Rozdział 1 – Błękitny płomień
by Vicky
Niebieskie płomienie o zimnym kolorze spalają najprędzej, niech spalą na proch
A ze mną myśl gorzką żem dłużna ci może
Choć dałeś kwiat groszku a ja ci łez groch
Magda Umer
I
Wierzchem dłoni łagodnie dotknął mojego policzka. Jego oczy i tak już ciemne w świetle wpadającego przez okno księżyca i gwiazd, jeszcze bardziej pociemniały z podniecenia. Mój umysł okryty był słodką mgłą snu. Nie czułam strachu, a jedynie lekki niepokój. Zdjął z siebie bluzę i położył się obok mnie, wsuwając pod kołdrę. Chciałam zaprotestować, ale nie potrafiłam. Wsunął dłoń pod moją piżamę, łagodnie gładząc nagą skórę. Przyjrzałam się jego twarzy. Uśmiechnął się leciutko, kiedy zdał sobie sprawę, że na niego patrzę. Drugą rękę włożył mi pod głowę i przyciągnął do siebie. Chcąc nie chcąc, wtuliłam się w jego ramiona. Poczułam przyjemne mrowienie i ciepło. Od jego dotyku stawałam się coraz bardziej podniecona. Pocałował moje włosy.
– Nie bój się, nie skrzywdzę cię – wymruczał tuż do mojego ucha, a ja poczułam jego ciepły, lekko słodkawy oddech. – Jesteś moja i będę się tobą opiekował – zapewnił.
Jego słowa brzmiały tak nierzeczywiście. W dalszym ciągu byłam przekonana, że to jedynie sen, bo inaczej jak to wytłumaczyć? Na brzuchu poczułam twardą wypukłość w jego spodniach. Czułam coraz większy strach, zapragnęłam się odsunąć, ale mój umysł nie współpracował z resztą ciała. Jęknęłam, kiedy jego dłoń zaczęła powolnymi ruchami zsuwać ze mnie, niebieskie piżamowe spodnie.
– Cii – uspokoił mnie rozbawiony – chyba nie chcesz, żeby ktoś cię usłyszał…
Miał rację. Nie chciałam. Gdyby to nie był sen, właściciele domu, w którym wynajmowałam pokój, z pewnością by mnie z niego wyrzucili, za sprowadzanie na noc chłopaka. Teraz zupełnie już zdjął ze mnie spodnie i odrzucił je na podłogę. Jego twarda dłoń wróciła na mój brzuch, a potem piersi. W dalszym ciągu nie byłam się w stanie samowolnie poruszyć, a mój umysł, mimo, że pobudzany coraz to nowymi bodźcami, ciągle spał. Zachłysnęłam się powietrzem, a moje ciało mimowolnie wygięło się w łuk, kiedy znowu przesunął rękę w dół. Zamruczał z zadowolenia, czując wilgoć na swoich palcach. Znowu jęknęłam, kiedy wsunął je powoli do środka. Uciszył mnie pocałunkiem, długim i namiętnym. Zakręciło mi się w głowie. Nie musiał mnie długo pieścić. W ciągu zaledwie kilku minut doprowadził mnie do szczytowania. Zamknęłam oczy oddychając zbyt szybko. Ponownie odpłynęłam w krainę marzeń, a gdy obudziłam się rano, jego oczywiście przy mnie nie było, choć mój jednocześnie przerażony i podekscytowany umysł, podpowiadał mi, że to wszystko było zbyt realne. Nie możliwe, żeby nie istniał.
II
Nienawidziłam tego typu klubów. Było w nich tłoczno i duszno. Moje przyjaciółki jednak je uwielbiały. To było dla nich doskonałe miejsce na podryw. Ich związki były krótkie i burzliwe, więc praktycznie zawsze szukały nowych chłopaków. To i tak lepiej niż w moim przypadku, ponieważ moje doświadczenie w tych sprawach było tak naprawdę żadne. Karoline kołysała się na krześle w takt muzyki, tęsknie patrząc na dopiero co wypełniający się ludźmi parkiet. Ana pochyliła się w moją stronę nad lakierowanym stolikiem, a jej jasne kosmyki niesfornie opadły na czoło, uwodzicielsko zasłaniając oczy.
– Miya, przy stoliku w rogu siedzi jakiś facet – zwróciła się do mnie cicho – cały czas się na ciebie gapi. Przystojniak z niego – mruknęła. – Znasz go może?
Dyskretnie zerknęłam we wskazanym kierunku, a potem zamarłam. Wszędzie rozpoznałabym tą twarz. Brązowe, o ton ciemniejsze od moich włosy, opadały mu niesfornie na szarozielone oczy. Moje serce mocniej zabiło na widok jego zgrabnej sylwetki. Usta chłopaka wyginały się w drwiącym uśmiechu. Patrzył prosto na mnie. Spłoszona odwróciłam wzrok. To nie było możliwe! Wczorajsza noc była tylko snem. On nie mógł istnieć w rzeczywistości! Zaczęłam sobie wmawiać, że jestem idiotką. Z pewnością już go kiedyś wcześniej widziałam i dlatego mi się śnił. Był niesamowity, pociągający, cholernie przystojny i tego nie mogłam mu odmówić, a mimo to, nie miałam najmniejszej ochoty się do niego zbliżać. Niemal fizycznie czułam otaczającą go mroczną aurę. Nie znałam go, a już wiedziałam, że z pewnością go nie polubię. Do tego ten ironiczny uśmiech i oczy, które w jakiś sposób z szarozielonych stawały się wyjątkowo ciemne i mroczne. Zdecydowanie nie chciałam mieć z nim nic wspólnego, nawet jeżeli nawiedzał moje senne marzenia.
