tak więc wybór wydawał się idealny na rozpoczęcie wieczoru. Kiedy wreszcie moja przyjaciółka zdecydowała się zejść na dół, włączyliśmy dvd. Z dumą zauważyłam, że w mojej obcisłej tunice, Ola prezentowała się wcale nie najgorzej. Może jednak miała u niego jakieś szanse…
Usiadłam wygodnie na kanapie. Daniel rozwalił się obok mnie, bez skrępowania kładąc głowę na moich kolanach. Najpierw napotkałam zazdrosne spojrzenie przyjaciółki, a potem zobaczyłam cień smutku i bólu, w głębokich, niebieskich oczach Gabriela. Poczułam się bardzo nieswojo, zwłaszcza, że zachowanie Daniela, nie było niczym niezwykłym. Dla nas było po prostu normalne. Nie wiedząc co robić, postanowiłam po prostu zignorować oznaki ich niezadowolenia. Ola siedziała już na jednym, z idealnie pasujących do kanapy foteli, a Gabe, po chwili namysłu i wyraźnej walki z samym sobą, żeby nic nie powiedzieć, usiadł na dywanie, opierając się plecami o moje nogi. Tak było dobrze, tylko dlaczego poczułam się jeszcze dziwniej? Nigdy nie znalazłam się w sytuacji, w której Daniel miałby się spotkać z którymkolwiek z moich chłopaków, bo i niby po co? Gabriel był jednak nie tylko moją parą, ale także i przyjacielem, tym razem więc wszystko wyglądało zupełnie inaczej.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Po filmie rozmawialiśmy o błahych sprawach, a ja skupiałam się głównie na tym, żeby łagodzić napięcie, które z każdą chwilą rosło coraz bardziej między Gabe’m, a Danielem. Pomyślałam, że to jednak był zły pomysł, zapraszać ich do siebie jednocześnie, ale w końcu były moje urodziny, a dopiero teraz miałam wokół siebie ludzi, z którymi chciałam je spędzić.
Rozmowa z problemów szkolnych i śmiesznych sytuacji, płynnie przeszła w opowiadanie o wiosennym balu. Moje liceum pod jednym względem było nadzwyczajne. Zarówno uczniowie jak i nauczyciele wkładali naprawdę dużo trudu w to, żeby zapewnić nam jak najwięcej imprez kulturalnych. Dzięki temu szkoła tętniła życiem, zupełnie jak w amerykańskich filmach. Tak więc co jakiś czas mieliśmy bale, dyskoteki, zawody sportowe, konkursy i inne tego typu atrakcje.
Zsunęłam się na podłogę, oplatając ramionami szyję Gabriela, który w dalszym ciągu nie usiadł na kanapie, mimo, że Daniel zajadał teraz ciasto, siedząc zupełnie normalnie. Jego oczy natychmiast się rozjaśniły. Oplótł mnie ramieniem przyciągając do siebie.
– Vicky na pewno zostanie królową balu – stwierdziła Ola pełnym entuzjazmu głosem.
– Aha, będę tam, żeby tego przypilnować – roześmiał się Gabriel.
– A ty Daniel, z kim idziesz? – odważyła się zapytać moja przyjaciółka.
Spojrzał na nią obojętnie.
– Nie idę wcale – oznajmił spokojnie, nie przerywając jedzenia. – Nie lubię takich imprez.
– Oh! – zmartwiła się Ola. – Ja pewnie też nie pójdę. Nie mam z kim – odpowiedziała na moje pytające spojrzenie, a mnie natychmiast zrobiło się żal przyjaciółki. Coś musiałam wymyślić.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Reszta wieczoru upłynęła nam naprawdę przyjemnie i wesoło. Zamówiliśmy pizzę, graliśmy w śmieszne, wymagające refleksu gry, a chłopaki zawarli między sobą niepisany rozejm i przestali sobie skakać do gardeł. Po północy Gabriel pojechał odwieść Olę do domu. Dziewczyna miała konserwatywnych rodziców, którzy nie pozwalali jej zostawać u mnie na noc. Właściwie to ogólnie niewiele jej wolno było robić.
– On też by mógł już dzisiaj nie wracać – mruknął mściwie Daniel, wyciągając się wygodnie na kremowej kanapie.
