Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Wracaliśmy brzegiem morza, trzymając się za ręce. Martin niósł moją mokrą sukienkę i sweter, a ja ciągle miałam na sobie jego koszulę i motocyklową kurtkę. Kiedy na horyzoncie ukazał nam się biały płot, dzielący prywatną plażę od dzikiej, chłopak puścił moją dłoń. Spojrzałam na niego pytająco.

    – Lepiej, żeby nikt nie zobaczył nas razem – powiedział cicho.

    Co?! To było dla mnie jak policzek. 

    – Wstydzisz się mnie? – zadałam pierwsze pytanie jakie przyszło mi na myśl.

    – Nie o to chodzi… – zaczął.

    – Jakoś Eric nie miał oporów żeby pokazywać się ze mną przy znajomych, albo przedstawić mnie matce – warknęłam.

    Martin spojrzał na mnie zaskoczony.

    – Przedstawił cię Helenie? Niemożliwe! – oznajmił z całym przekonaniem. – Nie przedstawiłby jej byle kogo.

    – Więc jestem byle kim?! – wrzasnęłam na niego.

    – Nie o to mi chodziło – próbował sprostować. – Miałem na myśli, że jesteś osobą, która niewiele znaczy…

    Nie pozwoliłam mu skończyć. Uderzyłam go w twarz.

    – Jesteś prawdziwym dupkiem, Martinie Corvidae! – krzyknęłam na niego, wyrywając mu swoje ubrania, a potem odwróciłam się i najszybciej jak potrafiłam pobiegłam w stronę prywatnej plaży.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Znajomi ze szkoły obrzucali mnie zaskoczonymi spojrzeniami, a ja tylko biegłam po plaży, boso i w za dużej czarnej koszuli. Nie patrzyłam przed siebie. Wpadłam na kogoś. Chwilę później zdałam sobie sprawę, że stoję na piasku, naprzeciwko zdezorientowanego Erica. Patrzył na mnie pytająco. Uznałam, że należą mu się wyjaśnienia. Nie wyglądał na zachwyconego faktem, że stałam przed nim w koszuli i motocyklowej kurtce jego brata. Zaczerpnęłam głęboko powietrza, żeby się uspokoić. W międzyczasie otoczyła nas całkiem pokaźna grupa, na czoło której wysunęła się Marta. Sytuacja była najwyraźniej zbyt abstrakcyjna, ponieważ nikt się nie odezwał.

    – Zsunęłam się z klifu – powiedziałam cicho, patrząc tylko na Erica. – Utopiłabym się gdyby nie twój brat.

    Jak wściekła nie byłabym na Martina, to jednak taka była prawda. W zielonych oczach chłopaka pojawił się gniew, ale i jakaś dziwna ulga. Marta pisnęła. Przyskoczyła do mnie oplatając mnie ramionami. Chwilę później zrobiła to samo Nataly oraz Angela. Dziewczyny zabrały ode mnie mokre ubranie. Słyszałam zadawane różnymi głosami pytania czy wszystko w porządku czy nic mi nie jest. Eric objął mnie ramieniem, niemal wyrywając koleżankom. Wyprowadził z tłumu i pociągnął gdzieś za sobą. Spojrzałam na niego pytająco.

    – Co ci przyszło do głowy, żeby łazić po klifach? – zapytał gorączkowo, prowadząc w kierunku wyjścia z plaży.

    – Było tam ładnie – mruknęłam odrobinę zawstydzona. Chłopak z dezaprobatą pokręcił głową. – Dokąd idziemy? – zapytałam, kiedy wspięliśmy się po drewnianych schodach.

    – Nie będziesz przecież chodziła w mokrym ubraniu – oznajmił stanowczo, nie patrząc na mnie. Potem jednak, jakby mimowolnie, spojrzał. W jego oczach zobaczyłam niechęć. – A tak tym bardziej nie będziesz – westchnął.

    Wsadził mnie do samochodu i zawiózł do jakiegoś sklepu. Miałam tylko nadzieję, że skoro prowadzi, znaczy to, że nic jeszcze nie wypił, w końcu mieliśmy tu zostać na noc. Kiedy tylko zaciągnął mnie do środka, natychmiast ruszyłam z powrotem w stronę wyjścia. Chłopak zagrodził mi drogę.

    – Eric, daj spokój – poprosiłam. – Moje rzeczy szybko wyschną, poza tym nie stać mnie na ten sklep – to była firmówka, jedna z tych, w których ceny zazwyczaj są obłędne.

    – Trudno – niemal warknął chłopak, a ja czułam, że w środku aż go roznosi. Wyglądało na to, że z trudem nad sobą panował. Uśmiechnęłam się na myśl, że może jednak jest w nim jakieś podobieństwo do Martina… – Mnie stać – oznajmił, po czym zawołał jedną z elegancko ubranych ekspedientek.  

    Eric opowiedział co się stało. Sprzedawczynie nie tylko znalazły mi nowe ubranie – całe, od bielizny aż po buty – ale także wysuszyły mi włosy i pomogły się uczesać. Były bardzo miłe. Jedna z nich nawet wyjęła podręczną kosmetyczkę, żeby poprawić mój rozmazany przez morską wodę makijaż. Kiedy skończyłyśmy, Eric wyglądał na zadowolonego. Bez mrugnięcia przyjął do wiadomości obłędną sumę i zapłacił za ubrania kartą kredytową. Gdy wreszcie udało nam się wyjść ze sklepu, miałam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony cieszyłam się z nowego ubrania i faktu, że nie będę przyciągała za dużą koszulą Martina jeszcze większej uwagi, a z drugiej czułam się głupio w stosunku do Erica. W dalszym ciągu boleśnie pamiętałam nieprzyjemne słowa, Martina, że jego brat, nie przedstawiłby matce byle kogo. Więc może jednak dla Erica, nie byłam „byle kim”. 

    – Ślicznie wyglądasz – oznajmił chłopak, z zadowoloną miną obejmując mnie ramieniem.

