Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Dopiero kiedy zaszło słońce, Victor, z obawą wyszedł z domu. Nie uważał, żeby zostawianie Hanikamiya’i samej było dobrym pomysłem, ale pokazał jej półkę z książkami, nalał kubek wody i przykazał nie dotykać niczego innego. Miał szczerą nadzieję, że dla własnego bezpieczeństwa posłucha, a on sam po zakupach w dalszym ciągu będzie miał dom, do którego mógłby wracać.

    Przez centrum handlowe przebiegł jak burza, kupując tylko to czego najbardziej potrzebował, a potem tak samo zachowywał się w supermarkecie z trudem powstrzymując się od warczenia na stojących przed nim w kolejce ludzi.

    Kiedy wreszcie wrócił do domu, z ulgą przekonał się, że dziewczyna siedzi na łóżku. Widok jednak był dziwny, ponieważ otaczało ją morze książek, a ona sama miała mocno skonsternowaną, nieszczęśliwą minę. Kiedy tylko wszedł do pokoju, natychmiast podniosła na niego wzrok.

    – Victor, co to za znaczki? – zapytała z urazą. – Nie masz normalnie pisanych książek?

    – Nie znasz alfabetu łacińskiego? – zdziwił się chłopak.

    Pokręciła głową, a w jej oczach zalśniły łzy. Ten świat był koszmarny! Nie potrafiła w nim nawet czytać.

    – Nauczę cię, jeżeli chcesz – westchnął.

    Oczy dziewczyny natychmiast się rozpromieniły. Victor otworzył laptopa, podczas gdy Miya zaglądała mu ciekawie przez ramię. Napisał w edytorze tekstowym duże i małe litery, a potem wydrukował kartkę. Dał zafascynowanej dziewczynie ołówek i kazał podpisywać dźwięki własnym alfabetem. Zdumiony patrzył na znaczki, które stawiała. Przypominały hieroglify, ale nie były pismem obrazkowym. Co jakiś czas odrywała ołówek od papieru, skonsternowana mówiąc, że taki dźwięk wcale nie istnieje. W końcu, po godzinie pracy, wspólnie opracowali alfabet składający się zarówno z pojedynczych głosek jak i sylab. Victor uznał, że to powinno wystarczyć, żeby nauczyła się czytać.

    Rozejrzał się po pokoju w poszukiwaniu jakiejś prostej książki. Syknął wkurzony, kiedy jego wzrok padł na zakupy, które zostawił w korytarzu. Zupełnie o nich zapomniał i teraz z pełnej mrożonek siatki wylewała się kałuża wody. Piekielne warzywa! Przestraszona jego nagłym gniewem dziewczyna natychmiast się odsunęła.

    – Przepraszam – mruknął zawstydzony i odprowadzany pytającym spojrzeniem czerwonych oczu poszedł rozpakować zakupy.

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~ 

    Dom Victora wcale nie był duży. Właściwie jego parter składał się z pokoju, w którym spał, wąskiego korytarza, łazienki z wanną i kuchni. Było jeszcze kompletnie zagracone i nie nadające się do zamieszkania drugie piętro, na które prowadziły załamujące się w wielu miejscach, drewniane schody. Chłopakowi do egzystencji nie było zbyt wiele potrzeba. Wystarczyło mu to, że wszystkie okna zasłaniają ciemne rolety i w dzień nie przeszkadza mu słońce. 

    Ponieważ od dwóch nocy Miya zajmowała jego łóżko, on sam musiał zadowolić się podłogą. Po kolejnym śnie na twardej, pokrytej historycznym, drewnianym parkietem podłodze, poważnie zaczął się zastanawiać, dlaczego nigdy nie pomyślał o kupnie kanapy. Obudził się koło południa, czyli znacznie wcześniej niż zwykle. Z racji, że światło dzienne było dla niego bardzo dokuczliwe, Victor był przyzwyczajony do nocnego trybu życia. Jego dzień zaczynał się wraz zachodem słońca.

    Usiadł, zaspany przecierając oczy. Dziewczyny nie było już w łóżku. Przeciągnął się i wstał. To samo uczucie, które skłoniło go, żeby jej pomóc, kiedy leżała w parku, dało o sobie znać i zaczął się o nią niepokoić. Najwyraźniej pochodziła z jakiegoś niezwykłego, odległego miejsca, ponieważ tutaj wszystko było dla niej dziwne i nowe. Bał się, że Miya zrobi sobie przez przypadek krzywdę.

