Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    wilcza natura

    Pogoda nie była zbyt piękna, ale Eliza się tym nie przejmowała. Siedziała pośrodku niczego, na otaczającym nieistniejący już pomnik murze. To było jedno z tych uwielbianych przez młodzież miejsc. Mogli tu imprezować dowoli. Krzaki, pola, las i żadnej drogi dojazdowej dla ewentualnych patroli policyjnych. Ona jednak nie przyszła tu się bawić. Mimo chłodnych, jesiennych dni, czytała książkę. Był środek dnia i właściwie powinna teraz być w szkole, ale miała już serdecznie dość lekcji. Dlatego właśnie się z nich urwała. Jednak nie tylko ona jedna wpadła na ten pomysł. Zrobiło się zbyt głośno. Wulgarny język przyciągnął jej uwagę na tyle, że podniosła wzrok znad lektury. Zobaczyła dwóch niechlujnie ubranych chłopaków. Stali po środku kamiennego kręgu. Jak na jej gust znajdowali się zbyt blisko. Jeden z nich zgniótł w rękach pustą puszkę po piwie, a potem cisnął ją w krzaki. Eliza zawahała się. Jeżeli będzie chciała stąd zniknąć, to będzie musiała przejść obok nich. Tu gdzie siedziała murek do skoku był zbyt wysoki. Kiedy rozważała drogę ucieczki, oni ją zauważyli. 

    – O popatrz – ten nieco tęższy szturchnął drugiego, wskazując w kierunku dziewczyny.

    – Na pewno się nudzisz – jego kumpel w lot pojął o co chodzi i zwrócił się bezpośrednio do niej, podchodząc bliżej murku.

    – Nie, właściwie to już szłam – odpowiedziała coraz mocniej wystraszona Eliza.

    – Daj spokój, z nami się nie napiszesz? – roześmiał się ten pierwszy.

    Kiedy ześliznęła się na ziemię, zagrodzili jej drogę. Chciała prześliznąć się między nimi, ale chudszy chwycił ją za ramię. Nagle usłyszeli warczenie. Dziewczyna zamarła, patrząc prosto w szare oczy, stojącego za nimi wilka. Obydwaj się odwrócili. Niczym w filmie – w zwolnionym tempie. Puścili ją i zaczęli się wycofywać, szerokim łukiem omijając warczącego drapieżnika. 

    – Na pewno jest wściekły! – rzucił jeden, zanim zerwali się do ucieczki. 

    Eliza została sama. Tylko ona i wilk. Cofnęła się pod murek, zastanawiając się czy jest sens, żeby się na niego wspinać. To znaczy, jeżeli jej się uda, drapieżnik chyba też będzie potrafił… Wilk jednak przestał warczeć. Jego srebrna sierść przestała być najeżona. Drapieżnik zaskomlał cicho, a potem położył się na ziemi. Wtedy dopiero zobaczyła czerwień wśród srebra. Cały bok zwierzęcia był zakrwawiony. Mimowolnie podeszła do niego. Ukucnęła przy jego pysku, pozwalając by powąchał jej dłonie. To nie mógł być wilk. To na pewno skrzywdzony przez kogoś pies. Chciał jej bronić, bo wyczuł agresję… i alkohol. Zwierzę wysunęło język i polizało jej dłoń.

    – Dasz radę ze mną pójść? – zapytała jak gdyby mógł ją zrozumieć. – Trzeba ci jakoś pomóc.

    Podniósł się chwiejnie. Czekał. Powoli ruszyła, z ulgą stwierdzając, że nie-wilk idzie tuż przy jej boku. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Weterynarz, starszy mężczyzna, który swoją klinikę prowadził w piwnicy własnego domu, wyglądał na nieco przestraszonego. Sceptycznie przyglądał się rannemu zwierzęciu. Eliza znała go bardzo dobrze. Niegdyś był przyjacielem jej matki. Już niejednokrotnie zajmował się rannymi ptaszkami, zaropiałymi kotkami i innymi stworzeniami, które do niego przyniosła. Dlatego teraz, odważnie, ponowiła swoją prośbę.

    – Jestem niemal pewien, że to wilk – stwierdził staruszek, mówiąc tak, jakby sam sobie niedowierzał. – Musi mieć wściekliznę, skoro tak przyjaźnie się zachowuje.

