Rozdział 19 – Córka Złej Królowej
by VickyAlexei
Krew się we mnie gotuje, gdy widzę zbliżającą się do nas postać. Jesteśmy już wystarczająco daleko, by skalne olbrzymy nam nie zagrażały, dlatego zatrzymuję konia w miejscu, stawiam Ishanvi na trawie i sięgam do miejsca poza czasem, przywołując swój czarny miecz. Szykuję się do walki.
– Zaczekaj! – żąda ode mnie królewna, a ja próbuję utrzymać w miejscu niecierpliwiącego się ogiera. – Czy mógłbyś go nie zabijać? – prosi wpatrując się we mnie intensywnie.
Prycham, by ukryć swoje rozgoryczenie. Niemal fizycznie czuję kotłującą się we mnie zazdrość. Próbuję nie wyobrażać sobie ich wspólnej przyszłości. Baśniowego „a potem żyli długo i szczęśliwie…”.
– I co wtedy? – pytam siląc się na spokojny ton. – Udasz się razem z nim do jego królestwa?
Sprawia wrażenie naprawdę zaskoczonej.
– Oczywiście, że nie! – protestuje stanowczo.
– To jaki masz plan? – pytam, nie mogąc uwierzyć brzmiącej w jej głosie szczerości.
– Zostawimy go na granicy i nie wpuścimy więcej do Krainy, której nie odwiedza słońce? – proponuje.
Z trudem panuję nad własną złością.
– Więc dlaczego w ogóle z nim poszłaś? – warczę na nią.
Wzrusza ramionami, ani trochę nie przejmując się moim humorem.
– Nie odszedłby stąd beze mnie – wyjaśnia obojętnie – a gdybyś go złapał w zamku, to pewnie byś go zabił. – Wciąż czuję się zirytowany, ale muszę przyznać jej rację, na pewno nie oszczędziłbym tego przeklętego włamywacza. – Dlatego pomyślałam, że wytłumaczę mu wszystko po drodze, a potem sama wrócę do zamku. Nie spodziewałam się, że Philip ułoży sobie swoją własną historię – tłumaczy.
– I że wyzna ci miłość? – pytam sfrustrowany.
– Tak, tego również się nie spodziewałam – przyznaje bez skrępowania. – A ty? – pyta po chwili, delikatnie przekrzywiając głowę na bok, niczym mały ptaszek.
Jest urocza.
– Co ja? – pytam odrobinę zbity z tropu.
– Kiedy wyznasz mi miłość? – nokautuje mnie jednym, prostym pytaniem.
Mój gniew ulatnia się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pozwalam, by miecz ukrył się w miejscu poza czasem i płynnym ruchem zeskakuję z siodła. Staję obok niej na trawie, a ona bez zastanowienia wpada w moje ramiona. Przytulam ją do siebie stanowczo, pochylam się, by ją pocałować, a ona żarliwie odwzajemnia każdy mój pocałunek. Ulga, którą czuję, jest tak wielka, że niemal mnie przytłacza. Nie mam pojęcia, jak kiedykolwiek mogłem w nią zwątpić, jak mogłem myśleć, że Ishanvi porzuci mnie z powodu przeklętego królewicza.