Rozdział 6 – Córka Demona
by VickyRano obudził ją jakiś hałas. Coś było bardzo nie tak. Zbiegła na dół w koszuli nocnej, nie fatygując się by chociaż założyć szlafrok. Otworzyła drzwi, o które coś się przed chwilą obiło. Na progu leżał wielki czarny wilk. Z ran na jego ciele sączyły się stróżki krwi. Był podrapany i pogryziony. W jednej chwili zapomniała o swoim strachu i niechęci do Cahira. Teraz zaczęła się bać o niego.
– Cahir – wyszeptała – dasz radę wejść do środka?
Wilk podniósł się z trudem i pokuśtykał do salonu. Wskoczył niezdarnie na kanapę. Tam się zmienił. Wyglądał bardzo blado.
– Nic mi nie jest. Musze tylko coś zjeść. Większość tej krwi nie jest moja.
Gabriela nie myśląc wiele uklęknęła przy nim. Przytuliła się do niego. Objął ją niezdarnie jedną ręką. Daniel stanął w drzwiach prowadzących do kuchni.
– Widzę, że gołąbeczki znowu w zgodzie? – spojrzał na nich z rozbawioną miną. Właśnie coś jadł. W ręku trzymał talerz z kanapkami. Podszedł i podsunął go Cahirowi. Tamten usiadł z trudem, wziął talerz i zaczął jeść. Jego zadrapania goiły się na oczach Gabrieli. – Tak już mamy, że ciężko nas zranić powiedział do niej Daniel widząc zaciekawione spojrzenie. – Co właściwie tak cię urządziło?
– Wilki – odparł chłodno chłopak odstawiając na podłogę pusty talerz. Wyglądał zdecydowanie lepiej.
– Jakie znowu wilki do cholery? – nagle jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia i niejakiego podziwu. – Poszedłeś sam walczyć z całym stadem?
Cahir przytaknął.
– Nie planowałem tego… samo tak jakoś wyszło…
Daniel roześmiał się.
– Zawsze byłeś kłopotliwym dzieciakiem. – Gabriela zdziwiła się, że tak zwraca się do Cahira, przecież na dobrą sprawę był od niego niewiele starszy. – Pewnie chcecie zostać sami – stwierdził. Omiótł ich jeszcze raz rozbawionym spojrzeniem i wyszedł z pokoju.
– Czemu on tak do ciebie mówi? – spytała zaciekawiona.
– Jak do mnie mówi?
– Że „zawsze byłeś kłopotliwym dzieciakiem”, przecież nie może być dużo starszy od ciebie.
Uśmiechnął się do niej.
– Bycie Illi’andinn też ma swoje zalety. Możemy zatrzymać proces starzenia się kiedy tylko chcemy.
– Więc ile on ma lat? – spytała zdumiona.
– Dokładnie nie wiem, ale nie jest taki stary. Sądzę, że mniej niż pięćdziesiąt. Znacznie mniej niż twój ojciec.
– Mój ojciec? – spytała zdumiona.
– Dziewczyno, kiedy ty ostatnio widziałaś swoich rodziców? Uważasz, że w jaki sposób matka dziewiętnastolatki wygląda ciągle tak młodo? Bardziej nadawałaby się na twoją starszą siostrę. I czemu twój ojciec przez te wszystkie lata w ogóle się nie zmienił?
– Moi rodzicie są demonami? – te rewelacje wytrąciły ją z równowagi.
– Nie zupełnie, twój ojciec jest Illi’andinn czystej krwi, tak jak ja. Twoja matka o ile mi wiadomo jest człowiekiem. Nie starzeje się, ponieważ on ma moc zatrzymać ten proces również u niej.
– Więc ile on ma lat? – bała się odpowiedzi na to pytanie.
– Nie jestem pewien… coś koło dwustu czterdziestu.
Patrzyła na niego niedowierzająco. Ta informacją naprawdę nią wstrząsnęła. Nagle zaniepokoiło ją coś jeszcze.
– A ty, ile masz lat?
Roześmiał się.
– Ja nie oszukiwałem ani trochę. Mam dwadzieścia pięć, tak jak ci mówiłem, ale jeżeli chcesz, to mogę na ciebie poczekać.
