Rozdział 2 – W lustrzanym odbiciu
by Vicky
Powoli zebrałam z piasku pozostawione przez Nicka rzeczy. Starannie złożyłam ręcznik i jego ubrania. Nie spieszyłam się, ponieważ sama przed sobą musiałam przyznać, że boję się spotkania z Oliwerem. Nie byłam niczemu winna, a jednak miałam wyrzuty sumienia. Może dałam Nickowi jakiś sygnał… może mogłam zachować się inaczej… powiedzieć cokolwiek innego. To było teraz nieważne. Znaczenie miało jedynie to, że chłopak, na którym naprawdę mi zależało przez nas cierpiał. W końcu, niechętnie, powlekłam się ku wyjściu z plaży, na którym zniknęli bracia. Było już zupełnie ciemno i las nie wyglądał zbyt zachęcająco. Westchnęłam i zmusiłam się by wejść na wąską ścieżkę. Minęłam rzędy drewnianych ławek. Na jednej ujrzałam ciemną sylwetkę. Chłopak wstał, gdy podeszłam bliżej. Ręce schował w kieszeniach ciemnych dżinsów. Niesforne kosmyki włosów opadały mu niemal na oczy. Moje serce zabiło znacznie szybciej niż bym tego chciała, zakłócając nocną ciszę.
– Czekasz na mnie? – spytałam, starając się nie robić sobie zbyt wielkich nadziei.
– Tak – przyznał. – Czy mogę cię odprowadzić? – niepewnie zadał pytanie.
– Dobrze – mój głos nie był wiele głośniejszy od szeptu.
Szliśmy w milczeniu przez mroczny las, a ja byłam mu naprawdę wdzięczna choćby za samo towarzystwo, a mimo to ogromną przykrość sprawił mi fakt, że mnie nie dotykał. Zatrzymaliśmy się dopiero pod moim apartamentowcem. To był stary budynek, przypominał niemal zamczysko, a jednak wokół niego, wybudowano kilka nowych, utrzymanych w klasycznym, historycznym stylu. Przypomniałam sobie, że jako dziecko, bałam się tu chodzić. Na płocie wówczas wisiała ostrzegawcza tabliczka, z napisem: „Uwaga! Grozi zawaleniem!”. Teraz nic nie pozostało z tamtej ruiny, a ja mieszkałam na poddaszu, w jak mi się wcześniej wydawało, tajemniczej krainie marzeń. Teraz stałam na dworze, wahając się. To był mój azyl, ale wcale nie chciałam tam wchodzić, nie bez Oliwera. Milczenie się przeciągało, aż w końcu się poddałam.
– Dobranoc – wyszeptałam, by móc wreszcie zniknąć w zabytkowym budynku i wtulić w poduszkę pełne łez oczy.
Chwycił mnie za rękę.
– Poczekaj, tylko chwilę – poprosił.
– Może wejdziesz? – zaproponowałam niepewnie.
Skinął głową, jego twarz w białym świetle latarni była blada i smutna. Weszliśmy na górę, by w końcu znaleźć się w moim małym, jednopokojowym mieszkanku na poddaszu. Oliwer stał przez chwilę w progu, jakby się wahając.
– Marika… – zaczął – kocham swojego brata, naprawdę, ale nie zamierzam się z nim dzielić swoją dziewczyną, nie zamierzam się z nim dzielić tobą, więc jeżeli…
Wytrzeszczyłam na niego niedowierzająco oczy.
– Zwariowałeś?! – prychnęłam. – O czym ty w ogóle mówisz? Chciałam go pocieszyć, bo nie mogłam znieść, że się przeze mnie kłócicie, ale na pewno nie w ten sposób. To było nieporozumienie!
W jednej chwili znalazłam się w jego ramionach. Tulił mnie do siebie zaborczo.
– Jestem piekielnie zazdrosny – szepnął w moje włosy. – Wolałbym, żebyś ograniczyła z nim kontakt, przynajmniej na razie.
Skinęłam głową. Obiecałabym mu teraz wszystko, byleby się tylko na mnie nie gniewał.
– Tak właśnie zrobię – oznajmiłam łagodnie.
