Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Klątwa pierwszej miłości

    Ściany pomieszczenia udekorowane były wysoko upiętymi żółto-czerwonymi draperiami i wstęgami oraz jesiennymi motywami liści i ziół. Stłumione światło lamp padało na pojawiających się w pubie wciąż nowych gości. Impreza była huczna, wydawana na prawie pięćdziesiąt osób, ponieważ dziewczyny postanowiły urządzić ją wspólnie – wszystkie trzy urodziny obchodziły z końcem października lub na początku listopada. Mimo, że to ona była główną fundatorką przyjęcia, Jagoda nie zapraszała zbyt wielu swoich własnych gości, jedynie kilku bliskich przyjaciół. Zresztą i tak przychodziła cała ich licealna klasa. Dziewczyna stała wraz z przyjaciółkami na środku sali, odrobinę zażenowana przyjmując urodzinowe życzenia od ludzi, których ledwo znała. Tak naprawdę tego dnia, trzydziestego pierwszego października, w Halloweenową noc, ona jedyna kończyła osiemnaście lat, wkraczając na drogę pełnoletniości. Agnieszka swoje urodziny miała w połowie października, Sylwia natomiast miała je mieć dopiero w listopadzie. To jednak nie miało znaczenia, wszystkie trzy były tego dnia pełnoprawnymi solenizantkami. W pewnym momencie nieprzyjemny kuksaniec wyrwał Jagodę z dziwnego stanu zamyślenia, w jakim zwykła się często pogrążać. Agnieszka patrzyła znacząco to na nią to w kierunku wciąż otwierających się drzwi.

    – Co chcesz? – spytała Jagoda nieprzyjaźnie, nie lubiła kiedy ktoś jej przerywał rozmyślania.

    – Zobacz kto przyszedł – zaszczebiotała wesoło Agnieszka.

    W drzwiach pojawił się Michał, jak zwykle nienagannie uczesany, w czarnym, długim płaszczu i starannie wypastowanych skórzanych butach. Niósł ze sobą pokaźny bukiet czerwonych, długich róż. Jagoda skrzywiła się nieznacznie. Nie to, że nie lubiła Michała. Uważała go za naprawdę dobrego kumpla, może nawet przyjaciela, ale on wyraźnie chciał od niej czegoś więcej, a jej własne przyjaciółki tylko popychały go jeszcze bardziej w tym kierunku. Chłopak był stosunkowo wysoki i szczupły, miał dosyć krótko ścięte, zawsze starannie zaczesane do tyłu, jasne blond włosy. Jego bystre, niebieskie oczy odważnie patrzyły przed siebie. Zawsze wyglądał schludnie i elegancko. Jego zachowanie było szarmanckie i nienaganne. Był bystry i zabawny, a do tego studiował filologię japońską, teraz już na drugim roku. To tylko jeszcze bardziej imponowało przyjaciółkom Jagody. Uważały, że Michał jest ideałem chłopaka. Gdyby tylko nie to, że większość swojej uwagi poświęcał właśnie Jagodzie…

    – Strasznie ciacho z tego twojego Michała – szepnęła konspiracyjnie stojąca po drugiej stronie przyjaciółki Sylwia. 

    – To nie jest „mój” Michał – powiedziała z naganą w głosie Jagoda, ale uśmiechnęła się pogodnie, kiedy chłopak, zostawiwszy przy drzwiach czarny płaszcz, ruszył raźnym krokiem w ich kierunku.

    – Cześć dziewczyny, wszystkiego najlepszego – odezwał się chłopak miękkim, aksamitnym głosem, kiedy znalazł się przy nich. – Wszystkiego najlepszego Jagódko – powiedział uśmiechając się szeroko i wręczając dziewczynie bukiet osiemnastu róż w kolorze krwistej czerwieni. – Ślicznie dzisiaj wyglądasz.

    Jagoda miała na sobie tego dnia czarną, asymetryczną, postrzępioną sukienkę, wysokie buty i ciemny, zrobiony na japońską modę makijaż z przedłużonymi kreskami tuż przy mocno podkreślonych oczach. Idealnie pasował do jej sięgających pasa, czarnych, prostych włosów i bladej cery. Iście haloweenowy wygląd. Czuła się niemal jak Morticia z Rodziny Adamsów. Obdarzyła chłopaka zdawkowym uśmiechem i delikatnie pocałowała go w policzek. Ani trochę nie lubiła róż. Jej zdaniem były takie ograne… tak jak i Michał, zupełnie codzienny i przewidywalny. Nie tego od życia oczekiwała Jagoda.

    – Dziękuję – powiedziała po prostu. – Cieszę się, że przyszedłeś.

    – Przecież nie mógłbym przegapić twoich urodzin – roześmiał się dźwięcznie.