    – Nieprawda! – zaprzeczyła dziewczyna. – To na pewno jakaś mieszanka – oznajmiła stanowczo. Powiedziałaby cokolwiek. Wszystko, byleby tylko się nim zajął. Psem, wilkiem, co za różnica? – Zresztą jest świetnie wyszkolony – dodała po chwili, mając nadzieję, że mówi prawdę. – Proszę zobaczyć…

    Wskazała na stół operacyjny, a wilk posłusznie, ale z trudem, podciągnął się na metalowy mebel. Weterynarz był pod wrażeniem. 

    – Musisz założyć mu kaganiec – oznajmił w dalszym ciągu niezbyt przekonany, podając jej kawałek materiału.

    Nie spodobało jej się to i podejrzewała, że wilkowi również się nie spodoba. Rozumiała jednak lęk weterynarza. W końcu zwierzę będzie prawdopodobnie oszalałe z bólu, jeżeli oczywiście już nie jest… Kiedy do niego podeszła, wilk zaskomlał cicho, ale pozwolił sobie zapiąć kawałek materiału, który szczelnie otoczył mu pysk. Spojrzała na niego przepraszająco. Lekarz zaczął badać, a potem oczyszczać ranę zwierzęcia. Była naprawdę spora, wilk poszarpany miał cały bok. 

    – Ktoś do niego strzelał – stwierdził weterynarz. – Miał szczęście. Ma poszarpane mięśnie, ale pocisk musiał o nie jedynie zadrasnąć i przelecieć obok. Ktoś najwyraźniej wystraszył się wilka…

    – To nie może być wilk – zaoponowała dziewczyna. – Ma szare oczy. 

    Staruszek wzruszył ramionami. 

    – Ktoś jednak uznał go za wilka. Przyznasz sama, że to bardzo łudząco podobna mieszanka. 

    Eliza westchnęła głaszcząc łeb zwierzęcia.

    – Ludzie są głupi – oznajmiła szczerze.

    – Czasami – przyznał weterynarz, opatrując ranę.

    Zwierzę spokojnie, pozwoliło na zajmowanie się sobą, od czasu do czasu jedynie wydając z siebie ciche skomlenie i podnosząc wzrok na dziewczynę. 

    – Co zrobisz z nim, kiedy skończę? – zapytał mężczyzna, zakładając na bok zwierzęcia opatrunek, a potem z wprawą owijając go bandażami.

    Dziewczyna wzruszyła ramionami. Nie zastanawiała się nad tym. 

