Rozdział 1 – Niecodzienność
by Vicky
W pociągu panowała cisza, którą zakłócał jedynie turkot pędzącej po torach maszyny. Elena to przysypiała, to się budziła. Jechała już od kilku godzin, a jeszcze czekała ją niemal równie daleka podróż. Zatrzymali się na kolejnej stacji. Otworzyła oczy, nagle zdając sobie sprawę, że to już Wrocław. Drzwi przedziału rozsunęły się i do środka wszedł chłopak. Natychmiast poczuła na sobie jego spojrzenie. Krótko ścięte włosy, ciemne oczy, podobał jej się. Kiedy zdjął kurtkę, zauważyła, że ma na sobie czarną koszulę. Do tej pory znała go tylko ze zdjęć i to niezbyt wyraźnych.
– Jestem Daniel – przedstawił się uprzejmie, podając rękę najpierw jej, a potem siedzącej przy oknie koleżance.
Alicja bąknęła niewyraźne, stłumione cześć i wróciła spać. Chłopak wrzucił na górę swoją torbę. Elena z trudem powstrzymała ziewnięcie. Po tylu długich rozmowach, prowadzonych do białego rana, bardzo chciała go poznać. On jednak najwyraźniej zauważył jak bardzo jest senna. W końcu jechały całą noc, a była dopiero szósta. Zajął fotel pomiędzy nią, a Alicją, a potem zrobił coś, czego nigdy by się nie spodziewała. Jego ręka otoczyła jej plecy. Przyciągnął ją do siebie. Poczuła przebiegający po całym ciele, przyjemny dreszcz, ale jednocześnie była też niepewna i zmieszana. Znali się od ponad miesiąca, jednak to był pierwszy raz, kiedy widzieli się na żywo.
– Śpij – mruknął cicho – pamiętam jak obiecywałem, że nie będę ci przeszkadzał.
Ona też pamiętała. Przekomarzali się. Stale to robili. Sięgnęła po sweter, na którym wcześniej spała i zwinęła się w kłębek z głową na kolanach Daniela. W dalszym ciągu obejmował ją jedną ręką. Nie było to nieprzyjemne.
– Przywiozłeś mi książki? – zapytała sennie.
– Mhm, są w torbie – odpowiedział – właściwie to niewiele oprócz nich się tam zmieściło – dodał nieco rozbawiony.
Uśmiechnęła się. Zamknęła oczy. Nagle w pociągu zrobiło się znacznie przytulniej i wygodniej. Jeszcze przez moment walczyła ze snem, ale po chwili, sama nawet nie wiedziała kiedy, odpłynęła.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Podróż do Krakowa zagubiła się gdzieś pomiędzy drzemkami, a żartobliwą wymianą zdań. Pokój, który wynajęli w akademiku, okazał się być całkiem przytulnym miejscem. Nawet łazienkę mieli własną. Weekend przeminął jak we śnie i skończył się zbyt szybko. Chodzili do pubów, zwiedzali miasto i świetnie bawili się w swoim towarzystwie. Elena sama nie wiedziała jak to się stało, że Daniel zaczął ją traktować tak, jakby była jego dziewczyną. Obejmował ją, trzymał za rękę i właściwie nie odstępował na krok. Mimo wyraźnego zgorszenia Alicji, dla niej zupełnie naturalne było to, że spali przytuleni na jednym łóżku. W noc przed wyjazdem rozmawiali przyciszonymi głosami. Elena leżała wtulona plecami w tors Daniela. Poczuła, jak chłopak obejmuje ją jeszcze mocniej, jak wtula policzek w jej włosy.
– Kocham cię – wyszeptał cicho, a ona zamarła, wstrzymując oddech. – Zauroczyłaś mnie od samego początku, a teraz, kiedy się spotkaliśmy, po prostu się zakochałem – wyznał z rozbrajającą szczerością.
