Rozdział 2 – Klątwa pierwszej miłości
by Vicky
O północy nadeszła pora na finałowy taniec. Sylwia tańczyła z Maćkiem, który zwyciężył w „randce w ciemno” z jej udziałem jako gwiazdy wieczoru, Agnieszka kołysała się wtulona w ramiona swojego wniebowziętego chłopaka, a Denis delikatnie i niezwykle czule obejmował Jagodę. Kiedy jednak nadszedł czas na wieńczący konkurs i cały wieczór pocałunek, Jagoda ujrzała malujący się na twarzy swojego partnera strach, który jednak prawie natychmiast przemienił się w gniewną maskę.
– Nie chcę cię całować – niemalże warknął chłopak do ucha przytulonej do niego dziewczyny.
Jagoda poczuła rozlewający się po całym jej ciele lodowaty chłód. Te słowa sprawiły jej nieomal fizyczny ból.
– Denis, proszę cię – szepnęła cichutko – nie psuj mi urodzin. To tylko głupi, nic nie znaczący pocałunek. Proszę… Nikt nie kazał ci wygrywać tego konkursu… Sam się zgłosiłeś…
Chłopak nie oponował więcej, przyciągnął ją do siebie bliżej zaborczym, stanowczym gestem. Potem jego usta dotknęły jej ust. Ciepło, delikatnie, a jednocześnie mocno i z pasją. Jagoda poczuła się jakby brała udział w jakiejś romantycznej, filmowej scenie. Cały świat zniknął za zasłoną barwnych fajerwerków. Unosiła się w powietrzu i jednocześnie tonęła z braku tchu. A potem, wszystko, cała cudowna chwila zupełnie nagle się skończyła. Denis odsunął się od niej gwałtownie. Oddychał bardzo szybko. Obrzucił dziewczynę wściekłym spojrzeniem, a potem odwrócił się i wybiegł z pubu, w chłodne, jesienne powietrze.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Jagoda została sama na środku parkietu. Za wszelką cenę starała się nie rozpłakać. Zrobiło się jej strasznie głupio, miała nadzieję, że przez stłumione światło, które delikatnie rozlewało się po pomieszczeniu, nikt nie będzie w stanie dostrzec jej łez. Chciała stąd jak najszybciej uciec i zaszyć się samotnie w jakimś ciemnym, spokojnym kąciku. Nagle poczuła, że obejmują ją czyjeś ramiona.
– Wszystko w porządku? – usłyszała cichy szept Michała.
Wtuliła się w niego jak dziecko, a on przyciągnął ją do siebie jeszcze bliżej. Tańczyli kołysząc się w rytm wolnej muzyki.
– Teraz już tak – odpowiedziała cichutko dziewczyna, oplatając ramionami szyję chłopaka.
Kiedy skończyła się spokojna piosenka, a z głośników wydobyły się szybsze takty, Michał odciągnął Jagodę na bok. Usiadł przy jednym z drewnianych stolików, sadzając sobie dziewczynę na kolanach. Nie protestowała. Wtuliła się w niego ufnie, zaciskając dłonie na jego idealnie wyprasowanej koszuli. Kiedy podeszły do niej przyjaciółki, dowiedzieć się co zaszło pomiędzy nią a Denisem, w ogóle już nie płakała.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Impreza urodzinowa skończyła się dopiero nad ranem. Wszyscy goście zmęczeni, ale w dobrych humorach rozeszli się po domach. Jagoda przez cały następny dzień wbijała sobie do głowy jak bardzo nie lubi Denisa i jak nie ma ochoty go widzieć na oczy. Wieczorem jednak, zamiast przed domem Michała, znalazła się w niewiadomy sposób, przed starą kamienicą.
Kiedy wspięła się na ostatnie piętro i zapukała do drewnianych drzwi, chłopak otworzył jej wyraźnie zaspany. Miał na sobie poprzecieraną w wielu miejscach, ciemnozieloną piżamę. Wyglądał na zaskoczonego.
– Czego chcesz? – zapytał niegrzecznie.
– Mogę wejść? – zapytała ignorując jego nieuprzejmy ton.
