Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Zalogowałam się na Facebooka. Niedługo miałam odwiedzić moje rodzinne miasto i fajnie byłoby spotkać starych znajomych. Nie widzieliśmy się od zakończenia szkoły. Właściwie rzadko kiedy bywałam w domu. Nikt tam specjalnie za mną nie tęsknił, ale przecież czasem trzeba było… Okazało się, że niemal wszyscy powyjeżdżali i zapowiadały się bardzo samotne wakacje. Jedynie od czasu do czasu być może uda mi się spotkać z przyjacielem jeszcze ze szkoły podstawowej, Łukaszem. Przynajmniej on zawsze tam był. Teraz jednak czułam radosne podekscytowanie. Od dwóch miesięcy rozmawiałam z chłopakiem, którego poznałam w założonej przez Łukasza grupie. Pojawiał się codziennie, a ja coraz bardziej nie mogłam się doczekać naszych dyskusji. Rozmawialiśmy o wszystkim – o książkach, muzyce, filmach, aż wreszcie doszliśmy do naszego życia. Nie wymienialiśmy się zdjęciami, nie planowaliśmy żadnych spotkań, to była przyjaźń czysto internetowa, a jednak… Nie wyobrażałam sobie dnia spędzonego bez rozmów z Denisem.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Siedziałam w pubie i myślałam, że umrę z nudów. Znajomi Łukasza żyli w dość zamkniętym gronie, mieli własne tematy i ciężko się było do nich dopasować. Nie odtrącali mnie w żaden sposób, ale po prostu sama czułam, że do nich nie pasuję. Przyjaciel podsunął mi kolejne piwo i zapytał czy się dobrze bawię, a ja oczywiście potwierdziłam, bo co innego miałam zrobić? Wtedy powstało zamieszanie. Wszyscy witali się z nowoprzybyłym chłopakiem. Miał ciemne, nieco przydługie włosy i szczupłą sylwetkę. Nosił grafitowe dżinsy i czarną koszulkę bez nadruku. Poczułam w brzuchu stado wściekłych motyli, kiedy podał mi rękę i przedstawił się jako Denis. Uśmiechnął się i usiadł w pewnym oddaleniu, nie dając w żaden sposób po sobie poznać, że wie, kim jestem. Usilnie karciłam się w duchu, żeby się na niego nie gapić. To było niesprawiedliwe! Nie dość, że cudownie się z nim rozmawiało, to jeszcze musiał okazać się piekielnie przystojny. Wysoki, dobrze zbudowany, o szarych, hipnotyzujących oczach. Nie łudziłam się. Nie oczekiwałam zbyt wiele, ale mógłby do licha zamienić ze mną chociaż dwa słowa! Chyba, że rzeczywiście nie zdawał sobie sprawy z tego, że to ja jestem osobą, z którą rozmawiał dzień w dzień przez Internet… albo, co gorsza, nie miało to dla niego najmniejszego znaczenia. Dzieląca nas para wstała, wychodzili. Ja również chciałam wyjść, wiedziałam jednak, że Łukasz będzie czuł się w obowiązku odprowadzić mnie do domu, a nie chciałam psuć mu zabawy. On czuł się tutaj świetnie. Ku mojemu zdumieniu, Denis przysunął się bliżej, zajmując ich miejsce. Teraz siedział bezpośrednio koło mnie.

    – Andżelika – mruknął tuż przy moim uchu – przyjemnie jest wypowiedzieć twoje imię na głos. Wiedziałem, że tu będziesz, dlatego przyszedłem – oznajmił z zawadiackim uśmiechem. – Liczę na to, że nie masz mi za złe, że chciałem cię poznać.

    Przecząco pokręciłam głową, mając nadzieję, że się nie rumienię. 

    – Myślałam, że nie wiesz, że to ja – przyznałam cicho.

    Roześmiał się. Miał przyjemny śmiech. Poczułam jak jego ciepła, duża dłoń nakrywa moją, leżącą na kanapie. Patrzył mi w oczy. Poczułam przyjemne drżenie.

    – Przejdziemy się? – zaproponował z nutką nadziei w głosie.