Jego pełne ulgi, gorące pocałunki były dla mnie wystarczającą nagrodą. Miałam nadzieję, że ta noc już nigdy się nie skończy. Chciałam by trwała wiecznie.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Przyjemnie było wylegiwać się na skąpanej w słońcu plaży. Kiedy przyjechali znajomi bliźniaków, zebrała nas się całkiem spora grupa. Byłam ja, Paulina, Justyna, Majka, ich znajomi, Monika, Piotrek i Damian, oraz oczywiście Oliwer i Nick, który obchodził Justynę szerokim łukiem, mimo, że dziewczyna zaczęła go po prostu ostentacyjnie ignorować. Cieszyła mnie tak duża grupa, a z drugiej strony, brakowało mi czasu spędzanego sam na sam, z moim nowym chłopakiem. Do tego Nick zachowywał się jak gdyby nigdy nic, a nawet gorzej, po prostu otwarcie, zaczął ze mną flirtować i to nie ważne, jak bardzo bym go nie ignorowała. Wiedziałam, że robi to specjalnie. Z jakiejś przyczyny chciał zdenerwować Oliwera i doskonale mu to wychodziło. Nie miałam tylko pojęcia dlaczego. Jeszcze dwa dni wcześniej, to przecież on pobiegł za bratem, przerażony perspektywą kłótni.
– Marika, idziemy popływać? – zaproponowała wesoło Majka.
– Jasne – zadowolona, że ktoś przerwał moje ponure rozmyślania, wstałam z koca.
Powoli zanurzyłyśmy się w chłodnej, morskiej wodzie. Przynajmniej dzień był wyjątkowo upalny i taka ochłoda sprawiała naprawdę dużą przyjemność. Po chwili dołączyła do nas Paulina.
– Ty naprawdę ich rozróżniasz? – spytała zaciekawiona.
Roześmiałam się wesoło. Wszyscy mnie o to wypytywali i nikt nie potrafił uwierzyć. Pływałyśmy przez chwilę, a potem poczułam, jak ktoś chwyta mnie w pasie, oplatając ramionami.
– Hej, Oliwer – ucieszyła się Majka, podpływając do nas.
Zatrzymała się zdezorientowana, kiedy odepchnęłam od siebie chłopaka.
– Prosiłam, żebyś dał mi spokój, Nick – mruknęłam zirytowana.
– Spróbować zawsze warto – wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Chlapnęłam na niego wodą, a po chwili dołączyły do mnie rozbawione dziewczyny. Korzystając z okazji wymknęłam się na brzeg. Oliwer siedział sam, w oddaleniu od innych. Rysował patykiem na piasku faliste wzory. Usiadłam przy nim.
– Coś się stało? – spytałam.
– Nie – mruknął ponuro, nie podnosząc wzroku.
– Chodzi o Nicka, prawda? – westchnęłam cicho.
– Tak – odpowiedział cicho, obejmując mnie ramieniem. – Martwię się. Ostatnio jest jakiś taki… dziwny… Czasami nie wiem co mu chodzi po głowie.
– Nie przejmuj się, przejdzie mu, w końcu jest twoim bratem – uśmiechnęłam się do chłopaka. – Jeżeli chcesz, to mogę z nim porozmawiać…
– Nie! – przerwał mi stanowczo. – Naprawdę zrobię mu krzywdę, jeżeli będzie w dalszym ciągu z tobą flirtował – warknął Oliwer. – Chcę, żeby znowu było jak kiedyś. Bardzo chcę, ale nie twoim kosztem.
Oparłam głowę na jego ramieniu.
– Będzie dobrze – stwierdziłam pocieszająco.
Uśmiechnął się do mnie smutno.
– Mam nadzieję – westchnął, całując moje włosy.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Siedzieliśmy na kocu, kiedy podszedł do nas Nick. Na jego twarzy rozciągał się koci uśmiech. Oliwer spojrzał na niego pytająco.
– Ścigajmy się – zaproponował Nick. – Do łodzi rybackiej i z powrotem – niedbałym gestem wskazał odcinek.
– Nie, dzięki – odpowiedział mu Oliwer.
– Tchórzysz? – zadrwił jego brat. – Zawsze przecież lubiłeś wyzwania. Teraz boisz się konkurencji?
Widziałam, jak chłopak z wściekłości zaciska pięści. W końcu niechętnie wstał.
– Niech ci będzie – mruknął.
Nick uśmiechnął się jeszcze szerzej.
