Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Lilien

    Zamykam oczy i otwieram je ponownie. Jestem pewna, że nie śnię, a jednak, rzeczywistość, w której się znalazłam jest jak sen. Poprzedniego dnia zasypiałam w swoim łóżku, a obudziłam się w świecie mojej ulubionej powieści „Róże i Zaklęcia”. Przez chwilę jestem przekonana, że mam halucynacje, ale wtedy zalewa mnie fala wspomnień i przekonanie, że znalazłam się tu nieprzypadkowo. 

    Efekt motyla. Ta jedna myśl, zlepek dwóch słów, ma wystarczyć mi za wyjaśnienie sytuacji, w której się znalazłam. Świat, który do tej pory miałam jedynie za kreację autorki, jest prawdziwy, realny, a moja obecność może wszystko zmienić, może go ocalić. 

    Przed czym? Nie mam pojęcia. 

    W mojej głowie pojawia się jednak też słodka obietnica. Jest kusząca, tonie w miodowej polewie. Tutaj, w świecie „Róż i Zaklęć”, mogę być wreszcie naprawdę szczęśliwa, moja istota należy do tego miejsca. Wizja jest tak klarowna, że aż wydaje mi się prawdziwa. W każdym razie… nie mam nic do stracenia. Moje wcześniejsze życie było puste i pozbawione barw, jakbym od dawna tylko istniała, zamiast naprawdę żyć.

    Wstaję z łóżka i podchodzę do szafy. Otwieram ją, by przejrzeć się w znajdującym się po wewnętrznej stronie drzwi lustrze. Obracam się dookoła własnej osi. Przywołuję magię, która srebrzyście iskrzy się nad moimi dłońmi. Jest ciepła i przyjemna. Naturalna, jakby należała do mnie od zawsze. Jest moja. 

    Tak samo jak bohaterka, w której rolę się wcieliłam, moja imienniczka — Lilien. To ładna, eteryczna dziewczyna, o długich, ciemnobrązowych włosach i szmaragdowych oczach. W powieści ma osiemnaście lat i jest postacią drugoplanową, przyjaciółką z dzieciństwa głównego bohatera — Cassiana. Cieszę się, że to właśnie nią się stałam, bo Lilien nie miała w historii żadnych realnych problemów, a jedynie te, które sama sobie bezsensownie stworzyła. 

    Poza tym, gdyby mu na to pozwoliła, jej partnerem zostałby mój ulubiony, również drugoplanowy bohater — Asher. Od kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po „Róże i Zaklęcia” marzyłam o tym, żeby był realny, a teraz… teraz naprawdę miałam okazję go poznać. To było spełnienie moich marzeń! 

    Smutek ściska mi serce, kiedy przypominam sobie, przez co przeszedł Asher. Drugi książę Imperium, nieślubny syn Imperatora, znienawidzony przez jego żonę. Od wczesnego dzieciństwa był torturowany psychicznie i fizycznie zarówno przez macochę, jak i przez służbę. 

    Zostanie partnerem czarodziejki było dla niego jedyną możliwością ucieczki, a jednak, kiedy jej imię pojawiło się na jego przedramieniu, Lilien go odrzuciła, wciąż mając nadzieję, że to Cassian się w niej zakocha. Tylko, że na przedramieniu Cassiana pojawiło się imię głównej bohaterki powieści „Róże i Zaklęcia” — Angelica. Chociaż był przyjacielem z dzieciństwa Lilien, to nigdy jej tak naprawdę nie kochał. Wręcz przeciwnie, jej ciągła obecność była dla niego coraz bardziej uciążliwa, a on sam stawał się dla niej coraz wredniejszy. Nie mam pojęcia, jak ona mogła być aż tak zaślepiona, ale na pewno nie zamierzam powtórzyć jej błędów. 

