Rozdział 4 – Córka Demona
by VickyStanęła w drzwiach salonu z szeroko otwartymi oczami. Scena, którą ujrzała, była delikatnie mówiąc mocno nie codzienna. Cahir siedział na podłodze oparty o kanapę, a Eryk klęczał przy nim trzymając swój nadgarstek przy jego ustach. Po brodzie chłopaka spływały stróżki krwi. Gabriela cofnęła się o krok, potem odwróciła się i nie patrząc na nic wybiegła z domu.
– Wystarczy. Złap ją – powiedział słabym głosem Cahir. – Ona o niczym nie wie. Grozi jej niebezpieczeństwo.
Eryk skinął głową, wstał i pobiegł za dziewczyną. Wyprzedził ją zanim dobiegła do furtki. Przytrzymał delikatnie za ramiona. Reakcja Gabrieli kompletnie go zaskoczyła. Nie wyrywała się, nie próbowała uciekać, zamiast tego przysunęła się bliżej i przylgnęła do niego. Płakała. Przytulił ją do siebie niepewnie.
– Chodź do środka – powiedział z prośbą w głosie – za kilka minut wzejdzie słońce, nie mogę tu zostać.
Gabriela pozwoliła się zaprowadzić z powrotem do domu. Cahir leżał na kanapie. Wyglądał jakby resztkami sił walczył ze snem. Był bardzo blady, ale przynajmniej oddychał normalnie.
– Gabi… – wyszeptał uśmiechając się smutno, kiedy ją zobaczył.
– Śpij – powiedział do niego Eryk – zostanę z nią tutaj. I tak już nie zdążę wrócić.
Cahir odetchnął głębiej. Zamknął oczy.
– Przepraszam – wyszeptał.
Potem nie powiedział już nic więcej. Zasnął.
– Chodź – zwrócił się książę do Gabrieli.
Wziął ją za rękę i poprowadził za sobą schodami w dół. Dopiero teraz zauważyła, że jest bledszy niż zwykle i tak naprawdę ledwo trzyma się na nogach. Znaleźli się w dużej piwnicy. Zaprowadził ją do niewielkiego pomieszczenia po prawej stronie. Nie miało żadnych okien, a żeby dojść do niego, musieli przejść przez dwa inne. Pomieszczenie oświetlała niewielka blada lampka powieszona naprzeciwko drzwi. Podłoga była pokryta grubym dywanem, a kamienne ściany wełnianymi zasłonami. Pod jedną z nich leżał szeroki materac. Eryk wprowadził ją do środka i zamknął ciężkie, nie przepuszczające nawet odrobiny światła drzwi. Poczuła się jakby była w jakimś schronie. Chłopak opadł na materac opierając się plecami o ścianę. Gabriela usiadła po turecku, przodem do niego. Patrzyła wyczekująco. Westchnął.
– Co chcesz wiedzieć najpierw? – zapytał bez przekonania.
– Powiedziałabym, że wszystko – mówiła bez cienia strachu w głosie.
Jeżeli spodziewał się histerii, to się bardzo pomylił. Dziewczyna już zdążyła ochłonąć i przetrawić nową dziwaczną sytuację. Teraz była po prostu ciekawa.
– Wszystkiego jest bardzo dużo… – odparł.
– Co się stało Cahirowi i czy nic mu nie będzie? – zapytała o to, co dręczyło ją w tej chwili najbardziej.
Eryk uśmiechnął się do niej leciutko. Znów go zaskoczyła.
– Jest silny, pił moją krew. Prześpi się kilka godzin i będzie zupełnie zdrowy.
Na twarzy dziewczyny odmalowała się wyraźna ulga. Rozluźniła się teraz zupełnie. Usiadła obok Eryka opierając się o ścianę. Siedziała tak blisko, że stykali się ramionami. Chłopak nie był przyzwyczajony do tego typu bliskości.
– Kim jesteś? – zapytała po chwili.
Nie widziała teraz jego twarzy, ale była przekonana, że się uśmiecha.
– Jeszcze się nie domyśliłaś?
– Sądzę, że tak, ale wolałabym to usłyszeć od ciebie.
Roześmiał się głośno. Miał miły śmiech.
– Jestem wampirem.
Odwróciła głowę, żeby spojrzeć na niego.
– Nie wyglądasz na wampira.
Znowu się roześmiał.
– To jak według ciebie powinien wyglądać wampir?
