Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Czarna Magia

    17.

    Lucas przeciągnął Fionę przez cały hotel, nie puszczając jej ręki. Początkowo zaskoczona dziewczyna szła posłusznie, ale na swoim piętrze zaczęła już stawiać opór.

    – Puść mnie do cholery! Odbiło ci?! – warknęła.

    – Zamknij się! – rozkazał tak chłodnym tonem, że Fiona natychmiast, wbrew swojej naturze, zamilkła. 

    Wepchnął ją przez drzwi do jej pokoju, gdzie zastali zaniepokojonego Ravena. Lucas zmierzył go nienawistnym wzrokiem.

    – Co ona tam do cholery robiła?! – zapytał ledwo panując nad wściekłością.

    Chłopak spojrzał na niego pytająco. Fiona jednak już zdążyła odzyskać rezon.

    – To mój pokój i nie masz prawa tu być! – wrzasnęła. – Wynoś się stąd!

    Lucas spojrzał na nią ponuro, ale najwyraźniej zdążył już ochłonąć.

    – Porozmawiamy o tym później – syknął złowieszczo i wyszedł na korytarz, a dziewczyna z hukiem zatrzasnęła za nim drzwi.

    – Gdzie byłaś?! – tym razem naskoczył na nią Raven.

    Zignorowała go. Podeszła do kanapy, opadając na nią z westchnieniem. 

     – Nie mam pojęcia – mruknęła w końcu, nie znajdując powodu by mu nie opowiedzieć co się stało. – To było zagmatwane… Czasami wymykam się na dach, ale tym razem ostatnie piętro było puste. Weszłam do jednego z pokoi, a tam była jakaś dziwna dziewczynka. Chyba wariatka. W każdym razie bredziła od rzeczy… a potem pojawił się Lucas, wściekły jak osa, i mnie stamtąd zabrał.

    Fiołkowe oczy Ravena zrobiły się wielkie. Czaił się w nich strach i niepokój.

    – Widziałaś Emmę? Nic jej nie jest?

    – Kto to Emma? – zainteresowała się dziewczyna. 

    Chłopak usiadł na podłodze, opierając się plecami o kanapę. Specjalnie tak, żeby nie musieć jej patrzeć w oczy.

    – Moja siostra – przyznał cicho. – Gisborne porwał ją i uwięził. 

    Fiona cicho westchnęła. Przymknęła oczy.

    – To wyjaśnia dlaczego dla niego pracujesz – stwierdziła, a w jej głosie pojawiła się nutka współczucia. – Jeżeli to była ona, to wyglądała całkiem w porządku… – dodała niezbyt przekonana. – W każdym razie nic jej nie jest.

    – Zrobię wszystko, byleby jej nie skrzywdził – wyznał w nagłym przypływie szczerości Raven – i on o tym doskonale wie.

    18.

    Przemyślała wszystko bardzo dokładnie. Miała na to całą bezsenną noc. Lucas nie zabrał jej karty. Może zapomniał? Teraz, kiedy miała u boku Ravena, bez obaw mogłaby rozpocząć nowe życie. Wiedziała, że chłopak chciałby się stąd wynieść równie mocno co ona. Zdawała sobie jednak również sprawę, że nie odejdzie bez Emmy, dlatego to ona stanowiła podstawę jej plany. Zabiorą ją i znikną. Z jego umiejętnościami i z magią, którą Fiona już zdążyła zaakceptować w swoim świecie, nie mogą sobie nie poradzić. Wstała z łóżka i podeszła do kanapy, na której sypiał chłopak.

    – Raven – dotknęła jego ramienia, a on natychmiast otworzył oczy.

    – Coś się stało? – zapytał ziewając, wyraźnie uspokojony jej widokiem.

    – Tak, musimy porozmawiać, chodźmy na spacer – zaproponowała, dając mu tym samym znać, że tutaj nie czuje się na tyle bezpiecznie, żeby szczerze rozmawiać.

    – Która jest godzina? – jęknął, zerkając na wyświetlacz telefonu komórkowego. – Nie ma jeszcze piątej – stwierdził – miej nade mną litość, dziewczyno!

    Uśmiechnęła się do niego uroczo.