Popatrzył na nią niechętnie, ale w końcu odsunął się, wpuszczając dziewczynę do środka. Jagoda weszła, omijając skrzętnie leżące na podłodze rzeczy. Usiadła na brzegu nie pościelonego łóżka. W pokoju było niemal tak samo chłodno jak na dworze. Denis stanął nad nią patrząc wyczekująco.
– Po co tu przyszłaś? – zapytał.
– Nie wiem – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
Westchnął. Usiadł koło niej. Rozczochrane włosy opadły mu chaotycznie na twarz. Jagoda nie mogła się powstrzymać. Wyciągnęła rękę i odgarnęła opadające na oczy chłopaka kosmyki. Spojrzała na niego przestraszonym wzrokiem.
– Co? – zapytał.
– Jesteś cały rozpalony – powiedziała zaniepokojonym głosem – nic dziwnego, że śpisz do wieczora.
– To nie twoja sprawa – warknął. – Skoro nic ode mnie nie chcesz, to może byś już sobie poszła? – zasugerował nieznoszącym sprzeciwu tonem.
– Denis, proszę, porozmawiajmy – powiedziała błagalnym tonem, przysuwając się bliżej do chłopaka.
– Nie mamy o czym rozmawiać – syknął.
– Ten pocałunek wczoraj… dlaczego uciekłeś? – zapytała ignorując jego wypowiedziane szorstkim tonem zdanie. – Ja wiem, że też to poczułeś! Denis…
Chłopak spojrzał na nią. W jego bursztynowych oczach malowała się furia. W jednej chwili znalazł się przy niej. Bardzo blisko niej. Zbyt blisko. Jednym szarpnięciem rozpiął zamek jej jesiennej kurtki. Potem pocałował ją, ale nie delikatnie i czule jak poprzedniego wieczora, tylko mocno i brutalnie, niemal zgniatając wargami usta dziewczyny. Próbowała go od siebie odepchnąć. Nie pozwolił jej na to. Bez problemu chwycił jej nadgarstki jedną ręką i przytrzymał nad głową dziewczyny. Rzucił ją na łóżko. Wolną rękę wsunął pod jej bluzkę, przesuwając nią po odsłoniętym brzuchu dziewczyny, z każdą chwilą coraz wyżej. Jagoda poczuła dreszcze. Ogarnęła ją panika.
– Denis, przestań – krzyknęła błagalnie.
– A myślałem, że cały czas o to ci właśnie chodziło – roześmiał się chłopak, podwijając jej bluzkę wyżej, tak, że teraz odsłonił jej delikatny, koronkowy stanik.
– Nie, proszę – jęknęła.
– O co mnie prosisz? – zapytał drwiąco, ocierając się swoim kroczem o jej udo. – Nie tego ode mnie chciałaś?
W jej oczach zalśniły łzy. Szarpnęła się z całej siły, jednak bezskutecznie. Był od niej znacznie większy i zdecydowanie silniejszy.
– Nie, Denis… ja jeszcze nigdy tego nie robiłam – wydusiła z siebie drżącym z przerażenia głosem.
Znowu się roześmiał. Tym razem jednak ją puścił.
– Zmiataj stąd – warknął – i więcej tu się nie pokazuj.
