Rozdział 2 – All I need
by VickyZadzwonił do mnie mówiąc, żebym wyszła przed dom. Rozłączyłam się zaskoczona. W żaden sposób nie dał wcześniej znać, że mnie odwiedzi. On jednak tam był. Przytulił mnie na powitanie, a potem podał mi kask. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to fakt, że teraz jeździł Hondą.
– Gdzie Kawasaki? – spytałam zaciekawiona.
Wzruszył ramionami, nie kryjąc jednak uśmiechu.
– Sprzedałem – stwierdził. – Resztę dopłaciłem z kaucji za wynajem mieszkania.
– Wynająłeś mieszkanie? – byłam naprawdę zaskoczona.
– Czekaj, czekaj – uspokoił mnie rozbawiony. – Pytania później, najpierw chcę zabrać cię w pewne miejsce.
Skinęłam głową i usiadłam za nim, nakładając kask. Odpowiedzi nie miały znaczenia, najważniejsze było to, że tu był. Nie jechaliśmy zbyt długo. Zabrał mnie na osiedle domków jednorodzinnych, położone nieopodal mojej ulicy. Potem zaprowadził do przytulnego mieszkania na poddaszu, położonego w nowej, niskiej kamienicy.
– Co tu robimy? – zapytałam, nie mogąc dłużej wytrzymać jego tajemniczości.
Dwupokojowe mieszkanie było kompletnie urządzone, a w nim rozłożone były jego rzeczy.
– Jeżeli chodzi o mnie, to ja tu mieszkam – oznajmił spokojnie.
– Jak to mieszkasz? – wydusiłam z siebie.
– Normalnie – zamruczał. – Wynająłem mieszkanie i w nim mieszkam.
Pisnęłam ze szczęścia i zarzuciłam mu ręce na szyję. Opadł na kanapę, sadzając mnie sobie na kolanach. Tulił mnie w ramionach, a ja nie chciałam, żeby kiedykolwiek mnie wypuścił.
– Nie wracasz do Szczecina? – spytałam nie podnosząc głowy z jego ramienia.
– Na pewno będę jeździł odwiedzać ciocię, ale mieszkał będę tutaj, z tobą – uzupełnił.
– Ze mną? – upewniłam się ciągle niedowierzając.
– Blisko ciebie – poprawił się, ale było już za późno.
Usiadłam wyprostowana. Spojrzałam mu w oczy.
– Nie, Gabriel. Powiedziałeś, że ze mną.
Westchnął.
– Ponieważ to właśnie miałem na myśli – przyznał szczerze. – Chcę być z tobą, pod każdym względem. Nie wiem tylko, czy nie jest za późno i czy ty dalej będziesz mnie chciała.
Chciałam. Pragnęłam tego od trzech lat, a teraz kiedy to mówił, zwyczajnie nie mogłam uwierzyć. Poza tym od pół roku chodziłam z Danielem. Kłóciliśmy się, rozstawaliśmy, ale zawsze w końcu było dobrze. Kochałam go, problem jednak polegał na tym, że Gabriela, choć nie wywoływał we mnie takiej burzy negatywnych emocji, również. A ja… ja nie mogłam mieć ich obu.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
To było cudowne lato. Najszczęśliwsze cztery miesiące mojego życia. Wiktoria praktycznie u mnie mieszkała, w swoim domu, w którym wiecznie wysłuchiwała pretensji i krzyków matki, dotyczących właściwie wszystkiego, była zaledwie rzadkim gościem. Ja starałem się tam nie bywać wcale. Zerwała z Danielem, a on, w magiczny sposób, zniknął z jej rzeczywistości. To znaczy, oczywiście, do czasu… Był koniec września. Siedzieliśmy w pubie na Starym Mieście, ja, ona i moi znajomi z pracy. Swoich przyjaciół Wiktoria nigdy nie miała. Gdy spotykaliśmy się z moimi, siedziała zawsze cicha i nieśmiała. W pewnym momencie przytuliła się do mnie mocniej. Podążyłem za jej wzrokiem. Przy jednym ze stolików siedział Daniel. Najwyraźniej był na randce z jakąś dziewczyną. On również nas zauważył, po czym prowokacyjnie Wiktorię zignorował. Siedziała spokojnie jeszcze przez chwilę, a potem szepnęła, że chciałaby wyjść. Poszedłem po nasze kurtki. Kiedy wyszedłem przed pub, on stał obok niej. Rozmawiała z Danielem, a właściwie ciężko to było nazwać rozmową, ponieważ tylko on mówił.
– Kocham cię! Nie potrafię o tobie zapomnieć, bardzo się staram, ale do cholery nie potrafię!
Nie byłem pewien czy powinienem podchodzić, czy ona tego chce, ale wtedy on chwycił ją za ramiona, przyciągnął do siebie i pocałował. Musiałem się wtrącić. Odepchnąłem go od niej. Vicky patrzyła w ziemię. Obrzucił mnie wściekłym spojrzeniem, a potem zniknął w pubie. Wzięła mnie za rękę.