    Kiedy przyjaciółki przywitały się z całym tłumem gości, zaczęła się zabawa. Ludzie tańczyli na środku sali, dając się ponieść szalonym rytmom muzyki. Jagoda siedziała przy jednym z odsuniętych pod ścianę stołów. To były jej urodziny, jej przyjęcie, ale ona nie potrafiła się dobrze bawić. Co chwilę zerkała na drzwi. Było już późno, zabawa trwała w najlepsze, a on nie przyszedł. Właściwie to od początku nie liczyła na to, że przyjdzie… mimo to nie potrafiła wyzbyć się tego drżenia i pojawiającej się wraz z każdym otwarciem drzwi nadziei, że jednak się pojawi. Teraz miała do siebie pretensje, że nie rozegrała tego lepiej, bo niby kto pojawiłby się po takim zdawkowym, rzuconym luźno zaproszeniu? W końcu zniechęcona wstała od stolika. Miała dzisiaj urodziny i z nim czy bez niego zamierzała się dobrze bawić! Wymknęła się cicho z wypełnionej gośćmi piwnicy. Przewietrzy się, popatrzy na gwiazdy, a potem zapomni o tym, że go tutaj nie ma. Tak, to w jej głowie brzmiało cudownie prosto, przeczył temu jedynie zawiązany na supeł żołądek i cisnące się do oczu łzy zawodu.

    Przeszła przez zadymiony korytarz, w którym ludzie zrobili sobie palarnię i wyszła na dwór, w rześkie, jesienne powietrze. Budynek, mieszczący w sobie pub znajdował się w parku, na obrzeżach miasta. Był idealnym miejscem na imprezy, ponieważ hałasy i snujący się pijani ludzie nie mieli możliwości komukolwiek przeszkadzać. Jagoda ominęła budynek pragnąc się schować przed przypadkowymi ciekawskimi osobami, które mogłyby ją zaczepić. Nie miała ochoty z nikim rozmawiać. Kiedy wyszła za róg, stanęła zaskoczona. Niedbale oparty o murek stał wysoki, śniady chłopak. Miał na sobie oliwkową, wojskową kurtkę i bojówki khaki. Charakterystyczne, poprzecierane i w tym momencie również przemoczone vansy od razu rzuciły się Jagodzie w oczy. Sięgające do połowy pleców, ciemne włosy nosił związane z tyłu gumką. Obok niego, na murku leżało naręcze żółtych, jesiennych kwiatów. Serce dziewczyny natychmiast przyspieszyło. Poczuła motyle w brzuchu. Wszystko w niej zaczęło śpiewać. Więc jednak przyszedł, naprawdę tu był! Nie miała pojęcia dlaczego stał tutaj, na dworze, zamiast wejść do środka, ale nie miało to teraz najmniejszego nawet znaczenia. Kiedy podeszła bliżej spojrzał na nią, równie zaskoczony jej widokiem, co ona jego. Przez chwilę wpatrywali się w siebie w milczeniu. Jagoda uwielbiała patrzeć w jego intrygujące, bursztynowe oczy. Potem chłopak pokręcił głową, roześmiał się.

    – Zastanawiałem się właśnie czy wchodzić do środka – powiedział cicho. – Wiesz, nie byłem pewien czy powinienem przyjść.

    – Przecież cię zaprosiłam – stwierdziła Jagoda poważnie stając tuż obok niego.

    Znowu pokręcił głową, uśmiechnął się kpiąco. Po raz kolejny poczuła się przy nim jak małe dziecko, które wie, że właśnie coś zbroiło.

    – To niczego nie zmienia. Wiem, gdzie nie jestem mile widziany – powiedział, mimo znaczenia słów, całkiem pogodnym tonem.

    – Denis, proszę… – zaczęła Jagoda, ale nie udało jej się dokończyć zdania. 

    Chłopak gestem nakazał jej milczenie. Podniósł leżące na murku kwiaty. W jednej chwili znalazł się tuż za dziewczyną. Oplótł ją od tyłu ramionami, trzymając przed nią kwiaty. Pochylił się tak, że jego usta znalazły się tuż przy uchu dziewczyny, czuła na karku jego ciepły oddech. Przymknęła oczy. Przez całe jej ciało przebiegły cudowne iskierki. 

    -„Popatrzyła na mnie zdziwiona, a ja nagle i najzupełniej nieoczekiwanie zrozumiałem, że przez całe życie kochałem tę właśnie kobietę!” – wyszeptał do ucha Jagody. – „No więc ona mówiła, że wyszła tego dnia – kontynuował cicho chłopak – z bukietem żółtych kwiatów właśnie po to, bym ją wreszcie odnalazł, i gdyby tak się nie stało, otrułaby się, bo jej życie było pozbawione sensu.”

    Chłopak przytulił ją do siebie jeszcze na krótką chwilę, a potem po prostu się odsunął. Jagoda poczuła ukłucie żalu. Chciała, żeby już zawsze trzymał ją w ramionach, a teraz została sama trzymając w rękach bukiet żółtych kwiatów. Denis nie spojrzał na nią więcej. Wzrok miał wbity w ziemię.

    – Pójdę już – powiedział. – Wszystkiego najlepszego, baw się dobrze mała.

    Jagoda poczuła ogarniającą ją panikę. Nie, nie, nie! Nie mógł tak po prostu odejść i zostawić jej samej! Nie teraz, kiedy już tu był!

    – Nie – powiedziała stanowczo. – Nigdzie nie idziesz! Skoro już przyszedłeś to zostaniesz. Wiesz, mamy Halloween, a ja mam urodziny. To dla mnie ważne! Denis, proszę… – dodała cichym, niemal błagalnym tonem.

    Podniósł głowę i napotkał jej stanowczy, wyzywający wzrok. Westchnął.

    – Jak sobie chcesz – stwierdził w końcu. – Idź już, bo zmarzniesz, przyjdę za chwilę. – Uśmiechnął się ponuro, kiedy Jagoda nie ruszyła się z miejsca. – Nie ucieknę, obiecuję. Chce tylko zapalić, wiem jak tego nie lubisz. Znikaj.

