Rozdział 3 – Córka Demona
by Vicky– Jak masz na imię? – spytał Cahir chłopaka skulonego w rogu niskiego, wilgotnego pomieszczenia.
Przebywali aktualnie w piwnicy posiadłości Daniela. Był to duży jednorodzinny dom na Pogodnie. Przytulnie umeblowany, z wygodnym salonem, łazienką na każdym piętrze i sporą kuchnią, oraz oczywiście przestronną piwnicą w której były również pomieszczenia takie jak to – małe, puste i bez okien.
Dzieciak skulił się jeszcze bardziej. Patrzył w podłogę, bał się podnieść wzrok. Cahir westchnął. Wcale nie podobało mu się to co robili, ale wiedział, że nie ma innego wyjścia. Podszedł do chłopca i podniósł go z podłogi. Zmusił do patrzenia sobie w oczy.
– Jak masz na imię? – powtórzył pytanie.
– Emil – odpowiedział tamten słabym głosem, po chwili wahania.
– Gdzie ma kryjówkę twoje stado Emilu?
Chłopak zamilkł. Cahir bez ostrzeżenia kopnął go kolanem w brzuch, po czym puścił. Dzieciak upadł na podłogę jęcząc z bólu. Daniel przyglądał się niewzruszenie.
– Ten kundel nic ci nie powie. Na pewno mu zabronili. Zmuś go, żeby się zmienił, wtedy będzie twój.
Cahir znowu go podniósł ty razem mocno trzymając za włosy.
– Zmienisz się – powiedział cichym groźnym głosem – wtedy ból zniknie.
Spojrzał mu prosto w oczy. Tamten krzyknął, drżał na całym ciele. Gdy tylko Cahir go puścił, osunął się na twardą, kamienną podłogę. Zwinął się w pozycję embrionalną. Płakał i wymiotował krwią. Przez kilka minut obserwowali go beznamiętnie, potem dzieciak stracił przytomność.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Gabriela uśmiechnęła się do Cahira siedzącego na brzegu jej łóżka. Poprzedni dzień spędzony wspólnie był cudowny, a ten wcale nie zapowiadał się gorzej. Chodzili ze sobą dopiero od dwóch tygodni, ale spotykali się codziennie, jedno nie mogło wytrzymać bez drugiego. Gabriela czuła się jak w niebie. Szła spać szczęśliwa z myślą, że niedługo znowu go zobaczy. Tego dnia wybierali się na koncert rockowy. Dziewczyna była zachwycona. Nie tylko dlatego, że lubiła tego rodzaju muzykę, ale także ponieważ nie było szans na spotkanie tam Karoliny. Niedawno wrócili ze spaceru po lesie i teraz Gabriela próbowała doprowadzić się do porządku. Wyciągnęła z szafy swój ukochany czarny ażurowy sweterek i aż jęknęła ze zgrozy. Na plecach miał wypaloną dziurę, właściwie nie było już tyłu sweterka, była tylko dziura.
– Co się stało? – spytał zaniepokojony jej zachowaniem Cahir.
Rzuciła mu sweter i opadła obok na łóżko kładąc głowę na poduszce. Łzy cisnęły się jej do oczu. Była pewna, że jeżeli coś spróbuje powiedzieć, to się rozpłacze. Wstrętne wiedźmy! Czemu zawsze muszą jej dokuczać? Chłopak położył się obok, objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. Leżeli teraz razem, wtuleni w siebie. Coś w Gabrieli pękło, po jej policzkach zaczęły spływać łzy, cicho łkała. Czuła się strasznie głupio i dziecinnie. On tulił ją przez chwilę do siebie, a potem zaczął całować po twarzy, po łzach które zdobiły jej policzki. Przestała płakać, zaczęła odwzajemniać jego pocałunki. Wsunęła ręce pod jego koszulkę, przesunęła nimi po płaskim, twardym brzuchu chłopaka. Kiedy dotknęła jego skóry zaczął oddychać szybciej, przyciągnął ją jeszcze bliżej. Jego ręka znalazła się pod jej bluzą, gładziła plecy. Gabriela miała ochotę na więcej, znacznie więcej. Drzwi się otworzyły i do pokoju weszła Monika. Gdyby Gabriela potrafiła zabijać myślą, tamta byłaby już martwa.