    – Więc to idealna pora na to, żeby pobiegać – oznajmiła nieznoszącym sprzeciwu tonem, a Raven, chcąc nie chcąc, musiał otrząsnąć się ze snu i pójść za nią.

    Ostatecznie, po długiej dyskusji, chłopak zgodził się na jej plan. Z oporami, ale rozumiał tak samo jak i ona, że nie ma innego wyjścia – na dłuższą metę nie mogli w ten sposób żyć. Nie Emma… Jeżeli chciał uwolnić siostrę… 

    Ustalili, że Fiona pójdzie po nią popołudniu, żeby nie wzbudzać niczyich podejrzeń. On sam miał czekać na dole. Potem wyjdą, po prostu, jak gdyby nigdy nic. I już nigdy nie wrócą. Przynajmniej ona sama na pewno nie zamierzała wracać. Windą wjechała na ostatnie piętro bez żadnego problemu. Korytarz również był pusty, jednak w pokoju, w którym wcześniej przebywała Emma, spotkała ją niemiła niespodzianka. Dwóch, rosłych ochroniarzy, których nie znała. I… najwyraźniej… czekali na nią. 

    – Szef miał rację, że przyjdzie – oznajmił z podziwem jeden.

    – On nigdy się nie myli – wzruszył ramionami drugi, jednocześnie blokując dziewczynie przejście. 

    – Panienka pójdzie z nami – odezwał się uprzejmie ten pierwszy. – Wuj życzy sobie spotkania z panienką.

    Fiona zadrżała. Nie było sensu uciekać. Spotkanie z wujem i tak było nieuchronne. Czego jednak mógłby od niej chcieć? Nie miała pojęcia. Posłusznie, uwięziona między potężnymi ciałami ochroniarzy, udała się z nimi do luksusowego gabinetu. Ku wielkiemu zdumieniu dziewczyny, wuj nie był na nią wściekły. Uśmiechał się. Nieszczerze. Przywodził jej na myśl kota, który osaczył swoją ofiarę. 

    – Cieszę się, że przyszłaś – oznajmił niemalże radośnie. – Przydasz mi się dzisiejszej nocy. Mam dla ciebie zadanie.

    – Co masz na myśli? – spytała, ale w tym momencie poczuła, jak jeden z ochroniarzy przytrzymuje ją stanowczo, a drugi podwinął rękaw jej bluzy. 

    Zobaczyła strzykawkę, która po chwili wbiła się w jej ramię. Poczuła jak kręci się jej w głowie.

    – Och, nic takiego, to bardzo proste i być może również przyjemne zadanie – usłyszała jeszcze dochodzący jakby z oddali głos Nataniela. 

    19.

    Lucas otworzył drzwi do swojego pokoju i zamarł zaskoczony. Na jego łóżku siedziała Fiona, na której widok poczuł bolesny skurcz w żołądku. Burza rudych loków niesfornie opadała na jej plecy. Miała na sobie kusą, czarną, jedwabną koszulkę nocną, której ramiączko niedbale zsuwało się z alabastrowego ramienia dziewczyny. Wyglądała tak piekielnie pociągająco, że miał ochotę rzucić się na nią. Kiedyś jednak coś sobie obiecał i zamierzał dotrzymać tej obietnicy. Nie ważne ilu wyrzeczeń by to nie wymagało.

    – Co tu robisz? – spytał, ogromnym wysiłkiem woli zdobywając się na chłodny ton.

    Uśmiechnęła się do niego, wstając. Podeszła blisko, poczuł, że zdecydowanie zbyt blisko, kiedy za bardzo zaczęły uwierać go spodnie. 

    – Przyszłam do ciebie – uśmiechnęła się uwodzicielsko, ramionami oplatając jego szyję. 

    – Fii, zwariowałaś? – spytał, próbując odsunąć ją od siebie, ale ona tylko przywarła do niego mocniej. 

    Ustami zaczęła przesuwać po jego szczęce. Językiem dotknęła szyi. Lucas z trudem oddychał. To było dla niego zbyt wiele. Za bardzo jej pragnął, zbyt długo czekał. Przymknął oczy, a kiedy dziewczyna go pocałowała, namiętnie odwzajemnił jej pocałunek. 