    Dziewczyna przygryzła delikatnie dolną wargę. Spojrzała mu w oczy. Tym razem nie kłamał. Wspięła się na palce, delikatnie cmoknęła chłopaka w policzek, po czym zniknęła za rogiem ceglanego budynku. W głowie ciągle rozbrzmiewały jej zacytowane przez chłopaka słowa z „Mistrza i Małgorzaty”. Przypomniała sobie ich dalszy ciąg: „Tak, miłość poraziła nas w jednej chwili. Wiedziałem o tym jeszcze tego samego dnia, po godzinie, gdyśmy znaleźli się, sami nie wiedząc jak i kiedy, na nadrzecznym bulwarze pod murami Kremla.”.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Kiedy Jagoda zniknęła Denisowi z oczu, chłopak z powrotem oparł się o kamienny murek. Westchnął. Wyciągnął papierosa. Zapalił. Z rękawa jego obszernej, wojskowej kurtki wysunęło łepek, niewielkie popielate stworzonko. Zaczęło węszyć. W końcu wypełzło całe, wspinając się po rękawie, by w końcu, zgrabnie wskoczyć na ramię chłopaka. Jego niewielki, puchaty ogonek był tak nastroszony, że swoim wyglądem przywodził, w tym momencie, na myśl szczotkę do czyszczenia butelek. Zwierzątko syknęło przeciągle, prychnęło, a potem wydało z siebie serię nieartykułowanych pisków.

    – Daj spokój Maggie – westchnął chłopak. – Sam doskonale wiem, że nie powinienem, ale to zwyczajnie silniejsze ode mnie. Nie martw się, poradzę sobie, tak jak ze wszystkim innym.

    Chłopak wyrzucił niedopałek papierosa na ziemię i z ponurą miną, jak skazaniec na szafot, ruszył w kierunku wejścia do pubu.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Michał czuł się zaniepokojony. Nigdzie nie mógł znaleźć Jagody. Na jego twarzy pojawił się promienny uśmiech, kiedy nagle, jakby znikąd, pojawiła się w drzwiach. Podszedł do niej lekkim krokiem, kryjąc swoje niezadowolenie pod uśmiechniętą maską.

    – Jagódko, gdzie byłaś? Wszędzie cię szukałem – powiedział z lekkim wyrzutem w głosie, obejmując dziewczynę ramieniem. – Zatańczysz ze mną? – poprosił.

    – Michał, nie teraz, dobrze? – powiedziała jakby rozkojarzona.

    Chłopak zmarszczył brwi, ale już po chwili w jego oczach pojawiła się wściekłość. Wpatrywał się z nienawiścią w ponownie otwierające się drzwi.

    – A ten co tutaj robi?! – zapominając się, niemal warknął do ciągle stojącej przy nim Jagody.

    – Zaprosiłam go – odpowiedziała dziewczyna pogodnie. – Masz coś przeciwko?

    Dopiero teraz zwrócił uwagę, na trzymany przez dziewczynę bukiet żółtych kwiatów. Ręce same zacisnęły mu się w pięści. 

    – Nie, jasne, że nie mam, to przecież twoje przyjęcie – odpowiedział najspokojniej jak umiał.

    Nowoprzybyły chłopak uśmiechnął się drwiąco w kierunku Jagody i Michała, ale nie podszedł do nich. Ruszył wzdłuż ściany, by po chwili usiąść w kącie, przy pustym, najbardziej zacienionym stoliku w głębi sali.

    – Michał, ja przepraszam – odezwała się cicho, ciągle nieobecnym głosem Jagoda i szybkim krokiem ruszyła w kierunku nowoprzybyłego chłopaka.

    Blondyn został sam na środku sali. Niechętnym wzrokiem śledził oddalającą się dziewczynę. Boleśnie zdawał sobie sprawę, że nic nie może zrobić, jeszcze nie przyszedł na to czas.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Jagodzie w najmniejszym stopniu nie spodobało się to, że przyjaciółki przerwały jej rozmowę z Denisem. Była zła, że musi brać udział w atrakcjach zaplanowanych na własne, osiemnaste urodziny. Nie chciała. Miała ochotę tam siedzieć i z nim rozmawiać. Właściwie to nikogo innego mogłoby, jak dla niej, na tym całym przyjęciu wcale nie być. 

    Zarówno Denisa, jak i Michała poznała ponad rok wcześniej, kiedy kuszona swoimi związanymi z Japonią zainteresowaniami, wybrała się na organizowane przez klub mangi i anime Dni Kultury Japonii. Obydwaj zaczynali wówczas studia na filologii japońskiej i już wtedy darzyli się cichą nienawiścią. Jagodzie klimat festiwalu bardzo przypadł do gustu, więc zaczęła uczęszczać na cotygodniowe spotkania klubu. Tam właśnie zaprzyjaźniła się z Michałem i wieloma innymi osobami. Cieszyła się, że wreszcie ma z kim, dzielić swoją nierozumianą przez przyjaciółki pasję. 

