Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Drugie spotkanie

    Na jarmarku było gwarno i kolorowo. Co chwila ktoś zaczepiał ją, proponując coraz to nowe towary. Lisanna szła powoli, uważając, żeby kogoś nie potrącić. Rozdzielili się z Patrickiem. Jak zawsze, gdy interesowało ich coś zupełnie innego. Oprócz gwaru słychać było również muzykę. Cudowną, czarującą. To właśnie w jej kierunku ciągnęło dziewczynę. Kiedy znalazła się niemal u jej źródła, zaczepił ją mężczyzna z długimi, związanymi w koński ogon włosami. Był wysoki i potężnie zbudowany. W dużych, mocno opalonych dłoniach prezentował drobne, czerwone korale.

    – Panienko, ślicznie będą prezentowały się na twojej szyi – zapewniał.

    Lisanna pokręciła głową, próbowała się odsunąć, ale był natarczywy. Nie przestawał jej namawiać.

    – Ja nie… – zaczęła cichutko, ale nie dał jej dojść do słowa.

    – To nie klientka – usłyszała za sobą głos, który nie wiedzieć czemu wydał jej się znajomy. – Ona jest ze mną.

    Odwróciła się, niemal wpadając na smukłego, ciemnowłosego młodzieńca. Zupełnie jak handlujący mężczyzna, miał na sobie ciemne, obcisłe spodnie i luźną, lnianą koszulę. Jej oczy rozszerzyły się nieco ze zdumienia. Rozpoznała w nim kelnera, który towarzyszył im tydzień wcześniej w restauracji. Sebastian! Doskonale pamiętała jego imię. Imię i pocałunek. Poczuła ucisk w gardle. Jej serce natychmiast przyspieszyło. Przestała myśleć racjonalnie. Przestała w ogóle myśleć. Jego dotyku, choćby najlżejszego, potrzebowała jak powietrza. Ucieczka! Musiała się stąd wynieść jak najszybciej i jak najdalej. Sam jego widok był zbyt bolesny. Roznosił jej ciało tysiącami sprzecznych emocji. 

    Nagabujący ją mężczyzna ukłonił się dwornie.

    – W takim razie nie będę wam przeszkadzał – oznajmił z szerokim, wieloznacznym uśmiechem.

    Chłopak chwycił ją za rękę. Przeszył ją przyjemny dreszcz.

    – Chodź – odezwał się łagodnie, ale też ponaglająco.

    Jej dłoń w jego dłoni. Z trudem panowała nad oddechem, pozwalając mu torować drogę poprzez tłum. Jej dłoń w jego dłoni. Ścisnął jej rękę mocniej. Nie mogła myśleć o niczym innym. Nie docierały do niej już nawet przebłyski własnej świadomości. Jej dłoń w jego dłoni! Znaleźli się w wąskiej uliczce. Tu nikogo nie było. Szli dalej. Przed nimi, na końcu ślepego zaułka, pojawił się płot.

    – Co my tu robimy? – zapytała, bezskutecznie próbując zebrać myśli.

    – Zobaczysz – wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu.

    Słabo zaprotestowała, kiedy ją podniósł, sadzając na płocie. Potem sam zwinnie się na niego podciągnął, zdejmując ją po drugiej stronie drewnianych szczebli. Byli w ogrodzie. Przepięknym, zapierającym dech w piersiach. Morze barwnych kwiatów zalewało ułożone w falujące linie grządki. Kwietniki były wszędzie. Rosły tu też krzewy, których liście miały rozmaite kształty i barwy. 

    Brunet znów wziął ją za rękę. Poprowadził do drewnianej altanki, stojącej na niewielkiej wysepce. Dziewczyna jednak nie rozglądała się wokół, kiedy szli kamiennym mostkiem. Wpatrywała się w jego plecy. Przystanął dopiero w altance. Teraz on patrzył na nią. Zbyt szybki oddech, galopujące serce. Lisanna nie miała pojęcia co się z nią dzieje. Daleko temu było do racjonalności. Podszedł do niej, powoli. Stała pod ścianą dobrze osłoniętego, porośniętego bluszczem pawilonu i, nawet gdyby chciała, nie miałaby dokąd uciekać, choć cała jej racjonalna strona krzyczała, że właśnie to powinna zrobić. Zamiast tego zafascynowana wpatrywała się w jego orzechowe oczy.

    – Jesteś piękna – zamruczał głosem, od którego motyle w jej brzuchu zaczęły wirować w dzikim tańcu.

    Teraz stał już zupełnie blisko, a ona nawet nie spostrzegła, kiedy jego usta zaczęły muskać jej szyję. Jego dłonie błądziły po jej ciele. Jej spragnione pocałunków wargi, same odnalazły najpierw jego podbródek, szczękę, potem policzek, aż wreszcie usta. To nie działo się naprawdę! Nie mogło! Było jak sen. Cudowny sen! Spełnienie marzeń. Lissi znalazła się w zupełnie innym świecie i wcale nie chciała z niego wracać.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Zdyszani, wciąż spragnieni siebie nawzajem, leżeli na skąpanej w majowym słońcu trawie. Lissi wtulona w Sebastiana, Sebastian obejmujący ją ramieniem. Pasowali do siebie idealnie. Niczym dwa fragmenty tej samej układanki. Chłopak już dawno pozbył się koszuli, więc teraz mogła swobodnie przesuwać palcami po jego płaskim brzuchu. On wtulał twarz w jej włosy, od czasu do czasu całując je czule. Leniwym gestem przesunął obejmującą ją w talii rękę.