Jagodzie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wyswobodzona ze stalowego uścisku, gwałtownie zerwała się z łóżka i popędziła w kierunku drzwi. Zbiegła po schodach bardzo szybko oddychając. Dopiero na samym dole odważyła się zatrzymać na chwilę, żeby obciągnąć bluzkę i zapiąć kurtkę. To był jakiś koszmarny sen. Szybkim krokiem, z płynącymi po policzkach łzami, opuściła starą kamienicę.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Denis stał przy oknie. Patrzył jak Jagoda szybkim krokiem przemierza zabłocone, ponure podwórko. Uśmiechnął się do siebie. Dopiął swego, dziewczyna więcej tu już nie przyjdzie. Chłopaka paliła gorączka. Czuł zawroty głosy. Małe, popielate stworzonko, jednym płynnym ruchem wskoczyło na parapet. Spojrzało, jakby smutno, przez przybrudzoną szybę. Pisnęło cichutko. Denis pogłaskał je delikatnym gestem. Potem jego ręka zsunęła się z gęstej sierści, a chłopak osunął się nieprzytomny na podłogę. Ciszę, która zapadła przerwał jedynie, przeraźliwy, zrozpaczony pisk.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Jagoda nie chciała wracać do domu. Czuła się paskudnie. Było jej już wszystko jedno. Wsiadła do nadjeżdżającego autobusu. Kwadrans później dzwoniła do drzwi domu Michała. Odetchnęła z ulgą, kiedy to chłopak, we własnej osobie jej otworzył. Podejrzewała, że przedstawia sobą dość smętny wygląd. Potargane włosy, pogniecione ubranie, zapuchnięte od płaczu, czerwone oczy. Michał nie zadając zbędnych pytań, wziął ją za rękę i zaprowadził do swojego pokoju. Posadził na czarnej, skórzanej kanapie.
– Poczekaj tu na mnie słoneczko, zaraz do ciebie wrócę – powiedział łagodnie. – Mam gości, muszę ich na chwilę przeprosić.
Jagodna skinęła głową. Kiedy chłopak wyszedł, zdjęła z siebie kurtkę. Weszła do przylegającej do pokoju własnej łazienki Michała. Przemyła twarz zimną wodą. Nie zamierzała więcej płakać. Rozczesała potargane włosy leżącym na półce pod lustrem grzebieniem. Tutaj czuła się bezpiecznie. Nie potrafiła zrozumieć co się właściwie stało i jak do tego doszło, przecież… Do pokoju wszedł Michał. Uśmiechnął się do niej. Podał jej miękki, czarny golf.
– Wziąłem od siostry, pomyślałem, że będziesz się chciała przebrać – powiedział.
Jagoda uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością i zamknęła drzwi od łazienki. Po chwili wróciła do pokoju w czystym swetrze. Impulsywnie zarzuciła chłopakowi ramiona na szyję. Przytulił ją do siebie starannie ukrywając zaskoczenie. W jego ramionach czuła się otoczona opieką i zupełnie bezpieczna.
– Michał – odezwała się cichutko, wtulając twarz w popielaty sweter chłopaka – czy to co mówiłeś, latem dalej jest aktualne? Naprawdę chciałbyś, żebym była twoją dziewczyną?
– Kocham cię słoneczko, to tak samo z siebie nie przechodzi – Michał uśmiechnął się do niej ciepło. – Oczywiście, że bym chciał.
– W takim razie nią będę – odpowiedziała stanowczo, wspinając się na palce i delikatnie całując chłopaka w usta.
Michał rozpromienił się cały. Z czułością odwzajemnił pocałunek dziewczyny. Przytulił ją do siebie, jakby chciał ukryć w swoich ramionach przed całym światem.
– Jeżeli chcesz, to przeproszę moich gości – powiedział ciągle uśmiechnięty.
– Nie, chodźmy do nich – zaproponowała Jagoda, nie mając najmniejszej ochoty opowiadać o tym, co się stało, zupełnie zmieniając jej obraz świata.
Trzymając się za ręce zeszli na dół. Większość siedzących w salonie ludzi, Jagoda już znała. Byli to przyjaciele Michała z grupy. Chłopak jednak przedstawił jej wszystkich ponownie, zaznaczając z zadowoleniem, że Jagoda jest jego dziewczyną. Potem usiadł w głębokim fotelu, sadzając ją sobie na kolanach. Jagoda nie miała ochoty rozmawiać. Wtuliła się w Michała, przysłuchując się cichutko toczącym się w pokoju rozmowom.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Jagoda za wszelką cenę próbowała przegonić ponure, dotyczące Denisa myśli. Nie potrafiła jednak zapomnieć o chłopaku. Boleśnie zdała sobie sprawę, że cokolwiek by jej nie zrobił i tak pragnęłaby do niego wrócić. Z całych sił walczyła z tęsknotą i narastającą w niej, chłodną beznadzieją. Nic jej nie cieszyło, wszystko straciło swój sens. Jedyne mniej ponure myśli pokazywały się w jej głowie, kiedy przebywała w pobliżu Michała. Chłopak dodawał jej otuchy, a od czasu do czasu udawało mu się nawet wywołać uśmiech na jej smutnej, bladej twarzy. Dziewczyna codziennie przychodziła po Michała na uczelnię i za każdym razem z niepokojem i obawą wypatrywała Denisa. Nie pokazał się jednak przez kilka kolejnych dni. W końcu nie wytrzymała.