– Nie znam go – odpowiedziałam koleżance. – I nie jestem nim zainteresowana.
Jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia, ale już chwilę potem na pokrytej wyrafinowanym makijażem twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
– Więc rozumiem, że mogę go sobie wziąć? – zapytała mrugając.
Skinęłam głową. Nie obchodziło mnie to. Ana z szerokim uśmiechem wstała od stolika i poszła wolnym krokiem w kierunku chłopaka. Zawsze zazdrościłam jej tej odwagi i pewności siebie. Do tego była naprawdę piękną dziewczyną. Jasne, krótko ścięte włosy, długie, zawsze opalone nogi i seksowne, pełne usta. Mnie samej kasztanowe włosy skręcały się zawsze w niesforne loki, skórę miałam bladą i odrobinę piegowatą, piersi małe, a sylwetkę zbyt chudą. Na dodatek brakowało mi śmiałości i pewności siebie, przynajmniej jeżeli chodziło o chłopaków, ponieważ w życiu o swoje już dawno nauczyłam się walczyć. Nawet nie zauważyłam, kiedy Karoline podeszła do mnie z dwoma chłopakami.
– Miya, to jest Chris i Adam – przedstawiła mi obu – idziemy tańczyć oznajmiła rozkazująco.
Jęknęłam w duchu, ale posłusznie wstałam od stolika. Jej życiowym celem wydawało się znalezienie dla mnie pary i zawsze, przy każdej okazji, bezskutecznie próbowała mnie swatać. Tylko, że ja żyłam w innym świecie niż one i właściwie nie miałam pojęcia jakim cudem udało nam się zaprzyjaźnić. To nie miało żadnego sensu, a jednak – obie były moimi przyjaciółkami. Leciała właśnie jakaś wolna muzyka. Chris objął mnie w talii. Spojrzałam w jego niebieskie oczy. Uśmiechał się. Położyłam dłonie na jego ramionach. Zdziwiłam się, kiedy przyciągnął mnie do siebie bliżej, ale nie protestowałam. Jego dłonie przesunęły się z mojej talii na pupę. Nie zdążyłam w żaden sposób zareagować, bo już po chwili czyjeś silne ramiona odciągnęły mnie w tył. Chris leżał na parkiecie jęcząc, a nad nim stał tajemniczy chłopak. Coś nieprzyjemnego pojawiło się w jego oczach – chłodny, błękitny płomień.
– Nigdy więcej nie próbuj jej dotykać – syknął.
Dookoła nich zebrał się tłum gapiów. Ktoś odepchnął mnie w tył. Zdążyłam tylko zobaczyć, że Chris ma rękę wygiętą pod nienaturalnym kątem. Po chwili pojawili się ochroniarze.
– Co tu się dzieje? – zapytał ostro jeden z potężnie zbudowanych mężczyzn.
– Nic się nie stało – odezwał się ciągle stojący nad zwijającym się z bólu Chrisem chłopak. Jego oczy ponownie zalśniły. Odrobinę pociemniały. Nie miałam pojęcia jakim cudem dostrzegam to w stłumionym świetle klubu. – To nieporozumienie.
– Aha, ok. – odburknął tamten i tak po prostu odszedł.
Nagle ludzie stracili całą sprawą zainteresowanie. Chris leżał pośród tańczących par i wyglądało to tak, jakby ludzie go nie widzieli lub omijali jak jakąś przeszkodę. Po całym moim ciele rozlał się nieprzyjemny chłód. To nie miało sensu, a jednak moje gardło ścisnął strach. Przecież sobie tego nie wyobraziłam! Szybkim krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Zabrałam z szatni swój płaszcz i wyszłam z klubu. Potem puściłam się pędem przez marnie oświetlone ulice, łapiąc oddech dopiero gdy dobiegłam do nocnego przystanku, na którym czekało już kilka młodych, zapewne, tak jak ja, wracających z klubów osób.
III
Wiał silny, porywisty wiatr, a ja do domu miałam jeszcze kawał drogi. Ciaśniej owinęłam się płaszczem. Miałam nadzieję, że koleżanki nie będą się o mnie martwiły. Powoli się uspakajałam. Nagle na plecach poczułam czyjś wzrok. Przyspieszyłam kroku. Pojawił się przede mną. Znikąd, cicho jak kot. Ulica była pusta. Zresztą, po tym co widziałam w klubie, tłum ludzi zapewne i tak nic by nie dał. Czy ja zaczynałam wariować? Chwycił mnie za ramię i wciągnął w jakąś alejkę. Nie protestowałam, nie byłam w stanie. W jednej chwili znalazłam się przy murze. Oparł mnie o niego plecami, pochylił się i zachłannie pocałował. Kiedy się odrobinę odsunął, nie mogłam złapać tchu. Spojrzałam w jego zagniewane oczy.
– Czy do ciebie jeszcze nie dotarło, że jesteś tylko moja? – spytał ze złością.
– Czego ode mnie chcesz? – z trudem wydusiłam z siebie pytanie.
Roześmiał się.
– Nie chcę niczego od ciebie, chcę ciebie jako taką – wyjaśnił usłużnie.
– Dlaczego? – szepnęłam.
Spojrzał mi prosto w oczy, a ja przeraziłam się głęboką czernią jego tęczówek i przyspieszonym oddechem chłopaka.
