Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Szok wystarczył by przypomniała sobie wszystko. Teraz biegła jak opętana kierowana tylko jedną myślą – miała ochotę komuś przyłożyć, a w każdym razie przynajmniej wywrzeszczeć prosto w twarz, co o nim myśli. Jak oni mogli jej to zrobić?! Jeżeli Cahir mówił prawdę, a nie miała wątpliwości, że tak właśnie było to… Nie, taka sytuacja nie mieściła jej się w głowie. Okłamywali ją przez całe życie?! Zatrzymała się dopiero przed prowadzącymi do jednej z lepiej zachowanych komnat drzwiami. Tu się uspokoiła. Teraz rozumiała bezsens swoich niektórych zachowań. Czuła się jakby wydoroślała. Nie zamierzała popełnić kolejny raz tych samych błędów. Rodzice z pewnością mieli jakiś powód, ale on… Daniel go nie miał! Weszła do pomieszczenia spokojnym krokiem i stanęła za wysokim, skórzanym fotelem. Siedzący na nim mężczyzna podniósł znad książki pytające spojrzenie.

    – Czy jesteś moim biologicznym ojcem? – zapytała wielki wysiłek woli wkładając w to, żeby grać swoją rolę. 

    – Kto ci to powiedział? – zapytał, a jego głos był jeszcze chłodniejszy niż zwykle.

    – Cahir, niechcący… – odezwała się próbując nadać głosowi drżenie, które, jak pamiętała przewijało się przez jej życie w ciągu kilku ostatnich dni.

    Daniel zazgrzytał zębami.

    – Zabiję smarkacza! – oznajmił wkurzony. 

    – Więc to prawda? – Gabriela nie musiała udawać, że blednie.

    Mężczyzna spojrzał na nią wiosennie zielonymi oczami. Z niechęcią skinął głową. 

    – Sądzę, że nigdy bym się o tym nie dowiedział – przyznał – ale do tej krainy, tam, gdzie byłaś, mogła wejść za tobą tylko osoba, w której żyłach płynie ta sama krew. No więc okazało się, że twój ojciec, ten prawdziwy, nie mógł tam za tobą wejść, mimo, że próbował – mruknął ponuro Daniel. Wzruszył ramionami. – Wtedy dowiedziałem się, że jesteś moją córką.

    Gabriela sama nie była pewna dlaczego, ale poczuła się lepiej z tym, że on nie wiedział. 

    – Dziękuję, że powiedziałeś mi prawdę – westchnęła, a chęć mordu i cała złość przemieniła się w zalewającą ją powodziową falą, cichą melancholię.

    Odwróciła się i bez słowa wyszła z komnaty. Może i Daniel był jej biologicznym rodzicem, ale nigdy, przenigdy nie będzie jej ojcem, przynajmniej nie w tym znaczeniu tego słowa i doskonale o tym wiedziała. Jednak, mimo wszystko, poszedł po nią, nie zostawił jej tam samej. Przypomniała sobie, jak chciał, żeby wyniosła się stamtąd. Nie zwracał uwagi na to, że ceną prawdopodobnie było jego własne życie. Tak, Daniel był zagadką, a ona postanowiła pozwolić mu zachować swoje własne tajemnice. Uznała, że tak będzie najlepiej.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Cahir podszedł do niej. Usiadł tuż obok, na starej, marmurowej ławce. Ogród. Kiedyś musiało to być naprawdę piękne miejsce, ale teraz, mimo pozostałej tu magii, nie było ani przyjemne, ani wygodne.

    – Przejdziemy się? – zaproponował.