    Znalazł dziewczynę w kuchni. Na jego widok uśmiechnęła się promiennie. Zamrugał ze zdumienia patrząc na przygotowane, pięknie podane śniadanie, potem na blachę pełną surowego ciasta.

    – Dobrze, że wstałeś – odezwała się wesoło. – Nie mogłam znaleźć pieca. Czy w ogóle jest w tej kuchni?

    Chłopak nie potrafił się nie uśmiechnąć. Kolejne pół godziny spędził na pokazywaniu zaciekawionej Miya’i jak działa elektryczna kuchenka. 

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~ 

    Słońce zbliżało się ku zachodowi. Jesień w tym roku była naprawdę piękna. Hanikamiya siedziała na szerokim parapecie kuchennego okna, z zachwytem w oczach przyglądając się barwnemu niebu. 

    – Lubisz słońce? – spytał odrobinę rozżalonym głosem Victor, podchodząc bliżej do dziewczyny. 

    – Kocham – odparła szczerze, a chłopak jeszcze bardziej posmutniał – ale nie mogę na nim przebywać – westchnęła. – Parzy moją skórę. Ty go chyba nie lubisz? – zapytała odwracając wzrok od okna i wpatrując się w niego zaciekawiona.

    – Nie przepadam – przyznał szczerze. 

    Nie chciał jej mówić, że przebywanie w świetle dnia sprawia mu ból, że bardzo go osłabia. Jeszcze nie teraz. Dlatego pracował dorywczo pisząc do gazet artykuły i felietony. To mógł równie dobrze robić po nocy. Nie zarabiał na tym dużo, ale na życie spokojnie wystarczało.

    – Victor… – zaczęła cicho dziewczyna, wpatrując się w niego intensywnie. – Czy teraz ci się bardziej podobam?

    Rozbroiło go to szczere, dziecięco naiwne pytanie. Cała jej osoba była urokliwa i w dziwny sposób ujmująca. Popołudnie spędzili na upodabnianiu dziewczyny do ludzi, żeby mogła poruszać się po mieście, nie przyciągając ciekawskich, niechcianych spojrzeń. Jej włosy, wcześniej białe, były teraz hebanowo czarne. Makowo czerwone oczy po założeniu niebieskich soczewek stały się cudownie fioletowe. Delikatna dziewczyna o porcelanowej cerze, na pierwszy rzut oka, przywodziła swoim wyglądem na myśl Królewnę Śnieżkę. Miała na sobie fioletowe getry w gwiazdki, bo tylko takie udało mu się dostać w supermarkecie, i szary, za duży, zakrywający biodra sweter. Nawet w tym stroju wyglądała jak gwiazda.   

    – Nie – stwierdził dobitnie chłopak i wiedział, że mówi zupełnie szczerze. – Zrozum, nie zrobiliśmy tego dla mojego widzimisię. To takie jakby przebranie… Żebyś nie zwracała na siebie niepotrzebnej uwagi. Nie martw się, tą farbę da się zmyć i twoje włosy znów będą takie jak przedtem.

    Uśmiechnęła się do niego, jakby uspokojona. Zwinnie zsunęła się z parapetu.

    – Idziemy? – zapytała. – Myślę, że jestem gotowa.

    Victor przełknął zbierającą się w ustach ślinę. Musiał zabrać ją do miasta, pokazać jak najwięcej się da, kupić jakieś normalne ubrania, ale wcale nie był pewien czy on jest na to przeżycie gotowy.

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~ 

      Kiedy wyszli na dwór, złote słońce schowało się już za horyzontem. Ponieważ jesienią znikało dość szybko, nie było jeszcze zbyt późno. Dochodziła dopiero godzina siedemnasta. Hanikamiya, otulona skórzaną kurtką Victora, wyszła przed dom. Rozejrzała się z zainteresowaniem po zachwaszczonym ogrodzie. W pewnej chwili przez rzadko uczęszczaną, wąską uliczkę, przejechał samochód. Dziewczyna podskoczyła. Schowała się za plecami Victora. Przylgnęła do niego przestraszona. Westchnął. Delikatnie objął ją ramieniem.