– Michał, co z Denisem? – zaczęła niewinnie. – Dawno go nie widziałam.
Chłopak obojętnie wzruszył ramionami.
– Nie mam pojęcia, nie pokazuje się w szkole od początku tygodnia.
Jagoda poczuła w środku jakiś dziwny niepokój. Kiedy poszła z Michałem na kawę, siedziała jak na szpilkach. Nie mogła doczekać się aż chłopak wreszcie odwiezie ją do domu. Nie weszła jednak do środka. Kiedy tylko odjechał natychmiast wybiegła na ulice i pędem puściła się w kierunku starej kamienicy, w której mieszkał Denis. Po kilkunastu minutach, zdyszana, wspinała się na skromne poddasze. Zapukała. Nikt nie otwierał. W końcu, zdeterminowana, nacisnęła klamkę. Drzwi były otwarte. Odważnie weszła do środka. Na łóżku leżała bezładna sterta pościeli, która jednak co jakiś czas poruszała się nieznacznie. Jagoda podeszła bliżej.
– Denis? – zapytała cicho.
Chłopak wyjrzał spod grubej kołdry. Był blady i rozczochrany. Spojrzał na nią, jakby zobaczył ducha.
– Co tu robisz? – zapytał bardzo słabym, zachrypniętym głosem.
Nie zwracając na nic uwagi, usiadła przy nim na łóżku. Dłonią dotknęła jego czoła. Było rozpalone. Wyraźnie trawiła go gorączka. Jęknęła na myśl, że chłopak ma ją od niedzieli.
– Jadłeś coś? – zapytała.
– Nie chcę – odpowiedział, odwracając się do niej plecami. – Idź sobie.
– Nie – oznajmiła stanowczo dziewczyna.
Spod kołdry wyjrzał roztrzepany i zmarnowany, popielaty łepek. Stworzonko żałośnie pisnęło. Było wychudzone i zmizerowane. Jagoda wyciągnęła rękę do fretki, a ona wspięła się na nią, obwąchując nieufnie dziewczynę. Denis przekrzywił głowę w ich kierunku.
– Idź już – powiedział – i zabierz ją ze sobą, proszę – dodał cicho.
Jagoda wahała się przez dłuższą chwilę, a potem bez słowa wstała i wyszła z mieszkania zabierając ze sobą zwierzaka.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Mimo początku listopada noc była nieprzyjemna i mroźna. Jagoda długo nie mogła zasnąć. Martwiła się. Popielata fretka leżała obok niej na poduszce, nakarmiona i starannie wyczesana. Kiedy dziewczynie wreszcie udało się zasnąć, spała niespokojnie, co chwilę budząc się z kolejnego, koszmarnego snu.
Rano wiedziała już, że nie pójdzie do szkoły. Spakowała plecak, schowała pod kurtką Maggie i pewnym krokiem ruszyła ku starej, obdrapanej kamienicy. Denis spał. Nie zamierzała go budzić. Postawiła na podłodze zwierzątko, które natychmiast popędziło, by ułożyć się na łóżku obok swojego właściciela.
