Rozdział 1 – Gamer Girl
by Vicky
Poniedziałek, 9 maja, godzina 16:00
BrokenVision
Do środka weszła dziewczyna. Miała na sobie zdecydowanie za dużą bluzę z kapturem, podarte dżinsy i kompletnie zero jakiegokolwiek makijażu. Włosy związała niechlujnie w wysoki, koński ogon. Była niska, właściwie powiedziałby, że mała. Zdecydowanie nie był zainteresowany. Odwrócił od niej wzrok, ale ona uparcie stała na środku kafejki i wyraźnie czekała aż on skończy. Nie mogła po prostu zająć sobie jakiegoś wolnego komputera, tak jak wszyscy? Aleks westchnął rozdrażniony, ale ostatecznie wstał zza biurka i podszedł do dziewczyny. Jakby nie patrzeć między innymi za to mu właśnie płacili.
– Pomóc w czymś? – zapytał siląc się na uprzejmość.
Obrzuciła go taksującym spojrzeniem. Miała ogromne, karmelowe oczy. Niczym pieprzona sarenka!
– Tak – oznajmiła i nie dodała nic więcej.
– Więc? – zaczął się niecierpliwić.
– Ty jesteś BrokenVision? – spytała zupełnie zbijając go z tropu.
– Yyy…
– Szukacie osób do teamu – wyjaśniła ignorując jego elokwencję, a raczej w tym momencie jej kompletny brak.
– Mamy miejsce na supporcie – odezwał się niezbyt przekonany.
Może i rzeczywiście szukali, ale żeby dziewczyna? Przecząco pokręciła głową.
– Gram topem – oznajmiła stanowczo.
Miał ochotę się roześmiać, ale w porę zdał sobie sprawę, że ta mała nie żartuje. Co to miało być?! Brązowa liga? Jak miał ją teraz spławić, żeby nie uciekła stąd z płaczem? Nienawidził płaczących dziewczyn!
– Usiądź sobie gdzieś – poddał się niechętnie. – Chłopaki będą za góra pół godziny.
… i będę mógł zwalić odprawienie cię na nich, dodał w myślach. Ku jego uldze dziewczyna posłuchała. Wybrała jedno ze stanowisk w głębi i włączyła komputer. Tylko dlaczego do cholery musiała usiąść tak blisko jego biurka?!
NotVerySunny
Weronika była zdeterminowana. Zamierzała znaleźć drużynę z prawdziwego zdarzenia, a do tego taką, która byłaby z jej miasta. Co oczywiście wcale nie było takie proste. Ogłoszenie Brokena było zadowalające. On sam grał na dżungli i był w challenger’ze, w drużynie miał mida z diamentowej ligi i wysoką platynę adc. Dodatkowo byli z Gdyni i nie musiała poświęcać czasu na żadne dojazdy, gdyby chcieli brać udział w jakichś turniejach. To mogło się udać. Zapowiadało się obiecująco.
O tej porze w kafejce było dość pusto, więc kiedy weszli do środka, natychmiast domyśliła się, że to reszta ich teamu. Przywitali się z Brokenem, podając sobie ręce.
– Mamy osobę, która chciałaby z nami grać – usłyszała głos chłopaka.
Nie brzmiał jakby miał być specjalnie uradowany jej obecnością, ale niewiele ją to obchodziło. Jeszcze zmieni zdanie. Wiedziała, że pozostali również byli zaskoczeni, kiedy wskazał na nią, ale nie spodziewała się niczego innego. Zdziwiło ją natomiast zachowanie jednego z chłopaków. Smukły, stosunkowo przystojny brunet podszedł do niej, wyciągając rękę.
– Cześć, jestem Oliwer – przedstawił się nie kryjąc uśmiechu – i gram adc, więc pewnie będziesz ze mną na bocie.