– Ubiorę się i wyjdziemy – szepnęła Cahirowi do ucha i niechętnie wstała.
Monika obserwowała ich z ciekawością. Jej wzrok padł na zniszczony sweterek leżący na łóżku. Uśmiechnęła się pod nosem. Gabriela szybko rozczesała włosy i zmieniła bluzę. Był koniec kwietnia, miała nadzieję, że nie będzie zimno. Cahir wstał i podszedł do niej. Byli już prawie za drzwiami, kiedy odwrócił głowę.
– Monika, z twojej torby unosi się dym.
I rzeczywiście, brzydka czarna smuga ulatniała się z torebki dziewczyny. Pisnęła i rzuciła ją na podłogę. Torba ze sztucznego tworzywa w mgnieniu oka stałą się bezkształtną paćką. Cahir wzruszył ramionami, delikatnie wypchnął Gabrielę z pokoju i zamknął za nimi drzwi.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Eryk siedział przy jednym z długich drewnianych stołów otoczony grupą rozbawionych ludzi. Kiedy spojrzał w ich kierunku Cahir pomachał do niego, ale nie ruszył się z miejsca. Złotowłosy książę coś powiedział do znajomych po czym wstał. Podszedł do nich pewnym krokiem. Uśmiechnął się do Gabrieli.
– Cześć Stokrotko, dobrze się bawisz?
– Jasne, że tak.
Impulsywnie zarzuciła Erykowi ręce na szyję, witając się jak ze starym znajomym. Najwyraźniej go tym zaskoczyła, bo nie bardzo wiedział jak się zachować. Po chwili przytulił ją delikatnie. Cahir rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie, ale nawet się nie poruszył. Gabriela uznała, że jest zazdrosny. Całkiem ją to ucieszyło. Sam podał rękę Erykowi, a tamten uścisnął ją serdecznie.
– Dużo tu dzisiaj twoich znajomych? – spytał Cahir z nutką niepokoju w głosie, kładąc nacisk na ostatnie słowo.
– Tylko kilku – wskazał głową w kierunku rozgadanej grupy – jeżeli nie macie nic przeciwko, to chętnie zostanę dzisiaj z wami.
Cahir wyglądał jakby chciał zaprotestować, ale spojrzał na Eryka i zmienił zdanie.
– Pewnie, będzie nam bardzo miło.
Gabrieli to odpowiadało. Była bardzo zadowolona z towarzystwa księcia, naprawdę zdążyła go polubić. Stanęli pod sceną, Cahir był tuż za dziewczyną. Objął ją ramionami i przytulił się do jej pleców. Eryk przyniósł im piwo. Gabriela bawiła się doskonale. Muzyka jej odpowiadała, towarzystwo też, a najbardziej ze wszystkiego pasowała jej bliskość Cahira. Z pubu wyszli koło drugiej.
– Odprowadzimy Eryka, a potem pójdziemy do mnie, będzie po drodze. Co ty na to? – zaproponował Cahir.
Zgodziła się chętnie. Nie chciała wracać do akademika, no i jeszcze nigdy u niego nie była, a zżerała ją ciekawość jak mieszka. Zostawili księcia przed starą secesyjną willą na Pogodnie, pomachali mu i poszli. Cahir zatrzymał się kilka ulic dalej przed jednym z wielu ładnych domków jednorodzinnych.
– Tutaj mieszkasz? – spytała.
– Tak, to dom Daniela. Mieszkamy tutaj. Szczerze to mam nadzieję, że go nie ma.
