Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Huk i błysk, a później strugi deszczu. Stałam pod dachem, przed budynkiem stacji benzynowej i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Zostałam tutaj, całkiem sama, po środku niczego. Bez bagażu, pieniędzy, dokumentów. Miałam tylko bezużyteczny telefon komórkowy, z którego i tak nie było do kogo zadzwonić. Chyba, że… Obiecałam sobie, że nigdy więcej… ale teraz, załamana, przemarznięta i samotna, z trudem powstrzymując się od płaczu, złamałam złożone sobie samej przyrzeczenie. Odebrał już po drugim sygnale.

    – Vicky? – usłyszałam w słuchawce jego głęboki, tak dobrze mi znany, głos.

    – Słuchaj, nie chcę ci przeszkadzać… – zaczęłam z trudem przełykając łzy. – Czy robisz teraz coś ważnego?

    Przez chwilę najwyraźniej się zastanawiał. Milczał.

    – Nie, właściwie to nie – stwierdził cicho, zbyt cicho, żebym była w stanie mu uwierzyć. – O co chodzi?

    – Potrzebuję pomocy. Zostałam sama, przy Lotosie, za Nowym Dworem i nie mam jak wrócić – wyrzuciłam z siebie, nie potrafiąc już dłużej powstrzymać spływających po policzkach łez.

    Znowu nastała chwila ciszy, która w tym momencie napawała mnie przerażeniem. Bo jeżeli on mi nie pomoże, to kto? Nikogo innego nie miałam. Moje łzy wydawały się niczym w porównaniu do wodospadu, który lał się z chmur. Czy niebo również czasami płacze?

    – Przyjadę po ciebie, będę jak najszybciej – oznajmił z jakąś dziwną determinacją, a potem się rozłączył. 

    To było okropne pół godziny. Przemoczona, przemarznięta, stałam czekając i błagając w duchu, żeby nikt mnie stamtąd nie przegonił. Modląc się o to, żeby naprawdę przyjechał. Bo nie powinien i doskonale o tym wiedziałam. Kiedy zobaczyłam wjeżdżający na stację, w strugach deszczu, srebrny motocykl, moje serce puściło się do przodu gnając w dzikim galopie. Teraz, kiedy tu był – naprawdę był – czułam się wreszcie bezpieczna. Podbiegłam do niego, kiedy zsiadał z maszyny i zdejmował kask. Rzuciłam się w jego ramiona. Na chwilę zesztywniał, ale potem przytulił mnie do siebie czule. Jego skórzana kurtka była mokra od deszczu. Pachniał lasem i aloesowym mydłem, którego zapach tak dobrze pamiętałam. 

    – Gdzie cię zawieść? – zapytał, odsuwając mnie od siebie łagodnie.

    Spuściłam wzrok. Nie wiedziałam. Znał mnie na tyle dobrze, żeby zrozumieć taką odpowiedź. Podał mi drugi kask, a potem otulił mnie swoją kurtką.

    – Na razie możesz spać u mnie, potem zastanowimy się co dalej – stwierdził.

    Nie potrafiłam zmusić się do uśmiechu, ani do żadnych słów, więc tylko skinęłam głową. Wiedział, jak bardzo jestem mu wdzięczna i jak bardzo go potrzebuję. Usiadłam za nim na motorze, żeby mógł zabrać mnie do jedynego miejsca, które kiedykolwiek nazywałam domem.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Ania nagle przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Jej uśmiech, który do tej pory wydawał mi się ładny, stał się banalny, a uroda pospolita. Nie mogła się równać… z nią. Zresztą nikt nie mógł z nią konkurować. Zostawiłem ją siedzącą na kanapie, w moim T-shircie, który był na nią zdecydowanie za duży i sprawiał wrażenie sukienki, a ona… ona z przemoczonymi włosami i w tej właśnie koszulce, wyglądała niesamowicie seksownie, tak, że z trudem zmusiłem się do wyjścia. 

    – Muszę jeszcze coś załatwić, niedługo wrócę – oznajmiłem, podając jej koc.

    Skinęła głową, uparcie milcząc. W oczach barwy wiosennego nieba w dalszym ciągu lśniły łzy. Włączyłem jej „Buffy”, mając nadzieję, że może chociaż to ją rozweseli. Zawsze bardzo bawił ją ten serial. Wiedziałem, że najbardziej lubi stare horrory, ale tego teraz nie chciałem jej puszczać. Dużym wysiłkiem woli zmusiłem się do tego, żeby wyjść z domu.

    – Przepraszam, że tyle na mnie czekałaś – odezwałem się skruszonym głosem do Ani, którą zostawiłem samą w kinie. 

    – Nie szkodzi – uśmiechnęła się do mnie promiennie, starając się ukryć wściekłość, którą wyraźnie widziałem w jej oczach.

    Była ładną, inteligentną dziewczyną. Zasługiwała na kogoś lepszego niż ja. Kogoś, kto przez całe życie nie jest obłędnie zakochany w jednej dziewczynie – co gorsza dziewczynie, która go nie chce.

    – Zamówię ci taksówkę – zasugerowałem.

    – Jak to? – wyglądała na zmieszaną i zaskoczoną. – Mieliśmy iść do restauracji i…

    – Przepraszam – uciąłem krótko – zmieniły mi się plany i to naprawdę ważne. Bardzo przepraszam.