    Uśmiechnęłam się do niego promiennie. Miałam na sobie kraciastą spódniczkę, czarny golf bez rękawów i również czarny, bardzo przyjemny w dotyku, mięciutki sweterek. Na nogach natomiast miałam wysokie, skórzane buty. Bardzo spodobał mi się mój nowy strój. Rozpuszczone, jasne włosy, spływały mi na ramiona falującą kaskadą. Tego dnia, zdecydowanie bardziej niż zwykle przypominałam sobą dziewczynę. No cóż, w końcu jakby nie patrzeć, to były moje urodziny!

    Wsiedliśmy do czerwonego, sportowego samochodu. Kiedy dojechaliśmy do plaży, Eric zwlekał z wysiadaniem. Wyraźnie walczył sam ze sobą.

    – Co robi tutaj Martin? – zdecydował się w końcu zapytać.

    Wzruszyłam ramionami.

    – Zaprosiłam go. Wtedy, kiedy uznałeś, że „sobie poradzi” – mruknęłam. – Pamiętasz? Masz coś przeciwko? – zapytałam.

    Eric przecząco pokręcił głową.

    – Nie, jasne, że nie. To przecież twoje urodziny – oznajmił. – Po prostu nie chciałbym, żeby ci je zepsuł.

    Odrobinę posmutniałam na myśl, że na to, to już jest chyba za późno. Nie zamierzałam się jednak przejmować głupim Martinem. Uświadomiłam sobie, że Eric ma rację. To moje urodziny i będę się na nich dobrze bawić. Nachyliłam się ku chłopakowi i pocałowałam go w policzek. 

    – Dziękuję, za wszystko – powiedziałam obdarzając go promiennym uśmiechem, a potem wysiadłam z samochodu.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Moje pojawienie się na plaży, w nowym, suchym ubraniu, wywołało spore poruszenie. Zwłaszcza, w momencie, gdy dogonił mnie Eric, naturalnym gestem obejmując ramieniem moją talię. Zobaczyłam Martina. Siedział jak zwykle oddalony od wszystkich i wszystkiego. Już nie był w samych, przemoczonych spodniach. Miał na sobie, najwyraźniej pożyczony od kogoś, zbyt szeroki na niego, czarny t-shirt i jakieś suche jeansy. Postanowiłam, że będę go ignorować. Eric przeprosił mnie na chwilę i podszedł do brata. Oddał mu jego ciuchy. Potem już nie widziałam co się między nimi dzieje, bo na bok odciągnęła mnie Marta, gorliwie i zapewne w dobrej wierze, wypytując mnie o wypadek, Martina i przede wszystkim Erica.

    W towarzystwie przyjaciółki, z Nataly i jej chłopakiem, a nawet z Angelą i Paulą bawiłam się całkiem nieźle. Wreszcie zaszło słońce, zbliżał się wieczór. Chłopacy na plaży rozpalili ognisko. Stanęłam nad brzegiem morza, patrząc na spienione fale. W nocy morze też było cudowne, chociaż przechodziły mnie dreszcze na wspomnienie tego, jak dzisiaj do niego wpadłam. Tak, zdecydowanie piękniejsze było z brzegu! Stałam tak przez dłuższą chwilę, zupełnie sama, aż w pewnym momencie poczułam, że ktoś za mną stoi. Odwróciłam się dość gwałtownie. Z mroku wyłoniła się ponura sylwetka Martina. Chciałam odejść, ignorując jego obecność, ale chwycił mnie mocno za rękę. 

    – O nie! Nie tym razem – oznajmił stanowczo. – Najpierw porozmawiamy.

    – Świetnie! – warknęłam. – Dzisiaj już wystarczająco wiele mi powiedziałeś o tym, co sądzisz na mój temat. Nie mam ochoty na więcej.

    – Posłuchaj, nie miałem na myśli niczego złego – westchnął. – Chodziło mi o to, że zarówno Eric jak i jego matka, bardzo zwracają uwagę na pochodzenie i stan majątkowy ludzi – tym razem ujął wypowiedź nieco bardziej dyplomatycznie. – Z tego co wiem, jesteś w naszej szkole na stypendium i nie masz ani jednego ani drugiego, zresztą przecież widziałem jak mieszkasz… Dlatego tak bardzo zaskoczyło mnie, kiedy powiedziałaś, że przedstawił cię Helenie. 

    Roześmiałam się.

    – Najwyraźniej to ty zwracasz na to większą uwagę niż on – oznajmiłam spokojnie.

    Chciał wyraźnie powiedzieć coś jeszcze, ale podszedł do nas Eric. Martin puścił moje ramię. Eric oplótł mnie od tyłu ramionami. Oparłam się o niego wdzięcznie, tylko po to, żeby zrobić Martinowi na złość.

    – Coś nie tak? – zapytał Eric patrząc na brata wrogim spojrzeniem.

    – Rozmawialiśmy – syknął Martin, najwyraźniej mocno niezadowolony, że ktoś mu przerwał.

    – Skończyliśmy – odparowałam, biorąc Erica pod rękę. – Mam ochotę się czegoś napić, idziemy? – zaproponowałam chłopakowi, a on skinął głowa. 

    Uśmiechnął się zwycięsko, w jego zielonych oczach pojawiły się psotne iskierki. Razem poszliśmy w stronę ogniska, zostawiając Martina samego, nad brzegiem wzburzonego morza.  