    Kiedy pierwszy raz zobaczyła Denisa, czuła się, jakby wpatrywała się w tęczę. Sama obecność chłopaka przyprawiała ją o gęsią skórkę, on jednak uparcie ją ignorował. Jagoda nie należała do nieśmiałych czy bojaźliwych dziewczyn. Wręcz przeciwnie, była pełną energii, wesołą i rezolutną osóbką, która uwielbiała być w centrum uwagi, ale w obecności Denisa traciła cały rezon. Przez długi czas chodziła za nim jak mały szczeniak. Co tydzień pojawiała się w klubie, była na każdej imprezie, na której spodziewała się spotkać chłopaka. Specjalnie przychodziła na uczelnię po Michała, żeby chociaż przez chwilę zobaczyć Denisa, żeby móc powiedzieć mu głupie „cześć”, nawet kiedy traktował ją jak powietrze i tak czuła, że warto.

    Jagoda nie rozumiała czemu, mimo wszelkich starań, chłopak tak uparcie ją ignoruje. Nigdy przedtem jej się to nie zdarzyło. Miała poczucie własnej wartości. Wiedziała, że nie jest brzydka. Proste, długie, sięgające pasa czarne włosy wyróżniały ją z tłumu, na swoje okolone ciemnymi rzęsami brązowe, migdałowe oczy często uwodziła dla zabawy chłopaków. Była też zgrabna i potrafiła poruszać się z prawdziwym wdziękiem, jak księżniczka. Dla niego jednak równie dobrze mogłaby być drzewem w parku, a może nawet wtedy zwróciłby na dziewczynę więcej uwagi. Zresztą nie wyobrażała sobie, że spojrzy na nią i się w niej od razu zakocha, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie była głupią czy naiwną nastolatką. Zwyczajnie chciała mieć szansę go lepiej poznać.

    Jej istnienie zauważył dopiero wraz z nadejściem wiosny i było to dla Jagody cudownym zbiegiem okoliczności. Siedziała na schodach w MDKu (Młodzieżowy Dom Kultury) i czytała książkę. Jak zawsze przyszła tu znacznie wcześniej, zanim pojawił się ktokolwiek inny. Lubiła to. Wtedy, zupełnie niespodziewanie, pojawił się on.

    – Cześć – rzucił tym swoim obojętnym tonem. – Co czytasz?

    – „Mistrza i Małgorzatę” – odpowiedziała podnosząc wzrok znad książki i wtedy po raz pierwszy dostrzegła cień zainteresowania w jego bursztynowych oczach.

    – Lektura? – zapytał drwiąco.

    – Nie – odpowiedziała – zwyczajnie to lubię.

    Od tego czasu coraz częściej rozmawiał z dziewczyną. Jagodzie zdawało się, że ją polubił, a ona, mając pełny obraz, wiedziała, że to co od początku czuła do Denisa, wzmocniło się tylko jeszcze bardziej. Nie rozumiała tego, nie wiedziała jak to się stało, ale chłopak stał się dla niej powietrzem, chlebem i wodą. Zwyczajnie nie wyobrażała sobie jak mogłaby bez niego istnieć.

    -Hej! Hej! Cisza! – zawołała Justyna, jedna z głównych organizatorek przyjęcia, przez podpięty do głośników mikrofon, wyrywając tym samym Jagodę z melancholijnej zadumy. – Kolejny punkt programu to randka w ciemno – oznajmiła zadowolonym głosem. – Pominiemy Agnieszkę, ponieważ jak wszyscy wiedzą, jest szczęśliwie zakochana i jej chłopak by się śmiertelnie obraził, gdybyśmy mu przedstawiły konkurencję i od razu przejdziemy do Jagódki i Sylwii. Nagrodą dla zwycięscy będzie romantyczny taniec i pocałunek w świetle księżyca – powiedziała zachwycona Justyna. – Zainteresowanych chłopaków proszę o zapisywanie się na kartkach. Zrobimy test, ile wiecie na temat wybranej dziewczyny.

    Jagoda zazgrzytała zębami. Takiego właśnie typu zabaw mogła spodziewać się po organizujących imprezę koleżankach. Ani odrobinę jej to nie przypadło do gustu. Denis był jedyną istniejącą osobą, którą miała ochotę pocałować, a była boleśnie przekonana, że chłopak nie zamierza brać udziału w tego typu durnej zabawie.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Kiedy Jagodę zabrały koleżanki, Michał podszedł do siedzącego samotnie przy stoliku Denisa. Spojrzał na niego złowrogo.

    – Po co tu przyszedłeś? – spytał prosto z mostu.

    – Nie twoja sprawa – odwarknął tamten.

    – Trzymaj się od niej z daleka – syknął Michał – to nie twoja liga.

    – Bo co mi zrobisz? – zapytał Denis uśmiechając się ponuro.

    Rozmowę przerwał im komunikat Justyny. Na twarzy Michała pojawił się triumfalny uśmiech. 

    – Chętnie bym zaczął wymieniać – odpowiedział spokojnie – ale zamierzam wygrać ten pocałunek. Na razie, baka (głupiec) – rzucił obraźliwym tonem po czym udał się w kierunku organizujących zabawę dziewczyn.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Chętnych do zabawy znalazło się wielu. Chłopacy oblegali zarówno Jagodę jak i Sylwię. Obie dziewczyny były ładne, a do tego popularne i powszechnie lubiane. Jagoda, mimo swojej odmienności, nie odstawała pod tym względem od przyjaciółek. Zdziwiła się jednak, kiedy wśród uczestników zobaczyła też Denisa. Widziała zacięty wyraz jego twarzy i płonący w oczach ogień. Boleśnie i z goryczą zdawała sobie sprawę, że chłopak nie wziął udziału w konkursie, żeby walczyć o nią, a jedynie po to, żeby wygrać z Michałem. Zbyt dobrze go znała. Zacisnęła drżące wargi w wąską kreskę. Trudno, będzie co ma być, a ona przyjmie to ze stoickim spokojem.