Spojrzałam na niego ostro, ale on tylko uśmiechnął się do mnie leniwie. Usiadłam obok niego.
– Chciałam cię prosić o przysługę – powiedziałam obserwując uważnie chłopaka.
W jego oczach natychmiast pojawił się błysk zainteresowania.
– Jeszcze nie odpłaciłaś mi się za Blond Barbie – stwierdził wzruszając ramionami. – Niewiele brakuje, a będziesz spłacała swoje długo do końca życia… – był wyraźnie rozbawiony.
– Trudno – oznajmiłam spokojnie. – Jeżeli trzeba, to będę.
– Więc o co chodzi? – spojrzał na mnie podejrzliwie.
– Chciałam, żebyś zaprosił Olę na ten cholerny bal – poprosiłam cicho.
– Olę? – spytał kompletnie zaskoczony. Roześmiał się, a potem zupełnie spoważniał. – Co ona ci takiego zrobiła? Myślałem, że się przyjaźnicie…
Zamrugałam, a potem spojrzałam na niego skonsternowana.
– Nie w tym sensie głupku! – westchnęłam. Sama sobie byłam winna, że do tej pory prosiłam Daniela o umawianie się z dziewczynami, tylko i wyłącznie w celu wyłączenia ich z „gry”. – Chcę, żebyś ją zabrał, ponieważ nie ma z kim iść. Po przyjacielsku oczywiście, nie dając jej żadnych złudzeń – powiedziałam odrobinę ostrzej niż zamierzałam.
– To będzie ciekawe doświadczenie – roześmiał się Daniel. – Twój dług rośnie i rośnie – zamruczał zadowolony. – Biedna, mała Vicky…
Wciągnęłam nogi na kanapę i kopnęłam go z całej siły.
– Au! – zawył – za co to?
– Tak dla porządku – oznajmiłam z szerokim uśmiechem.
Dopadł mnie nim zdążyłam wstać z kanapy. Zaczął złośliwie łaskotać. Nie mogłam złapać tchu. Zwinęłam się w kłębek, on jednak nie dawał za wygraną. Próbowałam się jakoś bronić. W końcu spadliśmy na miękki dywan. Rzucaliśmy się po podłodze, obydwoje nie mogąc się przestać śmiać. Chwycił mnie tak, żebym nie mogła mu uciec i ponownie zaczął łaskotać. Kiedy przestał na chwilę, podniosłam głowę i zamarłam. W drzwiach salonu stał Gabriel. Obrzucił nas ponurym spojrzeniem, a potem wyszedł z pokoju. Daniel też go zauważył.
– Pójdę już – mruknął niechętnie – ale lepiej dla ciebie, żebyś zostawiła mi trochę ciasta.
Skinęłam głową. Odprowadziłam przyjaciela do drzwi, przytuliłam się do niego na krótką chwilę, a potem wróciłam szukać mojego Gabriela.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
W kuchni było zgaszone światło, jednak wpadająca przez okno poświata latarni sprawiała, że było tam wystarczająco jasno. Gabriel siedział na krześle pod ścianą i przyglądał się śpiącemu, amarantowemu kanarkowi, który miał swój pałac na szerokim parapecie wykonanym z żaroodpornego blatu. Ptaszek był młody i jeszcze nie zdążył przybrać zwyczajowej, żółtej szaty. Podeszłam do chłopaka po cichu, nie zapalając światła. Spojrzał na mnie, a ja mimo panującego w pomieszczeniu półmroku, dostrzegłam w jego błękitnych oczach żal, który skrzętnie próbował ukryć. Usiadłam mu na kolanach, a on nie zaprotestował. Objął mnie ramionami przygarniając do siebie. Oparłam czoło na jego czole, delikatnie wplotłam palce w jego jasne włosy. Coś ściskało mnie w gardle, ale nie chciałam się pierwsza odzywać. W końcu to on zaczął, a tym co powiedział, jak zwykle mnie zaskoczył.
– Przepraszam cię Vick – westchnął. – Zrobiłem się piekielnie zazdrosny. Wiem, że czasami zachowuję się jak głupi dzieciak.
– Gabe… – powiedziałam tylko i nie potrafiłam wykrztusić ani słowa więcej, spodziewałam się pretensji, awantury i w ogóle wszystkiego, ale na pewno nie przeprosin.
