Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Rozdział XI

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Daniel zabrał Elizę do swoich rodziców na wieś. Mieszkali w dużej nowoczesnej willi z olbrzymim terenem wokół, który ciężko byłoby określić mianem ogrodu. Matt miał dołączyć do nich tydzień później, kiedy rodzice Daniela pojadą na Cypr. Z jakiegoś powodu nie trawili chłopaka, dlatego nie mógł przyjechać razem z nimi. Uważali, że ma na ich syna zły wpływ. Eliza nie chciała go zostawiać, ale w końcu dała się im obydwu namówić na przyjazd tu tylko z Danielem. 

    Chłopak wjechał przez bramę i zaparkował samochód na podjeździe. Eliza rozglądała się zaciekawiona. Nigdy jeszcze nie była w takim miejscu. Z daleka widziała korty tenisowe i spory odkryty basen. Przed domem był staw z tak przejrzystą wodą, że pod powierzchnią było widać małe pomarańczowe rybki. Na ogrodzonej łące pasło się niewielkie stado różnego umaszczenia koni. Daniel podchwycił jej spojrzenie. 

    – To hobby ojca, skupuje konie z rzeźni, kilka też dostał za długi. Jeżeli będziesz chciała to później możemy pojeździć.

    Eliza uśmiechnęła się wesoło. Uwielbiała jeździć konno, a ponieważ był to dość drogi sport, rzadko ku temu miała okazję. Chłopak wyjął ich bagaże i poprowadził dziewczynę w stronę domu. W drzwiach powitała ich starsza, pulchna kobieta. Miała na sobie fartuszek w kwiaty. Uściskała Daniela na powitanie, potem uściskała też Elizę. 

    – Jak dobrze cię widzieć! A do tego w towarzystwie takiej ładnej i miłej dziewczyny – przywitała ich wylewnie kobieta – chodź kochanie, nie stój tak w progu – zwróciła się do Elizy.

    – To Pani Janeczka, nasza gosposia – przedstawił ją Daniel – jest członkiem rodziny.

    – Miło mi Panią poznać – uśmiechnęła się szczerze dziewczyna. 

    – Twoi rodzice wrócą późno w nocy, Aleksandra nocuje u koleżanki, macie więc trochę czasu dla siebie. Rozpakujcie się, odpocznijcie, a ja niedługo podam obiad.

    Daniel zaprowadził dziewczynę schodami na górę. Weszli na drugie piętro.

    – Nie masz nic przeciwko spaniu w moim pokoju? – wyszczerzył się do niej w uśmiechu. 

    Otworzył drzwi i wpuścił ją do środka. Znaleźli się w przestronnym pomieszczeniu. Na środku stała skórzana kanapa, na jednej ze ścian wisiał plazmowy telewizor. W rogu stał stolik i dwa duże miękkie fotele. Pod oknem był stół bilardowy. Daniel wziął dziewczynę za rękę i poprowadził dalej. Weszli do drugiego pokoju. Był mniejszy, cały wyłożony drewnem. Pod ścianą stało biurko, a przy nim szafa, na środku natomiast znajdowało się wielkie mahoniowe łóżko.

    – Trochę tu pusto, bo wszystkie rzeczy mam w naszych mieszkaniu – uśmiechnął się do niej chłopak.

    Otworzył kolejne drzwi pokazując jej ładnie urządzoną łazienkę, z dużą wanną na środku pomieszczenia i prysznicem w rogu. Kiedy zaglądała do środka stanął za nią oplatając dziewczynę ramionami. Pocałował ją w szyję. Wsunął dłonie pod jej koszulkę i zaczął gładzić brzuch dziewczyny. Potem przesunął ręce na jej piersi. Oparła się na nim wygodnie, sięgając ręką do tyłu i głaszcząc jego bok. 

    – Mmm, tego mi brakowało – mruknął. Odwrócił ją do siebie i pocałował w usta. – masz ochotę na kąpiel?

    – Może w wannie? – zasugerowała nieśmiało.