– Oczywiście potrzebna nam jeszcze odpowiednia nagroda – oznajmił. – Niech będzie pocałunek Mariki dla zwycięscy.
Bursztynowe oczy Oliwera zapłonęły.
– Nie ma mowy! – oznajmił wściekle.
– Więc jesteś przekonany, że przegrasz? – roześmiał się Nick.
– Nie przegram – odpowiedział chłodno chłopak.
– Więc jak?
– Zgoda.
– 3…
– Ej, a ja nie mam nic do powiedzenia? – spytałam obserwując ich uważnie.
– 2…
Zupełnie mnie zignorowali.
– 1… Start!
Popędzili przed siebie. Biegli łeb w łeb. Tuż przed samą łodzią, Nick odepchnął Oliwera i chłopak został kawałek w tyle. Kiedy wrócili, niemal doganiał brata.
– Wygrałem – uśmiechnął się promiennie Nick.
– Oszukiwałeś – warknął Oliwer.
– Wcale nie!
Miałam ich dość. Zachowywali się gorzej niż dzieci. Chciałam, żeby to się skończyło. Wstałam, wspięłam się lekko na palce i delikatnie pocałowałam Nicka w policzek. Dopiero wtedy Oliwer się nieco odprężył.
– Ej! Nie tak to miało wyglądać – zaprotestował Nick, przyciągając mnie do siebie.
Pocałował mnie mocno w usta i nie przerywał, dopóki Oliwer go nie odepchnął. Wtedy roześmiał się i odszedł. Widziałam, że chłopak ledwo nad sobą panuje.
– Przepraszam za niego – wyszeptał.
Wsunęłam dłoń w jego rękę. Nie miałam pojęcia co powiedzieć. Nie chciałam, żeby się kłócili, a jednocześnie nie wiedziałam, jak można by ich relacje naprawić.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Dni spędzane z Oliwerem były cudowne, to znaczy, tak długo, jak długo nie było w pobliżu Nicka. Bo kiedy tylko ten się pojawiał, natychmiast Oliwerowi psuł się humor. Tak jak się umówiliśmy tego ranka, szłam w kierunku plaży. To miało być nasze pożegnanie, przynajmniej na razie. Wszyscy wracali do Trójmiasta, a ja znowu zostawałam sama. Wiedziałam, że będę tęskniła za koleżankami, za Nickiem i przede wszystkim za Oliwerem, z którym zobaczyć miałam się dopiero w najbliższy weekend. Ponieważ była dopiero niedziela, nie miałam pojęcia jak widując go do tej pory każdego dnia, wytrzymam bez niego niemalże cały tydzień. Przed zejściem na plażę była zastawiona drewnianymi ławkami alejka. Z przyzwyczajenia zerknęłam w tamtą stronę. Moją twarz natychmiast rozjaśnił uśmiech. Nick stał pod jednym z domków ratowników, tuląc w ramionach wysoką, ładnie opaloną blondynkę. Mówił coś do niej przyciszonym głosem. Miałam nadzieję, że to oznacza koniec naszych problemów…
– Przykro mi – usłyszałam za sobą znajomy głos, który spowodował, że po plecach przeszły mi ciarki. – Nie powinnaś dowiadywać się o tym w taki sposób.
Jego ręka znalazła się na moim ramieniu. Nick… nie! Jak to możliwe, jeżeli on był tutaj, to znaczyło, że tam musiał być… Gwałtownie odwróciłam się ku niemu.
– Kto to jest? – zapytałam przerażona.
Czułam, jak rozpadam się na miliony drobnych kawałków. Nie pamiętałam, żeby coś, kiedykolwiek, tak bardzo mnie bolało. Nick skrzywił się nieznacznie.
– To jego dawna miłość – wyjaśnił niechętnie. – Przyjechała na jeden dzień, żeby się z nami zabrać z powrotem. I, jak widać, coś znowu między nimi zaiskrzyło…
– Tak, jak widać… – powtórzyłam za nim mechanicznie, czując jak do oczu napływają mi niechciane łzy.