Pocałowałam go delikatnie w usta. Przytulił mnie mocniej, sprawił, że pocałunek stał się żarliwy, był jak potrzebne do oddychania powietrze, jak niezbędna do życia woda. Zatopiłam się w nim, pragnąc tylko by być jeszcze bliżej Gabriela.
16 marca, niedziela
Rano obudziły mnie wpadające do mojego pokoju przez nieskazitelnie czystą szybę promienie słońca. Z zachwytem zdałam sobie sprawę, że leżę w ramionach Gabe’a, przez całą noc nie wypuścił mnie z objęć. Uwielbiałam, kiedy tak mnie do siebie przytulał. Delikatnie pocałowałam jego skroń, a potem po cichutku wyśliznęłam się z łóżka.
Postanowiłam przygotować wystawne śniadanie. Co prawda nie będzie dorównywało gofrom, które on robił, ale… uśmiechnęłam się do siebie przywołując przyjemne wspomnienia. Kiedy Gabriel się obudził i zszedł na dół, wszystko było już gotowe. Czułam się cudownie, widząc niekłamaną, czystą radość w jego niebieskich, bystrych oczach. Wyszedł ode mnie dopiero pod wieczór, a ja, pomimo tej zimnej wojny pomiędzy moim przyjacielem, a chłopakiem, swoje urodziny mogłam zaliczyć do naprawdę udanych.
17 marca, poniedziałek
Wszystko na dworze krzyczało: nadchodzi wiosna! Przebiśniegi powoli zaczynały rozkwitać, gdzieniegdzie pojawiły się już różnobarwne krokusy, ptaki zlatywały się by prześpiewać w moim ogrodzie całe lato. Nie mogłam doczekać się chwili, w której pozbędę się kurtki. Już tak niedługo będzie ciepło! Moja dusza radośnie śpiewała. Do tego w szkole organizowane były wybory Miss Wiosny, a ja oczywiście planowałam brać w nich udział.
Jak zazwyczaj i tego ranka spotkałam się na górze naszej ulicy z Danielem i razem poszliśmy do szkoły. Przed wejściem dołączyła do nas Ola. Miałam ochotę ją kopnąć, kiedy znów zobaczyłam te cielęce oczy, które zawsze robiła na widok mojego przyjaciela. Daniel uśmiechnął się czarująco.
– Oleńko, tak sobie pomyślałem – zaczął tym swoim aksamitnym uwodzicielskim głosem – że jednak chciałbym iść na ten cały wiosenny bal. Może poszłabyś tam ze mną? Koniec końców, nie możemy przegapić momentu, w którym Vickuś dostaje koronę królowej, a potem zaplątuje się w tren własnej sukni i spada ze sceny.
– Dzięki za wiarę we mnie – mruknęłam obrzucając Daniela ponurym spojrzeniem.
Ola wyglądała na wniebowziętą. Skinęła głową, a ja byłam przekonana, że nie jest pewna swojego własnego głosu. Chłopak uśmiechnął się do niej ostatnim leniwym uśmiechem, a potem zniknął w zatłoczonym korytarzu szkoły.
– Czy on tak poważnie? – szepnęła pełnym przejęcia głosem Ola.
W jej oczach widziałam niekłamany zachwyt i nadzieję. Teraz wcale nie byłam taka pewna czy dobrze zrobiłam prosząc go o to. Skinęłam głową.
– Daniel jest wredny, nie liczy się z innymi i ma cięty język, ale jeżeli coś ci powie, to zawsze szczerze – stwierdziłam zgodnie z prawdą.
– Nazwał mnie Oleńką – zaśpiewała rozpływając się w dziecięcym zachwycie.
– Oluś – przerwałam jej twardo – tylko nic tam sobie w głowie nie ubzduraj. To nawet nie jest randka, tylko przyjacielskie wyjście, rozumiesz? Nie oznacza to z miejsca białego domku, labradora i dwójki dzieci.
Jęknęłam w duchu, kiedy spojrzałam na rozpogodzoną twarz przyjaciółki. W ogóle mnie nie słuchała. Teraz byłam pewna, że angażowanie w to Daniela było wyjątkowo złym pomysłem.
