Rozdział 2 – Dzika plaża
by VickyPo obiedzie, leśną ścieżką biegnącą wzdłuż plaży, wracaliśmy do domu. Dziwnie się czułam mając na sobie niebieską mini spódniczkę, ale wcale nie było dużo gorzej niż w szortach. Za to upiornie przeszkadzały mi stringi, wpijając się mocno, między moje pośladki. Oliwer w milczeniu szedł obok mnie, jakby nad czymś zamyślony. W pewnym momencie nagle przystanął. Wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę lasu.
– Mam na ciebie ochotę – szepnął tuż przy moim uchu.
Wszystko we mnie zatrzepotało. W brzuchu nie czułam motyli, a niemal całe tornado. Stanęliśmy między drzewami. To co robił, było dzikie, nieokiełznane. Czułam za plecami twardy pień sosny. Ręce Oliwera były wszędzie, błądziły po całym moim ciele. Chłopak mnie podniósł. Oplotłam go w pasie nogami. Moje ramiona otoczyły jego szyję. Drapieżne pocałunki rozchylały mi usta. W pewnym momencie, sama nie wiedząc kiedy, znalazłam się na leśnej ściółce. Chłopak był nade mną. Całował moją szyję, dekolt. Podwinął szarą koszulkę i zaczął całować piersi. Poczułam lekkie ugryzienia. Z trudem oddychałam. Całą sobą pragnęłam więcej. Jego dłoń znalazła się między moimi nogami, palce odsunęły na bok pasek czarnych stringów. Zagłębiły się w ciepłą wilgoć. Jęknęłam. Oliwer znowu mnie pocałował, zatykając mi usta językiem.
– Nie tak głośno – zamruczał mi do ucha – tędy chodzą ludzie.
Doskonała rada! Nie potrafiłam zapanować nad własnym oddechem, a co dopiero nad innymi odgłosami! Oliwer odwrócił mnie na brzuch. Podparłam się na rękach, wypinając w jego stronę pupę. Jego dłoń ponownie zabłądziła pomiędzy moje uda. Przesunął palcami po moich starannie przystrzyżonych włoskach. Potem na przemian wsuwał je do środka, albo drażnił moją łechtaczkę. Usłyszałam podniesione głosy. Jacyś ludzie przeszli niespecjalnie oddaloną od nas ścieżką. Moje policzki musiały płonąć żywym ogniem. Oliwer rozpiął spodnie. Wyciągnął z kieszeni prezerwatywę. Założył ją na gotowy do działania organ. Chciałam go ponaglić, a jednocześnie błagałam w duchu, żeby tego nie robił. To nie było w moim stylu. Nie potrafiłam jednak zaprzeczyć, że całą sobą tego chciałam. Przez chwilę napierał na moją wilgotną, ciasną szparkę, a potem wszedł do środka. Dłonie położył na moich biodrach, przytrzymując mnie mocno. Zachłysnęłam się powietrzem. Jego ruchy nie były wolne, nie były spokojne. Wchodził głęboko i szybko. Jego członek był dosyć długi, więc przyjemność mieszała się w moim ciele, z delikatnym bólem podbrzusza. Po chwili Oliwer zwolnił, a ja zdałam sobie sprawę, że po moich policzkach spływają łzy. Zamknęłam oczy. Nie chciałam, żeby je zauważył. Chłopak, położył dłonie na moich pośladkach. Potem poczułam jak jego palec zagłębia się w moją pupę. Oliwer nie przestawał się ruszać, za to ja przestałam myśleć. Zalała mnie cudowna fala rozkoszy, a wtedy on znowu przyspieszył. Po kilku minutach również skończył. Wyszedł ze mnie. Uniósł mnie delikatnie i przytulił się do moich pleców, sadzając mnie sobie na kolanach. Pocałował moje usta. Potem zauważył łzy.
– Płakałaś – stwierdził niezadowolony – nie zrobiłem ci krzywdy? – upewnił się zaniepokojony.
– Nie, to nic – odpowiedziałam wtulając się w jego tors.
Odnalazłam jego usta swoimi. Nie protestował. Zatonęliśmy w pocałunkach. Czas stanął w miejscu, a ja zapadłam w cudowny, błogi stan, z którego wcale nie chciałam się otrząsnąć. W końcu Oliwer postawił mnie na nogach. Zdjął pełną prezerwatywę i zawiązał ją na supeł. Zaskoczona zdałam sobie sprawę, że jego członek wcale nie oklapł. Chłopak zapiął spodnie i pomógł mi doprowadzić się do porządku, wyjmując drobne gałązki z moich splatanych włosów. Wziął mnie za rękę i razem wróciliśmy na drogę. Widziałam goszczące na jego twarzy zadowolenie. Zdziwiło mnie, że po takiej przygodzie wyglądał zupełnie nienagannie. Jedyne co mogło świadczyć o tym, co przed chwilą robiliśmy, były jego lekko rozwichrzone włosy i zawadiacki uśmiech. Byłam przekonana, że przynajmniej moje policzki muszą być zupełnie pąsowe. Niemal boleśnie zdawałam sobie sprawę z tego, że w dalszym ciągu trzyma mnie za rękę. Pragnęłam, żeby tak już zostało. Nie chciałam, żeby kiedykolwiek ją wypuścił.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Kiedy tylko wróciliśmy do willi, dziewczyny natychmiast porwały mnie pod swoje opiekuńcze skrzydła. Rozczesały moje włosy i mimo słabych protestów, zrobiły mi delikatny makijaż. Kiedy wyszłyśmy przed dom, chłopaków nigdzie nie było. Poczułam nieprzyjemne ukłucie żalu, że z nami nie idą, że Oliwer nie idzie.