– Przepraszam – szepnęła.
– Nie masz za co przepraszać, to nie twoja wina – mruknąłem, bo powoli już przestawała buzować we mnie wściekłość.
Przez całą drogę do domu była milcząca i nieszczęśliwa. To był pierwszy raz, kiedy spotkała się z Danielem po ich zerwaniu. Pierwszy, ale zdecydowanie nie ostatni.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
To co się działo, sprawiało wrażenie cudownego zbiegu okoliczności. Menadżerka z hotelu Gabriela odchodziła do nowej pracy. Dostała bardzo dobrą ofertę – w Szczecinie – i słysząc o jego sytuacji z odziedziczonym w spadku domem, z miejsca zaproponowała mu, że zabierze go ze sobą. Na dodatek, po studiach i ze znajomością języków, miał pracować na znacznie wyższym stanowisku. Chyba lepiej być nie mogło. Ku wielkiemu żalowi jego pracodawców, wyjechaliśmy niedługo później. W starym domu na przedmieściach zamieszkaliśmy wielki, biały owczarek szwajcarski, dwie psotne tchórzofretki, Gabriel i ja. Byłam szczęśliwa. Obydwoje byliśmy. Wszystko jednak znowu się popsuło, gdy w moim życiu po raz kolejny, pojawił się Daniel. Nie odebrałam, kiedy zadzwonił. Ani za pierwszym, ani za dziesiątym razem. Kiedy jednak przysłał smsa, nie potrafiłam się powstrzymać przed przeczytaniem.
„Jestem w Szczecinie. Na dworcu.” – brzmiała krótka treść wiadomości.
Jęknęłam w duchu. Gabriel był w pracy i miał w niej siedzieć do późnego wieczora. A ja… ja wiedziałam, że pójdę. Nie potrafiłam postąpić inaczej. Na dworcu znalazłam się pół godziny później. Daniel rozłożył się z plecakiem na jednej z drewnianych ławek. Uśmiechnął się szeroko na mój widok.
– Co tu robisz?! – naskoczyłam na niego z miejsca.
Uśmiech zniknął z jego twarzy.
– Jak to co? – zapytał, jakby moje pytanie było dla niego zaskoczeniem. – Nie mogłem już dłużej bez ciebie wytrzymać – wyjaśnił z prostotą. – Tęskniłem. Piekielnie.
Czułam jak miękną pode mną nogi. Dlaczego on mi to znowu robił?!
– Kiedy wracasz do domu? – starałam się mówić racjonalnie i nie warczeć na niego.
Na jego twarzy pojawiła się determinacja.
– Wtedy kiedy ty.
– Ja nie wracam – odpowiedziałam mu cicho.
Wzruszył ramionami.
– Świetnie, więc ja też nie.
Przymknęłam oczy. Wiedziałam jak bardzo jest uparty. Wstał z ławki i podszedł do mnie. Otoczył mnie ramionami.
– Wróć do mnie – wyszeptał swoją prośbę.
Zignorowałam go, odsuwając od siebie stanowczo.
– Masz gdzie spać? – sprowadziłam go na ziemię, lodowatym tonem głosu.
– Nie martw się, poradzę sobie – odpowiedział obojętnie.
Wiedziałam co znaczy ta odpowiedź. Nie miał. I prawdopodobnie zamierzał po prostu włóczyć się po mieście przez całą noc.
– Może wynajmij jakiś pokój? – poprosiłam cicho.
Roześmiał się. Gorzko.
– Może i bym wynajął, gdybym miał za co. Całą kasę, którą miałem, wydałem na biletu tutaj.
– Więc co zamierzasz robić? Jak chcesz przeżyć? – spojrzałam na niego jednocześnie zmartwiona i zirytowana. Sama nie wiem, które uczucie dominowało.
– Poradzę sobie – tym razem w jego głosie brzmiała stanowczość. – Znajdę pracę i jakoś się ułoży. Nie zamierzam stanowić dla ciebie problemu – dodał.
