Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Cena ciszy

    Nocne wypady szybko stały się dla Emily codziennością. Ponieważ budynek zdobiła wysoka pergola, dziewczyna nauczyła się wychodzić znajdującym się w korytarzu na ostatnim piętrze oknem, wracała również tą samą drogą. Jej grono przyjaciół w szkole było niewielkie, a właściwie zaliczała się do nich jedynie wiecznie rozgadana Lissa. Natomiast Lucas udawał, że jej nie zna, a ona doskonale rozumiała dlaczego. Opiekował się nią jednak w inny sposób, zawsze w pobliżu, a sama jego obecność wystarczyła, by uchronić Emily przed nieprzyjemnymi sytuacjami. Natomiast udało jej się zaprzyjaźnić z Kate, która imponowała dziewczynie swoją odwagą i niezależnością. Po dwóch tygodniach znajomości rozumiały się bez słów. Polubiła również zachowującego się zawsze dość wrednie i arogancko, ale jednocześnie wesołego i traktującego ją ciepło Aleca. Teraz najbardziej martwiło ją to, że zarówno Lucasowi, jak i Ericowi okazała się naprawdę potrzebna. Czasami zdarzało się, że porządnie obrywali na arenie, a do tego dochodziły nieprzyjemne i niesprawiedliwe kary w szkole. Szybko skończyły jej się zioła, którymi dysponowała. 

    – Czym się tak martwisz? – usłyszała głos stojącego za jej plecami Aleca.

    Miał rację. Siedziała przy biurku w pokoju Kate i próbowała przepisywać francuski. Nie zanotowała nawet jednego zdania. Przez chwilę zastanawiała się czy powinna mu odpowiedzieć, a potem zaryzykowała.

    – Muszę wybrać się do lasu, na łąkę, a jestem cały dzień uwięziona w szkole – mruknęła niechętnie. – Potrzebuję ziół…

    O nic nie pytał. Popatrzył na nią poważnie i chyba po raz pierwszy od kiedy go poznała nie ujrzała w niebieskich oczach kpiny.

    – To może o świcie? – zasugerował. – Zanim wzejdzie słońce, będzie już dostatecznie jasno.  

    – Nie wiem – odpowiedziała zamykając zeszyt. – To zajmie zbyt wiele czasu…

    – Jeździsz konno? – przerwał pytaniem jej obiekcje.

    Niepewnie skinęła głową. Obdarzył ją czarującym uśmiechem.

    – Doskonale, w takim razie jesteśmy umówieni. Jutro, o czwartej rano, będę pod twoim więzieniem – oznajmił puszczając do niej oko.

    Nie zamierzał dać jej czasu do namysłu. Nie czekał na odpowiedź. Po prostu wyszedł z pokoju siostry, zostawiając Emily samą.

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Lucas ze złości zacisnął pięści. Nie podobało mu się to, że Emily spotyka się z Alecem, ale jednocześnie wiedział, że nie może jej tego przecież zabronić. Nie była jego własnością. Teraz niechętnie przyglądał się, jak dziewczyna wymyka się ze szkoły. To był już czwarty raz, kiedy tak robiła. Patrzył z pewnego oddalenia, jak Emily sprawnie wspina się na płot, by zeskoczyć z niego prosto w objęcia Aleca. Złapał ją ze śmiechem, okręcił dookoła, a potem razem zniknęli na pokrążonej w półmroku ulicy. Przez te kilka tygodni dziewczyna bardzo się zmieniła. Lucas wiedział, że to przez niego, nie miał tylko pewności czy to jego zasługa czy może raczej wina. Przestała być zagubiona i płochliwa. Stała się odważniejsza, sprawniejsza fizycznie. I zdecydowanie zbyt wiele czasu spędzała w towarzystwie Aleca! Po cichu, kryjąc się w mroku, ruszył za nimi. Mimo, że sprawiało mu to ból, czuł wewnętrzną potrzebę upewnienia się, że Emily jest bezpieczna.

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Dochodziła północ. Emily obrzuciła Aleca podejrzliwym spojrzeniem. Wiele by dała, żeby się dowiedzieć co mu chodzi po głowie. Chłopak był nieprzewidywalny i wiecznie ją zaskakiwał. Starszy brat Kate miał dziewiętnaście lat, podczas gdy nowa przyjaciółka była jej rówieśniczką. Nie miała pojęcia czym tak naprawdę zajmuje się Alec, była jednak przekonana, że ma to związek z oszukiwaniem ludzi. Był chuliganem i urwisem, a mimo to naprawdę i szczerze go lubiła.

    – Więc? – zapytała zaciekawiona. – Czemu chciałeś, żebym dzisiaj była tak wcześnie? I dokąd idziemy? – dodała zauważając, że zamiast tak jak zwykle, ku obrzeżom miasta i czekającym tam koniom, kierują się ku centrum metropolii.

    Alec bez skrępowania objął ją ramieniem. Takie zachowanie było nie do przyjęcia, ale Emily nie zwróciła na nie najmniejszej uwagi. Przyzwyczaiła się już do tego, że chłopak nie należał do grona dobrze wychowanych mężczyzn, których w życiu poznawała. Był z zupełnie innej bajki. Zachowywał się frywolnie i nieodpowiednio, a jej to, ku własnemu zdumieniu, nie sprawiało najmniejszej różnicy. Jego obecność była czymś zupełnie nowym, intrygującym i fascynującym. Pozwalała oderwać myśli od szarej rzeczywistości. 

    – Nie bądź taka ciekawska – mruknął, udając urazę – popsujesz całą niespodziankę!

    – Niespodziankę? – zapytała, ale w tym momencie do jej uszu dotarły dźwięki odległej, tanecznej muzyki.

    Z każdym krokiem melodia stawała się coraz głośniejsza. Oczom Emily ukazały się ciepłe światła i korowód barwnych tancerzy. W mieście najwyraźniej odbywał się jakiś festyn. Tańczące cyganki, akrobaci, żonglerzy, późno w nocy otwarte barwne kramy. Noc była chłodna, ale bezwietrzna i najwyraźniej zima nikomu nie przeszkadzała w zabawie. 

