Rozdział 2 – Pamiętnik Królowej Lodu
by Vicky
Kiedy weszliśmy do domu, Daniel potrzebował tylko chwili, żeby się rozluźnić i znów być zupełnie sobą. Moja mama jak zwykle pracowała do późna, więc nikogo nie było. Odgrzałam dla nas obiad i bez pytania postawiłam przed chłopakiem wypakowany po brzegi talerz. Domowy posiłek, u niego takich luksusów nie było, więc nigdy nimi nie gardził. Ogólnie rodzinę Daniela ciężko było uznać za zwyczajną. Jego matka wyjechała pracować za granicą, żeby pospłacać zaciągnięte przez męża długi. Ojca chłopaka prawie nigdy nie było w domu, a jeżeli wracał to zazwyczaj kompletnie pijany. Wiedziałam, że kiedyś, jak Daniel był mały, życie rodzinne wyglądało u nich zupełnie inaczej. Dopiero kilka lat temu wszystko się tak paskudnie posypało. On jednak nigdy o tym nie wspominał, a ja nie zamierzałam psuć naszej przyjaźni przez zadawanie zbędnych pytań.
– Widzę, że z Sir Galahadem wszystko układa się po twojej myśli? – zapytał, odsuwając od siebie pusty talerz.
– Nie do końca – odpowiedziałam uśmiechając się do niego ponuro, wiedziałam, że musiał słyszeć chodzące po szkole plotki i tylko mnie podpuszcza. – Ale od czego mam ciebie – dodałam podejmując jego grę.
– Tak? A czego ode mnie chcesz? – spytał rozbawiony.
Lubił moje intrygi, zwłaszcza kiedy dostawał w nich jakąś czynną rolę.
– Zajmiesz się Karoliną? – poprosiłam.
Skrzywił się nieznacznie.
– Blond Barbie? Nie przepadam za nią… to będzie cie drogo kosztować…
– Doskonale – odpowiedziałam uśmiechając się do niego. – Podaj swoją cenę.
Rozmowę przerwał nam dźwięk przychodzącego smsa. Był od Gabriela. W momencie, w którym chwyciłam telefon, żeby odczytać wiadomość, zobaczyłam urazę w oczach Daniela. Westchnęłam i usiadłam przy nim, tak, żeby też mógł odczytać treść smsa.
„Jutro mam zawody, nie będzie mnie w szkole. Spotkasz się ze mną o 17:00 pod Jedynką?”
Więc chcesz mnie zabrać do klubu? – pomyślałam. Niby był środek tygodnia, ale właściwie czemu nie, i tak za niecały tydzień zaczynały się ferie.
„Dobrze, do zobaczenia jutro w takim razie.” – odpisałam, czując, że naprawdę mam wielką ochotę tam pójść.
– Cenę podam ci później – odpowiedział Daniel z błyskiem w oczach, jakby nigdy sms nie przerwał naszej rozmowy.
18 lutego, wtorek
Po szkole wróciłam do domu w bardzo dobrym humorze. Po prostu nie mogłam doczekać się spotkania z Gabrielem. Nawet ponure milczenie Daniela, nie było w stanie zepsuć mojego nastroju. Ani trochę nie zdziwiło mnie, że chłopak przyszedł do mnie na obiad. Prawie codziennie był moim gościem. Później, z ponurą miną rozłożył się na moim łóżku, a ja zaczęłam staranne przygotowania do randki.
O w pół do piątej zaczęłam zbierać się do wyjścia. Stanęłam zaskoczona, kiedy Daniel zagrodził mi drzwi mojego własnego pokoju.
– Co chcesz? – fuknęłam nieprzyjaźnie martwiąc się, że się przez niego spóźnię.
– Nigdzie nie idziesz – oznajmił spokojnie.
– Odczep się – warknęłam, nie mając ochoty na jego głupie żarty.
Spojrzał mi w oczy. W kącikach jego ust pojawił się ironiczny, arogancki uśmieszek.
– Nie zrozumiałaś. Zostajesz dzisiaj w domu – powiedział stanowczym, niemalże rozkazującym tonem.
– Daniel, o co ci chodzi? – spytałam skonsternowana.
– O nic, po prostu nigdzie nie pójdziesz i już – powiedział utkwiwszy we mnie spojrzenie swoich piwnych oczu.
– Dlaczego?
– Bo ja tak chcę – oznajmił, nie zamierzając nic więcej tłumaczyć.
