Rozdział 1 – Pamiętnik Królowej Lodu
by Vicky
14 lutego, piątek
Nie ma czegoś takiego jak miłość. Istnieją zauroczenia i burze hormonów, łzy i chwile radości, ale miłość jako taka nie istnieje, a ja wiedziałam o tym od zawsze. Bo gdyby istniała, to czy ja też nie powinnam się kiedyś zakochać? A tak, wszystko co mi pozostało to ta okrutna, pełna satysfakcji i upojenia zabawa. Gra w rujnowanie chłopakom życia. Uśmiechnęłam się do siebie. Nigdy nie miałam z tym problemów. Moja idealna figura, szczupła talia, odrobinę szersze biodra, nie za duże, takie zupełnie w sam raz piersi, burza rudo-blond loków i zielone, wyzywające oczy zawsze mi w tym pomagały. Do tego byłam śmiała, potrafiłam zachowywać się wyzywająco, ale nigdy nie przesadzałam. Koleżanki mnie uwielbiały lub ze strachu przed odrzuceniem udawały, że mnie kochają, chłopacy za mną szaleli, a ja robiłam wszystko, żeby doskonale się ich kosztem bawić. Tak wyglądało moje życie. Byłam gwiazdą i królową I liceum ogólnokształcącego im. Henryka Sienkiewicza i nic nie było w stanie tego zmienić.
Dzisiaj są walentynki, święto zakochanych, a w szkole dzień zawiedzionych ambicji i złamanych serc. Uśmiechnęłam się do siebie. Dla mnie to była świetna zabawa. Tydzień temu, specjalnie na tą okazję zerwałam z Krzyśkiem. Tak, zdecydowanie więcej męskich serc mogłam złamać będąc sama. Czasami po prostu uwielbiałam być zimną, wyrachowaną suką.
Tego dnia, jak zwykle spotkałam się z Danielem na rogu naszej ulicy. Zawsze, od kiedy tylko sięgam pamięcią chodziliśmy do szkoły razem. Przyjaźnimy się od wczesnego dzieciństwa. Często, z pełnym zażenowania uśmiechem, słuchałam o tym jak biliśmy się w piaskownicy po głowach łopatkami. Mój pierwszy pocałunek przeżyłam właśnie z Danielem, co prawda w wieku dwóch lat, ale mama udokumentowała go na zdjęciu, więc też się liczy. Daniel Brzozowski był prawdziwym indywiduum, nikt nie mógł uwierzyć w naszą przyjaźń. Ja, gwiazda szkoły, popularna, lubiana, oblegana przez chłopaków i on, mroczny, cichy, tajemniczy. Przez swoje wybryki nie jeden raz był już zawieszony w prawach ucznia.
Uśmiechnęłam się do niego wesoło, zastanawiając się nad tym ile kartek w tym roku dostanie. Niewątpliwie wyrósł na prawdziwe ciacho. Ciemnobrązowe włosy niesfornie opadały mu na czoło, piwne oczy miał duże, czarne brwi wyraźnie odznaczały się na jego bladej cerze. Był wysoki i smukły, a do tego otaczała go niesamowita aura tajemnicy. Uwielbiałam ten jego arogancki, leniwy uśmiech i sadystyczne, ironiczne poczucie humoru.
Kiedy podeszłam do skrzyżowania naszej wąskiej, jednokierunkowej uliczki, już na mnie czekał. Nie przywitał się, tylko patrzył na mnie wyczekująco.
– Co chcesz? – zapytałam rozbawiona.
– A jak myślisz? – spytał z obrażoną miną, że tego nie wiem. – Co dla mnie masz?
– Skąd pewność, że coś mam? – zapytałam uśmiechając się do niego uroczo.
– Vick – jęknął cierpiętniczo.
– Dobra, dobra – wyjęłam z plecaka plastikowy pojemnik na żywność i podałam go Danielowi – wszystkiego najlepszego z okazji walentynek – powiedziałam ciągle uśmiechnięta. Mruknął usatysfakcjonowany, otwierając pudełko i wyjmując z niego domowej roboty ciastka. – A ja? – upomniałam się, kiedy włożył jedno w całości do buzi.
– Już, już – powiedział przełykając ciastko i od razu sięgając po następne.
Wspięłam się na palce i cmoknęłam go w policzek, kiedy podał mi uroczą miniaturkę gnijącej panny młodej z filmu Tima Burtona. Przyczepiłam ją do plecaka, przecież nikt w szkole nie musiał wiedzieć, że to od niego.
– Super – byłam naprawdę zadowolona z jego pomysłowości i tego, jak dobrze mnie znał.
Z żalem zamknął pudełko z ciastkami i schował do plecaka. Od niechcenia objął mnie ramieniem.