    Jagoda nie zwracała uwagi na przebieg zabawy. Na powrót pogrążyła się we wspomnieniach. Tam było bezpieczniej, nic nie mogło jej tam zaskoczyć. Wróciła do wiosny, słonecznych, pogodnych dni. Tych cudownych, ciepłych chwil, które spędziła razem z Denisem. Na początku widywała chłopaka jak zwykle, co tydzień w klubie, ale potem zaczęli spotykać się coraz częściej. Rozmawiali, bo okazało się, że mają nie tylko rzeki, ale całe morza wspólnych zainteresowań i tematów. Chodzili na długie spacery  po lesie, mokli razem w deszczu i wylegiwali się na zalanej słońcem trawie. Z każdym spotkaniem, Jagoda czuła coraz większy pociąg do chłopaka, zdawała sobie sprawę z tylu pełnych napięcia momentów, w których powinien ją pocałować, ale on nie zrobił nigdy najmniejszego nawet kroku w jej stronę. W ogóle nie wyglądał na w jakikolwiek sposób zainteresowanego dziewczyną, a przecież to czuła… Była pewna, że jest między nimi to dziwne, niesamowite napięcie. Tak bardzo pragnęła, żeby wziął ją w ramiona. Tak bardzo była pewna, że chłopak też tego pragnie. Wiele razy nie mogła spać po nocy, zastanawiając się nad tym, co mu chodzi po głowie. Wysyłał w jej kierunku tyle sprzecznych informacji! Tak jak plotkowała o wszystkim z przyjaciółkami, tak zwyczajnie nie chciała czy też nie potrafiła rozmawiać z nimi na temat Denisa. On był tylko jej i z nikim nie chciała się dzielić nawet strzępkami informacji o chłopaku.

    Do tego Denis wcale nie był dla niej miły. Często sama nie wiedziała co powinna o nim myśleć. Wielokrotnie wydawało się, że ma jej zwyczajnie dość. Czegokolwiek by jej jednak nie powiedział, jakby jej nie obraził, ona zawsze wracała, za każdym razem chciała się z nim spotkać znowu i znowu. Był dla niej jak nałóg. Momentami czuła się jak przyczepiony do psiego ogona rzep.

    Przypomniała sobie wakacje. Urządzane w ciepłą, lipcową noc ognisko. Wypiła trochę i stała się zdecydowanie śmielsza. Podeszła do, jak zwykle siedzącego na uboczu Denisa. Kiedy jednak usiadła przy nim, chłopak wstał. Zmierzył ją chłodnym, nieprzyjaznym wzrokiem.

    – Nie mam ochoty dzisiaj z tobą rozmawiać – powiedział cierpko, znikając między drzewami.

    Niezrażona jego niemiłym tonem, Jagoda pobiegła za chłopakiem. Zatrzymał się, odwrócił w jej stronę. Uśmiechnęła się do niego promiennie. Potem, impulsywnie, jak mała dziewczynka, zarzuciła mu ramiona na szyję i przylgnęła do niego całym ciałem. Chłopak na chwilę zesztywniał, wyraźnie zaskoczony. Przez moment nie poruszył się ani o milimetr, a potem odepchnął ją od siebie, tak, że przewróciła się na leśną ściółkę. 

    – Odczep się ode mnie – warknął, cedząc słowa przez zęby. – Nic od ciebie nie chcę, kiedy to wreszcie zrozumiesz?

    Jagoda wstała, cofnęła się o krok, wpatrując się w chłopaka wzrokiem zbitego psa. Potem odwróciła się i uciekła w kierunku ogniska, wpadając prosto na Michała. Już nie musiała być dzielna. Nie miała powodu. Rozpłakała się, łkając niemal histerycznie. Michał natychmiast oplótł ją ramionami. Przytulił, mocno przyciągając do siebie. Schowała twarz w jego nienagannie wyprasowanej koszuli. Nie pytał co się stało, nie naciskał. Po prostu przy niej był. Spędziła z chłopakiem cały wieczór, małomówna, starając się nie myśleć o niczym. Denisa już więcej nie zobaczyła tej nocy.

    – I mamy dwóch finalistów! – do rzeczywistości dziewczynę przywrócił wydobywający się z głośników, wzmocniony głos Justyny. – O naszą piękną Jagódkę walczyli będą Michał i Denis – wypowiedziała spodziewane słowa.

    Potem posypał się cały szereg, dotyczących Jagody pytań. Zaskoczona dziewczyna słuchała diametralnie różniących się od siebie odpowiedzi chłopaków.

    – Ulubiona piosenka? 

    – „Stąpając po niepewnym gruncie” – odpowiedział Denis, zgodnie z prawdą.

    – „Moonlight Shadow” – rzucił pewnie Michał, a Jagoda przypomniała sobie, że właściwie nigdy nie protestowała, kiedy słuchali razem tej piosenki.

    – Ulubiony kolor?

    – Wiśniowy – stwierdził Michał z pełnym przekonaniem w głosie.

    – Zielony – znowu bezbłędnie trafił Denis, a Jagoda tylko mogła się zastanawiać skąd chłopak to wie.

    – Ulubiony napój?