Znałam ten ton, rozumiałam to spojrzenie. Zapowiadało się na długą kłótnię. Z żalem wyjęłam telefon, chcąc zadzwonić do Gabriela, że jednak nie przyjdę. Daniel wyrwał mi go z ręki. Wyłączył. Spojrzałam na niego oszołomiona.
– Co to ma być? – warknęłam. – Oddawaj mój telefon.
– Nie – odpowiedział po prostu.
Podeszłam do niego, próbując mu go zabrać. Chwycił mnie za ręce, przytrzymując w nadgarstkach. Spróbowałam się wyrwać. Tylko zacisnął mocniej palce. Kopnęłam go i próbowałam ugryźć.
– Daniel, kretynie! Puszczaj mnie! – wrzasnęłam.
– Krzycz, może ci ulży – powiedział rozbawionym tonem.
Dlaczego tak bardzo zależy mu, żebym nie spotkała się z Gabrielem? Walczyłam z nim przez kilkanaście minut. Byłam coraz bardziej wściekła. W pewnym momencie udało mi się wywinąć tak, że drapnęłam go w policzek, pozostawiając nieprzyjemną, zabarwioną krwią kreskę. Wtedy Daniel też się zdenerwował. Odepchnął mnie od siebie. Odskoczyłam na drugi koniec pokoju. Byłam rozczochrana i wkurzona. O co mu do cholery chodzi? Często mieliśmy różne zdania, zdarzało mi się w niego czymś rzucić, albo nawet próbować go uderzyć (nie żeby kiedykolwiek mi się udało)… ale nigdy jeszcze nie rozpętaliśmy między sobą takiej burzy.
Spróbowałam po raz kolejny przedostać się do drzwi. Daniel nie miał najmniejszych oporów, żeby pokazać mi, że jest ode mnie znacznie silniejszy. Chwycił mnie i popchnął na łóżko. To nie miało sensu. Postanowiłam tam zostać. Kiedy zmęczona szarpaniną, z wściekłym warknięciem położyłam się na plecach, on z wyrazem satysfakcji na twarzy usiadł na podłodze, plecami opierając się o drzwi.
Planowałam się do niego nie odzywać, ale nie byłam w stanie znieść panującej w pokoju, pełnej napięcia ciszy.
– Oddasz mi telefon? – spytałam cicho.
– Nie – odpowiedział wpatrując się we mnie uporczywie.
– Dlaczego?
– Bo nie – stwierdził z kąśliwym uśmieszkiem.
– Wytłumacz mi o co ci do cholery chodzi – warknęłam na niego.
Roześmiał się. Dopiął swego, więc przestał się denerwować.
– To proste, powiedziałem, że nie pójdziesz i dotrzymam słowa. Nie muszę ci nic więcej wyjaśniać.
Coraz bardziej zirytowana odwróciłam się do niego tyłem. Chwyciłam leżącą na szafce nocnej książkę i zaczęłam czytać. Ponieważ Daniel milczał, już po jakimś kwadransie udało mi się skupić na tyle, żeby docierała do mnie jej treść. Spędziliśmy w pokoju kilka godzin, dopiero po dziesiątej, kiedy usłyszeliśmy, jak wraca moja mama, Daniel leniwie wstał z podłogi. Przeciągnął się zdrętwiały od długiego siedzenia.
– Dobranoc Vicky – powiedział z kąśliwym uśmiechem, a potem wyszedł z mojego pokoju.
– Hej, a mój telefon? – zawołałam za nim, ale nie dostałam na to pytanie żadnej odpowiedzi.
19 lutego, środa
Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam pod drzewem Daniela, czekającego na mnie, jak gdyby nigdy nic, tam gdzie zwykle. Minęłam go nie odzywając się ani słowem, a on po prostu poszedł za mną. Przed wejściem do szkoły spotkaliśmy Olę. Zaskoczona popatrzyła na moją ponurą minę, a potem odważyła się zerknąć na Daniela.
– Co ci się stało? – spytała współczująco, wskazując cienką, różową kreskę przebiegającą przez jego policzek.
– Kot mnie podrapał – odpowiedział chłopak z nutką sarkazmu w głosie, a potem ignorując nas wszedł do szkoły.
Przez cały dzień próbowałam znaleźć Gabriela. Czułam silną potrzebę wytłumaczenia się przed nim, a nawet nie mogłam skorzystać z własnego telefonu. Najwyraźniej jednak chłopaka nie było dzisiaj w szkole, a ja nie wiedzieć czemu poczułam z tego powodu jakiś dziwny niepokój i pustkę.