    – Tak, wanna to cudowny pomysł.

    Wszedł do łazienki i odkręcił wodę. Zaczął powoli rozbierać dziewczynę. 

    – O, to coś nowego, nie widziałem tego jeszcze – powiedział odsłaniając czarny koronkowy stanik i tego samego typu mocno wcięte majteczki.

    – Matt mi kupił w Paryżu – dziewczyna zarumieniła się uroczo.

    Ręka na ciele dziewczyny zatrzymała się na chwilę, chłopak zesztywniał, ale otrząsnął się szybko i wrócił do gładzenia jej brzucha. 

    – Ładne – mruknął – ale myślę, że lepiej prezentowałyby się na podłodze.

    Wsunął dłonie pod materiał i delikatnie zdjął majteczki z dziewczyny. Potem rozpiął jej stanik i dorzucił na rosnącą stertę ubrań. Szybko pozbył się tego co miał na sobie. Wziął dziewczynę za rękę i razem weszli do wanny. Była naprawdę duża. Eliza, gdyby chciała, mogłaby się po prostu położyć na dnie. 

    Daniel usiadł opierając się o brzeg, a dziewczynę posadził plecami do siebie, tak, że przytulała się do niego a on otaczał ją nogami. Poczuła na plecach jego sztywny członek. Siedzieli głęboko zanurzeni w ciepłej, przyjemnej wodzie. Objął ją ramionami i położył dłonie na jej piersiach. Zaczął je ściskać delikatnie unosząc do góry, potem między palcami pieścił jej sutki. Dziewczyna otarła się o niego coraz bardziej podniecona. Przesunął językiem po jej karku. Leciutko przygryzł płatek jej ucha. Przeszył ją przyjemny dreszcz. Jego ręka powędrowała niżej po jej brzuchu, na uda, a potem między nogi dziewczyny. Odchyliła głowę opierając się o niego mocniej. Przesuwał dłonią po cipce dziewczyny, potem wsunął w nią palec. Drugą rękę ciągle trzymał na jej piersi. Niezbyt mocno ścisnął sutek dziewczyny.

    – Na co masz ochotę? – zamruczał jej do ucha.

    – Wejdź we mnie – powiedziała cicho, w tym momencie cholernie go pragnęła.

    Z nim było zupełnie inaczej niż z Mattem, który zawsze był władczy i stanowczy. Przy Danielu czuła się znacznie pewniej, nawet jeżeli to on przejmował inicjatywę.

    – Ale tak w wannie? – droczył się z nią chłopak nie przestając pieścić jej szparki.

    – Daniel! – jęknęła.

    – No dobrze, możemy to zrobić tutaj – wyszczerzył się do niej w uśmiechu.

    Eliza odwróciła się do niego przodem. Oparła się plecami o przeciwległy brzeg wanny. Chłopak uklęknął, pochylił się i pocałował ją namiętnie wsuwając swój język do jej ust i splatając go z językiem dziewczyny. Uniosła nogi rozsuwając je i opierając na brzegach wanny. Ostatni raz musnął jej krocze palcami, po czym wsunął w nią swój od dawna już sztywny członek. Poruszał się w niej powoli delikatnie mącąc wodę. Dziewczyna przesunęła paznokciami po jego plecach.

    -Mmmm – wydał z siebie zadowolony pomruk.

    Uniosła biodra w górę i zaczęła poruszać się razem z nim. 

    – O tak, jak ja za tym tęskniłem.

    Przyspieszył nieznacznie wchodząc w nią coraz mocniejszymi pchnięciami. Eliza przesunęła dłońmi po jego umięśnionych ramionach. Uniosła się jeszcze wyżej zaciskając mięśnie na jego członku. Gwałtownie wciągnął powietrze. Dziewczyna poczuła satysfakcję, zrobiła to jeszcze raz. Uśmiechnęła się drapieżnie wplatając palce w jego włosy. Zaczął poruszać się jeszcze szybciej. Poczuła, że niedługo skończy.

