Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    W lustrzanym odbiciu

    Kwiecień w tym roku okazał się bardzo ciepły, a po nim nadszedł słoneczny, długi weekend majowy. Nad morze, mimo pory roku, do niewielkiej miejscowości, przyjechało bardzo wielu turystów. Lubiłam ten ruch i gwar, bo czasami czułam, jakbym była jedyną żywą duszą w Krynicy Morskiej, zwłaszcza podczas listopadowych mrozów. Nie mieszkałam tutaj od zawsze, przeprowadziłam się z Gdańska, ponieważ chciałam uciec, przed wszystkim i przed wszystkimi. Minął rok, a mnie udało się zadomowić. Przede wszystkim trzymała mnie tu jednak moja miłość – kochałam morze i puste nadbałtyckie plaże, tą samotność i dzikość, której nigdy nie dało się doświadczyć w trójmieście. Teraz jednak ciągnęło mnie do ludzi. Byłam zadowolona, że przyjechały moje koleżanki, podobała mi się dyskoteka i to, że mogę się z nimi napić. Miałam zamiar o nic się nie martwić i przez pierwszy tydzień maja po prostu dobrze się bawić.

    Stałam oparta o drewnianą balustradę, połączoną z belkami podtrzymującymi dach nad parkietem. Wino przyjemnie szumiało mi w głowie, kiedy przyglądałam się tańczącym dziewczynom. Muzyka zwolniła. Ludzie zaczęli kołysać się w jej takt, niektórzy w parach, inni samotnie. Poczułam na ramieniu czyjś dotyk. Spojrzałam w górę.

    – Zatańczysz? – zapytał wysoki, zawadiacko uśmiechający się chłopak.

    Skinęłam głową. Podobał mi się. Kasztanowe włosy niesfornie opadały mu na oczy o inspirującej, bursztynowej barwie. Był ode mnie o głowę wyższy, miał na sobie grafitowe dżinsy i czarną koszulkę bez nadruku. Jego ramiona były szerokie, ale ciało miał raczej szczupłe niż napakowane. Kiedy objął mnie w talii, poczułam przyjemną, gęsią skórkę. Wtuliłam się w niego właściwie bezwiednie, a wino dodało mi odwagi. Skończyła się piosenka, a on nie wypuścił mnie z objęć, po prostu odsunęliśmy się z parkietu, wychodząc na dwór i stając tuż za zadaszoną konstrukcją. Pocałował mnie delikatnie, a ja nawet nie zdążyłam poczuć się zaskoczona. Odwzajemniłam jego pocałunek, a wtedy on zaczął napierać mocniej, już po chwili całowanie stało się bardziej namiętne i pełne pasji. Przycisnął mnie do drewnianej ściany. Zamknęłam oczy, wplatając palce w jego włosy. Świat przestał istnieć, a cudowne uczucie i podniecenie wypełniało mnie całą. Odsunął mnie od siebie łagodnie, bardzo szybko oddychając.

    – Masz ochotę się przejść? – zapytał wpatrując się w moje oczy.

    – Tak – odpowiedziałam, nie mogąc złapać tchu.

    – Poczekaj chwilę – poprosił i zniknął z powrotem w klubie. 

    Stałam na dworze, pod gwiazdami, z trudem próbując pozbierać myśli. Zdałam sobie sprawę, że właśnie zgodziłam się na spacer, sama, z nieznajomym, ale ani przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że mogłabym odmówić. Całą sobą pragnęłam jego bliskości. Z jakiegoś powodu mu ufałam. Wrócił po kilku minutach, na ramieniu niosąc skórzaną kurtkę. Pocałował mnie lekko, a potem wziął za rękę. Przez chwilę milczeliśmy, idąc w kierunku zejścia na plażę, a potem zaczęliśmy żartować, tak po prostu, jakbyśmy znali się od lat. Nie rozmawialiśmy o życiu, nie zamieniliśmy słowa o nas, po prostu się śmialiśmy ze wszystkiego i z niczego zarazem. 

    Plażą przeszliśmy spory kawałek. Zdjęliśmy buty i pozwalaliśmy by nasze nogi moczyły chłodne fale. Byliśmy sami, tylko my i nocne niebo. Zatrzymaliśmy się. Chłopak położył na piasku kurtkę, usiadłam na niej, a on znów zaczął mnie całować. Po chwili już leżałam w połowie na kurtce, a w połowie na piasku. Dotykał mnie, rozbierał, a ja go zachęcałam. Czułam się cudownie. Nic nie miało już znaczenia, byliśmy tylko ja, on, morze i nocne niebo.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Obudziłam się we własnym łóżku, w moim niewielkim apartamencie na poddaszu. Przez okno świeciło słońce, a mnie upiornie bolała głowa. Wino… bardzo, bardzo dużo wina, muzyka i taniec. I chłopak! Byłam przekonana, że był tam jakiś chłopak. Jęknęłam. Usiadłam na łóżku, by przekonać się, że w połączonym z aneksem kuchennym pokoju jestem sama. Zamrugałam. Na szafce nocnej, w wąskim, szklanym wazonie, stała pojedyncza, błękitna róża. Obok niej leżała kartka, a na niej, pochyłym, schludnym charakterem pisma, nakreślone były słowa.