Pierwsze co przyszło mi do głowy, to zaproponować mu nocleg u Gabriela. Tylko, że sama przeraziłam się tym, co mogłoby z tego wyniknąć. Nie miałam zbyt wielu znajomych w Szczecinie. Nigdzie nie miałam ich zbyt wielu. Nikogo na kim można by było polegać. Chyba, że… Wyciągnęłam telefon i ignorując Daniela zadzwoniłam do kolegi z redakcji. Nie znałam go ani zbyt dobrze, ani zbyt długo, ale dobrze się nam ze sobą współpracowało, choć głównie przez Internet. Z ulgą przyjęłam więc, że zgodził się pomóc. Co więcej, szukał współlokatora i nie miał nic przeciwko temu, żeby Daniel zaczął dokładać się do mieszkania dopiero jak znajdzie pracę.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Wróciłem do domu, a jej w nim nie było. Dziwne. Niespotykane. Wiktoria nie wychodziła sama, a już na pewno nie wychodziła wieczorem, a właściwie porę dnia można by określić już jako po nocy. Czułem niepokój. Kiedy do niej zadzwoniłem, okazało się, że telefon leży na stole. Podniosłem komórkę, żeby odrzucić swoje własne połączenie. Na ekranie pojawiła się wiadomość. Jeden sms. Od Daniela. Ręce same zacisnęły mi się w pięści. Teraz już wiedziałem gdzie była, choć czułem, że wolałbym nie wiedzieć. Ból, który poczułem, nie mógł równać się z niczym innym. Tyle razy obiecywałem sobie, że nie zrobię tego już nigdy więcej, a jednak… pozwoliłem sobie mieć nadzieję. Kolejny raz. Pół godziny później wróciła do domu. Rozebrała się i bez słowa opadła na kanapę.
– Gdzie byłaś? – zapytałem zdecydowanie zbyt ostrym tonem, stając nad nią.
Podniosła na mnie wzrok, zapłakane oczy. Natychmiast pożałowałem swojego zachowania. Usiadłem obok niej. Wtuliła się w moje ramiona. Teraz już otwarcie płakała. Tuląc ją do siebie zdałem sobie sprawę, że nie chcę, nie mogę i nie potrafię bez niej żyć.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Siedziałam na łóżku, w nowym pokoju Daniela. Gabriel pracował. Rano wstałam z łóżka ze stanowczym postanowieniem, że tu nie przyjdę. Wystarczył jednak jeden telefon. Gdy usłyszałam w słuchawce jego głos, byłam już pewna, że nic mnie nie powstrzyma przed przyjściem. Wielokrotnie już znikał z mojego życia, a potem… potem zawsze się w nim znowu pojawiał. Jego torba stała na podłodze otwarta, ale nierozpakowana. Na łóżku, a właściwie rozłożonej kanapie, leżał skotłowany śpiwór. Obok niego znajdowała się moja książka – książka, której nie mogłam czytać, ponieważ nie byłam w stanie skupić się na ani jednym zdaniu. Kiedy Daniel wszedł do pokoju, natychmiast podniosłam wzrok. Jasne włosy miał wilgotne po prysznicu. Od pasa w górę był rozebrany. Stopy również miał bose. Usiadł obok mnie, a ja nie potrafiłam ruszyć się z miejsca.
– Co czytasz? – zapytał bez zainteresowania.
– Opowiadania, fantasy – odpowiedziałam równie obojętnie, z trudem przełykając ślinę.
Wiedziałam, że Daniel tak naprawdę wcale nie chciał rozmawiać. Byłam tego pewna. Nie potrafił zbyt długo ukrywać swoich zamierzeń pod osłoną bezsensownego dialogu. W jednej chwili znalazł się przy mnie. Jego dotyk był natarczywy, pocałunki wypalały moją duszę. Nie miałam pojęcia jak to się stało, że leżałam teraz na łóżku, a on, on pochylał się nade mną. Całował moje usta, jakby był głodny, spragniony, jakby te pocałunki były mu potrzebne do życia.
– Daniel, proszę – szepnęłam, kiedy wreszcie mogłam odetchnąć.
Kręciło mi się w głowie, w brzuchu wirowało stado wściekłych motyli. Nie miałam pojęcia o co proszę i czego właściwie od niego chcę.
– Cii – zamruczał całując moją szyję, przygryzając płatek mojego ucha.
Nienawidziłam go, a jednocześnie panicznie, bezwarunkowo kochałam. Nie rozumiałam, jak on mógł mi to za każdym razem robić, jak ja mogłam robić to Gabrielowi… A jednak, wszyscy krzywdziliśmy siebie nawzajem.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Od czasu spotkania w pubie Daniel dosłownie ją prześladował. Był wszędzie, spotykała go na każdym kroku, nie ważne jak bardzo nie starałaby się zejść mu z drogi. Błagał ją, żeby do niego wróciła, a kiedy to nie skutkowało, posuwał się do gróźb. Z każdym dniem nienawidziłem go coraz bardziej. Gdyby nie Wiktoria, która z uporem godnym lepszej sprawy, mnie hamowała, już dawno bym go pobił. W końcu mu uległa. Zgodziła się na spotkanie. Twierdziła, że musi z nim porozmawiać. Nie zgodziłem się na to. Moja zazdrość mieszała się ze strachem o to, co on może jej zrobić. Nie miałem pojęcia do czego ten człowiek jest zdolny. Wtedy okłamała mnie po raz pierwszy. Obiecała, że się z nim nie spotka, a jednak. Uciekła od razu, kiedy pojechałem do pracy. Z każdym dniem ich spotkania stawały się coraz częstsze. Kiedy w pobliżu Wiktorii nie było mnie, natychmiast pojawiał się przy niej Daniel. Momentami odchodziłem od zmysłów, a ona przekonywała mnie, że on się zmienił. Ja wiedziałem jednak swoje – na to zwyczajnie nie było szans. Tego dnia wróciłem do domu, jak zwykle ostatnio, w podłym humorze. Kiedy wszedłem do środka, Wiktoria stanęła przede mną, kompletnie ubrana i gotowa do wyjścia. Miała ze sobą plecak. Spojrzałem na nią pytająco, nie zdolny wykrztusić ani słowa.