20 lutego, czwartek
Przez cały dzień w szkole siedziałam jak na szpilkach. Daniel w dalszym ciągu nie chciał mi oddać telefonu, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. To była nasza prywatna wojna i wiedziałam, że jeżeli kogoś w nią wmieszam już nigdy mogę nie odzyskać przyjaciela.
Tego dnia musiałam zostać dłużej, ponieważ poprawiałam sprawdzian z matmy. Kiedy wreszcie po męczącej godzinie intensywnego wysiłku umysłowego, wyszłam z klasy, zobaczyłam idącego, pustym o tej porze, korytarzem Gabriela. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe, chciałam do niego natychmiast podbiec, a potem zobaczyłam coś jeszcze. Chłopak miał dużego siniaka pod okiem i odrobinę utykał na lewą nogę. Kiedy mnie zobaczył, tylko pokręcił głową, a potem wyminął bez słowa. Stałam przez chwilę jak idiotka, a potem pobiegłam za nim.
– Gabriel! – zawołałam, żeby się wreszcie zatrzymał.
Stanął w miejscu i z niechęcią spojrzał na mnie.
– Co chcesz? – zapytał cicho.
– Ja… – zaczęłam, ale słowa po raz pierwszy w życiu utknęły mi w gardle.
Uśmiechnął się smutno, w jego cudownych, niebieskim oczach widziałam jedynie ból i rozczarowanie.
– Myliłem się, a inni mieli rację – powiedział z wyczuwalnym w głosie żalem. – Jesteś dokładnie taka, jak o tobie mówią Wiktorio.
Potem odwrócił się ode mnie i odszedł pustym korytarzem, a ja już więcej nie próbowałam go zatrzymać.
21 lutego, piątek
Rano wypadłam z domu jak burza, wściekła na cały świat, a zwłaszcza na Daniela. Kiedy tylko doszłam do miejsca, w którym czekał, rzuciłam się na niego z pięściami, nie zwracając uwagi na to, co pomyślą sobie sąsiedzi. Z na wpół rozbawionym, na wpół skonsternowanym wyrazem twarzy chwycił moje nadgarstki.
– Przyniosłem twój telefon – powiedział spokojnie, udając, że nie zauważył mojego wybuchu.
– Jesteś idiotą, skończonym kretynem! – warknęłam na niego. – Wyjaśnij mi co się wydarzyło we wtorek, albo więcej się do ciebie nie odezwę! – zagroziłam dziecinnie, bo nic lepszego nie chciało mi przyjść do głowy.
– Nic co by dotyczyło ciebie – uśmiechnął się ponuro. – Po prostu nie chciałem, żebyś tam wtedy była.
– Więc cokolwiek by to nie było, ty o tym wiedziałeś? – spytałam ciągle wkurzona.
Potwierdził skinieniem głowy.
– Nie przejmuj się tym, to nie twoja sprawa – powiedział poważnie.
Jak to nie moja? Oczywiście, że moja, skoro ty jesteś w to zamieszany kretynie! – chciałam mu wykrzyczeć prosto w twarz. Poza tym nie tylko on był w to zamieszany, ktoś chciał, żeby Gabrielowi stała się krzywda, a to zabolało mnie jeszcze bardziej niż zdrada przyjaciela. W tej chwili uświadomiłam sobie coś jeszcze. Znalazłam odpowiedź na pytanie, dlaczego Gabriel jest na mnie taki zły.
– Kiedy on myśli, że go wystawiłam – jęknęłam cicho.
Twarz Daniela spoważniała.
– Byłby kretynem, gdyby tak uważał – prychnął.
Odwróciłam od chłopaka wzrok wbijając go w ziemię. Skąd niby Gabriel miał wiedzieć, że nigdy, nikomu bym czegoś takiego nie zrobiła?
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Szłyśmy z Olą szkolnym korytarzem, kiedy dopadł nas Tomek, kolega z klasy Gabriela. Był znany z tego, że bardzo lubi imprezować. Nie brakowało mu też śmiałości potrzebnej do poderwania dziewczyny.
– Hej piękne – zaczął wesoło. – Vicky, słyszałem, że znowu jesteś wolna. Może poszłabyś ze mną jutro na domówkę? Będzie dobra zabawa.
Właściwie, czemu nie. Gabriel unikał mnie przez cały dzień, a skoro myślał o mnie w taki sposób, to i tak nie było sensu kontynuowania tej znajomości. Impreza to było coś, czego teraz naprawdę potrzebowałam.