Westchnęła, tu znowu wrócili do dręczącej ją kwestii. Była zła na rodziców, że ją przez tyle lat oszukiwali trzymając w nieświadomości, ale potrafiła to zrozumieć. Nie rozumiała natomiast Cahira.
– Czego jeszcze postanowiłeś mi nie powiedzieć? – spytała cicho.
– Nie nazywam się Maes – powiedział niepewnie – nazywam się Cuttbert, zmieniłem nazwisko, kiedy Eliza wyszła za Matta.
Wytrzeszczyła na niego oczy. Była przerażona.
– Czy ty próbujesz mi powiedzieć, że jesteś moim bratem?
Teraz on się speszył.
– No tak, rzeczywiście zabrzmiało to głupio. Nie jestem twoim bratem, przynajmniej nie łączy nas pokrewieństwo. Illi’andinn czystej krwi nie mają rodziców, my się po prostu pojawiamy na świecie. Najczęściej z jakiegoś żywiołu. Eliza, twoja mama, zajmowała się mną od kiedy skończyłem trzy lata. Wychowywała mnie razem z Danielem.
– Moja mama była z Danielem?!
Gabriela miała zdecydowanie dość rewelacji jak na jeden dzień. Przyznała jednak w duchu, że to wiele wyjaśnia. Skinął głową.
– Tak, ale to było zanim poznała twojego tatę.
– Czemu nikt mi o niczym nie powiedział przez tyle lat?
– To chyba moja wina – powiedział cicho, niepewnie. – Widzisz… jestem czystej krwi, powinienem być szkolony przez Radę, nie chciałem, Eliza mnie ukrywała, to nie było bezpieczne. Kiedy skończyłaś pięć lat, postanowiłem od was odejść, nie było sensu dłużej narażać twojej rodziny. Poprosiłem Daniela, żeby mnie zabrał, a on się zgodził. Wiesz… sądzę, że dalej kocha twoją mamę. Przez te wszystkie lata nic się nie zmieniło.
– Czy skoro mój ojciec jest demonem, ja też nie powinnam nim być?
– Nie wiem, wydaje mi się, że powinnaś, ale nie jesteś. July też nie jest. Tylko Mark.
Mark był jej młodszym braciszkiem, miał teraz jakieś siedem lat, July miała trzy. Była dużo starsza od swojego rodzeństwa, nigdy jej to jednak nie dziwiło. Dopiero teraz zaczęła się nad tym zastanawiać, ale tak na to patrząc jej rodzice mieli czasu pod dostatkiem. Jej ojciec i brat byli demonami! Na świecie istniało coś takiego jak demony! Ciekawe o czym jeszcze nie wie? Jakiś mały atak niewidzialnych kosmitów? Może Godzilla też jest prawdziwa? Milczeli przez dłuższą chwilę.
– Przepraszam – Cahir w końcu zdecydował się przerwać ciszę – nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło – przyznał cicho.
Usiadła koło niego. Wtuliła się w jego bok.
– W ogóle cię nie znam – powiedziała – omal nie zabiłeś tego dzieciaka. Czy to co powiedział Daniel było prawdą, że już wtedy był twój?
Niepewnie skinął głową. Wziął do ręki kosmyk jej włosów i zaczął się nim bawić.
– Wpadłem w furię – przyznał – nie mogłem znieść myśli, że coś ci zagraża, a potem, kiedy zobaczyłem cię z Erykiem…
– Dlaczego wcześniej nie powiedziałeś mi prawdy? Czemu ciągle mnie okłamywałeś?
– Uznaliśmy… uznałem, że w ten sposób będziesz bezpieczniejsza. Kocham cię Gabi – powiedział prawie niedosłyszalnym głosem, jakby te słowa z trudem przechodziły mu przez gardło.
Przytuliła się do niego mocniej. Potem odsunęła się odrobinę.
– Nie możemy być razem – powiedziała spokojnie – nie po tym co widziałam, nie po tym jak mnie okłamywałeś.
Milczał przez dłuższą chwilę.
– To twoja decyzja – powiedział w końcu. – Pozwól mi po prostu cię chronić. Nic innego się nie liczy. Kocham cię i nie przestanę, ale to nie ma znaczenia, jeżeli ty nie odwzajemniasz moich uczuć – tym razem mówił znacznie pewniej.