    „Piękno dla piękności”, a pod spodem „Dziękuję, za cudowny wieczór, Kociaku. Niestety dalej nie wiem jak masz na imię.”.

    Poczułam ukłucie żalu, że tak po prostu zniknął. Nie zostawił nawet swojego numeru, więc wywnioskowałam, że nie chce już się ze mną spotkać. Zdusiłam w sobie nieznośny zawód i ból. Miałam się przecież bawić i tak to właśnie wyglądało. Skąd on do licha wytrzasnął tą różę?! Wzięłam szybki prysznic i wyszłam z domu, zdecydowana nie siedzieć sama, żeby nie zadręczać się tajemniczym nieznajomym. Moje koleżanki nocowały w pensjonacie, nad samym morzem i właśnie tam miałam zamiar się wybrać. Odrobinę zmarzniętą dłonią poprawiłam nieznośną, miedzianą grzywkę, która jak zwykle opadała mi na oczy. Włożyłam na siebie tylko cienką bluzę, wiedząc, że za godzinę czy dwie zrobi się nieznośnie ciepło i wtedy będę żałowała, że wzięłam kurtkę. Zanim zdążyłam zejść brukowaną aleją, prowadzącą ku plaży, usłyszałam wibracje telefonu, sygnalizujące nadejście smsa. Uśmiech mimowolnie pojawił się na mojej twarzy. 

    „Zanim rano wyszedłem, pozwoliłem sobie zapisać twój numer. Mam nadzieję, że się nie gniewasz. Czy chciałabyś się ze mną jeszcze spotkać?”

    Schodząc dalej w dół, zastanawiałam się co mu odpisać. Nie chciałam, żeby zabrzmiało nadgorliwie, ale tak bardzo chciałam go znowu zobaczyć! Zanim wymyśliłam jakąś treść, zobaczyłam go. W niebieskich dżinsach i jasnym polo stał oparty o murek odgradzający zejście na plażę od wydm. Słuchał muzyki. Podeszłam do niego uśmiechnięta. Wyglądał na zaskoczonego. Spojrzał na mnie pytająco, zdejmując słuchawki. Czy był poprzedniego wieczoru aż tak pijany? Nie możliwe… przecież widział mnie dzisiaj rano… no i przed chwilą do mnie napisał…

    – Cześć – odezwałam się pierwsza. 

    – Czy my się znamy? – zapytał wyprowadzając mnie z równowagi.

    Żartował? Nie… wyglądał, jakby mówił zupełnie poważnie. Cholerny dupek! Poczułam, jak do oczu napływają mi nieproszone łzy. 

    – Nie ważne – mruknęłam i chciałam odejść, ale chwycił mnie za rękę. 

    – Poczekaj – odezwał się, uśmiechając do mnie przyjaźnie. – Zachowujesz się, jakbyś mnie znała. 

    – Przed chwilą wysłałeś mi smsa – odpowiedziałam, starając się by z żalu i urazy, które czułam w środku, oraz chęci rozpłakania się, nie zaczął drżeć mi głos.

    Roześmiał się. Mnie wcale nie było do śmiechu.

    – Przepraszam, po prostu takie sytuacje zawsze mnie bawią – usprawiedliwił się. – Zapewne znasz mojego brata, Oliwera, prawda? Ja jestem Nikodem, ale możesz mówić mi Nick – mrugnął do mnie porozumiewawczo.

    Wytrzeszczyłam na niego oczy.

    – Jesteście bliźniakami? – zapytałam głupio.

    – Mhm – przytaknął – jednojajowymi, od urodzenia – dodał z szelmowskim uśmiechem.

    Natychmiast poprawił mi się humor.

    – Przepraszam za pomyłkę – zawstydziłam się odrobinę – nie miałam pojęcia, że on ma brata.

    – Jak się poznaliście? – spytał, a ja zdałam sobie sprawę, że w dalszym ciągu nie puścił mojej ręki.

    Dopiero, kiedy na nią spojrzałam, zabrał swoją dłoń, jednak ani odrobinę nie speszony. 

    – Wczoraj wieczorem, na imprezie – wyjaśniłam zakłopotana.

    Uśmiechnął się jeszcze szerzej.