Masochistycznie obserwowałam jak Oliwer delikatnie gładzi włosy blondynki. Zupełnie tak, jak jeszcze poprzedniego dnia, gładził moje włosy. Nie byłam w stanie dłużej tego znieść. Odepchnęłam od siebie Nicka i pobiegłam w stronę lasu. Moim jedynym pragnieniem było znaleźć się jak najdalej stąd.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Do domu odważyłam się wrócić dopiero pod wieczór. Kiedy zbliżałam się do budynku, w którym mieszkałam, zobaczyłam siedzącą na ławce sylwetkę. Moje serce zabiło jak oszalałe. To niemożliwe. Przecież już dawno wyjechali. To nie mógł być Oliwer! Gdy tylko mnie zobaczył, podszedł do mnie i już wiedziałam, że osobą, która na mnie czeka, jest Nick. Wyjął z uszu słuchawki od Ipoda.
– Co tu robisz? – spytałam ostrzej niż zamierzałam.
Skrzywił się nieznacznie.
– Martwiłem się czy wszystko u ciebie ok. – mruknął przepraszająco.
– Tak, jasne, wszystko w jak najlepszym porządku.
Nie odpowiedział, a zamiast tego, nieproszony, poszedł za mną do mojego mieszkania. Spojrzałam na telefon, który zostawiłam na nocnej szafce. Moje serce na chwilę zamarło. Dwadzieścia nieodebranych połączeń od Oliwera. Nick bez pytania walnął się na moje łóżko. Wyciągnął rękę z telefonem.
– Przykro mi, to tylko ja. Jak już mówiłem, martwiłem się o ciebie, a ten idiota pomylił się i zabrał moją komórkę.
– Pojechał? – zapytałam cicho.
– Tak – odpowiedział niechętnie. – Po południu.
– Mówił coś?
– Szukał cię – westchnął Nick. Jego ton był przepraszający. – Chciał z tobą zerwać, wiesz mój brat jest porządny, nie należy do facetów, którzy zostawiają dziewczyny przez smsa czy nawet telefonicznie. To raczej moja działka – uśmiechnął się krzywo.
Usiadłam przy nim na łóżku.
– Ale mimo wszystko pojechał?
To dziwne, znałam Oliwera tak krótko, a już udało mu się zawalić cały mój świat.
– Powiedziałem mu, że ich widziałaś, mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe – przyznał. – Chyba uznał, że nie chcesz go póki co oglądać. Wiesz, jest mu bardzo głupio wobec ciebie.
– I słusznie – mruknęłam, z trudem powstrzymując się od płaczu.
Byłam pewna, że wszystkie łzy wypłakałam podczas spaceru po lesie, ale jednak okazuje się, że zostało ich jeszcze całe morze.
– Naprawdę bardzo mi przykro, Marika, mój brat to dupek.
Uśmiechnęłam się do niego blado. Położyłam się obok niego, podpierając się na łokciu.
– A ty? – spytałam. – Czemu tu jeszcze jesteś?
– Wolałbym nie mówić… – mruknął, odwracając wzrok.
– Nick! – fuknęłam na niego.
W jego bursztynowych oczach pojawiły się wesołe ogniki, kiedy znów na mnie spojrzał.
– Mam wszystko pozaliczane na uczelni, więc zostaję jeszcze na dwa tygodnie – wyznał.
– Dlaczego? – byłam naprawdę zaskoczona.
Sprawiał wrażenie zmieszanego.
– Martwiłem się o ciebie…
– To chyba nie powód? – spytałam czując, jak w moim wnętrzu rozlewa się nieco przyjemnego ciepła.
Uśmiechnął się łobuzersko.
– Ależ gwarantuję ci, że w życiu nie znalazłbym lepszego.
Nie mogłam się nie roześmiać. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił, a ja zasnęłam w jego ramionach, nie uroniwszy tego dnia ani jednej więcej łzy.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Wieczór był bardzo przyjemny. Po całym dniu namawiania, dałam się wreszcie wyciągnąć Nickowi na nocny spacer po plaży. Głęboko w środku czułam nieznośny ból. Przecież wszystko układało się tak cudownie… W pewnym momencie chłopak się zatrzymał. Zrzucił z siebie bluzę.
– Co robisz? – spytałam zaciekawiona.
Uśmiechnął się w ciemności. Plaża była zupełnie pusta.
– Idę popływać – oznajmił beztrosko.
– Zwariowałeś! – stwierdziłam szczerze.
Roześmiał się.
– Być może. Idziesz ze mną?