– No, przynajmniej raz ubrałaś się jak dziewczyna – wyrwał mnie z zamyślenia pełen pochwały głos Lidki.
Pierwszy raz ucieszyłam się z makijażu, ponieważ nie było pod nim widać bladego rumieńca.
– Jakoś tak wyszło – odpowiedziałam zażenowana.
– Doskonale – stwierdziła Marta, ciągnąc mnie za sobą. – W końcu idziemy tam po to, żeby kogoś poderwać.
Lokal dyskoteki był profesjonalny, nie był to jakiś wiejski bar, czego się po niewielkiej mieścinie spodziewałam, ale przecież był to raj dla turystów i wiele rzeczy mnie w nim zaskakiwało. Liczne powieszone pod sufitem kule odbijały padające na parkiet różnobarwne światła, stoliki wyglądały jak loże, a wszystkie były pozajmowane. Klimatyzacja działała bez zarzutów, więc w budynku nie było ani trochę gorąco. Było jednak też tłoczno i głośno, czego ja osobiście bardzo nie lubiłam. Za to dziewczyny były w swoim żywiole. Siedziałyśmy z Martą na wysokich stołkach przy barze, sącząc smaczne mojito, kiedy podeszła do nas Lidka. Prowadziła ze sobą trzech, całkiem przystojnych chłopaków. Jęknęłam w duchu. Wcale nie miałam na to ochoty. Przedstawiła nas ochoczo. Nawet nie próbowałam zapamiętać imion. Jeden z nich natychmiast wyrwał Martę na parkiet. Lidka nachalnie ściągnęła mnie ze stołka i pchnęła w objęcia potężnie zbudowanego blondyna. Wiedziałam, że śmiertelnie się obrazi, jeżeli spróbuję zaprotestować. Chłopak zaprowadził mnie na parkiet. Tańczyliśmy. Taktownie próbowałam udawać, że śmieszą mnie jego niezbyt przyjemne dowcipy.
– Wyjdziemy na dwór? – zaproponował w przerwie pomiędzy piosenkami.
– Dobrze – zgodziłam się szybko, oddychając z prawdziwą ulgą.
Nie miałam ochoty tańczyć, a już na pewno nie z nim. Za to jeżeli znikniemy, Lidka na pewno będzie szczęśliwa. Wieczorne powietrze było rześkie i chłodne. Odeszliśmy kawałek od klubu, chowając się pod dachem drewnianej, porośniętej różami, altanki. Podciągnęłam się na rękach i usiadłam na balustradzie, a on oparł się obok. Za wszelką cenę próbowałam sobie przypomnieć, jak on właściwie miał na imię. Po chwili jednak przestało mnie to obchodzić. Chłopak zaczął opowiadać o firmie swojego ojca i BMW, którym jeździł. Myślami znalazłam się zupełnie gdzie indziej, z grzeczności przytakując mu tylko od czasu do czasu. Potem jednak coś się zmieniło. Chłopak zbliżył się do mnie. Poczułam na policzku jego pachnący alkoholem oddech. Twarda ręka znalazła się na mojej odsłoniętej nodze. Przeklęłam w duchu idiotyczną mini spódniczkę. Spróbowałam go od siebie odepchnąć. Nie pozwolił mi na to.
– Daj spokój mała, przecież nic ci nie zrobię – odezwał się gardłowym głosem.
Nachylił się, żeby mnie pocałować. Siedziałam akurat na idealnej wysokości. Kopnęłam go z całej siły w krocze. Zawył z wściekłości i bólu.
– Ty głupia suko! – warknął na mnie, chwytając brutalnie za nadgarstki i ściągając z balustrady na ziemię.
Ktoś go ode mnie odepchnął. Mój wzrok spotkał się ze wściekłym spojrzeniem Oliwera, który pojawił się znikąd. Chłopak stanął pomiędzy mną a blondynem.
– Odczep się! – warknął tamten.
– Zostaw ją w spokoju – odezwał się Oliwer, prawie zupełnie spokojnym głosem. Ja jednak wyczuwałam w nim nieprzyjemne napięcie.
– To nie twoja sprawa! Zjeżdżaj stąd! – syknął blondyn.
Kiedy Oliwer nie ruszył się z miejsca, tamten z wściekłością zamachnął się na niego pięścią. Chłopak sprawnie zablokował cios. Chwycił mnie za ramię i pchnął w kierunku drewnianych schodków.
– Znikaj do domu! – rozkazał, zanim tamten zdążył podjąć jakąkolwiek akcję.
Nie trzeba było mnie zachęcać. Pędem rzuciłam się przed siebie. Klub nie był specjalnie daleko, zresztą jak wszystko w tym mieście. Zatrzymałam się dopiero, kiedy wbiegłam za furtkę domu w którym spaliśmy. Przymknęłam oczy oddychając bardzo szybko. Uspokoiłam się. Usiadłam na stojącej pod rozłożystym drzewem, drewnianej ławce. Było ciemno. Ogród oświetlało jedynie znikome światło księżyca. Podkuliłam pod siebie nogi, opierając się plecami o płot. Czekałam. Minęło prawie półgodziny, zanim przyszedł Oliwer. Wściekle trzasnął furtką. Dopiero wtedy mnie zauważył.
– Co tu jeszcze robisz?! – warknął na mnie rozeźlony.
