Ósme spotkanie – Słodycz Piekła
by VickyÓsme spotkanie
Obudziła się. Śniły się jej koszmary. Usiadła na łóżku. Znajdowała się w urządzonej w szarej tonacji sypialni. Dopiero po chwili dotarło do niej gdzie jest i co się wydarzyło. Maven! Musiała go odnaleźć. Nie miała pojęcia, dlaczego nią samą nikt się nie zainteresował. Niejasno zdawała sobie sprawę, że musiała to być zasługa chłopaka, który ją poprzedniego dnia schwytał i przyprowadził tutaj. Gdziekolwiek to „tutaj” by nie było…
– Nie śpisz już? – wpatrywały się w nią cudowne, orzechowe oczy.
Lissi z trudem przełknęła ślinę. Jakim cudem sam jego widok mógł tak mocno na nią działać?!
– Gdzie jesteśmy? – spytała zdezorientowana.
– W moim mieszkaniu – obdarzył ją ciepłym, przyjaznym uśmiechem, a Lissi poczuła jak się rozpływa.
Z całej siły wbiła paznokcie we własną dłoń. Skup się! — nakazała sobie surowo.
– Gdzie jest Maven? – pytanie zabrzmiało ostrzej niż zamierzała.
Obawiała się, że w ten sposób kompletnie niczego nie osiągnie.
– Ten Posłaniec, który ci towarzyszył? – to zabrzmiało jakby nieznajomy był o niego… zazdrosny. – Zapomnij o nim. To nie twoja sprawa.
– To mój przyjaciel! – krzyknęła desperacko Lissi, zrywając się z łóżka i stając z nieznajomym twarzą w twarz. – Pomógł mi uciec! Uratował mnie! Proszę, zabierz mnie do niego…
Młodzieniec sprawiał wrażenie nieco zirytowanego, ale już po chwili jego spojrzenie złagodniało.
– Zobaczę co da się zrobić – obiecał.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Lisanna siedziała przy kuchennym blacie delektując się kawą z ekspresu, za którą tak bardzo tęskniła. Gdy przebywała w Elorze, wszystko było takie wspaniałe, aż do znudzenia. Zdecydowanie brakowało jej zwyczajnego, niewyszukanego picia i jedzenia. Teraz jednak, sama przed sobą musiała przyznać, że nie ma pojęcia, co powinna zrobić, wiedziała tylko, że nie zamierza porzucić Mavena. Nie miała pewności ile czasu spędziła w akademii. Dwa, może trzy miesiące? Odniosła wrażenie, że czas tam płynął zupełnie inaczej. Dowiedziała się jednak wiele na temat historii Cieni oraz Posłańców i była pewna, że jej sytuacja nie wygląda najlepiej.
Rozważania przerwał jej hałas otwierających się drzwi. Podniosła wzrok, by zobaczyć wchodzące do salonu z wyspą kuchenną postacie. Jej serce zabiło szybciej na widok ciemnowłosego chłopaka, który przyprowadził ją tutaj poprzedniego dnia. Towarzyszyła mu zgrabna, elegancko ubrana szatynka, która przyglądała się jej z zaciekawieniem.
– To jest Jean – przedstawił dziewczynę Sebastian. – Pomoże ci odzyskać pamięć. Załóż to, proszę – wyciągnął ku niej misternie zdobioną bransoletkę. – Ochroni cię przed istotami zza zasłony i niechcianą magią.
Lisanna nie była pewna dlaczego, ale czuła, że może mu zaufać. Niespiesznie wzięła od niego bransoletkę i zapięła ją na nadgarstku. Zaskoczona poczuła, jak nagle rozjaśnia się jej w głowie, zupełnie jakby dopiero obudziła się z długiego snu.
– Miło mi cię poznać, jestem Lissi – niepewnie uśmiechnęła się do nowoprzybyłej.
Zauważyła, że dziewczyna sprawia wrażenie podekscytowanej. Była chyba jeszcze nastolatką, na pewno nie mogła mieć więcej niż osiemnaście lat.
– To mnie jest miło – Jean odezwała się głosem pełnym entuzjazmu. – Nigdy jeszcze nie spotkałam żadnego Posłańca.
– Pamiętasz po co tu jesteś? – warknął na nią Sebastian.
– Tak, tak, oczywiście – dziewczyna nie straciła rezonu. Usiadła obok Lisanny i bez pytania chwyciła jej rękę. – No to zaczynajmy.
Lissi poczuła, jak zaczyna ją boleć głowa. Ból wzmagał się z sekundy na sekundę, by w końcu eksplodować ostrymi, niczym potłuczone szkło odłamkami. Krzyknęła. Zachwiała się i spadłaby ze stołka, gdyby ciemnowłosy młodzieniec nie chwycił jej w ramiona.
– Przerwij to! – rozkazał Jean, która patrzyła na Lisannę ze szczerym przerażeniem.
– Ja… nie potrafię – jęknęła błagalnie.
Przez krótką chwilę Lissi jeszcze próbowała walczyć z własną świadomością, ale szybko przegrała i osunęła się w ciemność.