Rozdział 1 – Córka Demona
by Vicky
Gabriela nie bawiła się dobrze. Wieczór okazał się kompletną porażką. Jarek, z którym tutaj przyszła, pewnie teraz wymiotował gdzieś w kącie. Czemu właściwie się z nim umawiała? No tak, nie chciała znowu zostać sama. Stała teraz opierając się o ścianę dyskotekowej sali, podczas gdy inni, w większości mocno już podpici, doskonale się bawili. Nawet tutaj, w tłumie roześmianych ludzi czuła się nieszczęśliwa i samotna.
Jej uwagę przyciągnął wysoki, ciemnowłosy chłopak. Stał po przeciwnej stronie pomieszczenia i patrzył prosto na nią. Przez chwilę ich spojrzenia wyraźnie się spotkały i Gabrielę przeszył dziwny, niesamowity dreszcz. Nieznajomy zaczął iść w jej stronę, a ona nie była w stanie się poruszyć.
Znalazł się przy niej nadspodziewanie szybko. Miał w sobie grację polującej pantery. Błyskawicznym ruchem chwycił ją za nadgarstki i przytrzymał jej ręce przy ścianie, a potem, tak po prostu, jak gdyby nigdy nic, zbliżył usta do jej ust i pocałował dziewczynę. W pierwszej chwili nie była w stanie zareagować w żaden sposób, a później, wbrew sobie, odwzajemniła gorący pocałunek. Jęknęła kiedy po paru minutach odsunął się od niej. Wcale nie miała ochoty przerywać. Z trudem łapała oddech.
– Zatańczysz? – zapytał cicho, z ustami tuż przy jej uchu.
Była w stanie tylko skinąć głową. Z głośników leciała teraz jakaś całkiem przyjemna, wolna muzyka. Wtuliła twarz w ramię chłopaka i pozwoliła mu prowadzić. Czuła otaczające ją silne ramiona, jego dłonie obejmujące ją w talii. Zapragnęła, żeby ten taniec trwał wiecznie. Nigdy dotąd nie czuła się tak cudownie.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Gabriela mieszkała w akademiku. Szczerze nienawidziła tego miejsca. Tylu ludzi naokoło, tak głośno. Źle się tu czuła. Nie potrafiła odnaleźć się w tłumie. Uczelni też nienawidziła. Wychowana w malowniczym miasteczku, rodem ze średniowiecza – Kilkenny w Irlandii – nie mogła się przyzwyczaić do ponurego Szczecina, a przecież sama nalegała na przyjazd do Polski, rodzinnego kraju jej matki. Długo przekonywała rodziców, że to właśnie tutaj powinna się uczyć. Ku jej wielkiemu zdziwieniu w końcu się zgodzili. Mama zawsze była zdania, że samodzielnie powinna podejmować decyzje i ponosić ich konsekwencje, ale tata… no cóż na pewno jakoś go przekonała, zawsze potrafiła postawić na swoim, a Gabriela najwyraźniej odziedziczyła to po niej.
Tak więc teraz mieszkała w Szczecinie i chyba nigdy niczego w życiu nie żałowała bardziej. Mały pokoik w akademiku, który dzieliła z dwiema innymi dziewczynami w niczym nie mógł się równać z jej jasnym, przestronnym pokojem w pięknej wiktoriańskiej willi na obrzeżach miasta. Nie miała tutaj przyjaciół. Większość koleżanek z roku, przynajmniej tych, które nie zatruwały jej życia – bo te znała aż za dobrze – nigdy nie zamieniły z nią więcej niż dwa, trzy słowa. Była samotnikiem. Oh nie, nie z wyboru. W Irlandii zostawiła kilka przyjaciółek i całą rzeszę znajomych. Pisała do nich maile, w miarę możliwości dzwoniła, ale to nie było to samo. Tutaj w Polsce wiele razy próbowała się z kimś zaprzyjaźnić, ale dziewczyny nie zwracały na nią uwagi lub co zdarzało się częściej, po prostu wyraźnie jej nie lubiły. Była bardzo ładna, miała długie jasne włosy i niesamowite zielone oczy. Nigdy nie czuła potrzeby, żeby się malować czy stroić, wystarczała jej własna, naturalna uroda. To budziło zazdrość wśród rówieśniczek, które nawet nie próbowały poznać jej lepiej. Na dodatek przyjechała zza granicy. Nie była jedną z nich. Z chłopakami wcale nie było łatwiej. Chętnie się z nią umawiali na randki, pokazywali w towarzystwie ładnej dziewczyny, ale żaden nie oferował jej przyjaźni. Nie spotkała też nigdy takiego, w którym by się zakochała. Miała dziewiętnaście lat i jak chyba każda dziewczyna w tym wieku, marzyła o wielkiej, romantycznej miłości.