– O której po mnie przyjdziesz? – zapytałam uśmiechając się uroczo.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Kiedy wychodziłam z toalety zobaczyłam znajomą burzę, jasnych włosów. Wycofałam się za drzwi, z uciskiem w żołądku. Nie chciałam po raz drugi zobaczyć tego głębokiego zawodu w bystrych, niebieskich oczach. Słyszałam strzępy rozmowy i głośny śmiech chłopaków. W pewnym momencie dotarła do mnie wymiana zdań, od której zmroziło mnie do szpiku kości.
– I co jaka jest Vicky w łóżku? Tak dobra jak mówią? – roześmiał się chłopak, którego imienia nie znałam.
– Odpuść – usłyszałam cichy głos Gabriela.
– Daj spokój, stary, przecież wszyscy wiedzą, że to zwykła dziwka – wtrącił się stojący z nimi Łukasz.
Z ust Gabriela wydobyło się coś na kształt zwierzęcego warkotu. Rzucił się na kolegę z pięściami. Uspokoił się dopiero po chwili, gdy tamten rozsądnie zaczął unikać jego ciosów. Chwycił go za przód koszuli.
– Nie waż się więcej o niej złego słowa powiedzieć – syknął, a potem odszedł korytarzem zostawiając za sobą tłum zdumionych gapiów.
Usiadłam na podłodze, pod ścianą, z trudem oddychając. Podciągnęłam pod brodę kolana i schowałam twarz w dłoniach. Więc naprawdę tak o mnie myślą? Aż dziwne, że Gabriel nie… ale dlaczego mnie bronił?
22 lutego, sobota
Szumiało mi w głowie. Impreza rozkręciła się prawie na samym początku i teraz trwała w najlepsze. Miałam ochotę tańczyć. Dołączyłam do wirujących na parkiecie dziewczyn. Śmiałyśmy się właściwie z niczego i ze wszystkiego dokoła nas. Kiedy opuszczałam parkiet kręciło mi się w głowie. Podeszłam do niskiego, czarnego stolika i nalałam sobie kolejnego drinka.
– Nie pij już więcej, Vick – usłyszałam jego cichy, melodyjny głos, zanim ujrzałam smukłą, dobrze zbudowaną sylwetkę. To była prośba, nie rozkaz.
Zdziwiło mnie, że w ogóle tu jest. Spojrzałam wyzywająco w jego głębokie jak morska toń, błękitne oczy.
– Odczep się ode mnie – warknęłam wściekła na siebie, że tak bardzo chciałam go posłuchać.
Na jego oczach wypiłam duszkiem kolejną szklankę coli, zmieszanej pół na pół z wódką. W środku poczułam przyjemnie rozlewające się po całym ciele ciepło. Dalej chciało mi się tańczyć. Wygnałam ze swojego umysły pragnienie, żeby to właśnie z nim zatańczyć. Przez rozsuwane drzwi przeszłam do salonu i wyjątkowo zgrabnie jak na tą ilość alkoholu wspięłam się na stół. Zaczęłam niemal erotyczny, uwodzicielski taniec. Skoro mieli mnie za dziwkę, dostaną to czego chcą. Ludzie otoczyli mnie ciasnym kręgiem gwiżdżąc i bijąc brawo. Wzrokiem poszukałam Gabriela, teraz stał bliżej. Nie cieszył się razem z innymi. W jego cudownym, głębokim spojrzeniu widziałam smutek i ból. To sprawiło mi jakąś mroczną, dziwną satysfakcję. To właśnie było to uczucie, które chciałam czuć.
Byłam zbyt pijana, żeby długo utrzymać równowagę. Potknęłam się o własne nogi i spadłam ze stołu. Ktoś jednak złapał mnie zanim zdążyłam dotknąć ziemi. Czyjeś silne ramiona objęły mnie w pasie. Ktoś wyprowadził mnie na dwór. Odgarnął mi z twarzy rozpuszczone włosy.
– Vick, nic ci nie jest? – spytał zatroskanym głosem Gabriel, okrywając mnie płaszczem.
Pokręciłam głową. Nie chciałam, żeby mnie dotykał. Nie jeżeli myślał, że mogłam go w ten sposób wystawić. To było dla mnie zbyt wiele.
– Zostaw mnie – powiedziałam twardo, wyrywając się z jego objęć.
Natychmiast się zachwiałam i pewnie bym upadła, gdyby nie podtrzymał mnie ponownie.
