Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Córka demona


    – Przestań wreszcie do cholery pisać te smsy – warknął Daniel. – Trzymałeś się od niej z daleka przez prawie czternaście lat, nie możesz poczekać jeszcze jednego dnia?

    – Nie – odburknął Cahir nawet nie podnosząc głowy znad telefonu.

    Siedzieli na lekko ukośnym dachu przy Alei Bohaterów Warszawy i przynajmniej jeden z nich intensywnie wpatrywał się w zaułek pod nimi. Z mrocznej uliczki wyłonił się Eryk. Szedł powoli, sztywno, nie oglądając się za siebie. Za nim podążały dwa duże, skradające się cicho cienie. Wyraźnie nie miały przyjaznych zamiarów. Kiedy postacie minęły miejsce, nad którym przyczaili się Cahir z Danielem tamci miękko, z gracją dzikich kotów, zeskoczyli z dachu tuż za ich plecami. Eryk zniknął za rogiem. Napastnicy odwrócili się zaskoczeni. Obydwaj byli postawnymi mężczyznami w średnim wieku. Wyglądali jak dwudrzwiowe szafy, wielcy i wyjątkowo muskularni. Przywodzili na myśl wiejskich osiłków szukających zwady po barach. Zanim zdarzyli się otrząsnąć i sięgnąć po długie noże Cahir z Danielem zaatakowali. Byli idealnie zgraną parą. Nie walczyli w żadnym konkretnym stylu, ale ich ruchy były płynne, pełne gracji i niesamowicie szybkie. Przeciwnicy nie mieli szans. Po kilku chwilach było już po wszystkim. Jeden z nich leżał na ziemi martwy, z własnym nożem wbitym w plecy, a drugi, najwyraźniej ze złamaną nogą czołgał się w kierunku pustej ściany bez okien. Specjalnie wybrali takie miejsce, żeby nikt nic nie zauważył. Najwyraźniej dla tamtej dwójki też było bardzo kuszące, bo tak łatwo dali się wciągnąć w prostą pułapkę. Nagle leżący na ziemi mężczyzna chwycił nóż, wstał chwiejnie i rzucił się na Cahira. Daniel zareagował błyskawicznie. Złapał rękę napastnika, wykręcił ją, wyrwał mu ostrze i jednym płynnym ruchem poderżnął gardło. 

    – Co robisz? – syknął Cahir odrobinę po fakcie. – Zabiłeś go! Potrzebny nam był żywy. 

    Daniel pozwolił ciału osunąć się bezwładnie na ziemię. 

    – Przepraszam, chyba trochę mnie poniosło. 

    Kopnął trupa i splunął na ziemię. Zza rogu wyszedł Eryk. Trzymał za kark szamoczącego się nastolatka. Był o głowę niższy od Eryka i przeraźliwie chudy. Mógł mieć najwyżej piętnaście lat. Proste, jasne włosy opadały mu na czoło, szare oczy miał mocno rozszerzone, wypełnione strachem. Eryk pobieżnie omiótł spojrzeniem dwa trupy. 

    – Czy wy nigdy nie potraficie nad sobą zapanować? – spojrzał na nich z politowaniem – wasze szczęście, że wzięli młodego. Inaczej zostalibyście z niczym. 

    To mówiąc pchnął dzieciaka w ich stronę. Ten, uwolniony, natychmiast rzucił się do ucieczki. Uliczka była wąska. Z jednej strony drogę blokował mu Eryk, a z drugiej Cahir i Daniel. Chłopiec nie miał szans. Nawet nie patrzył przed siebie. W panice wpadł prosto na Cahira. Tamten chwycił go za ramiona i przygwoździł do ściany. Dzieciak jęknął z bólu, kiedy uderzył plecami o twardą cegłę. Cahir, nie puszczając go, spojrzał na jego twarz. 

    – Patrz na mnie – rozkazał.

    Chłopiec mimowolnie spojrzał mu w oczy. Czarne, niesamowite oczy. Jego twarz wykrzywił grymas przemożnego bólu. Nieprzytomny osunął się na ziemię. 

    – No i po kłopocie – uśmiechnął się Daniel. – Parszywy kundel.

    Cahir wcale nie wyglądał na zadowolonego.

    – Na waszym miejscu bym go stąd szybko zabrał – rzucił praktyczną uwagę Eryk. – Czy to już wszystko czego ode mnie chcieliście?

    Spojrzeli po sobie i zgodnie skinęli głowami. Na horyzoncie zaczynało już świtać. 