Elena nie spodziewała się takiego wyznania. Nie miała pojęcia co odpowiedzieć. Przy nikim nie czuła się tak cudownie, jak przy nim, a jednak… to było zdecydowanie za wcześnie, a jej własne myśli były zbyt chaotyczne i niepoukładane. Sama nie wiedziała czego chce i co powinna zrobić.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Tym razem podróżowali kuszetką. Elena nie dopuszczała do siebie myśli, że za kilka godzin będą musieli się pożegnać. Leżała na jednym z wąskich łóżek, otoczona ramionami Daniela. Było jej wygodnie i ciepło. Do tego nie potrafiła się nudzić w jego towarzystwie. Zawsze mieli o czym rozmawiać. Przymknęła oczy, w tym momencie pragnąc jedynie, żeby ta podróż nigdy się nie skończyła. On najwyraźniej był tego samego zdania.
– Wysiądź ze mną – poprosił chłopak tuż przed Wrocławiem.
Stali przytuleni na korytarzu. Elena roześmiała się uznając, że to żart.
– I co będę tam robiła? – zapytała wtulając się w niego bardziej.
– Będziesz ze mną – pocałował jej włosy. – Proszę, wysiądź.
– Żartujesz sobie – mruknęła, chowając twarz w jego koszulce.
– Nie, mówię całkiem poważnie – oznajmił Daniel. – Co ci szkodzi? Jak ci się nie spodoba, przecież zawsze możesz wsiąść w pierwszy z brzegu pociąg…
Podniosła na niego wzrok. Jego ciemne oczy patrzyły na nią błagalnie.
– Dobrze, wysiądę – podjęła decyzję pod wpływem chwili. – Jeżeli naprawdę tego chcesz…
Daniel pomógł jej zebrać rzeczy, w pośpiechu, jakby bał się, że ona się rozmyśli. Nie miała pojęcia jak to się stało, kiedy kilka minut później, stała na jasno oświetlonym dworcu w Centralnym Wrocławiu.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Usłyszała rozmowę. Nie otwierała oczu. W dalszym ciągu czuła leżącego za swoimi plecami Daniela. Drugi głos był również męski, ale zupełnie obcy.
– Proszę, proszę, nie sądziłem, że przywieziesz sobie z tego Krakowa taką pamiątkę – roześmiał się arogancko.
– Gdybyś nie znikał na całe noce, to byś miał okazję ją poznać, jak przyszliśmy.
Otworzyła oczy i przyjrzała się chłopakowi. Blondyn. Nieco przydługie włosy. Niesforna, opadająca na czoło grzywka. Miał wyraziście niebieskie oczy i emanowała z niego pewność siebie. Zaskoczona stwierdziła, że zauważył, że już nie śpi. Mrugnął do niej, nie informując o tym fakcie Daniela.
– Myślę, że Ania nie będzie zachwycona twoją nową przyjaciółką – oznajmił.
Daniel jęknął cicho, zdecydowanie niezadowolony, a Elena poczuła nieprzyjemny chłód. Dopiero teraz wyraźnie zdała sobie sprawę, że tak naprawdę, niewiele wie o chłopaku, w którego ramionach właśnie leżała.
– Odczep się Aleks – warknął na niego Daniel.
W odpowiedzi blondyn się jedynie roześmiał.
– Jasne, to ty masz problem, nie ja – odezwał się rozbawiony. Chwycił leżący na sąsiednim łóżku ręcznik. – Wybaczcie, ale teraz zostawię was samych. Cześć maleńka, miło cię poznać – zwrócił się do Eleny, a potem, wyraźnie zadowolony z siebie, wyszedł z pokoju.
Odwróciła się do Daniela, patrząc na niego pytająco. Skrzywił się nieznacznie.
– To mój współlokator, Aleks. Mówiłem ci o nim – dodał przepraszająco.
– Taak – mruknęła dziewczyna, nie zamierzając go pytać kim jest Ania.