Siedziała tu sobie w mrocznej i piwnicy i rozmawiała o wampirach z prawdziwym przedstawicielem tej rasy? gatunku?, a niedawno przeżyła atak ludzi cieni. Nie była pewna, dlaczego jest taka spokojna i opanowana. Nie miała pojęcia dlaczego czuje się tak dobrze w towarzystwie w a m p i r a ?! Czemu się nie boi i nie ucieka w panice? Czemu to wszystko wydaje jej się takie… normalne? Może to jednak tylko sen?
– Bo ja wiem? Chyba jakoś strasznie, a ty wyglądasz miło…
Nie chciała powiedzieć jesteś przystojny, uroczy i cudowny. Wolała tę kwestię przemilczeć.
– Nie jesteśmy straszni… wszystkie wampiry wyglądają „miło” – wymówił to słowo, jakby było najzabawniejszą rzeczą, jaką w życiu usłyszał. – W ten sposób właśnie polujemy.
– Żywisz się krwią? – nie wytrzymała, po prostu musiała o to zapytać.
– Tak.
– Czy musisz zabijać tych z których pijesz? – spojrzała na niego lekko zaniepokojona.
Pokręcił głową.
– Czasem zdarzają się nieszczęśliwe wypadki, ale od kiedy wtrąciła się Rada, są coraz rzadsze.
Gabriela nie miała pojęcia co to za Rada, ale teraz nie miało to większego znaczenia.
– Czym były te cienie?
– Dokładnie nie jestem pewien. Sądzę, że rodzajem jakichś stworzeń ze świata umarłych.
– Masz na myśli duchy?
– Nigdy się nimi specjalnie nie interesowałem, ponieważ nie mogą mi nic zrobić. Widzisz, ich dotyk może skrzywdzić tylko żywą istotę, a ja tak naprawdę od dawna jestem martwy.
– Czy Cahir też jest wampirem? – spytała machinalnie, nie zastanawiając się nad tym.
Eryk nie wytrzymał, zwinął się w kłębek i zaczął niepohamowanie śmiać. Gabriela spojrzała na niego nieco urażona.
– Nie, on nie jest wampirem – udało mu się wreszcie wydusić.
Leżał teraz na plecach, rozciągnięty na materacu z rękoma pod głową. Patrzył na nią z zainteresowaniem. Zorientowała się, że wybuch śmiechu musiał go sporo kosztować. Wyglądał jeszcze gorzej, niż kiedy tu przyszli.
– Więc czemu pił twoją krew? – spytała wyraźnie do czegoś dążąc.
– Żeby się wyleczyć. Potrzebował jej do regeneracji.
Skinęła głową.
– Tobie to nie zaszkodziło? – spytała.
Przyglądał jej się uważnie.
– Nie, tylko trochę osłabiło. Po zachodzie słońca pójdę zapolować. Będzie dobrze.
– A co jeżeli one wrócą? To znaczy cienie… Poradzisz sobie z nimi?
– Nie wiem – odparł szczerze. – Potrzebuję krwi, a Cahir wypił naprawdę sporo.
– Więc weź moją.
– Nie – odparł stanowczo.
– Dlaczego?
– Ponieważ to nie jest bezpieczne.
– Przecież przed chwilą powiedziałeś, że nie zabijacie…
– Bo nie zabijamy. Nie o to chodzi.
– Więc o co?
Nie patrzył na nią. Przez dłuższą chwilę milczał. W końcu, kiedy już myślała, że nic nie powie, on jednak się zdecydował.
– Pociągasz mnie fizycznie. Nie wiem, czy byłbym w stanie nad sobą zapanować.
Tym razem to ona się roześmiała.
– Eryku daj spokój. To wszystko jest cholernie dziwne, ale gdybyś miał mnie w jakikolwiek sposób skrzywdzić już dawno byś to zrobił. Ufam ci. W końcu dałam się zamknąć z wampirem w ciemnej piwnicy, prawda?
Westchnął.
– Nie – powiedział, ale już odrobinę mniej pewnie.
Gabriela wiedziała, że wygrała. Jak zwykle. Popatrzyła na niego niewinnie, szeroko otwartymi oczami i wysunęła swój ostatni argument.
– Boję się ich. Widziałam je. Co jeżeli wrócą? – ciarki przeszły ją na samą myśl o istotach z mgły. – Proszę… – dodała szeptem.
Eryk przełknął ślinę.
– Cahir mnie zabije – mruknął.