    – Nie przestawaj – jęknęła.

    Chłopak znowu przyspieszył, woda wychlapywała się z wanny na podłogę. Elizę przeszył przyjemny dreszcz. Jej cipka zaczęła pulsować zaciskając się na członku Daniela. Wyszedł z niej gwałtownie kończąc do wody. Oddychał bardzo szybko. Spojrzał z zadowoleniem na dziewczynę. Wierzchem dłoni dotknął jej policzka. 

    – Jesteś taka piękna – powiedział z uczuciem – kocham cię.

    – Ja ciebie też – uśmiechnęła się do niego delikatnie.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Daniel zaprowadził Elizę do stajni. Dziewczyna poczuła się tam absolutnie szczęśliwa. Spodobał jej się zwłaszcza pięknie umaszczony srokaty wałach. Według tabliczki miał na imię Dallas. 

    – Ładny, prawda? – odezwał się do niej wysoki chłopak o ciemnej karnacji i krótko ściętych kasztanowych włosach. Stał tuż za nią. Była tak zafascynowana koniem, że nie zauważyła kiedy przyszedł. – Przed kontuzją biodra chodził WKKW, teraz nie nadaje się do skoków, ale dalej pięknie galopuje, jest też całkiem niezły na czworoboku. – Uśmiechnął się do niej promiennie.

    – Piękny – przyznała mu rację, nie wiedziała kim jest, ale spodobało jej się w jaki sposób mówi o koniach.

    – O, Adam! Tutaj jesteś – zwrócił się do niego Daniel, który właśnie wszedł do stajni. – Osiodłaj dla nas Denvera i Szarotkę.

    – Dobrze, proszę pana – odpowiedział chłopak, którego mina natychmiast zrzedła na widok Daniela.

    Eliza zastanawiała się, czemu mówi do niego „per” pan. Wyglądali raczej na rówieśników.

    – Pomogę ci – zaoferowała się natychmiast dziewczyna.

    – Nie musisz – odpowiedział za niego Daniel – to jego praca, za to mu płacą. – W jego głosie słychać było nutkę pogardy.

    – Może i nie muszę, ale chcę. Lubię to robić – odgryzła mu się natychmiast.

    Nie wiedziała co jest między nimi, ale nie zamierzała w tym uczestniczyć. Daniel tylko wzruszył ramionami.

    – Jak sobie chcesz – oznajmił odrobinę obrażony, po czym wyszedł na zewnątrz.

    – Jest pani jego gościem? – Bardziej stwierdził niż zapytał Adam. W jego głosie słychać było cień zawodu.

    – Tak, zaprosił mnie na wakacje. Na imię mam Eliza – uśmiechnęła się do niego przyjaźnie – a per „pani” tytułować będziesz mnie mógł za jakieś dziesięć lat. To mnie postarza – jęknęła ostentacyjnie.

    Na jego twarz powrócił uśmiech.

    – Nie jesteś taka jak oni – stwierdził.

    – Jacy oni?

    – Nie ważne. To co, zabieramy się za te konie?

    – Z miłą chęcią – uśmiechnęła się do niego wesoło.

    Poszli do siodlarni po szczotki. Zabrali ze sobą siodła, czapraki i tranzelki. Eliza poczuła się mile zaskoczona widząc przy nich delikatne, przyjemne dla koni wędzidła. Po kwadransie wyszli na dwór prowadząc ze sobą olbrzymiego karego ogiera i smukłą siwą klacz. Daniel chwycił wodze Denvera i z gracją wskoczył na siodło. Był wyraźnie niezadowolony. Eliza postanowiła się tym nie przejmować.

    – Podsadzisz mnie? – poprosiła Adama, sama nie miała takiej wprawy jak Daniel.

    – Jasne – chłopak pomógł jej wsiąść na konia.

    – Dzięki.

    Usadowiła się wygodnie i podjechała do Daniela.

    – To gdzie jedziemy?