    – Nigdy bym nie przypuszczał, że mojego brata na to stać, zazwyczaj to raczej moje dziewczyny zaczepiają jego – oznajmił arogancko. – Chodź – pociągnął mnie za sobą. – Zrobimy mu niespodziankę. Jak ty w ogóle masz na imię?

    – Marika – odpowiedziałam mechanicznie.

    – Miło cię poznać, Mariko – wyszczerzył w uśmiechu białe zęby.

    Nie zdążyłam zaprotestować. Nick pociągnął mnie w kierunku pensjonatu, sąsiadującego z tym, w którym mieszkały moje koleżanki. Zaprowadził mnie prosto do podwójnego pokoju. Zobaczyłam Oliwera. Nie miał na sobie koszulki, a ja na ten widok natychmiast poczułam, jak w nierównym rytmie przyspiesza moje serce. W brzuchu miałam stado wściekłych motyli. Siedział przy okrągłym, niewielkim stole i wpatrywał się w leżący na blacie telefon. Na nasz widok zerwał się z miejsca. Jego twarz odrobinę poszarzała, ale Nick tego nie zauważył lub udawał, że tego nie widzi.

    – Poznaj moją dziewczynę, Marikę – szelmowsko uśmiechnął się do brata, obejmując mnie ramieniem i przyciągając do siebie.

    – Hej! – zaprotestowałam, wyrywając mu się.

    Zawstydzona spojrzałam na Oliwera, a potem mimowolnie spuściłam wzrok.

    – Tak tylko się droczę – zamruczał. Jego śmiech był ciepły i nie było w nim ani śladu drwiny. – Zostawię was samych – dodał i pogwizdując wyszedł z pokoju.

    Kiedy zniknął za drzwiami, przez chwilę milczeliśmy zakłopotani. W końcu to Oliwer odezwał się pierwszy.

    – Przepraszam za Nicka, on zawsze taki jest – wyjaśnił cicho.

    – Nic się nie stało – natychmiast przyszłam mu z pomocą. 

    Bez alkoholu, po tym, co robiliśmy, w jego obecności czułam się dziwnie skrępowana.

    – Więc nazywasz się Marika? – spytał zbliżając się do mnie o krok. – Ładne imię.

    – Dzięki – mruknęłam, walcząc z potrzebą, żeby znowu go dotknąć.

    – Nie byłem pewien czy rano będziesz chciała mnie widzieć – wyznał.

    Teraz był już zupełnie blisko. Stał zaledwie o krok ode mnie. To było miłe. Uśmiechnęłam się łagodnie. Wyciągnęłam dłoń i odważyłam się dotknąć jego policzka. W tej samej chwili znalazłam się w jego ramionach. Całował moje usta, twarz, włosy, a ja niemal fizycznie czułam bijące od niego uczucie ulgi. Moje motyle wykonywały w brzuchu dziki taniec. Już po chwili leżeliśmy na jednym z łóżek. Obejmował mnie mocno. Czułam jego ciepło. Odwzajemniałam pocałunki.

    – Hej, nie przeszkadzam? – zadrwił Nick, który najwyraźniej już od jakiegoś czasu przyglądał nam się, stojąc w otwartych drzwiach.

    Oliwer jęknął. Rzucił w niego poduszką. Chłopak złapał ją w locie i się roześmiał.

    – Kończcie gołąbki, na to czas będzie później. Teraz wychodzimy. 

    Odsunęłam się od Oliwera, a on niechętnie usiadł. Narzucił na siebie koszulkę i wstał. 

    – Idziesz z nami? – zapytał z nadzieją.

    Niechętnie zaprzeczyłam.

    – Czekają na mnie koleżanki, mieszkają w pensjonacie obok – wyjaśniłam, widząc jego zawiedzioną minę.

    – Spotkamy się później?

    Uśmiechnęłam się do niego.

    – Chętnie – odpowiedziałam.

    Razem wyszliśmy przed ośrodek wczasowy, pożegnałam się z nimi i zniknęłam w następnej bramie.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Majka, Justyna i Paulina dopiero się zbierały, więc postanowiłam poczekać na nie na zewnątrz. Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam, że Oliwer i Nick ciągle tam byli. Stali przy wejściu na plażę. Wyglądało na to, że się o coś kłócą. 

    – Nie chcę tego robić! – warknął ten pierwszy.

    – Zawsze tak robimy! – odpowiedział mu zdecydowanie Nick.

    – I dlatego właśnie nasze związki nigdy nie trwają dłużej niż dwadzieścia cztery godziny – odgryzł się Oliwer.

    – Moje związki – oznajmił dobitnie jego brat – twoje nigdy nie istniały.

    Bursztynowe oczy Oliwera płonęły.

    – Więc dlaczego chcesz zepsuć ten pierwszy?

