Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Nie tak miało być.

    Pierwszy rozdział mojego nowego życia. Przeprowadzamy się z mamą do Włoch, do małego, nadmorskiego miasteczka. Davide’a, jak twierdzi mężczyznę swojego życia, poznała dwa lata wcześniej, na firmowej imprezie integracyjnej, ale wtedy jeszcze nie miała pojęcia, że się jej oświadczy. To jednak stało się faktem i za miesiąc miał odbyć się ich ślub. Mimo że naprawdę go polubiłam i życzę im szczęścia, to jednak nie potrafię wyzbyć się obaw. 

    Na lotnisku z ogromnym bukietem kwiatów czeka na nas Davide i jego syn, a mój przyszły przyrodni brat Luca. Wiem o nim tylko tyle, że ma dziewiętnaście lat, prowadzi szkółkę piłkarską dla dzieci, a w tym roku zaczyna studiować na włoskim odpowiedniku AWFu. Jest młodszą wersją swojego ojca, wysoki, z burzą brązowych loków i sylwetką sportowca. Na pierwszy rzut oka sprawia sympatyczne wrażenie. Być może przez chwilę wyobrażam sobie, że będzie tak, jak na filmach i Luca okaże się skończonym dupkiem, który będzie mnie wrednie traktował, ale nic z tych rzeczy. Patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami, a potem wybucha śmiechem, nad którym nie potrafi zapanować. Moja mama patrzy pytająco na Davide’a, ale on również wzrusza ramionami. Natarczywie trąca syna w ramię. 

    – Przepraszam – wyrzuca z siebie Luca w płynnej angielszczyźnie, z trudem hamując śmiech – Nicola to we Włoszech imię męskie, więc byłem przekonany, że będę miał młodszego brata – tłumaczy wpatrując się we mnie badawczo. – Zupełnie mnie zaskoczyłaś. 

    – Och – śmieje się moja mama – nie pomyślałam o tym – płynnie przechodzi na język włoski, a ja czuję się nieswojo, że mimo starań z trzech ostatnich miesięcy znacznie lepiej rozumiem niż mówię w tym języku. Przynajmniej z angielskim radzę sobie dobrze. – Mam nadzieję, że cię nie rozczarowałyśmy – uśmiecha się ślicznie, tak jak tylko ona potrafi.  

    Luca natychmiast zaprzecza i proponuje, że odbierze nasze bagaże. Pytam czy nie ma nic przeciwko temu, żebym z nim poszła, bo czuję, że mama i Davide chcieliby zostać sami. 

    – Jesteś bardzo zawiedziony, że okazałam się dziewczyną? – zagaduję go po drodze. 

    – Nie, to nie tak – patrzy na mnie, poświęcając mi całą swoją uwagę. Uśmiecha się, a jego uśmiech jest tak zaraźliwy, że muszę go odwzajemnić. – Po prostu zaplanowałem dla nas parę rzeczy i teraz chyba będę musiał trochę zmienić plany. Bo nie sądzę, żeby interesowały cię na przykład mecze piłki nożnej… – wzdycha. Sprawia wrażenie uroczo zakłopotanego. – Teraz przynajmniej rozumiem, dlaczego tata jest tobą taki zachwycony. Zawsze marzył o córce. 

    Tym razem to ja się śmieję. Nie jestem pewna, czy Luca chce wspierać ojca, tak jak ja wspieram moją mamę, czy naprawdę chciałby mnie lepiej poznać, ale i tak czuję przyjemne ciepło, na myśl, że nie spędzę wakacji zupełnie sama.  

    – Nie wiem skąd pomysł, że dziewczyny nie mogą być zainteresowane piłką nożną, zawsze lubiłam chodzić na mecze – stwierdzam wciąż odrobinę rozbawiona.

    – Naprawdę? – nie może mi uwierzyć. 

    – Po co miałabym kłamać? – pytam, gdy dochodzimy do taśmy z bagażami. 

    Szybko udaje mi się odnaleźć moją walizkę, ale na bagaż mamy musimy jeszcze trochę poczekać. Nie mogę doczekać się, kiedy zobaczę leżące na zboczu góry, nadmorskie miasteczko. Luca opowiada mi o okolicy i o miejscach, które chciałby ze mną odwiedzić. Zjeżdżamy windą na podziemny parking, a chłopak pewnym krokiem prowadzi nas do sprawiającego luksusowe wrażenie, białego Maserati. Na nasz widok zawstydzeni rodzice niemalże odskakują od siebie, przestając się całować. Są uroczy! Luca chyba podziela moje zdanie, bo patrzy na nich z lekkim rozbawieniem. 

    Gdy docieramy do domu, czuję się lekko oszołomiona. To luksusowa willa z basenem, z której terenu w oddali widać morze. Davide prowadzi mnie do przestronnego, jasnego pokoju na piętrze, obiecując mi, że mogę sobie go zmienić, jak tylko żywnie mi się podoba, a on za wszystko zapłaci. Zapewnia mnie, że chce, żebym czuła się tu jak u siebie. Luca prosi o mój numer telefonu i wysyła do mnie strzałkę. Pyta czy może mnie dodać na Facebooku. Pokazuje mi swój pokój i mówi, że gdybym czegokolwiek potrzebowała, to mam do niego zapukać, albo jeśli będę się krępowała, to mogę wysłać sms’a. Włosi zdecydowanie są zbyt uprzejmi! 

    Gdy wreszcie zostawiają mnie samą, zmęczona podróżą rzucam się na zaścielone srebrną narzutą łóżko. 

    Note