Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

     

    W piątek przyjechało kilka nowych osób. Eliza poznała Magdę, Lidkę i Aurelię, które miały mieszkać w trzyosobowym pokoju obok. Dziewczyny sprawiały wrażenie naprawdę miłych. Wszystkie trzy studiowały hotelarstwo w położonej przecznicę dalej prywatnej szkole.

    Po południu Eliza siedziała zwinięta z książką na kanapie we wspólnym salonie. Było tam znacznie wygodniej niż na wąskim, drewnianym łóżku w jej pokoju. Na zewnątrz usłyszała warkot silnika. Nie wstając wyjrzała przez duże, kuchenne okno. Ktoś przyjechał motorem. Nie zwróciła na to specjalnej uwagi do czasu aż chłopak nie wszedł do ich domku. Jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia i niedowierzania, kiedy zobaczyła wchodzącą do środka postać. Chłopak był szczupły i wysoki, zdecydowanie szerszy w ramionach niż w talii. Sięgające łopatek, ciemnobrązowe włosy miał luźno splecione na karku. Jego okolone ciemnymi rzęsami, szare oczy patrzyły odważnie przed siebie. Twarz miała odrobinę rozmarzony wyraz. Był niewątpliwie przystojny, ale nie to tak wpłynęło na dziewczynę. Rozpoznała go, znała jego galerię internetową i widziała w Krakowie jego wystawy. To był Gabriel Andrzejewski, początkujący artysta, malujący pod pseudonimem „Corvidae”. Eliza uwielbiała jego prace. Malował tajemnicze, ponure zamczyska, baśniowe postacie w przepięknych, historycznych strojach, stworzenia z mitologii celtyckiej. Tworzył cudowny, fantastyczny świat.

    Chłopak spojrzał na nią obojętnie. Miał na sobie grafitowe jeansy i skórzaną, motocyklową kurtkę. Niósł ze sobą dwa kaski i duży, czarny plecak. Po schodach na dół zbiegł Emil. Z jego twarzy jak zwykle nie schodził pogodny uśmiech.

    – Hej Gabriel, długo jechałeś – stwierdził. – Jak spisuje się twoja nowa Kawa?

    – Całkiem nieźle – odpowiedział tamten, jednak bez specjalnego entuzjazmu. Ton jego głosu był zarazem miękki i aksamitny jak i chłodny i opanowany. – Muszę się jeszcze przyzwyczaić do innego brania zakrętów. To nie to samo co moja stara 650 Suzuki.

    Eliza niejasno zdawała sobie sprawę, że rozmawiają o motocyklach. Emil popatrzył w jej stronę.

    – O właśnie, Gabriel, poznaj naszą sąsiadkę, to Eliza – przedstawił siedzącą na kanapie dziewczynę.

    – Miło mi – powiedział chłopak obrzucając ją zdawkowym spojrzeniem. – Idę się rozpakować. Na razie.

    Skinął dziewczynie głową i zniknął na prowadzących do pokojów schodach. Emil wzruszył ramionami i usiadł koło Elizy na kanapie.

    – Gabriel ogólnie rzecz biorąc jest aspołeczny – powiedział od niechcenia obejmując dziewczynę ramieniem – ale jak go lepiej poznać, to da się lubić.

    Note