    Nick zacisnął szczękę.

    – Naprawdę chcesz być z dziewczyną, której jest wszystko jedno czy ma ciebie czy mnie? – warknął.

    Chłopak spuścił wzrok.

    – Nie – wyszeptał ledwo dosłyszalnie.

    – Już raz się pomyliła – torturował brata Nick. – Naprawdę sądzisz, że cię pozna?

    Oliwer podniósł spojrzenie.

    – Nie wiedziała, że mam brata. Nie spodziewała się tego – usprawiedliwił mnie. – Może, gdybyśmy poczekali jeszcze trochę…

    – Nie! – odpowiedział stanowczo chłopak. – Potem będziesz tylko jeszcze bardziej cierpiał. Doskonale o tym wiem.

    Oliwer nie patrzył na niego, ale wyglądało na to, że się poddał.

    – Więc się zgadzasz? – drążył Nick.

    – Tak – warknął jego brat, kopnął wściekle jakiś kamyk i oddalił się w kierunku plaży.

    Nick westchnął i ponownie oparł się o murek. Podeszłam do niego. Wyglądał na zaskoczonego moim widokiem.

    – W co wy gracie? – spytałam prosto z mostu.

    – Słyszałaś? – skrzywił się.

    – Co nieco – przyznałam zimno.

    – Po prostu żaden z nas nie chce umawiać się z dziewczyną, której będzie wszystko jedno, który to z nas – wyjaśnił. – Dlatego czasem się zamieniamy na randkach.

    Poczułam, jak ogarnia mnie wściekłość.

    – Mnie nie jest wszystko jedno – oznajmiłam buntowniczo.

    Uśmiechnął się odrobinę ponuro.

    – Mam nadzieję, Marika. Mam nadzieję – powtórzył. – Po prostu nie miej nam za złe, jeśli dzisiaj umówisz się ze mną.

    Musnął palcami rozwiewane przez wiatr kosmyki moich włosów, a potem podążył w ślad za bratem ku wejściu na plażę. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Wieczorem umówiliśmy się w kawiarni. Chyba nigdy nie szykowałam się tak długo  jak dziś. Wyrzuciłam z szafy wszystkie ciuchy i teraz piętrzyły się na łóżku nieforemną stertą. W końcu i tak wybrałam zwyczajne, powycierane dżinsy i chabrowy top w cieniutkie, białe linie. Czesałam się na milion sposobów, a w rezultacie i tak rozpuściłam włosy. To samo było z makijażem. Na koniec stanęło na tym, że w ogóle go zmyłam, kładąc jedynie na usta delikatny, perłowy błyszczyk. Byłam zdenerwowana, ponieważ liczyłam, że kiedy Nick wreszcie się ode mnie odczepi, będę mogła spędzić ten wieczór z Oliwerem. 

    Kiedy dotarłam na miejsce, mimo, że byłam pięć minut przed czasem, chłopak już tam był. Miał na sobie bojówki khaki i szarą, bawełnianą koszulkę. Musiałam przyznać, że wygląda rewelacyjnie. Uśmiechnął się zawadiacko na mój widok. Wstał od stolika, odsuwając dla mnie drugi, ratanowy fotel. Kiedy siadałam, przypadkiem musnęłam jego dłoń. Serce zabiło mi jak oszalałe, a motyle w brzuchu zaczęły odstawiać dziki taniec. W tym momencie już byłam pewna, że to nie Nick. Więc jednak zmienili plany? Czy to dlatego, że słyszałam ich rozmowę? Chłopak zniknął, by chwilę później wrócić z dwiema kawami latte i wielkim, pełnym owoców, lodowym deserem. Tylko przez chwilę czułam się nieswojo. Potem zaczęliśmy żartować i się przekomarzać. Żadne z nas nie opowiadało zbyt wiele o sobie, ale tematów do rozmowy i tak mieliśmy milion. Bardzo szybko zaczęłam go karmić lodami, a on pobrudził mnie bitą śmietaną. Bawiłam się doskonale. Po deserze i kawie, trzymając się za ręce, poszliśmy w kierunku molo. Patrzyliśmy na wodę. Podciągnęłam się w górę, siadając na zielonej barierce pomostu. Oliwer stanął tuż przy mnie. Objął mnie, a ja oplotłam go nogami. Zaczęliśmy się całować. Znów zatonęłam w innym świecie – krainie sennych marzeń.

    – Cieszę się, że dobrze się bawisz, Nick! – usłyszałam warknięcie tuż obok nas. 