– Przecież ta woda musi być lodowata! – zwróciłam mu uwagę.
– No i co z tego?
Teraz ściągnął również spodnie. Westchnęłam.
– No chodź! – zaproponował po raz kolejny. – Będzie fajnie. Wieczorem woda jest cieplejsza niż w dzień.
Właściwie czemu nie? Powietrze było naprawdę przyjemne. Trzymane w ręce buty upuściłam na piasek. Ściągnęłam z siebie bluzkę i dżinsy. Nick ujął moją dłoń i razem weszliśmy do chłodnej wody. W pierwszym momencie było mi naprawdę zimno, ale już po chwili poczułam, jak fale przyjemnie obmywają moje stopy. Z chęcią zanurzałam się głębiej. Kiedy Nick znienacka wziął mnie na ręce, odruchowo zaczęłam piszczeć. Rozbawiony szedł ze mną coraz dalej.
– Nie, nie! Nie zrobisz mi tego! – protestowałam.
– Chcesz się założyć? – zamruczał.
Kiedy zanurzył mnie w wodzie, zaczęłam na niego chlapać. Później, gdy już zupełnie przemarzliśmy, siedzieliśmy na piasku, w świetle księżyca. Otulił mnie swoją czarną bluzą, rozmawialiśmy, śmiejąc się bez powodu z różnych rzeczy. Byłam naprawdę zadowolona, że udało mu się namówić mnie na wyjście. Zdałam sobie sprawę, że przez cały ten czas, ani przez chwilę nie myślałam o Oliwerze.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Jaka ja byłam głupia! Jak po tak krótkim czasie mogłam myśleć, że to coś poważnego? Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Rozpamiętywałam każdy jego dotyk, pocałunek. Nie miał nawet na tyle odwagi, żeby do mnie zadzwonić. Czemu załatwił to po prostu przez brata? Był już piątek, a to znaczyło, że Oliwer ignorował mnie już piąty dzień, a mnie to w dalszym ciągu piekielnie bolało. Jedyne chwile, w których czułam się nieco szczęśliwsza, to te spędzane z Nickiem. Na szczęście ich było wiele, bo nawet kiedy nie chciałam jego towarzystwa, chłopak po prostu sam się wpraszał. Rozumieliśmy się doskonale. Chciałam się z nim spotykać, a jednocześnie wiedziałam, że nie powinnam, ponieważ Nick nie traktował tego tak samo jak ja. Powoli stawał się moim przyjacielem i… nikim więcej. Mimo, że wyglądał dokładnie tak, jak jego brat, to jednak, jak bardzo by się nie starał, nie był Oliwerem.
– Hej – stanął w moich drzwiach, na powitanie obdarzając mnie czarującym uśmiechem.
– Cześć – z wysiłkiem odpowiedziałam mu uśmiechem.
– Idziemy?
– Jasne – chwyciłam na wszelki wypadek kurtkę i razem wyszliśmy z domu.
Zaprosił mnie na imprezę. Na plaży. Taką samą, na jakiej poznałam Oliwera. Teraz, te cudowne wspomnienia, były aż nazbyt bolesne. Nie chciałam tam iść, a jednak, nie odmówiłam.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Czułam się już nieco pijana. Alkohol przyjemnie szumiał mi w głowie. Stałam tyłem do Nicka, plecami opierając się o jego tors, a on obejmował mnie w talii. Właściwie nawet nie tańczyliśmy. Po prostu kołysaliśmy się w takt muzyki. Byłam dziwnie rozluźniona i miałam ochotę się bawić. Jednocześnie zrobiło mi się gorąco. Nieznośnie gorąco.
– Masz ochotę się przewietrzyć? – zapytał chłopak, jakby czytając mi w myślach.
– Tak – mój głos był dziwnie cichy i obcy.
– Chodź – objął mnie i wyprowadził na plażę.
Kiedy znaleźliśmy się za namiotem, dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że Nick mnie całuje. Poczułam jego dłonie na nagiej skórze, pod koszulką. Kręciło mi się w głowie. Coś było nie tak, ale nie potrafiłam przypomnieć sobie co.
– Nick… – zaprotestowałam nieśmiało, znowu nie potrafiąc rozpoznać własnego głosu.
– Cii… – uciszył mnie najpierw słowami, a potem znowu pocałunkiem.