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    W poniedziałek w szkole zaczepiało mnie bardzo wiele osób. Głównym tematem dnia były moje weekendowe urodziny. Poznałam wielu nowych ludzi, dostałam całą masę prezentów i nawet nie wiedziałam co jest od kogo, więc na wszelki wypadek ogólnie dziękowałam wszystkim. Dziwnie było z dnia na dzień stać się popularną i powszechnie lubianą osobą. Wiedziałam, że całe to zamieszanie zawdzięczam Ericowi, ale wcale nie byłam pewna czy jestem z niego zadowolona. Na długiej przerwie miałam już serdecznie dość. Wymknęłam się bocznym korytarzem, żeby ominąć zatłoczoną stołówkę. Tam natknęłam się na Martina. Siedział na parapecie, słuchając mp3. Zamyślony patrzył w okno. Jego szczupła sylwetka, ciemne, lekko przydługie włosy i ta cudowna aura tajemniczości. Boleśnie zdałam sobie sprawę, jak bardzo mi się ten chłopak podoba! Kiedy odwrócił głowę i mnie spostrzegł, jego obojętna twarz zmieniła się w gradową chmurę. Zeskoczył z parapetu. Wyłączył muzykę. Podszedł do mnie, obrzucając pogardliwym spojrzeniem.

    – Ile ci zapłacił? – zapytał. – Naprawdę było warto?

    Spojrzałam na niego oniemiała.

    – O co ci chodzi? 

    Pokręcił głową. Prychnął. Wyciągnął z plecaka kolorowe pismo. 

    – Myślałem, że jesteś inna – stwierdził i rzucił mi je pod nogi odchodząc. 

    Zdumiona podniosłam gazetę. To nie był brukowiec, czego się spodziewałam, tylko jakieś pismo o modzie. Zaskoczona, szeroko otworzyłam oczy. Na okładce byłam właśnie ja! Razem z Martą uśmiechałyśmy się, pozując do zdjęcia w strojach kąpielowych. Ogarnęła mnie złość. Jak Eric mógł wymyśleć coś takiego za moimi plecami?! Dogoniłam znikającego za rogiem Martina. Spojrzał na mnie ponuro.

    – Co jeszcze tu jest? – warknęłam.

    Spojrzenie chłopaka zmieniło się. Dalej było chłodne, ale już nie takie lodowate. Otworzył gazetę pokazując mi rozkładówkę z moją postacią. Musiałam przyznać, ze na tych zdjęciach wyglądałam rewelacyjnie. Zupełnie jak nie ja. Z pewnością nie była to ta sama osoba, którą na co dzień oglądałam w lustrze. Przeczytałam co głoszą nagłówki: „Koleżanki syna Heleny Devree, Erica pomagają sławnej aktorce i od niedawna uznanej projektantce mody promować kolekcję nowych kostiumów kąpielowych.” Tylko dlaczego nikt nie raczył zapytać mnie o zgodę na jakąkolwiek publikację?!

    – Nie wiedziałaś o tym? – spytał domyślnie Martin. 

    Przecząco pokręciłam głową. 

    – Nie miałam pojęcia – westchnęłam. – To znaczy fotograf robił nam jakieś zdjęcia, kiedy byłyśmy u was na basenie, ale nie miałam pojęcia, że chcą to gdzieś publikować. Myślałam, że to taka zabawa… – mruknęłam.

    Teraz cały obraz tego nonsensu, który spotkał nas u Erica w domu, stał się dla mnie zupełnie jasny.

    – Przepraszam – odezwał się cicho Martin. – Mogłem się tego domyślić. Ta suka nigdy nie wahała się przed wykorzystywaniem ludzi do własnych celów.

    Zamurowało mnie. Wpatrzyłam się w niego szeroko otwartymi ze zdumienia i zgrozy oczami.

    – Martin, ty mówisz o swojej matce… – szepnęłam.

    – To nie jest moja matka – oznajmił twardo chłopak. – Nie jest i nigdy nią nie była!

    Nie miałam teraz na to czasu, miałam zamiar rozmówić się z Ericem, zanim skończy się długa przerwa.  

    – Pozwolisz, że wezmę to pisemko? – spytałam zmieniając temat.

    Chłopak skinął głową. Uśmiechnął się łobuzersko.

    – Jest twoje. Mam w domu drugi egzemplarz – mruknął. – Co zamierzasz z nim zrobić?

    Spiorunowałam go wzrokiem, ale nie skomentowałam.

    – Planuję pokazać je Ericowi – westchnęłam. – I jeżeli będzie trzeba, wepchnąć mu je do gardła – dodałam mściwie.

    Kąciki ust Martina uniosły się w leciutkim uśmiechu.

    – W takim razie idę z tobą – oznajmił, a ja nie protestowałam.

    Erica znaleźliśmy na stołówce. Jak zwykle był w centrum uwagi. Zaskoczonego odciągnęliśmy na bok. 

    – Co to ma być? – spytałam pokazując mu pismo. 

    Chłopak spojrzał na mnie nie rozumiejąc. Jego zielone oczy patrzyły na mnie pytająco. Martin przyglądał się całej scenie, stojąc z boku z założonymi na torsie rękami.

    – Zdjęcia… – stwierdził niepewnie, przeglądając pismo.

    – Dlaczego tutaj są?! – warknęłam na niego.

    – O co ci chodzi, przecież są całkiem niezłe – oznajmił wzruszając ramionami. – A skoro podpisałaś umowę…

    – Podpisałam co?! – syknęłam na niego. – Niczego nie podpisywałam!

    Eric zamrugał.

    – Księżniczko – zaczął poważnym tonem – twoja przyjaciółka Marta, dostała do ręki umowę w dwóch egzemplarzach. Dostała też pieniądze za sesję. Obie umowy wróciły podpisane. Nie podpisywałaś jednej z nich?

    – Do cholery, niczego… – zaczęłam, ale w słowo wszedł mi Martin.

    Spojrzał na mnie poważnym wzrokiem.

    – Marika, zastanów się – powiedział cichym, ale jednocześnie takim, że musiałam zwrócić uwagę na każde, poszczególne słowo, głosem. – Fałszerstwo to poważny zarzut. Grozi za nie więzienie.

    Warknęłam na niego wkurzona, ale musiałam przyznać mu rację. Najpierw powinnam rozmówić się z Martą.