    – Poradzisz sobie w terenie? – spytał. – Szarotka jest spokojna.

    – Nie jeżdżę najlepiej, ale aż tak źle ze mną nie jest- uśmiechnęła się do niego. 

    Kiedy oddalili się od stajni i Adama chłopakowi wrócił dobry humor. Klacz szła miękko i płynnie. Eliza czuła się cudownie, zwłaszcza, kiedy galopowali po zielonej łące. 

    – Tutaj się zatrzymamy – stwierdził Daniel, kiedy znaleźli się nad niewielkim, urokliwym jeziorkiem.

    Wyciągnął z plecaka powróz i uwiązał konie przy brzegu. Rozluźnił ich popręgi. 

    Więc jednak sam też umie coś zrobić, przyszła Elizie do głowy złośliwa myśl, szybko jednak wygnała ją stamtąd, ciesząc się przyjemnym popołudniem i urokiem tego miejsca. 

    Chłopak rozłożył koc i podał jej puszkę Redd’sa. Uśmiechnął się do niej szelmowsko. Usiedli na kocu wpatrując się w zachodzące nad jeziorem słońce. Dziewczyna położyła głowę na ramieniu Daniela. Przyciągnął ją do siebie. Milczeli przez dłuższą chwilę. 

    – Chciałbym, żeby tak było zawsze – powiedział w końcu chłopak. – Bez Matta, bez moich wkurzających rodziców, bez całej reszty świata, tylko my.

    Eliza delikatnie dotknęła jego policzka.

    – Szybko byś się mną znudził – uśmiechnęła się do niego.

    – Tobą nie da się znudzić – stwierdził z przekonaniem.

    Pocałował ją w usta. Dziewczyna odstawiła swoje piwo. Objęła ramionami jego szyję, odwzajemniając namiętny pocałunek.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    – Czy mogę w czymś pani pomóc, Pani Janeczko? – spytała Eliza wchodząc do kuchni.

    Nudziła się, Daniel ćwiczył na siłowni, a ona lubiła się czuć potrzebna.

    – Jakie dobre z ciebie dziecko – gospodyni uśmiechnęła się do niej ciepło. – Jeżeli chcesz pomóc to tam stoi koszyk. Zanieś go temu chłopakowi ze stajni. Jeszcze nie jadł dzisiaj obiadu.

    – Dobrze, chętnie zaniosę.

    Eliza wzięła koszyk i poszła odwiedzić Adama.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Dziewczyna znalazła Adama w stajni. Siedział w pustym boksie, wygodnie oparty o kamienną ścianę i czytał książkę.

    – „Wspomnienia z domu umarłych” – przeczytała na głos okładkę. Dopiero wtedy ją zauważył. – Widzę, że czytasz Dostojewskiego. Ambitna lektura.

    Uśmiechnął się do niej podnosząc wzrok znad książki. 

    – Średnio przyjemna w każdym razie, ale takie rzeczy też trzeba znać.

    – Przyniosłam ci obiad – pokazała mu koszyk.

    – O, super. Jestem głodny jak wilk. – Wziął od niej koszyk. – Wejdziesz do mnie? – zapytał niezbyt pewnie.

    – Jeżeli nie będę ci przeszkadzała – odpowiedziała nieśmiało.

    Zaprowadził ją do niewielkiego pokoju gościnnego nad stajnią. Był schludny, czysty i bardzo przyjemny. Postawił koszyk na stoliku.

    – Witam w moich skromnych progach – uśmiechnął się do niej.

    W pokoju znajdowało się wąskie łóżko, szafa oraz kilka zastawionych książkami półek. Pod oknem stał drewniany stolik i dwa krzesełka. Eliza zajęła jedno z nich.

    – Co się stało Dallasowi? – nie bardzo wiedziała jak zacząć rozmowę, a ten temat i tak ją interesował.

    Chłopaka najwyraźniej też, bo natychmiast zaczął opowiadać podnieconym głosem.