Nic mu nie odpowiedziała. Nie miała co mu odpowiedzieć. Też go kochała, ale przypomniała sobie strach, jaki poczuła w piwnicy, kiedy na nią spojrzał. Pomyślała o pobitym wilkołaczym dziecku i o furii w oczach Cahira. Nie potrafiła się z tym pogodzić, jeszcze nie teraz. Nie była pewna czy będzie mogła kiedykolwiek.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
– Spóźniłaś się – stwierdził Eryk, ale i tak uśmiechnął się do niej na powitanie.
– Przepraszam, tramwaj mi uciekł.
Gabriela zarzuciła chłopakowi ręce na szyję i pocałowała go delikatnie w usta. Roześmiał się i wziął ją w ramiona.
– Chodźmy do pubu, zarezerwowałem stolik.
Wypuścił dziewczynę z objęć i poprowadził ulicą.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Eryk musiał przyznać, że Gabriela coraz bardziej go fascynowała. Przede wszystkim wiedziała kim jest i to ze wszystkimi szczegółami, a w ogóle się go nie bała. Do tego zachowywała się czasami jak mała dziewczynka, impulsywnie, ufnie, bez żadnych zahamowań, a przy okazji wcale nie była głupia. Kiedy ją poznał to było jak powiew świeżości w jego nudnym, ponad stu letnim życiu. Poza tym była bardzo ładna, delikatna i krucha. Miał ochotę się nią opiekować, nie pozwolić żeby spotkało ją coś złego. Teraz roześmiani siedzieli przy stoliku, pili wino. Było im dobrze razem. Właściwie to Eryk nie pamiętał kiedy tak dobrze się bawił, jak przy Gabrieli.
Skrzywił się gdy zobaczył wchodzącego do środka Daniela z trójką innych postawnych mężczyzn, zapewne również łowców.
– Idą kłopoty – wyszeptał do dziewczyny.
I rzeczywiście, cała czwórką wyglądała jakby szukali zaczepki. Daniel zamarł na chwilę gdy zobaczył Eryka z Gabrielą. Szybko ukrył swoje zaskoczenie i spróbował zaprowadzić kumpli do drugiej sali, nie było jednak na to szans. Oni również zdążyli już zauważyć wampira.
– Cześć, możemy się przysiąść? – zapytał rudy, z cienką blizną na policzku i nie czekając na odpowiedź wśliznął się na miejsce obok Eryka.
Daniel dyskretnie usiadł obok Gabrieli. Miał reputację Casanovy, więc nikogo to nie zdziwiło. Wampir w uspakajającym geście położył rękę na udzie dziewczyny, ale nic nie powiedział. „Nie odzywaj się” – wysłał jej błagalną myśl, miał nadzieje, że jest zdolna ją odczytać, nigdy wcześniej tego nie próbowali.
– Co robi wampir w towarzystwie człowieka? – zapytał rudy cichym, groźnym głosem. – Ugryzłeś ją?
– To nie byle jaki wampir – wtrącił się łowca siedzący naprzeciwko. – To jego Lordowska Mość we własnej osobie. Chyba nam się dzisiaj poszczęściło.
– W takim razie przepraszam, ugryzłeś tę dziewczynę, w a s z a w y s o k o ś ć?
Eryk wiedział, że sam na sam łowca nie miałby z nim najmniejszych szans, ale gdy byli we czwórkę, to on stawał się ofiarą, a demony myśliwymi. Postanowił milczeć, miał nadzieję, że Daniel okaże chociaż na tyle rozsądku, żeby zabrać stąd Gabrielę.
– Daniel, odsłoń jej włosy – zaproponował ten siedzący naprzeciwko.
– Nie rób tego – wyszeptała Gabriela bardzo cicho, tak, że tylko on i Daniel mogli usłyszeć.
– Nie bój się – tamten odpowiedział jej również szeptem.
Delikatnym gestem odgarnął jej z karku pasmo włosów i zamarł zdumiony. Na szyi widniały wyraźnie dwie małe ranki. Daniel przełknął ślinę, nie tego się spodziewał.
– To sprzed dwóch dni – powiedział niepewnie.
– Dlatego się z nią dzisiaj spotkał, potrzebował znowu – odparł pewny siebie rudzielec. – Ugryzienie człowieka to łamanie postanowień Rady, wiesz co za to grozi wampirze? – uśmiechnął się paskudnie. – Wychodzimy – zarządził. – Zginiesz na miejscu, jeżeli będziesz próbował jakichś sztuczek. Co robimy z dziewczyną?