    – Porozmawiamy o tym później – rzuciłam do Erica i zostawiając ich obydwu w stołówce, wyszłam na korytarz, by zaczekać pod klasą.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Wiadomość o moich zdjęciach w znanym czasopiśmie rozeszła się po szkole lotem błyskawicy. Chłopacy gwizdali na mój widok, a dziewczyny gratulowały lub rzucały zazdrosne spojrzenia. Ani trochę nie byłam z tego zadowolona. W tym wypadku akurat Martin miał rację. Nie byłam taka. Nie odpowiadało mi tego typu życie. Nie chciałam takiego zainteresowania. Dlatego wieczorem, w mieszkaniu, napadłam na przyjaciółkę kiedy tylko weszła.

    – Podpisałaś za mnie umowę na publikację zdjęć?! – krzyknęłam na nią.

    Marta stanęła przy drzwiach zmieszana. Na jej twarzy pojawił się czerwony rumieniec.

    – Podpisałam za ciebie umowę – przyznała – ale mieli opublikować tylko moje zdjęcia. Dostałam za to całkiem sporo kasy… – mruknęła. – Nie gniewaj się, proszę.

    Wcisnęłam jej do ręki pismo, a potem położyłam się na łóżku. Byłam naprawdę wściekła.

    – Cała szkoła o tym gada – syknęłam.

    Marta zaczęła przeglądać gazetę. 

    – To bardzo ładne zdjęcia – stwierdziła. – Nie dziwię się, że o nich mówią. Marika, pomyśl! To dla nas wielka szansa! Po takim debiucie, mogłybyśmy zostać modelkami! – uśmiechnęła się rozmarzona. – Oczywiście, skoro twoje zdjęcia też tu są, to podzielę się z tobą pieniędzmi… – dodała szybko.

    – Nie chcę być modelką! – powiedziałam twardo. – I nie chcę żadnych pieniędzy. Zatrzymaj je i na przyszłość nigdy, przenigdy nie waż się robić niczego za mnie – oznajmiłam.

    Marta podeszła, usiadła przy mnie na łóżku.

    – Mari, nie gniewaj się na mnie, przepraszam – powiedziała potulnie, dotykając mojego ramienia. – Spędziłam wtedy naprawdę cudowny dzień…

    – Nie gniewam się – westchnęłam stwierdzając, że naprawdę, cała złość na przyjaciółkę mi przeszła. – Tylko proszę, nigdy więcej tego nie rób.

    Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie.

    – Obiecuję – powiedziała pewnym głosem. – Bardzo, bardzo przepraszam! Szkoda, że ten cały Eric jest tak strasznie zapatrzony w ciebie – dodała po chwili żartobliwie – bo naprawdę niezłe z niego cicho i chętnie bym sobie takiego przygruchała!

    – To nie jest mój Eric – stwierdziłam cicho, będąc przekonana, że być może popełniam poważny błąd. Nie chciałam, żeby chłopak zranił Martę, a ciągle żywo przed oczami stały mi pocałunki Erica z Angelą. – Masz wolną rękę, tylko błagam, uważaj na niego!

    Migdałowe oczy Marty błysnęły niebezpiecznym blaskiem. 

    – Możesz być o tym przekonana – zapewniła. – Tylko pamiętaj, że i tak dowiem się, w kim jesteś zakochana, skoro pomyliłam się i nie jest to cudowny książę Eric.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Kiedy się uspokoiłam, nareszcie byłam w stanie zabrać się za lekcje. Wypakowałam swoją torbę. Spojrzałam zaskoczona, kiedy na łóżku wylądowała płyta CD. Była rozpakowana. Zajrzałam do środka. Zaschło mi w gardle. Koncertowy album Blind Guardian z podpisami całego zespołu! W środku była także złożona na cztery części biała kartka z papeterii, z moim imieniem napisanym, równiutkim, ale zdecydowanie męskim, charakterem  pisma. Rozłożyłam ją, zaglądając do środka.

    „Przepraszam, jestem durniem, ale to już wiesz. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Chciałem Ci dać prezent w piątek, ale sama wiesz, jak wyszło. Jeżeli masz ochotę porozmawiać, to będę czekał o siódmej, na wzgórzu w parku

    Martin”

    Głosił staranny napis. Była już prawie dziesiąta. Coś się we mnie zagotowało. Całą sobą nienawidziłam tego chłopaka. Nie podobało mi się, że tak na mnie działa. Pewnie i tak już dawno go tam nie ma! Chwyciłam kurtkę, włożyłam na nogi adidasy i pędem wybiegłam z mieszkania.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Moje serce zabiło jak oszalałe, kiedy zobaczyłam siedzącą na ławce, smukłą sylwetkę. Naprawdę, nie spodziewałam się, że jeszcze będzie czekał, ale mimo to musiałam sprawdzić. On jednak tam był. Siedział ze spuszczoną głową i słuchawkami na uszach. Był wyraźnie zrezygnowany, ale mimo wszystko nie odchodził. Kiedy podniósł na mnie wzrok, zobaczyłam jakąś dziwną, niesamowitą determinację w jego niebieskich oczach. Usiadłam przy nim w milczeniu. Wyłączył muzykę.

    – Nie sądziłem, że jeszcze przyjdziesz – przyznał szczerze.

    – Dopiero teraz przeczytałam twoją kartkę – odpowiedziałam wpatrując się w ukryte w mroku drzewa.

    Parkowe alejki oświetlało rozproszone światło nielicznych latarni. Nie było tu żywego ducha, nikogo poza nami. Dodatkowo znajdowaliśmy się na stromym wzgórzu, z którego, jeśli wyszlibyśmy zza krzaków, podziwiać można było panoramę miasta. 

    Martin uśmiechnął się z przekąsem. Nie odpowiedział. Milczeliśmy przez dłuższą chwilę, a ja tak bardzo chciałam się do niego przytulić! Przypomniały mi się jego niemiłe słowa, to, że nie chciał się nikomu ze mną pokazywać, ale mimo tego pragnienie, żarliwa ochota, ani trochę się ode mnie nie odsunęły. Gwałtownie odwrócił się w moją stronę.

    – Marika, kocham cię – powiedział patrząc mi prosto w oczy. – Prawnie na samym początku się w tobie zakochałem.