– Gabriel, przepraszam – odezwała się cicho – jestem złą osobą.
Nie zrozumiałem.
– Jak to? – spytałem nie mając pojęcia co ma na myśli.
Spuściła wzrok.
– Wracam… do Daniela – wydusiła z siebie bardzo cicho. – Kocham go – szepnęła poprzez łzy, które zaczęły spływać po jej bladych policzkach.
Stałem tam, wpatrując się w nią, niezdolny do wypowiedzenia ani jednego słowa. Nie podniosła wzroku.
– Przepraszam – powiedziała.
Wyszła, nie patrząc na mnie, a ja, jak ostatni kretyn, nie poszedłem za nią. Dopiero później, zdecydowanie zbyt późno, dowiedziałem się jak bardzo tego właśnie pragnęła. Kolejne dni zlewały się w jedno, niewyraźne wspomnienie. Praca ponad siły, whisky i niespokojny sen. Wszystko, byleby tylko nie myśleć o niej. Wróciła po kilku dniach, zapłakana i nieszczęśliwa. Była niepewna, przestraszona, nie wiedziała czy w dalszym ciągu jestem chociażby jej przyjacielem. Byłem. Cokolwiek by nie zrobiła. Nie chciała nic mówić, ale w końcu wydusiłem z niej co się stało. Znów pokłóciła się z Danielem. Nie mógł wybaczyć jej tego, że go porzuciła. Zaczął brać jakieś świństwa. Zabrał jej telefon, żeby nie mogła się ze mną kontaktować. W końcu niewytrzymała i uciekła. Do mnie, w jedyne miejsce, w którym czuła się bezpieczna. Wtedy jej wybaczyłem, bez żadnych oporów. Byłem cholernie szczęśliwy, że znowu jest przy mnie, a to, co się wydarzyło, kompletnie nie miało teraz znaczenia. Spędziła ze mną mniej więcej tydzień, a potem… potem on znowu wrócił, błagać ją o przebaczenie. Wybaczyła mu, zawsze mu wybaczała, dokładnie tak samo jak ja jej. Odchodziła ode mnie dziesiątki razy, by na chwilę zniknąć z mojego życia i kilka dni, czasem cały tydzień, spędzić razem z Danielem. A potem… potem wracała do mnie, ze łzami w oczach i złamanym sercem, a ja przyjmowałem ją z otwartymi ramionami. Ufny, że to wreszcie kiedyś się skończy, a Vicky będzie już tylko moja.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Wieczorem, znowu zbyt późnym, wyplątałam się z ramion Daniela. Gabriel miał prawo być na mnie wściekły, bo po raz nie wiadomo który go zawiodłam. Wstałam, wzdychając.
– Spakuję swoje rzeczy i wrócę tutaj – podjęłam pełną poczucia winy decyzję.
Daniel gwałtownie zerwał się z łóżka.
– Ani mi się waż! – warknął na mnie.
Niewidzialna dłoń ścisnęła moje serce, a ja poczułam ból i oszołomienie.
– Jak to?
– Nie będziesz ze mną mieszkała – uciął krótko. – Zostaniesz z nim.
Zamrugałam niedowierzająco.
– Dlaczego?
– Bo on dobrze zarabia i jest w stanie cię utrzymywać. Do tego zaopiekuje się tobą, a ja nie.
Moje oczy mimowolnie wypełniły się łzami.
– Daniel, zwariowałeś – jęknęłam.
– O nas nie musisz mu mówić – kontynuował niewzruszony.
– Daniel…
Teraz już otwarcie płakałam. Nie chciał mnie tutaj… Nie chciał mnie przy sobie… Chwycił mnie za przedramię. Zbyt mocno.
– Zbieraj się, zanim on się na ciebie wkurzy.
Jak on mógł mi to robić? Jak mógł tak mówić? Jak mógł sądzić, że zrobię coś takiego Gabrielowi?
– Nie musimy tu zostawać, wróćmy do domu… – szepnęłam.
Przecząco pokręcił głowa. Znów opadł na łóżko.
– Dla mnie nie ma już powrotu. Jeżeli spróbuję, ojciec mnie zabije. Pójdzie siedzieć za morderstw, ale to mała pociecha. Zostajemy tutaj.
Usiadłam przy nim. Łagodnie dotknęłam jego dłoni. Ojciec Daniela pił i nie szczędził chłopakowi razów, ale Daniel, jak zawsze, jakoś sobie radził.