    Dopiłam piwo. Wstaliśmy od stolika. Szepnęłam Łukaszowi, że niedługo wracam. Wyszliśmy. Denis nie puszczał mojej ręki, a ja wcale nie chciałam mu jej zabierać. Podczas spaceru nad rzekę bez przerwy żartowaliśmy, przekomarzając się. Na moście mnie przytulił. Był cudowny, był moją bratnią duszą. Kiedy mnie pocałował, poczułam się jak w bajce. Gorliwie odwzajemniałam jego pełne pasji pocałunki. Jego dotyk wywoływał na moim ciele przyjemne dreszcze. To było jak marzenie, które się spełniało. Kiedy na chwilę przerwaliśmy, poczułam jak kręci mi się w głowie. Przecież nie mogłam wypić aż tak dużo… Przytrzymał mnie mocniej. 

    – Przykro mi, maleńka – mruknął, kiedy osunęłam się w ciemność.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Obudziłam się. Bolała mnie głowa. Poczułam, że mam związane ręce. W ustach miałam jakąś szmatę. Nie wiedziałam gdzie jestem, ale leżałam na dość twardym materacu. Czułam strach i dezorientację. Otworzyłam oczy. Oprócz Denisa, w pomieszczeniu był jeszcze szeroki w ramionach blondyn i smukła, śliczna dziewczyna. Chłopak roześmiał się nieprzyjemnie.

     – To było aż nazbyt proste – stwierdził. – Jest tak zadufana w sobie, że nie miała żadnych podejrzeń co do tego, czemu się nią interesuję.

    Bałam się głośniej odetchnąć. Mówili o mnie. Nie miałam podejrzeń? W oczach zbierały mi się łzy. To było dla mnie niesamowite, nierealne i cudowne. Jaka ja byłam głupia. Jak mogłam chociaż przez chwilę sądzić, że on… że naprawdę mnie lubi. Czego ode mnie chcieli? Dziewczyna wzruszyła ramionami.

    – Jest taka sama jak on. Przynajmniej wiemy, że się nie pomyliliśmy.

    – Tego jestem pewien – oznajmił Denis. – Jest bystra i dość inteligentna. Idealnie wrodziła się w ojca – przyznał niechętnie.

    Ojca? To jakaś pomyłka. Nie znałam swojego ojca. Odszedł od mamy jeszcze przed moim urodzeniem. Czego oni ode mnie chcą?

    – Nie jest też brzydka – stwierdził obojętnie blondyn.

    Taaak, to było najlepsze co można o mnie powiedzieć. Nie jestem brzydka. Dzięki nieznajomy porywaczu.

    – Ładniejsza ode mnie? – zatrzepotała rzęsami stojąca przy nich piękność.

    – Żadna nie jest ładniejsza od ciebie, Lili – stwierdził nieco rozbawiony Denis, przyciągając ją do siebie tak, że zetknęli się biodrami.

    – Hej! – zaprotestował natychmiast blondyn. On nie był rozbawiony. Wyglądał na rozwścieczonego. Wepchnął się między nich, rozdzielając parę. – Odczep się od mojej dziewczyny! – zażądał.

    Policzki dziewczyny zaróżowiły się uroczo. Przytuliła się do blondyna, który objął ją zaborczo. Denis uśmiechnął się do niego drwiąco, a ja byłam przekonana, że chciał mu zrobić na złość. 

    – Ty pilnujesz jej pierwszy – oznajmiła Lili Denisowi, wyciągając czerwonego na twarzy chłopaka za drzwi.

    – Pewnie – odkrzyknął jeszcze zadowolony z siebie Denis – Michał niech skupi się lepiej na pilnowaniu ciebie, bo ktoś jeszcze cię mu ukradnie.

    Wyczułam w odpowiedzi złośliwość, zupełnie jakby wcale nie mówił do niej. Nie było to również przekomarzanie. Oni wyraźnie się nie lubili. Czy chodziło właśnie o dziewczynę zwaną Lili? Poczułam irracjonalną zazdrość. Tak na dobrą sprawę, Denis przecież nigdy nie był mój. Przez cały czas po prostu oszukiwał.

    – Skoro już nie śpisz – niedbale położył się obok mnie, a ja wzdrygnęłam się, nie mając pojęcia, że to zauważył. – to może porozmawiamy. Albo porobimy coś innego – zamruczał, przysuwając się bliżej.