Tego dnia wracała z uczelni w złym humorze. Wiedziała, że w pokoju czeka ją jakaś niemiła niespodzianka. Było tak prawie codziennie. Kaśka i Monika, dziewczyny z którymi dzieliła pokój w akademiku, zawsze starały się uprzykrzyć jej życie na wszelkie możliwe sposoby. Bardzo pragnęła się stamtąd wynieść, ale nie chciała się przyznać do błędu przed rodzicami. Była na to zbyt dumna i uparta.
Na domiar złego umówiła się w pubie z Jarkiem. Chodziła z nim od jakiegoś czasu. Jej zdaniem był zadufanym w sobie palantem, ale spotykanie się z nim, było lepsze od samotności. Pomyślała o chłopaku, który tydzień temu pojawił się w tak nieoczekiwany sposób. Całowała się z nim i tańczyła, a potem on po prostu zniknął, jakby był wytworem jej wyobraźni, jakby tak naprawdę nigdy nie istniał. Pójdzie do tego cholernego pubu, będzie pić piwo i dobrze się bawić. Zapomni o tym, że było jej smutno. Zapomni o nieznajomym, który najwyraźniej stracił nią zainteresowanie. Może gdyby stąd wyjechała… wróciła do domu… Nie! Tego nie może zrobić. Nie przyzna się do błędu, sama będzie ponosiła konsekwencje swojej decyzji.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Obserwował ją od jakiegoś czasu. Wiedział, że to ona. Przemknęło mu przez myśl, że może powinien o niej zapomnieć. To była niebezpieczna gra. Sam nigdy nie mógłby jej skrzywdzić, zbyt wiele dla niego znaczyła, ale inni… Odrzucił od siebie tę myśl. Nie może o niej zapomnieć, nie potrafi. Należała do niego, a on należał do niej. Mimo, że toczył w sobie wewnętrzną walkę, był tego pewien. Cokolwiek by się nie wydarzyło.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Tej nocy Gabriela znowu śniła. Tak bardzo nie chciała się budzić! Od kiedy sięgała pamięcią On zawsze jej się śnił. Był jej przyjacielem, opiekunem, starszym bratem, jedyną miłością. Wszystkim czego potrzebowała. Od zawsze byli razem. Mogła mu ufać, wiedziała, że będzie przy niej zawsze, kiedy tylko ona go potrzebuje. Należeli do siebie. Rozumieli się bez słów.