Od morza wiał chłodny wiatr i zdawało mi się, że nie powinno być tak gorąco. Na swoich odsłoniętych ramionach widziałam gęsią skórkę. Ugięły się pode mną nogi, ale on przytrzymał mnie mocno.
– Obejmij mnie za szyję – polecił, a ja, bezwiednie, posłuchałam.
Jego pocałunki stały się bardziej natarczywe, zachłanne. Teraz całował już nie tylko moje usta, ale również szczękę, szyję. Moje plecy wygięły się w łuk, jęknęłam, kiedy przygryzł płatek mojego ucha. Zaczął mnie dokądś prowadzić, ale ja już zupełnie straciłam orientację. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się, a ja nie miałam pojęcia dlaczego. Otworzyłam oczy. Nawet nie wiedziałam, że do tej pory były zamknięte. Napotkałam wściekłe spojrzenie bursztynowych oczu, które już po chwili zmieniło się w zatroskane, a potem przerażone.
– Nick, coś ty jej do cholery zrobił? – usłyszałam ociekający złością, zaniepokojony głos Oliwera.
– Nie twoja sprawa – odpowiedział tamten drwiąco, próbując go wyminąć, jednocześnie nie wypuszczając mnie z objęć.
– Marika – szepnął chłopak, a ja spojrzałam na niego nieprzytomnym wzrokiem.
Wyciągnął do mnie rękę, ale Nick zasłonił mnie sobą.
– Co ty tu w ogóle robisz? – spytał ostro. – Nie miałeś być w Krakowie? Na pogrzebie?
– Pogrzeb był wczoraj – rzucił sucho Oliwer – wsiadłem w nocny pociąg, żeby jak najszybciej tu być. Co jej jest?
– Za dużo wypiła – stwierdził obojętnie Nick i znów przytrzymał mnie stanowczo, kiedy się zachwiałam. – I nie chce cię widzieć, więc zejdź mi z drogi.
Oliwer zacisnął szczękę. Chłodno spojrzał na brata.
– Nie, dopóki z nią nie porozmawiam – oznajmił stanowczo.
– Ona nie chce z tobą rozmawiać! – odpowiedział Nick ze złością.
– Marika? – wypowiedział moje imię Oliwer coraz bardziej zaniepokojony, podchodząc bliżej.
Przed oczami widziałam teraz jedynie przesuwające się mroczki. Zgięłam się wpół i zwymiotowałam. Nick zaklął, odsuwając się ode mnie. Poczułam łagodny dotyk Oliwera. Drżałam, kiedy wziął mnie w ramiona, a potem, po prostu odpłynęłam w ciemność.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Otworzyłam oczy. Leżałam na łóżku, otulona kołdrą. Miałam na sobie jakiegoś za dużego T-shirta. Bolała mnie głowa, a stłumione światło nocnej lampki wydawało się zbyt jasne. Oliwer i Nick stali przy drzwiach. Rozmawiali przyciszonymi głosami, a raczej z tonu wnioskowałam, że o coś się kłócili. Zaczęły do mnie docierać pojedyncze słowa, a potem całe wypowiedzi.
– Kluczyki od auta! – zażądał Oliwer.
– Co chcesz zrobić? – Nick sprawiał wrażenie zaniepokojonego.
– Trzeba ją zawieść na pogotowie – wyraźnie z trudem panował nad swoją wściekłością Oliwer.
– Nie możesz! – zaprotestował Nick.
Oliwer chwycił go za ramiona, potrząsnął nim.
– Co jej podałeś do cholery?!
Nick skrzywił się. Spuścił wzrok.
– Ekstazy – mruknął – ale to nie powinno tak działać, ona…
– Ekstazy?! – przerwał mu Oliwer, wyraźnie już nie panując nad własnym głosem. – Ty debilu!
– Nie chciałem jej zrobić krzywdy – Nick był wyraźnie zmieszany – ona miała być…
– W euforii i pobudzona seksualnie?! – warknął Oliwer. – Do diabła, nie jesteś moim bratem! Ja nie mam brata!
– Ja naprawdę nie zamierzałem… – próbował tłumaczyć się Nick, ale Oliwer już go nie słuchał.
Zauważył, że się obudziłam. Usiadł przy mnie na łóżku. Delikatnym gestem dotknął mojego czoła.