Co do cholery?! Czemu wszyscy z góry zakładali, że ONA gra s u p p o r t e m?! Tylko dlatego, że była dziewczyną?! Zresztą niech się pieprzą! Skoro tak bardzo im zależy mogła zagrać głupim supportem i pokazać im jak się gra na tej pozycji. Właściwie mogła zagrać wszędzie i wszędzie będzie wymiatała, ale na topie szło jej najlepiej, była to jej ulubiona linia i ją właśnie mainowała. Nieśmiało odwzajemniła jego uśmiech.
– Hej, jestem Shay – imienia używała tylko w szkole, a i to niekoniecznie, ale nikt nigdy nie był tym faktem zdziwiony.
Drugi chłopak miał na imię Robert, a jego nick składał się z rzymskich cyfr. Kiedy zaczął mówić to tak się nakręcił, że nie mógł przestać. W końcu Broken zaczął się niecierpliwić i zmusił ich, żeby zajęli swoje stanowiska, wzięli słuchawki i odpalili TS’a. Miała pecha i podczas draftowego wyboru znalazła się na samym końcu kolejki. Ich random zajął topa, a ona, pozbawiona wyboru, po ich myśli, musiała zalockować supporta. Uśmiechnęła się przekornie i picknęła Lulu. Zamierzała pokazać im jak się gra w tą grę.
BrokenVision
Musiał przyznać, że był pod wrażeniem. Jakimś cudem znalazła się na topie. CO ONA TU ROBIŁA?! Podczas gdy jego kumple bezużytecznie poginęli, nie dość, że ocaliła mu tyłek, to jeszcze zrobiła dwa kille. Pieprzonym s u p p o r t e m! Ok. Mógł grać z tą dziewczyną. Nawet nie zdziwił się, kiedy po północy zastał ją w grze. Bardziej zaskoczyło go to, że się do niego pierwsza odezwała.
NotVerySunny: TS?
BrokenVision: Ok.
– Hej, musimy pogadać.
Stwierdził z rozbawieniem, że na TS’ie miała naprawdę słodki głos.
– Przecież już powiedziałem, że chcemy cię u nas w drużynie. Na topie – dodał po chwili, niechętnie przyznając się do błędu.
– Nie chodzi o mnie, tylko o twojego mida. Jest beznadziejny.
– Wiem. Nie mamy lepszego.
– Ja mam – oznajmiła. – Mam mida i supporta. Chcesz dać im szansę?
Wahał się tylko przez chwilę. Jemu również marzyła się drużyna z prawdziwego zdarzenia.
– Ok. W piątek możemy zagrać w takim składzie.
– Online czy przyjść do kafejki?
– Możecie wpaść na nockę. Postaram się, żeby był też Oliwer.
– W takim razie przyjdziemy.
Nigdy nie sądził, że o to spyta, ale…
– Gramy duo?
Przez chwilę nic nie mówiła.
– Ok. możemy zagrać jedną czy dwie gry – odezwała się w końcu, a Aleks zdziwił się jaką ulgę odczuł z powodu jej pozytywnej odpowiedzi.
– Traf czymś wreszcie do cholery!!! – już po chwili Shay wydzierała się na i tak niesłyszącego jej mida.
Uśmiechnął się do siebie. Wygrywali. Teraz był już pewien, że uwielbia z nią grać.
Wtorek, 10 maja, godzina 08:45
NotVerySunny
Ziewnęła przeciągle. Matematyka była taka nudnaaa, a ona znów zarwała nockę. Kiedy lekcja się skończyła z ulgą opuściła klasę. Na korytarzu czekał na nią Dawid jak zwykle ubrany w koszulkę z jakiejś starej gry, której nawet ona nie znała i znoszone dżinsy.
– Czemu jesteś dzisiaj taka smutna? – spytał obejmując ją ramieniem.
– Nie jestem smutna tylko niewyspana – mruknęła.
– Tak pilnie się uczyłaś – zakpił chłopak?
– Nie. Znalazłam nam team – oznajmiła radośnie.
– Dżungle i adc grających razem?
– Yyy, nie do końca – odpowiedziała wymijająco – ale wszystko już ustalone. Gramy w piątek w kafejce przy Wzgórzu Maksymiliana. Zostajemy na nockę. Pasuje ci?