    Dotknął mojej twarzy, a ja odsunęłam się na tyle, na ile pozwalały mi więzy. Skrępowane ręce zdrętwiały i teraz boleśnie dawały o sobie znać. Chłopak przysunął się do mnie. Wyjął z moich ust nieprzyjemny knebel. Odwróciłam głowę, kiedy próbował mnie pocałować. Jak on w ogóle mógł mi się podobać?!

    – Wczoraj wieczorem jeszcze ci się podobało – zakpił.

    – Wtedy nie wiedziałam jaką parszywą szują jesteś – odgryzłam się.

    Roześmiał się. Przytrzymał mnie tak, że nie mogłam się teraz odwrócić. Poczułam jego usta na swoich ustach. Z całej siły uderzyłam kolanem w jego kroczę. Zawył wściekle, odsuwając się ode mnie. Wyglądał tak, jakby chciał mnie uderzyć. Byłam pewna, że to zrobi. Jego oczy stały się lodowato zimne. Znowu położył się obok mnie, tym razem jednak blokując moje nogi, między swoimi udami i przyciskając je mocno do materaca. 

    – Drapieżna z ciebie kotka – oznajmił ponownie rozbawiony.

    Tym razem zmusił mnie do pocałunku, a jego ręka powędrowała pod moja bluzkę. Próbowałam się wyrwać. Na próżno.

    – Ej, zostaw ją! – usłyszałam nad nami stanowczy głos Michała. 

    Denis roześmiał się, ale puścił mnie i wstał.

    – Bo co mi zrobisz? – syknął popychając chłopaka, tak, że tamten zachwiał się niebezpiecznie. – Lepiej znikaj do swojej lalki – zadrwił.

    – Nie! – oznajmił twardo Michał. – Teraz ja zostanę z nią.

    Denis spojrzał na niego wrogo, ale wzruszył tylko ramionami.

    – Jak sobie chcesz – oznajmił lekceważąco i nieśpiesznym krokiem wyszedł z pokoju.

    Michał przez chwilę ponurym wzrokiem wpatrywał się w drzwi.

    – Nic ci nie zrobił? – zapytał siadając obok mnie na łóżku.

    – Nie – wydusiłam z siebie, ciągle przestraszona. – Czemu tu jestem? Czego ode mnie chcecie?

    Uśmiechnął się nieco smutno.

    – Wszystko w swoim czasie. Na razie cię rozwiążę – zaproponował – i będziesz mogła wziąć prysznic i coś zjeść, a Lili przygotuje ci jakieś ciuchy na zmianę. Jesteś naszą kartą przetargową – wyjaśnił. – Nie bój się, nie zrobimy ci krzywdy. Denisowi też na to nie pozwolę.

    Spojrzałam na niego sceptycznie, a on zabrał się do przecinania drażniącego moje nadgarstki sznura.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Z góry, na moje plecy, opadały ciepłe strugi wody, łagodząc ból odrętwiałych mięśni. Nie miałam pojęcia dlaczego tu jestem ani co tutaj robię. Zastanawiałam się czy ktokolwiek będzie się o mnie martwił. Starannie spłukiwałam z siebie pianę z mydła o zapachu bzu. 

    – Nie wchodź tam! – usłyszałam ostry głos Michała.

    – Zwariowałeś?! – warczał Denis. – Czemu zostawiłeś ją samą?!

    – Przecież nie ucieknie – zirytował się Michał. – Tam nie ma ani jednego okna.

    Zakręciłam wodę. Chwyciłam ręcznik i owinęłam się nim dokładnie. Wyszłam spod prysznica, pragnąc jak najszybciej wciągnąć na siebie ubranie. Zalała mnie fala paniki.

    – Nie przyszło ci do głowy kretynie, że może na przykład popełnić samobójstwo?! Nie wolno jej spuszczać z oczu – oznajmił chłopak, gwałtownie otwierając drzwi.

    Denis wszedł do środka, a po chwili namysłu zatrzasnął drzwi przed twarzą zaskoczonego Michała. Zbliżył się do mnie, a ja odruchowo cofnęłam się pod ścianę. 

    – Czego chcesz? – zapytałam zbierając w sobie resztkę odwagi.

    W jego szarych oczach widziałam arogancję i okrutną drwinę. Oparł ręce o kremowe kafelki, po obu stronach mojego przylegającego do ściany ciała. 