– Usiądźmy – powiedział błagalnie, a ja tylko skinęłam głową.
Było mi niedobrze. Cały świat przestał istnieć, a ja chciałam jedynie położyć się spać. Usiedliśmy na szerokiej, ogrodowej huśtawce. Zwymiotowałam. Chłopak przytrzymał mi włosy, odgarniając je do tyłu.
– Vick, odwiozę cię do domu, dobrze? – powiedział z cichą prośbą Gabriel.
– Nie – jęknęłam – nie do domu.
– Dlaczego nie? Nie możesz tu zostać w tym stanie… – usiadł przy mnie zmartwiony.
– Miałam spać u Tomka – powiedziałam cicho.
Spojrzenie Gabriela natychmiast stwardniało, ale chwilę potem jakby odgonił ponure myśli.
– Poszukam go – powiedział – nie ruszaj się stąd, proszę.
Skinęłam potulnie głową i tak nie ufałam swoim nogom na tyle, żeby wstać. Położyłam się na huśtawce podkulając pod siebie kolana. Cały świat wirował dookoła mnie. Po krótkiej chwili znów pojawił się Gabriel. Stanął przy mnie, zmuszając mnie, żebym usiadła. Spojrzałam na niego pytająco.
– Vick, naprawdę nie możesz wrócić do domu? – zapytał niepewnie. – Tomek nie nadaję się już do życia.
Pokręciłam głową.
– Mamy nie będzie, a ja nie wzięłam klucza – powiedziałam cicho. – Dam sobie radę.
Gabriel uśmiechnął się delikatnie.
– To może przenocujesz u mnie? – to była bardziej prośba niż propozycja.
Spojrzałam na niego zaskoczona. Wzruszyłam ramionami.
– Jak chcesz – odpowiedziałam tylko, zdziwiona jak duży uśmiech ulgi wywołało to na jego przystojnej twarzy.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Gabriel niczego nie pił, więc podjechaliśmy do niego samochodem. Nie było jeszcze późno, dopiero dochodziła północ. Nigdy jeszcze u niego nie byłam. Mieszkał w ładnym, niewielkim domku na obrzeżach miasta. Budynek był zgrabny i praktyczny. Miał pokryte żółtym tynkiem ściany i brązowy dach. Kiedy weszliśmy do środka, a ja niezdarnie starałam się zdjąć buty, w korytarzu pojawiła się złotowłosa kobieta w średnim wieku. Miała na sobie długi niebieski szlafrok. Spojrzała na nas, jakby orientując się w sytuacji, a potem powiedziała, że zaparzy nam w kuchni herbaty. Gabriel uśmiechnął się do niej z wdzięcznością, a potem pomógł mi zdjąć płaszcz.
Poprowadził mnie schodami na górę, do swojego pokoju. Potem zniknął, by po chwili wrócić z gorącą herbatą. Rozejrzałam się po pokoju chłopaka. Był zwyczajny, praktycznie urządzony, bez zbędnych ozdób. Na półkach stały szkolne książki i sportowe trofea Gabriela. Pod jedną ścianą było biurko i szafa, a pod drugą solidne, drewniane łóżko, na którym mnie posadził.
– Twoja mama nie ma nic przeciwko, że przyprowadzasz dziewczyny do domu? – spytałam.
Uśmiechnął się do mnie niepewnie.
– Nie przyprowadzam dziewczyn. Nigdy z żadną nie spotykałem się na tyle długo, żebym zdążył ją przedstawić rodzicom… – oznajmił.
– Chodziło mi o mnie – mruknęłam kładąc się na łóżku, bo świat znowu zaczął wokół mnie wirować.
– To wyjątkowa sytuacja – stwierdził wzruszając ramionami, jakby te słowa miały mi wszystko wyjaśnić.
Nie naciskałam dalej. To nie miało znaczenia. Gabriel otworzył sosnową szafę i wyciągnął z niej karimatę i śpiwór. Zaczął je rozkładać na podłodze.
– Co robisz? – spytałam zdezorientowana.
– To nie duży dom i wszystkie pokoje są zajęte – zaczął się tłumaczyć zawstydzony. – Jeżeli ci to bardzo przeszkadza, to pójdę spać do pokoju brata…
Spojrzałam na niego zaskoczona. Gabriel tak cholernie różnił się od wszystkich chłopaków jakich do tej pory poznałam! Pod każdym względem był inny.
– Myślałam, że mnie przytulisz – powiedziałam cichutko.