    – Malibu – stwierdził Michał, bo zawsze to właśnie razem pili.

    – Lychee – prychnął Denis, który zawsze się nabijał z tej miłości Jagody, do jak to określał „gazowanego paskudztwa”.

    – Marzenie życia?

    – Wydać własną książkę – odpowiedział Michał.

    – Denis? – zapytała ponaglająco Justyna, kiedy jedyną odpowiedzią na pytanie było milczenie chłopaka.

    – Nie odpowiem na to pytanie – stwierdził stanowczo – bo cokolwiek tam nie napisała i tak nie jest zgodne z prawdą.

    Policzki Jagody zapłonęły żywym ogniem. Denis po raz kolejny miał rację. Nie miała pojęcia skąd on właściwie tyle o niej wie… Wróciła pamięcią do tego feralnego lata. W kolejną sobotę Denis nie pojawił się w klubie, tydzień później też go nie było, a ona, mimo tego co się wydarzyło, ciągle z niepokojem i drżeniem w środku na niego czekała. Później dała się namówić przyjaciółkom i Michałowi na wyjazd nad morze. Uwierzyła, że to jej może dobrze zrobić. To od tej właśnie pory wszyscy zaczęli myśleć, że ona i Michał stanowią parę. Chłopak nie odstępował jej na krok. Wyraźnie widział, że chodzi nieswoja i przygnębiona i za wszelką cenę starał się jej poprawić humor. Jedli  lody, kąpali się w morzu, wspólnie uczestniczyli w koncertach na plaży. Jagoda, kiedy tylko na choćby krótką chwilę, potrafiła się pozbyć ponurych myśli, była zupełnie szczęśliwa. Naprawdę bardzo lubiła Michała i dobrze się czuła w jego towarzystwie. Chłopak, w te wakacje, stał się dla niej prawdziwym przyjacielem. Kiedy wrócili do Poznania, Jagoda spotykała się z Michałem niemal każdego dnia. Pozwalała mu się obejmować, zapraszać na kawę, czy do kina, bo widziała, że to zwyczajnie sprawia mu radość. Próbowała mu jednak jednocześnie dać do zrozumienia, że nie jest nim zainteresowana, nie w taki sposób jakby chciał. Byli jedynie przyjaciółmi.

    Sierpień rozpoczął się deszczowy i nieprzyjemny. Kiedy tylko nie padało, Jagoda wychodziła na samotne spacery. Lubiła w spokoju pomyśleć i snuć różnego rodzaju rozważania, kiedy nikogo nie było w pobliżu. Tego dnia złapał ją deszcz. Cała przemoczona szła przez puste ulice, ponuro wyglądającego miasta. Wtedy właśnie go zobaczyła. Minął ponad miesiąc od kiedy widziała go ostatnim razem. Mimo to poczuła motyle w brzuchu, zupełnie jak przy pierwszym spotkaniu z chłopakiem. Szedł szybkim krokiem, po drugiej stronie ulicy, w ogóle nie rozglądając się na boki. Jagoda zwyczajnie nie chciała, nie potrafiła do niego nie podbiec. Przebiegła na drugą stronę ulicy, prawie wpadając pod przejeżdżający samochód.

    – Zaczekaj! – zawołała za nim.

    Odwrócił się w jej stronę, obrzucając dziewczynę pochmurnym spojrzeniem.

    – A to, ty – powiedział tylko, nie zwalniając kroku. 

    Jagoda musiała starać się ze wszystkich sił, żeby nie zostawać w tyle. Chłopak zatrzymał się dopiero po dłuższej chwili, przed bramą na podwórze jakiejś kamienicy. Z nieba ciągle sączyły się nieprzyjemne, szare strugi deszczu. Wszedł do środka, a ona poszła za nim. Zaskoczona patrzyła na poobdrapywane ściany budynku, na stare drewniane schody, z których prawie już zupełnie zeszła farba, na wiszące na ścianie, częściowo pozdzierane ogłoszenia. W niczym to nie przypominało jej własnej kamienicy, czyściutkiej, zadbanej, w zachęcającym, pistacjowym kolorze, a już umywać się nie mogło do białej willi na obrzeżach miasta, w której mieszkał Michał.

    Stromymi schodami wspięli się na ostatnie piętro. Właściwie to nawet ciężko było nazwać to piętrem, zwyczajnie weszli na strych. Chłopak zatrzymał się dopiero przed starymi, wysłużonymi drzwiami. Niechętnie spojrzał na Jagodę.

    – Zaproszę cię do siebie – powiedział ponuro – ale robię to tylko dlatego, że pada. Jeżeli jednak usłyszę chociaż jedno słowo komentarza, wylatujesz stąd, zrozumiałaś? I nie będzie mnie obchodziło czy mamy grad, śnieżycę, czy burzę z piorunami, po prostu sobie pójdziesz.