    – Chodź – Alec pociągnął ją za rękę i wmieszali się w tłum sprawiających nieludzkie wrażenie postaci.

    Emily w jednej chwili znalazła się w innym świecie. Dookoła niej to pojawiały się to znikały maski i różnobarwne sukienki oraz chusty. Jakiś mężczyzna żonglował płonącymi patykami, ktoś inny, stojący w pobliżu płonącego na placu ogromnego ogniska, opowiadał coś, co wywoływało salwy śmiechu wśród otaczających go osób. Alec porwał dziewczynę do dzikiego tańca, a ona nie protestowała. Wkrótce zabrakło jej tchu, miała zaróżowione policzki, ale w jej oczach pojawiły się radosne iskierki. Tu nie musiała niczego udawać, przed nikim się kryć. Mogła po prostu być sobą, a to sprawiało jej prawdziwą radość. Alec zostawił ją na chwilę samą, a po minucie wrócił, z nadzianymi na długie patyki jabłkami. Stanęli razem z innymi uczestnikami zabawy przy ognisku, piekąc owoce. Płomienie strzelały wysoko w górę, a w ich pobliżu było ciepło i przyjemnie. Ludzie śmiali się i tańczyli, a zabawa miała trwać do białego rana.

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Zaczynało świtać. Służba musiała być już na nogach, a to nie wróżyło niczego dobrego. Kiedy Emily wsunęła się przez okno, od razu zauważyła, że coś jest nie tak. Niemal zachłysnęła się powietrzem, gdy dostrzegła, że w środku czeka na nią nauczyciel. Pan Thomson miał kamienny wyraz twarzy. Chwycił dziewczynę za łokieć i bezceremonialnie wyprowadził na podwórze, po drodze zabierając cienki pejcz, przy pomocy którego karano uczniów chłostą. W szkole kazał jej zostawić płaszcz, więc teraz stała w samej czarnej sukience. Drżała, kiedy postawił ją pod ścianą. Przerażona, nie próbowała nawet nic powiedzieć na swoje usprawiedliwienie. 

    – Za taką niesubordynację powinna panna zostać wydalona ze szkoły – oznajmił z chłodnym okrucieństwem nauczyciel. – Chłosta to nie wystarczająca kara i z pewnością przyjdzie mi do głowy coś jeszcze.

    Służąca, która towarzyszyła im z przerażonym wyrazem twarzy, na skinienie głowy nauczyciela, wsunęła ręce Emily w skórzane paski i mocno zacisnęła klamry, uniemożliwiając dziewczynie poruszanie się. Emily jęknęła, kiedy bat ze świstem przeciął powietrze, lądując na jej plecach. Nie była w stanie złapać tchu, kiedy nadeszło następne uderzenie, a po nim kolejne. Łzy gęsto spływały jej po policzkach. Thomson był bezlitosny, po piątym uderzeniu zapowiedział jej jeszcze dwadzieścia. Emily wiedziała, że nie wytrzyma tylu. Czuła się jak w koszmarze. Znowu usłyszała przecinający powietrze pejcz, ale tym razem, ku jej zdumieniu, nie uderzył w jej ciało. Gdy odważyła się spojrzeć, zobaczyła stojącego między sobą, a nauczycielem Lucasa. Chłopak wyrwał Thomsonowi z ręki pejcz.

    – Jak śmiesz?! – warknął nauczyciel, wystarczyło jednak by przez chwilę przyjrzał się wściekłemu wyrazowi twarzy Lucasa, by zamilkł.

    – Zostaw ją w spokoju – wycedził przez zęby chłopak najwyraźniej ledwo nad sobą panując. Mężczyzna chciał coś powiedzieć, ale Lucas przecząco pokręcił głową. – Zgodzę się na twoje warunki, jeżeli zostawisz ją w spokoju – odezwał się znacznie ciszej.

    Nauczyciel przez chwilę przyglądał mu się podejrzliwie, ale potem z niechęcią skinął głową.

    – Masz kwadrans – oznajmił lodowatym tonem – potem chcę widzieć cię u mnie w gabinecie.

    Potem odszedł, zabierając ze sobą służącą. Emily nie rozumiała co się właśnie wydarzyło. Z zimna i strachu uginały się pod nią kolana. Chłopak nie tracił czasu. Natychmiast uwolnił jej nadgarstki. Gdyby jej nie przytrzymał, upadłaby na ziemię. Lucas bez namysłu wziął ją na ręce, przytulając do siebie. Emily przylgnęła do niego, nie mogąc powstrzymać płynących po policzkach łez. Zaniósł ją do siebie do pokoju. Pomieszczenie było puste. Delikatnie ułożył dziewczynę na łóżku. Przytrzymała jego rękę, kiedy chciał się odsunąć. Jej niebieskie oczy były duże i czaił się w nich strach.

    – Luck, w co ty się wpakowałeś? – szepnęła cicho, kuląc się na boku.

    – Nie przejmuj się – odpowiedział głosem odartym z wszelkich emocji – prześpij się. Nikt dzisiaj nie będzie cię niepokoił. 

    Uwolnił się od jej dłoni, a potem wyszedł z pokoju, starannie zamykając za sobą drzwi. Przez chwilę wpatrywała się w ciemne drewno, a potem zamknęła oczy. Czuła się podle. Lucas kolejny raz stanął w jej obronie, a ona przez nieuwagę i głupotę wpakowała go w kłopoty. Nie powinien był jej pomagać… a jednocześnie nie miała pojęcia, co stałoby się, gdyby tego nie zrobił.

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Przespała właściwie cały dzień. Nikt się w tym czasie nie pojawił. Wieczorem, po cichu, wymknęła się na swoje piętro. Dziewczyny, z którymi dzieliła pokój, musiały być jeszcze we wspólnym salonie. Umyła się i ubrała, z myślą o tym, żeby zejść na dół i ponieść konsekwencje przespania całego dnia, jakiekolwiek by nie były. W połowie schodów jednak minęły ją wracające współlokatorki, po chwili zauważyła również Lucasa. Miał dość ponury wyraz twarzy i sprawiał wrażenie zrezygnowanego. Z ulgą jednak przyjęła, że nic mu nie jest. 