    – Tym się jeździ – mruknął. – Chodź, pokażę ci nasz.

    Zaprowadził Miyę na tył ogrodu, gdzie znajdował się krzywo wybrukowany podjazd, przez którego kamienie co kilka kroków nieśmiało wystawały małe, zielone chwasty. Ogród także był mocno zaniedbany. Cały, niewielki teren, zajęty był przez gęste chaszcze. Było tu niemal jak w dżungli. Zatrzymali się przy starym, ciemnozielonym oplu kombi. Dziewczyna, z nieskrywanym zainteresowaniem oglądała samochód.

    – Jak to działa? – zapytała w końcu.

    Victor westchnął. W dalszym ciągu nie przywykł do ciągłego tłumaczenia. Był bardzo ciekawy, jak w rzeczywistości wygląda jej świat. Przez chwilę zastanawiał się jak w przystępny sposób może wszystko dziewczynie wytłumaczyć. W końcu otworzył drzwi pasażera, zapraszając ją do środka.

    – Najlepiej będzie jak przekonasz się sama – uznał.

    Miya z miną odkrywcy zajęła przedni fotel. Victor zapiął jej pasy i usiadł za kierownicą. Ruszyli. Kiedy tylko wyjechali na ulicę i samochód przyspieszył, dziewczyna pisnęła, zamykając oczy.

    – Spokojnie – mruknął chłopak – czego się boisz?

    – Ruszamy się strasznie szybko – szepnęła dziewczyna, wtulając się w fotel.

    Victor spojrzał na nią skonsternowany. Byli w mieście, a mieli jechać do Łodzi. Zastanawiał się, jak dziewczyna zareaguje na jazdę po szosie. 

    – A jak podróżuje się w twoim kraju? – spytał zaciekawiony.

    Hanikamiya przez chwilę popatrzyła na niego z rozmarzoną miną.

    – Głównie latamy – oznajmiła spokojnie, a w jej głosie rozbrzmiewała tęsknota. – Nie mamy poruszających się pomieszczeń…

    – No cóż – westchnął Victor – u nas także się lata, ale, jak to określiłaś „w pomieszczeniach”.

    Po drodze Miya rozglądała się z rosnącym zainteresowaniem. Dziwiło ją niemal wszystko. Chłopak patrzył skonsternowany, jak podskakuje co chwilę, kiedy mija ich jakieś inne auto. Zdał sobie sprawę, jak bardzo czuje się urażony takim brakiem zaufania. Kiedy dojechali na miejsce, strach już zupełnie zniknął z fiołkowych oczu dziewczyny. Zaciekawiona oglądała świat spod burzy hebanowo czarnych włosów. Kiedy wysiedli z samochodu, natychmiast przysunęła się do Victora, jakby szukając u niego ochrony. Chłopak przeczesał palcami kasztanowe włosy, uśmiechnął się do niej zachęcająco. Zaskoczyło go, gdy naturalnym gestem wzięła go za rękę. Kiedy przekraczali przeszklone drzwi galerii handlowej był pewien, że czeka go wieczór pełen dziwnych niespodzianek i nieprzewidywalnych przygód.

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~ 

    Uwieszona ramienia Victora, Hanikamiya rozglądała się z zafascynowaniem różnorodnym, barwnym wystawom sklepów. Chłopak zauważył, że jego towarzyszka drży za każdym razem, kiedy ktoś podchodził do nich zbyt blisko. Wyraźnie bała się ludzi, ale na razie postanowił, że nie będzie jej o to pytał. Weszli do jednego z dużych sklepów z ubraniami. Miya, lekko skonsternowana, przyglądała się wieszakom ze spodniami.

    – Dlaczego oni sprzedają uszkodzoną odzież? – zapytała w końcu nie wytrzymawszy.

    – Jak to uszkodzoną? – zdziwił się Victor.

    – Zobacz – dziewczyna wskazała na jedne z wiszących jeansów – są dziurawe.

    Chłopak roześmiał się zakłopotany.

    – Widzisz, to nie tak, że one są zniszczone. Po prostu taka panuje moda. 

    – I naprawdę ktoś za to płaci? – nie mogła uwierzyć Hanikamiya.