W mieszkaniu było tak samo zimno co na dworze. Jagoda zebrała deski i papier, układając je w zgrabny stosik w piecu. Nigdy tego nie robiła, więc rozpalenie kaflowego pieca, tak żeby nie wygasł przysporzyło jej nie lada problemów, nie przejęła się tym jednak za bardzo, tylko cierpliwie ponawiała nieudolne próby, aż w końcu w środku zapłonął wesoły, przyjemny ogień. Dopiero wtedy zamknęła metalowe drzwiczki i pozwoliła pokojowi nagrzewać się w swoim własnym, powolnym tempie. Zdjęła kurtkę i rozpakowała zawartość plecaka. Zaczęła zwinnie krzątać się po niewielkich pomieszczeniach. Sprzątała, układała równe stosy z porozrzucanych książek, z przyniesionych produktów gotowała rosół. Po dwóch godzinach mieszkanie zmieniło się nie do poznania. Mimo ponurego dnia, przez czyste szyby i tak wpadało znacznie więcej dziennego światła niż gdyby było lato. Na koniec zaparzyła ciepłej, czarnej herbaty. Postawiła gorący kubek na uwolnionym od sterty papierów stołku, a sama usiadła na łóżku obok Denisa. Chłopak w dalszym ciągu miał gorączkę, nie był jednak tak rozpalony jak poprzedniego wieczora. Delikatnie odgarnęła mu włosy i położyła na czole wilgotną, chłodną chustkę. Otworzył oczy. Spojrzał na nią błędnym wzrokiem.
– Dlaczego tu wróciłaś? – spytał.
Jagoda tylko uśmiechnęła się do niego. Pomogła mu usiąść na łóżku, dopiero teraz zdając sobie w pełni sprawę, jaki był słaby. Podała mu herbatę. Spojrzał na dziewczynę, a w jego bursztynowych oczach był tylko głęboki, bezbrzeżny smutek.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Jagoda codziennie po szkole przychodziła do chłopaka. Denis, jedząc normalnie i nie marznąc, z każdym dniem czuł się coraz lepiej. Gorączka spadła i chłopak coraz pewniej wstawał z łóżka. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego wesoło, kiedy zobaczyła, że umyty, uczesany i ubrany siedzi na posłanym łóżku. Zdjęła z ramion plecak i wyciągnęła z niego plik równo podkładanych, białych kartek.
– Skserowałam ci notatki – oznajmiła wesoło, podając stosik chłopakowi.
W oczach Jagody błyszczały iskierki ulgi i radości. Spojrzał na nią jakimś takim dziwnym wzrokiem.
– Dzięki – odpowiedział jednak tylko. – Będę musiał trochę nadrobić.
– W sobotę jest spotkanie twojej grupy – powiedziała cicho. – Zamierzasz się tam pojawić?
Skinął głową.
– Sądzę, że tak. – Spojrzał na nią pytająco. – A ty skąd o tym wiesz i co zamierzasz tam robić?
Jagoda zarumieniła się delikatnie.
– Przyjdę z Michałem – odpowiedziała niepewnie. – Jesteśmy teraz razem.
Denis prychnął. Wybuchnął śmiechem, jednak w jego śmiechu nie było ani odrobiny wesołości. Brzmiał raczej gorzko niż radośnie.
– W takim razie na pewno tego nie przegapię – oznajmił sucho, a jego twarz stała się bezwyrazową, nieprzeniknioną maską.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Sobota okazała się chłodnym, ale słonecznym dniem. Trzymając za rękę Michała Jagoda, weszła do przytulnie urządzonego wnętrza pubu. Ponieważ pokazali się jako jedni z pierwszych, mogli zając wygodne miejsce, na kanapie w samym rogu, w loży, przy długim, drewnianym stole. Ludzie schodzili się przez jakiś czas małymi grupkami. Dziewczyna przez większość czasu bawiła się naprawdę dobrze, ale mimo wszystko co chwilę zerkała w kierunku drzwi, niecierpliwie czekając, żeby wreszcie zobaczyć Denisa. Zamarła jednak zaskoczona, kiedy chłopak wreszcie przyszedł. Uczepiona do jego ramienia szła jakaś smukła blondynka, w kraciastej mini spódniczce. Denis przedstawił ją wszystkim i usiadł z brzegu, obejmując ją od niechcenia ramieniem. Jagody nie zaszczycił nawet jednym spojrzeniem. Blondynka uśmiechała się uroczo i co chwila szeptała coś Denisowi na ucho. Jagoda, mimo, że pojawiła się tu w towarzystwie Michała, poczuła się bardzo nieprzyjemnie i nieswojo. Z ulgą zgodziła się, kiedy chłopak zaproponował jej, żeby zmyli się szybciej na jakiś seans do kina. Po filmie postanowili, w centrum handlowym, zagrać w bilard. Jagoda przeprosiła Michała, znikając za drzwiami damskiej toalety. Kiedy wychodziła z kabiny, usłyszała dziewczyny, toczące jakąś rozmowę, podnieconymi głosami.