– Bo jesteś moja, należysz do mnie – wymruczał, znowu przesuwając się bliżej.
Powoli rozpiął mój płaszcz, a ja nie potrafiłam się poruszyć. Zaczął łapczywie całować, przesuwając dłońmi po moim ciele. Zaczęłam drżeć z zimna, strachu i upokorzenia. Jego dłonie zamarły na moim ciele. Wysunął jedną spod bluzki i dotknął mojego przemarzniętego policzka.
– Zmarzłaś – stwierdził oskarżycielsko. – Jest ci zimno? – zadał idiotyczne pytanie.
Skinęłam głową, nie mając pojęcia co to zmienia. Chłopak zaklął brzydko.
– Chodź – rozkazał, starannie zapinając mój płaszcz i biorąc mnie za rękę.
Oszołomiona poszłam za nim. Wsadził mnie do zaparkowanego nieopodal, czarnego, sportowego samochodu. Zamknął drzwi od strony pasażera, a potem sam wsiadł za kierownicę. Czy on podał mi jakieś narkotyki? Czułam się zdezorientowana i zagubiona.
– Dokąd jedziemy? – odważyłam się zapytać.
– Do mnie – oznajmił obojętnie.
Minęliśmy kilka ulic i zatrzymaliśmy się w centrum miasta, na jednym z nowych, strzeżonych osiedli. Kiedy wysiadł spojrzałam mu w oczy. Nie były już czarne tylko na powrót szarozielone. Zaprowadził mnie do jednego z luksusowych apartamentowców. Wjechaliśmy windą na samą górę. Zaprosił mnie do przestronnego mieszkania z dużymi oknami i widokiem na panoramę miasta. Posłusznie zdjęłam w przedsionku buty i płaszcz. On również się rozebrał, a potem bez słowa poprowadził mnie dalej, po schodach, na drugi poziom mieszkania. Znaleźliśmy się w dużej, ekskluzywnie urządzonej łazience. Nacisnął przycisk i do sporej wanny zaczęła lać się woda. Słyszałam o tego typu technice, ale nigdy jeszcze nie widziałam jej na własne oczy. Zdjął z siebie bluzę, a potem podszedł do mnie i zaczął rozbierać. Cofnęłam się, gwałtownie zachłystując powietrzem. Spojrzał na mnie. Jego oczy znów pociemniały, a ja nie mogłam się ruszyć. Mój, jeszcze przed chwilą jasny, umysł zasnuła dziwna, lekka mgiełka. Chłopak zdjął ze mnie top, a potem spodnie, aż w końcu zostałam w samej bieliźnie. Przyciągnął mnie do siebie mrucząc, jak zadowolony kocur. Delikatnie pocałował.
– Miya – melodyjnym głosem wymówił moje imię, a ja nie miałam pojęcia skąd je zna.
Powoli zdjął moją bieliznę, podniósł mnie z podłogi i ostrożnie włożył do wanny z ciepłą wodą. Sam też rozebrał się do końca, by po chwili usiąść za moimi plecami. Przyciągnął mnie do siebie, a ja oparłam się o niego mimowolnie.
– Przecież mówiłem, że będę o ciebie dbał – szepnął mi do ucha, całując leciutko w kark.
Poczułam jak przez całe moje ciało przechodzą dreszcze. Pragnęłam go i na jego pieszczoty reagowałam całą sobą. Byłam przekonana, że widzi to i jest z tego zadowolony. Strach zastąpiła złość, ale w dalszym ciągu nie mogłam nic zrobić. Zupełnie jakby moje ciało należało nie do mnie, a do niego. To on mu rozkazywał. Po kwadransie błogiego rozleniwienia poczułam jego dłoń przesuwającą się po mojej skórze. Odsunął mnie łagodnie od siebie i zaczął myć. Później wyjął mnie z wanny i owinął dużym, białym ręcznikiem. Wytarł się i podniósł mnie z podłogi, przytulając do siebie. W ten sposób zaniósł mnie do prosto urządzonej sypialni. Na środku stało duże łóżko, na którym łagodnie mnie ułożył. Oprócz niego było tu tylko zasłonięte grubą kotarą okno i drewniana, nocna szafka. Kiedy zadrżałam, położył się obok i przykrył nas kołdrą. Przytulił się do moich pleców. Poczułam jak spina się całe moje ciało. Strach mieszał się z bezsilnym gniewem, bezradnością i rozpaczą. Poczułam napływające do oczu łzy. Chyba coś zauważył.
– Nie bój się mnie – szepnął cicho. – Naprawdę nie planuję ci zrobić krzywdy.
Miałam ochotę krzyczeć, wyrwać się, uciec, nie potrafiłam się jednak nawet poruszyć. Zamknęłam oczy, a on pozwolił mi zapaść w pełen zapomnienia i nieświadomości sen.
IV
Otworzyłam oczy. Zamrugałam z niedowierzania. Byłam w swoim własnym łóżku! Doskonale pamiętałam ten jakże barwny sen! Ile ja musiałam wypić, żeby zdarzyło mi się coś takiego? Jak ja się tu znalazłam? Usiadłam gwałtownie. Była już dziewiąta! Spóźniłam się do mojej koszmarnej pracy! Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Za oknem lało. Cały świat przesłaniały szare strugi jesiennego deszczu. Ubrałam się, otworzyłam parasol i wyszłam z domu. W dzień studiowałam, a wieczorami i w weekendy musiałam pracować. Wielkie, korporacyjne kino i moje własne, prywatne piekło. Właściwie praca, sama w sobie, nie była taka zła. Znacznie gorsi byli ludzie. Zarówno pracownicy, jak i rozwydrzeni klienci, a na czele kampanii walczącej o to, by pogorszyć moją marną egzystencję, stał zadufany w sobie kierownik, który zawsze wyglądał jakby połknął kij od szczotki.