    – To dla ciebie – mruknął Lucas, wciskając Emily do ręki dużą, papierową torbę, a potem odszedł nie czekając na jej reakcję.

    Zaskoczona dziewczyna wróciła do pokoju. Zajrzała do środka i aż pisnęła z zachwytu, całą zawartość wysypując na łóżko. Czekolada, pomarańcze, kolorowe, lukrowane ciasteczka, lukrecja i wszystko to o czym od zawsze mogła jedynie pomarzyć. Podchwyciła zazdrosne spojrzenia mieszkających z nią dziewcząt. Uśmiechnęła się do nich ciepło.

    – Częstujcie się – zaproponowała, na co Lotta i Dominika z piskiem rzuciły się w kierunku jej łóżka i już po chwili opychały się ciasteczkami oraz czekoladą.

    Rena wahała się chwilę dłużej, ale w końcu chęć spróbowania słodyczy zwyciężyła. Usiadła przy nich, gdy Emily obrała pomarańczę, dzieląc ją bez wahania na cztery części. Po całym dniu spania była zbyt głodna, żeby zastanawiać się skąd Lucas to ma. Uśmiechała się jednak wesoło, ponieważ to był pierwszy raz, kiedy swobodnie rozmawiała z mieszkającymi z nią dziewczętami.

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Jesień chyliła się ku końcowi i nadchodziła zima. Zbliżała się Gwiazdka. Lucas oznajmił Emily, że nie jest już im potrzebna i nie będą jej więcej zabierali ze sobą, więc od ponad dwóch tygodni nie była w klubie. Wtedy odeszła bez słowa, teraz żałowała, że nie postawiła się chłopakowi. Tęskniła za Kate i Alecem, z którym nie umówiła się na kolejne spotkanie, bo była pewna, że niedługo się zobaczą. Nie rozumiała też tego co działo się w szkole. Nauczyciele traktowali ją pobłażliwie i byli dla niej mili, co samo w sobie było dziwne, ale najbardziej zaskoczyła ją zmiana zachowania Lucasa i ponure spojrzenia, które rzucał mu Eric. Wyglądało na to, że chłopak stał się nową gwiazdą i duszą towarzystwa, a ona nie wiedziała dlaczego. Dotąd milczący i tajemniczy, teraz był w centrum uwagi i najwyraźniej mu to jak najbardziej odpowiadało. Ona sama natomiast grono przyjaciół zawęziła do czterech osób, Lissy, Reny i dwóch młodszych dziewczynek, które zaczęły traktować ją jak ukochaną, starszą siostrę. Teraz siedziała na kanapie, we wspólnym salonie, nawet nie udając, że słucha rozmowy toczonej przez przyjaciółki. Patrzyła tylko w jedno miejsce i nic innego dla niej nie istniało. Stojący przy kominku Lucas rozmawiał z Lavinią Laurence, która poufałym gestem, przesuwała dłonią po jego przedramieniu, śmiejąc się dźwięcznie z tego, co powiedział chłopak. Emily nie była pewna, jakie właściwie uczucia wywołuje w niej ich widok. Było jej przykro, to na pewno, ale zamiast złości czy smutku, czuła po prostu jakieś dziwne otępienie w środku. Z ulgą przyjęła chwilę, kiedy wreszcie wolno było im stamtąd wyjść. 

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    W niedzielę przed południem wszystkich uczniów, którzy zostawali w szkole, czekało obowiązkowe wyjście do kościoła. Tym razem Rena nie odwiedzała rodziców, więc jak to w ostatnim czasie miała w zwyczaju, przez cały czas towarzyszyła Emily. Kiedy wróciły, postanowiły, mimo mrozu, pospacerować jeszcze po szkolnym parku. Dziewczyna, która zawsze marzła, wróciła do budynku po gruby szal. Kiedy pojawiła się z powrotem, Rena stała w grupie nerwowo rozchichotanych dziewcząt. Emily podeszła do nich, patrząc pytająco na przyjaciółkę, z nadzieją, że ta wyjaśni jej o co chodzi. Rena jednak tylko wskazała jej kierunek, w którym wszystkie co jakiś czas zerkały. Patrzyły z zachwytem na odgarniającego śnieg chłopaka. Wyglądał nieźle, ale dziewczyna i tak nie rozumiała tej dziwnej fascynacji. Kiedy jednak przyjrzała mu się uważniej, zamarła zaskoczona. Nawet z tej odległości rozpoznała w nim Aleca. Co on tu robił?! Nie mogła uwierzyć, że tu był, tak blisko, na terenie jej szkoły. Poczuła jakieś dziwne podniecenie na myśl, że może pojawił się tu dla niej, szybko jednak odegnała od siebie tę myśl, po prostu w nią nie wierząc. Mimo to chciała mu się chociaż pokazać, nie miało znaczenia co robił w tym miejscu. Ważne, że był. Ruszyła przed siebie parkową alejką, czując na plecach pełne dezaprobaty i niedowierzania spojrzenia koleżanek. Zignorowała je, przechodząc w pobliżu Aleca. Podniósł na nią wzrok, ani na chwilę nie przerywając swojej pracy. Zobaczyła jego zawadiacki uśmiech, za którym tak bardzo tęskniła. Błękitne oczy wskazywały w kierunku szopy na narzędzia. Rozumieli się bez słów. Już po chwili dziewczyna zniknęła za niewielkim, drewnianym budynkiem. Nie czekała długo, żeby i on się tam pojawił. Chwycił ją za rękę i wciągnął do środka, zamykając za sobą drzwi. W jego spojrzeniu widziała łobuzerskie iskierki.

    – Co tu robisz? – spytała zdezorientowana.

    – Pracuję – wyjaśnił swoim zwyczajowym aroganckim, pełnym wyższości i rozbawienia tonem.

    Nie uwierzyła mu.

    – A tak naprawdę?