    Przez chwilę zamarłam, sztywniejąc zaskoczona. Stojący obok nas chłopak miał na sobie grafitowe dżinsy i czarną koszulkę – to samo ubranie, w którym Oliwer był na dyskotece. Poczułam nieprzyjemny ucisk w żołądku. Czy mogłam się pomylić? Spojrzałam najpierw na jednego, potem drugiego brata. Byli identyczni. Te same bursztynowe oczy, ta sama brązowa czupryna, układająca się na głowie w artystyczny nieład, te same szczupłe sylwetki.

    – Wcale nie chciałem mieć racji – odezwał się ponuro ciągle obejmujący mnie chłopak.

    Intensywnie myślałam. Dalej czułam jego nieznośną bliskość, ciągle mnie dotykał. Nie! Ja wiedziałam, że to Oliwer, a nie Nick. Po prostu byłam pewna. Uderzyłam go w twarz odpychając od siebie. 

    – Ty dupku, jak śmiesz się bawić moim kosztem! Myślałam, że zrezygnowaliście z tego idiotyzmu, a tu jednak proszę! – świadomie nie patrzyłam na Nicka, a słowa kierowałam bezpośrednio do Oliwera. – Doskonale wiem, że to Ty. I możesz mi wierzyć, nie pocałowałabym twojego brata!

    Stał jak wmurowany. Wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami. Zignorowałam go i zaczęłam biec, poganiana własną frustracją. 

    – Zaczekaj! Zaczekaj! – dopadł mnie Nick. Chwycił mnie za rękę, kiedy nie chciałam stanąć. – Marika, skąd do cholery wiedziałaś?! Nikt nie jest w stanie nas rozpoznać. Nikt! – podkreślił. – Nawet matce się myliliśmy!

    Nie odpowiedziałam, patrząc na niego wściekłym wzrokiem. Podszedł do nas Oliwer. Powoli, spuszczając wzrok, jakby szedł na skazanie. Odciągnął ode mnie swojego brata.

    – Przepraszam, że się na to zgodziłem – szepnął.

    Zobaczyłam czerwony ślad na jego policzku. Czy uderzyłam aż tak mocno? 

    – Dupek z ciebie! – odpowiedziałam, ale już odrobinę mniej zła.

    Kwadrans później siedzieliśmy w pokoju i ku naleganiom Nicka, mojemu rozbawieniu i frustracji Oliwera, bawiliśmy się w dziwną grę. Wychodzili z pokoju do łazienki, przebierali się, a ja miałam rozpoznawać, który jest który. Z ich min już dawno poznałam, że ani razu się nie pomyliłam. Teraz stali przede mną w identycznych, czarnych bokserkach. Ich opalone wiosennym słońcem ciała stanowiły przyjemny widok. To była chyba piętnasta próba, a ja naprawdę już miałam dość. Umyślnie podeszłam do Nicka, zarzucając mu ręce na szyję. Wyglądał na zaskoczonego, zanim puściłam do niego oko. Wtedy się uśmiechnął, obejmując mnie w pasie. Oliwer zawarczał, odepchnął go, uwalniając z moich objęć. Chciał coś powiedzieć, ale powstrzymał się i ograniczył do mruknięcia pod nosem, kiedy razem z Nickiem wybuchliśmy śmiechem. Reszta wieczoru upłynęła równie przyjemnie. We trójkę leżeliśmy na łóżku, opowiadając sobie różne śmieszne historie. Zdecydowanie w wymyślaniu takich najlepszy był Nick. Tylko na chwilę zostawił nas samych, wychodząc, by wrócić z whisky i colą. Nie miałam mu jednak tego za złe, bo mimo, że chciałam być sam na sam z Oliwerem, to nie przeszkadzało mi towarzystwo Nicka. To było dla nich coś nowego, osoba, która ich rozpoznaje. Rozumiałam to i nie miałam zamiaru protestować. Odrobinę pijani, pozwolili mi namalować sobie na policzkach cienkopisem niewielkie znaczki. Oliwer dostał serduszko, a Nicka ozdobiłam kwiatkiem. To było równie zabawne. Przez większość nocy leżałam pomiędzy nimi na łóżku i rozmawialiśmy rozbawieni. Oliwer przez cały czas nie puszczał mojej ręki. W końcu przysunęłam się do niego i po kilkunastu minutach wygodnie wtulona w jego tors, odpłynęłam do krainy snów.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Maj okazał się naprawdę piękny i słoneczny. Może nie było tu tylu ludzi, co w wakacje, ale i tak przez niewielką, otoczoną z jednej strony Morzem Bałtyckim, a z drugiej Zalewem Wiślanym, miejscowość przewijały się tłumy. Oliwer i Nick mieszkali w Trójmieście, ale zostawali nad morzem do końca następnego tygodnia. Poza tym ten pierwszy już planował w jaki sposób się ze mną później spotykać. Powiedzieli, że na kilka dni przyjeżdżają ich znajomi i wyglądało na to, że razem z moimi koleżankami, będziemy stanowić naprawdę sporą paczkę. Teraz, kiedy przebrałam się u siebie i umyłam, znowu szłam w kierunku pensjonatu przy plaży. Kiedy weszłam do środka, zatrzymałam się w drzwiach pokoju. Już chciałam odejść, ponieważ Nick rozmawiał z jakąś ładną, sarniooką dziewczyną, ale kiedy tak stałam w progu, wahając się czy wejść czy nie, zdałam sobie sprawę, że to nie Nick, a Oliwer. Zaczęłam słuchać i nagle zmroziły mnie jego dalsze słowa.