    Jagoda niepewnie skinęła głową, bojąc się odezwać choćby słowem. Pragnęła jak najbardziej przedłużyć sam fakt, że znajdowała się w jego obecności, a już nawet w najśmielszych marzeniach nie spodziewała się znaleźć u niego w domu. Kiedy jednak weszli do środka, stanęła zaskoczona. Pomieszczenie w którym się znaleźli, z trudem można było przyrównać do mieszkania. Przedstawiało sobą prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy. Nigdzie nie było drzwi, a jedynie grube, grafitowe, oddzielające niby-pokoje kotary, w tym momencie poodsuwane na boki. Po prawej stronie znajdowało się niewielkie pomieszczenie, które najwyraźniej miało służyć za kuchnię, ponieważ stała tam mała, zardzewiała kuchenka i stara, obdrapana lodówka, był też wystający w dziwnym miejscu ze ściany kran, z odrobinę pogiętą rurą. Dalej była chyba toaleta, ponieważ Jagoda, w wypełnionym gruzem pomieszczeniu zauważyła zarys muszli klozetowej i kawałek stłuczonego lustra, nie było tam jednak niczego choćby przypominającego prysznic, a jedynie niezbyt duża, plastikowa miska. Dziewczyna zagryzła zęby, żeby nic nie powiedzieć. Nie chciała, żeby Denis ją wyrzucił i wcale nie chodziło o to, że zmoknie.

    Weszli do podłużnego, zagraconego pokoiku. Miał ukośne ściany, a naprzeciwko drzwi widniało niewielkie, wyraźnie nieszczelne okienko. Jagoda spostrzegła, że większość walających się po pokoju przedmiotów stanowią książki. W kącie, za pseudo drzwiami, stał piec kaflowy w bladozielonym, mdłym kolorze. Dziewczyna niepewnie podeszła do łóżka, jedynego mebla, który wyglądał na nadający się do tego, żeby na nim usiąść. Przycupnęła na samym brzegu, zerwała się jednak gwałtownie, kiedy usłyszała przeraźliwy, rozpaczliwy pisk. Jakieś niewielkie stworzenie zerwało się i popędziło w kierunku chłopaka. Denis spojrzał rozbawiony na przerażoną minę Jagody. Wziął do ręki wspinające się po jego nogawce zwierzątko. Podszedł z nim do stojącej z szeroko otwartymi oczami dziewczyny. Było niewielkich rozmiarów, miało popielatą sierść i czarne błyszczące oczy. Jego ogon był puchaty i ładny, w niczym nie przypominał paskudnego, szczurzego ogona.

    – To moja tchórzofretka, Maggie – zaprezentował stworzonko wyraźnie rozbawiony Denis.

    Jagoda nigdy do tej pory nie widziała takiego zwierzęcia na żywo, ale wiele o nich słyszała. Przyjrzała się zwierzakowi zaciekawiona. Niepewnie wyciągnęła dłoń, żeby dotknąć miękkiego futerka, ale chłopak natychmiast cofnął rękę, w której trzymał stworzenie. Jagoda spojrzała na niego pytająco. 

    – Nie radzę, gryzie i to dosyć mocno – powiedział spokojnie Denis. – Nie lubi obcych.

    – Nie jestem obca – uśmiechnęła się dziewczyna, powoli odzyskując rezon. 

    Należała do osób, które potrafiły odnaleźć się w niemal każdej sytuacji. Uspokojona usiadła na łóżku. Chłopak postawił fretkę na podłodze, a potem podszedł do zamkniętej szafy. Wyciągnął z niej wyjątkowo starannie złożoną koszulkę i rzucił, w dalszym ciągu przemoczonej, Jagodzie.

    – Zaraz wrócę – oznajmił znikając w służącej za kuchnię wnęce.

    Jagoda dopiero teraz zdała sobie sprawę, że tak naprawdę to drży z zimna. Zdjęła z siebie przemoczony do ostatniej suchej nitki top i nałożyła otrzymanego t-shirta. Sięgał jej niemal do kolan. Zwinęła wysoko długie, mokre włosy. Po chwili namysłu zsunęła także przemoczone adidasy i równie wilgotne jeansy, rozwieszając je na poręczy łóżka, żeby chociaż odrobinę przeschły. Na dworze coraz bardziej padało. Jagoda usłyszała grzmot i zobaczyła błyskawicę. Zwinęła się na łóżku Denisa, podciągając pod siebie nogi.

    Chłopak nie kazał na siebie długo czekać. Już po chwili wrócił, z naręczem desek i kilkoma gazetami. Rozpalił w piecu. Po pokoju rozlała się fala upojnego zapachu palonego drewna. Zrobiło się przyjemnie i ciepło. Miejsce od razu wydało się Jagodzie odrobinę mniej ponure. Denis podszedł do dziewczyny i usiadł przy niej na łóżku. Wyraźnie zdążył się już przebrać, ponieważ miał na sobie suche spodnie, nie włożył jednak żadnej góry. Rozpuścił włosy i teraz mokre opadały mu na plecy i ramiona. Jagoda znów poczuła drżenie i motyle w brzuchu spowodowane bliskością chłopaka. Poczuła też dziwne skrępowanie, kiedy tak siedział przy niej, z odsłoniętymi, umięśnionymi ramionami, w których tak bardzo pragnęła się znaleźć. Po jego szczupłej sylwetce, nigdy nie spodziewałaby się, że chłopak jest tak dobrze zbudowany. Tak bardzo chciała się do niego przysunąć, ale bała się, że Denis ponownie ją odtrąci. Chłopak spojrzał na nią, westchnął ciężko, przymknął oczy, a potem zrobił coś, czego Jagoda nigdy by się po nim nie spodziewała. Położył się przy niej na boku, przyciągając ją do siebie. Zamknął ja w stalowym uścisku swoich ramion. Wtuliła twarz w jego tors, bojąc się choćby głośniej odetchnąć. Nie wiedziała co się stało, co się zmieniło, ale nie chciała, żeby przestał. Bała się, że w jakiś sposób go spłoszy. Poczuła jego usta na swoich włosach. Jego dłoń błądzącą po swoim ramieniu i plecach. Z trudem przełknęła ślinę, przylegając do niego mocniej. Ośmieliła się położyć dłoń na jego twardym, płaskim brzuchu. Nie odsunął się od niej, a tylko przyciągnął dziewczynę jeszcze bliżej siebie.