    Tyle razy wmawiał jej, że sama do niego przyjdzie, ale nigdy tak naprawdę nie oczekiwał, że to zrobi. To była gra, droczenie się… tylko, że… on naprawdę jej pragnął. Od zawsze należał do niej. To właśnie ze względu na nią w ogóle tu był. 

    Miał dziesięć lat, kiedy jego brat zaczął pracować dla państwa Duncan. To wtedy poznał płochliwą, pięcioletnią dziewczynkę, która uwielbiała uciekać i wspinać się na drzewa. Już pierwszego dnia zaczęła chodzić za nim krok w krok. Mimo jego początkowej niechęci i irytacji smarkulą, szybko zostali przyjaciółmi. Cztery lata później, kiedy rodzice Fiony zginęli w wypadku samochodowym, a ją zabrał do siebie wuj, Lucas był gotowy na wszystko, byleby dostać u niego pracę, żeby móc opiekować się przyjaciółką. To nie było łatwe zadanie, ale  czternastoletni wówczas chłopiec znał swoją wartość i potrafił zaprezentować się od najlepszej strony. Jeszcze trudniejsze okazało się utrzymanie posady i jakikolwiek awans, ale i z tym sobie poradził. Kiedy uwierzył w rzeczy niemożliwe, a one okazały się rzeczywistością, stał się niezastąpiony. Został prawą ręką Nataniela. Był blisko Fiony, tylko, że ona była od niego coraz dalej. To właśnie ta praca i Nataniel Duncan sprawiły, że stał się chłodny i wyrachowany, a przez to kim się stał, ta mała dziewczynka o wiosennie zielonych oczach, go znienawidziła. Natomiast kiedy dorosła i stała się naprawdę śliczną dziewczyną, oprócz przyjaźni, Lucas zaczął czuć coś zupełnie innego i z tym, już kompletnie nie potrafił sobie poradzić. Teraz natomiast przyszła do niego, sama, z własnej woli, a on na pewno nie zamierzał przejść obojętnie obok takiej okazji. 

    Pocałunki stawały się gorętsze, bardziej namiętne. Jego dłonie błądziły po jej ciele, a ona mruczała jak kotka. Nie zaprotestowała również, kiedy pchnął ją na łóżko, a nawet więcej, zaczęła go rozbierać. 

    – Fii… – szepnął jej imię, chcąc zapytać, czy jest pewna, że chce to zrobić.

    – Cii – zamruczała – przecież wiesz, że od zawsze tego pragnęłam.

    Lucas poczuł niemal euforię. Teraz już zupełnie poddał się fali pożądania. Kiedy przesunęła dłońmi po jego naprężonych mięśniach, nie wahał się dłużej i jego ręce, język i usta, zaczęły pieścić jej perfekcyjne ciało.

    20. 

    Obudziła się z bólem głowy. Kiedy otworzyła oczy, oślepiło ją zbyt jasne światło poranka. Nie wiedziała gdzie jest ani co się wydarzyło. Poczuła, że otacza ją czyjeś ramię. Gdy się poruszyła, leżący za jej plecami mężczyzna przyciągnął ją do siebie bliżej. Gwałtownie usiadła, odsuwając się od niego. Szare oczy spojrzały na nią pożądliwie, a ona dopiero wtedy uświadomiła sobie, że jest zupełnie naga. Natychmiast naciągnęła na siebie kołdrę.

    – Co mi zrobiłeś?! – spytała gniewnie, z trudem powstrzymując łzy.

    Spojrzenie stało się pytające, zdezorientowane.

    – Ja? Przecież to ty przyszłaś do mnie. I naprawdę do niczego nie musiałem cię nawet zachęcać – dodał ironicznie.

    Wzdrygnęła się słysząc jego chłodny ton. Nie! To nie mogło dziać się naprawdę! 

    – Czy ty… czy my… – zaczęła niepewnie.

    Uśmiechnął się aroganckim, leniwym uśmiechem.

    – O tak – zamruczał – i to zdecydowanie nie raz.