Kiedy pochylił się nad nią by pierwszy raz tego dnia dotknąć jej ust swoimi, wszystkie inne kwestie w ogóle straciły znaczenie, a Elena poczuła, jakby świat wokół niej przestał istnieć. W tym momencie był tylko Daniel.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Dwa kolejne dni karmiły się samymi cudownymi chwilami. Aleksa najczęściej nie było w pokoju, a kiedy już był, to i tak spał. Elena spostrzegła, że chłopak delektuje się wymianą uszczypliwych uwag, którą niezmiennie prowadzili już od pierwszego dnia. Nie przeszkadzało jej to w najmniejszym stopniu. Stwierdziła, że po prostu go lubi. Było to uczucie całkiem naturalne, które przyszło samo z siebie. Tego dnia, kiedy wrócili z miasta, rozdzwonił się telefon Daniela. Chłopak przez chwilę rozmawiał, a kiedy się rozłączył, zaklął mimochodem.
– Muszę na trochę wyjść – oznajmił przepraszająco. – Poradzisz sobie?
Elena nie była zadowolona i z trudem przychodziło jej ukrycie tego. Zanim jednak zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, z łazienki wyszedł Aleks, dla którego najwyraźniej porannym prysznicem był ten po godzinie dziewiętnastej.
– Jasne, że sobie poradzi, w końcu ma mnie – oznajmił z szelmowskim uśmiechem, obejmując dziewczynę ramieniem.
Tym razem to Danielowi zrzedła mina, ale nic nie powiedział. Skinął jedynie niechętnie głową, pocałował Elenę na pożegnanie, chwycił swoją kurtkę i wyszedł z pokoju.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Była naprawdę wściekła. Najpierw tak bardzo nalegał na to, żeby do niego przyjechała, a teraz… teraz po prostu ją zostawia. Cudownie!
– Nie przejmuj się – uśmiechnął się do niej Aleks. – Ze mną nie będziesz się źle bawiła – obiecał. – Przede wszystkim idziemy po coś do picia – oznajmił, podając jej kurtkę. – Co lubisz? Może jakieś wino?
Wzruszyła ramionami. Było jej wszystko jedno, ale chłopak miał rację. Napicie się to dobry pomysł. Znacznie lepszy niż bezsensowne irytowanie się na Daniela. Posłusznie poszła za nim. Zaskoczona towarzyszyła Aleksowi w zakupie trzech butelek wina. Chłopak był szalony i Elena nie miała co do tego faktu najmniejszych wątpliwości.
– Wypijemy aż tyle? – spytała rozbawiona.
– Idę o zakład, że będziemy mieli towarzystwo. Kiedy mówiłem o Ani, nie żartowałem. Daniel ma swoją wielbicielkę. Nieco natrętną. Będzie niepocieszona, kiedy cię pozna.
Elena nie była pewna czy ona sama chce ją poznać, za to o jednym była przekonana. Niemal fizycznie, namacalnie, czuła jak w jej wnętrzu rośnie coraz większa zazdrość.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Siedzieli na łóżku, opierając się o ścianę, stykając ramionami i wymieniając butelką wina. Aleks się nie mylił. Niedługo po tym jak wrócili do pokoju, rozległo się pukanie do drzwi. Do środka weszła rudowłosa, nieco puszysta dziewczyna.
– Cześć, jest może Daniel? – spojrzała na nich z nadzieją.
– Przykro mi, niedawno wyszedł – odpowiedział jej Aleks nieudolnie kryjąc rozbawienie.
– Acha… więc przyjdę później – mruknęła rozczarowana.
– Może się z nami napijesz? – zaproponował uprzejmie.
Spojrzała na niego zaskoczona, ale weszła do środka. Usiadła na sąsiednim łóżku. Z początku to chłopak prowadził rozmowę, ale po niedługim czasie, kiedy wina robiło się coraz mniej, dziewczyny również zaczęły mówić. Zwłaszcza Ania. Elenie jej historia wydała się bardzo smutna. Mimo że nie powiedziała niczego wprost, wyraźnie widać było, że Daniel jest centrum jej świata. Uwielbiała go w każdym zdaniu. On jednak w najmniejszym stopniu nie odwzajemniał jej uczuć. Elena czuła do dziewczyny dziwną, pomieszaną ze współczuciem sympatię.
– A ty, jak poznałeś swoją dziewczynę? – zaciekawiona zwróciła się do Aleksa.