– Tak po prostu sobie poszedł? Nie wierzę! – pisnęła jedna oburzonym tonem.
– Nie rozumiem – jęknęła jakaś, wyraźnie zapłakana dziewczyna. – Sam zaproponował mi randkę i cały wieczór myślałam, że ma na mnie ochotę, a potem, kiedy wyszliśmy z pubu i zaproponowałam mu, żebyśmy poszli do mnie, on po prostu się roześmiał, jakbym powiedziała coś bardzo zabawnego – chlipała cicho. – Potem powiedział mi, że nie lubi blondynek, odwrócił się i odszedł, a ja stałam jak głupia na środku chodnika.
– Nie martw się kochana, trafiłaś na jakiegoś skończonego kretyna – odezwał się trzeci, pocieszający głos, ale Jagoda już nie słuchała.
Po cichu wyśliznęła się przez drzwi toalety. W zapłakanej dziewczynie rozpoznała Anię, blondynkę, z którą tego wieczoru w pubie pojawił się Denis.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
W niedzielę rano, Jagoda wyszła do parku z Bianką, maltańczykiem, ukochanym psem swojej mamy. Dziewczyna mieszkała jedynie z nią, a że jej matka była kobietą biznesu, często wyjeżdżała na różnego rodzaju delegacje, zostawiając córkę jedynie w towarzystwie małego, śnieżnobiałego psa. Jagodzie to jednak nie przeszkadzało, zwyczajnie zdążyła się już do tego przyzwyczaić, poza tym, w razie czego, zawsze mogła odwiedzić swoją mieszkającą na przedmieściach babcię. Tego dnia jednak nie miała ochoty na żadne spacery. Był pochmurny, chłodny dzień, a na dodatek co chwilę mżyło. Miała nadzieję, że Bianka szybko załatwi swoje potrzeby i będą mogły wrócić do ciepłego, suchego domu. W parku nie było żadnych ludzi. Nikomu nie kwapiło się bez potrzeby wychodzić z domu, w taką paskudną, dżdżystą pogodę. Jagoda spuściła psa ze smyczy, w pośpiechu mijając plac zabaw. Przystanęła zdziwiona, zauważywszy skuloną na huśtawce postać.
– Co tu robisz? – spytała podchodząc, do zupełnie przemoczonego, smętnie wyglądającego Denisa.
Podniósł wzrok. Spojrzał na nią ponuro. Później w jego bursztynowych oczach pojawiły się psotne iskierki.
– Przyszedłem się pohuśtać – odpowiedział lakonicznie.
Przez twarz Jagody przebiegł grymas złości.
– Ty skończony idioto! – krzyknęła. – Ledwo co wyzdrowiałeś! Chcesz się nabawić zapalenia płuc? Jest zimno, a ty jesteś cały przemoczony! Natychmiast wstawaj! Idziemy do mnie się wysuszyć!
Chłopak pojrzał na nią dziwnie, odrobinę zmieszanym wzrokiem, ale posłuchał. Szli szybkim krokiem, nie zatrzymując się i nie rozmawiając po drodze. Stanęli dopiero pod drzwiami mieszkania Jagody. Denis chwycił ją za ramię i odwrócił w swoją stronę.
– Siedziałem tam, bo chciałem cię zobaczyć – powiedział cicho, patrząc jej w oczy.
Wyrwała mu się, odwróciła do niego tyłem i otworzyła drzwi, zupełnie ignorując to co powiedział. Zdjęła buty i pobiegła przynieść mu czysty ręcznik. Potem zostawiła go w łazience, sama znikając w kuchni, żeby zaparzyć ciepłej herbaty.