    Pomieszczenie było niewielkie, a Alec zbliżył się do niej jeszcze bardziej, tak, że teraz dzieliło ich od siebie ledwie kilka centymetrów.  

    – Naprawdę tu pracuję – zamruczał. Roześmiał się, gdy spojrzała na niego pełnym dezaprobaty wzrokiem. – Nie pojawiałaś się u nas, więc się tutaj zatrudniłem, bo nie miałem lepszego pomysłu, jak się z tobą spotkać – wyjaśnił z lekkim wyrzutem, odpowiadając na niezadane pytanie. – Tęskniłem – oznajmił miękkim, zmysłowym głosem, przysuwając się jeszcze bliżej.

    Emily na chwilę przestała oddychać. Zamknęła oczy, ponieważ była pewna, że Alec ją pocałuje. Nie miała nic przeciwko, żeby to zrobił. Poczuła na swojej talii jego dłoń. Jego usta niemal dotknęły jej ust, ale wtedy przerwał im dochodzący od strony drzwi, zduszony jęk. Emily odskoczyła od chłopaka jak oparzona. Spojrzała w rozszerzone ze zdumienia oczy Reny. Była przekonana, że niemiłosiernie się teraz rumieni. Alec natomiast wyglądał jednocześnie na skonsternowanego i rozbawionego. Dziewczyna wzięła się w garść.

    – Rena, to jest Alec – przedstawiła przyjaciółce chłopaka. – Znamy się… jakiś czas – dodała niepewnie.

    – Miło mi cię poznać – Alec uśmiechnął się do niej ujmująco. 

    Tym razem to Reny policzki zapłonęły. 

    – Powinnyśmy już wracać – wydusiła z siebie w końcu. – Nie tylko ja cię szukałam, Emily…

    Jej wzrok był wbity w ziemię i ani przez chwilę nie odważyła się spojrzeć na Aleca. 

    – Idź – powiedział łagodnie chłopak, na chwilę przyciągając do siebie Emily, żeby ją szybko przytulić, a potem puszczając i odsuwając się od niej. Jego ton był obojętny. Jedynie jego oczy wyrażały zawód. – Nie chcę, żebyś miała przeze mnie kłopoty. Zobaczymy się później. Postaram się o to – mrugnął do niej.

    – Cieszę się, że tu jesteś, Alec. Ja również za tobą tęskniłam – odezwała się Emily, biorąc pod rękę Renę i wyprowadzając ją z szopy.

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Tego wieczora, przyciszonymi głosami, rozmawiały do późna. Rena nie mogła przestać wypytywać o Aleca i z zapałem chłonęła każde wypowiedziane przez Emily słowo. Chłopak natomiast nie żartował. Naprawdę zaczął pracować w ich szkole. Odgarniał śnieg, wykonywał drobne prace remontowe, nosił ciężkie przedmioty. Na myśl, że teraz mogła spotykać się z nim bez wymykania się w nocy, ogarniało ją przyjemne ciepło. W budynku były setki miejsc, w których mogli się ukryć, by spokojnie porozmawiać. W dalszym ciągu nie miała pojęcia co on tu właściwie robi, ale postanowiła się tym nie przejmować. Stał się jej przyjacielem i miała nadzieję, że nic tego nie będzie w stanie zmienić. 

    Następnego ranka Emily zeszła na zajęcia w bardzo dobrym humorze, mimo że tak naprawdę nie czuła się najlepiej. Była osłabiona i niemal nie tknęła śniadania. Kiedy jednak ponownie zobaczyła Lucasa w towarzystwie dzieciaków, których rodzice mieli pieniądze i wpływy, a przede wszystkim tuż obok Lavinii, cały pogodny nastrój prysnął jak bańka mydlana. Nie wiedziała czy większą ma ochotę na to by uciec, czy na to by się rozpłakać. Najgorsze było to, że usłyszała, jak podle żartują z Reny. Usiadła w ławce, starając się nie zwracać na nich uwagi. Rozpoczęła się lekcja francuskiego. Czytali fragmenty tekstu. Z trudem wstała, kiedy przyszła jej kolej. Mocno oparła dłonie o ławkę, żeby powstrzymać ich drżenie i słabym, cichym głosem, zaczęła czytać swój kawałek.

    Lucas z niepokojem obserwował bladą twarz dziewczyny. Wyglądała na niezwykle kruchą i bezbronną, teraz jeszcze bardziej niż kiedykolwiek do tej pory. Czuł przemożną potrzebę, żeby się nią zaopiekować, ale czy właśnie tego nie robił? Wiedział, że Emily, dzięki niemu, żyje się teraz w szkole znacznie lepiej. Kiedy jednak dziewczyna na chwilę przymknęła powieki, tym samym gubiąc się w czytanym tekście, a w pomieszczeniu rozległ się nieprzyjemny śmiech Lavinii, której natychmiast zawtórowały koleżanki, wiedział, że miarka się przebrała.

    Emily poczuła, jak kręci jej się w głowie. Jakby z oddali dochodził do niej śmiech. Zachwiała się niebezpiecznie. Z pewnością osunęłaby się na podłogę, gdyby nie to, że przytrzymały ją czyjeś silne ramiona. Uniosła powieki, które ważyły teraz zdecydowanie zbyt wiele, by napotkać zaniepokojone spojrzenie zielonych oczu.  

    – Nic ci nie jest? Dobrze się czujesz? – zapytał cichym, zatroskanym głosem Lucas, podczas gdy wszystkie śmiechy ucichły, a klasa złowieszczo zamilkła. 

    Emily przecząco pokręciła głową, chciała się od niego odsunąć, ale zadrżały pod nią nogi. Chłopak wziął ją na ręce. Nauczyciel patrzył z dezaprobatą, ale ku zdumieniu wszystkich, nie protestował. Poczuła się dziwnie przyjemnie na myśl, że noszenie jej już weszło mu w nawyk. Po schodach zaniósł ją na górę, do jej pokoju i położył na łóżku. Zapadła krępująca cisza, bo on, najwyraźniej nie zamierzał tak od razu wyjść. Emily odwróciła się do niego plecami. Nie miała zamiaru z nim rozmawiać. Czuła się oszukana i zdradzona, nawet mimo tego, że teraz wyraźnie się o nią troszczył. 