Księżyc świecił jasno, rozświetlał niesamowitej urody polanę, odbijał się w czarnej, aksamitnej tafli jeziora. Gabriela zsunęła z siebie delikatną białą suknię i stanęła nad brzegiem przejrzystej wody. Powoli zaczęła zanurzać się w chłodną toń. Czuła się bezpieczna. Wiedziała, że On ją obserwuje. Nie dostrzegłaby go rozglądając się po gęstych krzakach i ciemnych pniach drzew, ale była pewna, że tam jest. Nigdy się co do tego nie myliła. Potrafiła wyczuć jego obecność. Pływała mącąc wodę powolnymi ruchami ramion. Szczęście wypełniało ją całą. Jezioro było niewielkie, ale bardzo urokliwe. Po prawej stronie, wśród skał, płynął maleńki wodospad. Woda w nim była lodowato-zimna, idealna na taki gorący letni wieczór. Dziewczyna wspięła się na skałę i pozwoliła by czysty górski strumień spływał po jej włosach i ramionach. Chłopak pojawił się na brzegu, tak jak się tego spodziewała. Specjalnie go kusiła. Chciała, żeby do niej dołączył. Wskoczyła z powrotem do wody i podpłynęła do niego. Pierwszy raz wyraźnie widziała jego twarz. Wyglądał teraz zupełnie jak młodzieniec, którego poznała tydzień temu na dyskotece.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Gabriela siedziała w zadymionym pubie. Udawała, ze słucha, co mówią siedzący wokół niej ludzie. Nie musiała skupiać się na nudnej rozmowie, bo wiedziała, że i tak nikt nie odezwie się bezpośrednio do niej. Tak rzadko tu przychodziła…
Pub był niewielkim, za to dwupoziomowym pomieszczeniem na Starym Mieście. Wchodziło się do niego z tarasu, przy którym mieściło się wiele innych firm i sklepów, oczywiście o tej porze dawno już zamkniętych. Na górnym poziomie, naprzeciwko baru, znajdowała się długa kanapa i dwa mniejsze stoliki. Tam właśnie rozsiadła się grupa Gabrieli. Dalej były schody, do bardziej kameralnej sali piętro niżej, a tuż za nimi, schowana w cieniu niewielka, powlekana czarną skórą kanapa i wygodny fotel. Dziewczyna siedziała tak, że widziała wszystkie osoby wchodzące i wychodzące z pubu oraz te, zamawiające coś przy barze. Lubiła obserwować swoje otoczenie.
Gabriela powoli sączyła piwo, jak zwykle czując się wyobcowana i bardzo samotna. Myślała o swoich fantastycznych opowiadaniach i snach. Śmiech dziewczyn siedzących obok wyrwał ją z zamyślenia. Najwyraźniej ktoś opowiedział jakiś dowcip, którego nie usłyszała.
Drzwi do pubu się otworzyły, od niechcenia spojrzała w ich kierunku. Zamarła. Do środka wszedł chłopak, może kilka lat starszy od niej. Nie tylko ona go zauważyła, Karolina szturchnęła Kaśkę i obie zachichotały. Owszem był bardzo przystojny, ale nie to wstrząsnęło Gabrielą. Doskonale znała tą szczupłą sylwetkę, te roztrzepane w nieładzie, opadające na oczy czarne włosy. Wiedziała o jego ciemnych, niesamowitych oczach zanim jeszcze zdążył się odwrócić. To właśnie o nim śniła ubiegłej nocy.
Chłopak przeszedł obok ich stolika rozglądając się na boki jakby kogoś szukał. Jego wzrok przez chwilę zatrzymał się na Gabrieli. Ich oczy się spotkały.
– Tutaj Cahir – usłyszała wołanie, a kiedy odwróciła głowę w stronę skąd nadeszło, zobaczyła wysokiego blondyna w typie macho machającego z kąta do przybysza.
On też się odwrócił i ruszył w stronę machającego, nie patrząc więcej na Gabrielę. Najwyraźniej usiadł z kolegami na kanapie w rogu, ponieważ zniknął w cieniu. Poczuła ucisk w gardle, łzy napłynęły jej do oczu, z trudem powstrzymywała się od wybuchnięcia płaczem. Czuła się jakby właśnie wszystko utraciła, sama nie wiedziała czemu, nic przecież tak naprawdę nie miała. Jej marzenia pękły jak mydlana bańka. Docierały do niej fragmenty rozmowy. Dziewczyny zastanawiały się jak zagadać do chłopaków siedzących w kącie. Najwyraźniej nie tylko nowo przybyły wydał im się interesujący, ale dwaj pozostali również. Gabriela poczuła, że jeżeli zostanie jeszcze chwile dłużej, wybuchnie płaczem. Wstała.