    Spróbował ją ponownie do siebie przyciągnąć, ale z całej siły uderzyła go w twarz. Wyglądał na zaskoczonego. Chyba nigdy dotąd nie widziała, żeby był tak zmieszany. Zerwała się z łóżka, szczelnie otulając nagie ciało kołdrą.

    – Fii? – wypowiedział jej imię niczym pytanie.

    Teraz już otwarcie płakała.

    – Jak mogłeś mi to zrobić?! Jesteś pieprzonym dupkiem! – wrzasnęła na niego. – Nie wiem co mi podaliście, ani dlaczego to zaplanowałeś, ale to było podłe! Może nie zawsze się zgadzaliśmy, ale ufałam ci do cholery! Nawet nie wiesz jak bardzo cię nienawidzę!

    Patrzył na nią zaniepokojony, zmieszany. Chciał wstać i podejść do niej, ale w tym momencie otworzyły się drzwi, a w progu stanął Raven. Całe jego ciało było ukryte pod czarną bluzą i grafitowymi spodniami, ale na twarzy chłopaka wyraźnie było widać świeże zadrapania i siniaki. Fiona podeszła do niego zapłakana, a on wyciągnął ręce i zamknął ją w swoich ramionach. 

    – Zabierz mnie stąd – szepnęła błagalnie, poprzez łzy.

    Chłopak jedynie skinął głową, obrzucił Lucasa ponurym, nienawistnym spojrzeniem i ciągle obejmując dziewczynę, wyprowadził ją z pokoju, z hukiem zamykając za sobą drzwi.

    21.

    Lucas z trudem panował nad własnym gniewem. Nie miał pojęcia co się rzeczywiście wydarzyło, wiedział jednak na pewno, że mu się to cholernie nie podobało. Nie lubił, kiedy ktoś robił sobie z niego zabawkę. Tak naprawdę jednak furia ogarniała go na myśl, że ktoś mógłby skrzywdzić Fionę. Zamaszystym pchnięciem otworzył drzwi i wszedł do elegancko urządzonego gabinetu. 

    – Dobrze, że jesteś, właśnie miałem po ciebie posłać – odezwał się stojący przy oknie Nataniel. – Jak podobał ci się mój prezent? – spytał zadowolony z siebie mężczyzna.

    – Prezent? – Lucas nie zdążył ukryć zdziwienia.

    Lodowato-zimne oczy mężczyzny pociemniały.

    – Chyba nie sądziłeś, że oddam moją siostrzenicę byle komu? – zapytał. – I nie udawaj – dodał widząc zawziętą minę Lucasa – myślisz, że nie widzę, jak ślinisz się na jej widok?

    Wściekłość przemieniła się w zimną furię, a Lucas poczuł, że chyba jeszcze nigdy w życiu nie był aż tak opanowany. 

    – Co jej podałeś, że się zachowywała w ten sposób? – zapytał cicho.

    Nataniel uśmiechnął się. W jego uśmiechu nie było nawet cienia wesołości. 

    – Nie myślałeś, że po tym co mi pokazałeś, pozostanę obojętny na istnienie rzeczy nadprzyrodzonych, prawda? – zadrwił. – To stara hinduska receptura, której wcale nie było łatwo zdobyć. Jednak jak widzę było warto, bo działa bez zarzutów. 

    Lucas z trudem powstrzymał się by nie zacisnąć rąk na jego gardle. Wiedział jednak, że byłby bez szans. Nataniel nie był głupi i z pewnością nie pozostawał bez ochrony. Gra pozorów była ważna – zbyt ważna. Musiał kontynuować ją dalej.

    – Co chciałeś w ten sposób osiągnąć? Bo nie sądzę, żebyś tak trudził się ze względu na mnie. 

    – Masz rację – przytaknął mu mężczyzna. – To był nie tylko prezent, ale i test. Wkrótce moja siostrzenica poślubi indyjskiego księcia, syna mojego najważniejszego wspólnika. To będzie genialny, taktyczny układ, a po tym co jej podam, dziewczyna będzie do tego bardziej niż chętna. Przynajmniej przez jakiś czas… – uzupełnił.

    Lucas poczuł jak nieprzyjemnie kurczy mu się żołądek. Nataniel spojrzał na niego pytająco.