    – Bogowie – jęknął – miesiąc bez ciebie, to było najgorsze, co przeżyłem w życiu.

    Jagoda nie śmiała nic powiedzieć. Poczuła się, jakby ktoś uchylił jej rąbek raju. Nie chciała w żaden sposób zniszczyć tej chwili. Łzy jednak same napłynęły do jej brązowych oczu. Po chwili już jej ramionami wstrząsało ciche łkanie.

    – Ze sporą przewagą punktów, wygrał Denis – oznajmił przez mikrofon głos Justyny. – Zdecydowanie wie więcej o naszej Jagódce, niż Michał. 

    Blondyn pobladł na twarzy, zaciskając ręce w pięści, ale nie odezwał się ani słowem. Spojrzał wrogo na swojego rywala. Denis go kompletnie zignorował. Wzruszając ramionami wrócił na swoje miejsce przy stole. Teraz przyszła kolej Sylwii, więc Jagoda mogła swobodnie pójść za nim. Usiadła obok chłopaka, stawiając przed nim kufel z piwem. Oparła głowę na jego ramieniu. Tym razem jej na to pozwolił. 

    – Wygrałeś – powiedziała cicho.

    – Wcale nie chciałem wygrać – oznajmił spokojnie chłopak. – Gdyby nie on, w ogóle nie brałbym w tym udziału.

    – Wiem – westchnęła Jagoda, z nutą goryczy w głosie. 

    Kiedy burza ucichła, Denis odprowadził Jagodę do domu. Wcale nie chciała wracać, wolałaby u niego zostać. Nie chciała jednak za bardzo naciskać i tak dał jej więcej niż kiedykolwiek dotąd. Następnego dnia sam do niej przyszedł. Kiedy dziewczyna wyszła z domu, zobaczyła go przed swoją furtką. Stał i palił papierosa. Wyraźnie nie zamierzał wejść do środka. Jagoda spostrzegła na ziemi kilka niedopałków.

    – Długo tu stoisz? – zapytała zdziwiona.

    – Chwilę – odpowiedział uśmiechając się ponuro. – Przejdziemy się?

    – Jasne – odpowiedziała, zupełnie zapominając o tym dokąd się właśnie wybierała.

    Dzień był pogodny i ciepły. Na bezchmurnym niebie jasno świeciło słońce. Nie było widać ani śladu po burzy z poprzedniego dnia. Usiedli nad rzeką w parku, w cieniu chylących się ku wodzie drzew. Obydwoje milczeli. Jagoda nie potrzebowała słów, wystarczyła jej sama obecność chłopaka.

    – Posłuchaj, mała – odezwał się w końcu Denis. Tak bardzo nienawidziła tych protekcjonalnych słów, a jednocześnie całą sobą zawsze pragnęła je usłyszeć! – Musimy sobie wyjaśnić jedną rzecz. – Wiem, że na mnie lecisz – popatrzył na nią z drwiącym uśmiechem, a Jagoda, speszona, spuściła wzrok. – Ale nic z tego, nie masz u mnie najmniejszych szans i chciałbym, żebyś to przyjęła do wiadomości. Nigdy nie będziemy razem, czy to jasne? – zapytał kładąc wyraźny nacisk na pierwsze słowo.

    Jagodę przeszył nieprzyjemny chłód. Oczy dziewczyny zalśniły od powstrzymywanych łez. Wiedziała, że powinna to przemilczeć, ale słowa same cisnęły się jej na usta.

    – Dlaczego? – zapytała drżącym głosem. – Uważasz, że jestem brzydka? Czego mi brakuje?

    Denis roześmiał się głośno, kiedy jednak spojrzał na dziewczynę, w jego bursztynowych oczach był tylko lód. 

    – Jesteś bardzo ładną dziewczyną i niczego ci nie brakuje, nigdy w to nie wątp – powiedział twardo. – Zwyczajnie nie jesteś w moim typie. Poza tym jesteś za smarkata. Możemy się widywać od czasu do czasu, możemy się przyjaźnić, jeżeli chcesz, nawet czasem mogę cię przytulić, ale nie będę twoim chłopakiem. Zależy mi na tym, żeby to wreszcie do ciebie dotarło, bo inaczej w ogóle przestaniemy się spotykać.

    Jagoda spojrzała na niego lśniącymi od łez oczami. Postanowiła jednak być dzielna. Wiedziała, że nie będzie przy nim płakać. Nie mogła sobie na to pozwolić, bo do wylania miała całe morze łez.

    – Rozumiem – powiedziała cicho. – Nie martw się o mnie, przejdzie mi. I skoro mówisz, że możesz mnie czasem przytulić, to proszę zrób to, teraz.

    Denis pokręcił głową, ale objął dziewczynę ramieniem, przyciągając ją do siebie. Wtuliła się w niego mocno, czerpiąc wszystko, co tylko mogła, z tej jednocześnie cudownej i niesamowicie bolesnej chwili.

    Note