– Przepraszam – powiedziała do dziewczyny blokującej przejście – zaraz wrócę.
Przeszła obok. Szara mgiełka zasnuwała jej oczy. Na szczęście drzwi były blisko. Wyszła na dwór w chłodne, wiosenne powietrze. Nawet nie pomyślała o tym, żeby zabrać z pubu kurtkę. Odeszła kawałek dalej, tak, żeby nikt nie widział jej łez. Była przekonana, że i tak, żadna z koleżanek nie zainteresuje się powodem dla którego właściwie wyszła.
Gabriela poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Odwróciła się i przystanęła zaskoczona. Tajemniczy chłopak był tuż za nią. Dzieliło ich zaledwie kilka kroków. Stała i patrzyła oniemiała, nie wiedząc jak się zachować. On natomiast wydawał się wiedzieć to doskonale. Podszedł do niej szybkim krokiem. Nagle dziewczyna znalazła się przy ścianie najbliższej kamienicy. Jego palce były w jej włosach, jego usta dotykały jej ust. Była zbyt oniemiała, żeby zareagować w jakikolwiek sposób. Po prostu pozwoliła mu działać. Całował ją z pasją, namiętnie, a jednocześnie tak delikatnie jakby była pisklakiem. Zadrżała z rozkoszy. Chłopak najwyraźniej źle odczytał ten znak i odsunął się od niej. Chciała zaprotestować, ale znów zabrakło jej śmiałości.
– Przepraszam – wyszeptał nie patrząc na nią – ja nie powinienem…
Gabriela wreszcie zdobyła się na odwagę. Nie chciała, żeby ten sen tak szybko się skończył.
– Cahir – weszła mu w słowo.
Odwrócił się, najwyraźniej zaskoczony dźwiękiem swojego imienia.
– Skąd wiesz jak się nazywam? – spytał cicho.
Wzruszyła ramionami.
– Słyszałam jak cię woła kolega w pubie.
Przypomniała sobie gdzie jest i zadrżała z zimna. Bez zastanowienia zdjął kurtkę i narzucił jej na ramiona. Uśmiechnęła się do niego niepewnie.
– Przejdziemy się? – zapytał.
– Dobrze – odpowiedziała po prostu.
Kiedy zeszli ze schodków przysunęła się do niego, chciała być jak najbliżej, poza tym bała się, że znowu tak po prostu zniknie. On najwyraźniej też pragnął jej bliskości, bo delikatnie objął ją ramieniem. Doszli nad rzekę oddzielającą Stare Miasto od peryferii i zgodnie się zatrzymali. Nie oddalili się za bardzo od pubu, a jednocześnie na tyle, żeby nikt ich nie niepokoił.
Gabriela przysunęła się do chłopaka i oparła głowę na jego piersi. Niech się dzieje co chce, pomyślała. Przyciągnął ją do siebie czułym gestem. Wtulił twarz w jej włosy. Dziewczyna wczepiła się palcami w jego koszulę, dalej bała się, że On za chwilę odejdzie. Był wysoki, znacznie wyższy niż ona. Miał smukłą sylwetkę, ale nie był chudy, przynajmniej nie w ramionach. Gabriela dokładnie wiedziała, co w nim widzą jej koleżanki. Dziewczynie jednak było wszystko jedno jak wyglądał, ważniejsze było jak się przy nim czuła. Stali tak wtuleni w siebie przez dłuższą chwilę, aż w końcu chłopak odsunął ją odrobinę od siebie, tak, żeby móc na nią spojrzeć, nie wypuścił jej jednak z ramion.
– To naprawdę jesteś ty – powiedział zagadkowo, tym swoim aksamitnym głosem, którego mogłaby słuchać wiecznie.
Gabriela wyciągnęła rękę i delikatnie pogładziła go po twarzy.