– Spóźniłaś się! – to były jego pierwsze oskarżycielskie słowa.
– Przepraszam – wybąkałam, idąc się przebrać.
– Potrącę ci to z wypłaty – krzyknął za mną.
Zapowiadał się naprawdę paskudny dzień. Podczas gdy ludzie nie cierpią poniedziałków, ja osobiście nienawidziłam sobót i niedziel. Nie miałam czasu zaprzątać sobie głowy jakimś wymyślonym chłopakiem, który rujnował moje życie. Zaczynałam czuć się niczym wariatka. Po dwunastu godzinach na nogach, wróciłam do domu, marząc tylko o tym, by położyć się do łóżka. Wiedziałam, że następnego dnia czeka mnie dokładnie to samo. Cała moja marna egzystencja wydawała się teraz tak bardzo pozbawiona sensu… W środku nocy obudził mnie czuły dotyk. Chłopak leżał koło mnie. We wpadającym przez okno świetle latarni ujrzałam jego szarozielone oczy. Kiedy spostrzegł, że już nie śpię, uśmiechnął się do mnie leniwie, zupełnie niespeszony, nie zabierając dłoni z mojego odsłoniętego uda. Jęknęłam. Dlaczego moja własna wyobraźnia musiała się ze mną tak podle bawić? Zresztą, czy to miało znaczenie? Naprawdę go pragnęłam. Przysunęłam się bliżej. Z własnej woli pocałowałam go w usta. Zamruczał zadowolony. Zaborczo przyciągnął mnie do siebie.
– Tak mi się znacznie bardziej podoba – oznajmił lekko zachrypniętym z podniecenia, ale ciągle aksamitnym głosem.
Jego dłonie zaczęły błądzić po moim ciele, a ja po prostu poddałam się delikatnym pieszczotom. Jego usta i ręce były dosłownie wszędzie. Powoli zdjął ze mnie piżamę, odrzucając ją na podłogę. Oplotłam go ramionami. Całowałam z równą pasją i gorliwością, z jaką on mnie całował. Szybko pozbył się spodni, w których do tej pory leżał. Poczułam na brzuchu jego sztywny członek. Wilgoć między moimi nogami zdecydowanie nie była wytworem wyobraźni. Jego usta znalazły się na moich piersiach. Delikatnie dotykał twardych sutków. Przesunął dłoń na moje łono, jakby sprawdzając czy jestem wilgotna. Ułożył się tak, żeby być nade mną. W stłumionym świetle widziałam jego błyszczące oczy. W jednej chwili zapomniałam o błękitnym płomieniu, o całym strachu, jaki się z nim wiązał. Byłam tylko ja i on. Palił nas ogień.
– Jesteś piękna – wymruczał mi do ucha, powoli wsuwając się do środka.
Oplotłam go nogami. Przymknęłam oczy, żeby nie czuć zażenowania, patrząc na niego. Przyglądał mi się z takim niesamowitym, niekłamanym zachwytem! Zaczął poruszać się coraz szybciej. Drżałam, znajdując się pod nim. Mimowolnie wbiłam paznokcie w jego muskularne ramiona. Nie zwrócił na to uwagi, ani na moment nie zwolnił. Wchodził coraz głębiej, silnymi, mocnymi pchnięciami, a ja czułam coraz większą rozkosz. Nigdy wcześniej moje ciało tak na nikogo nie reagowało. Do tej pory nie spotkałam się z tak silnymi odczuciami, z takim kompletnym zatraceniem. Nie byłam w stanie myśleć. Istniał tylko on i ja. Eteryczne twory. I wtedy rozlało się po moim ciele to ciepłe uczucie, a świat się na chwilę zatrzymał. On jednak nie przestawał. Chciał więcej. Otworzyłam oczy i napotkałam jego zachłanny wzrok. Z trudem powstrzymywałam się od coraz głośniejszych jęków. Poczułam jak ciało chłopaka drży, jak z trudem łapie oddech. W końcu położył się obok, przyciągając stanowczo do siebie moje nagie ciało. Leżałam w jego ramionach wsłuchana w nasze przyspieszone bicie serc. Poczułam silne ukucie żalu, że to tylko dziwny, zagmatwany sen. Przymknęłam oczy.
– Nawet nie wiem jak się nazywasz – poskarżyłam się cicho, z pretensją w głosie.
Usłyszałam jego cichy, przyjemny śmiech.
– Aron, mam na imię Aron – odpowiedział, całując moje włosy.
Przez chwilę walczyłam sama ze sobą, jednak potem, wykończona, mimowolnie ponownie zapadłam w sen. Czułam się zbyt dobrze i bezpiecznie, kiedy on tulił mnie w swoich ramionach.
