Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Ishanvi

    Nie jestem zaskoczona tym, że go widzę, ale sytuacją, w jakiej się znalazł. Klęczy w błocie przytrzymywany przez dwóch gwardzistów, żołnierzy, którzy są dla niego tak samo groźnymi przeciwnikami, jak byłyby szmaciane lalki. Dlaczego pozwolił im się schwytać? Co on knuje? Niczego niepodejrzewający Philip tryumfuje, a mnie zaczyna boleć głowa. Tego przecież właśnie za wszelką cenę chciałam uniknąć, walki między nimi i bezsensownych ofiar.  

    Jeszcze poprzedniego dnia byłam przekonana, że to Philipowi będzie mi łatwiej przemówić do rozsądku, teraz jednak wiem, że od samego początku to z Alexei’em powinnam była rozmawiać. 

    – Każ im go puścić – mimo wszystko próbuję uniknąć rozlewu krwi, choć szczerze wątpię, żeby królewicz mnie posłuchał. 

    Philip staje przede mną z wyciągniętym przed siebie mieczem. Przyjmuje pozycję obronną. 

    – Nie bój się, ochronię cię przed nim, ukochana – i tym razem po swojemu interpretuje moje słowa. 

    Wzdycham zrezygnowana i zastanawiam się gorączkowo nad tym, czy istnieje jakakolwiek szansa na to, że Czarny Rycerz oszczędzi królewicza. Wtedy rozpętuje się piekło. Ogromny kamień uderza tuż przy moim boku w ściółkę leśną i rozpada się na kawałki. Za nim nadlatują kolejne. Jestem pewna, że jeden z nich mnie trafi, ale Alexei odpycha od siebie gwardzistów, zrywa się z ziemi i w jednej chwili znajduje się przy mnie, by osłonić mnie przed atakiem. 

    Kamieni jest coraz więcej. Słyszę krzyki rannych żołnierzy. Mój mąż chwyta mnie za rękę i wciąga między drzewa. Przywołuje do siebie czarnego jak noc ogiera hrulgae, a potem podsadza mnie na siodło, sam siadając za mną. 

    – To twoja sprawka? – pytam, gdy obejmuje mnie ramionami.

    – Nie jestem na tyle głupi, żeby dla zabawy budzić skalne olbrzymy – warczy. 

    Przez chwilę kluczymy po lesie, a potem opuszczamy go i Alexei spina konia do galopu. Oddalamy się, zostawiając w tyle całe zamieszanie. Nie jestem pewna, ile czasu minęło, gdy w oddali dostrzegam białego ogiera Philipa. Mam ochotę przeklinać. Gdy królewicz kilka razy do roku odwiedzał Pałac Dobrego Króla, był moim jedynym przyjacielem. Teraz jednak wolałabym, żebyśmy nigdy się nie poznali, bo jestem pewna, że jeżeli nie odpuści, to zginie z rąk Czarnego Rycerza. Tym razem los nie będzie mu sprzyjał, nie zadziałają prawa magii, bo ja nie jestem dziewczyną, którą trzeba ratować z rąk złoczyńcy. Wcale nie chcę z nim uciekać, a wręcz przeciwnie. Zamierzam zostać dokładnie tu gdzie jestem, czyli w ramionach Alexei’a. 

    Note