– Wzruszył ramionami.
– Jasne, może być.
– Doskonale – uśmiechnęła się do niego promiennie. – To teraz pomóż mi proszę przekonać Radka.
Dawid skrzywił się nieznacznie.
– Ok. ale wiesz, że z podejściem jego rodziców nie będzie to łatwe.
– E tam, coś wymyślimy.
Wtorek, 10 maja, godzina 20:00
Odetchnęła z ulgą. Nareszcie skończyła odrabiać lekcje! Jakiś czas temu obiecała sobie, że najpierw praca domowa, a dopiero potem granie. Jak już usiadła do komputera lub konsoli to kompletnie przepadała. Kiedy zalogowała się do LoLa natychmiast wyskoczyło okienko czatu. Rozpoznała nick Oliwera.
xXxMasterxXx: Hej, Shay. Aleks mówił, że gramy w piątek?
NotVerySunny: Aleks?
xXxMasterxXx: Broken.
NotVerySunny: Aha. Ok. Mam nadzieję, że możesz wpaść?
xXxMasterxXx: Pewnie, że będę. Nie mógłbym przepuścić okazji do ponownego spotkania cię w RLu 😉 Masz chłopaka?
NotVerySunny: Nie, wyobraź sobie, że grałabym lepiej od niego… Jakby to wyglądało?
xXxMasterxXx: Haha! Słuszna uwaga.
Weronika westchnęła zniechęcona. Tylko nie znowu to samo! Chłopaków podrywających ją w grach miała już serdecznie dosyć. Pomyślała jednak, że to może po prostu sposób bycia Oliwera. Maciek i Dawid byli już on-line i chyba właśnie kończyli duo. Wbiła się do nich na TSa.
NotVerySunny: Będziemy grać tak za 5-10 minut. Dołączysz?
xXxMasterxXx: Normala?
NotVerySunny: Tak, ale najpierw ten głupi tryb na Dominionie, co bijesz świecącego bossa.
xXxMasterxXx: Ok. TS?
NotVerySunny: 37.187.98.62 / kanał Imaginations
Oliwer dołączył do ich kanału, ale nie przestawał zagadywać jej na czacie. Shay czuła się dziwnie. To była inna sytuacja niż zazwyczaj. Ponieważ poznali się w RLu i mieli kontynuować tą znajomość, nie chciała go do siebie zniechęcić, nie miała jednak pojęcia czy istnieje jakiś sposób, w który mogłaby mu delikatnie dać do zrozumienia, że nie jest nim zainteresowana.
Środa, 11 maja, godzina 01:04
Wszyscy już się zmyli, a ona została, żeby jeszcze sobie zagrać Arama. Kiedy miała już zamykać grę wyskoczyło nowe okienko czatu.
BrokenVision: Gramy?
NotVerySunny: Idę spać, jutro mam na ósmą szkołę.
BrokenVision: No nie żartuj… dopiero wszedłem do domu. Jednego ranka?
Weronika ziewnęła. Okropnie chciała jeszcze pograć, zwłaszcza gdyby miało iść tak dobrze jak poprzedniego dnia. Cholera! Dlaczego nie potrafiła tak po prostu odmówić? Odsunęła od siebie myśli, że w szkole czeka ją ciężki, pełen ziewania dzień.
Piątek, 13 maja, godzina 19:48
BrokenVision
Shay przyszła jako pierwsza, przywitała się zdawkowo i zajęła sobie wolny komputer. Ku ogromnemu zdziwieniu Aleksa nie włączyła sobie jednak LoL’a, a CS’a. Zamiast robić cokolwiek przy swoim komputerze oniemiały wpatrywał się w jej ekran. To nie była gra dla dziewczyn! Godzinę później pojawili się jej koledzy – przynajmniej tak sądził, bo żaden z nich do niej nie podszedł, stanęli jedynie za plecami dziewczyny, rozmawiając ze sobą ściszonymi głosami. Następny był Oliwer. Przeszedł obok nich i położył rękę na ramieniu dziewczyny.