V
Koszmar! Drugi dzień pod rząd spóźniłam się do pracy. Znowu zaspałam, co do tej pory nigdy mi się nie przytrafiało. Czy naprawdę byłam aż tak przemęczona? A może to tylko te dziwne sny… Przejrzałam się w łazienkowym lustrze. Moje cera była znacznie bardziej blada niż zwykle, a po orzechowych oczach widać było zmęczenie. Poprawiłam związaną wysoko kitkę. Uporałam się ze sprzątaniem pomieszczenia i wymknęłam się by zniknąć, nim skończy się seans. Zbliżał się wieczór, a ja miałam już naprawdę serdecznie dość. Tego dnia miałam prawdziwego pecha, ponieważ jedna z dziewczyn pomyliła się przy zliczaniu zawartości kasy i wszyscy musieliśmy zostać pół godziny dłużej, a ja marzyłam jedynie o gorącej kąpieli i pójściu spać. W końcu następnego dnia rano czekała mnie szkoła… Kiedy wychodziłam, jeszcze pod budynkiem kina, zaczął zaczepiać mnie jakiś pijany dryblas. Próbowałam przejść obok, ignorując jego obecność. Nic to jednak nie dało. Chwycił mnie za ramię, a ja spróbowałam się wyrwać.
– Hej laska, dokąd tak się spieszysz? – spytał stojący nieopodal chłopak, najwyraźniej jego kumpel.
Zgasił papierosa i podszedł do nas. Przerażenie odebrało mi zdolność racjonalnego myślenia. Ponownie się szarpnęłam, a on wzmocnił uchwyt i zaczął mnie ciągnąć w mrok nieoświetlonego zaułka. Wionący od nich odór alkoholu sprawiał, że zbierało mi się na wymioty. Z całej siły kopnęłam go w piszczel. Ugryzłam trzymającą mnie rękę. Puścił mnie zaskoczony, sycząc z bólu. Niemal udało mi się uciec, ale złapał mnie drugi chłopak. Wykręcił moją rękę. Poczułam mocne, brutalne, uderzenie w brzuch. Zgięłam się w pół. Po chwili, kiedy znów mogłam złapać oddech, ponownie się szarpnęłam. Chwycił moje włosy.
– Już ja ci pokażę, mała suko – warknął.
Moje serce tłukło się w piersi jak oszalałe. Kiedy znów się szarpnęłam, uderzył mnie w twarz. Sama nie wiedziałam w jaki sposób, ale znalazłam się na ziemi. Poczułam mocne uderzenie, a potem kolejne. Zamknęłam oczy. Ból był nieznośny.
– Gliny, zmywamy się – odezwał się ponaglająco ten drugi.
Jego kumpel przeklął, a potem usłyszałam szybko oddalający się tupot. Z trudem podniosłam się z brudnego chodnika. Zachwiałam się na nogach. Minął mnie policyjny radiowóz, w ogóle nie zwróciwszy na mnie uwagi. Powoli powlekłam się do domu, a każdy krok sprawiał mi dodatkowy ból. Na nic nie miałam siły. Weszłam do pokoju, zdjęłam buty i płaszcz, a potem po prostu rzuciłam się na łóżko. Wtuliłam twarz w poduszkę, by usnąć, cicho łkając.
VI
Na uczelni, ciągle zaspana, z kubkiem kawy z automatu, podeszłam do dyskutujących z ożywieniem koleżanek.
– Hej – przywitałam się raczej ponuro.
– Słyszałaś o tym morderstwie? – spytała podniecona Karoline.
Przecząco pokręciłam głową.
– To było wczoraj – dodała Ana – w pobliżu twojej pracy.
Spojrzałam na nią pytająco, a ona podsunęła mi komórkę, na której ekranie widać było aktualności z Facebooka. Spojrzałam na amatorskie zdjęcie i natychmiast ogarnął mnie odruch wymiotny. W zaułku, przy śmietnikach, leżały rozszarpane na kawałki ciała. Niewyjaśniona śmierć Toma S. i Dina K. głosił nagłówek. Nagle naszło mnie olśnienie. Rozpoznałam twarz jednej z oddzielonych od ciała, leżących na ulicy głów. To właśnie oni napastowali mnie poprzedniego dnia. Zbladłam.
– Przepraszam – wyszeptałam, wciskając swoją kawę do ręki koleżanki i pędem pognałam do najbliższej łazienki.
Kiedy wreszcie wyszłam z toalety, byłam już spóźniona na zajęcia. Weszłam bocznymi drzwiami, ale i tak profesor spiorunował mnie wzrokiem. Wśliznęłam się w ostatnią ławkę, tuż przy koleżankach.
– Co robimy dzisiaj po basenie? – zapytała szeptem Ana.
Wzdrygnęłam się. Nie czułam się na siłach, żeby iść tego dnia na basen. Zresztą byłam przekonana, że zaczną dopytywać się o siniaki, które mam na ramionach, a w najmniejszym stopniu nie chciałam o tym rozmawiać. Zwłaszcza nie teraz, kiedy dowiedziałam się o śmierci tych głupich chłopaków…
– Ja nie idę – mruknęłam cicho.
– Jak to nie? Dlaczego? Przecież uwielbiasz pływać! – nie dawała za wygraną moja przyjaciółka.
– Odpuść mi dzisiaj – poprosiłam słabym głosem, ale ona najwyraźniej nie miała takiego zamiaru.
Po zajęciach spróbowałam się wymknąć, żeby mnie więcej nie dręczyły. Wyłączyłam komórkę i zniknęłam za rogiem korytarza. Tam puściłam się pędem, by zniknąć w tłumie ludzi. Z impetem na kogoś wpadłam. Kartki z notatkami rozsypały się po podłodze.
– Przepraszam – bąknęłam, natychmiast schylając się by je pozbierać.
Kiedy podniosłam wzrok, spotkał się on z nieco rozbawionym spojrzeniem błękitnych oczu.
