Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Maeve usiadła przecierając oczy. Dalej leżała na drewnianej podłodze niewielkiej chaty. Spojrzała na niespokojnie chodzącego po pokoju chłopaka.

    „Nie wiemy co się wtedy stanie” próbował przekonywać głos Ravena.

    „Co za różnica? Nie mamy wyboru…” –  odpowiedział mu Rael – „Chcą nas zabić.”

    „Ona nie chce nas zabić, chce czego innego. Zresztą nie miałbym nic przeciwko” – mruknął, a przed jego oczami pojawiła się wizja nagiego ciała Lilien – „Może i jest wariatką, ale za to ciało ma niczego sobie.”

    „Nie będziesz się pieprzył z żadną dziwką” – zawarczał zdegustowany Rael – „a przynajmniej nie dopóki ja muszę w tym uczestniczyć!”

    „Więc co robimy?” wtrąciła się do ich rozmowy Maeve. 

    Chłopak spojrzał na nią. Wzruszył ramionami.

    – Dotkniecie wspólnie kamienia i spróbujecie przelać w niego swoją moc, myśląc o jakimś przyjemnym miejscu – wyjaśnił na głos.

    – Czy to bardzo niebezpieczne? – spytała dziewczyna.

    – Tak – przyznał otwarcie.

    Westchnęła.

    – Więc na co czekamy?

    Carenvall, zamek diuka Mendersona

    Dziewczyna zamrugała, rozglądając się dookoła. Otaczały ich kamienne ściany. Przy kominku stał skórzany fotel, nad samym paleniskiem wisiała wypchana głowa jelenia. Poznawała to miejsce! Nie, tylko nie to!

    – Gdzie my jesteśmy? – spytał zaniepokojony Raven. – Bo na pewno nie w miejscu o którym ja myślałem! – dodał.

    Maeve zacisnęła wargi, krzywiąc się odrobinę.

    – Jesteśmy w zamku Diuka Mendersona – wyjaśniła niechętnie.

    Spojrzał na nią zaskoczony.

    – Dlaczego tu jesteśmy?

    – Bo ja i David, tak jakby… po prostu tutaj czułam się bezpiecznie – wyjaśniła, ale nie zdążyła powiedzieć niczego więcej, bo drzwi do komnaty się otworzyły, a po chwili ich oczom ukazały się twarze zaskoczonych osób.

    Pierwszy ze zdumienia otrząsnął się David. Podbiegł do niej chwytając jej dłonie.

    – Maeve, co tu robisz? Nic ci nie jest? Kiedy zniknęłaś w lesie… – zaczął, ale jemu także przerwano.

    – Straże, łapać go! – rozkazał diuk Menderson. – Jakim cudem ten przestępca wydostał się z celi?! I co robi w towarzystwie twojej przyszłej żony, Davidzie? 

    – Żony? – zapytała zaskoczona, zapominając o tym, jak brudne, wygniecione i znoszone jest jej ubranie.

    Sama zresztą też zapewne nie wyglądała najlepiej. Chłopak zmieszał się odrobinę, ale dalej nie puszczał jej dłoni.

    – Porozmawiamy o tym później – powiedział łagodnie, kiedy żołnierze pochwycili stojącego tuż obok nas Ravena.

    Chwilę później do pokoju weszli żołnierze, prowadząc ze sobą Andre. Zarówno diuk jak i David spojrzeli po nich zaskoczeni. 

    – Panie – skłonił się nisko jeden z nich – on wcale nie uciekł, ciągle tam był.

    – Oni są bliźniakami – wyjaśniłam niepytana, jednak na tyle cicho, żeby tylko David mógł mnie słyszeć. On był w stanie wybaczyć mi brak odpowiednich manier, byłam jednak przekonana, że jego ojciec nie. – Ten, który był ze mną to Raven, drugi ma na imię Andre.

    – Nie ważne – mimo moich starań diuk Menderson usłyszał moje ciche wyjaśnienia – niedługo przybędzie tu kapitan Dujon, niech on rozstrzygnie tę całą sprawę. 