    Gabriela bez słowa wstała, obdarzając go bladym uśmiechem. Nie odzywając się do siebie wyszli na skąpaną w świetle księżyca plażę. Nagle Cahir zatrzymał się, chwytając za ramię dziewczynę. Przyłożył palec do ust, nakazując jej milczenie. Zacisnął palce na jej ręce, a ona poczuła, jak ogarnia ją cień. Zupełnie, jakby przestała należeć do tego świata. Spojrzała w kierunku, w którym patrzył chłopak. Nad brzegiem morza zobaczyła Eryka. Stał i rozmawiał z dwiema, smukłymi postaciami. Dziewczyna nie słyszała słów, zbyt cichych, a na dodatek zagłuszanych przez szum wiatru i hałas, rozbijających się o brzeg, morskich fal. Po chwili postacie rozmyły się, a on został sam. Postał jeszcze chwilę, wpatrując się w bezkresne morze, a potem odwrócił się i zaczął iść w kierunku zamkowych murów. Cahir nie ruszał się, do momentu, kiedy wampir zniknął z ich pola widzenia. Dopiero potem odetchnął, wyswabadzając ramię Gabrieli.

    – Co się stało? – zapytała zaciekawiona dziewczyna.

    – Nic – szepnął chłopak, ale brzmiało to tak, jakby mówił sam do siebie.

     – Cahir – warknęła na niego – jeżeli w tym momencie mi nie powiesz, to przyrzekam, że…

    Nagle spojrzał na nią zupełnie inaczej. Uśmiechnął się szeroko.

    – Wróciłaś? – zapytał.

    Speszyła się odrobinę, skinęła głową.

    – Skoro już wiesz, to teraz możesz mnie wreszcie przytulić? – poprosiła, spuszczając wzrok.

    Roześmiał się. Podniósł ją z piasku i okręcił dookoła. Przylgnęła do niego najmocniej, jak potrafiła, a on chłonął cudowny zapach jej włosów. 

    – Wracajmy – szepnął po długiej chwili milczenia – tu nie jest bezpiecznie.

    Dziewczyna odsunęła się odrobinę. Spojrzała mu w oczy.

    – O czym rozmawiały wampiry? – spytała rzeczowo.

    – Lepiej będzie, jeżeli ci tego nie powtórzę – westchnął.

    – Dlaczego? – znowu z trudem powstrzymała się przed warknięciem na niego.

    – Ponieważ jesteś dziewczyną Eryka – oznajmił gorzko.

    Spojrzała na niego zaskoczona. Potem uśmiechnęła się szelmowsko.

    – Lubię go, naprawdę – wyznała szczerze – ale właściwie, to jakbyś tego nie nazwał, byłam „jego dziewczyną” tylko po to, żeby cie wkurzyć – przyznała. 

    – Teraz już nie chcesz? – spytał sarkastycznie Cahir.

    – Nie, teraz już nie chcę – oznajmiła zupełnie poważnie, wspinając się na palce i całując go w usta. 

    Porwał ją w ramiona, przyciągając jak najbliżej siebie. Z pasją odwzajemnił pełen żaru pocałunek Gabrieli. Teraz dopiero poczuła, że to za tym tak bardzo tęskniła. To właśnie bliskości Cahira w jej życiu najbardziej brakowało. I nie miało znaczenia czy był wilkiem, demonem czy kimkolwiek innym. Po prostu go kochała. Za nic konkretnie i za wszystko. Całą sobą była mu wdzięczna za to, że jest.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Siedzieli we trójkę przy kominku, zajmując dwa, stare, obite skórą fotele, które już dawno powinny się rozsypać, a jednak, w dalszym ciągu trwały, tak jak to całe niepokojące miejsce. Gabriela skuliła się koło Cahira, a on obejmował ją ramieniem. Daniel zaniepokojonym wzrokiem patrzył to na jedno, to na drugie. 

    – Więc te informacje są prawdziwe? Wampiry mówiły prawdę? – spytał cicho Cahir. – Zabiła setki Illi’andin?

    Daniel niechętnie skinął głową. 

    – Nie ma już Rady, więc wszystkie stworzenia będą robiły to, co im się podoba. – Wzdrygnął się mimowolnie. – Co zapewne oznacza wojny wilkołaków i wampirów, a pewnie jeszcze gorzej. 

    – Czy czarownica nie będzie ścigała również nas? – zaniepokoiła się Gabriela, którą pokrótce wtajemniczyli już w temat.