    Zerwałam się z ławki, żałując, że nie mam niczego, czym mogę w chłopaka rzucić.

    – Ty draniu! – krzyknęłam, nie zwracając na nic uwagi. W oczach zalśniły mi łzy. – Znowu chcesz się ze mną pobawić? Co ja ci takiego zrobiłam?!

    Martin westchnął. W kącikach jego ust pojawił się smutny uśmiech. Odwróciłam się i chciałam odejść. Nie pozwolił mi. Chwycił mnie za rękę. Nie puszczając z powrotem posadził na ławce.

    – Posłuchaj co chcę, ci powiedzieć – rozkazał gniewnym głosem – proszę – dodał jakby reflektując się po chwili. Niechętnie skinęłam głową. Jego słowa, przekonanie o tym, że nie były szczere, paliły mnie żywym ogniem. – Jest wiele rzeczy, o których muszę ci powiedzieć – westchnął – ale dwie z nich są najbardziej istotne. Po pierwsze, nigdy, przenigdy nie myśl, że mógłbym się ciebie wstydzić – jego niebieskie oczy płonęły. Zacisnął dłoń na moim nadgarstku. – Nie chcę, żeby nas razem widzieli, bo się o ciebie cholernie boję. Rozumiesz? – Przecząco pokręciłam głową. Po policzkach spływały mi łzy. – Sama widziałaś co się dzieje, mruknął. Za dwa tygodnie mam zeznawać w sądzie, przeciwko rodzicom Antona i Michaela. Wtedy to się skończy. 

    – Jak to? – nie zrozumiałam. 

    Czegoś takiego po prostu nie przyszło mi do głowy się spodziewać. Uśmiechnął się przekornie.

    – Ich rodzice mają duże fabryki. Zatrudniali pracowników z różnych krajów, a potem wyrzucali nie płacąc. Robią też wiele innych nieciekawych rzeczy. Przeglądałem dokumenty, widziałem jak je fałszują, byłem przy czymś, czego nie powinienem był widzieć – oznajmił cierpko. – Nie potrafiłem odpuścić. Jest przeciwko nim proces i zamierzam w nim zeznawać jako świadek.

    – Przecież jesteś jeszcze uczniem…

    – Mam dziewiętnaście lat – roześmiał się chłopak. – W tym roku kończę liceum. W świetle prawa jestem już bardziej niż pełnoletni. 

    – Czemu Eric bierze w tym udział? – spytałam mimochodem.

    Martin wzruszył ramionami.

    – Wielokrotnie prosił mnie, żebym zrezygnował. Widział co się dzieje. Nie potrafiłem. Prokurator uświadomił mi, że bez moich zeznań, prawdopodobnie nic nie będą im w stanie udowodnić. Dlatego się na mnie uwzięli. Eric dołączył do nich, bo się bał, że naprawdę zrobią mi krzywdę. 

    – A ta druga sprawa? – spytałam nie do końca potrafiąc sobie ułożyć to wszystko w głowie.

    – Najpierw mi powiedz, czy nie robię z siebie idioty i czy ty też w ogóle coś do mnie czujesz?

    Roześmiałam się.

    – Zważywszy, że siedzę z tobą w środku nocy w parku, to chyba było zbędne pytanie – mruknęłam.

    – Nie miałem zbyt wielkiego doświadczenia z dziewczynami – przyznał. – Większość z nich leciała na kasę mojego ojca i na tym kończyły się nasze znajomości. Mojemu bratu to odpowiada, mnie nie. 

    – Jestem pewna, że widziały w tobie coś więcej – mruknęłam – przynajmniej do momentu, aż się nie odezwałeś – dodałam. 

    Warknął na mnie, ale tym razem na jego twarzy widziałam pełen ulgi uśmiech. Jego niebieskie oczy iskrzyły się łobuzersko, kiedy przyciągnął mnie do siebie i zaczął łaskotać. Potem na powrót spoważniał, nie wypuścił mnie jednak z objęć. Oparłam się o niego wygodnie.

    – Więc chodzi o powód – zaczął niechętnie – dla którego tak się zdziwiłem, że Eric przedstawił cię Helenie. Nie masz tytułu, nie jesteś bogata. Widzisz, istnieje coś takiego jak mezalians. Gdyby nasz związek zaszedł za daleko, ojciec zapewne postawi mi ultimatum. Prawdopodobnie każe mi ożenić się z córką jednego ze swoich partnerów handlowych. 

    Poczułam jak coś boleśnie ściska mnie w środku. Gwałtownie usiadłam. Czy on właśnie proponował mi związek zabawę?! Wszystko fajnie, ale do czasu?! Znów poczułam przemożną ochotę, żeby go czymś uderzyć.

     – A ty to zrobisz? – zapytałam, żeby się upewnić.

    Roześmiał się.

    – Nie, nie to miałem na myśli – stwierdził odwracając wzrok. – Po prostu jeżeli tego nie zrobię, to mnie wydziedziczy. Będę zdany tylko na siebie, rozumiesz? – zapytał cicho. – Mam gdzieś ojca i jego pieniądze, ale chciałem żebyś wiedziała. Żeby nie to kierowało twoimi decyzjami…

    – Jesteś głupszy niż myślałam! – warknęłam na niego. – Naprawdę sądziłeś, że lecę na kasę twojego ojca?! Nie uważasz, że to idiotyczne? Znacznie łatwiej byłoby mi być w takim wypadku z Ericem i po prostu przymykać oczy na jego głupie wyskoki.

    – Wiem, wcale tak nie myślałem, gdybym myślał, nie czekałbym tu na ciebie przez trzy godziny – mruknął, naśladując ton mojej wcześniejszej wypowiedzi. – Po prostu chciałem, żebyś wiedziała. Dasz mi szansę? – zapytał cicho. 