    – O co chodzi? – zapytał cicho, przerywając nieprzyjemną, krępującą ciszę. – Gniewasz się na mnie za coś?

    – Nie – skłamała po chwili milczenia, tuląc do siebie poduszkę.

    – Przecież widzę, że tak – westchnął, siadając obok niej na łóżku.

    – Nie ważne – mruknęła nie odwracając się.

    – Emily, wiem, że ostatnio nie byłem dla ciebie miły i powiedziałem, że nie chcemy cię ze sobą zabierać, ale to dlatego, że napędziłaś mi prawdziwego stracha, wymykając się bez nas… beze mnie – dokończył jakby mniej śmiało. – A teraz jeszcze źle się czujesz, a zapewne lekarz przyjdzie do ciebie dopiero po południu. Martwię się o ciebie i nie chcę, żebyś się narażała.

    – Nie o to chodzi – westchnęła smętnie dziewczyna. – Zachowałam się głupio, że dałam się przyłapać. Powinnam była być ostrożniejsza – tym razem spojrzała na niego – wrócić wcześniej, ja… 

    Delikatnie odgarnął z jej twarzy jasny kosmyk włosów. Zareagowała instynktownie, prychając jak kotka. Cofnęła się gwałtownie. Spojrzał na nią zaskoczony.

    – Nie dotykaj mnie! – rozkazała.

    – Emily… – zaczął lekko zbity z tropu.

    – Nie! Nie wtedy, kiedy ona… kiedy ty z nią… – nie potrafiła dokończyć własnej myśli, a w gardle poczuła nieprzyjemny uścisk.

    Spojrzał na nią nieco zakłopotany, a potem do niego dotarło.

    – Jesteś zazdrosna? O Lavinię? – upewnił się, jakby niedowierzając. – Głuptasie – mruknął, kiedy niechętnie potwierdziła – jedynym powodem dla którego spędzam czas z tą rozkapryszoną pannicą, jesteś ty – wyznał. – Chwilowo nie znalazłem lepszego sposobu na to, żeby przestała ci dokuczać.

    Emily zamrugała, zbyt zaskoczona tym stwierdzeniem, żeby od razu zareagować. Czy on mówił poważnie? Lavinia owszem, bywała nieprzyjemna, ale to co on robił, było dla dziewczyny znacznie gorsze.

    – Więc tego nie rób, proszę – szepnęła na próżno kryjąc drżenie głosu. – Nie obchodzi mnie to, że się wstydzisz znajomości ze mną, ale to, że przebywasz akurat z nią… – Emily ponownie nie potrafiła przekazać własnych myśli.

    – Wstydzę? – Lucas spojrzał na nią naprawdę zaskoczony. – Przecież wiesz, dlaczego nie rozmawialiśmy – stwierdził, a jego głos brzmiał na zaniepokojony. – Nauczyciele mnie nienawidzili i na pewno znaleźliby sposób, by odegrać się również na tobie.

    – Teraz to się zmieniło… – wyszeptała.

    – Tak – przyznał chłopak, niczego nie wyjaśniając. – Nie wiadomo tylko ile czasu ta sytuacja potrwa…

    – Lucas – przerwała mu patrząc prosto w zielone oczy chłopaka. – To mnie nie obchodzi. Naprawdę. Albo jesteśmy przyjaciółmi, albo nie – oznajmiła poważnie.

    Uśmiechnął się do niej, tym razem tylko odrobinę ponuro. 

    – Jesteśmy – odpowiedział, wyciągając dłoń, by łagodnie dotknąć jej policzka, a ona tym razem się nie odsunęła. Spojrzał na nią zaniepokojony, rękę przesuwając na czoło Emily. – Czarodziejko, ty jesteś cała rozpalona – wyszeptał, zrywając się z łóżka. Otulił dziewczynę kołdrą. – Niedługo wrócę – obiecał. – Idę zobaczyć co da się zrobić w sprawie przyspieszenia wizyty lekarza – wyjaśnił, a potem wyszedł, starannie zamykając za sobą drzwi, a Emily, której na przemian było to zimno, to gorąco, została zupełnie sama.

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Gdy gorączka minęła, Emily czuła się całkiem dobrze, a właściwie normalnie, bo perfekcyjnie nie czuła się prawie nigdy. Zmartwione spojrzenia Reny, Lissy i Lucasa zbywała wzruszeniem ramionami. Ku jej zaskoczeniu, chłopak od rana zachowywał się zupełnie inaczej niż zwykle. Zanim zniknął gdzieś z Ericem, na oczach wszystkich uczniów, podszedł by przywitać się z Emily i jej przyjaciółkami. Później, mimo skrępowania Lissy i Reny, które nie wiedziały o co chodzi i nie miały pojęcia, dlaczego on nagle z nimi rozmawia, pojawiał się co jakiś czas, by zamienić z dziewczynami kilka słów. Lavinia wyglądała na zdecydowanie niezadowoloną i nie zamierzała się powstrzymywać przed wyrażaniem własnej opinii.

    – Dlaczego marnujesz czas na to pospólstwo? – spytała Lucasa dość głośno, żeby i one ją usłyszały.

      Czas marnowałem wcześniej – wyjaśnił z prostotą chłopak, próbując ją wyminąć, ale nie dawała za wygraną, mimo, że jej oczy płonęły wściekłym blaskiem.

    Przysunęła się do niego zdecydowanie zbyt blisko.

    – Luck, zastanów się nad tym co mówisz – zaczęła słodkim, uwodzicielskim głosem, poufałym gestem dotykając palcami jego ust.

    Błyskawicznie chwycił ją za rękę, a potem odepchnął od siebie.

    – Nie dotykaj mnie – rozkazał chłodno. – Nigdy więcej  – dodał cedząc przez zęby, a potem wyszedł z pomieszczenia.