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Wykąpana i w pięknej sukni, Maeve siedziała na wygodnej, ozdobionej drobnymi różyczkami sofie. Mimo, że na rzeźbionym stoliku obok stała taca owoców i karafka ze słodkim winem, ona nie była w stanie przełknąć nawet kęsa. Zamknęła oczy, starając się usłyszeć myśli Raela. Nie wiedziała czy nie są za daleko. To przecież ona wpakowała ich w kłopoty… 

    „Tak, jest zimno, ciemno i niewygodnie, ale jeszcze żyjemy, jeżeli o to pytasz” odezwał się suchy głos, w jej umyśle.

    „Rael!” zdziwiła się swoją własną ulgą. 

    Zamknęła oczy, a kiedy je otworzyła, stała na porośniętym zieloną trawą wzgórzu. Tym razem od razu był przy niej. Stanął tak blisko, że czuła na karku jego ciepły oddech.

    – Ten kretyn nie chce mi oddać kontroli – wyjaśnił. Uśmiechnął się cierpko. – Usłyszał jak mimochodem pomyślałem o zabiciu Andre.

    – Nie możesz go zabić! – oznajmiłam.

    – Niby czemu nie? – zapytał z zainteresowaniem.

    – Bo jeżeli on umrze, to czyje ciało weźmiesz, jak coś stanie się Ravenowi? – Maeve patrzyła na niego zupełnie poważnie. 

    Roześmiał się. 

    – A ciebie to obchodzi? 

    – Tak – przyznała szczerze, patrząc prosto w jego żółte, kocie oczy.

    Spoważniał. Przyciągnął ją do siebie władczym gestem, a potem pocałował. Nie protestowała. Oplotła ramionami jego szyję, odwzajemniając pocałunek. 

    „Nie jestem w stanie istnieć samodzielnie” oznajmił ponuro „ale błagam, nie z Ravenem! Poczekaj, aż znajdę nowe ciało.”

    Maeve zachłysnęła się tą myślą. Czy on naprawdę chciał? Coś ściągnęło ją z powrotem. Usłyszała nad sobą głos Davida. Przeczesał palcami jasne, nieco przydługie włosy. Patrzył na nią tymi swoimi niewinnymi, zielonkawymi oczami. 

    – Maeve! – powtórzył dotykając jej ramion. 

    Podniosła na niego wzrok. Spróbowała się uśmiechnąć.

    – Musiałam na chwilę przysnąć – skłamała. – Przepraszam, Davidzie.

    Uśmiechnął się do niej z ulgą. Usiadł tuż przy dziewczynie, znacznie bliżej niż pozwalała na to kurtuazja.

    – Myślałem, że to ja ci się oświadczę – oznajmił nagle – ojciec wszystko zepsuł.

    – Oświadczysz? – zapytała dalej mu nie ufając.

    Nie miała tytułu szlacheckiego, a pozycję społeczną zawdzięczała tylko własnemu sprytowi. Co prawda jej ojciec był księciem, ale matka… no cóż, była zwykłą służącą, a to czyniło z niej po prostu bękarta. Jednak czasami tylko dzięki pochodzeniu, kradzieże uchodziły jej całkiem na sucho… Myślała, że David się nią po prostu bawił, może będzie chciał uczynić z niej swoją kochankę, ale ślub… Nie wierzyła, że przekonał do tego ojca! W jego oczach zatańczyły wesołe iskierki.

    – Nie było łatwo go przekonać – przyznał szczerze – zagroziłem, że jeżeli się nie zgodzi, pójdę do klasztoru i nigdy nie doczeka się wnucząt. Wtedy ustąpił – chłopak wyszczerzył białe zęby w uśmiechu. Maeve patrzyła na niego niedowierzająco. Nigdy nie przypuszczałaby, że jest tak uparty, ani, że potrafi przeciwstawić się ojcu. – Chciałem oświadczyć ci się po polowaniu, ale tak nagle zniknęłaś… – posmutniał. – Co się z tobą działo? – zaczął dociekać. – Szukali cię wszyscy moi żołnierze! Bez skutku.

    – Davidzie, ja… – zaczęła, ale rozmowę przerwały otwierające się z hukiem drzwi. 