    – Chyba osiągnąłeś już swój cel? Nie wiązałeś z Fioną żadnych poważniejszych planów, prawda?

    Wyczuł, że jego słowa są rozkazem, nie pytaniem. Z trudem przełknął ślinę. 

    – Czy to wszystko, czego ode mnie chciałeś Natanielu? – spytał z wystudiowanym spokojem.

    – Tak, resztę planowania zostawimy na popołudnie. Teraz dostaniesz trochę czasu, żeby napawać się swoim sukcesem – sprawiał wrażenie naprawdę zadowolonego. 

    Lucas skinął jedynie głową, nie ufając sobie na tyle, by ponownie się odezwać. Jak gdyby nigdy nic, opuścił gabinet Nataniela Duncana. Mimo burzy, która rozpętała się w środku, na zewnątrz nosił chłodną, opanowaną maskę, a jego pokerowa twarz nie wyrażała kompletnie niczego.

    22.

    Fiona wyszła z basenu i owinęła się ręcznikiem. Na brzegu Raven rozmawiał z kimś przez telefon, a raczej nie rozmawiał tylko słuchał. Kiedy się rozłączył, spojrzał na nią błagalnie.

    – Gisborne chce się z nami spotkać przy Primrose Hill. Kazał mi cię zmusić, żebyś tam przyszła. Fiona, ja wiem, że – zaczął przepraszająco, ale ona przerwała mu kręcąc głową.

    – Nie przejmuj się. Pójdę – oznajmiła stanowczo. – Teraz, kiedy poznałam twoją motywację, nie zamierzam stwarzać ci problemów.

    Na jego twarzy odmalowała się wyraźna ulga. Fiona nie chciała, żeby znów ktoś go pobił, a już na pewno nie miała zamiaru dopuścić, żeby zrobili krzywdę jego siostrze. Zniknęła w przebieralni by ubrać się i wysuszyć włosy. Teraz kiedy nie była już roztrzęsiona została jej tylko wściekłość, chłodna i wyrachowana. Była pewna, że znajdzie jakiś sposób na to, żeby policzyć się z Lucasem. Myślała, że jest jej przyjacielem, że może na nim polegać, a on… Zapłaci za to, co jej zrobił. Pół godziny później stali już przy zaparkowanym nieopodal Regent’s Parku, czarnym, sportowym Subaru z przyciemnianymi szybami. 

    – Wsiadajcie – rozkazał opierający się o maskę samochodu Lucas – ty z przodu – zwrócił się do dziewczyny.

    Chciała zaprotestować, wygarnąć mu co o nim myśli, ale zaniemówiła, kiedy zobaczyła przez otwarte drzwi zwiniętą na tylnej kanapie dziewczynkę. Posłusznie wykonała polecenie, zastanawiając się, co zaplanował Lucas i co wydarzy się dalej.

    23.

    Cisza, która panowała w samochodzie wydawała się być wręcz namacalna. Fiona miała ochotę zrobić awanturę, ale milczała. Nie miała pojęcia dokąd Lucas ich zabierał i przede wszystkim dlaczego? Natomiast znała go na tyle dobrze, żeby widzieć, że jest zdenerwowany. Bardzo zdenerwowany. Coś było nie tak. Obserwowała go, kiedy w szczelnie zamkniętym wagonie pokonywali dno kanału La Manche. 

    – Dokąd jedziemy? – zdecydowała się zapytać, kiedy wysiedli z samochodu, rozprostować nogi.

    Spojrzał na nią ponurym wzrokiem.

    – Jak najdalej stąd – oznajmił cicho.

    Chciała żeby jej wyjaśnił, ale wówczas rozległy się strzały. Lucas zaklął. Oczy dziewczyny rozszerzyły się ze zdumienia. 

    – Co się dzieje? – zapytał Raven, również wysiadając z auta i obejmując ramieniem starającą się schować za nim siostrę. 

    – Wynośmy się stąd – rozkazał Lucas, ignorując pytanie.

    Chwycił rękę Fiony i pociągnął ją w stronę włazu. Posłusznie poszła za nim, nie mogąc jednak powstrzymać gonitwy myśli.