– To co wredoto? – spytał swoim aksamitnym, uwodzicielskim głosem. – Czas pokazać kto tu rządzi.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Rozejrzałam się po klasie. Przy rozdawaniu walentynkowych kartek panowało jak zwykle ogromne poruszenie. Posmutniałam odrobinę patrząc na pustą ławkę Oli, chętnie oddałabym jej kilka swoich serduszek, właściwie to wszystkie swoje bym jej z przyjemnością oddała. Moja ławka była nimi wręcz zasłana. Uspokoiłam się odrobinę na myśl, że moja przyjaciółka dostanie na pewno przynajmniej jedno czerwone serce – to ode mnie. Spojrzałam na ławkę Daniela, tonęła w morzu walentynkowych kartek. Uśmiechnęłam się do niego drwiąco. Wiedziałam doskonale jak tego nienawidzi. Przewrócił tylko oczami, ale nic nie powiedział. Kiedy skończyli wreszcie rozdawać serduszka z walentynkowej poczty, zadzwonił dzwonek na przerwę. No i po matematyce, cudownie! Zobaczyłam na twarzy Daniela ten leniwy, arogancki uśmiech. Coś okrutnego błysnęło w jego cudownych, piwnych oczach. Wstał niespiesznie, zgarnął wszystkie leżące na jego ławce kartki i bez skrupułów wrzucił je do stojącego w rogu klasy śmietnika. Potem po prostu, jak gdyby nigdy nic, wyszedł na korytarz. Przez chwilę pożałowałam, że ja nie mogę tak samo zrobić, ale wystarczyło mi jedno spojrzenie na zawiedzione miny koleżanek z klasy, żebym nabrała pewności, że nigdy nie byłabym do tego zdolna. Zaciekawiło mnie ile dziewczyn będzie dzisiaj płakało w łazience przed końcem dnia z powodu humorów i ostrego języka Daniela.
Starannie złożyłam swoje serduszka i podeszłam z ich pękiem do Oli. Dostała trzy walentynki, nie tak źle. Wiedziałam, że będzie zadowolona. Zanim poznałam Olę, była prawdziwą szarą myszką. Uczyła się pilnie, nigdy nie wychodziła z domu, nie miała żadnych przyjaciół. Niewiele się zmieniło, poza tym, że teraz miała mnie i moje szalone pomysły w ilości tysiąc na minutę. Wszyscy uważali, że przyjaźnię się z nią, ponieważ doskonale wypadam na tle przeciętnej, pospolitej dziewczyny, a tak naprawdę połączyła nas miłość do filmów Tima Burtona, nie zamierzałam jednak wyprowadzać nikogo z błędu. Stała się moją najlepszą przyjaciółką i zawsze mogłam na nią liczyć.
– Twoją walentynkę też wyrzucił? – spytała cichym, zawiedzionym głosem.
Roześmiałam się, nie mogłam się powstrzymać, tak rozbroiło mnie to niewinne pytanie.
– Nie Oluś, mojej nie wyrzucił, moją zjadł – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Od rana nie mogłam się opędzić od zaproszeń na wspólne, walentynkowe wyjście. Stałam przy oknie na korytarzu, otoczona wianuszkiem piskliwych dziewczyn i zastanawiałam się którego z nadskakujących mi chłopaków wybrać. Podobał mi się Robert, ale nie byłam pewna czy nie zanudzi mnie na śmierć gdybyśmy mieli zostać przez chwilę sam na sam, chociaż w sumie…
Moje rozmyślania przerwało poruszenie wśród koleżanek. Ściszyły głosy do podnieconych szeptów. Podążyłam za ich wzrokiem. Uśmiechnęłam się ponuro. Korytarzem szedł Gabriel. Chłopak był w maturalnej klasie, a wyglądem przywodził na myśl jedynie księcia z bajki. Delikatnie przydługie jasne włosy, niesfornie zwijały się na jego głowie w drobne loczki. Niebieskie oczy wciągały w swoją głębie. Do tego Gabriel był sportowcem. Nie jeden raz wygrywał zawody w pięcioboju. Poza tym był uosobieniem grzeczności, miły, kulturalny, uprzejmy, prawdziwy dżentelmen. Chłopak – marzenie. Nic więc dziwnego, że do spółki z Danielem stanowili najbardziej pożądane obiekty w szkole. On jednak, w przeciwieństwie do zawsze samotnego Daniela, miał wiele dziewczyn, mniej więcej co dwa tygodnie nową, ale jego związki nigdy nie kończyły się kłótniami czy wzajemnymi pretensjami i nienawiścią. Nie, dziewczyny Gabriela w dziwny sposób lądowały w ramionach jego kolegów, a jego samego zawsze uważały później za najlepszego przyjaciela. Miał dar łączenia ludzi w pary, tylko w jakiś dziwny sposób zawsze swoim własnym kosztem.
Gabriel przeszedł korytarzem odpowiadając pogodnym uśmiechem na wszystkie skierowane w jego stronę spojrzenia. Usłyszałam jak koleżanki chichoczą nerwowo, kiedy podszedł prosto do nas. Ręce trzymał w kieszeniach niebieskich, prostych jeansów, zupełnie jakby on także czymś się denerwował.
– Cześć dziewczyny – odezwał się wesoło, a potem spojrzenie swoich jasnych, niebieskich oczu skierował prosto na mnie. – Wiem, że to późno Vicky, ale może poszłabyś dzisiaj ze mną na walentynkowy maraton filmowy?