    Odwróciłam się ku niemu. Oplotłam ramionami jego szyję, wplatając palce w ciemne, rozwichrzone włosy. Pocałowałam go w usta. Poczułam jak całe moje ciało przeszywają przyjemne dreszcze, kiedy objął mnie, a potem odwzajemnił przepełniony ulgą i nadzieją pocałunek. Tak brzmiała moja odpowiedź.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Następnego dnia rano jeszcze z okna zauważyłam wiśniowy motocykl. Pędem zbiegłam po schodach, nie mogąc się doczekać spotkania z Martinem. Pocałował mnie na powitanie, mocno przyciągając do siebie. Przymknęłam oczy, wtulając się w jego ramiona. Ten chłopak był tak cudownie nieznośny! Usiadłam za nim, mocno wtulając się w jego plecy. Zostawił mnie jak zwykle w bocznej uliczce pod szkołą. Tym razem jednak nie miałam nic przeciwko. Do rozległego budynku liceum weszłam naprawdę zadowolona z życia. Wesoło rozmawiałam z Ericem i Nataly. Tego dnia nawet nikt mnie specjalnie nie zaczepiał. Po prostu żyć nie umierać. Na długiej przerwie wspięłam się schodami na najwyższe piętro. On już tam czekał. Przytulił mnie do siebie, a ja czułam się jakbym nie widziała go całe wieki, a nie ostatni raz rano. Objął mnie w pasie i posadził na drewnianej skrzyni. Nie mogłam oderwać rąk od jego włosów i twarzy, ust od jego ust, nie chciałam! Uśmiechnął się, kiedy objęłam go nogami w pasie. Nawet nie zauważyłam, kiedy długa, prawie godzinna przerwa, dobiegła końca. Niechętnie zsunęłam się ze skrzyni, kierując w stronę drzwi. Chwycił mnie za rękę.

    – Zaczekaj – poprosił. – Nie możesz zostać?

    – Przecież wiesz, że nie – westchnęłam. – Mam lekcje. 

    O ile byłoby łatwiej, gdybyśmy mogli pokazywać się razem! Wtedy spędzałabym z Martinem swobodnie każdą przerwę. 

    – Marika, to nie do zniesienia – szepnął przyciągając mnie do siebie bliżej. Objął mnie ramionami. Przytulił. – Jest gorzej, niż kiedy myślałem, że wcale cię nie mam. 

    – Zobaczymy się wieczorem, prawda? – spytałam z nadzieją.

    Skinął głową. Na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech.

    – Mamy apartament nad morzem. Pojedziesz tam ze mną na weekend? – zapytał z nadzieją. – Zauważyłem, że lubisz morze – dodał złośliwie.

    Kopnęłam go w kostkę. Roześmiał się. Właściwie, to czemu nie?

    – Dobrze, pojadę – odpowiedziałam i obdarzając go promiennym uśmiechem zniknęłam za drewnianymi drzwiami strychu.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Istnieje taka tęsknota serca, pragnienie. Nadzieja, że może uda się wreszcie uchwycić coś ulotnego. Wszystko w środku w człowieku krzyczy, gdzieś się wyrywa. Odnajdują się dawno zapomniane marzenia. I to piękno! Takie rzeczy, na które patrzenie sprawia niemal fizyczny ból. Stałam nad brzegiem morza, plecami opierając się o obejmującego mnie ramionami Martina i patrzyłam na najcudowniejszy w świecie zachód słońca. Miałam ochotę mruczeć z rozkoszy. To miejsce, ta chwila, wszystko było takie cudowne! Jak w bajce! 

    Do pokoju wróciliśmy dopiero, kiedy zupełnie się ściemniło. Właściwie to apartament, w którym mieliśmy spać, ciężko nazwać było „pokojem”. Było to urządzone w dobrym stylu studio, z salonem, własną kuchnią, oddzielną sypialnią i wielką łazienką z jacuzzi. Do środka natomiast wchodziło się jak do hotelu – poprzez restaurację i recepcję. Były też sprzątające po wizytach gości pokojówki. Jeszcze w progu Martin wziął mnie na ręce i zadowolony z siebie zaniósł na wielkie, wyściełane atłasową pościelą łóżko. Sam położył się, tak, że był bezpośrednio nade mną. Pocałował mnie łapczywie, niemal nachalnie. Jego dłoń zachłannie wodziła po mojej bluzce. 

    – Martin, zwolnij – szepnęłam, odrywając się od niego z niemałym trudem. 

    Całą sobą chciałam więcej, a jednocześnie panicznie się bałam.

    – Przepraszam – powiedział, niechętnie odsuwając się ode mnie.

    Położył się przy mnie na łóżku. Leżał na plecach wpatrując się w sufit. Jego oddech i puls były przyspieszone. Podniosłam się, kładąc mu głowę na ramieniu. Przez chwilę leżeliśmy w milczeniu, próbując uspokoić oddechy. Tym razem to ja nie wytrzymałam. Podniosłam się na łokciu, zaczęłam go całować. Wolną ręką sięgnęłam do guzików jego czarnej koszuli, rozpinając je powoli. Zamruczał zadowolony, przyciągając mnie do siebie bliżej. Przesunęłam dłonią po jego odsłoniętym, płaskim brzuchu. Podniósł się gwałtownie, przewrócił mnie na plecy. Pocałunki stały się żarliwsze, gorętsze, ale tym razem nie protestowałam. W pewnym momencie odsunął się ode mnie, przeklął brzydko. Usłyszałam przekręcający się w drzwiach klucz. Oczy chłopaka zapłonęły gniewem, a potem, tak jak na co dzień w szkole, stały się lodowato zimne.

    – Zostań tutaj – rozkazał cicho, a sam, nie domykając do końca drzwi, wyszedł z pokoju.

    Jak zwykle nie mogłam opanować ciekawości. Wyjrzałam przez wąską szparę. Zamrugałam. Nie mogłam uwierzyć, w to co widzę! Do środka wszedł Eric, a u jego boku, wtulona w ramię chłopaka, stała Marta. Martin stanął w drzwiach, blokując im swoją osobą przejście dalej. Bracia spojrzeli na siebie pytająco. Obydwaj mieli skonsternowane spojrzenia.