    Wiedziałem, że to nie wystarczy. Zawiodłem ją i sprawiłem jej przykrość, ale teraz, kiedy Vicky siedziała otulona kocem na mojej kanapie, to kompletnie nie miało dla mnie znaczenia. Chciałem tylko pozbyć się Ani i jak najszybciej wracać do domu. Zadzwoniłem po taksówkę, z góry zapłaciłem kierowcy i zamknąłem za dziewczyną drzwi auta. Natychmiast poczułem wyrzuty sumienia, bo gdy tylko taksówka odjechała, ogarnęła mnie niesamowita ulga. Teraz spokojnie mogłem wrócić do sennego marzenia, które czekało na mnie w mieszkaniu. Po drodze zatrzymałem się jeszcze w całodobowym Tesco. Kupiłem kwiaty – niebieskie frezje, jej ulubione i wino z lychee za którym tak przepadała, wrzuciłem wszystko do bagażnika, mając nadzieję, że rośliny przeżyją tę podróż. Chyba jeszcze nigdy tak szybko nie jechałem do domu.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Nie mogłam doczekać się, kiedy wreszcie stanie w drzwiach. Bezskutecznie starałam się skupić uwagę na filmie. Sarah Michelle Gellar już po raz trzeci w tym odcinku skopała tyłki jakimś wampirom. Lubiłam ten serial – jednak lubiłam go oglądać właśnie z nim. Pojawił się po niecałych trzech kwadransach. Z kwiatami, na których widok na mojej twarzy natychmiast zagościł uśmiech. Jak zwykle mnie zaskakiwał. Mimo że wcale nie musiał i nie miał ku temu żadnego powodu, a wręcz przeciwnie – nie powinien. Ponieważ nie miał w domu żadnego wazonu, wstawiliśmy je do szklanki od piwa, ozdobionej zielonym napisem Carlsberg. Niebieskie frezje o dziwo wyglądały w niej jak najbardziej na swoim miejscu, a ja właśnie tak czułam się siedząc otulona kocem na jego kanapie. Wyszedł z kuchni, wręczając mi kubek z gorącą czekoladą. Nie pytał co się stało, nie naciskał, ale wiedziała, że chce, żebym mu wszystko opowiedziała. Tylko nie byłam pewna czy ja jestem na to gotowa. Usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego, wreszcie czując ciepło i bezpieczeństwo. On… był jedyną stałą w moim życiu. Zauważyłam irytację malującą się na jego twarzy, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Niechętnie wstał i otworzył.

    – Co tu robisz? – usłyszałam jego zniecierpliwiony głos.

    – Przyszłam sprawdzić czy u ciebie wszystko w porządku… – odpowiedziała mu nieznajoma kobieta. – Najpierw zniknąłeś z naszej randki, a potem tak szybko mnie odprawiłeś…

    – Tak, jasne, tylko, że… – zaczął, ale ona już zdążyła wejść do środka.

    Poczułam się jakby ktoś mnie uderzył. Dlaczego to w dalszym ciągu tak mnie bolało? Przecież nie powinno. Był moim przyjacielem. Przyjacielem i nikim więcej. Tylko czemu ona musiała być taka piękna? Sarniooka, długonoga, opalona i szczupła – jak modelka. Nie mógł umawiać się z jakąś tłustą szkaradą? Nie… na pewno nie on… Zmusiłam się, żeby wstać z kanapy. Uśmiechnęłam się przepraszająco do nieznajomej.

    – To ja zostawię was samych – mruknęłam, razem z moim kocem i kubkiem kakao uciekając do sypialni, co do której również zbyt dobrze wiedziałam gdzie była.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Moja irytacja osiągnęła już tak wysoki poziom, że z trudem powstrzymywałem się przed wypowiadaniem myśli na głos. Marzyłem tylko o tym, żeby się stąd wyniosłą, szybko i daleko.

    – Kim ona jest? – zadała pytanie, pełnym pretensji głosem.

    Boginią, miłością mojego życia, miałem ochotę odpowiedzieć.

    – Przyjaciółką, która potrzebowała mojej pomocy – oznajmiłem zamiast tego. – Mówiłem ci już, że to ważne. Inaczej nie zawaliłbym dzisiejszego wieczora. Przepraszam, że wszystko zepsułem – dodałem mając nadzieję, że sobie pójdzie.

    – Mogę ci jakoś pomóc? – spytała Ania, tym razem dobrze ukrywając swoją wściekłość i chyba zazdrość.

    – Nie, ale dzięki za dobre chęci. Po prostu musimy porozmawiać. Sami – uzupełniłem dla ścisłości.

    – Może zrobię kawy? – zaproponowała ignorując moje słowa.

    – Nie, idź już, odezwę się do ciebie. 

    Nie miałem na to teraz czasu ani ochoty, więc po prostu wypchnąłem ją na korytarz i zamknąłem za nią drzwi. Na zamek. Brutalnie, ale skutecznie. Nie obchodziło mnie co o mnie pomyśli. Niewiele mnie tego wieczora obchodziło. Kiedy wszedłem do sypialni, chciało mi się wyć. Vicky spała, skulona na przykrywającym łóżko kocu. I to by było na tyle, jeżeli chodzi o rozmowy i cokolwiek innego. Przykryłem ją starannie, a potem usiadłem obok z laptopem na kolanach. Musiałem wiedzieć co się stało i komu powinienem przyłożyć.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Obudziłam się wypełniona poczuciem bezpieczeństwa. Spałam wtulona w ramiona Gabriela. Było mi wygodnie i przyjemnie. To właśnie on był jedyną osobą na świecie, której ufałam całkowicie, bez zastrzeżeń, a jednak, potrafiłam go tylko ranić. To było to, co w życiu wychodziło mi najlepiej. Zobaczyłam wpatrujące się we mnie szare oczy.