– Pokłóciliście się?
Uśmiechnął się kwaśno.
– Oddałem mu, kiedy mnie uderzył. A potem go okradłem. Wystarczający powód?
Z trudem przełknęłam ślinę. Miał rację. Jeżeli wróci, ojciec go zabije.
– Więc poradzimy sobie tutaj – oznajmiłam buntowniczo.
– Nie! Ja sobie poradzę tutaj. Ty wrócisz do niego.
– Daniel…
Nie chciałam. Nie mogłam!
– Zrobisz to, bo tak będzie najlepiej – oznajmił patrząc mi w oczy.
Już nie płakałam. Przestalam cokolwiek czuć. Zalała mnie fala obojętności. Wstałam, ubrałam się i ruszyłam ku drzwiom. Daniel zatrzymał mnie przed samym wyjściem. Przyciągnął do siebie, zamykając w szczelnym uścisku ramion.
– Posłuchaj – wyszeptał cicho w moje włosy. – To nie na stałe. Kocham cię. Wiesz, że cię kocham. Będziemy razem, już niedługo, ale najpierw muszę być w stanie na nas zarobić.
– Ja też mogę pracować – spróbowałam jeszcze raz.
– Nie, ty musisz skończyć studia – stwierdził stanowczo.
Stałam tam jeszcze przez chwilę, zupełnie sztywno i z obojętnością pozwalałam mu się przytulać. Potem, nie oglądając się za siebie, wyszłam w wieczorną ciemność.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Tego dnia, mimo że nie było jej ze mną, miałem dobry humor. Nienawidziłem swojej sytuacji. Starałem się. Wielokrotnie próbowałem spotykać się z innymi dziewczynami, ale ze wszystkimi był ten problem, że… żadna nie była nią. Dzisiaj jednak było inaczej. W odwiedziny przyjeżdżała moja przyjaciółka, młodsza siostra Tomka, która plątała się nam pod nogami już we wczesnym dzieciństwie. Potem, im bardziej wkurzali się nawzajem z bratem, tym lepiej rozumiała się ze mną. Jeszcze na dworcu Jagoda przywitała mnie jak zwykle radosnym uśmiechem. Później spędziliśmy przyjemny wieczór rozmawiając, śmiejąc się i pijąc wino. Siedzieliśmy na kanapie w przyjemnej atmosferze. W pewnym momencie Jagoda odwróciła się w moją stronę. Pocałowała mnie. Odsunąłem ją od siebie zaskoczony. Wyglądała na zmieszaną.
– O co chodzi? – spytała nieszczęśliwa. – Przecież podobno nie jesteście razem.
– Co nie zmienia faktu, że to ją kocham, nie ciebie – powiedziałem chyba nieco zbyt ostro. – Jagoda, jesteś moją przyjaciółką – dodałem, żeby nieco złagodzić przykre słowa.
– Ona robi z tobą co chce! – wrzasnęła na mnie rozzłoszczona dziewczyna. – Rani cię, a ty za każdym razem chcesz ją z powrotem! To nie fair!
– Chcę i będę chciał – oznajmiłem spokojnie. – Zawsze. Cokolwiek by nie zrobiła.
W oczach Jagody pojawiły się łzy.
– To niesprawiedliwe! Ja cię kocham! Ona nie i nie zasługuje na ciebie! – krzyknęła mi w twarz i uciekła do łazienki.
– Jagoda! – zawołałem za nią, ale nie osiągnąłem żadnego rezultatu.
Westchnąwszy opadłem na kanapę i nalałem sobie więcej wina. Życie po prostu było nie fair, a ja nie miałem pojęcia jak się powinienem w takiej sytuacji zachować.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Siedziałam na kanapie, zwinięta w jak najciaśniejszy kłębek i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Kolejny raz podle potraktowałam Gabriela, a teraz jeszcze Daniel oczekiwał ode mnie, że będę go okłamywała. Jedno wiedziałam na pewno. Nie mogłam, nie chciałam i nie potrafiłam tego zrobić. Napisałam mu wiadomość, opowiadając o wszystkim, a teraz czekałam aż wróci z pracy i wyrzuci mnie z domu, bo tylko na to zasługiwałam. Kiedy przyszedł i nie odezwał się ani słowem, czułam, jakbym rozpadała się na milion kawałków. Czekałam. W końcu usiadł koło mnie. Szare oczy wpatrywały się we mnie z taką intensywnością, że byłam przekonana iż widzą moją duszę.
– Vicky – westchnął w końcu – nie zatrzymam cię na siłę, wiem, że to niemożliwe, ale proszę, przemyśl to. Rozumiem, że chcesz być z nim, że zawsze jestem tym drugim – powiedział gorzko – ale nie musisz się przecież ode mnie wyprowadzać. Jesteś moją przyjaciółką, bardzo mi na tobie zależy, nawet jeżeli nie chcesz ze mną być. Więc proszę cię, zostań.