    Nieufnie patrzyła na wieszaki z ubraniami.

    – Niektórzy ludzie to lubią – wzruszył ramionami Victor. – Ty przecież nie musisz w takich chodzić. Chodź – zaproponował, biorąc ją za rękę – wybierzemy ci jakieś inne.

    Obdarzyła go leciutkim uśmiechem i wspólnie zaczęli przeglądać wieszaki z ubraniami. W końcu zdecydowali się na kilka par prostych, niebieskich jeansów, sweterek i bawełniane bluzki. Wybrali też dla Miya’i szary, jesienny płaszcz i wysokie buty. Victor był zadowolony, że przynajmniej to mają z głowy. Musiał przyznać, że w nowym ubraniu dziewczyna prezentowała się fantastycznie. Niechętnie zauważył, jak mężczyźni wlepiają w nią zachłanne spojrzenia. Wiedział, że z tym także będzie musiał coś zrobić. Nie wyobrażał sobie, że mógłby pozwolić na to, żeby ktoś ją skrzywdził, nie kiedy była pod jego opieką.  

    Po zakupach usiedli przy kameralnym stoliku, w znajdującej się na samej górze, galerii handlowej, restauracji. Victor zamówił warzywa i smażony ser, zdecydowanie nie chciał powtórki, z pierwszego posiłku Hanikamiya’i w jego domu. Kiedy kelner przyniósł zamówione dania, dziewczyna przyglądała się im nieufnie. 

    – Coś czego nie jadasz? – spytał zrezygnowane chłopak.

    Siedząca obok Miya spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. Zrobiła zamyśloną minkę, która natychmiast urzekła Victora.

    – Jeszcze nie wiem – oznajmiła poważnie, wracając wzrokiem, do stojącego na stole półmiska.

    Roześmiał się. Wyglądała na nieco urażoną, ale już po chwili zaczęła zasypywać go gradem różnych, zarówno banalnych jak i skomplikowanych czy abstrakcyjnych pytań.

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~ 

    Hanikamiya nie rozumiała dlaczego Victor cały czas się z niej śmieje. Przecież to nie jej wina, że nic nie wiedziała o jego dziwacznym, absurdalnym świecie. Zdawała sobie też jednak sprawę, że gdyby nie on, kompletnie by sobie tutaj nie poradziła. Tu nawet po schodach się nie chodziło, a w dziwaczny sposób zjeżdżało w dół. Kurczowo ścisnęła rękę chłopaka. Victor był w tym dziwacznym otoczeniu jedyną ostoją normalności, jedynym przewodnikiem po świecie tego, co szumnie nazywano techniką, jakiego miała.

    Zjedli w restauracji późny obiad, a potem jej towarzysz oznajmił, że wracają do domu. Była tak zmęczona tym wszystkim, że chętnie przyjęła jego propozycję. Ruchomymi schodami zjechali na sam dół, a później skręcili za róg korytarza, gdzie znajdował się podziemny parking. Byli sami, z rzadka tylko mijali ich obcy ludzie, pospiesznie przechodząc obok. W pewnym momencie dziewczyna zatrzymała się oszołomiona. Z całej siły ścisnęła rękę Victora.

    – Co znowu? – zapytał odrobinę zrezygnowanym, ale jednocześnie rozbawionym tonem.

    Odpowiedziało mu milczenie. Dopiero wtedy Victor zauważył, że podszedł do nich młodzieniec w idealnie skrojonym garniturze z najwyższej półki. Miał hebanowo czarne włosy i arogancki, leniwy uśmiech. Wyglądał niemal jak książę z bajki, mroczny książę. Hanikamiya wyglądała na przerażoną, schowała się za plecami Victora. Wyraźnie czuł jej drobną dłoń, ściskającą jego własną rękę. Nieznajomy podszedł bliżej. Bezpośrednio do nich.

    – Nareszcie cię znalazłem – warknął na spłoszoną dziewczynę, kompletnie ignorując Victora. – Jesteś prawdziwym utrapieniem! Wszędzie cię szukałem! Nie mogłaś zostać tam, gdzie cię wysłałem?!

    Dziewczyna nie odpowiedziała. Patrzyła szeroko otwartymi oczami na nieznajomego, jej zaciśnięte w wąską linię usta drżały.