    Asher od samego początku był moją ulubioną postacią, za to Cassian, jak dla mnie, mógłby w ogóle nie istnieć. Pamiętam ile łez wywołało we mnie odrzucenie Ashera przez Lilien, które pod koniec książki ostatecznie zakończyło się samobójstwem chłopaka. Nie zamierzałam do tego dopuścić. Powoli, krok po kroku, układam w głowie plan działania. Uśmiecham się do swojego odbicia w lustrze. Moje nowe życie zapowiada się wspaniale.  

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Lilien

    Kompleks akademii z „Róż i Zaklęć” jest ogromny, ale najciekawsze jest to, że znajduje się w dwóch różnych światach jednocześnie. Po realnej, niemagicznej stronie, szkoła nosi nazwę North Crown University. To duży państwowy uniwersytet w Chicago, z własną dzielnicą akademicką, akademikami, bibliotekami, szpitalem uniwersyteckim, ogrodami i starym reprezentacyjnym kampusem. Po stronie magicznej ta sama przestrzeń istnieje jako Akademia Róż i Zaklęć — piękniejsza, starsza, bardziej nierealna, jakby miejski zgiełk nigdy tam nie dotarł. 

    Podczas gdy Lilien i Cassian urodzili się i przez całe życie mieszkali w doskonale znanym mi świecie, Asher i Angelica od zawsze przebywali w magicznych realiach, zaś akademia była jedynym mostem łączącym obydwa światy. Ja natomiast obecnie jestem studentką zarówno uniwersytetu, jak i akademii i będę się tu uczyła przez kolejne trzy lata. Nie mogę się już doczekać!

    Mój pokój znajduje się w magicznej części, w pięknej, malowniczej willi. To wygodne, bo w akademii nikt nie będzie miał pretensji o to, że nasi partnerzy przebywają w jednej przestrzeni razem z nami. W ten sposób łatwiej było im nas chronić i, przede wszystkim, wzmacniać swoją obecnością naszą własną magię. Układ jednak działał w dwie strony. To dzięki nam budziły się ich wrodzone moce, a nasza spirytualna energia pozwalała im funkcjonować i nie popaść w szaleństwo, które wywoływały, nawet, gdyby na zawsze pozostały uśpione. 

    Przez nikogo nieniepokojona wychodzę na dwór z jedną, klarowną myślą. Chcę zobaczyć Ashera. I, mam nadzieję, doskonale wiem, gdzie mogę go o tej porze znaleźć. Pewnym krokiem idę w kierunku parku, który skrywa przejście pomiędzy jednym a drugim wymiarem.

    Asher siedzi oparty o pień drzewa i w skupieniu czyta książkę. Wygląda jak książę z bajki. Jestem całkowicie zahipnotyzowana jego widokiem. Jest cudowny! Ma złociste, nieco przydługie włosy, które czasami niesfornie opadają mu na czoło. Nie mogę oderwać wzroku, kiedy długimi palcami przewraca kolejną stronę książki. Jego głębokie, chabrowe oczy wydają się zbyt duże na tle alabastrowej, niemalże posągowej cery. Asher jest zdecydowanie zbyt piękny, żeby nazwać go po prostu przystojnym, ale jednocześnie jego uroda nie jest już chłopięca, a zaczyna być wyraźnie męska. Czuję ekscytację. Jego opis w powieści „Róże i Zaklęcia” do mnie przemawiał, ale teraz, gdy widzę go na żywo, mogę wpatrywać się w niego w nieskończoność. 

    — Co robisz? — słyszę za plecami głos Cassiana, który wyrywa mnie z zadumy. 

    Chłopak przystaje i podąża za moim wzrokiem. 

    Denerwuje mnie, że mi przeszkodził. Jego wygląd kontrastuje z księciem z bajki, a jednak, to właśnie on jest głównym bohaterem powieści i szkolnym idolem. Ma atletyczną sylwetkę, ciemnobrązowe włosy i bursztynowe oczy. Bez problemu mógłby zostać aktorem w komedii romantycznej. Im dłużej przebywa obok mnie, tym bardziej go nie lubię. 