W jego oczach widziałam nieprzyjemne błyski.
– Czekałam na ciebie… – odezwałam się cicho.
– Po co?
– Jak to po co? – nie zrozumiałam.
Usiadł na ławce po przeciwnej stronie stołu niż ja. Nie patrzył na mnie.
– Nie wiem jak ty, ale ja wyznaję monogamię – syknął.
– Co masz na myśli? – zapytałam nie rozumiejąc.
Tym razem się odwrócił. Patrzył na mnie z niechęcią w szaroniebieskich oczach.
– Jestem durniem, bo spodziewałem się, że będziesz inna – powiedział ponuro. – Najwyraźniej wszystkie jesteście takie same – roześmiał się gorzko. – Nie dość, że poszłaś na podryw, to jeszcze tak ubrana. Akurat w tej spódnicy…
Pobladłam na twarzy. Poczułam bardzo nieprzyjemny ucisk w żołądku. On to naprawdę w ten sposób odebrał? To przez to się złościł? Jednocześnie zrobiło mi się jakoś dziwnie przyjemnie na myśl o tym, że chociaż trochę był o mnie zazdrosny. Nie miałam pojęcia, jak mu to wytłumaczyć. Bałam się, że cokolwiek powiem, okaże się bez sensu.
– Wcale nie chciałam nigdzie iść – odezwałam się cicho, patrząc mu w oczy. – I kiedy wróciliśmy, nawet nie pomyślałam o tym, żeby się przebrać. Po prostu mnie tam wyciągnęły. Nie należę do asertywnych osób – wyznałam szczerze.
– Zauważyłem – warknął, ale jego spojrzenie stało się odrobinę łagodniejsze.
Spuściłam wzrok. W milczeniu wpatrywałam się w stół. Wieczór stawał się coraz chłodniejszy. Na moich odsłoniętych ramionach pojawiła się gęsia skórka. Bałam się, że on wstanie i odejdzie, a ja go nawet nie spróbuję zatrzymać. Poruszył się. Serce podskoczyło mi do gardła. Wstał od stołu, zamiast jednak pójść do domu, okrążył go i usiadł okrakiem na ławce, tuż obok mnie.
– Zimno ci – mruknął, okrywając moje ramiona motocyklową kurtką.
Otoczył mnie rękami, przyciągając do siebie. Z ulga oparłam się o jego tors. Przytulił policzek do moich włosów.
– Nie gniewasz się już? – zapytałam nieśmiało.
Przez dłuższą chwilę nie odpowiadał. Potem ciężko westchnął.
– Jestem wściekły – przyznał cicho. – Co ci przyszło do głowy, żeby samej wychodzić z tym kolesiem?
– Co tam w ogóle robiłeś? – zapytałam nagle zaciekawiona, podnosząc na niego wzrok.
Skrzywił się.
– Wyciągnąłem od Adriana dokąd poszłyście – przyznał skrępowany.
Przylgnęłam do niego bardziej. Oliwer syknął, gwałtownie wciągnął powietrze. Odsunęłam się. Spojrzałam na niego pytająco.
– To nic – mruknął niechętnie. – Trochę oberwałem. Twój osiłek miał kilku kolegów.
Przyciągnął mnie do siebie z powrotem. Poczułam się paskudnie. Żałowałam, że nie potrafiłam skuteczniej zaprotestować przeciwko tej głupiej dyskotece. Chciałam coś powiedzieć, cokolwiek. Przeprosić. Nie zdążyłam jednak. W polu widzenia pojawił się Adrian. Zszedł do nas po prowadzących do pokoi, betonowych schodach. Uśmiechnął się ponuro.
– Mogę na chwilę porwać Oliwera? – spytał.
Chłopak skrzywił się, ale wstał.
– Zaczekaj – poprosił ledwo dosłyszalnym szeptem.
Odeszli spory kawałek, znikając z mojego pola widzenia. Rozmawiali przyciszonymi głosami. Nie przewidzieli tylko tego, że w takiej nocnej ciszy, ich głosy będą niosły się bardzo daleko, a przynajmniej na tyle, żebym większość usłyszała. Kłócili się.
– Zwariowałeś?! – mówił Adrian gniewnym tonem. – Co ty najlepszego wyprawiasz?!
– To nie twoja sprawa – odpowiedział mu spokojnie Oliwer. – Ja nie przyczepiam się do twoich kolejnych podbojów.
– Odpuść jej – tym razem w głosie Adriana pobrzmiewała prośba.
– Nie zamierzam – odpowiedź chłopaka była jasna i prosta.
– Skrzywdzisz ją.
Poczułam zimny dreszcz, kiedy usłyszałam te brutalne słowa.
– To nie twoja sprawa – powtórzył Oliwer, nie zaprzeczając. – Nie wtrącaj się.
Rozmawiali jeszcze krótką chwilę, ale ja już nic nie słyszałam. Potem Oliwer wrócił do mnie. Wstałam z ławki. Wziął mnie za rękę i po ciemku poprowadził schodami do wnętrza domu. Zostawił mnie w kuchni, obiecując, że za chwilę wróci. Zapaliłam światło i zabrałam się za zaparzanie herbaty. Po chwili ktoś przyszedł. Odwróciłam się z uśmiechem, który zamarł mi na ustach, kiedy zobaczyłam, że w drzwiach stoi Adrian, nie Oliwer. Wszedł do środka, usiadł przy stole.
– Źle robisz – odezwał się do mnie.
– Nie rozumiem – odpowiedziałam mu z szybko bijącym sercem.