Chłopak spojrzał na nią rozbrajająco.
– Właściwie Elena to dziewczyna Daniela, nie moja. Ja tylko chwilowo roztaczam nad nią opiekę – dodał rozbawiony.
Ania pobladła, a potem poczerwieniała na twarzy.
– Acha, no tak… – szepnęła niemal niedosłyszalnie. Nie podnosząc wzroku wstała z łóżka. – Ja muszę już iść. Do zobaczenia.
– Nie chcesz usłyszeć tej historii? – zawołał za nią kiedy zamykała drzwi.
Gdy wyszła nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Elena spojrzała na niego karcąco.
– Jesteś podłym draniem – oznajmiła.
– Taki mój urok – odpowiedział uśmiechając się czarująco.
Uderzyła go w ramię.
– Idiota!
– Au! Nie musiałaś mnie bić.
– Należałoby ci się znacznie więcej! – warknęła, odsuwając się od niego.
– No już, już… po prostu nie mogłem się powstrzymać. Ona naprawdę nie daje mu żyć… Nie złość się na mnie…
Elena westchnęła, patrząc na niego wrogo, ale z powrotem oparła się o ścianę. W końcu jaki miała wybór. On jednak wstał, wyciągając coś z szuflady szafki nocnej, a potem wrócił do niej na łóżko.
– Co to? – zapytała tak samo zaciekawiona co i zaniepokojona.
– Zabawimy się maleńka, trochę zabawy jeszcze nikomu nie zaszkodziło… – oznajmił podając jej niebieską tabletkę, która wyglądała jak drops pudrowy.
Elena przyjęła ją, zbyt pijana, żeby teraz odmówić. Na początku nic się nie działo, ale już po kilku minutach cały świat zawirował wokół. Wypełniło ją uczucie szczęścia i tego, że teraz może wszystko – dosłownie wszystko. Rozmawiali śmiejąc się wesoło. Było cudownie. Nawet nie zauważyła, kiedy Aleks przysunął się do niej. Zaczął całować jej usta, zsuwać z ramion koszulkę.
– Nie! – odepchnęła go od siebie nagle oprzytomniała.
– Daj spokój – zamruczał, przyciągając ją do siebie.
Uderzyła go w twarz. Chwycił jej rękę. Oplótł ją od tyłu ramionami tak, że nie mogła się ruszyć. Zaczął całować jej kark.
– Aleks, przestań! – krzyknęła w bezsilnym proteście.
– Zostaw ją! – usłyszała ostry głos Daniela.
Nawet nie zauważyła, kiedy wszedł do środka. Uwolnił ją z ramion Aleksa i wypchnął chłopaka za drzwi.
– Przecież nic nie robiliśmy – mruknął tamten, chwytając po drodze swoją kurtkę. – Wyluzuj nieco.
– Zniknij mi z oczu! – syknął w odpowiedzi brunet.
Aleks wzruszył ramionami i po prostu wyszedł. Elena stała, wpatrując się w Daniela, jeszcze bardziej przerażona niż przed chwilą.
– Nic ci nie jest? – zapytał cicho. – Ten skurczybyk…
Podszedł do niej. Wyglądało na to, że ma zamiar ją do siebie przytulić. Spojrzała mu w oczy. Wtedy nagle jakby zmienił zdanie.
– Daniel? – niepewnie wymówiła jego imię.
– Co brałaś?! – zapytał ostro.
– Ja…
– Co on ci dał? Czemu to wzięłaś?! – jego wściekłość wróciła.
– Jakąś tabletkę. Nie wiem…
Elena odsunęła się od niego tak, że teraz opierała się o ścianę. Czuła zawroty głowy. Było jej niedobrze. Daniel zaczął przeklinać.
– Jutro wracasz do domu. Odprowadzę cię na dworzec. Nie będę tolerował narkotyków, ani teraz ani nigdy – warknął. – Kładź się spać! – rozkazał.
