Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

     

    Eliza po raz pierwszy znalazła się w Akademii Sztuk Pięknych. Emil mniej więcej wytłumaczył jej jak znaleźć Gabriela, ale i tak czuła się zagubiona. Szła wielkim, jasnym korytarzem rozglądając się na boki. Na szerokim parapecie pod ścianą siedziała grupka studentów. Kiedy przeszła zaczęli się jej przyglądać z zainteresowaniem. Usłyszała szmer podniesionych szeptów. Zdawało się jej, że gdzie się nie pojawiła, ludzie się na nią gapią. Zaczęła się zastanawiać czy przypadkiem nie jest jakoś dziwnie ubrana, albo czegoś na siebie nie wylała, ale nie wiedziała w jaki sposób w tłumie tak dziwnych i barwnych indywiduum ona sama miałaby się wyróżniać. W końcu uznała, że po prostu jej się wydaje.

    Kiedy minęła szerokie, oszklone drzwi wydziału plastycznego, zatrzymał ją jakiś chłopak. 

    – Poczekaj – powiedział zafascynowanym głosem. Spojrzała na niego pytająco. – Mogę ci zrobić zdjęcie? Po prostu nie chce mi się wierzyć, że jesteś prawdziwą, istniejącą osobą. Nie mogę wyjść z szoku.

    Eliza poczuła się ogromnie zakłopotana.

    – Po co ci moje zdjęcie? – spytała. – O co właściwie chodzi?

    – To ty nie wiesz? – roześmiał się chłopak. – Naprawdę?

    – O czym nie wiem? 

    – O do licha! Ale numer! – roześmiał się tamten. 

    Wyciągnął z plecaka jakąś kolorową gazetę. Otworzył na pierwszej stronie. Dziewczyna niepewnie zaczęła czytać artykuł.

    Polski początkujący artysta, Gabriel Andrzejewski, wygrał X Międzynarodowy konkurs plastyczny „Malarskie inspiracje poezją”. Zwycięski obraz nosi tytuł „Błękitne Marzenie”. – głosił nagłówek.

    Eliza przewróciła stronę. Była tam wydrukowana mała reprodukcja obrazu. Oczy dziewczyny rozszerzyły się ze zdumienia. Obraz przedstawiał plac w Krakowie w sylwestrową noc. Kłębiły się na nim tłumy ludzi, na granatowym, bezchmurnym niebie rozpryskiwały się fajerwerki. Na pierwszym planie stała dziewczyna w błękitnej, wiktoriańskiej sukni. Jej smutne chabrowe oczy wpatrywały się w dal. Kontrastowała z całym otoczeniem, jaśniała na tle szarego tłumu. Eliza rozpoznała siebie. Nie mogła w to uwierzyć. Czy Gabriel tak właśnie ją widział w tą sylwestrową noc?

    Dziewczyna, zmieszana, zorientowała się, że w międzyczasie otoczył ich tłumek gapiów. Spłoszona rozejrzała się po obcych twarzach. Kiedy podniosła wzrok znad gazety zaczęli mówić jeden przez drugiego. W pewnym momencie przez tłum ludzi przedarła się znajoma postać. Gabriela wyjął jej z ręki gazetę, otoczył dziewczynę ramieniem i wyprowadził na zewnątrz. Stanęli pod drzewami. Chłopak nie miał na sobie kurtki. Zadrżał z zimna. Jego twarz była bezwyrazową maską.

    – Po co tu przyszłaś? – warknął.

    Eliza spojrzała na niego spłoszonym wzrokiem. Nie wiedziała, czemu się na nią gniewał. Podała mu portfel, który ciągle ściskała w dłoni.

    – Zapomniałeś zabrać – powiedziała nie patrząc na Gabriela. – Emil powiedział, że będzie ci potrzebny…

    – Dzięki – powiedział oschle biorąc od niej swoją własność. – Czy to wszystko? – zapytał. – Niepewnie skinęła głową. – Doskonale. W takim razie znikaj stąd i więcej się tu nie pokazuj.

    Dziewczyna poczuła się jakby ją uderzył. Do oczu napłynęły jej łzy. Odwróciła się do niego plecami i pobiegła przez otaczający Akademię park.

    Note