Uśmiechnął się ponuro.
– Jesteś miłą dziewczyną. Nie pasujesz do Oliwera. Odpuść sobie.
– A co tobie do tego? – odezwałam się coraz bardziej wkurzona.
Pokręcił głową.
– Nie masz u niego szans – oznajmił, a w jego głosie pobrzmiewała nieprzyjemna szczerość. – Interesuje cię romans na dwa tygodnie?
Spojrzałam na niego lodowato zimnym wzrokiem. Poważnie mnie zirytował.
– Więc rozumiem, że ty z Lidką planujesz coś więcej? – zapytałam.
Roześmiał się.
– Planowałem – przyznał – ale ona na samym początku dała mi jasno do zrozumienia, że to tylko na te wakacje.
Wzruszyłam ramionami.
– A ja wole dwa tygodnie niż nic.
– Widzisz, ale u niego nie tylko o to chodzi – Adrian wyglądał, jakby to co mówi sprawiało mu przykrość. – Oliwer ma pewne inne skłonności…
– Powiedział mi – przerwałam mu w połowie zdania.
– Co?! – wyrwało się zaskoczonemu chłopakowi.
– Zaproponował mi pewien układ, a ja się zgodziłam – odpowiedziałam mu chłodno – i to naprawdę nie twoja sprawa.
Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z kuchni. Cała trzęsłam się z gniewu i żalu. Usiadłam na schodach. Wiedzieć o czymś, a usłyszeć to od kogoś głośno, to dwie różne sprawy. Nie zamierzałam jednak zrezygnować. Mówiłam prawdę. Dwa tygodnie były zdecydowanie lepsze niż nic. Po kwadransie zobaczyłam schodzącego po schodach Oliwera. Zatrzymał się zaskoczony, że widzi mnie siedzącą tutaj, ale nie zadawał pytań. Poszliśmy do mojego pokoju. Chłopak położył się przy mnie na łóżku.
– Zostaniesz? – zapytałam z nutką nadziei.
– Dopóki nie zaśniesz – mruknął cicho, przyciągając mnie do siebie zaborczo. – Muszę dokończyć rozmowę z Adrianem.
Westchnęłam. Wtuliłam twarz w jego tors. Dobre i to, pomyślałam. Nie chciałam zasypiać, ale zmęczenie po aktywnym dniu dało mi się we znaki i wkrótce potem odpłynęłam do krainy snu.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Trzy dni! Znałam Oliwera trzy dni, a byłam już w nim nieprzytomnie i bez pamięci zakochana! Zdawałam sobie sprawę, że prawie nic o tym chłopaku nie wiem, ale to mi w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało. Niemal odchodziłam od zmysłów. Najgorsze jednak było to, że spędzał ze mną każdą wolną chwilę, mimo słów Adriana, boleśnie i bezsensownie rozbudzając moją nadzieję na coś więcej. Tego dnia niebo było pochmurne. Nawet Lidka i Marta zrezygnowały z wylegiwania się na plaży, a zamiast tego zaplanowały długi spacer. Kiedy schodziłam do kuchni, mimowolnie spojrzałam przez uchylone drzwi wspólnej łazienki. Zamarłam w pół kroku. Stojący w samych spodniach Oliwer, spłukiwał z twarzy piankę po goleniu. Weszłam do środka, przyglądając się mu uważnie. Z trudem przełknęłam ślinę. Jego brzuch zdobiły sporej wielkości, sine plamy. Na policzku miał nieprzyjemne zadrapanie.
– To po wczoraj? – zapytałam bez sensu.
Uśmiechnął się do mnie. Wyminął mnie i zamknął drzwi. Przekręcił w nich zamek. Wytarł twarz ręcznikiem.
– Mówiłem ci, żebyś się nie przejmowała – mruknął odkładając ręcznik i przyciągając mnie do siebie.
– Niby jak mam się nie przejmować?! – niemal warknęłam na niego.
To była tylko i wyłącznie moja wina, a ja doskonale o tym wiedziałam. Roześmiał się. Chwycił mnie za ramiona, popychając w tył, tak, że oparłam się plecami o zimną ścianę. Za sobą miałam duże, seledynowe kafelki, a przed sobą roziskrzone, odrobinę pociemniałe z podniecenia, oczy Oliwera. Chwilę później poczułam na ustach jego żarliwe pocałunki. Zatraciłam się w nich bez pamięci. Chłopak rozpiął moje szorty, ściągając je w dół, razem z czarnymi majtkami. Potem zdjął ze mnie koszulkę i stanik. Uświadomiłam sobie, że pierwszy raz stoję przed nim zupełnie naga. Palące uczucie wstydu zalało moje myśli. Na domiar złego, on się odsunął, przyglądając mi się uważnie.
– Mhm, jesteś śliczna – mruknął.
– Nie jestem – odpowiedziałam mu mechanicznie.
Znów się roześmiał.
– Uwierz mi, jesteś. Chodź tutaj – rozkazał.
Podeszłam do niego posłusznie. W myślach żywo rozbrzmiewały mi jego słowa, że jeżeli się na coś nie zgodzę, to będzie koniec. Postawił mnie przed dużym, łazienkowym lustrem. Sam stanął za moimi plecami. W odbiciu widziałam, jak bardzo się czerwienię. Zamknęłam oczy.
– Chcę, żebyś patrzyła – wymruczał mi do ucha.