18 marca, wtorek
W czwartek wybory Miss, a w piątek, pierwszy dzień wiosny, bal. Byłam taka szczęśliwa! Kochałam tę porę roku, kiedy wszystko budzi się do życia i wreszcie zaczyna być ciepło. Do zabawy zostały już tylko dwa dni, więc trzeba było rozplanować co kto robi. Znalazłam się w swoim żywiole. Zaprosiłam do siebie na popołudnie Olę i Daniela, a teraz chodziłam po szkole w poszukiwaniu Gabe’a. Znalazłam go na III piętrze w bibliotece, jak zwykle, rozpromienił się na mój widok i uśmiechnął tym swoim czarującym, chłopięcym uśmiechem. Pocałowałam go leciutko na powitanie, a on objął mnie ramieniem i usiedliśmy przy stoliku w rogu pomieszczenia. Biblioteka była o tej porze zupełnie pusta. Zastanawiałam się co Gabriel tu właściwie robi, bo było to ostatnie miejsce, w którym przyszłoby mi do głowy go szukać (obleciałam wcześniej całą szkołę), ale uznałam, że może po prostu przy tych swoich niemal codziennych treningach nie ma czasu się w domu pouczyć.
– Gabe, przyjdziesz do mnie dzisiaj po treningu? – zapytałam uśmiechając się uroczo.
– Chętnie wpadnę, ale nie wolisz gdzieś wyjść? Wreszcie zaczyna się robić ciepło – stwierdził jakby czytając mi w myślach.
– Wolałabym – mruknęłam kładąc mu głowę na ramieniu – ale muszę przygotować swój „występ”, a do tego potrzebuję też kilku innych osób.
– Oh! Więc o to chodzi? W takim razie ja ci się tam nie przydam – stwierdził Gabriel markotniejąc. – Pomagam już Justynie.
Gwałtownie wstałam od stolika. To było dla mnie jak kubeł zimnej wody. Równie dobrze mógłby mnie uderzyć. Spojrzałam na niego, wiedząc, że w moich zielonych wiosennych oczach lśnią teraz łzy. Nie będę płakała, nie będę, nie będę, nie będę! Tak bardzo się pomyliłam, myśląc, że mam Gabriela Andrzejewskiego na wyłączność.
– Świetnie, w takim razie może też pójdziesz z nią na bal? – syknęłam i wiedząc, że dłużej nie wytrzymam, wybiegłam z pomieszczenia.
– Vicky! – zawołał wybiegając za mną na korytarz, ale ja nie słuchałam.
Zbiegłam po schodach znikając za zakrętem korytarza na drugim piętrze. Nasza szkoła była pełnym różnych zakamarków i klatek schodowych, starym budynkiem. Jeżeli ktoś chciał się gdzieś schować, nie było z tym nigdy najmniejszego problemu.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Przed ostatnią lekcją, cała klasa zgromadziła się pod salą. Chwyciłam za rękaw czarnej bluzy Daniela i bez słowa odciągnęłam go na klatkę schodową, poza zasięg ciekawskich oczu i uszu. Byłam wściekła i zamierzałam to uczucie do cna wykorzystać. Stanął spokojnie, patrząc na mnie pytająco. Czekał.
– Idziesz ze mną na bal – oznajmiłam twardo.
Uniósł brwi w wyrazie zaskoczenia.
– Myślałem, że wybierasz się z sir Galahadem… – zaczął.
– Też tak sądziłam – warknęłam – dopóki nie oznajmił mi, że ma mnie gdzieś i zamierza pomagać w konkursie pieprzonej Justynce. Więc idziesz czy nie?
– Zapomniałaś, że kazałaś mi zaprosić Olę… i zrobiłem to wczoraj… – powiedział cicho.
– O niczym nie zapomniałam – oznajmiłam patrząc mu w oczy. – To nie będzie pierwszy raz, kiedy olejesz jakąś dziewczynę.
Spojrzenie Daniela natychmiast stwardniało. Na jego przystojnej twarzy pojawił się leniwy, arogancki uśmiech.
– Jak sobie chcesz – mruknął. – Mnie nie zależy. Jestem dupkiem i zrobię to bez mrugnięcia, ale zastanów się jak ty się będziesz z tym czuła.