    Do pokoju, dumnym krokiem, wszedł Gilbert Dujon, w towarzystwie czterech żołnierzy. 

    – Maeve Merrowing – odezwał się oficjalnym, ale mimo to niezbyt grzecznym tonem – musimy porozmawiać.

    David wstał i wyraźnie widać było z jakim trudem tłumi złość. 

    – Lady Maeve – zażądał, a wtedy nawet ona spojrzała na niego zaskoczona.

    – Lady Maeve – powtórzył Gilbert, tłumiąc prychnięcie.

    – Jeżeli chcesz o czymkolwiek rozmawiać z moją panią, odbędzie się to w mojej obecności – kontynuował chłodno David.

    Spojrzała w chłodne oczy Gilberta. Znała go zbyt dobrze. Wiedziała, że to nienajlepszy pomysł. Również wstała. Położyła chłopakowi rękę na ramieniu.

    – Porozmawiamy sami – oznajmiła, starając się by jej głos nie zadrżał. – Poczekaj razem z jego strażą, proszę Davidzie – dodała na wszelki wypadek.

    Długo jej się przypatrywał, a potem niechętnie skinął głową i wyszedł z pokoju razem z żołnierzami.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Gilbert rozdarł z przodu materiał jej błękitnej sukni. Brutalnie popchnął ją na łóżko. To nie miało tak być! Tego się nie spodziewała. Jej oddech przyspieszył. 

    – Zwariowałeś?! – wrzasnęła na niego, z paniką w oczach.

    – Robię tylko to, co koniecznie – oznajmił z chłodnym uśmiechem.

    – Jesteś psychicznie chory! – odezwała się przerażona.

    – Możliwe – przyznał rozbawiony, podchodząc tak, by znaleźć się nad nią.

    Cofnęła się niemal pod sama ścianę. Przywiązany do krzesła Raven, szarpnął się bezradnie w więzach. Gilbert rozkazał strażnikom przywlec go tutaj, a potem zostawić w rogu pokoju. 

    „Wpuść mnie!” rozległa się rozkazująca myśl Raela.

    „Nie!” zaprotestował Raven zerkając na leżący na stoliku kryształ. „On cię może wchłonąć.”

    „Nie obchodzi mnie to!” wydarł się Rael, kiedy Gilbert, mocnym szarpnięciem, zdarł z Maeve resztę sukienki.

    Dziewczyna wyczuwała ich rozpaczliwą walkę. Czuła, jak mocno Rael cierpi. Jemu naprawdę na niej zależało! Gilbert najwyraźniej też o wiedział o ich zmaganiach, bo uśmiechnął się do niej paskudnie. Brutalnie złapał jej nadgarstki, przytrzymując nad głową dziewczyny. Zamknęła oczy. On był nieobliczalny i nie miała pojęcia, jak daleko się posunie. Tylko, że… przecież nie mógłby jej tego zrobić! A może? W Maeve gotowały się różne sprzeczne uczucia.

    – Rael! – krzyknęła mimowolnie, kiedy poczuła rękę Gilberta na swoim udzie.

    Poczuła mocny cios, którym demon odepchnął Ravena w głąb umysłu. Szarpnął się i więzy pękły. Przyskoczył do łóżka, podniósł kapitana straży, jakby ten był szmacianą lalką i rzucił nim o ścianę, a potem, jakby opuściły go siły, osunął się nieprzytomny na podłogę. Czarny dym uniósł się znad ciała, by poszybować w kierunku kryształu. Kiedy przezroczysty klejnot go wchłonął, stał się czarny niczym hebanowe drewno. Gilbert jęknął podnosząc się ciężko z podłogi.

    – Widzisz? Mówiłem, że się uda – uśmiechnął się podchodząc do kryształu i podziwiając głęboką czerń materii. – No, no, jestem z ciebie dumny! – oznajmił. – Nie każda dziewczyna potrafi rozkochać w sobie demona.

    – Przestań! – warknęła na niego. – Naprawdę nie wiedziałam, co chcesz mi zrobić! 

    Krytycznie spojrzał na jej giezło.