    – Chcę, żebyś się mnie bała – stwierdził, nie kryjąc rozbawienia. 

    Po raz setny zadałam sobie pytanie, jak mogłam się w nim tak bardzo zauroczyć. Był skończonym dupkiem! Jego dłonie sięgnęły do mojego ręcznika.

    – Zostaw mnie! – rozkazałam, nie potrafiąc powstrzymać drżenia głosu.

    Drzwi się otworzyły, ale tym razem to Lili w nich stała.

    – Daj jej spokój – powiedziała chłodnym tonem.

    – A co, jesteś zazdrosna? – odwrócił się w jej stronę z szelmowskim uśmiechem.

    Jej oczy przez chwilę błyszczały, ale potem spuściła wzrok.

    – Chodź, mamy w tej chwili ważniejsze rzeczy do roboty – mruknęła, wychodząc z pomieszczenia.

    Denis obrzucił mnie jeszcze jednym, przeciągłym spojrzeniem, a potem podążył w ślad za dziewczyną. Moje serce biło jak oszalałe. Drżącymi dłońmi wciągnęłam ubranie na ciągle wilgotną skórę, a potem weszłam do pokoju, by napotkać ponury, nieszczęśliwy wzrok, siedzącego na kanapie Michała.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Siedziałam skulona w brązowym fotelu, w rogu pokoju. Michał przyniósł mi herbatę i coś do jedzenia, a potem zostawił w spokoju. Siedział z laptopem i nie zwracał na mnie specjalnej uwagi. Byłam mu za to naprawdę wdzięczna. Po chwili do pokoju wrócili Lili i Denis. Mieli ze sobą jakiegoś chłopaka, oceniłam, że musi być w moim wieku. Brązowe, opadające na oczy włosy, zlepione miał zaschniętą krwią i potem. Ledwo trzymał się na nogach. Ręce miał związane za plecami i to tak mocno, że widać było ślady krwi. Michał spojrzał zainteresowany. Wstał.

    – Po co go tu przyprowadziliście? – zapytał.

    – Nie sądzisz, że już czas działać? – zwróciła się do niego Lili, a Denis posłał mu drwiący uśmiech.

    – Być może – przyznał Michał – ale to niespecjalnie rozsądne.

    Denis brutalnie pchnął chłopaka na podłogę. Postawił na jego plecach obutą stopę. 

    – A co może nam zrobić? Mamy jego i dziewczynę. Wszystko idzie zgodnie z planem.

    Posadzili go na podłodze, a ja przyglądałam się wstrząśnięta jego posiniaczonej twarzy. Dalej nie miałam pojęcia dlaczego mnie porwali. Przecież moja rodzina nie miała żadnych pieniędzy ani powiązań. Chociaż niewiele wiedziałam o moim ojcu, ale skoro zostawił mnie dziewiętnaście lat temu, to i teraz im nic z mojej osoby nie przyjdzie. Lili uśmiechnęła się uroczo i niewinnie.

    – Teraz moja kolej, żeby go przepytać – z nadzieją spojrzała na Denisa, a on obojętnie wzruszył ramionami.

    Ponownie wyszli z pokoju, zostawiając nas z Michałem. Blondyn wyglądał na niezadowolonego. Ukucnął przy chłopaku.

    – No Gabriel, czemu po prostu nie możesz dać nam tego, czego chcemy? Byłoby znacznie prościej.

    Siedzący na podłodze chłopak obrzucił go ponurym spojrzeniem.

    – Żeby potem Denis mógł spokojnie czerpać przyjemność z poderżnięcia mi gardła? – zakpił. – Idź do diabła – mruknął, opierając głowę o ścianę. – Wszyscy już dawno powinniście tam trafić.

    Michał westchnął i wstał. Przeniósł na mnie spojrzenie jasnych oczu.

    – Nakarmisz go? – zapytał i nie był to rozkaz, a prośba.

    Zerknęłam na chłopaka, który z trudem przełknął ślinę. Patrzył na nas z wyraźną nadzieją. Niepewnie skinęłam głową, a Michał wskazał mi tacę. Podeszłam do Gabriela z miską. Wyraźnie widziałam teraz jego opaloną twarzy i ładne, okolone ciemnymi rzęsami oczy. Mimo głodnego spojrzenia, przecząco pokręcił głową.

    – Nie jem mięsa – szepnął niemal błagalnie.