    – Cześć – odezwał się, kiedy zorientował się, że już nie śpię.

    Przeciągnęłam się, a potem wtuliłam się w niego bardziej.

    – Jesteś wygodną poduszką – stwierdziłam.

    Roześmiał się. Zapomniałam już jak bardzo brakowało mi jego śmiechu. Kiedy poszłam do łazienki, on włączył ekspres i zrobił dla nas kawę. Potem, jak to miał w zwyczaju, zatroskanym wzrokiem komentował fakt, że nie jem śniadania. Wiedziałam, że nie zrobię się głodna przed siedemnastą, ale on i tak zawsze się martwił moim trybem życia i sposobem odżywiania. To była jedna z tych rzeczy, za które tak bardzo go ceniłam. Tylko on się mną przejmował. 

    – Opowiesz mi co się stało? – poprosił, siadając na wysokim stołku, naprzeciwko mnie. 

    Jak zwykle, kiedy się denerwowałam, przygryzłam dolną wargę i odgarnęłam włosy. Teraz, kiedy znowu wzeszło słońce, w ogóle już nie chciałam myśleć o wczorajszym dniu, a co gorsza, jeszcze opowiadać. Byłam mu jednak winna wyjaśnienia. Wiedziałam, że jestem.

    – Pokłóciliśmy się – przyznałam niechętnie. Często się kłóciliśmy. Zbyt często. Ale jeszcze nigdy nie zrobił mi czegoś takiego. – Jechaliśmy samochodem, a on zatrzymał się i kazał mi wysiadać. Byłam wściekła, więc posłuchałam, a on mnie tam zostawił i sobie pojechał – z trudem powstrzymywałam łzy, wspominając moją kłótnię z Danielem. To w dalszym ciągu były żywe i bardzo barwne wspomnienia. – Tak po prostu.

    Byłam pewna, że nie dam rady spojrzeć Gabrielowi w oczy. Zsunęłam się z wysokiego krzesła i odwróciłam do niego plecami. Po policzkach spływały mi łzy. Uciekłam do sypialni, położyłam się na łóżku, chowając twarz w poduszce. Po chwili poczułam jak kładzie się za moimi plecami, obejmując mnie opiekuńczo. W tym momencie pragnęłam tylko tego, żeby już nigdy więcej się nie odsuwał.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Istnieją błędy, które już na zawsze pozostawiają ślad w naszym życiu. Wszystko zaczęło się na zlocie motocyklowym, przy okazji Festiwalu Country w Mrągowie. Wybrałem się tam z najlepszym kumplem, Tomkiem. Wynajęliśmy kawałek trawy, żeby rozstawić nasze namioty. W ogródku, koło jednorodzinnego domku, w którym właściciele w okresie wakacyjnym przyjmowali turystów. Robiliśmy tak co roku. Po sąsiedzku rozbiły się dwie dziewczyny, szesnastolatki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jedna z nich natychmiast przyciągnęła moją uwagę. Wyglądała jak marzenie. Szczupła i drobna, o sięgających pasa jasnych, prostych włosach i pięknych, migdałowych oczach. Nie mogłem się otrząsnąć, a zdawałem sobie sprawę, że powinienem. W końcu to były smarkule, młodsze od nas o całe sześć lat. Takie zainteresowanie wydawało mi się wręcz niezdrowe. Tomek jednak nie miał żadnych skrupułów, a ja gotowałem się w środku, kiedy komentował ich okryte skąpymi bikini kształty. Wieczorem, mimo moich protestów, zaprosił je na whisky z colą. To chyba właśnie wtedy przepadłem. Po kilku drinkach Aneta, dziewczyna o ładnej, okrągłej twarzyczce, paplała jak szalona, za to Wiktoria… ona milczała, sprawiając wrażenie wiecznie zamyślonej. 

    – Chodźmy coś zjeść – zasugerował Tomek, kiedy niemalże opróżniliśmy butelkę. 

    Poparłem go chętnie, bo jak zwykle umierałem z głodu. Zamówiliśmy dla siebie gyrosy i tylko Wiktoria poprosiła o wodę. Kiedy zapytałem dlaczego nic nie je, z uśmiechem stwierdziła, że nie jest głodna. Wtedy chyba nie zaniepokoiło mnie to aż w takim stopniu, w jakim powinno. Później, sącząc piwo, staliśmy na pomoście. Po jeziorze śmignął skuter wodny. Wiktoria niemal rzuciła się do barierki. W rozjaśnianym przez stłumione światło latarni i reflektory wesołego miasteczka półmroku, widziałem jak jej oczy iskrzą się z podniecenia. 

    – Też chcesz popływać? – zaproponowałem niewiele myśląc. 

    Nie czułem się pijany, a przecież nawet, gdybyśmy wpadli do wody, to się nie potopimy…

    – Naprawdę możemy?

    Oczy w kolorze ciepłego karmelu patrzyły na mnie z uwielbieniem i nadzieją. Jak mógłbym odmówić?

    – Pewnie.