    – Nadwyrężył mięśnie podczas krosu, weterynarze nie dawali mu nadziei, ledwo chodził. Pan Maes senior odkupił go od właścicieli, którzy chcieli go uśpić. No i jak widać miał rację, bo Dallas doszedł do siebie. Musisz kiedyś na niego wsiąść, on po prostu pływa w powietrzu – rozmarzył się Adam.

    – Bardzo chętnie – powiedziała entuzjastycznie dziewczyna – jest wspaniały, po za tym wydał mi się całkiem przyjazny.

    – Acha, to koń marzenie, zero problemów wychowawczych – wyszczerzył się do niej w uśmiechu. – Jeżeli masz ochotę możesz jutro rano ze mną pojechać w teren. Mam do jeżdżenia cztery konie. Z tobą byłoby dwa razy szybciej.

    Eliza cała się rozpromieniła. Uwielbiała jeździć konno.

    – Bardzo chętnie. O której?

    – Koło ósmej.

    – Dobrze będę.

    Siedzieli przez chwilę w milczeniu. Adam przeżuwał swój obiad. Najwyraźniej coś go dręczyło.

    – Co ty w ogóle tu robisz – wypalił wreszcie. – Nie zrozum mnie źle, ale zupełnie tutaj nie pasujesz, zwłaszcza do Daniela i jego przyjaciół. 

    – Hmm? Dlaczego do nich nie pasuję? – nie zrozumiała dziewczyna.

    Chłopak westchnął.

    – To banda nadętych snobów. Ty taka nie jesteś.

    – Mylisz się co do Daniela, on jest zupełnie inny niż myślisz – powiedziała twardo – a jego przyjaciół nie zdarzyło mi się poznać.

    – W takim razie pewnie znamy dwie różne osoby – powiedział wlepiając wzrok w swojego kurczaka.

    – A ty? Dlaczego tutaj pracujesz?

    – Dwa lata temu pokłóciłem się z ojcem, to było jedyne miejsce, do którego mogłem uciec… mieszkanie, wyżywienie… no i pracy nie wyobrażam sobie innej niż przy koniach.

    Elizę zdziwiło tak szczere wyznanie. Coraz bardziej ciekawiło ją co zaszło między nim a Danielem. Może pożarli się o jakąś dziewczynę? W końcu pożegnała się z chłopakiem i wyszła, obiecując, że rano spotkają się w stajni.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    – Gdzie byłaś? – warknął na nią Daniel, który czekał na dziewczynę przed domem.

    – Nie twoja sprawa – odcięła się natychmiast reagując na jego gniewny ton.

    – Właśnie, że moja. Wszędzie cię szukałem.

    – Najwyraźniej nie wystarczająco dokładnie, skoro mnie nie znalazłeś.

    Weszła do domu zamykając za sobą drzwi. Była wściekła. Zaczynała sądzić, że to ona myliła się co do chłopaka, a Adam miał rację. W ogóle go nie poznawała. Dogonił ją zanim weszła do pokoju. Chwycił dziewczynę za ramię. 

    – Eliza, przepraszam… martwiłem się o ciebie.

    Uśmiechnęła się do niego. 

    – Przecież się nie zgubię, ten teren jest ogrodzony.

    Roześmiał się. Przyciągnął ją do siebie i otoczył ramionami. Wtuliła się w niego ufnie. Między nimi znów wszystko było w porządku. Odegnała nieprzyjemne myśli. Zamknęła oczy. Tak było dobrze.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    – Mam coś dla ciebie – uśmiechnął się do dziewczyny Daniel.

    Spojrzała na niego odrobinę niechętnym wzrokiem.

    – Tyle razy ci mówiłam…

    – Poczekaj zanim zaczniesz protestować – uśmiechnął się do niej.

    Wręczył dziewczynie reklamówkę. Były w niej bryczesy, toczek i czapsy. 

    – To stary komplet Oli, chętnie kupiłbym ci nowe, ale wiedziałem, że byś się na mnie pogniewała.