– Hej… – odezwał się radośnie, ale nie dała mu powiedzieć niczego więcej.
– Odwal się! Gram! – przyszła błyskawiczna odpowiedź, kiedy próbował zdjąć jej słuchawki. Odwróciła się tylko po to, żeby obdarzyć go naprawdę wkurzonym spojrzeniem.
– Nie możesz po prostu zapauzować gry? – spytał zdumiony jej wybuchem.
– To gra online kretynie! Nie da się jej zapauzować! – z powrotem skierowała wzrok w stronę ekranu – widzisz to! Przez ciebie zginęłam!!! – jęknęła.
– To tylko gra – zaczął mówić obronnym tonem Oliwer.
– To tylko gra?! – warknęła na niego.
To było dość… nietypowe. Musiał jednak przyznać, że całkiem urocze.
– Dobra, skoro już wszyscy tu jesteśmy, to możemy zagrać? – spytał, uznając, że lepiej interweniować, bo nie miał pewności czy Shay nie była gotowa pobić Oliwera.
Dziewczyna omiotła go zirytowanym spojrzeniem, ale kiedy rozejrzała się po kafejce, jej wzrok zatrzymał się na stojącej za jej plecami dwójce.
– O! już jesteście! – stwierdziła, mimo że stali tam od dobrych kilkunastu minut. – Siadajcie tam – wskazała wolne miejsca – Broken zarezerwował dla nas komputery.
Posłusznie usiedli. Z trudem powstrzymał się od śmiechu. Taka mała, a jak się rządzi! No cóż… przynajmniej z tego powodu warto ich było tutaj dzisiaj zaprosić, nawet jeżeli sama gra miała okazać się kompletną porażką.
Poniedziałek, 16 maja, godzina 15:10
NotVerySunny
Weronika promieniała, cały dzień była jak małe słoneczko. Mieli team! Nareszcie! Przez cały weekend grali ranki, a ich drużyna była już w diamencie. Cudownie! Po prostu doskonale! Kiedy wyszła ze szkoły, z zamyślenia wyrwało ją czyjeś wołanie.
– Shay! – usłyszała.
Kiedy się odwróciła, zobaczyła Aleksa. Co on do cholery robił pod jej szkołą?! Podszedł, uśmiechając się do niej.
– Co tu robisz? – spytała nawet nie próbując ukryć zaskoczenia.
– Nie wymieniliśmy się numerami telefonów – wyjaśnił – a są dzisiaj LCSy. Myślałem, że wpadniesz do mnie i obejrzymy razem. Może nauczymy się czegoś ciekawego.
Przez chwilę się zastanawiała, ale ostatecznie doszła do wniosku, że propozycja Aleksa nie miała żadnych podtekstów. Tak samo jak jej zależało mu na dobrej drużynie. Wygrywającej drużynie, poprawiła się w myślach.
– Ok. powiedz mi gdzie mieszkasz. Zostawię w domu plecak i zjem jakiś obiad.
– Chodź od razu, zamówimy pizzę – zaproponował.
Wzruszyła ramionami. Pizza brzmiała całkiem nieźle, zwłaszcza jeżeli to on ją stawiał.
Piątek, 20 maja, godzina 12:30
BrokenVision
„Gramy dzisiaj w kafejce?” jej sms był krótki i rzeczowy.
„Nie pracuję dzisiaj, umówiłem się z kumplami.”
„Aha. Ok.”
Z jakiegoś powodu wkurzyło go, że nie dodała niczego więcej. I… możliwe, że właśnie dlatego jej odpisał.
„Będziemy grać na PS4, może wpadniesz?”
Przez dłuższą chwilę nie było żadnej odpowiedzi.
„Mogę zabrać Dawida?” spytała, kiedy myślał, że nic już nie odpisze.
Teraz złość powoli przeistaczała się w furię. Nie miał pojęcia jakim cudem udało jej się tak bardzo wkurzyć go kilkoma, krótkimi smsami!