    – To tylko kasza – odpowiedziałam mu, uśmiechając się niepewnie.

    Przez chwilę przyglądał mi się uważnie, a potem skinął głową. Wyciągnęłam w jego stronę łyżkę. Jadł łapczywie, niecierpliwie czekając na każdy kolejny kęs. Musiał być bardzo głodny. W pewnym momencie poczułam, jak ktoś szarpnął mnie do góry, podnosząc z podłogi. Miska wyleciała mi z rąk, a łyżka odtoczyła się kawałek po dywanie. Napotkałam wściekłe spojrzenie Denisa.

    – Kto ci pozwolił go karmić? – warknął.

    – Ja jej kazałem – uspokajająco odezwał się ze swojego miejsca Michał. 

    – Szkoda marnować jedzenie na tego psa – mruknął, przyciągając mnie do siebie i obejmując w talii rękami.

    Szarpnęłam się czym sprawiłam mu wyraźną przyjemność.

    – Chodź, posiedzisz teraz ze mną – zarządził, ciągnąc mnie za sobą na kanapę. 

    Usiadłam przy nim, drżąc z bezsilności i strachu, a on objął mnie ramieniem. Włączył wiszący na ścianie, płaski telewizor i obojętnie wpatrywał się w jakiś film akcji z Seanem Connerym. W duchu tylko błagałam, żeby już więcej mnie nie dotykał.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Lili krzątała się po pokoju, zapalając niewielkie świeczki. Chodziła przed nosem to Michałowi to Denisowi i wydawało mi się, że bardzo stara się zwrócić na siebie ich uwagę. Bezskutecznie. Michała zupełnie pochłonął komputer, a Denis, kiedy skończył się film, po prostu wyszedł z pokoju. Po chwili namysłu, Lili wyszła za nim. Poczułam na sobie czyjś intensywny wzrok. Zwróciłam uwagę, na ciągle siedzącego w tym samym miejscu, na podłodze, chłopaka. Gabriel znacząco spojrzał na zapachową świeczkę, którą zapaliła Lili. Musiałam wyglądać na przerażoną, gdyż jego twarz wyrażała nieme błaganie. Wiedziałam czego ode mnie oczekuje, a jednocześnie nie chciałam tego zrobić, wiedząc, że w ten sposób go zwyczajnie poparzę. W orzechowych oczach chłopaka lśniła desperacja. Przypomniałam sobie, jak traktuje go Denis. Nie, poparzenia z pewnością nie będą gorsze. Na chwilę weszłam do łazienki, a potem wróciłam. Ukradkiem podniosłam świeczkę ze stolika i wsunęłam ją za plecy Gabriela, a potem wróciłam na kanapę. Miałam tylko nadzieję, że chłopak naprawdę ma jakiś plan. Michał nie zwrócił na mnie uwagi, nie odrywając wzroku od komputera. Poczułam wyrzuty sumienia, kiedy ujrzałam wykrzywioną bólem twarz Gabriela. Do pokoju wróciła Lili. W dłoniach trzymała szpicrutę. Podeszła do więźnia, zamachnęła się i uderzyła go w twarz. Na jego policzku pojawiła się brzydka pręga, ale jedynie zachłysnął się powietrzem, nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Skuliłam się jeszcze bardziej, odwracając wzrok.

    – Teraz moja kolej, żeby z tobą porozmawiać – dziewczyna uśmiechnęła się do niego nieprzyjemnie.

    Zamachnęła się jeszcze raz, ale w tym samym momencie Gabriel oswobodził ręce. Zobaczyłam jego poparzone nadgarstki i dłonie. Nie wiedziałam co chce zrobić. Był wzrostu Michała, ale znacznie szczuplejszy od niego. Do wysokiego, szerokiego w ramionach Denisa, w ogóle nie miał żadnego porównania. Chłopak wykonał nic nie znaczący gest i jakaś niespodziewana siła rzuciła Lili o podłogę. Michał zerwał się z kanapy i przyskoczył do niego, ale Gabriel już zdążył się odwrócić. Usłyszałam dziwny dźwięk, a blondyn osunął się na podłogę. Chłopak zerwał się z podłogi. 

    – Chodź, szybko – rzucił w moim kierunku. – Z Denisem nie pójdzie tak łatwo.