    Zarzuciła mu ręce na szyję, całując go w usta.

    – Super, dziękuję.

    Przytulił ją do siebie.

    – Nie ma za co.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Eliza rano zjawiła się w stajni. Adam już tam był. 

    – Cześć – uśmiechnęła się do niego wesoło.

    – O, jesteś – wyglądał na odrobinę zdziwionego, ale jednocześnie bardzo zadowolonego. – Twój chłopak pozwolił ci przyjść?

    – Daniel śpi i nie pytałam go o zdanie, po za tym nie do końca jest moim chłopakiem.

    Spojrzał na nią dziwnie, ale nie skomentował tego stwierdzenia.

    – Dobrze, osiodłaj Dallasa, jak wrócimy weźmiesz Beltaine, ja pojadę na Jokerze, a później wezmę Denvera.

    – Super – jak zwykle przy koniach była niesamowicie podniecona i szczęśliwa.

    Osiodłała wierzchowca i wyprowadziła przed stajnię. Dallas był ślicznym wałachem w biało – brązowe łatki. Dosiadła go z prawdziwą przyjemnością. Kiedy dołączył do niej Adam pojechali do lasu. W niczym nie przypominało to łatwego spaceru z danielem. Galopowali, przedzierali się przez krzaki i rowy. Eliza była wykończona i niebotycznie szczęśliwa.

    – Co on tu robi? – syknął Adam kiedy dwie godziny później wracali do stajni.

    – Nie mam pojęcia – odpowiedziała szczerze, zobaczywszy siedzącego na ławce przed stajnią Daniela.

    – Tak myślałem, że cię tu znajdę – stwierdził, kiedy podjechali bliżej. – Skończyłaś?

    – Nie, pomagam Adamowi. Bierzemy jeszcze dwa konie.

    – Jakie? – zainteresował się Daniel.

    – Denvera i Beltaine – odparł tamten niechętnie.

    – Świetnie, pojadę zamiast ciebie, zrobisz sobie przerwę.

    Eliza obrzuciła go pytającym spojrzeniem. Adam wyglądał na wkurzonego.

    – Dobrze, proszę pana – odpowiedział tylko i poszedł siodłać Denvera.

    Teren z Danielem wyglądał zupełnie inaczej, a po wycieczce z Adamem jeżdżenie po drogach i łąkach Elizie wydawało się odrobinę nudne, nie narzekała jednak ciesząc się z towarzystwa chłopaka. Odrobinę tylko żałowała, że ominęło ją to, co mógł jej pokazać Adam.

    – Dzisiaj wieczorem będzie ognisko, poznasz moich znajomych – odezwał się po dłuższej chwili milczenia Daniel.

    Najwyraźniej przestał już być na nią obrażony. Jakoś nie potrafił się długo na dziewczynę gniewać.

    – Fajnie – uśmiechnęła się do niego z entuzjazmem. – Uwielbiam picie przy ognisku.

    Roześmiał się już zupełnie rozluźniony. Kiedy wrócili do stajni Eliza jak zwykle chciała się sama zająć swoim koniem. Daniel wzruszył na to ramionami, oddał wodze Denvera Adamowi i stwierdził, że poczeka na nią w domu.

    – Idziesz na dzisiejsze ognisko? – spytała chłopaka.

    Prychnął.

    – Nie sądzę, żebym był zaproszony.

    – Więc ja cię zapraszam, przyjdziesz?

    – To nie jest dobry pomysł.

    – Proszę, przyjdź. Nie będę chociaż siedziała sama.

    Westchnął.

    – Dobrze, przyjdę, ale na twoją odpowiedzialność.

    Uśmiechnęła się do niego wesoło impulsywnie cmokając chłopaka w policzek.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    – Co on tu robi? – spytał gniewnie Daniel patrząc na stojącego pod drzewem Adama.

    Chłopak zamiast bryczesów miał na sobie proste szare jeansy i zwyczajną, ciemnozieloną koszulkę z jakimś ledwo widocznym napisem.

