Rozdział 4 – Córka Złej Królowej
by VickyIshanvi
Komnaty, do których zaprowadził mnie Czarny Rycerz są przestronne i niczego w nich nie brakuje. Z korytarza wchodzi się bezpośrednio do luksusowego salonu z kompletem wypoczynkowym, z którego kolejne drzwi prowadzą do eleganckiej łazienki, garderoby i gustownie urządzonej sypialni. Z niej z kolei można wyjść do skrzącej się barwnymi kwiatami i głęboką zielenią liści, oranżerii.
Z zamyślenia wyrywa mnie odgłos pukania do drzwi. Wracam do salonu i otwieram je, niewiedząc, czego się spodziewać. Do środka wchodzą dwie żywe lalki, ubrane w urocze, czarnobiałe stroje pokojówek. Kłaniają mi się nisko. Każda z nich brązowe włosy zebrane ma w dwa, starannie splecione warkocze. Wyglądają zupełnie jak ludzkie dziewczynki i sprawiają wrażenie o kilka lat młodszych ode mnie.
– Panienko, jesteśmy do twojej dyspozycji – oznajmiają chórem.
Przyglądam się im zaciekawiona. Przez lata spędzone w pałacu Dobrego Króla zupełnie zapomniałam o ich istnieniu. Wspomnienia wracają. Matka uwielbiała je tworzyć, a lalkarz był jedną z najlepiej opłacanych na zamku osób. Zajmowały się mną, gdy byłam jeszcze zupełnie mała, ale same były trochę jak dzieci. To jednak tylko pozory. Doskonale zdaję sobie sprawę, że każda z nich może być śmiertelnie niebezpieczna.
Nagle mój wzrok przyciąga podarta i mocno sprana wyblakła, niebieska wstążka, zdobiąca warkocz jednej z nich. Wstążka, którą sama jej jako mała dziewczynka podarowałam. Szerzej otwieram oczy. To… niemożliwe.
– Ami? – pytam niepewnie.
– Panienka mnie pamięta! – dziewczynka świergocze uradowana, radośnie tańcząc wokół mnie.
– Ami, tak nie można! – strofuje ją druga z nich.
Uśmiecham się do nich przyjaźnie, bo chociaż trudno nazwać je żywymi istotami, to dawno nikt nie był dla mnie tak miły, jak one teraz.
– A ty, jak masz na imię? – pytam zaciekawiona tej drugiej.
Jej policzki stają się uroczo zaróżowione.
– Jestem Kate, panienko – ponownie nisko się kłania.
– Miło mi cię poznać, Kate – obdarzam ją serdecznym uśmiechem.
Dziewczynki pytają, czy w czymś mi nie pomóc, a kiedy grzecznie odmawiam, zaczynają krzątać się po pokojach. Siadam w jednym z foteli i przyglądam się ich pracy. Śmieją się, wesoło ze sobą rozmawiając. Ścielą łóżko, przygotowują kąpiel i nocną koszulę. Czuję się przy nich dobrze. Zupełnie inaczej niż w pałacu, w którym do tej pory mieszkałam.
W pewnym momencie drzwi się otwierają, a do środka pewnym krokiem wchodzi Czarny Rycerz. Teraz jednak nie ma na sobie zbroi, a jedynie ciemną koszulę i materiałowe spodnie. Wydaje mi się jeszcze młodszy, niż przy naszym poprzednim spotkaniu. Wstaję z fotela, nie bardzo wiedząc, jak się zachować w jego obecności i czego on tu w ogóle szuka. Boję się, że tak jak w pałacu Dobrego Króla, Ami i Kate zostaną ukarane za to, że się do mnie odzywały.
Dziewczynki odwracają się w jego stronę, a uśmiechy na ich twarzyczkach stają się jeszcze szersze. Podbiegają do niego, by po chwili przylgnąć do jego boków.
– Alex, co dla nas masz? – pyta rozentuzjazmowana Ami.
Kate patrzy na niego wyczekująco, ufnymi, szeroko otwartymi oczami szczeniaka. Przyglądam się, jak chłopak z kieszeni spodni wyciąga owinięte w kolorowe papierki cukierki. Uradowane dziewczynki wyciągają mu je z ręki.
– Zostawcie nas samych, wrócicie później – odzywa się do nich rozkazująco.
Dziewczynki patrzą po sobie, a potem zgodnie zaprzeczają ruchami głów. Stają pomiędzy mną, a Czarnym Rycerzem, wpatrując się w niego uparcie.
– Nigdzie nie pójdziemy! – twardo oznajmiają mu chórem.
Chłopak wzdycha ciężko i przeczesuje palcami hebanowe, nieco przydługie włosy. Przez chwilę boję się, że skrzywdzi żywe lalki, ale one nie wyglądają na przestraszone.