Zrobiła kilka kroków i roztrzęsiona zamknęła się w łazience. To był koniec. Koniec wszystkiego.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Korzystając z faktu, że Daniel gdzieś wyszedł, Elena pośpiesznie spakowała plecak. Coś jeszcze szumiało w jej krwi, ale adrenalina już zdążyła przepędzić większość tego. Na pewno nie miała zamiaru tu zostawać. Czuła się zraniona i odepchnięta. Nie da mu tej satysfakcji. Nawet jeżeli będzie musiała całą noc spędzić sama na dworcu. Włożyła kurtkę, zarzuciła na ramię plecak i po cichu wymknęła się z pokoju.
– Elena! – usłyszała na zewnątrz znajomy głos.
Przyspieszyła kroku. Aleks był teraz ostatnią osobą, którą miała ochotę widzieć.
– Zaczekaj, maleńka – dogonił ją bez problemów.
– Daj mi spokój – rzuciła gniewnie, nie odwracając się ku niemu.
– Przepraszam – mruknął – naprawdę przepraszam. Poniosło mnie troszeczkę. Co się stało?
– Nic – odpowiedziała ponuro.
Chwycił ją za ramiona i zatrzymał w miejscu.
– Jesteś na dworze, sama, w środku nocy. O co chodzi?
– Aleks, proszę… – jego spojrzenie było twarde i zatroskane… właśnie to sprawiło, że przełknęła cisnące się na język słowa „zostaw mnie”. – Powiedział, że odprowadzi mnie na dworzec. Stwierdziłam, że ułatwię mu sprawę.
– Kretyn – skomentował w prosty sposób chłopak. – To moja wina?
– Nie do końca… a właściwie wściekł się na to, co mi dałeś. To znaczy, że to wzięłam.
Aleks przewrócił oczami i zdjął z jej ramion plecak.
– Chodź, skombinujemy jakiś nocleg. W dzień martwili będziemy się co dalej.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Siedzieli na schodach, na ostatnim piętrze akademika i rozmawiali. Elena nigdy nie spodziewałaby się po Aleksie tak szczerej rozmowy. Żarty, przekomarzanie się – owszem, ale nie historie z prawdziwego życia. Chłopak rozłożył na podłodze swoją kurtkę, tak że w końcu wyszło na to, że leżała na niej, opierając się o Aleksa, przykryta swoim własnym płaszczem. Mimo tego, że schody były dość twarde, dziewczynie było miękko i wygodnie. Rozmawiali przyciszonymi głosami, aż w końcu Elena, wykończona, sama nie wiedząc kiedy, zasnęła. Obudziła się nad ranem, ciągle przytulona do Aleksa. Ziewnęła.
– Wyspałaś się? – spytał sam również otwierając oczy.
– Niespecjalnie – mruknęła rozprostowując przez cały czas podciągnięte nogi.
– Chodź – poprosił wstając i podając jej rękę. – Mam lepszy pomysł.
– Jaki? – spytała nieufnie, nie mając zamiaru przypadkiem natknąć się na Daniela.
– Pójdziemy posiedzieć do Ani – uśmiechnął się szelmowsko, jakby czytając jej w myślach. – To ostatnie miejsce, w którym możemy się natknąć na twojego „ex” chłopaka – zadrwił.