– Ciągle boję się, że znowu znikniesz – powiedziała cicho.
– Nie tym razem – odpowiedział stanowczo.
Obdarzyła go delikatnym uśmiechem po czym znowu wtuliła się w jego ramiona. Tak bardzo pragnęła jego bliskości. Przez chwilę ją obejmował po czym znów delikatnie odsunął.
– Wracajmy – powiedział.
– Musimy? – zapytała Gabriela, co zabrzmiało trochę żałośnie.
– Tak, mam tam coś do załatwienia, a ty mi tu zaraz zamarzniesz – odpowiedział stanowczo. – Obiecuję, że zaraz potem zabiorę cię gdzieś, gdzie będziemy sami.
Wrócili do pubu. Chłopak przestał ją obejmować dopiero przed samym wejściem.
– Usiądź ze mną – poprosił otwierając przed nią drzwi.
Gabriela skinęła głową. Kiedy weszli, zamiast wrócić do koleżanek, poszła w ślad za chłopakiem. Miała nadzieję, że może jakimś sposobem jej nie zauważą. Kiedy doszli do schowanego za rogiem kącika puścił ją przodem.
– Oto i moja Gabriela – przedstawił ją kolegom.
Nie pamiętała, żeby podawała mu swoje imię, ale najwyraźniej musiała to zrobić. Spodobało jej się, że nazwał ją „swoją”. Siedzący na kanapie chłopak przesunął się, żeby zrobić jej miejsce.
– To jest Eryk – Cahir wskazał go skinieniem głowy.
Eryk wyglądał zupełnie jak książę z bajki, żywcem wyjęty z filmu Disneya. Złote włosy w lokach opadały mu na ramiona, był szczupły i wysoki. Biała, elegancka koszula, podkreślała bladość jego skóry. Tylko niebieskie jeansy psuły cały efekt i nadawały mu bardziej realny, codzienny wygląd. Uznała, że jest rówieśnikiem Cahira. Uśmiechnął się i skinął głową do Gabrieli.
– A ten rozparty w fotelu to Daniel. – kontynuował prezentację.
Tak jak Gabriela z miejsca poczuła nić sympatii do bladego Eryka, tak od pierwszego spojrzenia znienawidziła Daniela. Przechodziły ją ciarki kiedy patrzyła na jego drwiący uśmiech i spojrzenie mówiące „mogę mieć każdą”. Był z nich najstarszy, wyglądał na dwadzieścia osiem, może dwadzieścia dziewięć lat, na pewno jeszcze nie przekroczył trzydziestki. To prawda, był cholernie przystojny, ale za to nie lubiła go jeszcze bardziej. Nie ufała takim jak on. Teraz patrzył na dziewczynę oceniając ją wzrokiem. To on wcześniej wołał Cahira. Gabriela nie spuściła wzroku. Przyglądała mu się tak samo obcesowo i niegrzecznie jak on jej. Kiedy coś ją zdenerwowało potrafiła być bardzo odważna. Daniel miał włosy ułożone w artystyczny nieład. Wcześniej myślała, że są blond, ale teraz, będąc bliżej, zauważyła, że wpadają w odcień miedzi. Był trochę niższy od Cahira, ale równie dobrze zbudowany. Miał na sobie t-shirta bez rękawów odsłaniającego jego umięśnione ramiona. Gabriela powstrzymała chęć kopnięcia go w piszczel lub oblania piwem. Denerwował ją samym faktem swojej obecności. Opanowała się i wcisnęła na miejsce obok Eryka. Jej tajemniczy chłopak usiadł tuż przy niej. Ich dłonie naturalnie spotkały się i złączyły.
– Załatwmy to jak najszybciej, chcielibyśmy stąd wyjść – odezwał się siadając.
Daniel uśmiechnął się krzywo.
– Dalej uważam, że to zły pomysł – stwierdził.
Cahir prychnął pogardliwie.
– To bardzo dobry pomysł, a przynajmniej jedyny jaki mamy.