Odwróciłam się przodem do ściany, żeby nie musieć patrzeć mu w oczy. Nie wiedziałam jak wytrzymam, jeżeli on także nazwie mnie dziwką.
– Oh! – było jedyną odpowiedzią, jaką otrzymałam od chłopaka.
Zgasło górne światło, a zapaliła się nocna lampka. Po chwili leżał już przy mnie, delikatnie wtulając policzek w moje włosy. Naciągnął na nas leżącą w nogach łóżka kołdrę, a potem otoczył mnie ramieniem. Nienawidziłam tego, że czuję się przy nim jak mała dziewczynka. Leżeliśmy tak przez chwilę wsłuchani we własne oddechy. Walczyłam z pragnieniem, żeby na niego spojrzeć i przegrałam. Odwróciłam się przodem do chłopaka. Zobaczyłam wpatrujące się we mnie intensywnie, niebieskie oczy. Delikatnie, opuszkami palców dotknęłam siniaka, który miał pod lewym okiem.
– Przykro mi z tego powodu – powiedziałam cicho.
Uśmiechnął się do mnie łagodnie.
– Nie przejmuj się tym, to nie twoja wina.
– Jeszcze w czwartek uważałeś, że moja – mruknęłam, nie potrafiąc się powstrzymać od tej ciętej uwagi.
Pokręcił głową. Westchnął.
– Nigdy tak nie uważałem, byłem po prostu zawiedziony, że nie przyszłaś. Pomyślałem, że znalazłaś sobie nową zabawkę.
– Więc czemu teraz sądzisz inaczej? – spytałam mając szczerą nadzieję, że tak jest naprawdę.
Wyglądał na zawstydzonego.
– Daniel złapał mnie w piątek po szkole, powiedział mi czemu wtedy nie przyszłaś. Przepraszam Vicky, źle zrobiłem osądzając cię na podstawie tego, co mówią inni.
– Dlaczego on tak bardzo cię nienawidzi? – cicho zadałam nurtujące mnie natrętnie pytanie.
– Nie powiedział ci? – zdziwił się Gabriel z lekko skonsternowaną miną.
– Nie, oznajmił mi, że jeżeli chcę wiedzieć, mam zapytać ciebie.
– Uderzyłem kiedyś jego ojca – przyznał skruszony.
– Co zrobiłeś? – spytałam zaskoczona, spodziewając się każdej odpowiedzi, ale nie takiej.
– Był pijany, szarpali się na ulicy, uderzył Daniela, a ja uderzyłem jego. Nigdy mi tego nie wybaczył – westchnął cicho.
Przewróciłam się na plecy. O matko! Kolejna wielka tajemnica. Wiedziałam, że ojciec Daniela pije, że robi w domu awantury, że często zdarzało mu się uderzyć syna, ale nigdy nie przypuszczałabym, że wmiesza się w to kiedykolwiek Gabriel. Przez chwilę pożałowałam, że tak dobrze znam swojego przyjaciela.
– Pewnie nie wspomniałeś o tym nikomu, a on nie jest w stanie zrozumieć dlaczego – stwierdziłam cicho.
– Dlaczego miałbym komuś powiedzieć? – spytał zaskoczony samym pomysłem, że mógłby.
Uśmiechnęłam się ponuro. Sir Galahad, idealne określenie Gabriela. Z powrotem odwróciłam się na bok. Chciałam się znaleźć jak najbliżej niego, nawet jeżeli miała to być tylko ta jedna noc. Wyciągnął ramię, żebym mogła położyć na nim głowę. Kiedy to zrobiłam, objął mnie delikatnie i przyciągnął do siebie. Wtuliłam twarz w jego sportową bluzę. Było mi wygodnie i ciepło. W jednej chwili ogarnęła mnie senność. Tak cudownie było leżeć w jego ramionach. Z myślą, że przygarnia mnie do siebie czułym gestem, odpłynęłam w senne marzenia.
23 lutego, niedziela
Kiedy obudziłam się rano, Gabriela przy mnie nie było. Za to na krześle przy biurku wisiał ręcznik i starannie złożony, zdecydowanie za duży na mnie longsleeve. Bez trudu znalazłam łazienkę, bo układ takich domów jest zawsze podobny. Wzięłam szybki prysznic, uznając, że po imprezie naprawdę go potrzebuję. Włożyłam na siebie czystą bluzę i niebieskie jeansy, z ulgą stwierdziwszy, że niczym nie udało mi się ich pobrudzić. Spięłam spinką swoje niesforne, rude loki i zeszłam po schodach na dół.