Jego słowa mnie kompletnie zaskoczyły. Zabolały gdzieś w środku. Poczułam się jeszcze bardziej winna. Zachowałam się podle, a on, mimo wszystko, znowu był dla mnie dobry. Łzy same napłynęły mi do oczu. Nie chciałam, żeby je oglądał. Zerwałam się z kanapy i uciekłam. Dogonił mnie na schodach. Pochwycił w ramiona.
– Cii – mruknął, tuląc mnie do siebie, a ja rozpłakałam się tylko jeszcze bardziej.
Wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka. Położył się za moimi plecami, wtulając policzek w moje włosy. Kiedy się uspokoiłam, odwróciłam się w jego stronę. W tym momencie nienawidziłam siebie i nienawidziłam również Daniela, za to, co ze mną robił.
– Kocham cię – szepnęłam cichutko w jego koszulę.
Przyciągnął mnie do siebie bliżej, przytulił mocniej.
– Ja też cię kocham – westchnął – i zawsze będę cię kochał – stwierdził, jak gdyby był to naukowy, niepodważalny fakt.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Kiedy Jagoda wreszcie wyszła z łazienki, wyglądała już na zupełnie uspokojoną. Długie rzęsy podkreśliła czarnym tuszem, a na ustach miała czereśniowej barwy szminkę. Nie było widać nawet śladu po łzach. Zachowywała się normalnie. Mówiła śmiejąc się. Wypiliśmy jeszcze po kieliszku wina, a potem, jak gdyby nigdy nic, postanowiła stanąć na środku pokoju w wyzywającej pozie.
– Gabriel – zamruczała moje imię – czy ja ci się w ogóle nie podobam?
Z trudem przełknąłem ślinę. Nigdy nie myślałem o niej w ten sposób. Nie myślałem i nie zamierzałem myśleć.
– Jesteś bardzo ładna – stwierdziłem szczerze.
Miałem ochotę dodać, że nie w moim typie, ale przemilczałem tą kwestię, bo nie chciałem, żeby znowu zaczęła płakać. Poza tym w moim typie była tylko i wyłącznie Wiktoria. Jagoda naprawdę należała do ładnych dziewczyn. Była smukła i zgrabna, miała długie, brązowe włosy i czekoladowe oczy. Bez trudu mogłaby być modelką.
– Naprawdę tak sądzisz? – spytała, a ja skinąłem głową, nie mając pojęcia jak poważny popełniam błąd. – Rozumiem, że mnie nie kochasz i że niczego między nami nie będzie, ale chciałabym, żebyś został moim pierwszym facetem. W łóżku – dodała.
Gdybym nie siedział na kanapie, jej słowa zwaliłyby mnie z nóg.
– Zwariowałaś – stwierdziłem. – Jagoda, to poważna rzecz – próbowałem tłumaczyć, cały czas mając nadzieję, że się roześmieje swoje żądanie zamieniając w kiepski żart. – Powinnaś to zrobić z kimś kogo kochasz.
– Kocham ciebie – oznajmiła stanowczo. – Gabriel, proszę, przemyśl to…
– Przemyślę – mruknąłem niechętnie, mając nadzieję, że więcej już nie wróci do tego tematu.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Byliśmy na zawodach konnych, z okazji Hubertusa. Gabriel, jako jeden z nielicznych jeżdżących pracowników hotelu, brał udział w zabawie. Zaprosił nas – mnie, Daniela i Jagodę. Teraz, kiedy choć przez chwilę mogliśmy być sami, postanowił podzielić się ze mną swoim problemem. Popatrzyłam na niego niedowierzająco. Jak mężczyźni mogą być aż takimi kretynami?
– Ty naprawdę to rozważasz? – spytałam chłodno.
Niechętnie skinął głową.
– Dostałem pokój w hotelu, szef mnie zaprosił w podziękowaniu za to że jeżdżę… – dodał.
Zmroziło mnie w środku.
– Uważasz, że to skończy się na jednej nocy? Prześpisz się z nią i co?! – wybuchłam. – Kochasz ją? Chcesz z nią być?
Skrzywił się. Wbił spojrzenie we własne buty.
– Kocham Ciebie – mruknął. – Tylko, że ty mnie nie chcesz, a Jagoda… ona jest moją przyjaciółką. Nie wiem co robić.
– Więc po tym przestanie nią być – warknęłam na niego, odwracając się i odchodząc.
Nie dość, że myślał w idiotyczny sposób, a Jagoda była w moich oczach w tym momencie po prostu albo bardzo sprytna, albo bardzo głupia, to jeszcze obudziło się we mnie nowe uczucie. Uczucie, którego obiecałam sobie już nigdy nie czuć wobec Gabriela – zazdrość. Mimo że nie posiadałam do tego prawa, miałam do niego żal o to, że w ogóle rozważał taką opcję.