Spojrzałam na niego zaskoczona. Nigdy nie spodziewałabym się od niego zaproszenia. Wiedziałam, że mu się podobam, ale raczej zazwyczaj mnie unikał. On i Daniel nie przepadali za sobą od zawsze, a czasami wręcz gotowało się między nimi od gęstej atmosfery nienawiści. Przez chwilę zamierzałam się wycofać, odmawiając mu grzecznie, ale potem pomyślałam, że po prostu nie mogę przepuścić takiej okazji. Zresztą ja sama nigdy do Gabriela nie żywiłam negatywnych uczuć, ani prawdę mówiąc żadnych innych, poza rozpływaniem się z koleżankami nad jego boskim ciałem.
Uśmiechnęłam się do niego jednym ze swoich najładniejszych, najbardziej zalotnych uśmiechów.
– Chętnie z tobą pójdę – odpowiedziałam, a czekające w napięciu koleżanki wypuściły długo wstrzymywane oddechy.
Odwzajemnił mój uśmiech takim, przez który dziewczynom miękną kolana.
– Dasz mi swój numer? – poprosił.
Skinęłam głową.
– Jasne – odpowiedziałam pogodnie.
Wymieniliśmy się numerami, Gabriel powiedział, że przyjedzie po mnie o siódmej, a potem przerwał nam rozmowę dzwonek na lekcje. Wchodząc do klasy rzuciłam mu jeszcze ostatnie, nieco rozbawione spojrzenie. Nie mogłam uwierzyć, że Gabriel Andrzejewski naprawdę się denerwował, a nerwy i tą chłopięcą niepewność spowodowała właśnie moja, niewielka osoba!
Szum w klasie nie cichł nawet, kiedy do środka wszedł nauczyciel. Wiedziałam, że wywołam sensację, ale nie spodziewałam się, że aż taką. Poczułam, że ktoś kopie w moje krzesło. Odwróciłam się napotykając wściekły wzrok Daniela. Podał mi zgniecioną karteczkę.
„Czego od ciebie chciał?” brzmiało jego pytanie.
„Zaprosił mnie dzisiaj do kina” odpisałam z poczuciem winy w środku, odrobinę tylko zagłuszanym przez zazdrosne spojrzenia koleżanek. „Zgodziłam się” dodałam ubiegając kolejne pytanie, które na pewno by zadał.
„Świetnie, baw się dobrze” odpisał tylko, a potem zaczął mnie ignorować, jak całą resztę klasy.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Wieczorem szykowałam się do wyjścia, zastanawiając się co na siebie włożyć. Musiałam przebierać się w łazience, bo w moim pokoju, rozwalony na łóżku leżał Daniel. Włożyłam na siebie mini spódniczkę w szkocką kratę i białą koszulę, która była na tyle krótka, żeby odsłaniać brzuch. Zrobiłam lekki makijaż, rozpuściłam rudo-blond włosy z których od zawsze byłam bardzo dumna. Same z siebie zwijały się w delikatne, nie do końca skręcone loki. Tak, zależało mi na tym, żeby Gabriel Andrzejewski był dzisiaj zachwycony moją osobą.
Wróciłam do pokoju obracając się wokół własnej osi przed Danielem, który jak zwykle miał mocno znudzony wyraz twarzy.
– Co o tym sądzisz? – zapytałam.
– Możesz w tym iść – powiedział cicho, a ja znałam to paskudne złowróżbne spojrzenie, kiedy zamierzał kogoś obrazić. – Jeżeli chcesz wyglądać jak tania dziwka, to twoja prywatna sprawa.
– Więc w co twoim zdaniem mam się ubrać? – warknęłam na niego.
– Lubisz go? – zapytał cicho.
– A co to ma do rzeczy? – spytałam zaskoczona. – Chcę go poderwać, to największe ciacho w szkole, poza tobą oczywiście – uśmiechnęłam się do niego wrednie.
– Więc to dalej zabawa?
– Jak zawsze – odpowiedziałam nie rozumiejąc do czego Daniel dąży.
Odetchnął, jego twarz złagodniała, uśmiechnął się ponuro.
– W takim razie mam nadzieję, że zniszczysz mu życie – mruknął wstając z łóżka.
Podszedł do mojej szafy i wygrzebał z niej proste niebieskie jeansy, potem podał mi jasnoniebieską tunikę o asymetrycznym brzegu i szerokich, postrzępionych rękawach.
– To niezbyt eleganckie – powiedziałam niepewnie.
– Od kiedy mi nie ufasz? – zapytał. – Chcesz poderwać jego czy całą salę kinową? Gabriel się więcej z tobą nie spotka, jeżeli przyjdziesz ubrana jak dziwka. Znam go.
Wzruszyłam ramionami. Wzięłam ubrania i zniknęłam w łazience, żeby przebrać się po raz kolejny. Kiedy wróciłam Daniel uśmiechnął się usatysfakcjonowany.
– Jesteś tego pewien? – spytałam nie do końca zadowolona z efektu.