Niechętnie podniosłam powieki. Oliwer oparł mnie o siebie. Położył ręce na moich piersiach. Coraz mocniej ściskał palcami moje sutki, a ja czułam narastającą między nogami wilgoć. Jedna jego ręka powędrowała na mój brzuch, schodząc z każdą chwilą coraz niżej. Przesunął dłonią po moich biodrach, a potem pośladkach, nie przestając pieścić piersi. Patrzyłam na nasze, odbijające się w lustrze, sylwetki. Czułam, że najchętniej wiłabym się pod jego dotykiem, błagając o więcej. Z trudem nad sobą panowałam, powstrzymując ciche jęki. Jego dłoń przesunęła się jeszcze niżej, palce chłopaka znalazły się w moim wnętrzu. Nogi się pode mną ugięły, oplotłam ramionami szyję Oliwera, żeby się nie przewrócić. Wstyd i zażenowanie, zlewały się w jedno z cudowną przyjemnością. Chłopak namiętnie mnie pocałował. Odsunął się ode mnie, żeby zdjąć własne spodnie. Na sztywny już członek, nałożył śliską od jakiegoś płynu prezerwatywę. Usiadł na klapie muszli toaletowej, sadzając mnie na swoich kolanach. Znowu zaczął mnie dotykać, tym razem jednak jego palce zagłębiały się w obie moje dziurki. Po chwili podniósł mnie i posadził z powrotem tak, że byłam odwrócona do niego tyłem. Uniósł odrobinę moje biodra, a jego członek zaczął napierać na moją pupę. Poczułam paniczny strach. Mój i tak już szybki oddech, jeszcze gwałtowniej przyspieszył. Szarpnęłam się gwałtownie, przesuwając w górę. Usta Oliwera znalazły się tuż przy moim uchu.
– Jeżeli nie chcesz, nie musimy tego robić – oznajmił cichym szeptem. – Ubierz się, kończymy tę zabawę.
– Nie! – wyrwało mi się zbyt błagalne. – W porządku – dodałam odrobinę ciszej.
Delikatnie przygryzł płatek mojego ucha. Nie napierał jednak ponownie. Przesuwał dłońmi po moich piersiach i brzuchu. Później znów zaczął wsuwać we mnie palce, rozszerzając obie dziurki. Czułam, że jestem podniecona, do granic możliwości. Dopiero wtedy naparł ponownie. Powoli wsunął się w moją pupę. Po policzkach spłynęły mi łzy bólu. Chłopak zaczął się poruszać, tym razem wolno i niezbyt mocno. Jedną rękę położył na mojej piersi, palcami drugiej, łagodnie masował łechtaczkę. Czułam jak ból pierwszego razu miesza się z przyjemnością, zlewając w jedno, dzikie uczucie. Oliwer odrobinę przyspieszył. Poczułam się, jakbym obserwowała fajerwerki, najpierw jeden wielki wybuch, a potem kilka mniejszych. Uświadomiłam sobie, że pierwszy raz w życiu szczytowałam. Chłopak też skończył. Pocałował mnie delikatnie. Powoli wysunął się z mojej pupy. Wstał, odsuwając mnie od siebie. Zdjął odrobinę pobrudzoną prezerwatywę. Zawiązał ją i wyrzucił do stojącego pod zlewem śmietnika. Umył ręce. Nie patrzył na mnie. W lustrze dostrzegłam jego zimne oczy.
– Umyj się, zostawiam ci ręcznik i mydło. Będę w kuchni – oznajmił otwierając drzwi.
Potem wyszedł, starannie je za sobą zamykając. Na miękkich nogach podeszłam do nich i przekręciłam zamek. Zostałam sama. Niechciane łzy napłynęły mi do oczu. Weszłam pod prysznic. Uklęknęłam w kabinie, nie będąc pewna, czy utrzymam się na nogach. Starannie namydliłam całe swoje ciało. Spłukałam się i wyszłam spod prysznica. Powoli zaczęłam wkładać własne ubranie. Ten chłód w jego oczach… To coś mnie zwyczajnie przerażało, a jednak całą sobą wiedziałam, że będę brnęła w to dalej.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Kiedy weszłam do kuchni, napotkałam lekko zaniepokojony wzrok Oliwera. Poczułam się znacznie lepiej. Zalałam mlekiem płatki i usiadłam tuż przy nim. Nie mieliśmy jednak czasu porozmawiać, bo już chwilę później dołączyły do nas dziewczyny. Na koniec pojawił się Adrian. Omijał wzrokiem zarówno mnie jak i Oliwera. Po śniadaniu, w piątkę, poszliśmy na spacer. Potem siedziałyśmy na piasku, obserwując jak Adrian z Oliwerem grają w siatkówkę plażową. Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie wodzić wzrokiem za opalonym ciałem chłopaka. Dziewczyny najwyraźniej również to robiły.
– Co się stało Oliwerowi? – zapytała Marta, przyglądając się rozległym, świeżym siniakom, zdobiącym jego płaski brzuch.
– To moja wina – mruknęłam nie patrząc na nie.
– Co?! – obie odwróciły się w moim kierunku.
– Wczoraj na dyskotece napastował mnie ten chłopak z którym tańczyłam – odpowiedziałam w skrócie – wtedy wtrącił się Oliwer. Kazał mi uciec do domu, a sam tam został.
Lidka uśmiechnęła się szeroko.
– O super! Jaki bohaterski! Żeby obrywać za dziewczynę – westchnęła teatralnie. – Martuś, musisz spróbować, nie wierzę w to co mówił Adrian, na pewno musi być jakiś sposób, żeby go poderwać.