    – To na razie – powiedział i zaczął odchodzić. 

    – Eryk! – zawołał za nim Cahir.

    Tamten odwrócił się z pytającym spojrzeniem.

    – Dzięki, za wszystko. 

    Młodzieniec uśmiechnął się do niego blado i zniknął w mroku. Daniel bez trudu podniósł dzieciaka i zaniósł do zaparkowanego tuż za rogiem kombi. Wepchnęli go do bagażnika po czym wsiedli do samochodu i odjechali.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Kiedy Gabriela wyszła z uczelni Cahir już na nią czekał. Budynek wydziału politologii był starą budowlą z czerwonej cegły. Na terenie uniwersytetu rosło wiele drzew, gdzieniegdzie ustawione były także ławki. Jej tajemniczy nieznajomy siedział właśnie wygodnie rozparty na jednej z nich. Znajdowała się na uboczu, a jednocześnie na tyle blisko, żeby mógł obserwować drzwi. Gabriela uśmiechnęła się na jego widok. Czy on ma na sobie skórzaną kurtkę i motocyklowe buty? Spojrzała na niego z zainteresowaniem. Zdała sobie sprawę, ze tak właściwie niewiele o nim wie. Nie była nawet pewna czy Cahir to jego prawdziwe imię czy może jakiś przybrany nick. Wcześniej się nad tym nie zastanawiała, bo w Irlandii by jej to w ogóle nie zdziwiło, ale teraz przecież była w Polsce, a Cahir zdecydowanie nie było tutejszym imieniem. Wstał i podszedł do niej. Był cholernie przystojny a do tego mroczny i tajemniczy. Bardzo jej się to podobało. Przytulił ją na powitanie i delikatnie pocałował. Jak cudownie, że wreszcie mogła być blisko niego!

    – Ej, ty! Co robisz z moją dziewczyną? – usłyszała za plecami gniewny głos Jarka.

    Jęknęła w duchu. Miała mu dzisiaj powiedzieć, że z nim zrywa, ale zupełnie wyleciało jej to z głowy. Myślała tylko o Cahirze. No to będą kłopoty… Jarek był potężnie zbudowanym blondynem z ego znacznie większym niż rozum. Była przekonana, że będzie chciał się o nią bić, zwłaszcza, że towarzyszyli mu dwaj najlepsi kumple – Jacek i Kamil. W tej chwili nie mogła przypomnieć sobie dlaczego właściwie się z nim umawiała.

    – Twoją dziewczyną? – Cahir spojrzał na niego jakby tamten postradał rozum.

    Przesunął się tak, by zasłonić sobą Gabrielę.

    – Powiedz mu Gabryśka.

    Jak ona nienawidziła takiej formy dla swojego imienia!

    – On mówi prawdę – cicho odezwała się do Cahira – nie zdążyłam z nim zerwać… pojawiłeś się tak nagle… miałam to zrobić dzisiaj, ale zupełnie wyleciało mi z głowy.

    Wiedziała, że tłumaczy się jak idiotka, ale co innego miała powiedzieć niż prawdę?

    – No to teraz masz okazję – odezwał się do niej tłumiąc złość.

    Nie chciała tego robić przy świadkach. Nie miała zamiaru ośmieszyć Jarka na oczach kolegów, stałby się zapewne obiektem podłych żartów. Nie życzyła mu źle, jej zdaniem był kretynem, ale traktował ją dobrze, nigdy nie wyrządził jej żadnej krzywdy.

    – Przejdziesz się ze mną? – spytała podchodząc do niego.

    Zesztywniała gdy objął ją ramieniem, ale nie protestowała. Kiedy mijali Kamila i Jacka dał im ręką jakiś niezrozumiały dla Gabrieli znak. Weszli z powrotem do wnętrza budynku. Było tam teraz spokojnie i cicho. Odwróciła się i stanęła przed nim.

    – Przykro mi, ale już nie jestem twoją dziewczyną – powiedziała stanowczo, wiedziała, że jakiekolwiek przenośnie i łagodne zdania po prostu do niego nie dotrą. – Zrywam z tobą.

    Przez chwilę patrzył na nią z niedowierzaniem, potem w jego oczach pojawił się gniew. 

    – To przez tego gościa? Jak długo mnie z nim zdradzasz? Kiedy planowałaś mi powiedzieć?

    – Uspokój się – powiedziała – przecież nic między nami nie ma. Czy ty w ogóle mnie lubisz? – spytała powątpiewająco. – Co do niego to pierwszy raz widziałam go tydzień temu na dyskotece, ale tak naprawdę poznałam go dopiero wczoraj. – Nie wierzył jej. Widziała to w jego oczach. – Przykro mi, naprawdę.