    Powiedziałem Tomkowi dokąd idziemy, a on tylko skinął głową, zajęty rozmową z Anetą. Chyba znaleźli wspólny język, ponieważ co chwilę któreś z nich wybuchało śmiechem. W każdym razie wyglądało na to, że dobrze się bawią. Szczerze zapragnąłem tego samego. Tylko że Wiktoria nie była jedną z tych rozchichotanych dziewczyn. Ona była… niezwykła. Z wypożyczeniem skutera wodnego nie miałem najmniejszych problemów. Kiedy zobaczyli moje prawko kategorii A, nie zadawali żadnych więcej pytań. Gorzej zrobiło się dopiero, gdy Vicky usiadła za mną, obejmując mnie w pasie ramionami i mocno przylegając do moich pleców. To właśnie teraz poczułem się jak pijany, nie potrafiąc skupić się na niczym więcej poza jej dotykiem. Śmigaliśmy po wodzie przez dobre pół godziny, a kiedy zsiadaliśmy ze skutera, obydwoje byliśmy nieco przemoczeni, ale niebotycznie szczęśliwi. Nawet nie zauważyłem, kiedy jej drobna dłoń wśliznęła się w moją rękę. Spacerowaliśmy pod gwiazdami, wśród rozbawionych ludzi i wielu innych par. Obserwowaliśmy skoki na bungee i słuchaliśmy, nieco przytłumionej z tej odległości, muzyki. Wieczór natomiast zakończyliśmy w moim namiocie. Rozłożyłem śpiwór na karimacie, ponieważ było zbyt upalnie, żeby się nim przykrywać. Położyłem się, mając nadzieję szybko zasnąć, ponieważ trudno było mi nad sobą panować. W końcu miała tylko szesnaście lat… Ona jednak miała inne plany. Leżałem na plecach. Pochyliła się nade mną. Jej włosy przyjemnie muskały moją twarz. Pocałowała mnie, a wtedy już nie było odwrotu. Niemalże boleśnie odczuwałem każdy dotyk jej ust, delikatnych dłoni. Kiedy gładziłem nagą skórę jej pleców, w głowie miałem kompletną pustkę. Istniała tylko ona. Oprzytomniałem dopiero, kiedy sięgnęła ręką do mojego rozporka. Chwyciłem jej nadgarstek. 

    – Nie! – zaprotestowałem nieco zachrypniętym głosem, mając nadzieję, że mimo wszystko brzmi to wystarczająco stanowczo.

    W karmelowych oczach pojawiło się niezrozumienie, a potem irytacja. Położyła się na boku, odwracając do mnie plecami. Mimo upału przytuliłem ją do siebie, pocieszając się bliskością jej ciała. Nie protestowała. Bez słowa przylgnęła do mnie, zamykając oczy. Później, przez lata, wiele razy w myślach przerabiałem alternatywny scenariusz. Co by mogło się wydarzyć, gdybym wtedy nie uniósł się honorem i zignorował fakt, że miała zaledwie szesnaście lat. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Obudziłam się wtulona w jego ramiona. Wtedy jeszcze nie podejrzewałam jak często będę się tak budzić. Tamtego ranka byłam jednak zła. Na siebie i na niego. Zauroczył mnie, a potem od siebie odsunął. To było po prostu nie fair. Czy zrobiłam coś nie tak? Przywitał mnie jego uśmiech i roziskrzone, szare oczy. Przeciągnął się, uprzednio wypuszczając mnie z objęć. Poczułam się skrępowana na myśl, że on spał w spodniach, a ja jedynie w samej bieliźnie. Potem jednak jego dłoń powędrowała ku mojej twarzy. Odgarnął z moich policzków wysuwające się z luźnego warkocza kosmyki. 

    – Dobrze spałaś? – zapytał przysuwając się do mnie tak, że niemal zetknęliśmy się nosami. 

    – Mhm – mruknęłam i chciałam powiedzieć coś więcej, ale nie dał mi dokończyć. 

    Jego usta zamknęły moje usta pocałunkiem. Łagodnym, delikatnym, który zdecydowanie zbyt szybko się skończył. 

    – Ubierzemy się, zjemy coś i możemy pojeździć – oznajmił zadowolony. – To znaczy, jeżeli masz ochotę – dodał, kiedy nic mu nie odpowiedziałam.

    Czy miałam? Oczywiście. Motocykle były jedną z tych rzeczy, które uważałam za najlepsze na świecie.

    – Tak – odpowiedziałam zwięźle, w dalszym ciągu przejmując się tym, że nie potrafię go rozgryźć. 

    Do łazienki poszłam razem z Anetą, która opowiadała o tym, co robiła z Tomkiem i… wypytywała o Gabriela. A ja… ja nie miałam co jej powiedzieć, więc uparcie milczałam. Ku mojej uldze, jak zwykle niczego nie zauważyła, tylko beztrosko paplała dalej.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Jej wzrok prześliznął się po moim Kawasakim. Wyglądała jednocześnie na zachwyconą i podekscytowaną. Cieszyłem się, że mogę sprawić jej radość. Coś ścisnęło mnie w środku. Nie wierzyłem. Jak mogłem zakochać się w szesnastolatce? Kiedy usiadła za mną, wiedziałem już, że to prawda. Wystarczała mi sama jej bliskość. Nigdy jeszcze żadna dziewczyna tak na mnie nie działała. Ruszyliśmy. Po godzinie jeżdżenia zrobiliśmy przerwę nad brzegiem jeziora. Leżałem z głową na jej kolanach i starałem się nie myśleć o tym, jak to się skończy. Dlaczego spędzamy w Mrągowie tylko jeden, głupi weekend? W sobotę wieczorem to ona pierwsza wśliznęła się do namiotu. Mojego. Kiedy do niej przyszedłem, już spała, albo, jak mi się zdawało, udawała, że śpi.

    – Co teraz? – zapytała cicho, w niedzielę rano, wpatrując się swoimi cudownymi, karmelowymi oczami, w moje oczy.

    – Odwieziemy was do domów – oznajmiłem, udając, że nie wiem o co jej chodzi. – Ty pojedziesz ze mną, a Aneta z Tomkiem.