– Cahir – wtrącił się Eryk – nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale zgadzam się z Danielem. To bardzo zły i niebezpieczny pomysł.
Chłopak zmrużył swoje niesamowite czarne oczy, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo do ich stolika podeszła Karolina. Przy boku miała z jednej strony Kaśkę, a z drugiej Monikę. Natalia, jedyna z nich, która przynajmniej tolerowała Gabrielę czaiła się tuż za ich plecami.
– Gabriela! Gdzieś ty była? Wszędzie cię szukałyśmy! Widzę, że masz nowych kolegów, przedstawisz nas? – odezwała się Karolina umiejętnie wykorzystując okazję.
Gabriela zesztywniała. Cahir wyczuwając to opiekuńczo objął ją ramieniem, poczuła jak bardzo jest jej potrzebny i jak straszliwie jej go brakowało. Karolina była naprawdę piękna. Szczupła, wysoka o egzotycznej urodzie, z powodzeniem mogłaby być modelką. Długie brązowe włosy nosiła wysoko upięte. Ubrana była w krótki top w kolorze głębokiej czerwieni i obcisłe, czarne spodnie, na twarzy miała wyraźny, drapieżny makijaż. Jak zawsze zachowywała się wyzywająco. Gabriela poczuła falę zazdrości, kiedy tamta uśmiechnęła się zalotnie i uwodzicielskim wzrokiem omiotła Cahira. Najwyraźniej wybrała już swoją ofiarę. Dziewczynie zrobiło się bardzo przykro, była przekonana, że nie może się z nią równać. Ubrana była jak zwykle, w niebieskie jeansy i czarną koszulkę na ramiączkach przykrytą cienkim sweterkiem. Nigdy się nie malowała więc i teraz nie miała na sobie makijażu. Zapadła się głębiej w kanapę.
– To Cahir, Eryk i Daniel – przedstawiła swoich towarzyszy tłumiąc narastające złość i żal, była przekonana, ze straci to co nawet się jeszcze na dobre nie zaczęło – moje koleżanki z roku, Karolina i Natalia oraz współlokatorki Monika i Kasia.
Natalia była cichym i uprzejmym stworzeniem. Kasztanowo – rude włosy miała krótko ścięte i postrzępione. Jej uroda była przeciętna, a do tego miała drobne problemy z nadwagą, dlatego Karolina tak lubiła się z nią pokazywać. Na tle tej pospolitej dziewczyny zawsze wyglądała jak gwiazda. Obie miały po dwadzieścia lat i studiowały z Gabrielą na roku dziennikarstwo. Monika i Kaśka były natomiast odrobinę starsze. Studiowały prawo na trzecim roku. Uśmiechały się teraz jak słodkie idiotki. Kiedy tylko mogły, korzystały z okazji by dokuczyć Gabrieli, z jakiegoś powodu od początku bardzo jej nie lubiły. Tego dnia wprosiły się na spotkanie z jej grupą i przeganiały w rzucaniu kąśliwych uwag na jej temat, żeby upokorzyć ją publicznie. Obie były naprawdę ładne, nie tak piękne jak Karolina, ale niczego im nie brakowało. Poza tym były szczerze przekonane o własnej atrakcyjności i nie wstydziły się tego demonstrować.
– Miło was poznać, prawda dziewczyny? – odezwała się Karolina, a trzy pozostałe przytaknęły ochoczo. – Możemy się do was dosiąść?
Nie czekając na odpowiedź zajęła miejsce na poręczy kanapy, tuż obok Cahira. Natalia usiadła na wolnym fotelu, Monika na jego poręczy, a Kasia przysunęła sobie pufę, którą zabrała od sąsiedniego stolika. Dziewczyny znalazły się w swoim żywiole, flirtowały uśmiechając się kokieteryjnie. Daniel puszył się jak paw, najwyraźniej bardzo z siebie zadowolony. Eryk rozmawiał z nimi uprzejmie, bez specjalnego entuzjazmu. One oczywiście uprzejmość uznawały za przyzwolenie.