    – Zabiorę go do domu – oznajmiła pewnie, zdając sobie sprawę, jak czujnie wpatrują się w nią szare, mądre oczy.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Nie miała pojęcia czym mogłaby nakarmić swojego nowego towarzysza. Odpoczywał teraz w jej pokoju na poddaszu. Zaniosła mu miskę z wodą, którą łapczywie wypił. W końcu zdecydowała się na chleb ze smalcem. Na początek musiało wystarczyć. Wzięła kilka, grubo posmarowanych kromek. Wilk zjadł je z apetytem. Potem, przez resztę popołudnia i cały wieczór, milcząco towarzyszył Elizie w odrabianiu lekcji, siedzeniu przed komputerem i czytaniu książki. Kiedy kładła się spać, ułożył się na dywaniku, obok jej łóżka. Dziewczyna zgasiła światło, ale długo nie mogła zasnąć. W pewnym momencie bardziej poczuła niż usłyszała ruch. Wilcza masa futra i mięśni podniosła się ze swojego prowizorycznego posłania i, mimo rany na boku, zgrabnym susem wskoczyła na jej łóżko, układając się na kołdrze, tuż obok niej. Eliza nie zamierzała go wyganiać. Wtuliła się w miękkie futro, zamknęła oczy by wreszcie, jakby uspokojona, zapaść w długo wyczekiwany sen. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Szkoła nie była jej ulubionym miejscem. Eliza miała siedemnaście lat i chodziła do drugiej klasy liceum. Była inteligentna i oczytana. Problem stanowiło to, że nie dogadywała się z nauczycielami. Nie podobało jej się to, że na języku polskim zamiast czytać i omawiać lektury, oglądają filmy. Nie lubiła pana od historii, który uważał ich za matoły i kazał używać podręcznika do szkół zawodowych. Drażniła ją fizyczka, która nie potrafiła rozwiązać samodzielnie żadnego nie podręcznikowego zadania. Z rówieśnikami również się nie dogadywała, ale tutaj problem miał głębszą naturę. Jej mama przyszła na świat w Kirgistanie, jej ojciec był natomiast Polakiem. Stanowiła więc narodowościową mieszankę, a to, z jakiejś przyczyny, było doskonałym powodem do drwin z cichej i nieco zalęknionej dziewczyny. Drobna postać, bardzo jasne, spływające falami włosy, blada cera i niebieskie oczy również wyróżniały ją z tłumu. Na dodatek, kilka lat wcześniej została sierotą. Jej mama umarła gdy była jeszcze mała, ale ojciec zginął całkiem niedawno, w idiotycznym wypadku samochodowym, który nigdy nie powinien się wydarzyć. Ciężarówka zjechała ze swojego pasa, wyjeżdżając mężczyźnie na czołowe zderzenie. Zginął na miejscu, natomiast kierowcy Tira zupełnie nic się nie stało. Teraz w domu mieszkała z  babcią, mamą jej taty, i o dwa lata starszym bratem. W Kirgistanie miała jeszcze dziadka, którego niestety widywała zdecydowanie zbyt rzadko. Zadźwięczał dzwonek. Dziewczyna z ulgą wrzuciła do plecaka swoje książki. Ostatnia lekcja. Nareszcie była wolna. Przemknęła się bocznym korytarzem i wybiegła z budynku jeszcze przed całym tłumem uczniów, który za chwilę podąży w jej ślady. Wilk czekał na nią tam gdzie zwykle. Robił tak już od tygodnia. Pogłaskała jego pysk. Podrapała za uszami. Ruszyli, by wspólnie, krok w krok, wrócić do domu. Nie miała pojęcia co drapieżnik robił całymi dniami, ale kiedy kończyła lekcje, zawsze tu był. Dzięki niemu, jego obecności, czuła się znacznie mniej samotna. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Obiady były dwa. Jeden dla Elizy, drugi dla jej wilka. Babcia szybko przyzwyczaiła się do nowego domownika, a Jarka i tak prawie wcale nie było w domu, nikt więc nie zamierzał pytać go o zdanie. Rana na ciele zwierzęcia goiła się nadzwyczaj szybko, co bardzo zaskoczyło, ale i ucieszyło weterynarza, który bądź co bądź kochał wszystkie stworzenia. Po obiedzie pozbierała i umyła naczynia, a potem ruszyła po schodach. Na górze zatrzymała się zaskoczona. Jej brat cofał się powoli przed warczącym wilkiem, który zawzięcie bronił drzwi do jej pokoju.

    – Zabierz to coś! – odezwał się do niej rozkazująco.

    Dziewczyna natychmiast odzyskała rezon. Mogła być nieśmiała, ale z pewnością nie w stosunku do swojego denerwującego brata.

    – Nie ma sprawy – oznajmiła spokojnie – pod warunkiem, że powiesz mi czego u mnie szukałeś.

    Jarek spojrzał na nią wrogo. Wilk zawarczał nieco głośniej. 

    – Nie ważne – oznajmił wyraźnie wkurzony i ciągle tyłem wycofał się po schodach. 

    Eliza wzruszyła ramionami.

    – Dzięki – mruknęła do wilka, który natychmiast nadstawił się do pieszczot.

    Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie, stwierdzając, że z pewnością dobrze jest mieć takiego strażnika. Strażnika i przyjaciela, któremu mogła powiedzieć wszystko, nawet to, jak bardzo jej przykro, że musi iść sama na połowinki, ponieważ impreza była organizowana przez szkołę i z jakiejś niezrozumiałej przyczyny obowiązkowa. Albo to, jak bardzo czasami dokuczają jej koleżanki. Już nie czuła się taka zupełnie samotna. Chwila, kiedy go spotkała, zdecydowanie należała do szczęśliwszych w ostatnich kilku miesiącach jej życia. Od czasu, kiedy po raz ostatni widziała dziadka. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Tej nocy bardzo źle spała. Obudziła się nad ranem z koszmarnego snu. Wilk leżał na puchatym dywanie. Wstała z łóżka, wlokąc za sobą kołdrę i ułożyła się obok niego na podłodze. Wtuliła się w miękkie futro, zasypiając uspokojona. Mimo spania na podłodze, rano obudziła się wyjątkowo wyspana. Czuła na karku ciepły oddech. Nie chciało jej się otwierać oczu. Było jej ciepło, wygodnie i przyjemnie. Do tego temu wszystkiemu towarzyszyło przyjemne uczucie bezpieczeństwa i jakiejś dziwnej, intymnej bliskości. Nagle zdała sobie sprawę, że ktoś ją obejmuje w talii. Gwałtownie usiadła. Obok niej leżał chłopak. Na oko dwudziesto-, może dwudziestojednoletni. Jej poruszenie go obudziło. Przerażona odskoczyła pod samą ścianę. Spojrzał na nią pytającym, zaniepokojonym wzrokiem. Był wyraźnie zaspany. Ciemnie, nieco przydługie włosy, opadały mu na czoło, zakrywając szare, poważnie patrzące oczy. Krzyknęła. Chłopak natychmiast znalazł się przy niej, dłonią zatykając jej usta. Zaczął przeklinać. Rozumiała go, ponieważ mówił po rosyjsku. To był jeżyk jej mamy oraz dziadka i znała go doskonale. 