    – Co to takiego? – spytała, kiedy wyciągnął z kieszeni jakieś zawiniątko.

    Uśmiechnął się tajemniczo w odpowiedzi.

    – To dla ciebie – powiedział ujmując jej dłoń i zapinając na nadgarstku splecioną z czarnego rzemienia bransoletkę, pomiędzy fragmentami którego znajdowały się misternie wykonane liście i kwiaty, przypominające lilie.

    Srebro przeplatało się z kropelkami cudownie niebieskiego kamienia. Lisanna nie znała się na biżuterii, raczej jej nie nosiła, ale bransoletka wyjątkowo przypadła dziewczynie do gustu. Była naprawdę piękna.

    – Dziękuję – powiedziała nieco speszona tym, że coś od niego dostaje.

    – Podziękujesz mi nosząc ją – wyszeptał, leciutko przygryzając płatek jej ucha.

    Ponownie zadrżała. Przesunął ją tak, że usiadła teraz na nim. Jęknęła cicho, gdy przesunął dłonie z jej bioder na piersi. Potem nie było już nic. Wszystko zlało się w jedno, cudowne morze przyjemności.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Zegar wybił dwunastą. Czar prysnął. Nie! Zabawiła tu już trzy godziny. Z Sebastianem! Oblała ją fala paniki. Zrobiła coś… coś złego. Tylko co? Wpatrywały się w nią orzechowe oczy. Błagalnie. Wyczekująco. Był ktoś! Ktoś na nią czekał. Nie mogła tylko sobie przypomnieć kto. Nie pamiętała jego imienia. Świtało jej gdzieś na granicy świadomości. Patrick! Gwałtownie się zerwała. Zdradziła go! Z zupełnie obcym mężczyzną. Ze wszystkich sił próbowała przywołać do siebie poczucie winy. Wyrzuty sumienia jednak nie chciały do niej przyjść. Orzechowe oczy. Cudowne oczy! Zrobiłaby to jeszcze raz i milion następnych razy! Otrząsnęła się z tego. Dopiero teraz zauważyła, że ogród miał również furtkę. Podeszła do niej, wychodząc na znajdującą się wśród drzew i krzewów ścieżkę. Od tej strony z łatwością można ją było otworzyć po prostu przesuwając zasuwkę. W oddali majaczył targowy plac i fontanna pod którą umówiła się z Patrickiem. Sebastian podszedł do niej. Stanął za nią. Oplótł ją ramionami i pocałował w szyję.

    – Muszę już iść – powiedziała, odsuwając się od niego.

    Przyciągnął ją do siebie z powrotem. Ponownie pocałował, tym razem w usta.

    – Nie idź – poprosił. – Zostań ze mną.

    – Nie mogę – szepnęła, oswobadzając się z jego objęć.

    Wyśliznęła się, kiedy próbował chwycić ją ponownie. Kiedy biegła, uciekając od niego, patrzył za nią tęsknym spojrzeniem. Nie odwróciła się. Nie spojrzała na niego ani razu. Z daleka, z bólem obserwował jak wita się z innym mężczyzną. Jak całuje go w usta. Przyglądał się jak rozmawiają. W dalszym ciągu nie spojrzała na niego. Zupełnie jakby nie istniał. Poczuł jak do oczu napływają mu łzy. Po raz pierwszy odkąd skończył pięć lat. To było upokarzające. Mógłby zrobić cokolwiek. Pobić się z nim – doskonale wiedział, że by wygrał. Mógłby go nawet zabić. Stał jednak w miejscu, sparaliżowany bólem. Nie mógł oderwać od nich wzroku. Odnalazł ją, nareszcie! Tylko dlaczego, kiedy to się stało, ona miała już innego? Wziął zamach i z całej siły uderzył pięścią w kamienny mur. Potem kolejny raz i następny. Ból, który poczuł niewiele mu pomógł.

    – Spokojnie – usłyszał łagodny głos górującego nad nim Matthiasa – ona potrzebuje tylko trochę czasu – dodał pocieszająco. – Przecież widzisz, że nie może ci się oprzeć.

    – A jednak jest z nim, a nie ze mną – warknął w odpowiedzi Sebastian.

    Mężczyzna przytaknął.

    – Myśli zbyt racjonalnie. Walczy z własnymi uczuciami. Gwarantuje ci jednak, że z nimi nie wygra.

    Chłopak stanął prosto. Masochistycznie obserwował jak Lissi, jego Lissi, i jasnowłosy mężczyzna odchodzą, przedzierając się przez największy, południowy tłum. Już niedługo ją odzyska, a ona… ona będzie tylko jego.

    Note