    – Co ty tu robisz?! – zażądał wyjaśnień Eric.

    – A na co ci to wygląda?! – warknął Martin wymownie patrząc na swoją, już całkiem rozpiętą, koszulę.

    Na twarzy Erica zobaczyłam wyraz prawdziwego zaskoczenia.

    – Jesteś tutaj z dziewczyną? – zapytał zdziwiony.

    – Nie, z chłopakiem – uśmiechnął się drwiąco Martin.

    Poczułam przypływ zazdrości, kiedy spostrzegłam, że Marta wpatruję się w mojego chłopaka łakomym wzrokiem. Co ona w ogóle tu robiła?!

    – Na długo zostajesz? – zapytał niechętnie Eric.

    – Do końca weekendu – oznajmił chłodno Martin.

    Blondyn westchnął.

    – Poczekaj na zewnątrz, księżniczko – zwrócił się do mojej przyjaciółki. – Wynajmiemy pokój w hotelu, tylko najpierw, jeżeli pozwolisz, rozmówię się z bratem.

    Marta niechętnie puściła jego ramię i wyszła na korytarz. Eric zamknął drzwi. Dopiero teraz zauważyłam jak bardzo pobladł na twarzy.

    – Ty nie mówiłeś poważnie, prawda? – zapytał niezbyt pewnie. – Nie jesteś gejem?

    Martin uśmiechnął się leniwym, aroganckim uśmiechem, ani na milimetr nie odsuwając się od drzwi.

    – A jeśli jestem, to co? – zapytał lekko rozbawiony.

    – Nic – powiedział cicho Eric spuszczając wzrok. Nigdy jeszcze nie widziałam u niego takiej postawy. – Po prostu nie afiszuj się z tym za bardzo – poprosił.

    Martin roześmiał się. Klepnął brata w ramię przyjacielskim gestem. 

    – Nie martw się, mam dziewczynę – powiedział uspokajającym tonem – ale przedstawię ci ją dopiero po procesie – dodał. – Nie chcę, żeby ktoś ją przeze mnie skrzywdził.

    Eric obdarzył brata pełnym ulgi uśmiechem. Jego zielone oczy zalśniły.

    – Słuchaj, mam prośbę – oznajmił. – Nie mów nikomu, że tu byłem z tą dziewczyną, zwłaszcza jej nie mów.

    – Jakiej jej? – spytał ponuro Martin.

    W jego głosie czuć było napięcie i delikatną groźbę, której Eric jednak najwyraźniej nie zauważył.

    – Marice – odpowiedział wprost. – Schrzaniłem to, ale mam zamiar dalej o nią walczyć.

    – W takim razie dlaczego jesteś tutaj z tą laską? – zapytał Martin, groźnie marszcząc brwi.

    Eric roześmiał się.

    – Taki mały skok w bok – mruknął. – Jest całkiem niezła i leci na mnie. Bardzo – dodał przeciągając ostatnią sylabę. – Marika to coś poważniejszego.

    – Dlaczego? – spytał poważnym głosem Martin. – Słyszałem, że przedstawiłeś ją Helenie. Zdziwiło mnie to.

    Blondyn zamrugał.

    – To ty nie wiesz? – roześmiał się naprawdę rozbawiony. – Jesteś mało spostrzegawczy, braciszku. To Marika Merowing – oznajmił dumnie, wyraźnie zadowolony z siebie. – Nic nie mówi ci to nazwisko? – Martin pobladł na twarzy, ale Eric mimo to ciągnął dalej. – Jest siostrzenicą Lorda Duncana, a po tym jak jego syn zginął w wypadku, to właściwie jego jedyną dziedziczką. Naprawdę niezła partia.

    – Idź już – poprosił cicho Martin. – Bawcie się dobrze.

    – Nawzajem – odpowiedział z pogodnym uśmiechem Eric, posłusznie wychodząc z pokoju.

    Martin natychmiast zamknął za nim drzwi, wyraźnie, sporym wysiłkiem woli, starając się, żeby nimi nie trzasnąć. Przekręcił klucz w zamku. Zdziwiłam się, kiedy zamiast wrócić do mnie, usiadł na kanapie. Milczał. Wysunęłam się z pokoju. Podeszłam do niego, siadając obok. Spojrzałam pytająco.

    – Czemu mi nie powiedziałaś? – zapytał zrezygnowany.

    – O czym? – nie zrozumiałam.

    – O tym, że twój wuj ma tytuł lordowski – westchnął.

    Doskonale! Eric postanowił wykorzystać dla zabawy moją przyjaciółkę, a on przejmuje się tylko tym, że mój wuj jest jakimś kretyńskim lordem! Zresztą co za różnica, przecież to on nim jest, nie ja.

    – A to jakaś różnica? – warknęłam na niego. – Zresztą nawet nie zapytałeś jak się nazywam. Sam jesteś sobie winien.

    – Zrobiłaś to z premedytacją – powiedział cicho, nie patrząc mi w oczy.

    – Martin, o co ci do cholery chodzi?! – zapytałam gniewnie. – Czy to naprawdę aż tyle dla ciebie znaczy? Mój ojciec nie żyje, a ja nigdy w życiu nie widziałam nawet swojego wuja na oczy! Jego tytuły mnie nie dotyczą.

    Gwałtownie chwycił mnie za rękę. Jego spojrzenie nie było chłodne. Było lodowato zimne.

    – Dotyczą bardziej niż myślisz – warknął.

    – Martin, proszę cię, to boli – szepnęłam, próbując zabrać dłoń. 

    W oczach zalśniły mi łzy. Czemu zawsze, wszystko musi się w jakiś paskudny, idiotyczny sposób schrzanić?! Chłopak puścił moją rękę.

    – Przepraszam – powiedział cicho. Położył głowę na oparciu kanapy. – Muszę sobie to wszystko poukładać. Jeżeli się spakujesz, to odwiozę cię do domu – mruknął. – I tak nie możemy tu zostać, skoro Eric tu jest.