Gabriela czuła się bardzo nieswojo. Karolina przysunęła się do Cahira, prawie się na nim kładąc. Szeptała mu coś do ucha. Mimo, że nie przestawał jej obejmować, dziewczyna poczuła się bardzo nieszczęśliwa i niepewna. Nie chciała z nimi dalej siedzieć, przeprosiła i wyszła do toalety. Płomyczek nadziei, że może Cahir pójdzie za nią i będą mogli się stąd wyrwać szybko zgasł. Kiedy wróciła do stolika, Karolina siedziała na jej miejscu praktycznie przyklejona do tajemniczego chłopaka. Monika już zdążyła zająć kolana Daniela, a Kaśka nie odpuszczała Erykowi. Gabriela była przekonana, że podzieliły się nimi, zanim jeszcze podeszły.
– Skąd się znacie? – usłyszała pytanie Natalii skierowane do Daniela.
Palił spokojnie papierosa i nie zwracał najmniejszej uwagi na dziewczynę na swoich kolanach, która ramionami oplatała mu szyję. Drugą ręką od niechcenia obejmował ją w talii.
– Ja i Cahir jesteśmy praktycznie rodziną – nie mogła uwierzyć w usłyszaną odpowiedź, tak bardzo się przecież różnili – jeżeli zaś chodzi o Eryka, to przyjaźnimy się od bardzo dawna.
Dziewczyna westchnęła i postanowiła przyciągnąć sobie tak jak Kaśka pufę. Nie miała zamiaru zajmować poręczy wzorem tamtych. Najchętniej by uciekła, ale jej duma nigdy by na to nie pozwoliła. Odwróciła się z zamiarem przyniesienia sobie czegoś do siedzenia.
– Gabi, nie wygłupiaj się – zdziwiło ją, że użył akurat tego skrótu, było to jej przezwisko z dzieciństwa, rodzice zresztą dalej zwracali się do niej w ten sposób – chodź do mnie.
– Tak, usiądź koło nas – odezwała się Karolina. Próbując ratować swoją sytuację wskazała dziewczynie poręcz.
Cahir zmierzył ją wściekłym wzrokiem, ale się nie odezwał. Zrezygnowana Gabriela podeszła do kanapy jak na szafot. Usiądzie na tej cholernej poręczy i będzie znosiła mizdrzącą się do jej tajemniczego nieznajomego Karolinę. Nie z takimi rzeczami sobie radziła. Wielkim wysiłkiem powstrzymywała się od łez. Nie będzie płakała, może potem, w akademiku, ale na pewno nie tutaj. Jednak kiedy tylko znalazła się bliżej, Cahir wyciągnął ręce, chwycił dziewczynę i posadził na swoich kolanach. Serce zabiło jej szybciej. Wtuliła się w niego niepewnie, starając się nie dotykać plecami Karoliny. Żałowała, że nie może zobaczyć jej miny. Tamta jednak nie poddawała się tak łatwo.
– Nie ma dzisiaj z tobą Jarka? – zwróciła się do pleców Gabrieli.
Dziewczyna miała ochotę ją udusić. Do tej pory nawet nie pamiętała o istnieniu swojego potencjalnego chłopaka macho – idioty.
– Jarka? – Cahir dał się podpuścić wstrętnej wiedźmie.
– No tak, chłopaka Gabrieli. Nie wspomniała o nim? – Karolina zrobiła niewinna, wielce zdziwioną minkę.
Gabriela nie była pewna co powinna powiedzieć ani jak zareagować. Jarek nic dla niej nie znaczył. Był sposobem na ucieczkę od samotności, ale tak naprawdę, równie dobrze mógłby nie istnieć. Pomoc przyszła z bardzo nieoczekiwanej strony.
– Chciałaś powiedzieć ex-chłopaka – zwrócił się do Karoliny Eryk – teraz chłopakiem Gabrieli jest Cahir. Musisz mieć jakieś przestarzałe informacje.