    – Będzie – odpowiedział jej ponuro Cahir – dlatego znaleźliśmy się właśnie tutaj. Zamek Camelot jest magicznym miejscem, do którego złe moce nie mają wstępu. 

    – Nawet jeżeli to prawda i ona nie da rady się tutaj dostać, to przecież nie możemy siedzieć w tym miejscu wiecznie! – zirytowała się dziewczyna.

    – Na razie nie mamy wyjścia – odpowiedział jej spokojnie Daniel. – Poza tym pojawił się jeszcze jeden problem. Co zamierzasz zrobić z Erykiem?

    – Jak to co? – nie zrozumiała Gabriela.

    – Nie pozbędziesz się go tak łatwo. On nie jest człowiekiem – wyjaśnił. – Prawdopodobnie będzie rościł sobie do ciebie jakieś prawa. Może się zrobić bardzo, bardzo nieprzyjemnie, zwłaszcza teraz, kiedy nie ma nam kto pomóc.

    Zielone oczy dziewczyny zalśniły.

    – Nie wierzę ci! – oznajmiła stanowczo. – Nie Eryk! On jest…

    Cahir westchnął. Przytulił ją do siebie mocniej.

    – Obyś nie miała okazji przekonać się, dlaczego tak nienawidzimy wampirów.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Rosie miała tej głupiej kobiety szczerze dość! Przecież to miało być takie proste! Uwolnić ją z tej przeklętej trumny i zaprowadzić tam gdzie trzeba, ale nie… Ta idiotka musiała komplikować wszystkie jej plany. Dziewczynka ze wstrętem na porcelanowej twarzyczce przyglądała się, jak wampirzyca dopija resztę krwi z szyi kolejnej, omdlałej niewiasty. Zaczęła po dziecięcemu, niecierpliwie przestępować z nogi na nogę.

    – Anabello, czy możemy już iść? – poprosiła po raz kolejny. – Ktoś na nas czeka.

    Bursztynowe oczy tamtej zabłysły złowieszczo. 

    – Nie będziesz mi rozkazywała, dziewczynko! – oznajmiła jakby zła, ale też odrobinę rozbawiona.

    No pięknie! Jeżeli tak dalej pójdzie, to nici z nowej lalki! No cóż, najwyraźniej nie miała wyboru… Anabella krzyknęła. Jej sięgające pasa, brązowe włosy zafalowały. Wampirzyca osunęła się na podłogę, zasłaniając rękami głowę. 

    – Czy teraz możemy już iść? – spytała Rosie, uśmiechając się ponuro.

    Wampirzyca skinęła głową, patrząc na dziecko z nienawiścią. Teraz, nareszcie, wszystko szło zgodnie z planem. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Gabriela stała w zrujnowanym, zarośniętym chwastami, a jednak ciągle pamiętającym o swej dawnej świetności ogrodzie i wpatrywała się w pogrążone w półmroku plecy Eryka. Coś było nie tak, ale nie mogła uwierzyć w to, że Cahir i Daniel naprawdę mogli mieć rację. W końcu się do niej odwrócił.

    – Jesteś tego pewna? – spytał cicho. 

    Jego blada, przystojna twarz, była teraz nieprzeniknioną maską. Dziewczyna skinęła głową. Był jej przyjacielem. Nie chciała do siebie dopuścić myśli, że się myli. 

    – Przepraszam, Eryku – mruknęła spuszczając wzrok. 

    Podszedł do niej. Spojrzał jej w oczy. Jego smukła dłoń odnalazła jej rękę. Zbliżył się. Zobaczyła, jak wysuwają się jego białe, ostre zęby. Przez chwilę poczuła strach, a potem usłyszała groźne warczenie. Eryk cofnął się. Puścił jej rękę.

    – Porozmawiamy o tym później, bez publiczności – oznajmił, a potem jakby rozpłynął się w ciemności.

    – Co to miało być?! – warknęła rozeźlona Gabriela, na wysuwającego się z krzaków, rudego wilka.

    Maurycy przybrał swoją ludzką postać. Spojrzał na nią przepraszająco. 

