Rozdział 10 – Chabrowa Róża
by Vicky~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Rozdział X
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Rano, czternastego sierpnia, Daniel podwiózł Elizę i Matta na lotnisko. Aż skręcało go w środku na myśl, że będą przez tydzień sami w najbardziej romantycznym mieście Europy, ale na zewnątrz starał się uśmiechać i tylko życzył im udanej podróży. Poprzedniego wieczora odciągnął Matta na bok wciskając mu swoją Visę, żeby mógł kupić Elizie, na co tylko dziewczyna będzie miała ochotę. Matt przyjął kartę tylko ze względu na nią. Obydwoje chcieli, żeby miała wspaniałe wakacje. Była to jedna z nielicznych rzeczy co do których zgadzali się w stu procentach.
W Paryżu zwiedzili katedrę Notre Dame, wyspę La Cite i muzeum w Luwrze. Widzieli również centrum Pompidou, dzielnicę Montmartre i La Defense. Podziwiali panoramę miasta z wieży Eiffla. Matt zabrał Elizę również do Parku Asterixa, czym dziewczyna była naprawdę zachwycona. Jedli kasztany, pili szampana i bawili się naprawdę znakomicie. Mieszkali w trzy gwiazdkowym hotelu ze śniadaniem kontynentalnym, na które składały się głównie owoce i różnego rodzaju płatki, czym dziewczyna poczuła się naprawdę zaskoczona. Najbardziej jednak zdziwiło ją to, że chłopak wręcz namawia ją do różnego rodzaju zakupów.
– Matt to jest drogie, nie jestem pewna czy nas na to stać… – powiedziała cicho przymierzając delikatną białą sukienkę w czarne kwiaty.
– To nie mój pomysł – uśmiechnął się do niej. – Daniel uparł się, że mam cię ubrać w Paryżu, a ja jestem za. Wyglądasz w tym naprawdę ślicznie.
No tak Daniel … Sama mogła się tego domyślić. Pokręciła głową skonsternowana.
– Obydwoje jesteście niemożliwi!
– Ale sukienkę bierzemy, prawda?
Uśmiechnął się do niej łobuzersko. Westchnęła zrezygnowana i zniknęła na powrót w przymierzalni.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Było późne popołudnie. Matt i Eliza szli Avenue Montaigne oglądając bajeczne sklepowe wystawy. Dziewczyna czuła się tu odrobinę nie na miejscu w niebieskich jeansach i szarym topie z wieżą Eiffla i napisem „I love Paris”, ale mimo to bawiła się świetnie oglądając świat mody i płynącą rzekę przeróżnych turystów.
– Chcesz gdzieś wejść? – spytał chłopak widząc jej zachwycone spojrzenie.
– Nie, raczej nie widzę sensu, we wchodzeniu do sklepów w których mnie na nic nie stać – uśmiechnęła się do niego wesoło.
– Kto powiedział, że nie stać? – spojrzał na nią przekornie.
– Daj spokój, Daniel i tak już postawił na swoim. Jak na mój gust starczy.
– Skoro tak uważasz. Jestem głodny, myślisz, że wypada w Paryżu jeść włoską kuchnię? –spytał wskazując szyld po drugiej stronie ulicy z napisem Pizza Del Arte.
– Jasne czemu nie? Dobra pizza nigdy nie jest zła.
Weszli do eleganckiej pizzerii, usiedli i złożyli zamówienie.
– Poczekaj, zaraz przyjdę – powiedział Matt wstając od stolika.
Dziewczyna skinęła głową. Wyjęła telefon i wysłała Danielowi mmsa z sobą na tle szklanej piramidy i Luwr, co już dawno chciała zrobić. Matt nie kazał na siebie długo czekać, a wkrótce po nim pojawiła się pizza. Chłopak usiadł i wyciągnął z plecaka reklamówkę, podał ja Elizie.
– To dla odmiany tylko ode mnie – uśmiechnął się do niej przysuwając bliżej do dziewczyny.
Rozpakowała długi niebieski szal, któremu z żalem przyglądała się tego dnia na wystawie, była pewna, że nie zauważył.
– Matt – powiedziała cicho wyrażając tym cały swój zachwyt i wzruszenie, oplotła ramionami szyję chłopaka wtulając się w niego całą sobą.
– Czyli miałem rację, że ci się spodobał? – uśmiechnął się do niej przekornie.
– Jest cudowny – dziewczyna promieniała – dziękuję.
Przytulił ją do siebie delikatnie.
– Jest jeszcze druga – powiedział wskazując mniejszą reklamówkę w środku tamtej – ale może tej nie wyjmuj na wierzch.