– Nie ma za co – odezwał się przystojny chłopak, którego jasna grzywka niesfornie opadała niemal na oczy.
Ukucnął przy mnie i razem, w milczeniu, przez chwilę składaliśmy kartki. Kiedy skończyliśmy, wstałam z takim impetem, że znów się o niego uderzyłam.
– Przepraszam – powtórzyłam spuszczając wzrok.
Tym razem otwarcie się roześmiał.
– Uważaj, żebyś nie zrobiła sobie krzywdy – ostrzegł łagodnie – najwyraźniej masz dzisiaj kiepski dzień.
Byłam przekonana, że się rumienię, dlatego nie ośmieliłam się podnieść wzroku. Skinęłam tylko głową.
– No to na razie – pożegnał się ciągle rozbawiony i zniknął w coraz bardziej zaludnionym korytarzu.
Poczułam, jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu. Zaschło mi w gardle, ale gdy odwróciłam głowę, zobaczyłam zainteresowaną minę Karoline.
– Rozmawiałaś z Chrisem?
– Z kim? – zamyślona, ciągle w swoim świecie, nie zrozumiałam pytania.
– Z Christianem Jordanem – wyjaśniła usłużnie Ana – najprzystojniejszym chłopakiem na całej uczelni. Czy ty o niczym nie wiesz?
Jakoś mi to umknęło. Zazwyczaj doskonaliłam się w ignorowaniu ich zachwytów nad chłopakami. Przyzwyczaiłam się już do tego, że jestem sama.
– Niechcący na niego wpadłam – wyjaśniłam niechętnie.
Karoline przewróciła oczami. Ana westchnęła rozmarzona.
– Ty to masz szczęście, żeby akurat na niego wpaść – oznajmiła, wyraźnie akcentując słowo „niego”.
Wzruszyłam ramionami. Moich myśli w żadnym stopniu nie zajmował teraz żaden Chris, a jedynie to brutalne, zagadkowe morderstwo.
VII
Zbiegałam po schodach w dół. Pędziłam na łeb na szyję. Byłam pewna, że spóźnię się do pracy. Pośliznęłam się na mokrych liściach. Poczułam, jak grunt usuwa się spod moich stóp. W momencie, kiedy byłam pewna, że spadam, ktoś nagle objął mnie w pasie, przyciągając do siebie. Usłyszałam czyjś miękki, przyjemny śmiech.
– O! Moja ulubiona niezdara – zażartował Chris.
Na chwilę znalazłam się jego ramionach, a potem odskoczyłam gwałtownie, rumieniąc się. Nie miałam pojęcia dlaczego on tak na mnie działał. Zazwyczaj potrafiłam się sensowniej zachowywać…
– Dzięki – mruknęłam cicho.
– Nie ma za co – odpowiedział wesoło. – Dokąd idziesz? – zapytał. – Może na wszelki wypadek cię odprowadzić?
– Spieszę się do pracy – westchnęłam nie będąc pewna czy chcę jego towarzystwa.
– Gdzie pracujesz? – zainteresował się chłopak, przyglądając mi się uważnie.
– W kinie – odparłam niechętnie.
– O! Super! Właśnie tam idę. – Jego pogodny uśmiech stał się jeszcze szerszy. – W takim razie postanowione.
Ruszyliśmy razem w stronę kinowego kompleksu. Ogarnęło mnie jakieś dziwne uczucie. Bałam się choćby spojrzeć w jego stronę.
– Mam na imię Christian, przyjaciele mówią do mnie Chris – przedstawił się uprzejmie. – Ty jesteś Miya, prawda?
Skinęłam głową, zastanawiając się skąd zna moje imię. To nie miało jednak znaczenia. Nareszcie dotarliśmy pod budynek kina.
– Dzięki za odprowadzenie, na razie – rzuciłam i uciekłam, by po chwili zniknąć w szatni z tabliczką na drzwiach „tylko dla pracowników”.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jakie emocje wywołuje we mnie Christian. Nie chodziło o to, że jest obłędnie wręcz przystojny, nie zadurzyłam się w nim po uszy, w jego obecności, w jakiś niewytłumaczalny sposób, ogarniał mnie zimny, niekontrolowany strach.
VIII
Wróciłam z uczelni do wynajmowanego pokoju. Robiło się późno. Musiałam coś zjeść i pędzić do pracy. Kiedy weszłam do środka, drzwi same się za mną zatrzasnęły. Podskoczyłam, odrobinę wystraszona. Potem moje serce zamarło. Na łóżku, wygodnie rozparty, siedział Aron, bohater moich dziwacznych snów. Na mój widok uśmiechnął się tym swoim leniwym, aroganckim uśmieszkiem, który nie odsłaniał zębów. Wstał, a ja nie byłam w stanie się poruszyć. Podszedł do mnie. Przestałam racjonalnie myśleć. Mój umysł ogarnęła dziwna, srebrzysta mgła. Objął mnie od tyłu ramionami, przyciągając do siebie moje ciało.
– Tęskniłem – zamruczał, schylając się, by wtulić policzek w moje kasztanowe włosy.