    – Wybacz, nie miałem pojęcia, co krwiopijca zamierza, a Cahir kazał mi ciebie pilnować i…

    Dziewczyna przewróciła oczami. Nie było sensu obwiniać tego chłopaka. Nie miał wyjścia i musiał wykonać każde polecenie, które wydał mu przywódca stada. Ona jednak nie musiała, a co więcej – wcale nie zamierzała. Obdarzyła Maurycego wymuszonym uśmiechem.

    – To nie twoja wina – westchnęła, jednak w jej wiosennie zielonych oczach pojawiła się groźba. – Za to z Cahirem z pewnością sobie porozmawiam.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Natalia wpatrywała się we wzburzone morskie fale. Minął już niemal tydzień od kiedy przybyli na tą wyspę, szaleńcza wyprawa, jej spalony dom, bestie rodem z horrorów, które na dodatek stały się jej przyjaciółmi. W dalszym ciągu nie potrafiła się pozbierać i poradzić sobie z całym, kamiennym murem, który się na nią zawalił. 

    – Przepraszam… – niewielka postać pociągnęła ją za rękaw bluzy.

    Dziewczyna spojrzała na nią szczerze zaskoczona. Ta zapomniana przez ludzi i bogów wyspa podobno była miejscem tajemniczym i nikt nie miał do niej dostępu. Nawet ona sama czuła jej potężną, drzemiącą we wnętrzu ziemi, magię. Skąd więc wzięło się tutaj to dziecko i co najważniejsze, kim ta mała była?

    – Tak, kochanie? – spróbowała odezwać się w miarę spokojnym głosem.

    Dziewczynka obdarzyła ją pobłażliwym uśmiechem.

    – Zaprowadzisz mnie do zamku? – poprosiła. – Muszę z kimś porozmawiać. To bardzo ważne – dodała nagląco.

    O nie, z pewnością nie zachowywała się jak kilkuletnie dziecko, co do tego Natalia nie miała żadnych wątpliwości. Nie miała jednak pojęcia co robić, więc tylko skinęła głową. Dziewczynka ufnie chwyciła ją za rękę, a potem razem udały się w kierunku ruin zamku.

     ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Rosie miała już dość. Co oni sobie myśleli? Dlaczego traktowali ją w ten sposób? Z miejsca poczuła antypatię do kucającego przy niej wampira. Czystokrwisty również ją denerwował, najbardziej jednak tym wiecznym zmartwieniem i nieudolną chęcią pomocy. Co do Natalii, to była taka… taka nijaka! A co jeżeli głos się mylił? Co jeżeli jest nie tam gdzie trzeba? Rosie z całej siły zagryzła zęby, żeby się nie rozpłakać. To było po prostu nie fair! Ruina zamku w której się znalazła, jej zniszczona sukienka i te bezużyteczne osoby, które w niczym jej nie pomogą. 

    – O co chodzi? – usłyszała zupełnie nowy głos. 

    Do pomieszczenia wszedł wysoki, jasnowłosy mężczyzna. Towarzyszyła mu dziewczyna o włosach i oczach tej samej barwy co jego. Wyglądali na bardziej rozbawionych niż zaskoczonych czy zmartwionych.

    – Więc to ten wasz wielki problem? – zadrwiła blondynka, podchodząc do Rosie bez wahania. – Jak masz na imię? – spytała małej, jakby mówiła do rówieśniczki, a nie do małego dziecka.

    – Jestem Rosie – przedstawiła się dziewczynka, wpatrując się w wiosennie zielone oczy swojej rozmówczyni.

    – Ja mam na imię Gabriela – przedstawiła się tamta. – Nie podoba mi się twoja sukienka – stwierdziła lustrując ją wzrokiem.

    – Mi też nie – przyznała spokojnie mała.

    – Może pójdziemy coś na to poradzić, a oni niech sobie tutaj sami rozwiązują swoje problemy, co ty na to? – zaproponowała.

    Rosie ochoczo skinęła głową. Ciemnowłosy chłopak napiął się jak struna. Z jego niemal czarnych oczu wyczytała niepokój. 