Westchnęła smętnie, ale nic mu nie odpowiedziała. Nie miała siły na złośliwe uwagi. Z pewnością nie tego ranka.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Daniel był wściekły. Na cały świat i przede wszystkim na siebie samego. Jak mógł być takim kretynem?! Złościł się na nią… nic dziwnego, że przed nim uciekła. Nie tolerował narkotyków i zagrywek Aleksa, ale czuł, że powinien nad sobą znacznie bardziej panować. Dodatkowo gdyby wiedziała… gdyby tylko mógł jej powiedzieć… ale jeszcze nie teraz. Później się wszystkiego dowie. Oczywiście o ile ją znajdzie i o ile Elena nie zdążyła go jeszcze znienawidzić. Wzdrygnął się na myśl, że pozwolił jej zostać sam na sam z Aleksem. Tyle, że tak naprawdę nie miał wyboru, a chłopak… jaki by nie był, mimowolnie stał się jego przyjacielem i Daniel wiedział, że zrobi wszystko co w jego mocy, żeby go wyciągnąć z tego, w co się wpakował. Teraz jednak musiał ją znaleźć. Jeżeli coś jej się stanie, nigdy sobie tego nie wybaczy. Jak oszalały zjeździł pół miasta – odwiedził wszystkie miejsca, które przyszły mu do głowy, od dworca począwszy. Telefon miała niestety wyłączony. W końcu stał się na tyle zdeterminowany, żeby poprosić kogoś o pomoc. Nad ranem, nieprzytomny, bez pukania wparował do pokoju Ani. Zatrzymał się w drzwiach, jak zamurowany. Podniosły się na niego trzy pary zaspanych oczu. Z trudem przełknął ślinę. Elena, jego Elena, spała na wolnym łóżku, tuż pod oknem. Spała wtulona w objęcia Aleksa. Przełknął w sobie złość, zazdrość i impuls, który nakazywał mu natychmiast rzucić się na chłopaka.
– Gdzie wyście byli? – spytał z wyrzutem. – Szukam was od kilku godzin!
– Spaliśmy – rzucił ironicznie Aleks, wiedząc, że Daniel, mimo iż użył liczby mnogiej, zwraca się do dziewczyny, nie do niego.
Elena usiadła. Jej smutne spojrzenie zabolało go jeszcze bardziej.
– Postanowiłam cię nie fatygować – oznajmiła. – To znaczy, nie musisz mnie nigdzie odprowadzać. Sama trafię na dworzec.
– Porozmawiajmy na korytarzu – poprosił cicho, niemal błagalnie.
– Chyba nie mamy o czym – oznajmiła dziewczyna, ale w jej głosie słychać było wahanie.
– Lila, proszę… – użył imienia z gry, którym już nawykł się do niej zwracać.
W końcu wstała i mimo niezadowolonej miny Aleksa, wyszła za Danielem na korytarz.
– Przepraszam, poniosło mnie – zaczął bez zbędnych wstępów – po prostu nienawidzę takich rzeczy. I uwierz mi, mam ku temu powody. Proszę, zostań ze mną.
– Po tym jak mnie wygoniłeś? – spytała urażonym tonem.
– Jestem impulsywnym idiotą. Wiesz, że nie miałem tego na myśli. Proszę…
Przysunął się bliżej i ostrożnie przytulił ją do siebie. Przyjął z prawdziwą ulgą fakt, że się od niego nie odsunęła.
– Kocham cię – szepnął w jej włosy. – Zostań ze mną.
Westchnęła. Przez chwilę milczała, a moment ten ciągnął mu się w nieskończoność.
– Dobrze, zostanę – mruknęła cicho, kiedy był już pewien, że nic mu nie odpowie.
Zalała go fala ulgi. Musi jak najszybciej skończyć swoje sprawy, a potem… potem będzie miał czas tylko dla niej.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Pojawiała się u Daniela kiedy tylko mogła. Do domu wracała jak najrzadziej się dało. Czasami mieszkała we Wrocławiu nawet przez cały tydzień. Aleks najczęściej po prostu zmywał się, zostawiając ich samych. Czasami wymieniali po kilka zdań, ale to by było na tyle. Elena zauważyła jednak, że jest na coś mocno wkurzony.
– Przejdzie mu – odpowiedział Daniel, kiedy go o to zapytała.
– Nie chce mnie tutaj? – zaniepokoiła się dziewczyna.
Chłopak skrzywił się mimowolnie.
– Nie, to nie to – odpowiedział po chwili milczenia. – Nie przejmuj się tym. On już taki jest i tyle.
– Nie potrafię się nie przejmować – mruknęła dziewczyna, zgodnie z prawdą.