    – Nick… – odezwała się cicho, błagalnie.

    Uśmiechnął się szelmowsko. Stanął blisko, jak na mój gust zdecydowanie zbyt blisko niej.

    – Przykro mi, ale pudło, to ja, Oliwer.

    – Co? A-ale… – zająknęła się speszona.

    – Ale co? – zadrwił. – Ja ci nie odpowiadam?

    – Ja… – zaczęła znowu cicho.

    – To co? Mogę być ja? – nie przestawał się uśmiechać. – Szczerze mówiąc zawsze mi się podobałaś.

    Uniosła na niego spojrzenie brązowych, dużych oczu, a ja nie wiedziałam czy wejść tam i wygarnąć mu co o nim myślę czy może po prostu uciec – byle dalej.

    – Jeśli ty tego chcesz… – odpowiedziała cichutko – to i ja.

    Roześmiał się. Odsunął się od niej.

    – Żartowałem – stwierdził obojętnie. – Założyliśmy się, obaj twierdząc to samo, więc i tak nie miało to większego sensu.

    Uchylone drzwi od łazienki się otworzyły i wyszedł z nich jego brat. 

    – Nick? – zapytała dziewczyna ciągle nie rozumiejąc.

    – To już się robi nudne… Za każdym razem to samo – chłopak ziewną, uśmiechając się arogancko.

    W oczach dziewczyny pojawiły się łzy.

    – Jesteście okrutni! – oznajmiła najwyraźniej z trudem powstrzymując się od płaczu.

    – My? – zapytał Oliwer poważniejąc. – Patrz na siebie. To tobie wszystko jedno, z którym z nas się umówisz.

    – Tak swoją drogą – dorzucił Nick – to nie jesteś zbyt ładna i nie pasuje ci ta fryzura.

    – Jak chcesz się z nami spotykać, najpierw popracuj nad gustem – poparł brata Oliwer.

    Teraz już otwarcie płakała. Wybiegła z pokoju, mijając mnie w drzwiach. Dopiero wtedy zauważyli, że tam stoję. Spojrzałam na nich wściekłym wzrokiem i wyszłam. Już po chwili dogonił mnie Nick.

    – Zaczekaj – poprosił.

    – Co to miało być? – spytałam, nie zatrzymując się.

    – Marika, zaczekaj. Nie gniewaj się na Oliwera, proszę. Zawsze tak robiliśmy więc i tym razem go o to poprosiłem.

    Zatrzymałam się. Spojrzałam mu w oczy.

    – Nie widzisz jakie to podłe? – spytałam.

    Jego usta wykrzywił nieprzyjemny grymas.

    – A nie uważasz, że to na co się zgodziła było przynajmniej równie okrutne?

    – Może… – odpowiedziałam mu niechętnie. – To nie znaczy, że wolno wam się tak zachowywać!

    Chwycił mnie za rękę. Zmusił do patrzenia sobie w oczy.

    – Więc jak mamy to sprawdzić? Jakieś sugestie?

    Przecząco pokręciłam głową. Puścił mnie.

    – Wróćmy do niego – poprosił. Zgodziłam się, więc powoli ruszyliśmy korytarzem. – Jesteś w naszym życiu anomalią – oznajmił – czymś co się do tej pory nie zdarzyło. Ciężko uwolnić się od starych przyzwyczajeń – usprawiedliwił się ponuro.

    Kiedy weszliśmy do pokoju, Oliwer stał przed oknem, zaciskając dłonie w pięści. Nie był zaskoczony moim widokiem. Najwyraźniej wierzył w to, że Nick mnie przyprowadzi. Widziałam, że walczy sam ze sobą. Podszedł do mnie powoli. Stanął w pewnym oddaleniu.

    – Przepraszam, jeżeli zrobiłem coś, za co się na mnie pogniewałaś – powiedział spuszczając wzrok.

    Znów obudziła się we mnie wściekłość. Postanowiłam zignorować obecność Nicka. 

    – Czy uważasz mnie za swoją zabawkę? – zapytałam spokojnie.

    Zaprzeczył.

    – Więc myślisz o nas poważnie? – drążyłam i nagle poczułam się jak idiotka, mówiąc to po kilku dniach znajomości.