    – Idę z wami – oznajmił. 

    Gabriela obrzuciła go chłodnym spojrzeniem.

    – Nie, nie pójdziesz – odezwała się z groźbą w głosie.

    Rosie spodobało się to zdecydowanie. Blondyn wzruszył ramionami, w dalszym ciągu wyglądał na rozbawionego. 

    – W takim razie ja pójdę – odpowiedział obojętnie. 

    Tym razem dziewczyna skinęła głową, w geście niemego  przyzwoleniu. Wzięła Rosie za rękę i we trójkę opuścili urządzoną w starym stylu komnatę.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Daniel wzruszył ramionami. Było mu wszystko jedno kim jest ich mały gość, choć podejrzenia, które żywił, były przynajmniej ciekawe. Uśmiechnął się do siebie, patrząc, jak natarczywie Gabriela wypytuje dziecko. Mimo lekceważącego zachowania „na pokaz” sama musiała być przynajmniej równie ciekawa co reszta. On nie był. Przeciągnął się, leniwie opadając na zadaszone baldachimem łoże. Dziwna sprawa. Mimo, że sam zamek popadł w ruinę, nie było w nim ani odrobiny kurzu, śladów pajęczyn czy obecności szczurów. Zupełnie jakby właściciel wyjechał na weekend i już za chwilę miał wrócić. Daniel nie rozumiał i wcale nie chciał rozumieć takiej magii.

    – Co tutaj robisz, Rosie? – kontynuowała wiązankę pytań Gabriela.

    Dziewczynka nie wytrzymała. Spojrzała błagalnie na wyciągniętego na łóżku mężczyznę. 

    – Czy to wszystko naprawdę aż takie ważne? – spytała, wygładzając fałdy zbyt długiego swetra, który miała teraz na sobie. 

    Uśmiechnął się leniwym, aroganckim uśmiechem.

    – Właściwie to nie – stwierdził pogodnie – musisz jej wybaczyć. Ona po prostu jest ciekawa. Czy jest jakaś rzecz, o której powinniśmy wiedzieć?

    Rosie przez chwilę się zastanawiała, a potem skinęła głową.

    – Przyprowadziłam ze sobą rozwiązanie waszego problemu – oznajmiła zadowolona.

    Daniel i Gabriela spojrzeli na nią zaskoczeni.

    – Co masz na myśli? – nie dał się wyprowadzić z równowagi mężczyzna.

    – Chcesz ją poznać? – spytała niewinnie. 

    Mężczyzna usiadł na łóżku i skinął głową. Dziewczynka podeszła i wzięła go za rękę. Daniel chcąc nie chcąc wstał i poszedł za nią. Gabriela bez wahania do nich dołączyła. Wspólnie wyszli z zamku, a potem udali się, tuż przy jego murach, to porośniętego chaszczami, niewielkiego budynku. Rosie zaprowadziła ich do piwnicy. 

    – Zostawiłam ja gdzieś tutaj – wyjaśniła przepraszająco, odpowiadając na ich nieme pytania.

    Zeszli na dół po kamiennych, wąskich schodach. Nagle, bardziej wyczuli niż usłyszeli, jakieś poruszenie. Coś rzuciło się na nich. Daniel zareagował błyskawicznie. Stanął temu czemuś na drodze, zasłaniając sobą Gabrielę i Rosie. Z jego pleców w jednej chwili wyrosły olbrzymie, szare skrzydła. W dłoniach mężczyzny pojawił się miecz. W strugach padającego z dworu światła ujrzeli smukłą sylwetkę. To co ich zaatakowało było kobietą, a raczej mocno wygłodzoną wampirzycą. Teraz zbliżała się do Daniela sycząc, zawiedziona tym, że cel nie okazał się aż tak prostą zdobyczą, jak miała nadzieję.

    – Anabello, natychmiast przestań! – odezwał się rozkazujący głos Rosie, zza pleców Daniela.

    – Jestem głodna!- warknęła wampirzyca.