– Mam to gdzieś – warknęłam na niego. – Potrzebuję na piątek randki, a jest za późno, żeby poderwać jakiegoś przystojnego chłopaka, wszyscy będą już zajęci.
Wzruszył ramionami.
– Dam ci czas do czwartku – powiedział drwiąco – gdybyś przypadkiem zmieniła zdanie. Dopiero wtedy powiem twojej „przyjaciółce”, że nici z naszej „randki” – oznajmił mocno akcentując rzeczowniki.
– Świetnie – syknęłam obrzucając go chłodnym spojrzeniem, a potem zadzwonił dzwonek, a ja z ulgą zniknęłam za drzwiami klasy.
Wiedziałam, że zachowuję się jak ostatnia świnia, ale nie chciałam, żeby to właśnie Daniel mi o tym przypominał.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Nie chciałam robić nic specjalnego, do tej pory wybory Miss Wiosny, to była dla mnie tylko zabawa, teraz jednak nabrałam przekonania, że muszę wymyślić coś, o czym będzie głośno przez najbliższe pół roku. Wiedziałam, że nie mogę odpuścić. Musiałam wygrać, pokazać Gabrielowi, że doskonale poradzę sobie bez niego. Pieprzona Justynka! Próbowałam sobie skojarzyć dość rzadkie imię z twarzą, ale nic nie przychodziło mi do głowy. No cóż, od czego są portale internetowe jak „facebook” czy „nasza klasa”, wystarczy, że przejrzę tam sobie rocznik Gabe’a i będę miała swoją odpowiedź.
Nikt nie był w stanie skupić się na historii, ponieważ każdy w napięciu czekał czy przywędruje do niego moja karteczka. Zaangażowałam w swoją grę znacznie więcej osób niż planowałam, a do głowy przychodziły mi ciągle kolejne. Myśli płynęły przeze mnie jak bystra rzeka. Miesiąc spokoju, a teraz znów byłam w swoim żywiole. Wystarczyło jedno, na pozór niewinne zdanie Gabriela, by zniszczyć panujący spokój i wywołać prawdziwą burzę.
„Adrian, wpadniesz dzisiaj do mnie po lekcjach? Chciałabym, żebyś mi pomógł przy wyborach Miss” – napisałam ładnym, ozdobnym charakterem pisma, po czym złożyłam karteczkę pisząc na wierzchu imię chłopaka, podałam siedzącej przede mną Ani.
Tak, Adrian może się przydać, bawił się z kolegami w bractwo rycerskie i dysponowali takimi rekwizytami jak miecze czy historyczne stroje. To natychmiast przywołało mi na myśl Alicję. Zamyśloną istotę, żyjącą w swoim własnym świecie. Lubiłam ją. Będzie zadowolona, że ktoś zaprosił ją do wzięcia udziału w życiu klasy. No i oczywiście poza tym jej wujek pracował w teatrze, więc będzie mogła wypożyczyć potrzebne mi stroje. W mojej głowie cała układanka powoli wsuwała się na swoje miejsca, tworząc idealną, harmonijną całość.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Na przerwie zgarnęłam jeszcze kilka osób z innych klas (umyślnie wybrałam co przystojniejszych chłopaków z klasy Gabe’a) i po lekcjach wszyscy zebrali się u mnie. Stanęłam oniemiała w drzwiach własnego salonu. Na kanapie, na fotelach, na krzesłach, na dywanie, wszędzie widziałam znajome twarze ze szkoły. Przeklęłam się w duchu za to, że chyba trochę przegięłam, ale cóż, jak już rozmach, to na dużą skalę.
Dyskusja o tym, co można by zrobić, rozdzielanie ról i zadań, przerywane co jakiś czas telefonami od zamartwiających się rodziców, potrwały niemal do godziny dziewiątej. Wtedy wszystko było już rozplanowane i ustalone. Czwartek zapowiadał się ciekawie. Z pewnością nie będzie zwykłym, rutynowym, szkolnym dniem.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy wszyscy nareszcie wyszli. Przed drzwiami zawahał się tylko Damian, kolega z klasy Gabriela, który jeździł konno w sportowym klubie „Orzeł”. Wyglądał na niepewnego i odrobinę przestraszonego.