– Vicky – chwycił mnie za rękę. – Ja naprawdę nie wiem co robić.
Spojrzałam w jego szare oczy, oczy, które błagały mnie o pomoc. Westchnęłam.
– Dobrze, w takim razie zostaw to mnie i tylko niczego jej nie obiecuj.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Czułem się skołowany. Jagoda męczyła mnie tak długo, prosiła, wysuwała argumenty, że w końcu zacząłem powoli ulegać. Naprawdę zacząłem to rozważać. Na dodatek okazja nadarzyła się sama, kiedy szef zaproponował mi pokój. Romantyczna kolacja, jacuzzi, byłem pewien, że dziewczyna mi nie odpuści. Kiedy już myślałem, że się zgodzę, wtedy zobaczyłem Vicky. Stała, otulona okropnie długim szalikiem, wtulona pod ramię Daniela. Znowu piekielnie zabolało mnie w środku. Wtedy dotarło do mnie aż nazbyt wyraźnie, że to właśnie ją chciałbym mieć w tym pokoju, w swoim łóżku, w swoim życiu. Tylko ją i nikogo innego. To był właśnie moment, w którym postanowiłem jej powiedzieć. Chciałem, żeby zwyzywała mnie od idiotów, a może… może również oczekiwałem czegoś więcej.
– Ok. załatwione – stwierdziła wieczorem, podchodząc do mnie.
Staliśmy przy ognisku. Niektórzy pili piwo, inni grzane wino. Były kiełbaski i wesoła zabawa. Czułem się tak, jakbym był jedyną osobą na świecie, która ma jakiś problem.
– Jak to załatwione? – spytałem patrząc na nią podejrzliwie.
– Twoje koleżanki z pracy bardzo polubiły Jagodę… – wyjaśniła. – Marcela i Danka obiecały się nią zaopiekować. Zabiorą ją do Elbląga i przenocuje u jednej z nich.
– I ona się na to zgodziła? – nie wierzyłem.
Uśmiechnęła się czarująco.
– Oczywiście, że nie. Nikt jej nie pytał o zdanie.
– Będzie wściekła – mruknąłem.
– Tak, ale ty się nie będziesz tym przejmował – oznajmiła stanowczo, wsuwając ręce do moich kieszeni i przysuwając się do mnie bliżej.
Tego właśnie chciałem, miałem ochotę ją przytulić, ale w tym momencie mogłem myśleć tylko o tym, że za chwilę pojawi się Daniel i znowu wszystko mi odbierze. Zupełnie jakby czytała w moich myślach.
– Daniel pojedzie razem z nimi. Ja… chciałam zostać z tobą. Nie gniewasz się?
Przyciągnąłem ją do siebie mocno, zamykając w ramionach. Mój problem i kłopotliwa sytuacja zamieniły się miejscami z marzeniem. Już dawno nie czułem się tak bardzo szczęśliwy.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Całymi dniami szarpałam się z własnymi myślami. Kiedy Gabriel pracował, po prostu byłam sama. Nie miałam co ze sobą zrobić. Daniel pojawiał się w moim życiu sporadycznie. Więcej go nie było niż był. Lato zamieniło się w jesień, a potem zimę. Zaczął padać śnieg. Zbliżało się Boże Narodzenie. Z Gabrielem wykorzystywaliśmy każdą wolną chwilę, żeby po prostu być razem. Nie ważne co robiliśmy. Ponownie powoli i z trudem zapominałam o tym, co łączyło mnie z Danielem. On jednak oczywiście musiał o sobie przypomnieć.
„Czy mogę z tobą spędzić święta?” brzmiał tekst wysłanego przez niego smsa.
Nie odpowiadałam przez półtora dnia, potem jednak nie wytrzymałam i musiałam to zrobić. Bo jak mogłam mu odmówić? Nie wyobrażałam sobie, że mógłby być wtedy sam. Wreszcie, po długiej walce z samą sobą, spytałam Gabriela czy mogę go zaprosić do nas. Nie był to najlepszy pomysł, ale jedyny jaki miałam. W końcu nie chciałam, żeby którykolwiek z nich został sam. Ich powody do wzajemnej nienawiści jednak z czasem jedynie rosły zamiast się pomniejszać. Ku mojemu zaskoczeniu, Gabriel się zgodził. Niechętnie i z oporami, ale to zrobił. Stwierdził, że woli Gwiazdkę z Danielem od Gwiazdki beze mnie. Chciałam zaprotestować, powiedzieć, że to z nim bym została, słowa jednak uwięzły mi w gardle, ponieważ wcale nie byłam pewna czy tak właśnie bym zrobiła.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Mail wyglądał dziwnie. Zatytułowany został „patrz co straciłeś”. W środku natomiast znajdował się link do prywatnego kanału na Youtube. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby jednak go otworzyć. Zatrzymałem już po kilkunastu pierwszych sekundach. To był pornos. Film z Jagodą i Danielem w rolach głównych. Ogarnęła mnie taka wściekłość, że dłonie same zacisnęły mi się w pięści. Zerwałem się z krzesła i niemalże wybiegłem z domu. Niedługo później znalazłem się pod drzwiami domu Daniela. Otworzył, a ja walnąłem go, o nic nie pytając.