    – Cicho – szepnął kiedy się uspokoił. – Przepraszam, to nie powinno się stać. Po prostu nie krzycz i daj mi się wytłumaczyć.

    Eliza była tak przerażona, że nie wiedziała czy nawet gdyby chciała, byłaby w stanie drugi raz krzyknąć. Skinęła głową, a on ją puścił, ale nie odsunął się od niej.

    – Nie pamiętasz mnie? – spytał z żalem.

    Pamiętasz? Dlaczego miałaby go pamiętać? Przecząco pokręciła głową.

    – Przepraszam… – dodała niepewnie.

    Uśmiechnął się do niej smutno, co natychmiast złagodziło rysy jego twarzy.

    – Kiedy się ostatni raz widzieliśmy, byłaś znacznie młodsza – przyznał cicho – a ja wpakowałem się w tarapaty, z których mnie wyciągnęłaś. 

    Dziewczyna przecząco pokręciła głową, cofnęła się. Ktoś był za drzwiami. Nacisnął klamkę. Eliza spojrzała w tamtą stronę, a gdy wróciła wzrokiem do chłopaka, już go nie było. Na jego miejscu pojawił się znajomy wilk. Do pokoju weszła babcia.

    – Coś się stało kochanie? Czemu krzyczałaś? – zapytała z troską.

    – Przepraszam, miałam zły sen – wydusiła z siebie Eliza, nie spuszczając wzroku z wilka.

    – Na pewno nic ci nie jest? – upewniła się babcia. 

    – Nie, naprawdę – strach w dziewczynie walczył z ciekawością i świadomością, że dziecinne fantazje mogły okazać się prawdą.

    Babcia obdarzyła ją pogodnym uśmiechem.

    – Ubierz się i zejdź na śniadanie, zrobimy cos smacznego, wtedy na pewno zapomnisz o wszystkich paskudnych koszmarach.

    Eliza zmusiła się by odpowiedzieć jej uśmiechem.

    – Dobrze, babciu, zaraz zejdę.

    Kiedy staruszka wyszła, obrzuciła wilka podejrzliwym spojrzeniem. Odsunęła się od niego na bezpieczną odległość, mimo że w dalszym ciągu był to tylko wilk.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Zostali sami. Tylko ona i wilk, a raczej wilk, który nie był wilkiem. Eliza jednak przestała odczuwać strach, tak szybko, jak szybko się pojawił. Przecież gdyby chciał ją skrzywdzić już dawno by to zrobił. 

    – No, dalej – rzuciła w jego stronę nieco poirytowana swoją własną reakcją na jego obecność – miałeś się wytłumaczyć.

    Przemienił się na jej oczach, a potem się roześmiał. Wilk i człowiek przez chwilę stali w tym samym miejscu, by po kilku sekundach drapieżnik zupełnie zniknął, pozostawiając po sobie jedynie chłopaka. 

    – Za to właśnie cię lubię – oznajmił ciągle rozbawiony. – Nad wszystkim natychmiast przechodzisz do porządku dziennego, jak nienaturalne i dziwne by nie było.

    – Lubisz? – spytała zaskoczona.- Przecież w ogóle mnie nie znasz.

    – Nie znam? – odpowiedział pytaniem na pytanie. – Obiecałem ci przecież, że będę cię pilnował i kiedyś odpłacę ci za przysługę. Dlatego to właśnie robiłem. Wielokrotnie. Tyle, że nawet tym razem, to ty bardziej pomogłaś mnie, niż ja tobie.

    Z dołu dobiegło ponaglające wołanie. Dziewczyna uznała, że na pytania będzie czas później.