    On najwyraźniej jednak tak nie pomyślał.

    – Chciałbym, żebyś była moją dziewczyną – wyznał. – Żebyś dała mi szansę.

    – Więc nie powinnam się umawiać z innymi chłopakami? – kontynuowałam.

    Zacisnął usta tak, że stały się wąską, białą linią. W bursztynowych oczach błysnęła zazdrość.

    – Chcę związku na wyłączność – oznajmił stanowczo.

    – Więc – zaczęłam słodkim głosem – jakim prawem mówisz coś takiego jak dzisiaj innej dziewczynie?

    Jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia. Dotarło do niego.

    – Marika… ja nie to miałem na myśli. Przepraszam – niemal jęknął. – Nie powinienem był… Przepraszam… – powtórzył, podczas gdy Nick wybuchnął nieopanowanym śmiechem.

    – No to tu cię ma braciszku – oznajmił nie mogąc powstrzymać rozbawienia.

    Oliwer obrzucił go wściekłym spojrzeniem.

    – Nie będę się już tak zachowywał. Nigdy więcej – obiecał. – Przepraszam – dodał po raz trzeci.

    Nick natychmiast spoważniał.

    – Jak to nie będziesz?! – warknął.

    Oliwer nie patrzył na niego, wpatrywał się w moje oczy.

    – Po prostu, nie będę i już. Koniec z grami.

    Niemal fizycznie czułam, unoszącą się w powietrzu wściekłość Nicka. Przez chwilę wpatrywał się w nas ze złością, a potem trzaskając drzwiami wyszedł z pokoju.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Zdałam sobie sprawę, że nie potrafię długo gniewać się na Oliwera. Wystarczyło jedno spojrzenie w jego smutne, bursztynowe oczy i natychmiast miękłam. Po południu mieliśmy się spotkać z moimi koleżankami i naprawdę chciałam go im przedstawić. W barze przy plaży pojawiliśmy się pierwsi. Usiadłam przy stoliku, podczas gdy on poszedł po piwo. Zanim wrócił, przyszły dziewczyny. Zdałam sobie sprawę, że Justyna wodzi za nim wzrokiem. Kiedy się zbliżył, w jednym skoku pokonała dzielący ich dystans. Chwyciła ze stołu wazon i chlusnęła wodą w twarz Oliwera. Patrzyłam na to szeroko otwartymi oczami. Zaczęła go obrzucać obelgami, a chłopak wyglądał na równie zaskoczonego co ja. W końcu zdobyłam się na to, by do nich podejść.

    – Uspokój się – poprosiłam. – Co on ci zrobił?

    – To jeden z tych – syknęła rozeźlona. – Piękne słowa, szmery bajery, obietnice, a potem nawet nie zadzwonił! 

    Skrzywiłam się. Widziałam zmieszanie Oliwera i jego przepraszający wzrok. Byłam przekonana, że nigdy wcześniej nie wdział Justyny na oczy.

    – Jeżeli go znasz, to jak ma na imię? – zaryzykowałam.

    Zdziwiło ją moje pytanie.

    – Nikodem, ale lepiej by do niego pasowało parszywa świnia, niż to – warknęła.

    Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak długo wstrzymywałam powietrze. 

    – Nie – odpowiedziałam spokojnie. – To Oliwer. – Wzięłam go za rękę. – Mój chłopak. Nick jest jego bratem bliźniakiem i również gdzieś się tu kręci.

    – Nie wierzę – jęknęła, ale w tym momencie w furtce do ogródka piwnego pojawił się Nikodem, który na widok Justyny gwałtownie się wycofał. Błagalnie spojrzała na Oliwera. – Przepraszam – szepnęła, cała czerwona. – Tak bardzo cię przepraszam! Wyglądacie identycznie! 

    – Nie ma sprawy, przyzwyczaiłem się – mruknął puszczając moją rękę i zdejmując przez głowę przemoczoną koszulkę. – Dobrze, że to tylko woda.

    Objął mnie ramieniem. Uśmiechnęłam się do Justyny uspakajająco. 

    – To chyba marny sposób na zawieranie nowych znajomości – zażartowałam – ale cieszę się, że już przynajmniej się poznaliście.