       — Nie twoja sprawa — odpowiadam mu chłodno. — Idź zabawiać swoje wielbicielki — sugeruję złośliwie, kiedy zaczynam rozumieć, że Cassian nie zamierza się stąd ruszyć. 

    — Jesteś zazdrosna? — pyta z wyraźnym zadowoleniem w głosie, przytrzymując mnie za przedramiona i siłą odwracając ku sobie. — Przecież wiesz, że lubię tylko ciebie, Lili — mruczy, próbując mnie do siebie przytulić.

    Akurat! Odpycham go od siebie gwałtownie i udaje mi się wyswobodzić tylko dlatego, że on jest zbyt zaskoczony, by w porę zareagować. 

    — Nie dotykaj mnie! — warczę.

    — Miałem nadzieję, że zjemy razem lunch — sugeruje aksamitnym głosem. — Nie mam pojęcia czym cię uraziłem, ale przepraszam — ponownie przysuwa się bliżej. — Powiesz mi, o co chodzi?

    Wkurza mnie, że on nie ma pojęcia. Dobre sobie! To prawda, że większość złych rzeczy, które zrobił Lilien jeszcze się nie wydarzyła, ale i tak zanim obydwoje trafili do akademii, Cassian traktował dziewczynę, jakby była jego osobistą służącą, nie przyjaciółką, a ona się na to bez zająknięcia zgadzała. Jego niedoczekanie, jeśli myśli, że dalej tak będzie! 

    Cassian marszczy brwi, jakby naprawdę nie rozumiał, skąd bierze się mój opór. To aż zabawne. Przez tyle lat przywykł do tego, że Lilien była zawsze obok, gotowa zrobić dla niego wszystko, a teraz nagle przestałam zachowywać się zgodnie z jego oczekiwaniami. Najwyraźniej nie potrafił tego znieść. 

    — O nic — odpowiadam lodowato. — Po prostu nie mam ochoty z tobą rozmawiać. 

    Widzę, że to go ubodło. Dobrze. Niech przyzwyczaja się do tego uczucia. Przez krótką chwilę mierzymy się spojrzeniami, aż w końcu chłopak prycha cicho i przeczesuje palcami włosy.

    — Jak sobie chcesz — mruczy niezadowolony, a potem odwraca się i odchodzi tą samą ścieżką, którą tu przyszedł. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Lilien

    W czytelni o tej porze dnia nie ma już pustych stolików, ale na to właśnie liczyłam przychodząc tutaj. Trzymam w dłoniach książkę omawiającą podstawy magii, ale wątpię, żebym potrafiła się na niej skupić. Przy stoliku stojącym pod jednym z wysokich, gotyckich okien, wypatruję jasne włosy Ashera. Siedzi sam, co było dla mnie oczywiste. Podchodzę do niego i siadam po drugiej stronie. Kładę na blacie książkę, otwieram ją i nie odzywam się ani słowem. 

    Chłopak podnosi na mnie wzrok, a mnie przeszywa przyjemny dreszcz. Przez chwilę mi się przygląda, a potem wraca do swojej lektury. Na to właśnie liczyłam. To nie tak, że Asher od początku nie był popularny wśród czarodziejek. Jego pozycja społeczna i wygląd sprawiały, że śmiało mógł konkurować z Cassianem, jednak introwertyczna natura i niechęć do rozmów szybko zepchnęły go w cień. Właściwie gdyby to było jedynym problemem, zapewne stałby się obiektem westchnień jako ten cichy i tajemniczy przystojniak. Asher jednak, kiedy ktoś mu przeszkadzał, był po prostu okropnie niemiły. Szybko więc przestał być obiektem westchnień i zaczął wzbudzać wśród dziewczyn strach.