    – Nie ważne – mruknęła. – Chcę wiedzieć wszystko, dosłownie wszystko – rzuciła mu wyzwanie – ale teraz idziemy na śniadanie.

    Skinął głową, najwyraźniej świetnie się bawił.

    – Myślę, że pójdziemy dzisiaj na długi spacer – oznajmił z szerokim, wilczym uśmiechem.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Szli przez las. Ramię przy ramieniu. On opowiedział jej o Kirgistanie. O tamtejszych lasach i zwierzynie. O polowaniach. O tym, jak na kirgiskich żołnierzy rzucono ponad sto lat temu klątwę, by lepiej mogli bronić swoich ziem. Tamci ludzie już od dawna nie żyli. Etienne, bo tak miał na imię wilk, był już trzecim pokoleniem. 

    – Nie martw się, nie będę ci wiecznie siedział na głowie – oznajmił z przekąsem. – Mam tu swoje mieszkanie. Właściwie całkiem niedaleko ciebie. 

    Mógł przybierać wilczą i ludzką postać na życzenie. Czasami jednak, nie wiadomo z jakiej przyczyny, nie panował jeszcze nad przemianami… To właśnie stąd było to niespodziewane przebudzenie. Zamiast z wilkiem, to z chłopakiem u boku. Eliza zaczerwieniła się na samo wspomnienie ile nocy spędził w jej własnym łóżku.

    – Lubię towarzystwo wilka – wyznała – choć przyznaję, że gdybym wiedziała, sporo rzeczy zachowałabym dla siebie.

    Roześmiał się.

    – Cieszę się, że mi opowiedziałaś o swoich problemach – oznajmił. – Jesteś moją przyjaciółką i jeśli tylko będę mógł, spróbuję ci pomóc.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Mimo że wilk zniknął, brakowało jej go tylko troszeczkę. Teraz, po szkole, a w dni wolne przez cały czas, towarzyszył jej we wszystkim Etienne. Czasami siedzieli u niej w domu, częściej jednak w mieszkaniu, które wynajmował chłopak, ponieważ tam nikt im nigdy nie przeszkadzał. 

    – Czemu jesteś taka nieszczęśliwa? – zapytał na wstępie, kiedy przekroczyła próg jego lokum.

    Postawiła pod ścianą plecak i skuliła się na kanapie.

    – Skąd wiesz? – zapytała podejrzliwie.

    Usiadł po turecku, naprzeciwko niej. Przyglądał jej się uważnie.

    – Wiem. Znam cię.

    Westchnęła. Miał rację.

    – To przez głupią, szkolną imprezę. Połowinki. Wcale nie chcę na nie iść. Nienawidzę tej szkoły! No i nie mam z kim… – dodała niechętnie.

    Wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu.

    – Oczywiście, że masz z kim – zamruczał uwodzicielsko.

    Rzuciła w niego poduszką.

    – Żartujesz, prawda? – spytała nie pozwalając by nadzieja w jej sercu urosła zbyt wysoko.

    Przecząco pokręcił głową. 

    – Pójdę z tobą mała, z prawdziwą przyjemnością – dodał kurtuazyjnie brzmiącym głosem, po którym oberwał kolejnym jaśkiem. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Etienne dotrzymał słowa. Naprawdę chciał z nią iść. Na placu Słowiańskim, pod fontanną, pojawił się idealnie o czasie. Tyle, że ona już czekała na niego, od ponad pół godziny i zdążyła porządnie zmarznąć. Chłopak miał na sobie skórzaną kurtkę i grafitowe dżinsy. Pod kurtką widać było kołnierz czarnej koszuli. 

    – Długo tu stoisz? – zapytał.

    – Nie – skłamała.

    Wziął jej dłonie, chowając w swoich rękach.

    – Zmarzłaś – oznajmił z wyrzutem. – Lepiej już chodźmy.