„Pewnie. Widzimy się o 19:00” odpowiedział, walcząc ze sobą, żeby nie rzucić telefonem.
Piątek, 20 maja, godzina 19:45
NotVerySunny
Mieszkanie Aleksa znajdowało się niedaleko kafejki. Żeby znaleźć się na jego ulicy trzeba było wspiąć się po stromych schodach. Składało się z pokoju, korytarza sporej kuchni i niewielkiej łazienki. Z początku zastanawiała się czemu tu w ogóle przyszła – wcale nie uśmiechało jej się robienie za maskotkę, ale kiedy zobaczyła, że grają w Crash’a, uznała, że właściwie to jej wszystko jedno. Gra była stosunkowo prosta, ale niezwykle wciągająca. Polegała na tym, żeby rozpędzając się samochodem stworzyć jak największy wypadek na autostradzie. Po chwili ona, Dawid, Arek i Kuba byli już najlepszymi kumplami i rozemocjonowani wpatrywali się w ekran telewizora. Weronika przestała czuć się w jakikolwiek sposób nieswojo. Była w swoim żywiole. Przestała się dobrze bawić dopiero kiedy pojawił się Oliwer. Przyniósł wszystkim piwo, a sam był już nieco wstawiony. Nie podobało jej się jak nachalnie zaczął się do niej przystawiać. Wśliznęła się pod ramię Dawida, któremu wyraźnie nie robiło to większej różnicy. Miała nadzieję, że to wystarczy, żeby Oliwer odpuścił. Sprawiał wrażenie zirytowanego, ale rzeczywiście przestał ją zaczepiać.
– Będziemy tu tak siedzieć? Chodźmy gdzieś na miasto! – zaproponował zamiast tego.
Shay cicho jęknęła. Wcale nie miała ochoty nigdzie iść, ale pozostali go poparli. Przez chwilę rozważała czy nie zwinąć się do domu, ale ostatecznie dała się namówić Arkowi i Kubie, którzy przed wyjściem wmusili w nią kolejne piwo. Weronika nie przywykła ani do imprez ani do alkoholu. No jasne, czasami coś pili, ale w jej przypadku najczęściej był to różowy Somersby, którym ciężko byłoby się upić nawet przy dobrych chęciach. Po drodze nad zatokę dostała od Arka kolejnego browara, ale teraz było jej już wszystko jedno. Po półgodzinnym spacerze weszli do jakiegoś głośnego, zatłoczonego lokalu, który znajdował się przy deptaku. Shay czuła się zagubiona i nieco oszołomiona. Co chwilę ktoś ją potrącał. Plecami oparła się o drewnianą ścianę. Koledzy zniknęli jej z oczu. Podejrzewała, że Dawid zmył się w ogóle zanim jeszcze weszli do środka. Nie czuła się tu najlepiej. Wszystkie dziewczyny wyglądały na znacznie starsze niż zapewne były w rzeczywistości. Miały wyzywające, obcisłe sukienki lub króciutkie mini. Ona sama była w przetartych dżinsach i szarej koszulce na ramiączkach. Idealny strój do grania na konsoli. Ostatnie rzeczy, jakie by na siebie włożyła, gdyby wiedziała, że idzie na dyskotekę. Właściwie, to gdyby wiedziała, że się tu znajdzie, w ogóle by nie poszła. Na parkiecie mignął jej Aleks. Tańczył z jakąś smukłą, farbowaną blondynką, która bez przerwy się śmiała. Musiała być już nieźle wstawiona. W pewnym momencie odwrócił się w stronę Weroniki. Ich spojrzenia się spotkały. Sprawiał wrażenie, jakby był zaskoczony jej widokiem. Odsunął od siebie swoją partnerkę i powiedział do niej kilka słów. Wyglądała na urażoną, ale to zignorował.
– Wszystko w porządku, Shay? – zapytał podchodząc do niej.