– Krew nie kłamie – mówi do nich spokojnym, pewnym głosem. – Zapytajcie strzygi.
Dziewczynki patrzą po sobie i wyraźnie widzę, że się wahają. Dopiero teraz do mnie dociera, dlaczego nie posłuchały bezpośredniego rozkazu. Kate i Ami zostały tutaj, żeby mnie obronić… Obronić przed Czarnym Rycerzem.
– Dziękuję wam, świetnie się spisałyście – odzywam się do nich. – Możecie już iść.
Nie wiem dlaczego młodzieniec chce zostać ze mną sam na sam, ale od razu odrzucam te najbardziej oczywiste i nieprzyjemne powody. Zdaję sobie sprawę, że Zła Królowa mnie nienawidzi, ale nie mam pojęcia, jakie on ma o mnie zdanie i co zamierza. Wiem, że prędzej czy później i tak będę zmuszona się tego dowiedzieć, dlaczego więc nie załatwić tego już teraz?
Dziewczynki przez chwilę patrzą to na mnie, to na Czarnego Rycerza, w końcu jednak kłaniają się i opuszczają komnaty. Gdy wychodzą, czuję nieprzyjemny ucisk w żołądku, ale nie ruszam się z miejsca. Młodzieniec patrzy na mnie poważnie, tym razem bez cienia uśmiechu.
– Nazywam się Alexei i za miesiąc zostanę twoim mężem – przedstawia się, ku mojemu zdumieniu kłaniając się nisko.
Oczywiście wiem o tym, ale zaskakuje mnie, że jest dla mnie taki uprzejmy. Wiem zresztą znacznie więcej. To czystej krwi Illi’andin, który nie tylko doskonale walczy, ale włada też niezwykle potężną magią. Jest Czarnym Rycerzem, prawą ręką mojej matki i generałem jej armii nieumarłych. W Królestwie Dobrego Króla bardowie opowiadają o nim mrożące krew w żyłach historie. Ja jednak przed oczami mam tylko radosną reakcję żywych lalek na jego przyjście.
– Miło mi cię oficjalnie poznać – próbuję się do niego uśmiechnąć, ale jestem pewna, że wychodzi to bardzo blado.
– Lady Ishanvi – w jego ustach moje imię brzmi niezwykle melodyjnie – chciałbym, żebyśmy zjedli jutro wspólne śniadanie, a potem zgodnie z obietnicą nauczę cię jeździć konno – proponuje.
Na zgodę kiwam głową, ale wtedy dostrzegam co trzyma w ręce.
– Co to takiego? – pytam, mimo że doskonale znam odpowiedź.
Chłopak krzywi się nieznacznie i wyciąga przytulankę w moją stronę, a ja nabieram pewności, że on z kolei nie ma pojęcia, co to takiego.
– Podobno należy do ciebie – mówi, a ja oddycham z ulgą, gdy podaje mi szmacianą zabawkę.
Patrzy na mnie dziwnie, gdy przytulam ją do siebie zaborczym gestem.
– Dziękuję – mówię po prostu, marząc teraz jedynie o tym, żeby wreszcie sobie stąd poszedł. – Co stało się z moim orszakiem? – pytam nie dlatego, że mnie to interesuje, a po to, by zmienić temat.
Alexei wzrusza ramionami, ale uśmiecha się arogancko.
– Przybyli do zamku Złej Królowej, by być świadkami naszego ślubu, więc niestety magiczne prawo nie pozwala ich zabić – mówi bez ogródek – ale najbliższy miesiąc spędzą w lochach. Masz coś przeciwko? – pyta zaciekawiony.
– Nieszczególnie – odpowiadam, nabierając pewności, że krążące o Czarnym Rycerzu legendy wcale nie były przesadzone.
– Doskonale – jego głos brzmi teraz niczym kocie mruczenie. – W takim razie zobaczymy się jutro rano. Śpij dobrze, królewno.
Zanim opuszcza moje pokoje, ponownie się kłania. Oddycham z ulgą, dopiero, gdy zamykają się za nim drzwi. Biegnę do sypialni i rzucam się na świeżo zaścielone łóżko. Unoszę do góry przytulankę, by móc się jej dobrze przyjrzeć.
– Tęskniłam za tobą, kotku! – wyznaję.
Kładę obok siebie zabawkę i odsuwam się od niej odrobinę. Po chwili jej miejsce zajmuje ogromna, groźnie wyglądająca, czarna pantera. Patrzy na mnie żółtymi, kocimi oczami, a ja przytulam się do niej, ramionami oplatając jej szyję. Zasypiam wtulona w sierść zwierzęcia, kołysana do snu jego głośnym mruczeniem.