    Wyszła przed budynek. Nie próbował jej zatrzymać, ale szedł za nią. Cahir z rękoma skrzyżowanymi na piersi stał oparty o drzewo. Kilka metrów dalej nerwowo dreptał w miejscu Kamil ze świeżo podbitym okiem i zupełnie pobladły Jacek. Rzucali w kierunku Cahira zatrwożone spojrzenia. Gabriela przeklęła się w myślach za niepomyślenie o tym, że Jarek może ich nasłać na chłopaka, kiedy będą rozmawiali. Na szczęście najwyraźniej umiał sam sobie radzić. Podeszła do niego, nie uśmiechała się, było jej przykro.

    – Załatwiłaś swoje sprawy – spytał spokojnie. 

    – Tak, możemy iść, o ile jeszcze masz ochotę – dodała niepewnie. 

    Uśmiechnął się szelmowsko. Najwyraźniej złość już mu przeszła. 

    – Tak łatwo z ciebie nie zrezygnuję – odparł.

    Zaprowadził ją na parking przed kompleksem uczelni. Gabriela spojrzała nieufnie. On naprawdę miał motor! Na dodatek najwyraźniej była to pomalowana czarnym lakierem Kawa. Podał jej kask. 

    – Zwiń włosy, bo ci się poplączą – poradził – masz ochotę na pizzę? 

    Była upiornie głodna.

    – Tak, jasne.

    Założyła kask starannie chowając włosy do środka. Usiadła za chłopakiem obejmując go w pasie. Ruszyli. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Gabriela cieszyła się, że jest piątek. Następnego dnia nie będzie zajęć, a ona może spędzić z Cahirem tyle czasu ile tylko zechce, o ile ten oczywiście znowu gdzieś nie ucieknie. Martwiło ją to. Coraz bardziej też dręczyło ją, że tak niewiele wie na jego temat. Siedzieli na plaży w Trzebieży. Słońce zbliżało się ku zachodowi. Wtulała się w niego plecami, a on obejmował ją czule. Było najwyraźniej zbyt cudownie. Nie wytrzymała, musiała się odezwać. 

    – Cahir…

    – Tak, Gabi?

    – Co ty właściwie o mnie wiesz? – postanowiła zacząć w ten sposób. 

    – Powiedziałbym, że całkiem sporo – delikatnie pocałował jej włosy. – Nazywasz się Gabriela Cuttbert, przyjechałaś z Irlandii, dwadzieścia lat skończysz czternastego sierpnia. Do tego jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie. 

    Roześmiała się, mimo, że poczuła się odrobinę zaniepokojona. Tyle wiedział na jej temat, a ona o nim kompletnie nic. 

    – Ja nawet dokładnie nie wiem jak się nazywasz – poskarżyła się. 

    Chłopak westchnął, ale postanowił jej odpowiedzieć. 

    – Jestem Cahir Maes – zawahał się przy nazwisku tylko odrobinę, dziewczyna nawet tego nie zauważyła, zbyt pochłonięta tym, że słyszy chociaż jakiekolwiek strzępki informacji na jego temat. – Wychowałem się w Wielkiej Brytanii, tak jak ty, tyle, że ja większość dzieciństwa spędziłem w Londynie. Mam dwadzieścia pięć lat – tutaj też mówił niezbyt pewnie, jakby się zastanawiał co i ile powinien jej powiedzieć. – Co chciałabyś wiedzieć jeszcze?

    – Co robisz w Polsce? – zapytała.

    – Mamy tu z Danielem interesy do załatwienia. 

    – Kim on jest dla ciebie? To znaczy Daniel. 

    Cahir myślał nad tym dłuższą chwilę. Wzruszył ramionami. Nie bardzo wiedział jak to wytłumaczyć.

    – Od zawsze się mną opiekował, mieszkamy razem, nosimy to samo nazwisko, ale nie jesteśmy spokrewnieni.

    – To gdzie są twoi rodzicie? – spytała mało taktownie. 

    – Nie mam rodziców – zdecydował się odpowiedzieć.

    Gabriela poczuła się głupio. Postanowiła na razie skończyć z pytaniami. Jak na jeden dzień wystarczy. Wtuliła się w chłopaka jeszcze bardziej. Położyła swoją dłoń na jego dłoni, drugą ręką gładząc jego ramię.

    Note