– Vicky, ja nie dam rady tego załatwić – powiedział cicho, przepraszającym głosem. – To jest nierealne.
Miałam ochotę na niego warknąć, wiedziałam jednak, że to nic nie pomoże. Chciał mi zepsuć niemal najważniejszą część planu! Otworzyłam szeroko oczy, robiąc najbardziej zawiedzioną minę na jaką potrafiłam się zdobyć.
– Naprawdę nie dasz rady? – zapytałam cichutko, przysuwając się do niego bliżej.
Chłopak z trudem przełknął ślinę. Jego ręce lekko drżały. Dużym wysiłkiem woli powstrzymałam się, żeby się do siebie nie uśmiechnąć.
– Spróbuję… – odpowiedział wpatrując się we mnie jak w tęczę.
Moje zielone oczy zaświeciły się nadzieją. Spojrzałam na niego naśladując uwielbienie, jakie widziałam w oczach Oli, kiedy patrzyła na Daniela.
– Naprawdę? Mógłbyś? – zarzuciłam mu ręce na szyję, udając spontaniczny gest. Pocałowałam go w policzek, a potem odsunęłam się jakbym była tym okazaniem sympatii mocno zawstydzona.
Twarz Damiana przestała być niepewna czy przestraszona. W jego oczach widziałam determinację.
– Będziesz miała tego konia chociażbym miał sam na nim przyjechać – oznajmił stanowczo.
Uśmiechnęłam się do niego promiennym uśmiechem. Odprowadziłam go do drzwi i pomachałam na pożegnanie. Kiedy wreszcie zostałam sama odetchnęłam z ulgą opierając się o ścianę korytarza. Przede mną było jeszcze dużo pracy, niestety nie wszystko mogłam zrzucić na innych. Kiedy się odwróciłam napotkałam znudzoną twarz Daniela.
– Naprawdę Vick, warto? – zapytał swoim ulubionym drwiącym tonem. Zaskoczyło mnie, że w jego patrzących na mnie, piwnych oczach widzę malującą się złość.
– Nawet nie wiesz jak bardzo warto – odpowiedziałam spokojnie, mijając go w korytarzu, żeby wreszcie coś zjeść, w jasnej, praktycznie urządzonej kuchni.
Na pewno nie zamierzałam w tej chwili przejmować się ani Danielem, ani jego głupimi humorami. Miałam ważniejsze sprawy na głowie.
19 marca, środa
Przez cały dzień odbierałam telefony i czytałam smsy. Oczywiście wszystkie, tylko nie te, które przychodziły od Gabriela. Jego połączenia odrzucałam, a wiadomości natychmiast kasowałam, nawet bez czytania. To co zrobił, naprawdę, do żywego mnie zabolało. Myślałam, że mnie rozumie i wie, jakie życie szkolne i wybory Miss są dla mnie ważne. Na szczęście chłopak miał tego dnia zawody i nie było go dzisiaj w szkole. Dopóki nie wygram tego cholernego konkursu, nie miałam ochoty z nim w ogóle rozmawiać. Unikałam też Oli, której obiecałam pomóc w wyborze sukienki na wiosenny bal. Było mi żal przyjaciółki, ale nie zamierzałam rezygnować z tego powodu z towarzystwa Daniela. Całą sobą chciałam, żeby Gabriela zabolało przynajmniej tak mocno, jak mnie jego wypowiedziane w bibliotece słowa.
20 marca, czwartek
Odetchnęłam z ulgą, kiedy rano wszyscy potwierdzili swoją gotowość bojową. Zapowiadał się interesujący dzień. Po dwóch pierwszych godzinach lekcyjnych wszyscy uczniowie przenieśli się do dużej sali gimnastycznej, gdzie zamontowana została prowizoryczna scena i nagłośnienie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, aż mój wzrok natrafił na siedzącego markotnie pod ścianą Gabriela. Dobrze mu tak, niech się martwi! Sama do końca nie wiedziałam co zamierzam w związku z nim zrobić, ale chciałam go ukarać, nie odpuścić sobie.