Był i ja o tym wiedziałam, ale w dalszym ciągu, nie wiedząc czy on to zaakceptuje, bałam się tym z nimi podzielić, dlatego ze ściśniętym żołądkiem słuchałam jak planują go popchnąć w objęcia Marty.
– Oliwer! – usłyszałam wołanie z samego brzegu plaży.
Chłopak się odwrócił. Podbiegła do niego szczupła, ślicznie opalona dziewczyna. Mimo chłodnego dnia, miała na sobie bikini w kolorze pomarańczy. Kiedy tylko znalazła się dostatecznie blisko, złożyła na jego policzku mokry pocałunek, jednocześnie oplatając szyję chłopaka ramionami. Przytulił ją do siebie, na chwilę unosząc w powietrze.
– Spędzasz tu wakacje? – zapytał dziewczyny z uśmiechem.
Skinęła głową, ciągle się śmiejąc. Chwyciła Oliwera za rękę.
– Adrian, nie obraź się, ale porywam go na chwilę – krzyknęła poprzez rozciągniętą na piasku siatkę, a potem pociągnęła za sobą chłopaka w stronę brzegu plaży, a po chwili we dwójkę zniknęli nam z oczu.
Poczułam się okropnie. Czy on przypadkiem sam wczoraj nie mówił o monogamii? To nie miało znaczenia. Nic go teraz nie miało. Zimno rozlało się po całym moim ciele. Otuliła mnie pustka i ból. W duchu zaczęłam sobie wyrzucać od idiotek.
– Widzisz, mówiłam ci, że muszą być na niego jakieś sposoby – szepnęła konspiracyjnie Lidka, do Marty, dobijając mnie już kompletnie.
Podszedł do nas Adrian. Dziewczyny wstały.
– Taka paskudna pogoda, że idziemy zrobić grilla – stwierdził wesoło chłopak.
– Ja jeszcze trochę posiedzę na plaży – stwierdziłam obojętnie.
Tak naprawdę, po prostu chciałam zostać sama. W oczach Adriana zobaczyłam dziwne rozbawienie, ale się do mnie nie odezwał. Coraz mniej go lubiłam. Dziewczyny zaczęły mnie namawiać, żebym z nimi poszła, ale ja tym razem, potrafiłam postawić na swoim. Zostałam. Siedziałam na piasku, wpatrując się w morze. Po prawie półgodzinie wrócił Oliwer. Wyglądał na zadowolonego. Usiadł tuż obok mnie, tak, że stykaliśmy się ramionami.
– Czekałaś na mnie? – spytał z lekkim uśmiechem.
Mimo, że nie liczyłam, że tu wróci, musiałam szczerze przyznać przed samą sobą, że tak. Niechętnie skinęłam głową. Patrzyłam na piętrzące się morskie fale. Położył dłoń na mojej dłoni. Wzdrygnęłam się mimowolnie. Spojrzał zaskoczony. Przez chwilę wpatrywał się we mnie uważnie, a potem się roześmiał.
– Chodź – wstał, podnosząc mnie z piasku.
Nie wiedziałam dokąd mnie ciągnie, ale to nie miało specjalnego znaczenia. Całą sobą walczyłam z tym koszmarnym uczuciem zazdrości. Weszliśmy do postawionego na plaży baru. Wznosił się na drewnianym pomoście. Oliwer minął barierkę i stanął bezpośrednio przed ratanowym stolikiem. Siedzieli przy nim jacyś ludzie. Po chwili pojawiła się również brunetka w pomarańczowym kostiumie kąpielowym. Chłopak uśmiechnął się, obejmując mnie w talii.
– To moja ciocia Natalia – zaczął przedstawiać witających się ze mną ludzi, wujek Marcin, Kuzynka Ania – wskazał na śliczną brunetkę – jej mąż Darek i ich córeczka Paulina – a to moja dziewczyna, Sara – dokończył prezentacji, przysuwając nam krzesła.
Miałam ochotę się zapaść pod ziemię z zażenowania. Dzielnie wytrzymałam uprzejmość i zachwyt obcych ludzi, którzy byli rodziną Oliwera. Poczułam się strasznie głupio, z powodu własnej zazdrości, do której wcale nie miałam prawa. Przecież niczego mi nie obiecywał. Spędziliśmy z nimi dłuższą chwilę, a potem chłopak pożegnał się ciepło i odszedł, zabierając mnie ze sobą.
– Zadowolona? – mruknął obejmując mnie ramieniem, kiedy zniknęliśmy na prowadzącej do willi, leśnej ścieżce.
– Jesteś wstrętny – syknęłam na niego, odpychając go od siebie.
Roześmiał się. Wziął mnie za rękę. Tym razem nie protestowałam. Dopiero teraz, jasno zdałam sobie sprawę z ogarniającej mnie fali ulgi. Puścił moją dłoń, kiedy znaleźliśmy się przed drewnianym płotem domu wczasowego. Stanęłam w miejscu.
– O co chodzi? – zapytał lekko zirytowany.
– Nie rozumiem – przyznałam szczerze. – Informujesz rodzinę o tym, że jestem twoją dziewczyną, a teraz nawet nie chcesz trzymać mnie za rękę.
Wyglądał jednocześnie na rozbawionego i zakłopotanego. Przysunął się do mnie. Przytulił.