    Skinęła głową, zadowolona, że nie puścił jej ręki. Zabawa odbywała się w piwnicy jednej z droższych restauracji. Na to nalegali bogaci rodzice koleżanek z jej klasy. Natomiast szkoła słuchała ich bez sprzeciwów. Przede wszystkim dlatego, że sponsorowali naprawdę wiele rzeczy. Weszli do środka i zdjęli swoje okrycia. Eliza miała na sobie długą, czarną spódnicę, w nieco gotyckim stylu, którą odziedziczyła po mamie i prostą, również czarną, bluzkę. Uważała, że wygląda całkiem ładnie, kiedy jednak zobaczyła jak poubierane są inne dziewczyny, zupełnie zwątpiła w siebie. Usiedli w rogu sali, a Eliza przywitała się z tymi kilkoma osobami, z którymi od czasu do czasu rozmawiała. To było wszystko na co potrafiła zdobyć się w towarzystwie. Etienne jednak był zupełnie inny. Zabawiał nie tylko ją, ale również poznał w ciągu jednego wieczora więcej osób niż ona w ciągu prawie dwóch lat szkoły. Nie odstępował jej jednak na krok, za co była mu naprawdę wdzięczna.

    – No, to ja rozumiem – oznajmił, kiedy sięgnęła po duży pucharek lodów. – Dziewczyna, która się bezsensownie nie odchudza – uśmiechnął się do niej swoim wilczym uśmiechem.

    Wzruszyła tyko ramionami, wkładając pełną łyżkę do buzi. Przyzwyczaiła się do jego docinków. 

    – Też byś sobie zjadł trochę, całkiem smaczne – zasugerowała.

    W jego oczach zatańczyły psotne iskierki. 

    – Jeżeli mnie nakarmisz, to bardzo chętnie.

    Przekomarzając się z nim, Eliza poczuła, że się rozluźnia. Nie była już taka spięta. I przerażona, jak w chwili, kiedy tu weszli. Spojrzała na niego z podziwem. Etienne zdecydowanie dobrze na nią działał. Aż do momentu, kiedy ją zostawił, mówiąc, że zaraz wraca. Wtedy przysiadła się do niej Daria. Jedna z dziewczyn, których Eliza nienawidziła najbardziej. Zawsze starała jej się dokuczyć na każdym kroku. Nieopodal krążyła jej nieodłączna świta w postaci Magdy i Iwony. 

    – To twój kuzyn? – Daria od razu przeszła do rzeczy.

    – Słucham? – nie zrozumiała Eliza.

    – Ten chłopak, który jest z tobą. To twój kuzyn, z Rosji, prawda?

    – Nie jest moim kuzynem i nie pochodzi z Rosji tylko z Kirgistanu – niemalże warknęła dziewczyna.

    – Zwał jak zwał – nie zraziła się Daria. – Ma takie dźwięczne imię. Etan? 

    – Etienne – odpowiedziała odruchowo Eliza.

    – Tak, właśnie – uśmiechnęła się promiennie – nie obrazisz się, jeżeli go sobie na chwilę pożyczę? Z pewnością znudził się już twoim towarzystwem. 

    Eliza nic nie powiedziała, ale Daria wcale nie oczekiwała od niej odpowiedzi. Zauważywszy Etienne wstała i w połowie sali przecięła mu drogę do stolika. Rozmawiał z nią przez krótką chwilę, a potem podszedł do przyjaciółki.

    – Ta śliczna dziewczyna, twierdząca, że jest twoją przyjaciółką – wskazał głową w kierunku wyraźnie na coś czekającej Darii – zapytała czy nie chciałbym z nią potańczyć. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, żeby poczekać na mnie jeszcze chwilę.

    Poczuła się oszołomiona. Zdradzona. Skinęła głową, z trudem powstrzymując napływające do oczu łzy. Przez chwilę wpatrywała się w plecy odchodzącego Etienne, a potem po cichu, przez nikogo nie zauważona, wyśliznęła się na dwór. Tu już pozwoliła sobie na łzy. Mimo chłodnej nocy, skuliła się na jednej z drewnianych, stojących nad rzeką, ławek. Jeszcze tak niedawno twierdził, że ją zna. Skoro znał, to czemu zachował się wobec niej tak podle? Może, gdyby miała nieco więcej wiary w siebie, gdyby nie pojawiły się te przytłaczające uczucia, Eliza dostrzegłaby sarkazm w głosie chłopaka. Może zobaczyłaby te złośliwe iskierki, tańczące w szarych oczach. Nie czekała długo. Pojawił się przy niej niecałe pięć minut później. Spojrzała na niego zaskoczona. 

    – Idiotka – warknął na nią. – Przeziębisz się.

    – Przepraszam, chciałam się przewietrzyć – powiedziała niezbyt przekonana czy on to łyknie. Rękawem przetarła ciągle mokre oczy. – Może wróć do środka? – zaproponowała. – Chyba byłeś zajęty…

    Usiadł obok niej.