Był wysoki. Nie sięgałam mu nawet do ramienia. Kiedy odwrócił mnie ku sobie, spokojnie mogłam wtulić twarz w jego tors. Tylko tego teraz pragnęłam. Poczułam przyjemny zapach jego świeżo wypranej, czarnej koszuli. Obudź się! – rozkazałam sobie w duchu, ale to nic nie dawało. Poddawałam mu się bez żadnej walki. Mógł ze mną zrobić co zechce. Gdyby planował skręcić mi kark, ja stałabym tam i posłusznie czekała na egzekucję. Co on ze mną zrobił?! Wziął mnie na ręce i zaniósł na wąskie, sosnowe łóżko. Żebyśmy mogli swobodnie leżeć obok siebie, musiałam się wtulić w jego dobrze zbudowane ramiona. Dłonią przesuwał po moich barkach, potem po udzie. Czułam przyjemne mrowienie. Był cudowny, przystojny, oszałamiający, te jego szarozielone oczy, szczupła sylwetka, wspaniale wyrzeźbiony tors, silne ramiona, zawadiacka, opadająca na oczy grzywka, tak, był idealny… Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że te myśli nie są moje. Poczułam się, jakby ktoś na siłę wpychał mi je do głowy. Obudziłam w sobie cały gniew i determinację, walcząc by móc wypowiedzieć swoje własne słowa.
– Przestań natychmiast to robić! – krzyknęłam niemal histerycznie.
Chłopak zesztywniał. Odsunęłam się od niego by zobaczyć jego twarz. Malował się na niej wyraz zaskoczenia. Szybko jednak zastąpił go drwiący uśmieszek.
– Zuch dziewczyna – zamruczał. – Nie spodziewałem się, że będziesz taka silna.
Pocałował mnie w usta, a ja ponownie nie potrafiłam zaprotestować. Czy ja przypadkiem nie miałam iść do pracy? Przesunął mnie tak, żebym była nad nim. Teraz patrzyłam na niego z góry. Jego palce znalazły się w moich włosach. Jego usta znów całowały moje usta. Namiętnie. Zachłannie. Tak bardzo go pragnęłam! Cały otaczający nas świat przestał istnieć.
IX
Wierzchem dłoni otarłam niechcące przestać płynąć łzy. Jeżeli nie był to najgorszy dzień mojego życia, z pewnością mogłam umieścić go w ścisłej czołówce. Wszystko potoczyło się jak w najgorszym koszmarze. Poprzedniego dnia nie pojawiłam się w pracy. Dzisiejszego już, koło południa, obudził mnie telefon od kierownika, informujący o tym, że jestem zwolniona i mam mu być wdzięczna za to, że nie dyscyplinarnie. Moją rozmowę usłyszał właściciel domu, barczysty nieuprzejmy jegomość, z dużym piwnym brzuszyskiem, i tak po prostu kazał mi się wyprowadzić, a ja nie mogłam nic zrobić, bo nawet nie spisaliśmy żadnej umowy. Przeklinałam się za własną głupotę. Słone łzy w dalszym ciągu spływały mi po policzkach, zamazując ostrość widzenia, kiedy chaotycznie wpychałam do torby rozłożone na łóżku rzeczy. Gorsze było jedynie to, że kompletnie nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Ana wraz ze współlokatorką mieszkała w maleńkiej kawalerce, a Karoline w akademiku, żadna nie była w stanie mnie przygarnąć. Nie miałam gdzie się podziać.
– Co robisz? – odezwał się za moimi plecami zaciekawiony głos.
Nie odwróciłam się. Nie wiedziałam dlaczego, ale nie chciałam, żeby zobaczył, że płaczę. Przez niego. Przez chory wytwór mojej wyobraźni.
– Pakuję się, nie widać? – odburknęłam.
Byłam pewna, że zaczynam wariować, ale jakoś wcale mnie to nie zdziwiło.
– Dlaczego? – kontynuował wypytywanie.
– Bo właściciel wyrzucił mnie z mieszkania – odpowiedziałam starając się by mój głos nie zadrżał.
– Zostaw to – zamruczał podchodząc do mnie i oplatając od tyłu ramionami.
Tym razem jego urok w ogóle na mnie nie zadziałał, jakbym przy każdym spotkaniu nabierała coraz większej odporności. Odepchnęłam go z całej siły. Odwróciłam się w jego stronę.
– Daj mi spokój! To wszystko twoja wina! – warknęłam na niego.
Nie obchodziło mnie już, czy właściciel nas usłyszy. Przecież za chwilę i tak stąd zniknę.
– Moja? – spytał okazując uprzejme zainteresowanie.
– Przez ciebie spóźniałam się do pracy, a wczoraj nie poszłam wcale – syknęłam coraz bardziej rozeźlona. – Dlatego mnie zwolnili i dlatego muszę się teraz stąd wynieść.
Wzruszył ramionami.
– Nie wyglądałaś jakbyś chciała gdziekolwiek iść, przecież cię nie zatrzymywałem – odparł obojętnie, z tym swoim drwiącym uśmiechem błąkającym się w kącikach ust.
Warknęłam na niego i rzuciłam pierwszą z brzegu książką. Złapał ją w locie. Przez chwilę myślałam, że się roześmieje, ale on spojrzał na moją twarz. Spoważniał.
– Płakałaś – stwierdził oskarżycielsko. – Dalej płaczesz – oznajmił jakby nie potrafił tego zrozumieć.
Odwróciłam się do niego tyłem i ponownie wróciłam do pakowania. Wyjął mi z ręki złożoną w kostkę bluzkę. Przyciągnął mnie do siebie stanowczo. Przytulił. Łzy wypłynęły z moich oczu jeszcze bardziej wartkim strumieniem niż do tej pory. Najwyraźniej jednak nie obchodziło go, że moczę mu koszulę, bo ani na chwilę nie wypuścił mnie z objęć.