    – Kim jesteś i czego od niej chcesz? – spytał cichym, wrogim głosem Victor, zupełnie zasłaniając sobą przestraszoną Miya’i. 

    – To nie twoja sprawa – oznajmił nieznajomy, nie zaszczyciwszy rozmówcy nawet pobieżnym spojrzeniem. – Hanikamiya, idziemy – oznajmił rozkazująco.

    Victor chciał coś powiedzieć, ale dziewczyna go ubiegła.

    – Nie! – stwierdziła stanowczo.

    Nieznajomy spojrzał na nią zaskoczony.

    – Jesteś głupsza niż sądziłem – prychnął. – Pójdziesz ze mną czy chcesz czy nie. Ja zawsze dotrzymuję słowa, a częścią umowy było to, że nie pozwolę ci umrzeć.

    – Nigdzie z tobą nie idę – oznajmiła twardo dziewczyna. 

    – Dlaczego? – zapytał rozeźlony.

    – A jak ci się wydaje?! – niemal krzyknęła na niego. – Perfekcyjnie dotrzymałeś swojej części umowy! Zabrałeś mnie stamtąd i nie zrobiłeś nic, kompletnie nic więcej! Mogłeś uratować tych ludzi! Pozwoliłeś, żeby zrobili to wszystko mojej matce, moim siostrom! Jak mogłeś się temu przyglądać?!

    Nieznajomy roześmiał się gorzko.

    – To nie twoja sprawa, co mogłem zrobić, a czego nie. Ciesz się, że dzięki mnie, ciebie to samo nie spotkało. – Obrzucił ją pogardliwym spojrzeniem. – A całkiem  możliwe, że powinno – dodał. – Idziemy! Gwarantuję ci, że za chwilę przestanie być miło.

    Hanikamiya się zawahała. Spojrzała błagalnie na Victora, a potem jakby zrezygnowała. Skuliła się w sobie i puściła rękę chłopaka. Powstrzymał ją, zanim zrobiła choćby jeden krok naprzód.

    – Ona nigdzie nie idzie – oznajmił Victor, wyzywająco patrząc na czarnowłosego młodzieńca.

    Dopiero teraz nieznajomy spojrzał bezpośrednio na niego. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, a potem na twarzy nieznajomego pojawił się cień niepewności, jakby właśnie odkrył, że coś jest zupełnie inne, niż wyglądało na pierwszy rzut oka. 

    – Czy to twoja ostateczna decyzja? – spytał chłodno dziewczyny. 

    Hanikamiya skinęła głową, nie wychylając się zza pleców Victora. 

    – Nie chcę mieć z tobą nic więcej wspólnego – oznajmiła cichutkim, ale pewnym głosem.

    – Pożałujesz tego! Obydwoje tego pożałujecie – syknął, a potem odwrócił się i odszedł korytarzem, w kierunku skąd przyszedł. 

    Nie skręcił jednak za róg, tylko w połowie drogi między nimi, a wyjściem jakby zniknął, rozpływając się w powietrzu. Victor wytrzeszczył oczy, ze zdumienia, potem spojrzał na stojącą za nim Hanikamiya’i. Dziewczyna drżała. Wyglądało na to, że spotkanie i rozmowa z nieznajomym sporo ją kosztowały. Bez namysłu objął ją ramieniem, przytulił do siebie. Stanęła przy nim opierając głowę, o jego ramię. Dłonie zacisnęła kurczowo na jego grafitowej koszuli. Przyszła mu do głowy absurdalna myśl. Ze zdumieniem zdał sobie sprawę, że Miya jest idealnej wysokości, akurat sięgała mu głową do ramienia. Przymknął oczy, pozwalając uspokoić się dziewczynie. Przygarnął ją do siebie mocniej, a ona ufnie do niego przylgnęła.

    – Chodźmy do samochodu – zaproponował po kilku minutach ciszy – zdecydowanie musisz mi wszystko opowiedzieć.

    Miya skinęła głowa. Niechętnie odsunęła się od chłopaka.

    – Dziękuję, Victorze – wyszeptała cicho. 

    Uśmiechnął się do niej łagodnie. Objął ją ramieniem i poprowadził w kierunku stojącego na parkingu samochodu.

    Note