    Tak właśnie zrobiliśmy, ale ona nie odpuściła. Kiedy się żegnaliśmy, wsunęła do kiszeni mojej kurtki kartkę ze swoim adresem mailowym i numerem telefonu. Wytrzymałem prawie trzy dni, ale to było silniejsze ode mnie. Musiałem do niej napisać.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Gabriel często pracował w weekendy lub zostawał w hotelu na całe noce. Kiedy nie było mnie w pobliżu, był niezawodnym pracownikiem. Tym razem jednak była niedziela, a on był wściekły na to, że musi pojawić się w pracy. Zwłaszcza, że hotel w którym pracował, wcale nie znajdował się w Elblągu i trzeba było do niego dojeżdżać, co po krętej drodze, średnio zajmowało mu pół godziny. Odniosłam wrażenie, że zwyczajnie boi się zostawić mnie samej. Zbyt dobrze mnie znał. Ja jednak byłam pewna swojego. Tym razem, nie zamierzałam odstawiać żadnych numerów. Nie po tym jak mi pomógł i na pewno nie pod jego dachem. W końcu pojechał, przyrzekając, że wróci jak najszybciej się da. Kilkakrotnie w ciągu dnia do mnie dzwonił, ale ja nie ruszyłam się z kanapy, na przemian to oglądając jakiś film, to czytając książkę. Była już prawie siedemnasta, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Przez chwilę wahałam się czy otworzyć, ale ten kto przyszedł był bardzo uporczywy i łatwo nie odpuszczał. Zresztą nie było nic dziwnego w tym, że spędzam czas w mieszkaniu Gabriela. Nawet pod jego nieobecność. Kiedy w końcu uchyliłam drzwi, odruchowo miałam ochotę je natychmiast zamknąć. On jednak nie odpuścił. Nigdy łatwo się nie poddawał. Wsunął nogę między drzwi, a framugę. Ku mojemu rozczarowaniu miał na sobie glany, więc nawet go nie zabolało. 

    – Wiedziałem, że pójdziesz do niego – warknął. – Zawsze kończysz u niego!

    – To nie twoja sprawa gdzie i z kim jestem! – syknęłam rozdrażniona.

    Nie musiałam na niego patrzeć, żeby oczami wyobraźni zobaczyć jego minę. Doskonale wiedziałam też co ujrzę, kiedy podniosę wzrok. Szczupła sylwetka, nieco przydługie, jasne włosy i te zielone oczy, które będą patrzyły na mnie błagalnie. Znałam to doskonale i wiedziałam, że jeżeli na niego spojrzę, to on zwycięży. Za chwilę pożałuje swoich słów. Zacznie przepraszać. Za wszystko, a teraz przede wszystkim za to, że mnie tam zostawił.

    – Vicky, proszę, porozmawiajmy – jego głos się nieco załamał. – Zachowałem się jak dupek. Jak ostatnia świnia. 

    Dlaczego zawsze jest tak samo? Czemu robi coś takiego, a potem przeprasza? A ja… ja mu wybaczam. Nie tym razem! Nie miałam zamiaru dalej tego ciągnąć. Zostawił mnie samą. W deszczu. Na drodze donikąd. Powtarzałam sobie uparcie te słowa. 

    – Nie mamy o czym rozmawiać – oznajmiłam mu chłodno.

    – Proszę – wyszeptał. – Chcę tylko porozmawiać. Wpuścisz mnie?

    Nie, Gabrielowi się to nie spodoba, jeżeli zaproszę Daniela do środka. Doskonale o tym wiedziałam. Właśnie. Skąd on wiedział, że jestem sama? Gdybym nie była, nigdy by się nie odważył tu przyjść. 

    – Ile czasu czekałeś na zewnątrz? – zapytałam wprost.

    Zacisnął pięści. Miał zacięty wyraz twarzy. Uparcie milczał.

    – Jak długo? – powtórzyłam pytanie.

    – Od wczorajszego wieczora –  niemalże warknął na mnie.

    Zakręciło mi się w głowie. Jak mogłam choć przez chwilę pomyśleć, że mu nie zależy?

    – Pojechał do pracy – oznajmiłam cicho. – Czemu nie przyszedłeś wcześniej?

    – Nie wiedziałem – przyznał – myślałem, że zaraz wróci. Porozmawiamy? Proszę…

    Skinęłam głową.

    – Tak, ale nie tutaj. Poczekaj na mnie na dworze, ubiorę się i zaraz przyjdę.

    – Dokąd idziemy? – zapytał.

    Nie wiedziałam.

    – Na lodowisko – rzuciłam pierwszy pomysł, jaki przyszedł mi do głowy.

    Na dworze nie mogliśmy zostać. Zbyt mocno padało.

    – Ok. – stwierdził już nieco rozpogodzony. – W takim razie czekam na ciebie.

    Ubrałam się pośpiesznie, zawsze miałam u Gabriela jakieś zapasowe rzeczy. Wysłałam mu smsa gdzie idę, a potem szybko wyłączyłam telefon, żeby nie zdążyć przeczytać tego co mi odpowie. Doskonale wiedziałam co by to było. Później, z mieszanymi uczuciami i wielką gulą w gardle, powoli zeszłam na dół.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Dzwoniłem, a przynajmniej próbowałem. Siódmy raz już trafiłem na pocztę głosową. Pół godziny, jeżeli teraz wyjadę, będę na miejscu za pół godziny. Musiałem odpowiedzieć sobie na pytanie co kieruje mną bardziej – niepokój czy zazdrość. Obydwa uczucia były wystarczająco silne. 