    Dziewczynka spojrzała na nią lodowatym wzrokiem, błękitnych oczu, a tamta odsunęła się w milczeniu.

    – To ukochana lorda Eryka – wyjaśniła, tym razem niepytana. – Była martwa i pochowana na dnie jeziora, a ja ją ożywiłam – oznajmiła spokojnie.

    – Eryk? – Anabella, która przed chwilą wyglądała na mocno obrażoną, nagle się ożywiła. – Jest tutaj? – zapytała pełnym nadziei głosem.

    Daniel sam nie wiedział dlaczego, odwrócił się do Rosie i podniósł ją z podłogi, wygodnie opierając ją sobie na biodrze. Dziewczynka nie protestowała. Jej oczy badawczo wpatrywały się w jego twarz. Uśmiechnął się do niej leniwie.

    – No mała, wygląda na to, że możesz się nam całkiem przydać.

    Rosie rozpromieniła się, zarzucając drobne ramionka na jego szyję. Gabriela roześmiała się, a kiedy wyszła z piwnicy nie mogła przestać się śmiać. 

    – Co cię tak rozbawiło? – zapytał Daniel, stawiając Rosie na trawie.

    – Nie sądziłam, że tak szybko będę miała kolejną siostrzyczkę – wydusiła z siebie dziewczyna. Mężczyzna spojrzał na nią lekko skonsternowany i zaskoczony. – No co? – zapytała Gabriela. – Przecież to czystokrwista, prawda? Pojawiła się tak samo jak Cahir.

    – Czystokrwiści nie rodzą się dziewczynkami – odparował ostro Daniel.

    Gabriela przewróciła oczami. 

    – Doskonale wiem, że zdajesz sobie sprawę kim ona jest – obstawała przy swoim dziewczyna. Mężczyzna już chciał coś powiedzieć, zaprotestować, ale nie dała mu dojść do słowa. – Nie powtórzę im swoich domysłów. Możesz być spokojny. Nie będą wiedzieli, jeżeli nie wpadną na to sami.

    Daniel zrezygnował. Jedynie skinął głową. Drobna dłoń Rosie, wcisnęła się w jego rękę. Zignorował to, nie odtrącając jednak dłoni dziewczynki.

    – Nie będą wiedzieli – mruknął ponuro. – Nie ma najmniejszych szans na to, żeby domyślili się sami. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Gabriela stała na szczycie zamkowych murów, przyglądając się rozgrywającej się w dole scenie. Mimo odległości wyraźnie słyszała ich głosy. Eryk stał naprzeciwko Anabelli i wpatrywał się w nią pełnym niedowierzania, ale i uwielbienia wzrokiem. Nawet Rosie, która sprawiała wrażenie osóbki bardzo wścibskiej i nieczułej, zostawiła ich samych.

    – Myślałem, że nie żyjesz – odezwał się cicho wampir.

    – Bo tak było – przyznała patrząca na niego tęsknym wzrokiem kobieta.

    Gabriela odwróciła się, czując za plecami czyjąś obecność. Cahir wpatrywał się w spienione, morskie fale. 

    – Jest ci przykro? – zapytał nie patrząc na nią.

    – Przykro? – spytała zaskoczona dziewczyna. – Dlaczego miałoby być?

    – Eryk odnalazł swoją dawną miłość, a przecież ty i on…

    Nie dała mu dokończyć. Roześmiała się naprawdę rozbawiona.

    – Ja mam ciebie – przerwała chłopakowi

    Tym razem na nią spojrzał.

    – Więc już się nie gniewasz? – spytał z nadzieją.

    – Gniewam – odparła odwracając się z powrotem w stronę morza. – Ale to nie zmienia tego, co do ciebie czuję.

    Niemal fizycznie potrafiła wyczuć jego ulgę i radość. Oplótł ją od tyłu ramionami, a ona mu na to pozwoliła, opierając się wygodnie o jego tors. Czegokolwiek by nie myślała, jakkolwiek by się nie czuła w danej chwili, jak bardzo zła by na niego nie była, to i tak zawsze był właśnie on.

    Note