Wyglądałam ładnie, ale tak mogłabym iść do szkoły, a nie na randkę.
– Jestem i słuchaj mnie uważnie – powiedział poważnym tonem. – Nie rób tego co z innymi chłopakami. Nie klej się do niego. Udawaj grzeczną, skromną dziewczynkę. Jeżeli dojdzie do całowania pozwól jemu to zainicjować. On jest „inny” – powiedział drwiącym głosem Daniel – sama przekonasz się jak bardzo.
Skinęłam głową zastanawiając się nad radami przyjaciela, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Zerknęłam na zegar, już za pięć siódma, shit! Spojrzałam na Daniela, wyglądało na to, że nie zamierza ruszyć się z mojego łóżka. Dobrze. Zbiegłam po schodach, żeby przypadkiem moja mama nie otworzyła drzwi przede mną. Uspokoiłam się dopiero na dole. Spojrzałam w wiszące na korytarzu lustro, sprawdzając czy nie jestem zbyt rumiana, a potem otworzyłam drzwi.
Gabriel stał w progu uśmiechając się do mnie pogodnie. W czarnym płaszczu wyglądał jeszcze bardziej uwodzicielsko i przystojnie. Trzymał w dłoni długą, białą różę. Uznałam, że mało to oryginalne, ale w duchu ucieszyłam się, że nie była pospolicie czerwona, jak te, które dostawałam zazwyczaj. Zaczęłam żałować, że posłuchałam Daniela i nie włożyłam czegoś bardziej wyzywającego. Kiedy jednak zobaczyłam zaskoczenie, a potem aprobatę w oczach Gabriela, natychmiast zmieniłam zdanie.
– Cześć Vicky – odezwał się pogodnie – ślicznie wyglądasz.
Uśmiechnęłam się do niego, starając się by mój uśmiech sprawiał wrażenie delikatnego i nieśmiałego. Podał mi różę. Zaprosiłam go do domu, żeby wstawić kwiat do wysokiego, szklanego wazonu, włożyłam swój czarny płaszcz, wysokie buty, chwyciłam torebkę i razem wyszliśmy na dwór.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
W kinie Gabriel kupił dla nas kawę i poszliśmy zająć swoje miejsca. Siedzieliśmy na środku w ostatnim rzędzie. Wiedziałam, że musiał kupić te bilety znacznie wcześniej, żeby załapać się na tak dobre miejsca. Zżerała mnie ciekawość czy to ze mną od początku planował tutaj przyjść. Przez chwilę rozmawialiśmy o niczym, a potem zaczął się film. Była to komedia romantyczna, jak to w walentynki. Nigdy za nimi nie przepadałam, wolałam raczej filmy akcji albo horrory, ale tą dało się znieść. Zdziwiło mnie, że Gabriel nie wykonuje w moim kierunku żadnego ruchu, nie do tego byłam przyzwyczajona, ale może rzeczywiście było tak jak mówił Daniel i Gabriela dzieliła duża przepaść od jego rówieśników.
Na przerwie pomiędzy filmami wyszliśmy na korytarz rozprostować nogi. Co jakiś czas spotykaliśmy znajomych ze szkoły, ale chłopak nie zatrzymywał się tylko kiwał im głową na powitanie. W końcu stanęliśmy w rogu pomieszczenia, bardziej zacisznym i oddalonym od całego zgiełku miejscu.
– Nie lubię takich tłumów – mruknął Gabriel oddychając z ulgą.
Uśmiechnęłam się do niego.
– Ja też nie – przyznałam szczerze.
– Jak podobał ci się film? – zapytał odrobinę ponuro. – Moim zdaniem był straszny, ledwo powstrzymywałem się od zjadliwych komentarzy.
– Więc szkoda, że się powstrzymywałeś, może byłoby ciekawiej – roześmiałam się zadowolona, że jemu też film nie przypadł do gustu.
Wzruszył ramionami.
– I tak przyszliśmy tutaj dopiero na ten czwarty.
– Przecież czwarty to niespodzianka, skąd wiesz, że warto na niego przyjść? – zapytałam.
Tym razem to on się roześmiał. Podał mi złożoną na pół ulotkę. Reklamowała nowy film Tima Burtona.
– Właśnie to puszczą dzisiaj przedpremierowo, wiedziałem ponieważ mój kuzyn tutaj pracuje.
Świetnie, pomyślałam, ale skąd do licha wiedziałeś, że ja tak kocham Tima Burtona? Nie zdążyłam jednak nic powiedzieć, ponieważ oczy Gabriela patrzyły teraz zupełnie gdzie indziej. Podążyłam wzrokiem w kierunku, w którym patrzył teraz chłopak. Przy schodach, na półpiętrze stała jakaś para. Wyraźnie podpity młodzieniec w typie macho próbował obmacywać jakąś dziewczynę, której się to widocznie nie podobało. Wiedziałam, że jeżeli Gabriel postanowi mu złamać nos, nie będzie miał z tym najmniejszych problemów. Był znany z tego, że nie obchodziło go, że zszarga sobie opinię lub posiniaczy pięści, jeżeli komuś działa się krzywda.