    – Wychodzę – rzuciłem do siedzącej ze mną na recepcji Agnieszki.

    Była zaskoczona. Zawsze, kiedy tylko mogłem, robiłem nadgodziny. Poszedłem zrzucić garnitur i włożyć na siebie normalne ciuchy. 

    – Nie możesz! – dogoniła mnie w progu.

    – Czego nie mogę? – spojrzałem na nią pytająco.

    – Wyjść. Zostawić mnie samej – wyrzuciła z siebie.

    Prychnąłem. Nie miałem ochoty być miły. Nie dzisiejszego dnia.

    – Jesteś dużą dziewczynką, poradzisz sobie.

    Zarumieniła się. Spuściła wzrok. Nie dawała jednak za wygraną.

    – A co jeżeli przyjdą jacyś Niemcy? Nie dogadam się z nimi… Doskonale wiesz, że…

    – Poradzisz sobie – uciąłem krótko. – Nie mogę tu siedzieć całej doby.

    Nie mogę? Dobre sobie… Niejednokrotnie już tak właśnie robiłem. Praca to było dobre miejsce. Idealne na to, żeby zapomnieć. Tym razem jednak wyszedłem, zamykając za sobą drzwi. W pomieszczeniu dla pracowników zdjąłem garnitur, powiesiłem go w szafie i wciągnąłem na siebie grafitowe dżinsy oraz czarnego T-shirta, a na to kurtkę motocyklową. Byłem gotowy do drogi i na to, żeby zmierzyć się z tym co mnie czeka. Być może również z gniewem Wiktorii.  

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Jeździliśmy na łyżwach. O tej porze nie było wielu osób. Zresztą w Elblągu tak naprawdę w niewielu miejscach bywały tłumy. Daniel trzymał mnie za rękę i chyba właśnie przez to, w tej chwili, gotowa byłam wybaczyć mu dosłownie wszystko. 

    – Kocham cię – szepnął, obejmując mnie ramionami, kiedy schodziliśmy jako ostatni z lodowiska. 

    Gdy wyszliśmy z budynku, na dworze było już zupełnie ciemno. Zatrzymaliśmy się kawałek dalej, pod ścianą, na której nie było okien.

    – Gniewasz się na mnie jeszcze? – spytał Daniel, którego twarz zdobił teraz promienny uśmiech.

    Złość wróciła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Był taki pewny siebie! Cokolwiek by nie zrobił, zawsze uważał, że zwykłe przepraszam i jakiś romantyczny wieczór, załatwią każdą sprawę. Teraz przyciągnął mnie do siebie i nachylił się, żeby mnie pocałować, ale ja odwróciłam głowę. W zielonych oczach pojawiła się złość. Daniel po prostu należał do grona tych ludzi, którzy nie są w stanie tolerować żadnej odmowy. Odepchnął mnie od siebie brutalnie, tak, że z trudem utrzymałam równowagę. Nie dopuszczał również do siebie tego, że to on może być czemuś winny.

    – To on, prawda? To znowu przez niego! – chwycił mnie za nadgarstek. Mocno. Stanowczo zbyt mocno. – Pieprzyłaś się z nim, mam rację? Zachowujesz się jak cholerna dziwka! Skaczesz pomiędzy mną a nim, kiedy ci tylko wygodnie!

    – Daniel, puść mnie – poprosiłam, ponieważ w moich oczach zdążyły już pojawić się łzy bólu.

    Nie słuchał. Zamiast tego chwycił mnie również za drugą rękę. Po raz nie wiadomo który w życiu zaczęłam żałować, że jestem taka drobna. Z chłopakiem o wzroście metr osiemdziesiąt nie miałam żadnych szans. Mógł ze mną zrobić co chciał. Zwłaszcza kiedy kierowała nim taka wściekłość. 

    – Posłuchaj – warknął – jesteś moja! Rozumiesz to? Tylko i wyłącznie moja! Nie spotkasz się z nim już nigdy więcej!

    Poczułam strach. Coś było nie tak. Bardzo nie tak. W jego głosie, ruchach, zielonych oczach, w całej jego osobie był już tylko gniew. Bałam się, że tym razem również zrobi coś, za co znowu będzie jutro przepraszał. 

    – Nie ty o tym decydujesz – usłyszałam za plecami znajomy, surowo brzmiący głos Gabriela. 

    Daniel mnie nie puszczał. Zamiast tego przyciągnął mnie do siebie bliżej. 

    – Chodźmy stąd – syknął, ignorując obecność Gabriela.

    Nie pozwoliłam mu się pociągnąć za rękę. Stałam tam, wpatrując się w niego załzawionymi oczami.

    – Vicky? – ponaglił mnie ostrym tonem.

    Wiedziałam, że jeżeli teraz z nim pójdę, to przynajmniej chwilowo będzie wszystko ok. Będzie zadowolony, że wybrałam jego. Przez chwilę wydawało mi się to kuszącą perspektywą. A Gabriel? On jak zwykle by mi wybaczył. Wtedy jednak spojrzałam w jego szare, pełne cierpienia oczy. Nie mogłam mu tego zrobić. Nie mogłam go zawieść. Nie po raz kolejny. Wiedziałam, że będzie to tylko i wyłącznie moja decyzja.

    – Nigdzie nie idę – oznajmiłam buntowniczo.

    Wściekłość przezwyciężyła jego strach. Tu nie chodziło o to, że Gabriel był od niego o niemal głowę wyższy czy lepiej zbudowany. Problemem było to, że Gabriel po prostu potrafił się bić. Daniel nie. Mimo to, szarpnął mnie za rękę.