– Nie chodzi o mnie – odezwał się cicho – skąd ci to przyszło do głowy? Przecież mój przyjaciel i tak już o nas wie. Myślałem, że wolisz się nie przyznawać koleżankom…
Uśmiechnęłam się do niego. Wzięłam za rękę i pociągnęłam przez prowadzącą do ogrodu, wąską furtkę. Adrian stał przy grillu, dziewczyny siedziały na drewnianej ławce, popijając piwo. Teraz obie wpatrywały się we mnie, zaskoczonymi spojrzeniami.
– O zdążyliście na obiad – odezwał się chłopak.
Oliwer pochylił się i pocałował mnie w usta. Dopiero teraz puścił moją rękę.
– Zaraz przyjdę – mruknął, znikając na prowadzących do pokoi, zewnętrznych schodach.
Usiadłam przy stole, naprzeciwko dziewczyn. Lidka natychmiast pochyliła się w moją stronę.
– Gadaj! Już! – zażądała.
Zaczerwieniłam się zawstydzona. Spuściłam wzrok, uporczywie wpatrując się w stół. Może jednak Oliwer miał rację… szkoda tylko, że doszłam do tego poniewczasie. Za moimi plecami stanął Adrian. Jego duża dłoń, znalazła się na moim ramieniu.
– Co się tak dziwicie? – roześmiał się wesoło. – Pływają razem, uratował ją przed jakimś zaczepiającym ją typem. To musiało się w ten sposób skończyć.
Lidka uśmiechnęła się szczęśliwa.
– Saruś, z ciebie to taka cicha woda. Szkoda, że jesteś zawsze taka tajemnicza – dodała wesoło.
Nieśmiało odwzajemniłam jej uśmiech, czując niepokojąca wdzięczność w stosunku do Adriana. Kiedy jednak spojrzałam w pełne zawiści i niechęci oczy Marty, cała moja radość rozwiała się w powiewach letniej, morskiej bryzy. Dziewczyna była tak wściekła, że nawet nie potrafiła tego ukryć. Przeprosiła i wstała od stolika, wbiegając na górę, po dwa stopnie naraz. Patrzyliśmy za nią zaskoczeni. Czułam się paskudnie, ale wiedziałam, że i tak nic w swoim zachowaniu bym nie zmieniła. No może przyznałabym się im wcześniej do tego, że podoba mi się Oliwer… Tylko czy to by w czymś pomogło? Adrian wrócił pilnować grilla. Lidka wzruszyła ramionami.
– Przejdzie jej – odezwała się do mnie uspakajająco, w ogóle nie przejmując się niezadowoleniem przyjaciółki.
Po chwili na dół zszedł Oliwer. Miał na sobie czystą koszulkę, a jego brązowe, nieco przydługie włosy, ociekały teraz wodą. Usiadł przy mnie tak, jak poprzedniego wieczora. Teraz plecami swobodnie mogłam wtulić się w jego tors. Martwienie się o Martę zeszło na dalszy plan. W jego obecności znów byłam kompletnie i niezachwianie szczęśliwa.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Padało, ale to nie był zwykły deszcz, a raczej oberwanie chmury, po prostu ulewa. Nikomu nie spieszyło się, żeby gdziekolwiek wyjść. Adrian wyskoczył do sklepu i wrócił cały mokry, ale dzięki niemu, dziewczyny mogły teraz popijać drinki na bazie białego wermutu. Nawet Marta nie miała już takiego złego humoru, chociaż w dalszym ciągu się do mnie nie odzywała, śmiertelnie obrażona. Krępowało mnie jej milczenie, dlatego nie chciałam z nimi siedzieć. Leżałam na łóżku i czytałam książkę, kiedy do mojego pokoju wsunął się Oliwer. Bezceremonialnie podszedł do mnie i podniósł. Książka wypadła mi z ręki.
– Co robisz? – pisnęłam, oplatając ramionami jego szyję.
Uśmiechnął się zawadiacko.
– Teraz moja kolej, na wolny pokój – stwierdził rozbawiony – więc idziemy przeczekiwać ulewę u mnie.
Wyniósł mnie z pomieszczenia i ze mną na rękach, przeszedł długim korytarzem do sypialni, w której spali z Adrianem. Położył mnie na łóżku i zamknął drzwi, poczym sam ułożył się przy mnie. Przytulił mnie. Po prostu tak leżeliśmy, wpatrując się w sufit. W końcu nie wytrzymałam.
– O czym myślisz? – zapytałam odwracając się w jego stronę.
– To nic specjalnego – mruknął niechętnie.
Westchnęłam.
– Nie podoba mi się, kiedy się martwisz, zwłaszcza, że nie wiem o co.
On także odwrócił się na bok. Wpatrywał się we mnie intensywnie.
– Po prostu nie wiem czy Adrian nie miał racji – powiedział cicho. – Może to nie ma sensu… Cholernie nie chciałbym cię skrzywdzić.
– Doskonale! – odwróciłam się do niego plecami. – Więc niech Adrian decyduje za ciebie! Właściwie za nas obydwoje…
Oliwer westchnął. Przysunął się do mnie, kładąc się tuż za moimi plecami.
– Nie znasz mnie – odezwał się, oplatając mnie ramionami – nie wiesz kim jestem, jak bardzo nie kontroluję swoich zachowań. On to wie, dlatego uważa, że źle robię.
Ponownie poczułam to paskudne uczucie beznadziei. Wiedziałam, że znowu o coś walczę, nie byłam tylko do końca pewna właściwie o co.
– Więc pozwól mi poznać – wyszeptałam w poduszkę.