– Ty skurwielu – syknąłem, kiedy zatoczył się do tyłu.
Roześmiał się. To był gorzki śmiech.
– Uważasz, że to był mój pomysł? – spytał patrząc mi w oczy. – Ja tylko spełniam życzenia Królewny – oznajmił ironicznie.
Nie! Zmroziło mnie w środku. Vicky by tego nie zrobiła! A co, jeśli?
– Co z nią zrobiłeś? – zapytałem siląc się na spokój.
– Podziękowałem jej rano za przyjemną noc i poinformowałem, że raczej więcej się nie spotkamy – oznajmił chłodno Daniel. – Nie martw się, zabezpieczaliśmy się – oznajmił z sarkazmem, kiedy znów zbliżyłem się w jego stronę.
Miałem ochotę go stłuc, ale nie to teraz było moim priorytetem.
– Gdzie ona jest? – warknąłem.
– Wiktoria? – spytał spokojnie. – Wydawało mi się, że spędziła tą noc z tobą…
– Nie udawaj kretyna dupku! – z trudem powstrzymywałem się przed wyrzuceniem z siebie niekulturalnej wiązanki. – Gdzie zostawiłeś Jagodę?
Od niechcenia wzruszył ramionami.
– Rano wywaliłem ją z domu. Nie wiem dokąd poszła.
Ledwo nad sobą panowałem. O dziwo jednak na tyle, żeby odwrócić się i odejść. W innym wypadku prawdopodobnie poszedłbym siedzieć.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Odetchnęłam z ulgą, kiedy Jagoda wreszcie przestała płakać. Nie mogłam uwierzyć w historię, którą mi opowiedziała. Było mi jej żal, a jednocześnie poczułam się dotknięta i zraniona. Czułam się tak, jakby Daniel mnie zdradził, mimo że to ja wiecznie miotałam się między nim, a Gabrielem. Do tego zrobił rzecz totalnie podłą, a ja nie miałam pojęcia w jakim celu. Właściwie byłam zaskoczona, że Jagoda mnie nie nienawidzi. Przecież gdyby nie ja, to pewnie tą noc spędziłaby z Gabrielem.
– Daniel to dupek – powtórzyłam chyba po raz setny.
– Był taki miły – westchnęła dziewczyna, kuląc się pod kocem na kanapie. – Mówił mi takie rzeczy, że ja… że po prostu ja się w nim zakochałam – mówiła ze wstydem.
– O tak – skinęłam głową, wygodniej sadowiąc się obok niej – Daniel potrafi pięknie kłamać. Zawsze mu to świetnie wychodziło.
Spojrzała na mnie szczerym wzrokiem.
– Czemu więc, kiedy masz wybór między nim a Gabrielem, wybierasz jego?
Nie patrzyłam na nią. Nie mogłam.
– Nie wiem – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Po prostu tak było i nic do rzeczy nie miał tu jakikolwiek racjonalizm czy rozsądek. Podniosłam wzrok dopiero, kiedy drzwi się otworzyły. Do środka wszedł Gabriel, a w jego oczach czaiło się coś niepokojącego.
– Chodź, musimy porozmawiać – zwrócił się do mnie.
Jego słowa nie brzmiały zbyt miło. Posłusznie wyszłam za nim na dwór. Najwyraźniej nie chciał, żeby Jagoda słyszała naszą rozmowę. Spojrzałam na niego pytająco i chciałam coś powiedzieć, ale nie dał mi odezwać się ani słowem.
– Jak mogłaś mu kazać zrobić coś takiego?! – warknął na mnie. – Do tego sfilmował wszystko! Jeżeli ktokolwiek zobaczy ten film…
Widziałam jak drżał z ledwo powstrzymywanej wściekłości. Dopiero po chwili dotarło do mnie o czym on mówił. Oskarżał mnie o to, co Daniel zrobił Jagodzie.
– Gabriel, ja… – zaczęłam niezbyt pewnym głosem.
Chwycił mnie za ramiona.
– Nie tym razem – warknął. – Teraz przeprosiny nie wystarczą. Zachowałaś się jak podła suka i pomyśleć, że ja ci zaufałem! Mam dosyć waszych gier! Trzymajcie się ode mnie z daleka! Obydwoje!
Puścił mnie, a potem odwrócił się i zniknął w kamienicy, nie wpuszczając mnie do środka. Stałam tam zmarznięta i oszołomiona. Niejasno zdawałam sobie sprawę jaki niedługo poczuję ból, kiedy minie odrętwienie. Nie mieściło mi się w głowie jak on w ogóle mógł mnie o coś takiego oskarżać.