    – Oczywiście, zaraz wrócę. Daria jest cudowna – oznajmił, patrząc jej w oczy. – Mądra, bystra, a do tego ma urodę gwiazdy filmowej. Cieszę się, że się przyjaźnicie. Bardzo chciałbym poznać ją lepiej.

    – Tak… – bąknęła Eliza, mając w tym momencie ochotę wepchnąć go do kanału. Ich obydwoje.

    Nie była w stanie podnieść na niego wzroku. Była przekonana, że rzuciłaby się na niego z pięściami. Dupek! Jak on mógł! Czy w ogóle jej nie słuchał? To właśnie ona była jednym z głównych powodów jej problemów w szkole, opowiadała mu o niej, a on… 

    – Spójrz na mnie – rozkazał.

    – Nie… – szepnęła dziewczyna. – Lepiej wracaj do środka. Za chwilę przyjdę.

    A za dwadzieścia minut będę w domu… dodała w myślach.

    – Spójrz na mnie! – rozkazał tym razem ostrzejszym tonem, 

    W końcu podniosła na niego wzrok.

    – Ty głupolu! – naskoczył na nią. – Naprawdę uważasz, że bym ci coś takiego zrobił?! Poza tym sądzisz, że interesowałaby mnie jakaś pusta kretynka? Udzielna księżniczka, która chciała mieć nową zabawkę? Naprawdę nisko mnie cenisz.

    Eliza z trudem przełknęła ślinę. Coś dziwnego działo się w jej wnętrzu, jakby pękła bańka mydlana. Dziwne uczucie rozchodziło się po całym ciele. 

    – Przecież… – zaczęła niepewnie.

    – Wracamy do środka. Sama byś zobaczyła, gdybyś nie uciekła.

    Chwycił ją za rękę i nie znosząc dalszych protestów, zaprowadził do piwnicy restauracji. Kiedy wchodzili, Daria kończyła wkładać kurtkę. Obeszła go szerokim łukiem, nie kryjąc jednocześnie wściekłości i strachu, a potem zmyła się po angielsku. Eliza patrzyła szeroko otwartymi oczami na zamykające się za nią drzwi.

    – Co jej zrobiłeś?

    Uśmiechnął się szelmowsko. Rozbrzmiały nuty łagodnej, wolnej muzyki.

    – Zatańczysz? – zignorował jej pytanie.

    Eliza nie protestowała. Pozwoliła mu się zaprowadzić na środek sali, w głąb gąszczu tańczących par. Przyciągnął ją do siebie. Przytulił. Oparła głowę o jego ramię. Pozwoliła mu się prowadzić. Nic innego mogłoby nie istnieć. Było idealnie. Tylko Etienne i muzyka. 

    – To ty jesteś piękna – wyszeptał czule. – Nie jakaś sztuczna lalka Barbie.

    Dziewczyna przylgnęła do niego jeszcze mocniej. Nie była w stanie nic powiedzieć. Jej serce biło w szalonym rytmie, a w brzuchu wirowało stado wściekłych motyli.  

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    To było jak cudowny sen. Marzenie. Etienne odprowadził ją do domu. A potem… potem stali przez dwie godziny pod jej drzwiami, nie mogąc się rozstać. Pocałował ją. Ich pierwszy pocałunek… O niczym tak bardzo nie marzyła, jak o tym, żeby jak najszybciej go zobaczyć. Pragnęła, by znów wziął ją w swoje ramiona. Chciała poczuć to cudowne, pełne ciepła uczucie. 

    Eliza czekała pod drzwiami dłuższą chwilę. Kiedy się w końcu otworzyły, wcale nie stał w nich Etienne. Chłodnym wzrokiem patrzyła na nią skąpo ubrana brunetka o urodzie modelki z plakatów. 

    – Tak? – zapytała wyniośle, ale Eliza nie zdążyła nic odpowiedzieć, bo za plecami nieznajomej pojawił się chłopak. 

    Upragnione spotkanie zmieniło się w jednej chwili w koszmar. Etienne był rozebrany od pasa w górę. Kiedy podszedł do drzwi, brunetka bez skrępowania oparła się o jego ramię. 

    Więc wtedy… wtedy tylko pocieszał małą, zagubioną dziewczynkę…

    – Cześć, wejdziesz? – zapytał jak gdyby nigdy nic.