Razem z Olą i Alicją udałyśmy się do przerobionej na prowizoryczną garderobę szatni. Świadomie zabrałam tę drugą, ponieważ w stylistyczne zdolności przyjaciółki nie wierzyłam ani odrobinę. Szkoła zorganizowała dla wszystkich biorących udział w konkursie dziewcząt takie same stroje: spódniczki cheerleaderek, (o zgrozo!) granatowe, jednoczęściowe kostiumy kąpielowe, a na koniec ku naszemu wielkiemu zdziwieniu, długie, srebrzyste suknie. Zapowiadała się niezła zabawa.
Przed wyjściem na scenę, zniknęłam jeszcze na krótką chwilę w prowadzącym do toalety korytarzu. Stanęłam w drzwiach zaskoczona. Na podłodze siedziała jakaś dziewczyna, spazmatycznie zanosząc się płaczem. Długie, brązowe włosy zasłaniały jej opuchniętą, czerwoną twarz. Przy niej klęczała druga, z mordem w oczach, ale mimo to wyraźnie spokojnie starała się pocieszyć koleżankę. Były odwrócone tyłem, więc żadna z nich mnie nie zauważyła.
– Obiecał mi, obiecał już dwa miesiące temu – jęknęła płacząca dziewczyna – a wczoraj tak nagle zrezygnował, nawet nie wytłumaczył dlaczego, po prostu powiedział, że nie może i tyle. Co ja mam teraz zrobić?
– To na pewno wina tej rudej wiedźmy, z którą się ostatnio prowadza – niemal warknęła druga z dziewczyn. – Nie dość, że ma za sobą pół szkoły to jeszcze jego chce mieć tylko dla siebie. Już ja sobie z nim porozmawiam – mruknęła pod nosem.
Brunetka wstała dosyć chwiejnie. Miała wyraźne problemy z poruszaniem się. Jęknęłam w duchu, chowając się za drzwiami. Justyna była tą dziewczyną z porażeniem mózgowym, a Gabriel obiecał jej pomóc, zanim jeszcze nasze chodzenie było w ogóle w planach. Cholerny sir Galahad! W tym momencie całą sobą nienawidziłam go za to, że zawsze musi być taki idealny!
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Zamiast do szatni wróciłam bezpośrednio na salę gimnastyczną. Przez tłum ludzi przepchnęłam się do siedzącego pod ścianą Gabriela. Zaskoczony podniósł na mnie wzrok. Zabolało mnie coś wśrodku na widok jego udręczonego wyrazu twarzy. Nie opierał się kiedy wzięłam go za rękę i wyprowadziłam na zupełnie pusty korytarz. W jego smutnych, niebieskich oczach czaiło się nieme pytanie. Wiedziałam co powinnam powiedzieć, ale zwykłe, głupie „przepraszam” nie chciało mi przejść przez usta.
– Vicky… – zaczął nieśmiało.
Byłam przekonana, że nie zniosę jeżeli to znowu on zacznie mnie przepraszać, zwłaszcza, kiedy w niczym nie zawinił. Przysunęłam się do niego bliżej opierając głowę na jego torsie. Wbrew moim najgorszym obawom nie odtrącił mnie, a jedynie odetchnął z ulgą i przyciągnął do siebie bliżej, oplatając ramionami moją talię. Wtulił policzek w moje włosy, a ja ze zdumieniem zdałam sobie sprawę, że nie obchodziło mnie już czy będą idealnie ułożone.
– Tęskniłem za tobą – szepnął, a ja myślałam, że za chwilę po prostu się rozpłynę. Dlaczego on musiał tak na mnie działać?!
– Ja za tobą też – mruknęłam cicho. – Gabe, czemu tu siedzisz? Obiecałeś pomóc koleżance…
Oczy, które przed chwilą znów były jasne i radosne, teraz na powrót posmutniały. Jego spojrzenie stwardniało.
– Ty jesteś dla mnie ważniejsza – odpowiedział stanowczo.
– Pomóż jej – poprosiłam cicho. – Mnie pomaga Daniel i kilka innych osób… – westchnęłam nieco tylko rozmijając się z prawdą.
Uśmiechnął się do mnie łagodnie. Teraz dopiero zdałam sobie sprawę, jak wiele dla mnie poświęcił.
– Dobrze, ale tylko pod warunkiem, że jednak zdecydujesz się iść ze mną na ten piekielny, wiosenny bal – oznajmił z prawdziwą ulgą.