Uśmiechnął się do niej rozbrajającym uśmiechem. Weszli do środka. Rozejrzała się po eleganckim przestronnym salonie. Był umeblowany w starym, wiktoriańskim stylu. Na ścianach znajdowała się tapeta o typowej dla tego okresu kompozycji: na dole pasy, wyżej wzory nawiązujące do motywów klasycznych. Na środku pokoju stała sofa, wykonana z drzewa mahoniowego i ręcznie rzeźbiona, obita beżowym materiałem. Przy niej znajdowały się dwa fotele w podobnym stylu, a przed nią niewielki stolik. Pod ścianami umieszczono ciemne dębowe regały, po brzegi wypełnione książkami. Zaraz przy wejściu była brązowa skórzana kanapa. Wyglądała na bardzo miękką. Stała tak, że można z niej było wygodnie oglądać telewizję.
Gabriela zostawiła w przedsionku buty i umościła się wygodnie na kanapie. Cahir szybko znalazł się przy niej. Pocałował ją. Z rozkoszą odwzajemniła ten pocałunek. Nie protestowała kiedy zdjął z niej bluzę, a potem koszulkę. Została w uroczym, błękitnym staniczku. Zsunęła mu z ramion czarną koszulę, a potem pomogła zdjąć t-shirta. Przesuwała dłońmi po jego silnych ramionach. Podniósł ją delikatnie i posadził okrakiem na swoich kolanach. Wpatrywała się w niego błyszczącymi zielonymi oczami. Jęknęła z rozkoszy kiedy zaczął całować jej dekolt. Tak bardzo go pragnęła! Podniosła głowę pozwalając opaść na plecy długim jasnym włosom.
Nagle zorientowała się, że widzi jakiś ruch w głębi salonu. Krzyknęła. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko, czuła się jak we śnie. Cahir poderwał się błyskawicznie, jego płynne ruchy rozmazywały się, jakby był jakimś duchem. Rzucił Gabrielę na kanapę zasłaniając sobą. Spod ścian pokoju napływały do nich szare, bezkształtne cienie. Wyciągały długie macki przypominające kształtem kończyny. Było ich mnóstwo, dziesiątki, może setki. Napływało ich coraz więcej. Zbliżały się coraz szybciej. Otaczały ich. W rękach Cahira pojawiły się znikąd dwa krótkie, zakrzywione, czarne miecze. Chłopak nadludzko szybkimi, płynnymi ruchami zaczął przecinać mgliste postacie na pół. Każda w którą trafił zmieniała się w dym i znikała. Było ich jednak tak wiele, a ciągle napływały nowe.
– Nie pozwól, żeby któryś cię dotkną – krzyknął ostrzegawczo.
Cienie były wszędzie. Gabriela usiadła i starała się schować za plecami chłopaka. Cahir systematycznie walczył ze zbliżającymi się przeciwnikami, jednak miejsce każdego zniszczonego cienia zajmował nowy. Jeden sięgnął czymś co wyglądało jak długa, mglista ręka po dziewczynę. Krzyknęła próbując się odsunąć. Nie była dość szybka, Cahir natomiast był. Zagrodził cieniowi drogę swoim ramieniem. Szara macka oplotła się wokół jego nadgarstka. Przeciął ją trzymanym w drugiej ręce mieczem. Mglista postać zmieniła się w dym. Po kilkunastu minutach walki w pokoju przestały pojawiać się nowe cienie. Chłopak szybko rozprawił się z obecnymi. Kiedy ostatni zniknął, osunął się na podłogę. Przez jego nadgarstek przebiegała czarna smuga. Gabriela dostrzegła jak się powiększa, rozlewając na coraz większą powierzchnię ciała Cahira. Uklęknęła przy chłopaku. Skulił się przyciskając do siebie poczerniałą rękę. Była przerażona. Czy to jest jakiś koszmarny sen? Zastanawiała się nad tym, co powinna zrobić. Przyszło jej na myśl, że może powinna wezwać pogotowie, ale zrezygnowała z tego szybko. Nie spodziewała się, żeby ktoś do tej pory wynalazł cudowne lekarstwo na dotyk cienia.