Kiedy jednak znów zatonęła w objęciach Daniela, nie była w stanie skupić się na niczym innym i nawet troska o humor Aleksa odeszła na dalszy plan.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Nie sądził, że Aleks to naprawdę zrobi, ale taka okazja… nie mógł jej nie wykorzystać. W akademiku Elena była bezpieczna, a reszta się nie liczyła. Z trudem zmusił się do tego, by przestać o niej myśleć. Teraz musiał skupić się na zadaniu. Wcześniej rozejrzał się po terenie opuszczonej fabryki. Magazyny. Kilka starych murów. Dwa elewatory i wieża. Jeżeli Aleks sobie z niego nie zażartował, to było właśnie to miejsce. Pewnym krokiem ruszył w kierunku wybranego magazynu, pchnął drzwi, które ustąpiły lekko, wydając ciche skrzypnięcie i wszedł do środka.
– Halo, jest tu ktoś? – zawołał nie dostrzegając niczego w półmroku. – Przyszedłem po…
– Doskonale wiemy po co przyszedłeś – usłyszał z głębi pomieszczenia nieco rozbawiony głos.
Instynkt jeszcze nigdy go nie zawiódł, a i tym razem podpowiadał, że coś jest nie tak… Natychmiast cofnął się w kierunku drzwi, ale było już za późno. Ktoś znalazł się za nim. Usłyszał znajomy odgłos odbezpieczanego pistoletu. Otoczyli go ludzie. Zbyt wielu. Mieli broń.
– No cóż, nie wierzyłem chłopakowi, kiedy mówił, że… – odezwał się jeden z mężczyzn.
– Choć raz okazał się użyteczny – roześmiał się inny.
– Przeszukajcie go i zwiążcie! – rozkazał kolejny, ucinając wszelkie dyskusje.
Daniel nie miał pojęcia za kogo go wzięli. Nie był pewien czy znają prawdę, czy to jedynie domysły – domysły, które mają szansę uratować mu życie. Wiedział natomiast jedno – Aleks go wystawił i znalazł się w pułapce.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Aleks wycofał się, opierając o ścianę. Z trudem przełknął ślinę. Nie mylił się co do Daniela, ale coś poszło nie tak. Rzecz, która teraz nagle stała się jego winą. Ze strachem przyglądał się jak Simon bawi się nożem. Potężnie zbudowany mężczyzna o bezlitosnym spojrzeniu zawsze wywoływał u niego strach. Tym razem było jeszcze gorzej, ponieważ jego gniew skierowany był właśnie przeciwko niemu… Z Simonem współpracował już od ponad roku. Handlował dla niego prochami. Dzięki temu zawsze miał kasę i coś, dzięki czemu mógł się zabawić. Kiedy jednak w jego życiu pojawił się Daniel podejrzanie zbyt wiele transakcji przestało dochodzić do skutku. A teraz… no cóż, rzekomy „przyjaciel” zwyczajnie zaczął mu przeszkadzać.
– To jeszcze pieprzony dzieciak, a nie da się go zmusić, żeby cokolwiek powiedział! – warknął na Aleksa mężczyzna. – Mieszkałeś z nim tyle czasu, na pewno znasz sposób! Jakaś rodzina? Cokolwiek…
Chłopak nie odpowiedział. Usilnie starał się nie okazywać strachu.
– Nie, nic takiego – zaczął, ale Simon brutalnie mu przerwał, przekładając nóż z ręki do ręki.
– Nie ważne – powiedział zdecydowanie zbyt niepokojąco uprzejmym tonem. – Teraz pójdziesz z nami, potem się zastanowisz.
Jeden z pilnujących drzwi mężczyzn podszedł do Aleksa i bezceremonialnie popchnął go do przodu. Chłopak niepewnym krokiem ruszył za Simonem. Weszli do ciemnego, nisko sklepionego pomieszczenia. Jeden z ludzi Simona pstryknął włącznik i pokój wypełniło nikłe światło podwieszonej pod sufitem żarówki. Aleks zachłysnął się powietrzem, jednocześnie cofając się o krok, ale niemalże odbił się od jednego z ochroniarzy, zmuszony by pozostać w środku. W znajdującym się w pomieszczeniu chłopaku z trudem rozpoznał Daniela. Miał związane nadgarstki, a sznur podwieszony został pod sufitem, tak, że ledwo stał na palcach, co musiało utrudniać mu oddychanie. Był rozebrany od pasa w górę, a jego spodnie były w strzępach i plamach krwi. Całe jego ciało pokrywały siniaki i czerwone, krwawe pręgi. Twarz była tak opuchnięta, że niemal w ogóle nie dało się jej rozpoznać. Simon podszedł do niego, zakładając skórzane rękawiczki?