    Kiedy Emily napotkała wrogie spojrzenie Lavinii, nie była już przekonana czy to aby na pewno był taki genialny pomysł.

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Święta Bożego Narodzenia spędzała w szkole i nie spodziewała się z tej okazji żadnych prezentów – a jednak, on i tym razem ją zaskoczył. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. To była lalka. Przepiękna, z porcelanową twarzą, w ciemnozielonej, aksamitnej sukni, płaszczyku o jeszcze wyraźniejszym tonie i złotych lokach okrytych kapeluszem, przewiązanym wstążką. 

    – Wiem, że nie jesteś już dzieckiem – zaczął zakłopotany Lucas – ale pomyślałem, że…

    Emily ostrożnie odłożyła lalkę i rzuciła mu się na szyję, przerywając wypowiedź chłopaka.

    – Jest cudowna – zamruczała niczym zadowolony kociak. 

    Lucas przyciągnął ją do siebie łagodnie, oplatając ramionami.

    – Naprawdę ci się podoba? – spytał cicho.

    Dziewczyna wtuliła się w niego jeszcze bardziej. 

    – Jest cudowna! – zachwyciła się szczerze.

    Zawstydziła się, że ona sama nie myślała o tak trywialnych rzeczach, jak prezenty. Dla nikogo. Odsunęła się nieco zmieszana, zdając sobie sprawę, że ciągle przytula się do Lucasa. 

    – Muszę już iść – mruknął niechętnie chłopak, nie patrząc na nią. 

    – Będziesz się dzisiaj bił? – spytała jak zwykle z tego powodu niezadowolona.

    W odpowiedzi tylko skinął głową, ale w jego spojrzeniu było coś takiego, co mówiło jej, że on również jest zaniepokojony. Nagle jego twarz pociemniała, a oczy zapłonęły. Emily podążyła za jego wzrokiem, by napotkać spojrzeniem stojącego w drzwiach, niedbale opartego o framugę Aleca.

    – Co ty tutaj robisz? – warknął Lucas. 

    Alec wzruszył ramionami.

    – Pracuję – odpowiedział ze stoickim spokojem, mrugając do Emily.

    Lucas rzucił się na niego z pięściami. Alec nie wyglądał na zaskoczonego, ale również nie próbował się bronić, po prostu starał się odsunąć. Z krtani Emily wydarł się cichy krzyk. Była przerażona. Alec miał rozciętą wargę, po jego podbródku spływała krew, a Lucas, w napadzie niekontrolowanej, niewytłumaczalnej furii, nie przestawał go bić. W końcu, kiedy zaskoczenie minęło, rzuciła się między nich.

    – Zostaw go! – rozkazała rozpaczliwie Lucasowi, nie sądząc, żeby posłuchał. – Co on ci zrobił?!

    Chłopak odsunął ją z drogi. 

    – Nie waż się do niej zbliżać! – syknął.

    Emily poczuła jak ogarnia ją fala złości. Widziała wielokrotnie, jak Lucas się bił, ale tamte walki były zupełnie czymś innym, dotyczyły osób, które same się na nie pisały, ale to… od tej strony zupełnie go nie znała. 

    – Od kiedy to ty o tym decydujesz? – spytała wściekłym głosem. – Zostaw go w spokoju i wynoś się stąd! – dodała.

    Zobaczyła jak gniewnie zacisnął pięści. Przez chwilę myślała, że ją również uderzy, ale on po prostu odwrócił się i odszedł bez słowa.

    – Nic ci nie jest? – natychmiast przyskoczyła do Aleca. 

    Chłopak przecząco pokręcił głową. Wierzchem dłoni otarł krew z twarzy. Jasne włosy zawadiacko opadły mu na oczy. Emily, pod wpływem impulsu, przylgnęła do niego, wtulając się w tors chłopaka.

    – Co za idiota! – mruknęła w jego koszulę. – Czemu on się na ciebie rzucił?

    – Nie przepadamy za sobą – wyjaśnił cicho Alec, a ponieważ Emily wtulała twarz w jego koszulę, nie mogła zobaczyć, jak drapieżnie i tryumfalnie się uśmiecha.

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Kiedy Alec zaproponował wyjście, w pierwszej chwili myślała, że żartuje, chłopak jednak namawiał dalej, twierdząc, że nie widział, żeby ktoś w czasie świąt zbyt czujnie pilnował szkoły. W końcu przekonał Emily stwierdzeniem, że Kate bardzo za nią tęskni. Ona sama również tęskniła za przyjaciółką. Tym razem, zamiast przez okno, wymknęli się z budynku wejściem dla służby. Podróż piechotą przez miasto była znacznie dłuższa niż ta dorożką, do której przyzwyczajona była dziewczyna, ale w towarzystwie Aleca czas mijał przyjemnie, a ona czuła się bezpieczna. Kiedy dotarli do klubu, większość gości z ekscytacją oglądała toczące się na arenie walki. Emily, ku wielkiemu zdumieniu, kątem oka dostrzegła czerwoną twarz pana Thomsona. Schowała się za Alecem, żeby przypadkiem nauczyciel jej nie zauważył.

    – Nie przejmuj się – mruknął chłopak – jest tutaj tak samo nielegalnie, jak ty – wyjaśnił, podsuwając jej wypełnioną bursztynowym płynem szklankę.

    Przecząco pokręciła głową. Nie miała zamiaru pić alkoholu. Wzruszył ramionami i sam wychylił szklankę do dna. Od tyłu objął ją rękoma, a ona nie zaprotestowała, opierając się ufnie o niego. Chwilę później podeszła do nich Kate. Wbrew temu, czego oczekiwała Emily, jej twarz była purpurowa z wściekłości. Ignorując obecność dziewczyny, zwróciła wściekłe spojrzenie karmelowych oczu na brata. 

    – Czemu ją tu dzisiaj przyprowadziłeś?! – warknęła.

    – Sądziłem, że lubisz Emily – odezwał się wyzywająco Alec.

    – Ty bezlitosny dupku! – fuknęła na niego Kate. – Chodź ze mną – chwyciła zmieszaną dziewczynę za rękę, ale Alec przytrzymał ją stanowczo.