Gwałtownie chwycił mnie za nadgarstki. Spojrzałam na niego zaskoczona. Bez trudu przytrzymując mnie jedną ręką, drugą sięgnął do rozporka moich spodni. Rozpiął je, a potem jego ręka powędrowała wyżej, pod koszulkę. Podsunął do góry mój sportowy stanik, uwalniając piersi. Położył na nich rękę. Jego dotyk wcale nie był delikatny. Szarpnęłam się. Przytrzymał mnie stanowczo. Poczułam cień ogarniającego mnie strachu. Oliwer wstał, ciągnąc mnie za sobą. Zsunął mi spodnie, mniej więcej do połowy ud, tak, że teraz ciasne dżinsy, krępowały mi nogi. Następna była koszulka wraz ze stanikiem. Odrzucił je na drewnianą podłogę. Stałam przed nim, czując się paskudnie, zupełnie naga, podczas gdy on był całkowicie ubrany. Pchnął mnie na łóżko. Po chwili znalazł się nade mną. Jego ręce były wszędzie, dotykały każdego fragmentu mojego ciała i zdecydowanie nie były to delikatne pieszczoty. Stanowczym gestem odwrócił mnie na brzuch. Chwycił za biodra, i przysunął tak, że wypinałam w jego kierunku pupę. Wtuliłam twarz w poduszkę, nie mając pojęcia do on zamierza zrobić. Niemal podskoczyłam, kiedy poczułam na pośladku silne uderzenie jego ręki. Odruchowo zasłoniłam się dłońmi. Chwycił oba moje nadgarstki jedną ręką, przytrzymując je tuż przy moich plecach. Spróbowałam się wyrwać, bezskutecznie, był ode mnie silniejszy. Ponownie poczułam mocne uderzenie, potem następne i jeszcze jedno. Pochylił się nade mną. Odgarnął mi z karku włosy. Poczułam jego usta na swojej szyi. Przygryzł płatek mojego ucha.
– Powiedz słowo, a to skończymy – wyszeptał kusząco.
Ty sukinsynu! – Przemknęło mi w myślach. – Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz! Zagryzłam zęby i odpowiedziałam mu milczeniem. Wyprostował się. Jego ręka znalazła się między moimi nogami. Całą sobą chciałam je rozsunąć, ale ciasne dżinsy mi na to nie pozwalały. Znów mnie uderzył, a potem kolejny i jeszcze raz. Czułam jak pieką mnie pośladki. Narastało też we mnie uczucie podniecenia. Oliwer ponownie włożył rękę między moje nogi. Wiedziałam, że jestem zupełnie mokra, tak jakby działało na mnie to, co mi robił. Jego palce wsunęły się w ciepłą wilgoć. Jeden, potem drugi, w końcu włożył tam aż cztery. Jęknęłam. Czułam się cała wypełniona i to czego teraz najbardziej pragnęłam, to rozsunąć nogi. On doskonale zdawał sobie z tego sprawę i byłam przekonana, że nie zamierza z tym niczego zrobić. Jego ręka zaczęła poruszać się coraz szybciej. Mój oddech również przyspieszył, jęknięcia, których nie potrafiłam powstrzymać, stawały się coraz głośniejsze. Puścił moje nadgarstki i ścisnął dłonią mój odrobinę obolały pośladek. Dostałam kilka kolejnych klapsów. Potem pochylił się i jego ręka zawędrowała na moje piersi. Nie przestawał mnie posuwać palcami. Moje ciało wyprężyło się. Zaczęło drżeć, a ja poczułam, że dochodzę. Oliwer błyskawicznie wysunął ze mnie palce, przewrócił mnie na plecy, do końca ściągając ze mnie spodnie. Zobaczyłam, że ma rozpięty rozporek. Zachłysnęłam się powietrzem, kiedy rozsunął moje nogi i tak po prostu we mnie wszedł. Jego pchnięcia były bardzo mocne, głębokie. Zamknęłam oczy. Czułam narastającą w środku przyjemność. Po chwili moim ciałem wstrząsnął kolejny orgazm. Moje mięśnie zaczęły mimowolnie zaciskać się na jego członku. Chłopak zaklął, wysunął się ze mnie błyskawicznie. Ciepła, lepka sperma zalała mój brzuch. Przymknął oczy. Położył się obok.
– Przepraszam, nie spodziewałem się, że znowu dojdziesz – mruknął.
Przełknęłam ślinę, nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Odwróciłam się do niego plecami. Westchnął ciężko. Przysunął się do mnie. Wyciągnął rękę i położył moją głowę na swoim ramieniu. Przytulił mnie do siebie.
– Odpuścimy? – zapytał cicho.
– Nie! – odpowiedziałam mu stanowczo.
Wzdrygnął się zaskoczony.
– Więc o co się gniewasz?
Skuliłam się jeszcze bardziej, nie odsunęłam się jednak od niego.
– Bo nie miałam pojęcia, że jestem pieprzoną masochistką – odpowiedziałam mu zgodnie z prawdą.
Roześmiał się.
– Nie sądzę, żebyś była – przyznał.
– Doskonale – warknęłam cicho – więc w takim razie to ty tak na mnie działasz.
– Może – zamruczał wyraźnie rozbawiony. Spojrzał w połaciowe, ukośne okno, które znajdowało się nad naszymi głowami. – Przestało padać już jakiś czas temu – powiedział – jeżeli masz ochotę, to możemy wziąć prysznic, a potem się gdzieś przejechać.
– Cokolwiek, byleby z tobą – odparłam zgodnie z prawdą, chociaż perspektywa jazdy na motorze, sama w sobie była niesamowicie kusząca.