Roześmiała się wesoło i zajrzała do środka. Znalazła tam koronkowe czarne majteczki i taki sam czarny stanik. Z zadowoleniem zamruczała chłopakowi do ucha. Zabrali się do jedzenia stygnącej już pizzy.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Cudowny, romantyczny tydzień dobiegł końca zdecydowanie zbyt szybko. Eliza i Matt wrócili do domu. Daniel przez cały tydzień żył jak we śnie zadręczając się ciągle tym, że dziewczyna jest w towarzystwie jego przyjaciela, a nie z nim. Nie potrafił nic poradzić na zalewające go fale zazdrości. Zastanawiał się, jak Matt sobie z tym radzi. Czekał na nich na lotnisku. Kiedy uradowana Eliza rzuciła mu się na szyję, zobaczył przelotny grymas bólu na twarzy przyjaciela. Zdał sobie wtedy sprawę, że Matt nie radzi sobie z tą sytuacją ani odrobinę lepiej od niego samego. Wiedział, że prędzej czy później coś będą musieli z tym zrobić i cholernie bał się, że to właśnie on zostanie sam. Póki co postanowił jednak cieszyć się tym, co ma. Przywitał się z Mattem i zabrał obydwoje na pizzę. Bawili się tak, jakby nic złego się nigdy między nimi nie wydarzyło.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Wieczorem szykowała się impreza z okazji urodzin Elizy. Dziewczyna nie miała specjalnie wielu znajomych, a do grona przyjaciół zaliczała jedynie Daniela i Matta. Obydwaj się jednak uparli, że powinna mieć swoje przyjęcie. Gości zaprosili na ognisko do domu Majkela, menadżera zespołu Matta, który jak zwykle nie miał nic przeciwko dobrej imprezie.
Eliza była odrobinę zdziwiona kiedy okazało się, że zna prawie wszystkich gości. Był oczywiście Majkel z jak zwykle nową dziewczyną, Seth, którego zdążyła polubić za jego szczery i przyjazny charakter oraz Ren, tym razem z zielonym irokezem, za którym niespecjalnie przepadała, ale nie miała nic przeciwko niemu. Na imprezie pojawiła się też Jasmin, przyjaciółka Setha, którą Eliza naprawdę zdążyła polubić, dziewczyna była tak miłą i przyjazną osobą, że po prostu nie dało się inaczej. Bardzo ucieszyła się na widok pulchniutkiej gadatliwej Basi, którą poznała u Matta w pracy oraz jej przyjaciela Damiana, obydwoje byli kucharzami w klubie Propaganda. Zdziwił ją jednak widok Seleny, nie była pewna na jakiej podstawie Matt ją zaprosił. Dziewczyna wyglądała jednak jakoś inaczej niż zwykle. Z trudem można było rozpoznać w niej boginię z Panteonu tancerek z klubu. Ubrana była w zwiewną, delikatną białą sukienkę, na nogach miała zwyczajne japonki, brązowe włosy luźno opadały jej na ramiona, na twarzy miała jedynie delikatny, podkreślający migdałowe oczy makijaż. Eliza stwierdziła, że teraz tamta wygląda naprawdę pięknie.
– Co ona tu robi? – spytała cicho Matta.
– Chciała cię przeprosić i pogodzić się z tobą – skłamał gładko chłopak – nie gniewasz się, że ją tu zaprosiłem?
– Ech, właściwie to nie, jestem tym po prostu bardzo zaskoczona…
– Chyba przestałaś być o nią zazdrosna, prawda?
Eliza uśmiechnęła się do niego smutno.
– Po tym co się stało raczej nie mam prawa być o cokolwiek zazdrosna.
– Nie kociaku – zaprzeczył chłopak – cokolwiek by się nie stało, nie masz powodu do bycia zazdrosną, prawo zawsze masz.
Przytuliła się do niego mocno.
– Kocham cię – powiedziała cicho.
– Ja ciebie też – odpowiedział bez wahania, delikatnie oplatając ją ramionami.
Ognisko należało do wyjątkowo udanych. Wszyscy się na nim dobrze bawili. Właściwie to prawie wszyscy. Daniel stał z boku, pochmurnym spojrzeniem omiatając otoczenie. Dla niego jedynym powodem do radości był fakt, że za dwa dni zabierze Elizę do swojego domu i tam spędzą resztę wakacji. Przynajmniej przez tydzień będzie miał dziewczynę tylko dla siebie. Niestety po tygodniu, kiedy wyjadą jego rodzice dołączy do nich Matt. Smuciło go, że właściwie to Eliza nie chciała jechać i zgodziła się jedynie za namową Matta, który twierdził, że przesz tydzień jakoś sobie sam poradzi. Daniela zastanawiało co kierowało jego przyjacielem, że nie tylko zgodził się na ich wspólny wyjazd, ale jeszcze namawiał na niego dziewczynę. Miał w stosunku do przyjaciela bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony znali się od wielu lat i zawsze mogli na sobie polegać, a po za tym to przecież nie była jego wina, że Daniel zakochał się w jego dziewczynie na dodatek z wzajemnością… z drugiej jednak chłopak był cholernie zazdrosny o Elizę, jego największym pragnieniem było, żeby dziewczyna olała Matta i była tylko jego. Cały czas gorączkowo myślał jak do takiej sytuacji doprowadzić. Nie mógł uwierzyć, kiedy dowiedział się, że przyjaciel godzi się na coś w rodzaju trójkąta. On sam, gdyby miał jakikolwiek wybór, nigdy by na taką sytuacje nie przystał. Było to jednak lepsze, od zupełnego braku dziewczyny. Była dla niego jak narkotyk, potrzebował jej, czuł się od niej uzależniony. Z zadumy wyrwał go dziewczęcy głos.