– Przepraszam – rzucił tylko i ruszył w stronę stojącej przy schodach pary, zostawiając mnie samą.
Cudownie, po prostu wspaniale, zawsze marzyłam o tym, żeby zostać na „randce” sama. Byłam zła na Gabriela, że się nimi zainteresował, ale przeszło mi odrobinę, kiedy w napastowanej dziewczynie rozpoznałam jasnowłosą Karolinę z równoległej klasy. Chłopacy zamienili ze sobą kilka ostrych słów, a spłoszona dziewczyna schowała się za plecami swojego obrońcy. W końcu tamten odpuścił, obrzucił Gabriela i Karolinę wściekłym spojrzeniem, a potem odwrócił się i zszedł po prowadzących do wyjścia z budynku schodach. Chłopak zamienił kilka słów z dziewczyną, a potem podszedł do mnie, a ona szła za nim niczym cień.
– Vicky, odwiozę Karolinę do domu, a potem wrócę tutaj – powiedział cicho. – Nie pogniewasz się na mnie? – zapytał, a w jego niebieskich oczach zobaczyłam błysk niepokoju.
– Nie, oczywiście, że nie – zmusiłam się do uśmiechu.
Kiedy zniknęli z mojego pola widzenia chciało mi się wyć. Miałam ochotę się stąd wynieść, ale przypomniałam sobie, że przecież płaszcz zostawiłam u niego w samochodzie. Była połowa lutego, a ja nie zamierzałam drugiej połowy miesiąca spędzić w łóżku. Cholerny Gabriel, jak on mógł zostawić mnie samą?!
Niechętnie poszłam na salę kinową. Znajomi rzucali mi zaciekawione spojrzenia, zdziwieni, że idę sama. Zaczął się film, a Gabriel dalej nie wracał. Nie potrafiłam się skupić na akcji komedii. No cóż, w każdym razie wybrał niecodzienny sposób doprowadzania dziewczyny do łez, ale ja nie zamierzałam płakać. Chłopak nie wrócił przez cały film. Zrezygnowana wyszłam na korytarz. Przez głowę przemykały mi desperackie myśli, żeby jednak uciec bez kurtki. Przystanęłam zaskoczona, kiedy zobaczyłam go na korytarzu. Stał pod ścianą i patrzył na mnie. Podeszłam do niego niepewnie, zdziwiona, że jednak wrócił.
– Przepraszam za tą sytuację Vicky – odezwał się natychmiast, kiedy znalazłam się przy nim, w jego niebieskich, głębokich oczach widziałam błaganie. – Nie miałem pojęcia co zrobić… Nie chciałem cię zostawiać samej.
– Więc trzeba mnie było zabrać ze sobą – mruknęłam, żałując tych słów jeszcze zanim do końca rozbrzmiały.
Gabriel posmutniał, spojrzał na mnie przepraszająco.
– Nie chciałem ci psuć wieczoru – powiedział cicho, spuszczając wzrok.
Ale popsułeś, z jakiegoś powodu nie chciałam tego mówić na głos.
– Wrócimy do środka? – spytałam zmieniając temat.
Skinął głową. Poszliśmy z powrotem w kierunku kinowej sali.
– Vicky, mogę ci to jakoś wynagrodzić? – zapytał cicho.
– Jak? – zainteresowałam się kiedy usiedliśmy.
– Jeszcze nie wiem – odpowiedział uśmiechając się leciutko – ale jestem pewien, że coś wymyślę.
15 lutego, sobota
Pomimo, że film był cudowny, do domu wróciłam w naprawdę paskudnym nastroju. Nie potrafiłam przestać myśleć o tym, jakie plotki będą chodziły po szkole w poniedziałek. W sobotę mój humor ani trochę się nie poprawił. Do tego dobijał mnie plączący się po moim domu Daniel, kiedy musiałam warknięciem odpowiadać na jego zadawane drwiącym głosem pytania „jak minęła randka”. Dopiero koło dziewiątej wieczorem przeszło mi na tyle, żebym mogła się za coś zabrać. Zerknęłam na leżący na biurku telefon, który wyciszyłam zanim poszłam spać. Zobaczyłam na monitorze dwadzieścia nieodebranych połączeń, a wszystkie od Gabriela. Jęknęłam. Było też kilka smsów, w których przepraszał za swoje zniknięcie i pytał czy się z nim jeszcze spotkam. Chciał umówić się o czwartej, pożałowałam, że to było pięć godzin temu.
„Mam czas jutro, jeżeli ciągle jesteś zainteresowany” odpisałam.
Odpowiedział prawie natychmiast.
„Spotkamy się w południe przy fontannie z rybkami?” zapytał, a ja poczułam się dziwnie, kiedy wyobraziłam sobie jego pełne nadziei, błękitne oczy.
„Dobrze, punkt dwunasta. Dobranoc” odpowiedziałam, nie chcąc z nim dłużej pisać.
„Cieszę się, że się do mnie odezwałaś. Dobranoc Vicky” odpisał, nie odzywając się więcej.