    – Właśnie, że idziesz! – zawarczał.

    – Zostaw ją! – rozkazał Gabriel, stając między nami.

    – Bo co mi zrobisz? To nie jest twoja sprawa, więc się od nas odwal! – zażądał Daniel.

    – Ona nie chce z tobą iść. Daj jej spokój.

    – Ona jest głupią szmatą, która nie wie czego chce!

    Wtedy się zaczęło. Gabriel go uderzył. Powalił na ziemię. Tym razem to szare oczy były przepełnione gniewem. Chłopak przestał nad sobą panować. Wkrótce Daniel w ogóle zrezygnował z bronienia się. Skulił się, chroniąc przed kopniakami głowę i brzuch. Odwróciłam się i uciekłam. To otrzeźwiło Gabriela. Byłam dla niego ważniejsza niż porachunki z Danielem. Ważniejsza niż wiele innych rzeczy. Niemal natychmiast pobiegł za mną. Dogonił mnie za rogiem budynku. 

    – Zaparkowałem przy ulicy – oświadczył nie patrząc na mnie. – Może chcesz, żebym zawiózł cię do domu?

    – Nie – to było jednocześnie zaprzeczenie i prośba. – Wolałabym jechać do ciebie.

    – Więc się na mnie nie gniewasz? – odetchnął z ulgą.

    – Nie – odpowiedziałam, bezwiednie szukając jego dłoni. – Zasłużył sobie.

    – Brał coś? – spytał ponuro Gabriel, ściskając moją rękę.

    Skinęłam głową.

    – Prawdopodobnie tak. Inaczej by się tak nie zachowywał. 

    – Nawet nie wiesz, jak bardzo nienawidzę tego cholernego palanta – mruknął, kiedy podeszliśmy do motocykla.

    Usiadłam za nim i założyłam kask. Wiedziałam. Doskonale wiedziałam. Sama również miewałam momenty w których nienawidziłam Daniela. Problem stanowiło to, że w tych wszystkich pozostałych chwilach naprawdę, całą sobą, go kochałam. Teraz jednak, kiedy siedziałam na srebrnej hondzie, wtulając się w plecy Gabriela, ten fakt, nie miał najmniejszego znaczenia. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Kiedy miałem dziewiętnaście lat umarła moja mama. Miała białaczkę. Zostałem sam. Właściwie może nie całkiem sam. Miałem ciocię, która tak naprawdę była siostrą mojej babci, ale ona już wtedy miała dziewięćdziesiąt trzy lata. Po mamie zostało mi mieszkanie i praktycznie nic więcej. Dostałem pracę na stacji benzynowej. Rozpocząłem studia. Przy minimalnej płacy ledwo wiązałem koniec z końcem, a tak naprawdę pieniądze i tak, razem z moim kumplem jeszcze z dzieciństwa, wydawaliśmy przede wszystkim na picie, a czasem nawet narkotyki. Nie widziałem przed sobą żadnych perspektyw. Pogrążyłem się w bagnie, które wciągało mnie coraz bardziej. Jedynym jasnym punktem w tym wszystkim była ona. Rozmawialiśmy przez Internet, pisaliśmy do siebie długie maile, o wszystkim. Kilkakrotnie nawet udało nam się spotkać, chociaż nigdy do niczego między nami nie doszło. Wystarczyło mi to, że mogłem ją przytulić. Poczuć jej bliskość i ciepło. W końcu, przy okazji jednego z takich spotkań, zaprosiła mnie na swoją studniówkę, a ja… ja odmówiłem. Siedzieliśmy na plaży, w świetle zachodzącego słońca i zamiast się cieszyć swoją obecnością, zaczęliśmy kłótnię.

    – Dlaczego? – zapytała. – Czemu nie możemy być razem? Czy w ogóle ci na mnie nie zależy? Bo odniosłam zupełnie inne wrażenie. 

    Nie zależy?! Kocham cię jak nikogo na świecie! – chciałem wykrzyczeć. Zamiast tego powiedziałem jednak zupełnie inne słowa. Słowa, które wtedy uważałem za słuszne, a później, żałowałem ich setki razy.

    – Posłuchaj, nie mam czego ci dać, nie mam czego zaproponować, mieszkamy w innych miastach, zupełnie od siebie oddalonych. To nierealne.

    Wydawało mi się, że mówię rozsądnie, ale tylko rozbudziłem jej złość.

    – Kończę szkołę, mogę się do ciebie przeprowadzić, mogę studiować w Szczecinie! 

    – Nie Vicky, to nierealne – oznajmiłem łamiąc serce sobie i jej. 