    Spojrzałam na niego niedowierzająco. Wstałam z kanapy i z deszczem spływających po policzkach łez, zniknęłam za drzwiami sypialni.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Usiadłam na podłodze. Skuliłam się pod ścianą. Oplotłam ramionami kolana. Na dworze padało, więc po prawie dwugodzinnej jeździe na motorze, miałam zupełnie przemoczone spodnie. W obecności Martina, z całej siły walczyłam ze swoimi łzami, ale teraz coś we mnie pękło i po prostu pozwoliłam im płynąć. W końcu, po kwadransie takiego bezsensownego siedzenia wstałam, przeszłam przez niewielki pokój, który na co dzień dzieliłam z Martą i wyjrzałam przez okno. Zamrugałam z niedowierzaniem. Na niewielkim podjeździe w dalszym ciągu stał wiśniowy motocykl. Martin chodził niespokojnie wzdłuż płotu. Z wściekłością godną lepszej sprawy, z całej siły kopnął jakiś leżący na ziemi kamień. Z nieba lały się strugi deszczu. Decyzją chwili otworzyłam drzwi i zbiegłam po schodach na sam dół. Bez kurtki, tylko w przemoczonych spodniach i względnie suchej koszulce, wyszłam przed kamienicę. Martin odwrócił się w moją stronę, spojrzał zaskoczony. Jego niebieskie oczy zapłonęły.

    – Zwariowałaś?! – warknął. 

    Przyskoczył do mnie wpychając z powrotem do kamienicy. On także był cały przemoczony.

    – Czemu tu stoisz? Dlaczego nie pojechałeś do domu? – zapytałam. – Przeziębisz się.

    Właściwie nie zdając sobie z tego sprawy, wzięłam go za rękę i pociągnęłam na górę. Szedł posłusznie za mną. 

    – Nie mogłem – powiedział cicho, spuszczając wzrok.

    W pokoju zdjęłam z niego ociekającą wodą kurtkę. Uśmiechnął się do mnie ponuro. Zsunął z nóg wysokie, motocyklowe buty. Sama drżałam z zimna. Przez tą potworną ulewę, majowa noc stała się naprawdę chłodna. Decyzją chwili zgasiłam światło, rozebrałam się do bielizny i wśliznęłam pod ciepłą kołdrę. To było zaproszenie, a on zrobi z nim co będzie chciał. Chłopak stał przez chwilę przy drzwiach, najwyraźniej zastanawiając się co powinien zrobić, potem jednak usłyszałam jak na ziemię opadają jego spodnie. Podszedł do łóżka i położył się obok. Objął mnie ramionami, delikatnie unosząc moją głowę. Wtulił twarz w moje włosy. 

    – Mokre – mruknął rozbrajająco. 

    Roześmiałam się poprzez łzy, które na nowo zaczęły płynąć. Wtuliłam się plecami w jego tors, kradnąc ciepło z jego odsłoniętego ciała. Zauważył, że płaczę. Obejmującą moje ramiona ręką, sięgnął ku wilgotnym policzkom. Delikatnie otarł mi z twarzy łzy.

    – Czemu tak się przejmujesz moim wujem? – zapytałam cichutko, wiedząc, że jeżeli nie będzie miał ochoty odpowiedzieć, to znowu wszystko się schrzani. – Naprawdę tyle dla ciebie znaczą jakieś pieprzone tytuły?

    Przygarnął mnie do siebie mocniej, otoczył ramionami, jakby chciał ukryć przed cały światem. Kiedy myślałam, że już nic nie powie, on w końcu się odezwał.

    – Masz rację – powiedział cicho – mam w dupie wszystkie tytuły świata – przyznał. – Ta wiadomość tak mnie dotknęła, ponieważ przyjaźniłem się z synem Duncana Merowing, Robertem i jak się okazuje, twoim kuzynem. Jeździliśmy razem. Zabił się na motorze. Nie chciał rozjechać jakiegoś cholernego psa i wjechał w drzewo. Byłem przy tym.

    Nie wiedziałam co powiedzieć. Odwróciłam się w jego stronę. Wtuliłam się w jego ramiona, jak najbardziej się dało, pragnąc tylko tego, by być przy nim. Jak najbliżej.

    – Nie miałam pojęcia – przyznałam stłumionym od łkania głosem.

    – Wiem – szepnął. – Czasem po prostu nie myślę. Jesteś taka inna od wszystkich dziewczyn, które do tej pory znałem… Przepraszam, że przeze mnie płakałaś. 

    – Ty myślałeś, że ja… – zaczęłam niedowierzająco, a ta wredność i złośliwość o które mnie podejrzewał, nie mieściły mi się w głowie.

    – Nie wiem co myślałem – przerwał mi gwałtownie. – Twoje nazwisko wychodzące z ust Erica, było dla mnie po prostu jak zimny prysznic. I cokolwiek bym wtedy nie pomyślał, wiem, że się pomyliłem.  

    Zdałam sobie sprawę, jak trudno jest Martinowi przyznać się do błędu. Najwyraźniej nie był do tego przyzwyczajony, a przy mnie i tak ciągle to robił. Postanowiłam zmienić temat. Podniosłam na niego wzrok.

    – Martin, skoro nie mogliśmy zostać nad morzem, to może zostaniesz tutaj? – zaproponowałam niepewnie. – Skoro Marty i tak nie będzie…

    W półmroku, który rozświetlało jedynie światło stojących za oknem latarni, zobaczyłam jak kąciki jego ust unoszą się do góry w niewielkim uśmiechu. W jednej chwili przewrócił mnie na plecy. Znalazł się nade mną. 

    – Jeżeli tego chcesz – mruknął z ustami tuż przy moim uchu.

    Potem mnie pocałował. Tym razem starał się być delikatny i czuły, ale w jego pocałunku i tak była ta cudowna pasja i pragnienie. Oplotłam ramionami jego szyję. Przeczesałam palcami ciągle mokre, ciemne włosy. Przymknęłam oczy, niecierpliwie czekając na więcej.

    Note