Przecząco pokręciła głową. Zbierało jej się na łzy. Nie – nic nie było w porządku. Chyba za dużo wypiła. Wszystko było takie… dziwne. Nie na miejscu.
– Chodź, wyjdziemy stąd – wziął ją za rękę i wyciągnął z tłumu.
Znaleźli się na dworze. Z ulgą odetchnęła świeżym powietrzem. Aleks wyglądał na zezłoszczonego, ale kiedy się odezwał, zdała sobie sprawę, że nie gniewa się na nią.
– Gdzie twój chłopak? Czemu cię zostawił?
– Mój chłopak? – spytała zaskoczona. – Masz na myśli Dawida? On nie jest moim chłopakiem i nie lubi takich miejsc jak to, więc pewnie poszedł do domu.
Odsunęła się od Aleksa i spróbowała stanąć prosto. Świat się zachwiał, a ona przewróciłaby się gdyby chłopak jej nie przytrzymał.
– Coś ty wypiła i ile? – zapytał zrezygnowany.
Wzruszyła tylko ramionami.
– Poczekaj tu – posadził ją na ławce przed klubem. – Powiem chłopakom, że wychodzimy.
Zamknęła na chwilę oczy, a kiedy je otworzyła Aleks był już z powrotem.
– Chcę do domu – wymamrotała sennie.
– Jest już druga – oznajmił – lepiej będzie jak zostaniesz u mnie.
Było jej wszystko jedno, więc znów pozwoliła wziąć się Aleksowi za rękę. Nie miała pojęcia w jaki sposób się tam dostała, ale kiedy tylko zobaczyła kanapę w jego mieszkaniu, od razu się na niej położyła i nie myśląc o niczym po prostu zasnęła.
Sobota, 21 maja, godzina 09:10
Obudziła się nieco zdezorientowana, ale już po chwili przypomniała sobie gdzie jest. Leżała na kanapie, przykryta kołdrą, a tuż obok niej spał Broken. No tak… mieszkał w kawalerce, więc gdzie indziej miał spać? Obudził się, kiedy się poruszyła. Obrzucił ją nieco sennym spojrzeniem.
– Cześć – mruknął zaspany.
– Hej – odpowiedziała automatycznie.
– Żyjesz?
– Mhm.
– Sorki Shay, gdybym wiedział co będziemy robić, to bym cię nie zapraszał – wyznał.
Weronika poczuła się dziwnie nieswojo. Jakaś taka mała i… zupełnie nieważna. Aleks podparł się na łokciu i popatrzył na nią.
– Ile ty w ogóle masz lat? Bo wiem tylko, że chodzisz do liceum.
– Siedemnaście – wcale nie chciała na niego warknąć, jakoś tak samo wyszło.
– Zazwyczaj wyglądasz na mniej – stwierdził bez złośliwości, ale i tak poczuła narastającą irytację.
Dlaczego niby miałoby obchodzić ją jego zdanie? Roześmiał się widząc jej minę.
– Wybacz, nie chciałem cię urazić, po prostu przy tobie czasem zapominam, że rozmawiam z dziewczyną. Ej, nie mam nic złego na myśli! – wyjaśnił, kiedy znów się skrzywiła. Wyciągnął rękę i rozczochrał jej włosy. Spojrzała na niego groźnie. Nie była jego młodszą siostrzyczką! Najwyraźniej nie zrobiło to na nim większego wrażenia. – Po prostu naprawdę nie rozumiem kobiet. Potrafią pokazać śliczny uśmiech, nawet kiedy są nieźle wkurzone. Tak naprawdę nigdy nie wiesz o czym myślą. Z tobą jest inaczej. Zawsze mówisz to co masz akurat na myśli.
– Dzięki… Chyba… – mruknęła, zsuwając z siebie kołdrę i wstając.
Nie miała ochoty kontynuować tej rozmowy. Ani w tym momencie żadnej innej. Skorzystała z łazienki, a kiedy przyszła jego kolej, uznała, że to świetna okazja, żeby się wymknąć.