W całym domu unosił się przyjemny, słodkawy zapach wypieków. Gabriela znalazłam w dużej, ładnie urządzonej, jasnej kuchni. Zdziwiona stwierdziłam, że chłopak robi gofry. Wyszczerzył do mnie zęby w uśmiechu.
– Nie krępuj się – powiedział wesoło – rodziców nie ma w domu, pojechali na zakupy i zabrali ze sobą mojego upiornego, młodszego brata.
– Robisz gofry? – spytałam niedowierzająco odsuwając sobie krzesło i siadając przy dużym, drewnianym stole.
– Aha – ponownie się do mnie uśmiechnął, swoim rozbrajającym, chłopięcym uśmiechem. – Pomyślałem sobie, że będziesz głodna, a to jedyne co potrafię zrobić – przyznał się ze skruchą w głosie.
Nalał mi szklankę soku pomarańczowego, a potem wyłożył na talerz kolejną porcję gofrów. Usiadł przy mnie i jedliśmy wesoło rozmawiając. Były naprawdę przepyszne. Kiedy Gabriel się uśmiechał, w jego oczach widziałam czyste, niczym niezmącone szczęście.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Koło południa odwiózł mnie do domu. Wysiadł z samochodu i odprowadził pod same drzwi. Impulsywnie oplotłam ramionami jego szyję, chciałam go pocałować. Iskierki radości natychmiast zniknęły z jego błękitnych oczu. Odsunął mnie delikatnie od siebie. Poczułam jak do oczu napływają mi łzy. Wstyd palił mnie w gardle żywym ogniem. Czy ja do licha coś źle zrozumiałam? W tym momencie nienawidziłam Gabriela Andrzejewskiego całą swoją niewielką osobą. Gwałtownie otworzyłam wejściowe drzwi i schowałam się w bezpiecznym, pustym domu.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Po szesnastej odwiedził mnie Daniel. Byłam na tyle rozżalona, że już nawet nie potrafiłam być na niego zła. Potrzebowałam go teraz, jak nigdy dotąd. Usiadł wygodnie rozwalony na moim łóżku, a ja zwinęłam się w kłębek z głową na jego kolanach.
– Co się stało? – zapytał w końcu niecierpliwie, nie potrafiąc wytrzymać mojego milczenia.
Opowiedziałam mu wszystko co pamiętałam z imprezy, a potem dodałam wydarzenia z dzisiejszego poranka. Kiedy skończyłam Daniel się śmiał. Było mi wszystko jedno.
– Dlaczego się ze mnie nabijasz? – warknęłam dla porządku.
– Ponieważ myślę, że się zakochałaś – oznajmił poważnym, grobowym głosem, a potem znów wybuchnął śmiechem.
– Świetnie, jesteś cholernie pomocny – jęknęłam, zdając sobie sprawę, że naprawdę lubię Gabriela. Znacznie więcej niż tylko lubię, musiałam przyznać, jeżeli miałam być ze sobą szczera.
Daniel spoważniał.
– Wiesz co, cieszę się, że padło akurat na niego. Sir Galahad jest jednym z nielicznych, z którymi jestem w stanie się tobą podzielić – oznajmił.
– Po pierwsze myślałam, że go nienawidzisz – westchnęłam cicho – a po drugie i tak mnie nie chce, nie słuchałeś co opowiadałam o wydarzeniach z dzisiejszego ranka?
– Słuchałem i widzę je w zupełnie innym świetle – powiedział, a w jego piwnych oczach zatańczyły psotne ogniki. – Poza tym to, że go nie lubię, nie zmienia faktu, że jest porządnym facetem i że mu ufam na tyle, żeby wiedzieć, że nie zrobi ci krzywdy.
– W takim razie co ja mam do cholery zrobić? – jęknęłam zrezygnowana.
– A na co masz ochotę? – zapytał.
– Chciałabym mu wygarnąć, co myślę o nim i o tym jak mnie dzisiaj potraktował – burknęłam.
– Więc zrób to – uśmiechnął się Daniel. – Efekty mogą być naprawdę zaskakujące.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Zadzwoniłam po raz kolejny. Dziesiąty? Dwudziesty? To już naprawdę nie miało znaczenia. Miałam dość tego głuchego telefonu. Dlaczego on do licha nie odbiera? Nie, nie, nie! Nawet jeżeli był na mnie bardzo zły, to nie było do niego podobne. To ja robiłam takie rzeczy innym, nie on! Zwinęłam się w kłębek na łóżku. Może oddzwoni? Tak bardzo tego chciałam! Oczywiście nawrzucałabym mu i zwyzywała od najgorszych padalców, tak jak miałam w zamiarze, ale teraz dałabym wszystko, byleby tylko usłyszeć miękką pieszczotę jego głosu. Łzy same zaczęły mi spływać po policzkach. Nie, proszę, tylko nie to!