    To był okres, kiedy bez przerwy zmieniałem pracę. Nie potrafiłem nigdzie na dłużej zagrzać miejsca. Moje życie składało się z wiecznych imprez i samotnych, wypełnionych alkoholem i innymi świństwami nocy. Nie miałem pojęcia czy uda mi się skończyć uczelnię. I tak zawaliłem już rok. Może wtedy, kiedy będę miał magisterkę… Może coś się poprawi… Może znajdę dobrą pracę… Będę normalnie zarabiał. Wtedy ona mogłaby ze mną zamieszkać. Mógłbym mieć ją blisko i pozwolić sobie na to, żeby ją kochać. Nie odpowiedziała. Nie patrzyła na mnie. Bałem się, że nigdy tego nie zrozumie, że postanowi całkowicie zerwać nasz kontakt. To co się stało, okazało się jednak znacznie gorsze.  W następnej wiadomości pisała, że znalazła sobie chłopaka. To był jej przyjaciel. Jeszcze z dzieciństwa. Starszy od niej o dwa lata. Bawiła się z nim na balu, a on wtedy, po raz pierwszy, wyznał, że ją kocha. To było dla mnie jak cios w żołądek. Przez pół roku słuchałem tylko o nim, ponieważ teraz to on stanowił całe jej życie. Każde jej kolejne zdanie, każda historia, sprawiały mi coraz większy ból. Potem jednak zaczęła pisać o ich kłótniach. O wyzwiskach, szarpaninach na ulicy. Przyznała się do tego, że jej matka nienawidzi Daniela. Był dzieckiem sąsiada, który pił i wszczynał awantury, a jego syn… on w jej mniemaniu okazał się taki sam. Na podstawie tego co opowiadała, wyrobiłem sobie na jego temat podobne zdanie. Ona jednak sądziła inaczej. Zawsze tłumaczyła jego zachowanie. Najczęściej własnymi błędami. Decyzję podjąłem w dniu, kiedy napisała, że ją uderzył. Byłem wtedy świeżo upieczonym magistrem, więc pracy, zamiast w Szczecinie, zacząłem szukać w Elblągu. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Gdy tylko weszliśmy do mieszkania, natychmiast rozdzwonił się telefon Gabriela. Odebrał. Przez chwilę rozmawiał, a potem ciężko opadł na kanapę. Spojrzałam na niego zaniepokojona.

    – Dzwoniła pani Bukowska, sąsiadka mojej cioci, która często do niej zaglądała, żeby jej pomagać. Moja ciocia… nie żyje – wyrzucił z siebie smętnie. – Umarła we śnie.

    W takich chwilach nigdy nie wiadomo co powiedzieć, więc po prostu usiadłam obok niego, opierając policzek o jego ramię. Objął mnie, przyciągając do siebie. 

    – Jutro rano jadę do Szczecina – oznajmił cicho.

    – Mogę pojechać z tobą? – zapytałam z nadzieją.

    Przez chwilę przyglądał mi się uważnie, ale potem tylko skinął głową. Kiedy się zgodził, poczułam ulgę. Chciałam być przy nim. Tej nocy również kładłam się spać w jego łóżku, ale tym razem w służącej mi za piżamę koszulce. Położył się obok mnie, a ja przytuliłam się do niego. Przez chwilę leżeliśmy w milczeniu, a potem przesunęłam się wyżej. Nasze twarze znalazły się tuż obok siebie. Czułam jak szybko bije jego serce. Pocałowałam go, a może to on mnie pocałował? W każdym razie nasze wargi się zetknęły. Jego usta były miękkie, ale stanowcze zarazem. Zamknęłam oczy, czując żal na myśl, że znowu będą to tylko pocałunki.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Zawsze, gdy tracimy kogoś bliskiego, czujemy ogromny żal i ciężar w sercu. Wydaje nam się, że nie powinno tak być, że to niesprawiedliwe, ale ludzkie życie przychodzi i odchodzi. Tak już jest i nic tego nie zmieni. Tak więc, podobnie jak pogodziłem się ze śmiercią mamy, teraz godziłem się ze śmiercią cioci. Nie mogłem jednak pogodzić się z innymi rzeczami. Na pogrzebie pojawiła się dalsza rodzina. Kuzynostwo, które właściwie niewiele znałem. Mój wuj nienawidził mojej matki, przez co nie lubił również mnie. Jedyną przyjazną mi w tym wszystkim duszą była Grażynka, dziewczyna, którą od zawsze nazywałem siostrą. Spotkaliśmy się tylko kilka razy w życiu, ale wiele rozmawialiśmy, głównie przez Internet. Teraz patrzyła na mnie przepraszającym wzrokiem wstydząc się za swoich rodziców – osoby które następnego dnia po pogrzebie, zatrudniły adwokata i wszczęły postępowanie spadkowe. Jedynym katalizatorem, tym co powstrzymywało mnie od wybuchu, była obecność Vicky. Postępowanie okazało się niepotrzebne. Ciocia zapisała mi dom i wszystko co miała w testamencie. Rodzina była wściekła. Wyjechali jeszcze tego samego dnia. Zdążyłem jeszcze tylko powiedzieć Grażynce, że nie zamierzam sprzedawać domu swojego dzieciństwa i, że jest u mnie zawsze mile widzianym gościem. Była ostatnią ważną dla mnie osobą z którą łączyły mnie jakiekolwiek, choćby bardzo nikłe, więzy krwi. Tylko tyle pozostało na świecie z mojej rodziny. 

    – Gdyby była taka możliwość, zostałabyś ze mną w Szczecinie? – zapytałem Wiktorii, kiedy razem siedzieliśmy wieczorem w salonie. 

    – To zależy – uśmiechnęła się do mnie kokieteryjnie.

    – Od czego? – zapytałem podejmując jej grę.

    – Od tego, czy dostanę swój pokój – oznajmiła.

    Roześmiałem się szczęśliwy, z powodu jej odpowiedzi.

    – Jak dla mnie, możesz dostać nawet cały dom – oznajmiłem.

    Przez chwilę udawała, że się namyśla.

    – Nie – oznajmiła w końcu. – Domu nie potrzebuję. Za dużo miałabym do sprzątania. Wystarczy pokój, żebym miała gdzie trzymać maluchy – stwierdziła, mając na myśli swoje dwie, dokazujące tchórzofretki.

    Przytuliłem ją do siebie, jak zawsze rozkoszując się bliskością jej ciała i zapachem kokosowego szamponu, którym myła włosy. W tym momencie czułem, że jeszcze mogę być w życiu szczęśliwy.

    Note