    – Zaprosiłam go, nie chciał przyjść, ale go namówiłam. To jakiś problem?

    Daniel spojrzał na nią z wyrzutem.

    – Naprawdę musiałaś? Nie jest tutaj mile widziany.

    – Musiałam – ucięła dyskusję dziewczyna.

    Podeszła do Adama i uściskała go serdecznie. We trójkę weszli na polanę, gdzie grupka ludzi bawiła się przy ognisku. Przywitali się wylewnie z Danielem, który przedstawił wszystkim Elizę zupełnie ignorując obecność Adama. Po pół godzinie, kiedy dziewczyna nie była już w stanie znieść chwalących się nowymi samochodami chłopaków i mizdrzących się do nich, dziewczyn, usiadła pod drzewem przy Adamie.

    – Już wiem czemu ich nie lubisz. Mam dość.

    – No widzisz – wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu – albo bogate gnojki, albo ich głupiutkie, lecące na kasę panienki, tak tu jest na co dzień. – Spuścił wzrok wbijając go w ziemię. – Myślałem, że ty też taka jesteś, ale ty naprawdę go lubisz prawda? Kompletnie nie wiem za co.

    – On normalnie jest zupełnie inny niż tutaj, nie wiem czemu mu tak odwala.

    – Jakoś nie chce mi się w to wierzyć…

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    – Niezłą laskę sobie wyrwałeś. Na co poleciała? – spytał Robert, jeden z kumpli Daniela jeszcze z dzieciństwa.

    Kiedy zrodziła się moda na wiejskie posiadłości, bardzo wielu jego znajomych, przeprowadziło się właśnie w te okolice. Daniel uśmiechnął się szczerząc zęby.

    – Ona do takich nie należy.

    – Jasne, jasne.

    – Nie, serio. Nie leci na kasę moich rodziców. Poznałem ją przez współlokatora. Nic o mnie nie wiedziała, kiedy coś się między nami zaczęło. – Powiedział nie wspominając, że właściwie to Eliza jest dziewczyną przyjaciela, a nie jego własną. – No, a kiedy chcę jej coś kupić obraża się na mnie. Ma bardzo interesującą osobowość.

    – W takim razie masz fart stary, że taka dziewczyna jest z tobą.

    Chciałbym, pomyślał Daniel, ale tylko uśmiechnął się w odpowiedzi.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Eliza niosła ze sobą dwie butelki Heinekena. Jedną podała Adamowi, a drugą zaczęła pić sama.

    – Dzięki – uśmiechnął się do niej chłopak.

    Usiadła obok niego.

    – Dobrze, że przyszedłeś, umarła bym tutaj sama.

    – Masz przecież Daniela – powiedział patrząc w stronę rozgadanej grupki.

    – Jak widać jest teraz zajęty, nie specjalnie zwraca na mnie uwagę. 

    Wzruszyła ramionami. Właściwie wcale jej to nie przeszkadzało, zazwyczaj Daniel nie odstępował jej na krok, kiedy gdzieś razem wychodzili. Podszedł do nich jakiś chłopak w białej koszulce polo Calvina Kleina.

    – Hej – zwrócił się do Adama – kończy nam się drewno, przyniesiesz więcej? – Nie brzmiało to jak pytanie, było raczej czymś w rodzaju polecenia.

    – Sam nie możesz? – wtrąciła się Eliza.

    – Pewnie bym mógł – uśmiechnął się uroczo – ale nie chcę się pobrudzić, a on jest do tego bardziej odpowiednio ubrany.

    Dziewczyna prychnęła, chciała coś powiedzieć, ale Adam położył jej rękę na ramieniu.

    – Spoko, przyniosę – odpowiedział spokojnie i wstał.

    Eliza obrzuciła wściekłym spojrzeniem ubranego w polo chłopaka i poszła za Adamem.

    – Czemu się zgodziłeś?

    – Nie chcę stracić pracy, a tym mi to właśnie groziło.