– Przecież obiecałem, że będę się tobą opiekował – szepnął w moje włosy. W końcu, po długiej chwili, która dla mnie była i tak stanowczo zbyt krótka, odsunął mnie odrobinę od siebie. – Pomogę ci – stwierdził.
Po kilku minutach moją podróżną torbę wypełniały ubrania i książki. Ze strachem zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę, to całe moje życie. Aron zarzucił ją sobie na ramię. Wziął mnie za rękę.
– Chodź – powiedział, a ja posłusznie poszłam za nim.
Wyszliśmy z domu. Zaskoczoną i zdezorientowaną wsadził mnie do czekającego przed nim samochodu, a moją torbę wrzucił na tylne siedzenie.
– Poczekaj, za chwilę wrócę – mruknął ponuro i z powrotem zniknął we wnętrzu budynku.
Pojawił się po kilku minutach. Jego oczy były zimne jak lód. Odpalił silnik i ruszyliśmy. Po drodze minęła nas pędząca na sygnale karetka pogotowia. Wzdrygnęłam się i z całej siły starałam się nie snuć żadnych przypuszczeń. W końcu zatrzymaliśmy się przed apartamentowcem, który zapamiętałam. Zastanawiałam się czy w dalszym ciągu śnię, a może po prostu zwariowałam? Chłopak zaprowadził mnie do mieszkania, a potem po schodkach na drugi poziom. W dalszym ciągu milczałam. Otworzył przede mną znajdujące się po lewej stronie, sosnowe drzwi.
– To będzie twój pokój – oznajmił, pokazując jasne pomieszczenie, w którym stała jedynie kremowa kanapa. – Potem wybierzesz sobie jakieś meble, wszystko mi jedno – stwierdził. – Jeżeli chodzi o resztę, to czuj się jak u siebie i rób sobie co chcesz. Najczęściej i tak mnie nie ma w mieszkaniu – mruknął jakby zakłopotany.
Postawił moją torbę tuż za drzwiami, a potem nie mówiąc nic więcej, po prostu zszedł na dół. Przez chwilę stałam, jak wmurowana. Co? Jak? To wydało mi się jeszcze bardziej surrealistyczne niż cała reszta. Sytuacja była wręcz absurdalna. Zagapiłam się na puste wnętrze, a potem zbiegłam za nim na dół. Siedział rozparty na ciemnozielonej kanapie. Spojrzał na mnie pytająco, gdy stanęłam tuż przed nim.
– Kim ty do diabła jesteś i co to wszystko ma znaczyć? – wyrzuciłam z siebie.
Roześmiał się.
– To chyba w tym momencie bez znaczenia – stwierdził patrząc mi w oczy.
W jego spojrzeniu, czarnych w tym momencie tęczówkach, znów ujrzałam błękitny płomień. Poczułam jak mój umysł ogarnia tajemnicza mgiełka. O nie! Niedoczekanie! Tym razem wyobraziłam sobie szalejący w moim umyśle wiatr, silną wichurę. Mgła natychmiast rozwiała się na strzępy, a potem zniknęła. Moje myśli były jaśniejsze niż kiedykolwiek.
– Nie pójdzie ci tak łatwo! – oznajmiłam chłodno. – Nie mam pojęcia co ze mną robisz, ale nie pozwolę ci na to!
Drwiący uśmieszek zamarł mu na ustach. Wstał z kanapy. W jednej chwili znalazł się przy mnie.
– To niemożliwe – powiedział stanowczo.
– Kim jesteś? – powtórzyłam pytanie, wiedząc, że racjonalnie byłoby się go bać, mimo, że w ogóle nie odczuwałam strachu.
– Miya, nie musisz się mnie bać – odpowiedział, jakby czytając w moich myślach. – Nie skrzywdzę cię, nigdy nie mógłbym ciebie skrzywdzić.
Prychnęłam.
– Na to już chyba trochę za późno nie sądzisz?
Odwróciłam się i ruszyłam w kierunku drzwi. Zagrodził mi drogę.
– Dokąd idziesz? – spytał.
– Wychodzę – oznajmiłam wojowniczo.
Myślałam, że będzie mnie próbował zatrzymać, choćby i przy użyciu siły, ale on tylko skinął głową. Ruszyłam do przedpokoju. Aron zdjął z wieszaka czarną, skórzaną kurtkę.
– Masz jakiś konkretny cel? – zapytał.
– Chyba nie planujesz iść ze mną? – zmieszałam się jeszcze bardziej.
– Planuję – stwierdził, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
– Dlaczego? – nie rozumiałam.
Westchnął.
– Bo nie pozwolę, żeby coś ci się stało.
Niby co miałoby mi się stać? Nim jednak wypowiedziałam to pytanie na głos przypomniałam sobie chłopaków spod kina. Pomyślałam o tym, jak potrafiłam pośliznąć się na mokrych liściach i omal nie spaść z głupich schodów. No tak, jeżeli choć trochę mnie znał, miał prawo przypuszczać, że sama sobie zrobię krzywdę…
– Właściwie to nie wiem dokąd mogłabym pójść – przyznałam niechętnie.
Uśmiechnął się, jakoś tak wyjątkowo łagodnie i miło. Z jego przystojnej twarzy zniknęła maska arogancji.
– W takim razie może na pizzę – zaproponował. – Umierał z głodu.
– Niech będzie pizza – odpowiedziałam, nie mając najmniejszego pojęcia, w co się pakuję.