– Ja się nią zajmę – zaproponował natychmiast Daniel.
– O, nie wątpimy w to – roześmiał się jeden z łowców. Pozostali zawtórowali mu gromkim śmiechem.
Eryk cieszył się, że tamten przynajmniej raz wykazał się refleksem. Trudno, pójdzie z nimi, a potem jakoś sobie poradzi. Ważne, że dziewczyna jest bezpieczna.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Łowcy stanęli po obydwu stronach wampira i skierowali się do wyjścia. Gabriela chciała iść za nimi, ale Daniel ją powstrzymał.
– Zostań tu – warknął.
Teraz dopiero zaczynało być widać jaki był zły na zaistniałą sytuację. Kiedy dziewczyna nie posłuchała brutalnie przytrzymał jej ramię. Wywinęła się i drapnęła go w szyję.
– Au! – chwycił również jej drugą rękę.
– Puść mnie – syknęła.
– Nie, wyjdziemy stąd razem.
Gabriela wiedziała, że jest silniejszy i zdecydowanie daleko mu do dżentelmena. Tym razem musiała ustąpić. Powiedziałaby coś znacznie wcześniej, ale usłyszała błagalną myśl Eryka, żeby milczeć. Po kilku minutach ciszy Daniel wstał.
– Chodź – powiedział ciągnąc za sobą dziewczynę do wyjścia.
Puścił ją dopiero w zaułku za zakrętem, gdzie stał zaparkowany jego motocykl.
– Czemu cię ugryzł? Dlaczego akurat w szyję? Czy on zwariował? – Daniel był naprawdę wściekły. – Jak już musiał pić twoją krew, mógł cię ugryźć w mniej widocznym miejscu, świetnie wie czym to grozi! – z jego ust wylał się potok niecenzuralnych słów.
– To się stało po tym jak oddał swoją krew Cahirowi i w sumie to ja go do tego namówiłam. Mniejsza z tym. Co oni mu zrobią?
Westchnął.
– Pewnie zabawią się nim, a potem gdzieś zamkną na resztę nocy, żeby rano spłonął.
– Co zrobimy? – zapytała dziewczyna rzeczowo.
– My? Nic. Ty idziesz do domu.
– Skoro nie chcesz mi pomóc, Cahir mi pomoże.
Wzruszyła ramionami i zaczęła się odwracać.
– Nie mieszaj go w to – warknął. – Jak się dowie to pewnie zabije tamtą trójkę i rozpęta się wojna. Sam to załatwię.
– Jeżeli wyślesz mnie do domu, możesz być pewien, że go w to wmieszam.
Gabrielę zdenerwowało, że próbę zabójstwa Eryka określa się mianem „to”. Daniel popatrzył na nią groźnie, ale widać było, że odpuścił. Spojrzał na nią, a potem niesamowicie szybko przytrzymał jej ręce i przygniótł ją do ściany. Nie zdążyła nawet zareagować.
– Daniel… – zaczęła gniewnie, ale nie pozwolił jej dokończyć.
Pocałował ją, na siłę rozchylając usta dziewczyny i wpychając do środka swój język. Tak ją trzymał, że nie mogła się poruszyć. Próbowała się wyrwać, ale nic to nie dało. Żołądek podjechał jej do gardła, nie wiedziała co się dzieje i dlaczego… Wreszcie Daniel puścił ją i się odsunął. Uderzyła go z całej siły w twarz, nie powstrzymał jej ręki, mimo, ze mógłby to zrobić z łatwością. Na policzku został mu czerwony ślad.
– Nie rozumiem, co oni w niej widzą – wymruczał pod nosem. – Nawet nic nie poczułem. – Łowca wsiadł na motor i sięgnął po zapasowy kask. – Jedziesz czy jednak się rozmyśliłaś? – zwrócił się tym razem do Gabrieli.
Dziewczyna trzęsąc się ze złości wzięła kask, założyła i usiadła za nim, starała się to zrobić tak, żeby nie musieć go dotykać. Ona poczuła i to bardzo wiele, głównie wściekłość na Daniela i chęć mordu. Zawsze grał jej na nerwach, ale teraz znalazł się na samym czubku jej czarnej listy i to pisany dużymi, drukowanymi literami. Kiedy tylko usiadła Daniel ruszył.