– Jak się czujesz? Coś cię boli? – zapytał łagodnie.
– Głowa – mruknęłam, zwijając się w ciaśniejszy kłębek.
Podsunął mi szklankę z wodą.
– Wypij – poprosił.
Przecząco pokręciłam głową.
– Jak to wypiję, będę wymiotowała.
– To dobrze – westchnął – im więcej tego z siebie wyrzucisz tym lepiej.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Na przemian to zasypiałam to się budziłam. Głowa nie przestawała mnie boleć, zbierało mi się na mdłości, a moje serce biło jak oszalałe. Jedynym co mnie uspakajało, była ciągła obecność Oliwera, który, gdy tylko otwierałam oczy, znajdował się obok i z troską pytał jak się czuję oraz czy czegoś nie potrzebuję. Czułam się podle, a moje myśli ciągle wracały do Nicka, tego, w jaki sposób chciał mnie wykorzystać oraz dziewczyny Oliwera. Życie było podłe, a cała sytuacja nie mieściła mi się w głowie. W końcu rozbudziłam się na tyle, że mimo skołowania, nie potrafiłam już po raz kolejny zasnąć.
– Która godzina? – zapytałam niepewnie.
– Jest po szesnastej – odpowiedział Oliwer, przyglądając mi się z tą samą czułą troską w bursztynowych oczach.
– Gdzie Nick? – zadałam kolejne pytanie.
Na przystojnej twarzy chłopaka pojawił się cień bólu.
– Chyba pojechał do domu… – mruknął niewyraźnie. – Chciałaś się z nim zobaczyć?
Przecząco pokręciłam głową.
– Bardzo nie chciałabym go widzieć – wyznałam. – Czemu tu jesteś?
W oczach Oliwera pojawiło się coś na kształt ulgi. Usiadł na łóżku, a ja podniosłam się, opierając o poduszki. Chciałam wstać, umyć się i ubrać, ale nie byłam pewna czy nie przeszkodzą mi w tym zawroty głowy.
– Kiedy Nick do mnie zadzwonił, powiedzieć, że jesteście razem i nie chcesz mnie widzieć, zwyczajnie mu nie uwierzyłem – mruknął, spuszczając wzrok. – Nie mogłem jednak wrócić i nie miałem twojego numeru, bo bardzo wygodnie podmienił nasze komórki. To były dwa najgorsze dni, jakie kiedykolwiek przeżyłem – wyznał. – Wsiadłem więc w pociąg zaraz po pogrzebie, ale i tak dojechałem bardzo późno, bo wcześniej nie było żadnych połączeń.
– Jakim pogrzebie? – zapytałam cicho.
– Nie powiedział ci? – teraz Oliwer znowu wyglądał na zirytowanego. – Nigdzie nie mogłem cię znaleźć, a on obiecał przekazać ci wszystko.
– Widziałam cię z dziewczyną – odezwałam się niezbyt pewnie. Nie miałam pojęcia czy powinnam mu o tym mówić. – Nick powiedział, że to twoja była i że wróciliście do siebie.
Oliwer pobladł na twarzy i byłam przekonana, że zaraz się do wszystkiego przyzna. Chłopak jednak z wściekłością zacisnął pięści.
– Magda to moja przyjaciółka, nigdy nic nas nie łączyło. Studiujemy razem. Jej matka umarła, miała wewnętrzny wylew, a ona dowiedziała się o tym w niedzielę rano. Została sama i nie miała się do kogo zwrócić, więc poprosiła, żebym pojechał z nią, pomógł załatwić wszystkie formalności i został na pogrzebie – wyrzucił z siebie jednym tchem. – Jak ten dupek mógł coś takiego przeciwko mnie wykorzystać?!
Gniew i żal, które szalały w Oliwerze były nie do zniesienia. Położyłam się z powrotem, nakryłam kołdrą i zamknęłam oczy. Zamiast ulgi czułam tylko przejmujący, głęboki smutek.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Kiedy umyłam się i ubrałam, zachodziło już słońce, jasnymi promieniami ozłacając ziemię. Wyszłam przed pensjonat, mając nadzieję, że znajdę Oliwera. Chciałam przejść się na spacer. Porozmawiać. Nie wiedziałam czy cokolwiek teraz może być dobrze, ale przecież trzeba to było jakoś ułożyć. Siedział na ławce przed budynkiem. Podeszłam do niego, a on zerwał się na mój widok z miejsca. Przystanęłam w pół kroku.