    – Nigdzie z tobą nie pójdzie – powiedział cichym, a jednocześnie władczym i pełnym pewności siebie głosem. 

    Emily spojrzała na niego pytająco, nie mając pojęcia co właściwie się między nimi dzieje. Kate wyglądała na naprawdę wkurzoną. Na chwilę oddzieliła ich od siebie nowa fala, napływających do pomieszczenia, w którym robiło się coraz tłoczniej i gwarniej, ludzi. Alec pochylił się tak, że jego usta znalazły się tuż przy jej uchu.

    – Jest o ciebie zazdrosna – szepnął. – Zaplanowała sobie na dzisiejszy wieczór wielką randkę z Lucasem i uważa, że twoja obecność wszystko popsuje. Teraz jest na mnie taka wściekła, bo na śmierć o tym zapomniałem. 

    Dziewczyna poczuła jak coś nieprzyjemnego przemieszcza się w jej przełyku. Mimowolnie zadrżała. Po kilkudziesięciu sekundach Kate udało się do nich dostać z powrotem.

    – No, rusz się Em – tym razem, to ona rozkazywała.

    – Nie – odpowiedziała Emily, starając się, żeby głos jej nie drżał. – Zostanę z Alecem. Nie musisz się mną przejmować. Nie zamierzam ci w niczym przeszkadzać.

    Zobaczyła zacięty wyraz twarzy tamtej, wściekłe spojrzenie, którym ich obrzuciła. Nie powiedziała jednak już niczego więcej, ponieważ w tym momencie na zakratowanym ringu, pojawił się Lucas.

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    W sposobie, w jaki poruszał się, walczył, było coś dziwnego. Jakby świadomie zyskał przewagę, a potem na własne życzenie ją utracił. Emily patrzyła z przerażeniem w oczach, jak przeciwnik posyła Lucasowi kilka silnych ciosów, po których chłopak pada na ziemię. Tłum wył niezadowolony. Przestraszona rzuciła się w stronę ringu, ale Alec przytrzymał ją przy sobie stanowczo.

    – Zadepczą cię – oznajmił jej cicho – a i tak w niczym nie pomożesz.

    Miał rację. Emily wiedziała, że ma. Przestała się wyrywać i pozwoliła chłopakowi pociągnąć się w przeciwną stronę, ku wyjściu z klubu. Kate nigdzie nie było.

    – Moja siostra się nim zajmie – obiecał, a dziewczyna znowu poczuła się bardzo nieprzyjemnie. – Może powinniśmy wrócić do szkoły… 

    Niechętnie skinęła głową, nie mogąc pozbyć się tego dziwnego uczucia. Alec opiekuńczo objął ją ramieniem. To trochę pomogło, a kiedy razem wracali przez pogrążone w zimowym mroku miasto, chłopakowi udało się ją nawet rozbawić. 

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Emily poczuła plaśnięcie śniegu na swoim szarym płaszczu. Świeciło słońce, a biały krajobraz parku był cudowny. Alec miał rację. W święta nikt nie zwracał na uczniów specjalnej uwagi. Niedoczekanie jego! Chowając się za drzewem, z rumianymi od mrozu policzkami, ulepiła własną kulę i celnie nią rzuciła. Alec znowu się zrewanżował, aż w końcu po prostu zaczęła przed nim uciekać. Myślała, że uda jej się schować, kiedy umknęła za szopę z narzędziami, ale chłopak dopadł ją przewracając na śnieg. Śmiała się, czując na skórze szczypiący chłód białego puchu. On również się śmiał. To było cudowne uczucie. Pozwalało nie myśleć o niczym innym. Zatopić się w tej jednej, przyjemnej chwili. Twarz leżącego nad nią Aleca znalazła się tuż przy jej twarzy, usta przy jej ustach. Emily przez chwilę pragnęła tylko tego, żeby ją pocałował, a potem zobaczyła idących odśnieżoną alejką Lucasa i Erica. Zawstydzona chciała wstać ze śniegu, ale Alec, ignorując ich obecność, i tak ją pocałował. Przestał dopiero, kiedy został z niej brutalnie zepchnięty. Zobaczyła brzydkiego siniaka na twarzy Lucasa. Od jego przegranej walki minęły już dwa dni, podczas których unikali się nawzajem. Teraz wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami, nie wiedząc jak się zachować.

    – Czego chcecie? – warknął Alec. – Zostawcie nas w spokoju! – zażądał.

    Lucas wpatrywał się w Emily tak samo intensywnie, jak ona patrzyła na niego. Zupełnie jakby nie było przy nich Erica i Aleca. W końcu to dziewczyna spuściła wzrok, a on kwaśno spojrzał na jej towarzysza.

    – Musimy porozmawiać. Teraz – oznajmił mu ponuro.

    – Nie zamierzam z wami dyskutować – syknął Alec. 

    – Nie z nami – wyjaśnił spokojnie Lucas. – Ze mną. I raczej nie masz wyjścia. Eric zostanie z Emily i odprowadzi ją do szkoły.

    Alec spojrzał na niego wściekle, ale skapitulował. Wziął dziewczynę za rękę, pomagając jej wstać. 

    – Niedługo wrócę – szepnął, na chwilę przytulając policzek do jej rozwichrzonych włosów, a potem posłusznie oddalił się z Lucasem. 

    Patrzyła za nimi, aż zniknęli między drzewami. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, ze wściekłego spojrzenia, jakim obdarzał ją Eric.

    – Czemu poszłaś wczoraj do klubu?! Aż tak go nienawidzisz? – warknął na nią. – Czy nie dał ci wystarczająco jasno do zrozumienia, że nie chce, żebyś tam była?

    Emily spojrzała na niego odważnie.

    – To nie twoja sprawa gdzie chodzę – odpowiedziała coraz bardziej poirytowana ich zachowaniem. – Ani twoja, ani Lucasa.  

    Pchnął ją, a ona  z powrotem upadła na śnieg.

    – To twoja wina głupia smarkulo! Robi to dla ciebie! Nie rozumiesz?