16 lutego, niedziela
Gabriel stał pod fontanną z rękami schowanymi w kieszeniach czarnego płaszcza. Załapałam się na wcześniejszy tramwaj i byłam prawie piętnaście minut przed czasem, więc ile wcześniej on musiał tu przyjść? Uśmiechnął się, mile zaskoczony moim widokiem.
– Nie byłem pewien czy przyjdziesz – powiedział.
– Co zaplanowałeś? – zapytałam nie chcąc drążyć tego tematu.
– Zobaczysz – oznajmił szczerząc do mnie zęby w uśmiechu, niczym mały chłopiec.
Poszliśmy na Stare Miasto. Zaprowadził mnie pod budynek galerii sztuki, który mieścił się w starym, gotyckim kościele. Na dziedzińcu była wystawa rzeźb lodowych. Sprawiały sobą niesamowite wrażenie. Wśród nich znalazł się nawet tratujący powietrze kopytami jednorożec. Gabriel do każdej miał swój własny, oryginalny komentarz. Oglądałam je z rosnącym zainteresowaniem i wypiekami na twarzy. Tak, to zdecydowanie było miejsce, do którego sama chciałabym pójść.
Godzinę później spacerowaliśmy na pozór bez celu obrzeżami Starego Miasta, ale chłopak wyraźnie dokądś zmierzał. Spojrzałam na niego podejrzliwie, kiedy zatrzymaliśmy się przed budynkiem sportowej hali.
– Co my tu robimy? – spytałam.
– Idziemy na łyżwy – oznajmił.
– Żartujesz, prawda? Ja nie umiem jeździć – oznajmiłam odrobinę przestraszona, a jednocześnie zła na niego, że musiałam się do tego przyznać.
– Nie szkodzi – uśmiechnął się do mnie, a potem pierwszy raz złapał za rękę i pociągnął za sobą do środka.
Kiedy tylko weszliśmy na lodowisko, natychmiast rozjechały się pode mną nogi. Gabriel złapał mnie, nie pozwalając upaść.
– Świetnie – mruknęłam kurczowo łapiąc się jego bluzy.
– Wreszcie coś w czym jesteś kiepska – wyszczerzył do mnie zęby w uśmiechu.
Wziął mnie za rękę i zaczął pokazywać jak przesuwać nogi. Po kilkunastu minutach byłam w stanie jako tako utrzymać równowagę. Śmiał się za każdym razem, kiedy pokonując niewielkie odległości wpadałam na niego. Potem znów złapał moją dłoń i przez pół godziny jeździliśmy razem na środku lodowiska. Czułam się jak mała dziewczynka, a jednocześnie cholernie podobało mi się to, że wreszcie miałam z Gabrielem jakiś kontakt fizyczny.
Kiedy zadzwonił dzwonek na koniec godziny i zeszliśmy z lodowiska prawie nie czułam nóg. Gabriel uczynnie odebrał z szatni nasze buty, tak, że mogłam spokojnie przez chwilę posiedzieć. Zdziwiłam się, jak bardzo mi się to spodobało.
– Żyjesz? – zapytał wracając.
– Ledwo – uśmiechnęłam się do niego pogodnie, zadając kłam własnym słowom.
– Masz ochotę na pizzę? – spytał zadowolony, że mi się podobało.
Zgodziłam się i kwadrans później siedzieliśmy przy kameralnym stoliku w niewielkiej pizzerii na Starym Mieście.
– Dalej się na mnie gniewasz? – zapytał chłopak, kiedy zamówiliśmy pizzę.
Gniewam? Zupełnie zapomniałam, że byłam na niego wściekła. To nie miało teraz znaczenia, a właściwie nie miałoby, poprawiłam się w myślach, gdyby nie wizja plotek, które będą krążyły w poniedziałek po szkole.
– Troszkę – odpowiedziałam, żeby nie myślał, że jego wysiłek poszedł całkiem na marne.
Westchnął.
– Naprawdę cieszę się, że przyszłaś. Martwiłem się, kiedy cały dzień nie odbierałaś telefonów i nie odpowiadałaś na smsy.
– Wyciszyłam komórkę, kiedy szłam spać, a potem zostawiłam ją w pokoju – powiedziałam, właściwie nie wiedząc czemu mu to mówię, zamiast grać obrażoną królową lodu.
Stwierdziłam jednak, że słusznie zrobiłam, kiedy zobaczyłam jak uśmiech rozjaśnia jego cudowne, niebieskie oczy.
– Odpowiesz mi szczerze na jedno pytanie?
– Dobrze, jeżeli powiesz mi coś czego nikt o tobie nie wie – podjęłam grę z trudem zachowując poważny wyraz twarzy.
Na chwilę spuścił wzrok, ale potem znów odważnie patrzył mi w oczy.
– Chciałem cię zaprosić na studniówkę – oznajmił cicho – nie zaprosiłem, bo w końcu sam nie poszedłem. Wiem, że po szkole chodzą na ten temat różne dziwne plotki, ale prawda jest taka, że umarła wtedy moja babcia i nie miałem nastroju na zabawę. Czy to wystarczy?