    – Jak to? Przecież teraz nie pracujesz.

    – To nie ma większego znaczenia. Wolę się po prostu trzymać od nich z daleka. Uważają się za lepszych od całej reszty świata.

    Chwilę później dogonił ich Daniel. 

    – Dokąd idziecie? – spytał obejmując ramieniem Elizę.

    – Jeden z twoich kumpli kazał Adamowi przynieść drewna – odpowiedziała dziewczyna najspokojniejszym tonem na jaki było ją stać.

    – W takim razie pomogę mu – odparł wzruszając ramionami.

    Adam obrzucił go pytającym spojrzeniem. Eliza wtuliła się w jego ramię. Tak właśnie zachowywał się „jej” Daniel. 

    – Poczekaj tutaj – zwrócił się do dziewczyny, kiedy dotarli do szopy w której ułożone było drewno. 

    – Dobrze – odpowiedziała sadowiąc się na szerokim ogradzającym teren murku.

    Gdy tylko znaleźli się w środku Daniel popchnął Adama na ścianę.

    – Nie zbliżaj się do niej – warknął. – Jeżeli chcesz tu dalej pracować to przestaniesz za nią łazić.

    – To ona mnie zaprosiła – syknął Adam obrzucając Daniela wściekłym wzrokiem. 

    – Nie obchodzi mnie to, pewnie zrobiła to z litości. Masz się po prostu od niej odczepić. Teraz zaniesiesz to do ogniska – powiedział wskazując kloce drewna – i zmyjesz się do domu, albo od jutra szukaj sobie innej roboty.

    Chłopak zrobił się zupełnie blady. Spojrzał na niego spod przymrużonych powiek, ale wykonał polecenie Daniela. Obydwoje wyszli na zewnątrz. Eliza spojrzała pytająco, kiedy zobaczyła Daniela wychodzącego z pustymi rękami.

    – Chodź – powiedział do niej – chcę ci coś pokazać.

    Wstała. Spojrzała zaniepokojona na Adama. Nie chciała go zostawiać.

    – Poradzisz sobie? – spytała zmartwiona.

    Skinął głową. Nie patrzył na nią. Daniel wziął ją za rękę i pociągnął w stronę domu.

    – O co chodzi? – spytała niezadowolona z obrotu sytuacji.

    – Nie wiem czy pamiętasz, ale mówiłem ci, że swój prezent urodzinowy dostaniesz później. Inaczej pewnie nie chciała byś jechać do Paryża. – Uśmiechnął się do niej. – Więc właśnie dostaniesz go dzisiaj.

    – Skoro uważasz, że wolałabym zostać z prezentem zamiast zwiedzać Francję, jestem bardzo ciekawa co to może być.

    Wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu. Nic więcej nie powiedział. W przedpokoju czekał przewiązany czerwoną kokardą koszyk. Pisnęła z zachwytu na widok małej białej kulki w środku. Natychmiast uklęknęła na podłodze głaszcząc małego, ciekawie obwąchującego ją psiaka. Chłopak ukucnął przy niej.

    – I jak?

    – Miałeś rację, byłabym naprawdę rozdarta między wycieczką a zostaniem przy nim. Jak duży będzie?

    Puchata kulka znalazła się już na kolanach zachwyconej dziewczyny.

    – Trochę urośnie. Będzie cię bronił. To Owczarek Szwajcarski. Wyglądem przypomina trochę niemieckiego, tyle że zostanie biały.

    – Jest cudowny! Możemy go trzymać w mieszkaniu? – zaniepokoiła się dziewczyna.

    – Jasne, czemu nie? I tak rano biegam, więc jeden spacer ci odpadnie, chyba, że zaczniesz wychodzić ze mną – uśmiechnął się do niej wesoło.

    Eliza oparła głowę na ramieniu Daniela patrząc na psiaka z uwielbieniem w oczach. Zupełnie zapomniała o niemiłej sytuacji z Adamem.

    Note