– Hej, nudzisz się? – spytała delikatnym, słodkim głosem.
– Właściwie to nie – odparł jak zwykle arogancko – rozmyślam.
Dziewczyny to jednak w najmniejszym stopniu nie zraziło.
– Jesteś Daniel prawda? – chłopak skinął głową odrobinę zaskoczony, nie przypominał sobie, żeby widział ją kiedykolwiek wcześniej. Był przekonany, że po prostu przyszła z kimś do towarzystwa. – Ja nazywam się Maja Brun, ale wszyscy mówią na mnie Selena.
Tym razem spojrzał na nią z odrobinę większym zainteresowaniem. Można powiedzieć, że to właściwie dzięki niej cokolwiek zaczęło się dziać między nim, a Elizą. Nie poznał jej, ponieważ osoba z którą kojarzył ten pseudonim jego zdaniem nosiła się jak ekskluzywna dziwka, a ta dziewczyna wyglądała na całkiem miłą i zupełnie zwyczajną.
– W takim razie miło cię poznać Maju – uśmiechnął się do niej siląc się na beztroskę. Zaczynał być ciekawy co dziewczyna ma mu do powiedzenia.
– Właściwie to mam do ciebie prośbę – powiedziała skromnie spuszczając wzrok.
– Więc słucham – zachęcił ją coraz bardziej zaciekawi chłopak.
– Widzisz, ja naprawdę bardzo lubię Elizę i zachowałam się bardzo nieładnie wobec niej… słyszałam, że się z nią przyjaźnisz… chciałabym ją przeprosić… miałam nadzieję, że może mi w tym pomożesz… nie jestem pewna czy w ogóle będzie chciała z mną rozmawiać… – mówiąc to dziewczyna przez cały czas patrzyła w swoje buty.
– Uh, jasne, czemu nie – odpowiedział odrobinę zmieszany, co jak co, ale tego na pewno się po niej nie spodziewał.
Razem poszli poszukać Elizy. Daniel przeprosił grzecznie Setha z którym właśnie rozmawiała i zabrał ją kawałek dalej, do ustronnej, zarośniętej krzewami pnącej róży altanki. Kiedy weszli do środka, Selena wstała z ławki i nieśmiało stanęła obok chłopaka.
– Cześć – zaczęła nieśmiało – wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.
– Dzięki – odpowiedziała dosyć chłodno Eliza. – Coś jeszcze? Chcę wracać do reszty.
– Daj spokój – wtrącił się Daniel – ona tylko chciała cię przeprosić.
Dziewczyna spojrzała na niego niedowierzająco. Nie zdziwiła się słysząc te słowa od Matta, ale w ustach Daniela brzmiały dość niespodziewanie.
– Wiesz, zazwyczaj wygląda na bardziej rozgadaną, nie sądzę, żeby do przeprosin potrzebowała adwokata.
Eliza rzuciła mu wyzywające spojrzenie. Chłopak spojrzał na nią twardo.
– Masz rację – wtrąciła się szybko Selena, ostatnie czego potrzebowała to kłótnia między nimi, zwłaszcza teraz, kiedy wyglądało na to, że przedstawiony przez Matta plan przyniesie jednak jakieś efekty – to sprawa między nami. Przepraszam cię – powiedziała cicho, patrząc dziewczynie w oczy. – Nigdy nie powinnam przystawiać się do twojego chłopaka. Naprawdę bardzo go lubię, ale teraz on nawet nie chce, żebym była jego przyjaciółką. Mam nadzieję, że chociaż ty dasz mi jeszcze jedną szansę.
Dziewczyna spojrzała na nią badawczo. Wzruszyła ramionami. Nie była pewna co naprawdę powoduje Seleną, ale Matt najwyraźniej jej ufał skoro przyprowadził ją tutaj.
– Jasne, było minęło – odparła z odrobinę wymuszonym uśmiechem. – Teraz jeżeli pozwolicie wrócę do Setha… przerwaliście nam w połowie zdania.
Daniel popatrzył z żalem na odchodzącą dziewczynę.
– Dziękuję – powiedziała cicho Selena.
– Nie ma za co – uśmiechnął się do niej, tym razem naprawdę szczerze – pewnie wszystko jakoś się ułoży. Zawsze tak jest.