24 lutego, poniedziałek
Zaczęły się ferie i nie musiałam iść do szkoły, a po przepłakanej nocy zamierzałam się wyspać. Najwyraźniej jednak los miał inne plany, bo o godzinie dziewiątej obudził mnie dzwonek do drzwi. Włożyłam na siebie ukochany, żółty szlafrok w króliczki i zeszłam otworzyć. Zaskoczona odsunęłam się z przejścia, żeby wpuścić stojącego na ganku Gabriela. Jęknęłam w duchu. Jakkolwiek nie byłabym na niego zła, to piżama i frotowy szlafrok nie były strojem, w którym chciałam, żeby mnie zobaczył.
– O co chodzi? – spytałam kiedy wszedł do środka.
– Dzwoniłaś do mnie… – powiedział cicho, zawstydzony spuszczając wzrok. – Zostawiłem telefon na imprezie, Robert odwiózł mi go dopiero wczoraj po jedenastej… pomyślałem, że już za późno, żeby oddzwaniać.
– I wpadłeś mi to powiedzieć? – spytałam zaskoczona, zapominając, że miałam się na niego gniewać.
– Nie chciałem, żebyś była na mnie za to zła, więc od razu przyszedłem przeprosić – powiedział niepewnie z nutką pokory w głosie.
Doskonale, więc czego ten chłopak ode mnie chciał? Wysyłał tak sprzeczne sygnały, że miałam ochotę na przemian to śmiać się to płakać. Nienawidziłam niejasnych sytuacji. W końcu wybuchłam.
– Gabe, czego ty do licha właściwie ode mnie oczekujesz?
Teraz Gabriel naprawdę się speszył. Spojrzałam w te niebieskie, głębokie oczy i przestałam być pewna czy chcę wysłuchać jego szczerej odpowiedzi.
– Vicky, zostawmy to – wyszeptał błagalnie.
– Nie, nie zostawimy – warknęłam na niego. – Chcę wiedzieć.
– Niczego od ciebie nie oczekuję – powiedział cicho, a ja poczułam jak lodowata ręka ściska mi serce. – Po prostu nigdy nikogo nie lubiłem tak jak ciebie i nie mogę przestać o tobie myśleć – kontynuował przepraszającym tonem, jakby zrobił coś bardzo złego. – Wiem, że teraz chodzisz z Tomkiem i nie chcę się mieszać, ale…
Nie potrafiłam powstrzymać nieartykułowanego parsknięcia, które wydobyło się z mojego gardła. Cholerny Daniel! Skoro wiedział, dlaczego nie mógł mnie o tym uprzedzić?!
– Nigdy nie chodziłam z Tomkiem, nie chodzę i nigdy nie będę – powiedziałam przerywając mu wypowiedź. – Byliśmy razem na imprezie, to wszystko.
– Naprawdę? – zapytał podnosząc na mnie z nadzieją oczy.
Kiedy skinęłam głową na potwierdzenie swoich słów, podszedł do mnie, wziął mnie za ręce, a potem spojrzał na mnie tak, że poczułam się jakbym stała nie w piżamie, a w najpiękniejszej balowej sukni.
– Vick – odezwał się do mnie pewnym głosem, jakby składał mi jakąś obietnicę – przemyślałem to i mogę brać udział w twoich grach, dopóki nikogo nie będą krzywdziły.
Skrzywiłam się na samą myśl o Gabrielu igrającym z ludzkimi uczuciami. Nie, już wiedziałam, że nie tego od niego oczekuję.
– Nie chcę żadnych gier – powiedziałam odważnie patrząc mu w oczy. – Chcę ciebie.
Uśmiechnął się do mnie tym cudownym, chłopięcym uśmiechem, który jeszcze bardziej rozjaśnił jego żywo niebieskie oczy, a potem przyciągnął mnie do siebie i pocałował. O takim właśnie pocałunku marzyłam przez całe życie. Czułym i delikatnym, a jednocześnie namiętnym i pełnym pasji. Jak ja kiedykolwiek mogłam myśleć, że nie wierzę w miłość?
The End