    – Chyba nie uważasz, że jestem jakimś zboczeńcem? – spytał nagle nachmurzony. – Jak zła i zdeprawowana byś nie była, to w końcu jesteś moją siostrą! Zresztą słyszałem, jak o tobie myślał. To mi wystarczyło.

    Serce Maeve zatrzepotało, a oddech przyspieszył. Rael myślał o niej…

    – Co chcesz z nim zrobić? – zapytała ostro. – Obiecałeś, że żadnego z nich nie skrzywdzisz.

    Uśmiechnął się cierpko, podnosząc ze stolika kryształ.

     – Przecież zawsze dotrzymuję słowa, wiesz o tym – wymruczał. – Chcę, żeby zamieszkał ze mną, w moim ciele – wyjaśnił. – Dzięki temu będę niepokonany.

    Uniósł rękę, z zamiarem roztrzaskania kryształu o kamienną posadzkę. Maeve rzuciła się ku niemu chwytając jego dłoń. Spojrzał na nią zaskoczony.

    – Nie! – wydarła się na cały głos. – Każdy, tylko nie ty! Nie możesz!

    – Dlaczego? – nie zrozumiał, opuścił jednak dłoń.

    – Kocham go, chcę się z nim pieprzyć i rodzić mu dzieci – warknęła obcesowo. – Nie będę tego przecież robiła z własnym bratem, nawet jeżeli to będzie tylko ciało!

    – Zwariowałaś – oznajmił patrząc na nią surowo. – On nie jest człowiekiem – powiedział powoli. – Zdajesz sobie z tego sprawę? – zapytał. – To demon. Poza tym masz tego swojego Davida – niemal wypluł to słowo. – Głupiec zrobi dla ciebie wszystko. Pomyśl, może warto się go trzymać, a nawet jeśli nie – kontynuował – zawsze możesz sobie wybrać jedno z braci – wskazał ze wstrętem na podłogę, gdzie leżało nieprzytomne ciało Ravena.

    Spojrzała na niego z nienawiścią, ale po chwili jej spojrzenie złagodniało, stało się błagalne. 

    – Gilbert, wiem, że mnie nienawidzisz – szepnęła – ale jeżeli cokolwiek, kiedykolwiek dla ciebie znaczyłam, to błagam, nie rób mi tego. Nie możesz mi tego zrobić!

    Mężczyzna zawahał się. Odrobinę zbyt długo. Wyrwała mu kryształ z ręki i wybiegła z hukiem otwierając drewniane drzwi. Na korytarzu nie było strażników. Dookoła panowało zamieszanie. 

    – Co się dzieje? – zaczepiła jednego z przerażonych służących.

    – Oblężenie pani! – wykrzyknął, obrzucając zaskoczonym spojrzeniem jej strój.

    Gilbert wybiegł tuż za nią. Patrzył na dziewczynę wrogo, ale nie sięgał po kryształ. Ruszył natychmiast ku murom zamku, a ona pobiegła za nim. Stanęli na blankach przy Davidzie i jego ojcu. Chłopak spojrzał na nią zaskoczony, a potem bez słowa okrył ją swoim płaszczem.

    – Mam nadzieję, że masz na to dobre wyjaśnienie – mruknął, mimo wszystko nie do końca zaskoczony, przyzwyczajony już do jej niecodziennego zachowania.

    – Co się dzieje? – zapytała wpatrując się w otaczające zamek pole i ścianę lasu. 

    Wszędzie, za zamkniętymi bramami i podniesionym mostem zwodzonym, jak okiem sięgnąć widać było wojsko. David skrzywił się.

    – To Lord Peterson, wypowiedział mojemu ojcu wojnę – wyjaśnił. – Jego siły są znacznie liczniejsze od naszych. Sądzę, że oblężenie może potrwać nawet kilka lat, a potem i tak przegramy… – westchnął. – Obiecał, że oszczędzi kobiety i dzieci, w zamian za głowę mojego ojca wbitą na pal. Prędzej czy później ludzie będą tak zdesperowani, że wzniecą bunt. Proszę, wejdź do środka – szepnął. – Przyjdę do ciebie później.

    Note