    Dziewczyna nie była pewna czy da radę wydobyć z siebie głos. Przecząco pokręciła głową.

    – Nie – wydusiła wreszcie – jesteś zajęty, przyjdę później.

    Do oczu napłynęły niechciane łzy. Za nic na świecie nie mogła pozwolić mu ich zobaczyć! Nie tym razem! Odwróciła się i ruszyła szybkim krokiem przed siebie. Gdy tylko dopadła klatki schodowej, właściwie już biegła. Opuściła budynek i oparła się o tynkowaną ścianę. Teraz już nic nie stało na przeszkodzie jej płaczu. Nagle ktoś dotknął jej ramienia. 

    Czy on zawsze musiał ją gonić?!

    – O co chodzi? – usłyszała znajomy, zaniepokojony głos.

    Przecząco pokręciła głową. Chciała żeby sobie poszedł. Poczuła jak czerwienią jej się policzki. Czemu musiał oglądać ją w takim stanie? Myślała, że coś między nimi zaiskrzyło, łudziła się, że mu się podoba. A on… Etienne był po prostu dla niej uprzejmy. Nic ponadto. A teraz… on i ta dziewczyna… Eliza nie chciała o tym myśleć. 

    – Nie musiałeś za mną iść – szepnęła.

    – Oczywiście, że musiałem – mruknął, wierzchem dłoni ocierając jej łzy. 

    Wziął ją za rękę i poprowadził na znajdujący się za domem plac zabaw. Posadził dziewczynę na huśtawce i ukucnął przy niej.

    – Co się stało, maleńka? – zapytał poważnie.

    – Nic, naprawdę – błagała w duchu, żeby nie zrobić z siebie jeszcze większej idiotki.

    – Jeżeli nic – odpowiedział – to czy możemy do mnie wrócić?

    – Nie, proszę – wyrwało się Elizie – nie chcę tam wracać.

    Westchnął.

    – Jasne, co tylko zechcesz, ale potrzebuję jeszcze kilkunastu minut no i jakiejś kurtki.

    Spojrzała na niego, miał na sobie niedbale narzuconą, niedopiętą koszulę. Najwyraźniej śpieszyło mu się, żeby za nią wyjść. 

    Więc choć trochę mu na niej zależało…

    Eliza natychmiast zganiła się za takie myśli. Pewnie traktuje ją jak młodszą siostrę. Wzdrygnęła się. Nic gorszego nie mogło jej spotkać.

    – Nie, w porządku, zostań ze swoją przyjaciółką… – zaproponowała ze ściśniętym gardłem.

    – Violette? – spojrzał na nią zaskoczony. Nagle jego oczy się rozszerzyły ze zdumienia. Po chwili zaczął się śmiać i to tak, że niemal nie zrzucił jej z huśtawki. – Jesteś zazdrosna o Violette – stwierdził z ulga.

    Eliza nie zaprzeczyła. Jedyne na co miała teraz ochotę to zapaść się pod ziemię. Zniknąć. Zerwała się z huśtawki, ale on również wstał. Przytrzymał ją, żeby nie mogła uciec. Przyciągnął ją do siebie, oplatając ramionami. Próbował pocałować, ale odwróciła głowę. Westchnął cierpiętniczo. Puścił ją. Odwrócił się bokiem, podwijając koszulę. Z tyłu jego pleców widniał mocno zaczerwieniony, świeży tatuaż, przedstawiający dziwne symbole.

    – To robi dla mnie moja przyjaciółka – oznajmił rzeczowym tonem, nie spuszczając z dziewczyny wzroku. – To runy ochronne – wyjaśnił łagodnie. – Są mi potrzebne na przykład do szybszej regeneracji. 

    Dziewczyna spuściła wzrok. Było jej wstyd.

    – Dotykała cię – szepnęła na swoje usprawiedliwienie.

    – Mhm – przyznał Etienne. – To czarownica, potrzebuje tego typu energii do swojej pracy, ale gwarantuję ci, że niczego między nami nie było i nigdy nie będzie. Jestem tylko twój – oznajmił podchodząc i ponownie biorąc ją w ramiona.

    Tym razem pozwoliła mu się pocałować i pełnym ulgi gestem odwzajemniła jego namiętny, długi pocałunek. 

    – Mój? – nie uwierzyła.

    Roześmiał się i znów ją pocałował.

    – Wracajmy na górę – poprosił. – Violette skończy i pójdziemy dokąd tylko zechcesz.

    Note