    Podeszliśmy do patrzących na nas zaciekawionymi spojrzeniami Pauliny i Majki, by po krótkiej opowieści w towarzystwie czerwonej na twarzy Justyny i nieco zmieszanego Oliwera, raz po raz któreś z nas mogło wybuchać niewymuszonym, szczerym śmiechem. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Majowy wieczór był ładny i ciepły. Od strony morza wiała lekka bryza. Słońce już zaszło, ale nie było jeszcze zupełnie ciemno. Zadowolona z życia szłam brzegiem plaży, pozwalając by chłodne fale dotykały moich stóp. Z brzegu zobaczyłam, że ktoś się kąpie. Wzdrygnęłam się na samą myśl o temperaturze wody wiosną. Potem zerknęłam na porzucone na brzegu rzeczy i jeszcze raz na pływającą postać. Idiota! – skarciłam go w myślach, rozpoznając ubrania Nicka. Usiadłam na piasku, żeby na niego poczekać. Zdawałam sobie sprawę, jak źle czuje się Oliwer z powodu kłótni z bratem i to ja byłam jej powodem, więc miałam zamiar to naprawić. Najwyraźniej przywykli do tego, że we wszystkim są zgodni, a przede wszystkim wspierają się nawzajem. Wcale nie chciałam tego psuć. Kiedy chłopak po kilku minutach wyszedł z wody, wyglądał na naprawdę zaskoczonego moim widokiem.

    – Pomyliłaś się? – zadrwił.

    – Nie – odpowiedziałam.

    Wytarł się plażowym ręcznikiem, wciągnął na siebie bluzę, a potem usiadł obok mnie na piasku. Milczeliśmy, a ja miałam nadzieję, że długo nie wytrzyma i to on zacznie rozmowę. Miałam rację.

    – Więc o co chodzi? – spytał, a ja słyszałam urazę w jego głosie.

    – Nie gniewaj się proszę – powiedziałam cicho. – Postaw się na moim miejscu. Jak ty byś się czuł, gdyby to twoja dziewczyna podrywała innych chłopaków, nawet, gdyby to miało być tylko udawane.

    Widziałam jak się skrzywił. W jego bursztynowych oczach pojawił się smutek. 

    – Rozumiem twój punkt widzenia – odezwał się gorzko. – Moje dziewczyny zawsze – mocno zaakcentował to słowo – podrywają innego faceta i jest nim mój brat. I wcale przy tym nie grają. 

    – Przykro mi Nick – oznajmiłam szczerze, dotykając dłonią jego przedramienia – ale uważam, że to co robicie nie jest właściwym rozwiązaniem. Może po prostu powinieneś dać im szansę się poznać, a nie sprawdzać już następnego dnia?

    – A jaki to ma sens?! – warknął. – Nie odróżnią nas od razu, to i później nie będą potrafiły. Zresztą i tak jest im wszystko jedno. Ważne, że wyglądamy tak samo.

    Zirytował mnie. Może czasami tak rzeczywiście było… zresztą sama słyszałam… ale dlaczego on oceniał w ten sposób wszystkie dziewczyny?

    – Dlaczego tego nie rozumiesz?! – niemal krzyknęłam na niego. – Może wyglądacie tak samo, ale każdy z was jest zupełnie inny. Różnicie się charakterami, sposobem bycia, osobowością i wszystkim innym.

    – Miło, że ktoś to dostrzega – mruknął. – Szkoda, że tylko ty.

    – Idiota! – tym razem powiedziałam to na głos. – Nick, jesteś bardzo fajnym chłopakiem, nie tylko z wyglądu, może po prostu spróbuj poznać dziewczynę inaczej niż na dyskotece? I daj jej poznać siebie, zanim zaczniesz to sprawdzać!

    Prychnął.

    – Powiedz mi szczerze, umówiłabyś się ze mną, gdybym to ja poznał cię pierwszy, a nie Oliwer? – zapytał nagle.

    Przypomniałam sobie dlaczego nie zignorowałam „tajemniczego nieznajomego” po pierwszym tańcu, czemu zamiast wrócić do koleżanek, poszłam z nim na nocny spacer, a w końcu z jakiego powodu było mi tak przykro, kiedy myślałam, że odszedł bez słowa. Doskonale znałam odpowiedź na to pytanie. 

    – Tak – skłamałam, mając nadzieję, że w ten sposób poprawię mu humor.

    To był błąd. Pchnął mnie na piasek i pochylił się nade mną. Jego usta dotknęły moich warg. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieje i pozwoliłam mu się całować, a potem wkładając w to całą siłę, na jaką było mnie stać, zepchnęłam go z siebie.

    – Nick, zwariowałeś?! – syknęłam próbując złapać oddech.

    Natychmiast zerwałam się z piasku. Chłopak zaczął przeklinać, a ja przez chwilę nie rozumiejąc, podążyłam za jego wzrokiem. W zejściu z plaży znikała ciemno ubrana sylwetka. Poczułam jak na chwilę zamiera moje serce. Oskarżycielsko spojrzałam na Nicka, ale on wyglądał jakby nie mógł czuć się już bardziej winny.

    – Przepraszam – szepnął, a potem, nawet nie podnosząc ręcznika, popędził w ślad za bratem.

    Note