    – Zaraz, zaraz, przed kim my uciekamy? Kto strzela?

    Spojrzał na nią jak na idiotkę.

    – A jak ci się zdaje?! – warknął.

    – Nie, ty nie… – zaczęła i znowu nie skończyła.

    Pociąg stanął. Byli w pułapce. W tunelu, pod wodą. Uwięzieni na dnie kanału. Lucas zaklął. Zaczęli biec przez wagony, potrącając po drodze zaskoczonych ludzi, którzy powysiadali ze swoich aut. W pewnym momencie Raven się zatrzymał. Wskazał stojącą pomiędzy innymi samochodami ciężarówkę.

    – Tutaj – oznajmił bez trudu wyłamując zamknięte drzwi.– Schowajcie się, a ja znajdę jakiś sposób, żeby stąd wyjść. – Pchnął zalęknioną Emmę w objęcia Fiony, a potem zniknął w korytarzu. 

    Żadne z nich nie protestowało, nawet Lucas. Nikt nie miał lepszego pomysłu. Siedzieli z tyłu, skuleni za starymi meblami, poprzywiązywanymi do siebie grubą taśmą. Dziewczyna czuła przy sobie drżącą Emmę, z drugiej strony natomiast miała Lucasa, a on był zdecydowanie zbyt blisko. Przypomniała sobie, jak bardzo czuła się zdezorientowana, budząc się w jego ramionach.

    – Ja naprawdę nie miałem z tym nic wspólnego – szepnął, jakby odgadując jej myśli. – To nie był mój pomysł. O niczym nie wiedziałem, a ty…

    – Cicho – przerwała mu, zirytowana. – Lepiej mi powiedz dlaczego w ogóle uciekamy.

    Spojrzała w półmroku na jego twarz i wiedziała już, że nie chciał powiedzieć. Nie chciał, ale to zrobi.

    – Dzisiaj rano dowiedziałem się, że to był test. Sprawdzali jak działa narkotyk, który ci podali… I najwyraźniej działał za dobrze – mruknął nieszczęśliwy. – Przy jego pomocy planują wydać cię za mąż za syna jednego ze wspólników Nataniela. 

    – A ty się nie zgadzasz, bo chcesz mieć mnie tylko dla siebie? – zakpiła, nie mając pojęcia, że wcale nie mija się z prawdą.

    Odpowiedziało jej milczenie. Cisza, po której znów usłyszeli odgłos wystrzałów. 

    24.

    Coś było nie tak. Zbyt wiele strzałów. Poruszenie. Fiona wyrwała się Lucasowi i wybiegła na zewnątrz. Przecież jej nie zastrzelą… a jeśli? Gdy zeskoczyła z paki, chlupnęła w wodę. Mała powódź zalała jej buty, sięgając kostek. Zaklęła pod nosem. Kolejne wystrzały. Podniosła wzrok, tylko po to, by zobaczyć Ravena, a raczej nie Ravena, a rozmazaną smugę, którą tworzył. Po chwili ludzie z pistoletami leżeli w wodzie, nie dając znaków życia. Przez głośniki dochodziły uspakajające instrukcje załogi, zapewniającej, że sytuacja jest pod kontrolą. Raven podszedł do dziewczyny. Powoli. Normalnie.

    – Jak to robiłeś? – zapytała bardziej zaciekawiona niż przestraszona.

    Chyba zdążyła się już przyzwyczaić do niezwykłych rzeczy.

    – Nie teraz – oznajmił Lucas cichym, ale pełnym mocy głosem, stając za plecami dziewczyny. Tuż za nim pojawiła się Emma. – Znalazłeś wyjście?

    Raven skinął głową.    

    – Wynosimy się stąd.

    W ślad za nim ruszyli długim, wąskim korytarzem, by pokonać niezwykłą, podwodną konstrukcję. Chłopak wyprowadził ich z pociągu i znaleźli się w szerszym tunelu. Fiona poczuła jak w jej rękę wsuwa się drobna dłoń Emmy. Dziewczynka drżała ze strachu. Do tunelu, wąskimi szczelinami, wpływała woda. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że jeżeli jeszcze ich tu nie ma, niedługo pojawi się francuskie i brytyjskie wojsko. Ich samych jednak nie powinno już wtedy tam być. 