Karolinę zatkało. Dziewczyna uśmiechnęła się do złotowłosego księcia z wdzięcznością. Odetchnęła z ulga, kiedy Cahir przytulił ją mocniej do siebie.
Przesiedzieli w pubie dwie długie, męczące godziny. Było koło pierwszej kiedy Daniel wstał stawiając Monikę na ziemi.
– Na nas już czas – spojrzał znacząco na Cahira.
– Odprowadzę cię – zwrócił się tamten do Gabrieli.
Nie miała ochoty się z nim tak szybko rozstawać. Bała się, że to kolejny sen, który skończy się tak szybko i niespodziewanie jak się zaczął. Uśmiechnęła się do niego odrobinę ponuro.
Wszyscy wstali i razem wyszli z kącika. Dziewczyny niechętnie zajęły swoje poprzednie miejsca przy długim stole, gdzie zostało jeszcze kilka osób. Nie przegapiły oczywiście okazji, do zostawienia chłopakom swoim numerów. Gabriela chwyciła swoją kurtkę, nie miała zamiaru tu zostawać. Kiedy wychodzili, Eryk umyślnie ignorując Kaśkę podszedł do Natalii. Niewiadomo skąd w jego ręku pojawiła się bladoróżowa gerbera.
– Piękno dla piękności – skłonił się z gracją przed dziewczyną podając jej kwiat.
Natalka przyjęła go rumieniąc się po same uszy. W wykonaniu każdego mogłoby wyglądać to śmiesznie lub idiotycznie, ale nie w wykonaniu Eryka. Gabriela jeszcze nigdy nie widziała nic bardziej uroczego i romantycznego. Książę, bo tak go w myślach nazwała, zbierał u niej same plusy, na dodatek jeszcze cytował jej ulubioną autorkę. No i skąd do licha wytrzasnął ten kwiatek? Była bardzo ciekawa czy to przypadkowy wybór, bo o ile wiedziała gerbera w języku kwiatów oznacza ni mniej ni więcej tylko „Doceniam Cię”. W każdym bądź razie Natalce z pewnością poprawił nastrój. Dziewczyna długo nie zapomni tego dnia.
We czwórkę wyszli z pubu. Cahir natychmiast znalazł się przy Gabrieli obejmując ją delikatnie.
– Tylko się pospiesz – upomniał go Daniel – nie będziemy na ciebie czekali całą noc.
Gabriela znienawidziła go jeszcze bardziej. Co jeżeli ona właśnie miała ochotę spędzić z Cahirem całą noc? Chłopak skinął głową, pomachał im ręką i poprowadził ją w kierunku akademika. Kiedy stanęli przed wejściem, dziewczyna popatrzyła na niego wzrokiem jak u kota ze Shreka, doskonalonym przez lata na ojcu.
– Nie patrz tak na mnie – jęknął błagalnie – naprawdę muszę iść, twoje koleżanki przeszkodziły mi w załatwieniu mojej sprawy. To ważne.
Chciał ją przytulić, ale odsunęła się od niego.
– Zobaczymy się jeszcze? – spytała.
Spojrzał na nią bardzo zdziwiony pytaniem.
– Jasne, że tak. Właściwie najchętniej to nie odstępował bym cię na krok. Przyjdę jutro po ciebie na uczelnię, jeżeli nie masz nic przeciwko.
Serce Gabrieli zatrzepotało. Nawet nie próbowała zastanawiać się skąd On wie gdzie studiowała.
– Może być – zmusiła się do powiedzenia tego zwyczajnym tonem.
– Teraz już naprawdę powinienem iść, Daniel mnie zamorduje jeżeli będzie musiał za długo czekać. Masz może jakiś telefon?
Skinęła głową. Wymienili się numerami. Wspięła się na palce, pocałowała go delikatnie i weszła do akademika. Kiedy spojrzała przez oszklone drzwi, chłopaka już nie było.