Znałam te plotki, słyszałam bajki, które ludzie wymyślili na ten temat. Więc to była wielka tajemnica Gabriela Andrzejewskiego? Nie byłam pewna czy wolno mi się roześmiać. Zaraz, co on powiedział? Już wtedy chciał mnie zaprosić?
– Tak, pytaj o co chcesz – odpowiedziałam. Informacja, którą właśnie zdobyłam była naprawdę wiele warta.
– Czy ty mnie chociaż trochę lubisz, Vicky? – zapytał patrząc na mnie wyczekująco. – To znaczy wiem, jak traktujesz chłopaków. Takie wyjścia niewiele dla ciebie znaczą…
Prawie zakrztusiłam się spritem, usłyszawszy jego szczere pytanie. Tak, Gabriel zdecydowanie różnił się od innych chłopaków. Właściwie to jeszcze nie zastanawiałam się nad odpowiedzią na to pytanie. Chyba wahałam się zbyt długo, ponieważ entuzjazm, który widziałam w jego błękitnych oczach nagle przygasł, zamieniając się w smutek i zwątpienie.
– Tak Gabriel, lubię cię – westchnęłam cicho, zdając sobie sprawę, że o dziwo jestem pewna swojej własnej odpowiedzi.
17 lutego, poniedziałek
Rano wyszłam z domu w dość dobrym humorze. Prószył lekko śnieg, ale zaczynała się już wyraźna odwilż. Niedługo pojawią się przebiśniegi, pierwsze oznaki zbliżającej się wiosny. Daniel jak zwykle czekał na mnie pod drzewem, na górze naszej stromej ulicy.
– Nie było cię całą niedzielę w domu – oznajmił na powitanie z pretensją w głosie.
– Miałam randkę – odpowiedziałam uśmiechając się do niego przekornie.
– Znowu z Sir Galahadem? – zapytał ponuro.
– Nigdy nie zastanawiałam się, co się wydarzyło, że tak się nie lubicie… – powiedziałam, mając nadzieję, że Daniel rzuci mi trochę światła na tą sprawę.
Chłopak tylko prychnął.
– Zapytaj swojego rycerza, może on ci odpowie.
Westchnęłam cicho. Wiedziałam, że od Daniela nie dowiem się już na ten temat niczego więcej.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Ola złapała mnie od razu jak weszłam do szkoły. Daniel spojrzał na mnie pytająco, a ja tylko wzruszyłam ramionami i dałam się pociągnąć przyjaciółce w kierunku szatni. Zaczęłam się rozbierać, podczas gdy ona nerwowo przebierała przy mnie nogami.
– O co chodzi? – zapytałam wreszcie nie mogąc tego dłużej wytrzymać.
Zarumieniła się uroczo.
– Wszyscy mówią tylko o twojej walentynkowej randce – zaczęła, jak zwykle starając się powiedzieć zbyt dużo w za krótkim czasie. – Podobno Gabriel cię zostawił i zniknął gdzieś z Karoliną…
– Kto tak twierdzi? – spytałam chłodno.
– Między innymi Karolina…
No tak, a czego ja się niby spodziewałam. Znów poczułam złość na chłopaka, ale starałam się ją w sobie stłumić. Wiedziałam, że tak naprawdę to nie jego wina, on tylko zachował się tak jak trzeba. Ola czekała na moje zaprzeczenie lub jakieś inne wyjaśnienia.
– To częściowo prawda – powiedziałam cicho. – Gabriel odwiózł ją do domu, a potem wrócił do mnie. Spotkaliśmy się znowu w niedzielę.
– Oh! – oczy Oli aż zaświeciły się z podniecenia. Chciała usłyszeć romantyczną historię, a ja miałam jej taką zapewnić. Dziwnie poczułam się z myślą, że tym razem naprawdę miałam o czym opowiadać.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Kiedy szłyśmy korytarzem drugiego piętra do naszej klasy, zauważyłam rozmawiającą przy parapecie grupkę. Pod oknem, między nimi stał Gabriel, a przy nim uwieszona jego ramienia Karolina. Zacisnęłam wargi w wąską linię złości. Chciałam przejść tamtędy, udając, że ich nie zauważyłam, ale on mi na to nie pozwolił.
– Vicky! – zawołał za mną, uwalniając się od dziewczyny.
Zatrzymałam się niechętnie czekając na jakiś nieprzyjemny cios.
– Cześć – powiedziałam starając się uśmiechnąć, kiedy do mnie podszedł.
– Zastanawiałem się kiedy powtórzymy to co robiliśmy w niedzielę? – zapytał dość głośno, żeby pytanie mogli usłyszeć stojący przy parapecie ludzie.
Więc jednak znał zasady gry, po prostu uparcie je ignorował. Zdałam sobie sprawę, że mu zwyczajnie nie zależało, ale jednocześnie wiedział, że mi tak. Spostrzegłam, że Karolina spurpurowiała na twarzy. Uważała, że Gabriel jest jej rycerzem, a po tym co właśnie powiedział, jej słowa nagle straciły na wiarygodności.