    – Ty pierwsza – Fiona usłyszała poważny głos Ravena. 

    Spojrzała na niego zaskoczona, ale nie zdążyła nic powiedzieć. Objął ją, a ona natychmiast straciła grunt pod nogami. Czuła wilgoć i ogromne ciśnienie, kręciło jej się w głowie, ale przede wszystkim wyczuwała niesamowitą prędkość. Chwilę później, cała przemoczona, siedziała na skalistej plaży, a Raven ponownie zniknął w wodzie by powrócić kolejno najpierw z drżącą Emmą, a potem z Lucasem. 

    Mimo że było dość ciepło, Fiona z ulgą włożyła na siebie suche ubranie. Uciekli. Zrobili to, czego pragnęła od wielu lat. I to wszystko zorganizował Lucas… Do tego nie byli już na Wyspach, a tu, na kontynencie, znacznie trudniej będzie ich wytropić. Teraz, w niewielkim, przydrożnym motelu, zastanawiali się co dalej. Ona sama natomiast miała zbyt wiele pytań, takich pozostawionych zupełnie bez odpowiedzi… Włączony telewizor pokazywał zdjęcia kanału. Ewakuowani ludzie wysiadali z podziemnego pociągu. Ktoś uszkodził śluzy i dlatego w tunelu pojawiła się woda. Dziewczyna zauważyła kilka znajomych twarzy wśród członków ekipy ewakuacyjnej. Ludzie jej wuja… sprawdzali każdego, kto opuszczał tunel. Nie miała pojęcia, że aż tak bardzo zależy mu na tym, żeby ich schwytać. Wkładał w to wiele wysiłku. Pytanie tylko dlaczego i po co? 

    25.

    Emma czuła się nieswojo. Bardzo nieswojo. Z jednej strony nie była już nigdzie uwięziona, a z drugiej… Znajdowanie się w jednym pokoju z mężczyzną o jasnych włosach i towarzyszącym Ravenowi duchem, to było dla niej zbyt wiele. Zdecydowanie zbyt wiele! Jichou co jakiś czas zanosił się złowieszczym śmiechem. Dzisiaj jej brat nadużył jego zdolności. Dzięki temu dał mu siłę. Zbyt wiele siły. Teraz, niekontrolowany, wpadłby w szał, a Raven, z zimną krwią, mordowałby ludzi. Ukradkiem spojrzała na Fionę. To ona miała nad nim kontrolę, choć pewnie nawet nie rozumiała co się z tym wiąże. Dziewczyna siedziała na łóżku, rozczesując burzę rudych loków. Nie wyglądała na przejętą ani przestraszoną. Emma naprawdę jej zazdrościła. Ona nigdy nie potrafiłaby być tak bardzo spokojna. Fiona spojrzała badawczo na swoich towarzyszy. Jej wzrok na dłużej zatrzymał się na Emmie. 

    – Myślę, że powinniśmy się rozdzielić – oznajmiła. – Raven musi zabrać siostrę w bezpieczne miejsce, a przy nas raczej takiego nie znajdzie.

    Lucas przecząco pokręcił głowa.

    – To niemożliwe – odpowiedział stanowczo.

    Ku zaskoczeniu dziewczyny, Raven mu przytaknął. 

    – Dlaczego? O czym mi nie mówicie? – chciała wiedzieć dziewczyna.

    – To przez Jichou – odezwała się cicho Emma, ale zamilkła speszona, gdy zwróciły się na nią wszystkie spojrzenia.

    – Jichou? – dopytywała się Fiona wstając i podchodząc do niej bliżej.

    Na bladej twarzy Emmy pojawił się rumieniec.

    – To duch – wyjaśniła jeszcze ciszej – od urodzenia jest z Ravenem. Potrzebuje pana, który by mu rozkazywał. Kiedy jest na wolności, dzieją się złe rzeczy.

    Fiona obrzuciła pytającym spojrzeniem obydwu mężczyzn. Emma zdawała sobie sprawę z tego, że to co powiedziała, było prawdopodobnie nie do uwierzenia.

    Note