    Zerwałam się z kanapy. Minęliśmy drzwi i zbiegliśmy w szalonym tempie po schodach. Przed drewnianym domem stały uwiązane konie, nie było żadnych samochodów. 

    – Jeździsz? – zapytał mnie ponaglająco.

    – Nie – szepnęłam przerażona, starając się nie zastanawiać nad tym, co wydarzyło się w środku.

    Westchnął.

    – Chodź – wskoczył na nieosiodłanego wierzchowca, którego przed chwilą odwiązał od barierki i wyciągnął do mnie dłoń. Chwyciłam jego poparzoną w kilku miejscach rękę. Podciągnął mnie do siebie na górę. Usiadłam za nim, obejmując go w pasie. – Trzymaj się mocno – rozkazał, a potem zmusił konia, by rzucił się przed siebie w pełnym galopie.

    Objęłam go jeszcze mocniej, bojąc się, że za chwilę zsunę się z grzbietu wierzchowca. Wjechaliśmy do lasu. Gabriel zwolnił, dopiero gdy zniknęliśmy między drzewami, ale ten chód konia był jeszcze mniej przyjemny. Koń poruszał się, niemal boleśnie wybijając mnie w górę. Jęknęłam cicho. Gabriel odwrócił się. Uśmiechnął się do mnie łagodnie.

    – Powinnaś unosić się wtedy, kiedy koń podnosi prawą nogę – wyjaśnił – mniej więcej co drugie odbicie.

    – Dzięki – prychnęłam.

    Roześmiał się, a był to śmiech pełen ulgi, którą najwyraźniej przyniósł mu fakt, że się stamtąd wydostaliśmy. Zwolniliśmy jeszcze bardziej i teraz koń szedł szybkim stępem. 

    – W tym tempie dotrzemy na miejsce za dwa dni – westchnął ponuro. – Nie mówiąc już, że bez problemu nas dogonią.

    To co powiedział mnie zaniepokoiło.

    – Dokąd jedziemy? Chcę wrócić do domu! – zażądałam.

    Ponownie się odwrócił i spojrzał mi w oczy. 

    – Posłuchaj, rozumiem – powiedział poważnie – ale sądzę, że lepiej będzie jeżeli najpierw spotkamy się z moim ojcem – wyjaśnił. – Skoro złapali cię raz, to uda im się i drugi, a nie odpuszczą. Nie wydaje mi się, żebyś w domu była bezpieczna.

    Przymknęłam oczy. Gabriel mówił rozsądnie, ale ja w dalszym ciągu nie miałam pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Zatrzymaliśmy się dopiero, gdy zrobiło się zupełnie ciemno. Chłopak odwiązał sznurek od kantara i wypuścił konia. Spojrzałam na niego zaskoczona. Nie byłam znawczynią, ale logicznie myśląc, spodziewałabym się, że zwierzę wróci do swojej stajni.

    – Nie ucieknie? – zapytałam.

    Usłyszałam jego przyjemny śmiech.

    – Nie – obiecał. – Wróci, kiedy go zawołam. 

    Był taki pewny siebie, że uwierzyłam mu na słowo. W ogóle, irracjonalnie, czułam do niego zaufanie. Po męczącej jeździe odczuwałam zmęczenie. Teraz, kiedy nie grzało mnie końskie ciepło i plecy Gabriela, zaczęło mi być również zimno. Popielaty, za duży na mnie dres, który dostałam od Lili, nie był wystarczającą ochroną przed chłodem nocy. Noc w lesie nie była czymś, na co mogłabym mieć ochotę.

    – Co teraz? – zapytałam niepewnie.

    – Chodź – mruknął chłopak, prowadząc mnie w stronę rozłożystego drzewa. 

    Przypominało nieco sosnę, tylko pień miało znacznie szerszy, a gałęzie sięgały do samej ziemi, tworząc pod spodem rozłożysty namiot. Gabriel odgarnął gałęzie i schowaliśmy się do środka. Ziemię pokrywał miękki, suchy mech. Usiadłam na nim, w dalszym ciągu trzęsąc się z zimna. Zauważył to. 

    – Przykro mi, ale nie możemy rozpalić ogniska, bo wtedy od razu nas znajdą – przeprosił.

    Skinęłam głową, nie będąc pewna czy w ogóle to zobaczy.