    Powoli kartkuję swoją książkę, co jakiś czas zerkając w kierunku Ashera i ciesząc się z jego cichej obecności. To mi na razie wystarcza, choć mam nadzieję, że szybko nadarzy się okazja, że będę mogła z nim porozmawiać. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Lilien

    Och nie! Doskonale pamiętałam rozgrywającą się przed moimi oczami scenę. Nina, czarodziejka, która jakiś czas temu wyznała Asherowi swoje uczucia, a on ją brutalnie odrzucił, zaczęła go nienawidzić i za wszelką cenę chciała się na nim zemścić.  

    Dziewczyna wpada na niego na dziedzińcu pozornie przypadkiem, ale od razu widzę, że wszystko zostało przez nią starannie zaplanowane. W dłoniach trzyma naładowaną magiczną energią, szklaną kulę — są cenne i potrzebne do przechowywania w nich skumulowanej mocy. Kiedy zbliża się do Ashera, potyka się teatralnie i wypuszcza ją z rąk dokładnie tuż przed nim. Chłopak łapie ją odruchowo, żeby nie roztrzaskała się o ziemię. Czuję delikatny przypływ magii, która sprawia, że kula pęka. Asher mimowolnie chwyta szkło gołą ręką, z której zaczyna sączyć się krew. 

    Jeżeli teraz pójdzie do infirmerii, tak jak było w oryginale, zostanie oskarżony o umyślne spowodowanie wypadku i ukarany przez szkołę, a to spowoduje konsekwencje również w jego rodzinie od której na razie nie może się odciąć. Żałuję, że jeszcze nie jest moim partnerem, bo wtedy mogłabym go wyleczyć przy pomocy magii, ale teraz moje możliwości są bardzo ograniczone.

    Kilka osób stojących przy schodach odwraca głowy w ich stronę.

    — Uważaj, co robisz! — rzuca głośno Nina, cofając się o krok z miną pełną oburzenia. — Zwariowałeś?!  

    Zanim ktokolwiek zdąży powiedzieć coś jeszcze, dopadam do niego pierwsza.  

    — To nie jego wina — mówię stanowczo, patrząc prosto na Ninę. — Wszyscy widzieli, że sama ją upuściłaś, a on tylko próbował ją złapać.

    Nie wiem, czy rzeczywiście wszyscy to widzieli, ale mówię to z taką pewnością, że kilka osób stojących najbliżej zaczyna kiwać głowami. Nina blednie ze złości. Przez moment wygląda, jakby chciała się ze mną kłócić, ale ostatecznie prycha tylko pogardliwie i odchodzi szybkim krokiem. Widocznie nie zamierza robić sceny, skoro plan nie poszedł po jej myśli.  

    Dopiero wtedy znowu patrzę na Ashera. Odłamek szkła wbił mu się głęboko w dłoń. Krew spływa cienką strużką po jego palcach i kapie na jasne kamienie dziedzińca. Jednak to samo w sobie nie jest problemem. Gorsza jest buzująca w odłamku magia. Energia jest tak mocno skondensowana, że przechodząc przez jego ciało oszałamia go i sprawia mu ból. Jestem niezadowolona, że nie udało mi się temu zapobiec. 

    — Chodź — mówię cicho. — Usiądź.  

    Na skraju dziedzińca, tuż przy ścianie budynku, stoi kamienna ława. Prowadzę go do niej i siadam obok, a potem ostrożnie ujmuję jego nadgarstek. Jego skóra jest chłodniejsza, niż się spodziewałam. Przez moment mam wrażenie, że to ja bardziej drżę niż on. 

    — To nie będzie przyjemne — uprzedzam.

    Asher lekko kiwa głową. 

    Biorę głębszy oddech i ostrożnie wyciągam z jego dłoni kawałek szkła, starając się przechwycić sączącą się z niego magię. Krew natychmiast wypływa mocniej, a chociaż moc skondensowana jest w tak niewielkim fragmencie, jej ilość i tak mnie na chwilę oszałamia. Przeklęta Nina!