Usiadł, przyciągnął dziewczynę do siebie tak, żeby opierała się o niego plecami. Objął ją delikatnie. Jego usta znalazły się tuż przy jej szyi. Poczuła ukłucie, a potem jej ciało zalała fala podniecenia i rozkoszy. Jęknęła, kiedy odsunął się od niej odrobinę. Odwróciła się i pocałowała go w usta. Czuła smak krwi, swojej krwi. Nie przeszkadzało jej to za bardzo. Rękoma oplotła jego szyję. Przyciągnął ją do siebie. Jego język znalazł się w jej ustach. Całował niesamowicie. Jego wargi były miękkie i ciepłe. Chciała więcej. Przewróciła go na materac nie przestając całować. Ręce Eryka znalazły się na jej plecach, a potem niżej, na pupie. Tak! Przymknęła oczy. Nagle poczuła się jakby ktoś chlusnął w nią wiadrem zimnej wody. Cahir! Ta myśl była tak wyraźna i rzeczywista, że gwałtownie odsunęła się od wampira. Spojrzał na nią najpierw pytająco, z niepokojem, a potem jakby oprzytomniał. Usiadł.
– Przepraszam – szepnął – uprzedzałem cię.
Już zupełnie spokojnie przysunęła się do niego z powrotem, oparła mu głowę na ramieniu.
– O tym, że ja też się tak poczuję nie uprzedzałeś.
– Nie miałem pojęcia – przyznał szczerze. – Nasze ofiary zazwyczaj nie zdają sobie sprawy z tego co się dzieje, więc nie miałem okazji sprawdzić.
Przyszło jej do głowy zabawne pytanie.
– Ile ty właściwie masz lat?
Zastanowił się chwilę nad odpowiedzią.
– W tym roku skończę 116, ale fizycznie i hormonalnie zawsze będę miał dwadzieścia dwa.
Przyjęła to do wiadomości. Ciekawość nie dawała jej spokoju.
– Co to za Rada o której wspomniałeś wcześniej?
Prychnął pogardliwie.
– Rada demonów, Illi’andinn. Uznali, że mają dość wojen i postanowili się wtrącić do życia innych istot. Trzeba im przyznać, że najpierw zabrali się za swoją rasę. Przez kilkadziesiąt lat walczyli o utrzymanie porządku w swoich szeregach. Dopiero piętnaście lat temu wyznaczyli strażników i zabrali się za wampiry, wilkołaki i resztę magicznych stworzeń.
– To chyba dobrze… – stwierdziła dziewczyna z wahaniem.
– Nie do końca. Widzisz, im nie zależy na utrzymaniu pokoju, a tylko na przetrwaniu własnej rasy. Są okrutni, bezwzględni i rządni władzy.
Dziewczynie przebiegło po głowie milion pytań naraz.
– Kim są ci strażnicy? – zdecydowała się zadać jedno z nich.
Chwilowo fakt istnienia demonów, wampirów i wilkołaków w zupełności jej wystarczał. Nie chciała wiedzieć nic o innych magicznych stworzeniach.
– To łowcy nagród Illi’andinn, demony, które zajmują się pilnowaniem porządku. Jeżeli ktoś się im sprzeciwi po prostu go zabijają. Rada sporo im płaci, więc chętnych jest wielu, ale wybierają tylko najlepszych. Daniel jest jednym z nich.
Gabrieli wcale się to nie spodobało.
– Więc dlaczego siedzimy w jego domu? Gdzie jest twoje miejsce w tym wszystkim?
Wolała nie pytać o swoje.
– Polują na stado zbuntowanych wilkołaków. Poprosili – powiedział to słowo opryskliwym tonem, więc Gabriela pomyślała, że równie dobrze mogłoby brzmieć „zmusili” – mnie o pomoc.
– Oni?
– Daniel i Cahir.
– Więc Cahir też jest strażnikiem? – to nie spodobało jej się jeszcze bardziej, z tym, że jest demonem mogłaby sobie jakoś poradzić, w końcu nie ma przecież rogów i (chyba?) ogona.
Eryk pokręcił głową. Ziewnął.
– Nie jest. Pomaga Danielowi tylko gdy uzna, że sprawa jest słuszna. Tamta banda napada na ludzi, zabijają z zimną krwią.
– Nie lubisz ich – stwierdziła. – Czemu przyszedłeś pomóc Cahirowi?
Uśmiechnął się sennie.
– Nie pomagałem jemu, pomagałem tobie.
Zaskoczyło ją to. Popatrzyła na sennego Eryka, poczuła, że sama też zaraz zaśnie na siedząco. Zmęczenie i utrata krwi dawały o sobie znać. Położyła się na materacu ciągnąc go za sobą. Posłusznie ułożył się koło niej na boku. Wtuliła się w jego ramię. Objął ją delikatnie. Po chwili obydwoje już spali.