    – Musisz się trochę przespać, ponieważ na miejsce dotrzemy dopiero jutro po zachodzie słońca – przekonywał cichym, łagodnym głosem. – Spróbuję trochę rozgrzać powietrze, ale nie wiem na ile starczy mi siły – wyjaśnił.

    – Jak to rozgrzać? – zdziwiłam się, starając się dostrzec cokolwiek w mroku.

    Nie odpowiedział, ale poczułam na skórze przyjemny, ciepły podmuch. Chłopak położył się na mchu, więc ja również zajęłam miejsce obok niego. Przez chwilę milczeliśmy, przypatrując się sobie nawzajem.

    – Jak ci na imię? – to on w końcu przerwał ciszę.

    – Ewelina – mruknęłam – Eve – poprawiłam cicho.

    – Eve, ładnie – stwierdził. – Ja jestem Gabriel, Gabriel Revis – przedstawił się uprzejmie.

    – To nie jest polskie nazwisko – rzuciłam pierwszą myśl, jaka przyszła mi do głowy.

    – Nie – przyznał, a jego głos był odrobinę rozbawiony – nie jest polskie. 

    – Więc skąd pochodzisz? – dociekałam.

    – Jeżeli naprawdę nie wiesz, to lepiej, żeby wytłumaczył ci to mój ojciec. Ja… nie sądzę, żebym potrafił – westchnął.

    Poczułam się nieco urażona, ale milczałam. Wtedy on znowu przerwał ciszę.

    – Eve, czy w twoim życiu nie ma magii? Wydajesz się być zdziwiona jej istnieniem.

    Cudownie! Więc właśnie udało mu się nazwać moje przywidzenia po imieniu. Albo to ja wariowałam, albo on.

    – Przecież coś takiego nie istnieje… – mruknęłam.

    Roześmiał się. Zdążyłam polubić już jego śmiech.

    – Ilu potrzebujesz jeszcze dowodów? – odwrócił się na plecy. Wpatrywał się w roznoszące cudowny zapach, pokryte grubym płaszczem z igieł gałęzie. – Nawet nie będę pytał, bo pewnie nie masz pojęcia, dlaczego cię porwali – westchnął.

    – A ciebie? Dlaczego się tam znalazłeś?

    Byłam pewna, że nie odpowie, uznając pytanie za groźne lub zwyczajnie wścibskie. Zaskoczył mnie jednak i tym razem.

    – Chodzi o mojego ojca. Był ich mistrzem. Okradli go, a on ich ukarał. Teraz, szukają sposobu, żeby go przekonać, do ściągnięcia z nich kary. Naprawdę  nie wiem, co ty masz z tym wspólnego – odezwał się smutno. – Eve, prześpijmy się, dobrze? Jutro czeka nas ciężki dzień.

    – Dobranoc – szepnęłam zamykając oczy.

    – Dobranoc – odpowiedział, przysuwając się do mnie bliżej i obejmując mnie ramieniem.

    Odsunęłam się od niego gwałtownie, siadając. Mój oddech przyspieszył, a serce zaczęło trzepotać się w piersi.

    – Eve? – zapytał zatroskany. – Nie miałem na myśli nic złego – wyjaśnił łagodnie. – Po prostu kiedy zasnę, zaklęcie zniknie i pomyślałem, że tak będzie nam cieplej…

    Skinęłam głową, nie myśląc o tym, czy zobaczy ten gest w ciemności, a potem ponownie położyłam się na mchu. 

    – Mogę? – zapytał, zamiast przysunąć się do mnie, tym razem czekał na odpowiedź.

    – Tak – wyszeptałam, drżącym głosem.

    Cała zesztywniałam, kiedy znów mnie objął i tym razem walczyłam ze sobą, żeby się nie odsunąć.

    – Skrzywdzili cię? – zapytał cicho. – Czy Denis coś ci zrobił?

    – Nie – wydusiłam z siebie, przypominając sobie, jak było blisko. – Nie zdążył.

    – Dopadnę sukinsyna – warknął Gabriel i pierwszy raz w jego głosie usłyszałam taki ostry ton. – Powinien trafić na szafot.

    Nie odpowiedziałam. Zamknęłam oczy, plecami wtulając się w jego tors. Zasnęłam, starając się o niczym nie myśleć.

    Note