– Nick? – zapytałam zmieszana, a po kilku sekundach zaskoczenia obudziła się we mnie wściekłość.
– Marika… – zaczął, ale ja odwróciłam się tyłem, nie chciałam z nim rozmawiać.
Chwycił mnie za ramię i przesunął tak, że znaleźliśmy się twarzą w twarz.
– Posłuchaj, przepraszam…
– Przepraszasz?! – tego było dla mnie zbyt wiele. – Nakłamałeś, podałeś mi jakieś świństwo i nie wiadomo co chciałeś ze mną zrobić, a teraz po prostu przepraszasz?!
– Starałem się, naprawdę się starałem, ale ty nic we mnie nie widziałaś, kompletnie nic. Przez cały tydzień traktowałaś mnie wyłącznie jak kumpla! – w jego głosie była desperacja i gniew. – Musiałem coś w końcu zrobić! Pomyślałem, że jeżeli się ze mną prześpisz, to później… Do cholery, dalej tego nie rozumiem! Jeżeli podoba ci się Oliwer, to czemu nie ja? Przecież wyglądamy tak samo!
Wyrwałam mu się, odsuwając od niego.
– Chcecie być rozróżniani, ale jak jesteście, to tego nie akceptujesz! Jesteś dupkiem i nie chcę mieć z tobą nic wspólnego!
– Marika, pierwszy raz ktoś stanął między nami… ja nie potrafiłem sobie z tym poradzić – szepnął.
– I dlatego wszystko zniszczyłeś? – zapytałam. – Jesteś podłym egoistą.
– Wiem – przyznał w momencie, kiedy na podwórku pojawił się Oliwer.
W dłoni trzymał reklamówkę z zakupami. Upuścił ją tuż za furtką i podbiegł do nas. Opiekuńczo objął mnie ramieniem.
– Czego chcesz? – zapytał chłodno brata. – Nie wystarczająco już namieszałeś?!
– Chciałem tyko przeprosić… Marikę i ciebie – odpowiedział Nick, błagalnym tonem.
– Przepraszał to ty będziesz nas jeszcze naprawdę bardzo długo – oznajmił ponuro Oliwer.
Wtuliłam się w jego bok, a on mocniej przygarnął mnie do siebie. Nick spojrzał na nas, a potem spuścił wzrok. Przez ramię przewiesił stojącą koło ławki torbę podróżną. Oliwer podniósł zakupy i wziął mnie za rękę, a potem weszliśmy do środka. Żadne z nas nie miało zamiaru patrzeć na to, jak Nick odchodzi.
Epilog
Pewnego dnia stwierdziliśmy, że skoro Oliwer i tak codziennie rano się u mnie budzi, równie dobrze możemy razem zamieszkać, więc po prostu następnego dnia przywiózł swoje rzeczy. Dzięki jego obecności moje własne problemy stały się znacznie bardziej odległe. Przestałam odczuwać potrzebę samotności. Cudownie było budzić się z tym uczuciem, że on tu jest. Każda chwila spędzona bez niego, była pełna oczekiwania i tęsknoty. Na uczelnię do Gdańska po prostu dojeżdżaliśmy, a ta codzienna, trochę ponad godzinna droga, dostarczała nam tak naprawdę sporo przyjemności. Obydwoje kochaliśmy morze, zwłaszcza jesienią i zimą, kiedy w niewielkiej miejscowości prawie wcale nie spotykało się ludzi. Szum fal i krzyki mew, to była nasza codzienność. Nick spędził wakacje podróżując po Europie. Chciał być jak najdalej od nas, a my przyjęliśmy to z prawdziwą ulgą. Nie przestawał przepraszać, a my wybaczyliśmy mu, choć nie było to łatwe. Wiedziałam, że więź, która łączy go z Oliwerem już nigdy nie będzie tak silna i było mi z tego powodu naprawdę przykro, ale chłopak uważał inaczej. Cieszył się, że każdy z nich nareszcie będzie w stanie pójść naprzód. Kiedy pewnego dnia zebrałam się na odwagę i zapytałam czy nie żałuje, odpowiedział mi, że nigdy nie mógłby żałować tego, że się we mnie zakochał.
The End