    Emily spojrzała na niego pytająco. 

    – Co dla mnie robi? – spytała cicho, zupełnie już zbita z tropu.

    Eric zacisnął szczękę i pięści.

    – Ty naprawdę tego nie widzisz idiotko?! Podkłada się w walkach na życzenie Thomsona. To dzięki temu jest teraz w szkole lepiej. Zawarł tą umowę po to, żebyś uniknęła kary, ale to wystarczyło, żeby zabrnąć za daleko. Teraz nie ma jak się wycofać. To jak pułapka – mówił rozgorączkowany chłopak. – A ty traktujesz go w ten sposób. Jesteś podła!

    – Nie prosiłam go o to – prychnęła dziewczyna wstając i otrzepując swój znoszony płaszcz.

    – Oczywiście, że nie – pokręcił głową Eric, a w jego głosie pobrzmiewała podła, sarkastyczna nuta. – Ty go o nic nie prosisz, prawda? Zupełnie tak jak Aleca?

    Obrzucił dziewczynę pogardliwym spojrzeniem, a potem odwrócił się i odszedł, zostawiając ją samą, drżącą z zimna, w coraz mniej przyjaznym, zimowym parku.

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Emily leżała w łóżku nie mogąc zasnąć. W pokoju była sama, ponieważ jej współlokatorki powyjeżdżały do domów na święta. Niemo towarzyszyła jej jedynie śliczna, porcelanowa lalka, którą dostała w prezencie od Lucasa. Za oknem szalała burza śnieżna. Ogień w kominku już prawie wygasł i teraz węgle ledwo się żarzyły. Dziewczyna jeszcze bardziej skuliła się pod kołdrą. Było jej zimno, a sen nie chciał nadejść. Nagle cicho zaskrzypiały drzwi. Z przerażenia wstrzymała oddech. 

    – Nie bój się, to tylko ja – usłyszała dochodzący z mroku głos Aleca. 

    Nie widziała go od momentu, kiedy zniknął z Lucasem, więc teraz była bardziej niż zaskoczona obecnością chłopaka. Alec bezceremonialnie podszedł do jej wąskiego łóżka, a ona, naturalnym gestem przesunęła się robiąc mu miejsce. Wśliznął się pod kołdrę, kładąc obok niej. Natychmiast przyciągnął ją do siebie, a ona wreszcie przestała drżeć. Przy nim nie czuła się ani tak pewna siebie, ani bezpieczna, jak z Lucasem. Właściwie nie była pewna czy bardziej ma ochotę się do niego przytulić czy może zepchnąć go z łóżka. Wreszcie było jej ciepło i wygodnie, więc wybrała tę pierwszą opcję. Leżała na jego ręce, wtulona plecami w tors chłopaka. Milczeli. W pewnym momencie poczuła na włosach jego usta. Ciepłe wargi chłopaka wędrowały po jej uchu, szczęce, szyi, a ona była zbyt oszołomiona, żeby w jakikolwiek sposób zareagować. Zamruczał jej do ucha, cichym, kuszącym, gardłowym dźwiękiem. Jego dłoń, z jej biodra, przesunęła się niżej, podwijając koszulę nocną i zaczęła wędrować po nodze dziewczyny w górę. Emily się ocknęła.

    – Przestań! – rozkazała, odsuwając się od niego gwałtownie, na tyle, na ile pozwalało wąskie łóżko i odległość dzieląca ją od, pomalowanej na odcień écru, ściany.

    – Daj spokój, Em – zamruczał, przysuwając się bliżej i przygważdżając ją do pościeli swoim ciałem.

    Przez jedną, straszną chwilę, poczuła przerażenie, ale potem przypomniała sobie, że to przecież Alec. Nie skrzywdziłby jej. Nie mógłby. 

    – Proszę Alec – szepnęła. – Nie chcę posuwać się dalej.

    Westchnął, ale posłusznie odsunął się od niej, jednocześnie przewracając się na plecy. Po chwili wahania położyła głowę na jego ramieniu, na powrót wtulając się w chłopaka. Objął ją jedną ręką, przytulając do siebie.

    – Same pocałunki nie wystarczą – mruknął po chwili ciszy – wiesz? Przynajmniej nie każdemu.

    Emily poczuła złość i irytację.

    – Nie, nie wiem – odpowiedziała, starając się by nie zadrżał jej głos. – Nie mam porównania, a dzisiaj całowałam się po raz pierwszy. 

    W bladym świetle odbijających się od powierzchni śniegu księżyca i gwiazd zobaczyła jego zaskoczoną twarz.

    – Jak to? Nie całowałaś się nigdy dotąd? – zapytał głupio.

    – Nie – potwierdziła dziewczyna.

    – Nawet z Lucasem?

    Tym pytaniem zupełnie ją zaskoczył.

    – Dlaczego miałabym się z nim całować? – spytała zbita z tropu.

    Poczuła jak chłopak wypuszcza długo wstrzymywane powietrze. Z jego ust wydobyło się dziwne westchnienie, coś pomiędzy zadowoleniem, a ulga. Gwałtownie przyciągnął ją do siebie. Przetoczył dziewczynę na plecy. Pochylił się nad nią i pocałował, łapczywie, zachłannie. Bezwiednie, lekko rozchyliła usta. Objęła go, wplatając palce w jasne włosy chłopaka. Niebieskie oczy wpatrywały się w nią intensywnie, aż w końcu zaczęła odwzajemniać namiętny pocałunek. Nie miała pojęcia ile to trwało, ale kiedy Alec odsunął się od niej, z trudem łapała oddech. Wtuliła się w jego ramiona, twarz chowając w koszuli chłopaka. Słyszała, jak szybko bije jego serce. Niczego więcej nie próbował. Po prostu ją do siebie przytulał. Nie wiedziała czy jest zawiedziona czy wdzięczna. W końcu, zamknięta w swojej własnej, niewielkiej kropelce szczęścia, zamknęła oczy i usnęła, otoczona silnymi ramionami, wdychając jego znajomy zapach. 

    Note