    Asher nawet się nie krzywi, ale widzę, jak napina mu się szczęka. Dopiero, kiedy resztki magii ulatniają się z jego ciała, może swobodnie oddychać. Wyciągam z torby podręczną apteczkę, a z niej gazę i antyseptyk. Delikatnie oczyszczam ranę. Potem przykładam do niej dłoń i próbuję przywołać magię. Srebrzyste światło pojawia się słabe, ledwie migoczące między moimi palcami. Za mało, by całkowicie go uleczyć, ale wystarczająco, żeby zatamować krwawienie. Wyciągam z podręcznej apteczki wąski bandaż i starannie owijam jego dłoń. Wiedziałam, że to dobry pomysł, żeby ją ze sobą zabrać. Kiedy kończę, materiał jest czysty, a krew wreszcie przestaje przesiąkać. Dopiero wtedy pozwalam sobie na głębszy oddech.  

    Chłopak przygląda mi się uważnie.

    — Czemu ciągle za mną chodzisz? — pyta, ale kiedy zadaje pytanie nie jest zirytowany, brzmi raczej na zaciekawionego.

    — Lubię cię — odpowiadam mu szczerze, mając nadzieję, że nie wpłynie to negatywnie na jego późniejsze decyzje.

    Wiem, że nie wybrał Lilien dlatego, że się w niej zakochał, tylko dlatego, że była dla niego realnie najlepszym wyborem. Potężna rodzina, na dodatek pochodząca z niemagicznego świata, taka, której nawet Imperator nie odważyłby się tknąć. Taki wybór politycznie wzmacniał jego pozycję i zapewniał mu bezpieczeństwo. 

    Magia jednak nie działała aż tak prosto i nie rozumiała koncepcji wolnej woli. Niewielu mężczyzn mogło zostać partnerami czarodziejek, a ci, którzy mogli nimi być, swój wybór musieli poprzeć iskrą — żaden z nich nie mógł wybrać partnerki, do której zupełnie nic nie czuje. Magiczna więź musiała mieć trwały fundament. 

    Asher przenosi wzrok najpierw na opatrunek, a potem z powrotem na mnie. W jego chabrowych oczach nie pojawia się już zwyczajowy chłód, raczej coś znacznie trudniejszego do nazwania. Zaciekawienie. Ostrożność. Jakby próbował zrozumieć, co właściwie ze mną zrobić.  

    Przez chwilę siedzimy w ciszy, a mnie wcale ona nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że gdybym teraz powiedziała coś więcej, tylko zepsułabym ten moment.  

    Asher powoli zaciska zdrową dłoń na książce, którą odłożył obok siebie, po czym wstaje. Przez sekundę myślę, że po prostu odejdzie, jak zawsze, bez słowa i bez oglądania się za siebie. On jednak zatrzymuje się tuż przede mną. Jego spojrzenie przesuwa się po mojej twarzy, jakby chciał upewnić się, że naprawdę mu pomogłam, nie oczekując niczego w zamian.  

    Serce zaczyna mi bić szybciej.  

    Nie odzywa się więcej, ale zanim rusza w stronę schodów prowadzących do budynku, lekko się uśmiecha. To ledwie zauważalny gest, tak oszczędny, że ktoś inny pewnie w ogóle nie zwróciłby na niego uwagi. Ja jednak rozumiem go aż za dobrze i jestem przeszczęśliwa.    

    Patrzę, jak chłopak odchodzi, i dopiero gdy znika za ciężkimi drzwiami, pozwalam sobie na własny uśmiech. To niewiele. Właściwie prawie nic. Jednak w przypadku Ashera znaczyło więcej, niż mogłabym dostać od kogokolwiek innego.  