– Dla kogo pracujesz? – zapytał spokojnym, niemalże uprzejmym tonem.
Daniel nie odpowiedział. Jedynie odrobinę podniósł wzrok, jakby wyrwany z głębokiego zamyślenia. Spod opuchniętych powiek spojrzał bezpośrednio na Aleksa. Chłopak zadrżał. Wzrok jego współlokatora był pełen pogardy, ale również jakiegoś dziwnego żalu, przemieszanego z litością. Aleks zapragnął znaleźć się zupełnie gdzieindziej. Gdziekolwiek – byleby nie tutaj. Simon wyciągnął z kieszeni jakieś urządzenie. Aleks wstrzymał oddech, rozpoznając w nim paralizator. Mężczyzna bez wahania dotknął nim odsłoniętej skóry Daniela. Chłopak krzyknął, rzucając się w więzach.
– Dla kogo pracujesz? – powtórzył pytanie, a Daniel dalej milczał.
Cała seria powtórzyła się kilka razy, a Aleks nie życzył sobie niczego innego niż tylko tego by ucichły krzyki Daniela. Zamarł z przerażenia, kiedy Simon, tym razem, zwrócił się ku niemu.
– Więc teraz zapytam ponownie. Czy istnieje ktoś kto może zmusić go do mówienia. Jakaś rodzina? Przyjaciele? Ktokolwiek – Simon uśmiechnął się przyjacielsko, a ów uśmiech zmroził Aleksa do szpiku kości.
– Nie… nie wiem – z trudem wyjąkał chłopak. Poniewczasie zdał sobie sprawę, że ta odpowiedź nie jest zadowalająca. Stojący przy drzwiach mężczyźni przytrzymali go brutalnie, gdy Simon dotknął paralizatorem jego boku. Aleks wrzasnął. Zachwiał się na nogach gdy go puścili. – Jest dziewczyna – wyszeptał niemalże bezgłośnie. – Mogę ją przyprowadzić – dodał nieco pewniej – ale…
Simon uśmiechnął się jeszcze szerzej, gdy Daniel ponownie rzucił się w więzach, zachrypniętym głosem wyzywając Aleksa od podłych dupków.
– Przyprowadź ją – mężczyzna przyjacielsko położył mu rękę na ramieniu, a ochroniarze odsunęli się od drzwi. – Zobaczymy czy wtedy zdecyduje się mówić.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Daniel nie wracał. Zbyt długo. Milczała również jego komórka. Elena zaczynała się coraz bardziej niepokoić. Gdy zasypiała, dręczona mrocznymi myślami, również go przy niej nie było. Miała nadzieję, że może rano, obudzi się w jego ramionach. Świt jednak przywitał ją tą samą pustką, którą pożegnał ją wieczór. Koło południa natomiast pojawił się Aleks.
– Nie martw się, maleńka, miał ważną sprawę – zwrócił się do niej obojętnie, kiedy opowiedziała mu o zniknięciu Daniela. – Przepraszam, że dopiero teraz ci o tym mówię. To tylko i wyłącznie moja wina, że tak się martwiłaś. Powinienem był ci dać znać wcześniej, tak jak miałem.
– Ważną sprawę?! – ulga mieszała się w jej głosie z wściekłością.
– To właściwie niespodzianka – mruknął spuszczając wzrok. – Miałem się tobą zaopiekować. Schrzaniłem. Jeszcze raz przepraszam. Zgodzisz się pójść ze mną? – zapytał.
Westchnęła. Skinęła głową. Niby co innego mogła teraz zrobić? Dalej niezadowolona, ale przynajmniej już nieco spokojniejsza, wyszła z pokoju w ślad za Aleksem.