– Myślę, że całkiem niedługo – odpowiedziałam uśmiechając się przelotnie do wpatrzonej w nas grupy ludzi. Wspięłam się na palce, pocałowałam Gabriela w policzek, wzięłam pod rękę stojącą obok mnie Olę i z szybko bijącym sercem oddaliłam się w kierunku naszej klasy.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Kiedy wychodziłam z budynku, spodziewałam się zastać czekającego na mnie jak zwykle Daniela. Chłopaka jednak tam nie było, zamiast niego pod szkołą, przy trybunach stał Gabriel. Pomachał do mnie, kiedy tylko mnie zobaczył. Podeszłam, zastanawiając się o co mu chodzi.
– Mogę cię odprowadzić do domu? – zapytał, kiedy znalazłam się przy nim.
Rozejrzałam się jeszcze raz w poszukiwaniu przyjaciela, którego jednak dalej nie było. Nie chciałam, żeby się na mnie pogniewał. Uznałam, że pewnie gdzieś poleciał, czasem po prostu tak miał. Nie ważne. Postanowiłam skupić się na Gabrielu. Nie zamierzałam z niego rezygnować, na pewno nie na rzecz Karoliny.
– Jeżeli masz ochotę – odpowiedziałam uśmiechając się pogodnie.
Zdziwiłam się, kiedy wziął ode mnie wypełniony książkami plecak. Szliśmy razem przez pewien czas w dziwnym, nienaturalnym, pełnym napięcia milczeniu.
– Vicky, czy obchodzą cię plotki? – spytał wreszcie, po dłuższej chwili ciszy.
Znów zaskoczyło mnie jego pytanie. Dlaczego on ciągle pytał o rzeczy, które każdy inny by zwyczajnie przemilczał?
– Tak, obchodzą – odpowiedziałam zadziwiając siebie samą własną szczerością.
– Dlaczego? – zapytał cicho. – Przecież obydwoje doskonale wiemy jak było, czemu tak bardzo cię obchodzi co mówią inni?
Spojrzałam w jego łagodne, niebieskie oczy. Patrzył na mnie wyraźnie zaintrygowany moim sposobem postrzegania świata.
– Ponieważ to gra Gabe, a ja uwielbiam wygrywać.
Przez resztę drogi szliśmy w milczeniu. Gabriel wyglądał jakby rozważał to, co mu powiedziałam. Kiedy jednak zatrzymaliśmy się pod moim domem, widziałam w jego spojrzeniu, że coś już sobie postanowił, dręczyło mnie tylko, że nie mam pojęcia co takiego. Coś jednak we mnie radośnie podskoczyło, kiedy zobaczyłam ten jego niewinny, chłopięcy uśmiech.
Mieszkałam w otoczonym dużym ogrodem, jednorodzinnym domku. Wszędzie dookoła było biało od lepkiego, z powodu odwilży, śniegu. Gabriel postawił na ganku, pod drzwiami mój plecak, a obok niego położył swój. Leniwym ruchem zgarnął z balustrady kupkę śniegu, uformował z niej ładną, równiutką kulkę, a potem nią we mnie rzucił.
– Ej! – pisnęłam zaskoczona.
Wyszczerzył do mnie zęby w uśmiechu i zaczął lepić kolejną. Uciekłam, chowając się za rogiem domu. Kiedy tylko się pojawił, byłam przygotowana. Cisnęłam w niego swoją własną śnieżką i uciekłam dalej w głąb ogrodu. Bawiliśmy się w ten sposób przez dobre pół godziny, a potem zaczęliśmy lepić bałwana. Śnieg był do tego wręcz idealny. Nawet nie zauważyłam, kiedy na dworze zrobiło się ciemno, a na ulicy zapłonęły latarnie, dając jasne, białe światło.
– Jest podobny do ciebie – mruknęłam, kiedy umieściliśmy na dwóch pozostałych kulach, odrobinę krzywą głowę.
– Może trochę – roześmiał się chłopak, przyznając mi rację.
Stanął tuż za mną, kiedy przyglądaliśmy się naszemu bałwanowi. Odruchowo oparłam się o niego plecami, a on oplótł mnie ramionami, przyciągając do siebie bliżej. Pragnęłam, żeby tu ze mną został, nie chciałam żeby sobie szedł. Nie wiedziałam tylko jak go przy sobie zatrzymać. Wtedy zobaczyłam Daniela. Stał oparty o słupek bramki pod krzakiem rosnącego przy niej, rozłożystego cisu. Patrzył na nas ponurym spojrzeniem, przywodząc swoją osobą na myśl gradową chmurę. Niechętnie odsunęłam się od Gabriela, nie chcąc jeszcze bardziej drażnić przyjaciela. On najwyraźniej jednak też go zauważył.
– Lepiej już pójdę, Vicky – powiedział cicho.
Nie zaprotestowałam. Uśmiechnął się do mnie ponuro, zabrał z ganku swój plecak, a potem wyszedł z ogrodu, zupełnie ignorując stojącego przy furtce Daniela.