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Lilien

    Cafeteria w Akademii jest jasna, przestronna i elegancka, jestem przekonana, że nie powstydziłyby się jej nawet najbogatsze, najlepiej prosperujące firmy. Jednak wcale mnie to nie dziwi. Według kreacji świata z „Róż i Zaklęć” uczą się tu jedynie bogaci studenci, których stać na opłacenie ogromnego czesnego. Stypendia otrzymują jedynie nieliczni uczniowie z predyspozycją do magii, ci zwyczajni, którzy uczą się po niemagicznej stronie, nie mają na to szans. 

    Wybieram sobie jedzenie i szukam wzrokiem Sary, z którą mam nadzieję, że uda mi się zaprzyjaźnić. Na stronach książki sprawiała wrażenie naprawdę sympatycznej, choć była nieśmiała i cicha, a przez to bardzo samotna. Zanim jednak udaje mi się wypatrzeć ją w tłumie, czuję, jak ktoś potrąca łokciem moją tacę, wytrącając mi ją z rąk. Przenoszę wzrok na dziewczynę o ciemnych włosach, która to zrobiła, ale wtedy kolejna popycha mnie tak mocno, że uderzam biodrem w kant stołu.

    — Myślisz, że jesteś niewiadomo kim? — rzuca trzecia. — Trzymaj się z daleka od Cassiana — rozkazuje.

    — Uważasz, że to ciebie wybierze podczas parowania? — śmieje się ta, która wytrąciła mi wcześniej tacę. — Możesz sobie pomarzyć!

    Jestem tak zaskoczona, że nie mogę się poruszyć. Doskonale pamiętam tę scenę z książki, ale dotyczyła ona Angelicy, a nie Lilien. Na dodatek wtedy z pomocą przyszedł jej Cassian, co z pewnością nie wydarzy się w moim przypadku.

    Dziewczyna, która wcześniej mnie popchnęła wyciąga rękę i zamachuje się, żeby wymierzyć mi policzek. Zamykam oczy, ale ku mojemu zdumieniu uderzenie nie nadchodzi. Czuję za plecami czyjąś obecność. Otwieram oczy i odwracam się lekko, tylko po to, żeby zobaczyć górującą nade mną sylwetkę Ashera. Chwycił nadgarstek dziewczyny, zanim zdążyła mnie uderzyć, a teraz odpycha ją od siebie, z taką siłą, że ta upada na podłogę. Zaskoczone napastniczki patrzą to na mnie, to na niego, najwyraźniej same nie wiedząc co powinny teraz zrobić. Asher rzuca im chłodne spojrzenie, a to wystarczy, by oddaliły się w pośpiechu. 

    — Odpłaciłem ci za przysługę — słowa chłopaka są ciche, ale głos ma przyjemnie melodyjny. 

    Bardzo chciałabym kiedyś usłyszeć jak śpiewa, bo doskonale pamiętam, jak cudownie w książce opisany był jego muzyczny talent. 

    Asher odwraca się, by odejść, ale ja chwytam go za rękę. Nie zamierzam przepuścić takiej okazji. 

    — Zaczekaj, proszę — rzucam, a on zatrzymuje się w miejscu i patrzy na mnie pytająco. — Jadłeś już? — zadaję pierwsze pytanie, jakie przychodzi mi do głowy. — Jeżeli nie, to może zjemy razem? — proponuję.

    Przygląda mi się przez dłuższą chwilę i jestem pewna, że odmówi, ale on zamiast tego kiwa głową. Prowadzi mnie do jednego ze stolików pod oknem.

    — Usiądź tu i poczekaj — ponownie się do mnie odzywa, a ja czuję przyjemne drżenie w żołądku. 

    Odchodzi, a po chwili wraca, niosąc ze sobą dwie tace. Stawia przede mną jedną z nich, na której, ku mojemu zdumieniu, jest wszystko to, co wytrąciła mi z rąk jedna z tamtych dziewczyn. Wpatruję się w chłopaka, jak w tęczę i zastanawiam się, jak oryginalna Lilien mogła go odrzucić?! Do tego z powodu tego cholernego narcyza, Cassiana. Jak ona mogła być aż tak ślepa?

    Note