– Przyprowadź Eryka – wyszeptał chłopak.
Oddychał płytko, z wyraźnym trudem. Gabriela chwyciła swoją bluzę i buty, włożyła je i wybiegła z domu. Biegła całą drogę do miejsca w którym zostawili księcia. Ciągle mocno przerażona zadzwoniła do drzwi secesyjnej willi. Była prawie czwarta. Nie uważała za dobry pomysł dzwonienia o tej porze do drzwi obcego domu, ale nie wiedziała co innego mogłaby zrobić. Otworzyła jej jakaś dziewczyna. Była nieziemsko piękna. Pukle rudych loków opadały jej na ramiona. Miała bladą cerę, ale to tylko dodawało jej uroku. Otaczała ją niesamowita aura. Spojrzała na Gabrielę oceniając ją wzrokiem.
– Kogo tam masz Selena? – usłyszała męski głos za plecami dziewczyny. Był gruby i z pewnością nie należał do Eryka.
Przystojny mężczyzna z długimi, brązowymi, splecionymi z tyłu włosami stanął koło niej w drzwiach.
– Przyszłaś się zabawić mała? – spytała ta nazwana wcześniej Seleną.
Gabriela dopiero teraz zdała sobie sprawę z odgłosów imprezy docierających z wnętrza domu.
– Szukam Eryka, to ważne.
Zdała sobie sprawę, że nawet nie wie jak on ma na nazwisko i wcale nie była pewna czy naprawdę tu mieszka, czy tylko go tu odprowadzili. Poczuła się bardzo głupio
– Jesteś Eryka? – spytał powątpiewająco brunet.
– Musze go znaleźć, czy możecie mi pomóc?
Brunet nagle znalazł się za nią. Pochylił się tak, że jego usta znajdowały się tuż przy jej uchu.
– Myślę, że resztę nocy spędzisz ze mną – wyszeptał.
– A ja sądzę, że się mylisz Set – to był głos Eryka – ona jest moja. Wracajcie do środka.
Jego? Jaka jego? Gabriela nie bardzo rozumiała co się właściwie stało. Tamci byli wyraźnie niezadowoleni, ale posłuchali obydwoje. Eryk wyprowadził ją na dwór i zamknął drzwi. Chciał coś powiedzieć, ale wystarczyło jedno spojrzenie na jej poważną twarz, żeby zmienił zdanie.
– Co się stało? – zapytał tylko.
– Zaatakowało nas coś, co wyglądało jak ludzie z mgły. Jeden dotknął Cahira – wyrzucała z siebie słowa, nie będąc nawet pewną czy on jej uwierzy, czy będzie wiedział co robić, czy to nie jest jakiś koszmarny sen, albo czy przypadkiem nie zwariowała.
– Poczekaj tutaj – rozkazał, głosem nawykłym do wydawania poleceń.
Wszedł do środka. Nie domknął drzwi, więc słyszała strzępy jakiejś dziwnej, burzliwej rozmowy.
– Dosyć tego, wychodzę – Eryk mówił nieznoszącym sprzeciwu tonem.
– Nie możesz! Za pół godziny wzejdzie słońce! – protestował piskliwy i przerażony kobiecy głos.
– Więc tym bardziej nie powinnaś mnie dłużej zatrzymywać.
Podniósł się szmer protestów, on jednak wyszedł z domu i zatrzasnął za sobą drzwi.
– Sam będę tam szybciej niż z tobą – zwrócił się do Gabrieli – poradzisz sobie?
Nie zrozumiała go, ale skinęła głową. Chłopak po prostu zniknął. Oszołomiona wpatrywała się przez chwilę w miejsce na którym stał, a potem puściła się biegiem z powrotem do domu Cahira.