Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Gabriela obudziła się wypoczęta. Nie miała pojęcia ile czasu spała. Spojrzała na Eryka, leżał koło niej i naprawdę wyglądał jak książę z bajki. Wstała cicho nie chcąc go obudzić. Nie miała zamiaru spędzić w piwnicy całego dnia. Otworzyła drzwi i wysunęła się przez nie. Zajrzała jeszcze raz do środka, żeby sprawdzić czy przypadkiem go nie obudziła. Spał spokojnie. Zamknęła drzwi. Całe szczęście, że nie pogasili rano świateł, nie była pewna jak poradziłaby sobie po ciemku. Wyciągnęła z kieszeni złożoną w kostkę bandankę. Nosiła ją od kiedy dowiedziała się, że Cahir jeździ na motorze, chroniła się przy jej pomocy przed kurzem z drogi. Teraz złożyła ją w trójkąt i zrolowała po czym zawiązała na szyi w formie apaszki. Była przekonana, że po ugryzieniu wampira zostają jakieś ślady, a przecież nie chciała narobić Erykowi problemów. 

    Kiedy wychodziła z piwnicy usłyszała cichy jęk. Jak zwykle ciekawska wróciła na dół, rozejrzała się i wybrała kierunek z którego jej zdaniem dochodził. Po lewej stronie, przeciwnej do tej gdzie zostawiła Eryka, znajdowały się metalowe drzwi. Był w nich niewielki, zakratowany judasz. Podeszła i zajrzała do środka. Na podłodze w rogu pomieszczenia kuliła się jakaś mizernie wyglądająca postać. Dziewczynę przeszył zimny dreszcz. To był chłopiec, na oko może piętnastoletni. Miał na sobie podartą i pobrudzoną koszulkę, jego spodnie też były w opłakanym stanie, ale nie to było najgorsze. Nawet w tym nikłym świetle widziała krew na podłodze i jego chudych ramionach. Na ścianie naprzeciwko zobaczyła klucz, otworzyła drzwi i weszła do środka. Dzieciak spojrzał na nią zatrwożonym wzrokiem. Jego twarz był sina i opuchnięta. Co oni mu zrobili? Nagle jakby rozluźnił się odrobinę, powietrze dookoła niego zawirowało, a tam gdzie przed chwilą leżał chłopiec, teraz siedział chudy, szary wilk. Warknął. Jednym susem pokonał pomieszczenie i rzucił się na dziewczynę. Przewrócił ją na ziemię. W tym momencie była szczęśliwa, że ojciec uczył ją podstaw Judo, bo inaczej niechybnie upadając rozbiłaby sobie głowę o beton. Wilk warknął, szczerząc kły tuż nad jej twarzą. Nagle do pomieszczenia wpadło drugie zwierzę. Było czarne jak noc i prawie dwa razy większe od pierwszego. Całym swoim ciężarem zepchnęło szarego wilka z dziewczyny. Natychmiast usiadła i cofnęła się pod ścianę. Kotłujące się zwierzęta blokowały jej dostęp do drzwi. Walka nie trwała długo. Po chwili ten szary z opuszczonym ogonem czołgał się na brzuchu i skamlał u stóp czarnego, potem położył się na grzbiecie odsłaniając delikatny brzuch i gardło. Łapy miał skierowane do ciała. Czarny stanął nad nim na sztywnych łapach odsłaniając zęby i warcząc. Futro miał zjeżone. Ogromny wilk spojrzał na Gabrielę. W powietrzu pojawiła się srebrna mgła, otoczyła oba wilki, a kiedy zniknęła, zamiast zwierząt w pomieszczeniu znajdował się Cahir i leżący u jego stóp chłopiec. Cahir podniósł chłopca z taką łatwością, jakby podnosił szmacianą lalkę. Rzucił nim o ścianę. Tamten osunął się na podłogę nieprzytomny. Gabriela spojrzała niedowierzająco. Jego twarz wykrzywiał grymas gniewu. Czarne oczy miały bardzo zły wyraz. Zaczęła się go bać. Wstała niepewnie i przesunęła się w kierunku drzwi. Spojrzał prosto na nią. Rzuciła się biegiem w kierunku wyjścia. Wbiegła po schodach na górę. Chciała się znaleźć jak najdalej stąd. Pędem pokonała salon, była tuż przy drzwiach wyjściowych gdy coś zagrodziło jej drogę. Podniosła głowę i przekonała się, że nie jest to coś, tylko ktoś. Wpadła prosto na Daniela. Cofnęła się gwałtownie. Chciała uciec jakąś inną drogą, ale nie dał jej na to szansy. Jego zielone oczy patrzyły na nią gniewnie. Chwycił ją za ramię i brutalnie zaprowadził z powrotem do salonu. Popchnął na kanapę.

    – Siedź tu – warknął. 

    Bała się poruszyć. Z piwnicy wyszedł Cahir. Jego bała się jeszcze bardziej. Spojrzał na Daniela, potem na nią. 

    – Niech idzie – powiedział cichym głosem.

    – Nie, teraz zostanie – Daniel mówił wściekłym głosem. – Czemu ją w ogóle do cholery przyprowadziłeś tutaj? Co ty sobie myślałeś?

    Cahir wbijał wzrok w podłogę. 

    – Wszystko było dobrze, dopóki nie pojawiły się cienie. – Cahir podniósł wzrok, spojrzał na Daniela – polują na mnie.

    – Nie bądź idiotą – syknął gniewnie tamten. – Gdyby polowały na ciebie już dawno by się pojawiły. – Spojrzał ponuro na Gabrielę – polują na nią.

    Cahir zmarszczył brwi. Zaczął siarczyście przeklinać. Najwyraźniej wcześniej nawet nie rozważał takiej możliwości. Daniel przyjrzał mu się uważnie. Zobaczył pociemniały ślad na jego nadgarstku.

    – Pozwoliłeś im się dotknąć?! – jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia i niedowierzania, zaczął przeklinać. – Piłeś jej krew? – to był bardziej wyrzut niż pytanie.

    – Nie pił mojej krwi – wtrąciła Gabriela, którą wkurzyło, że rozmawiali tak, jakby jej tu wcale nie było. – Pił krew Eryka.

    Daniel jęknął.

    – Ten krwiopijca też jest w to zamieszany? – najwyraźniej Daniel nie przepadał za wampirami.

    Cahir przytaknął.

    – Śpi na dole. Nie zdążył wrócić do siebie. 

    Daniel usiadł ciężko na kanapie obok Gabrieli. Z jego oczu zniknął gniew. Teraz najwyraźniej był bardzo niezadowolony. 

    – Dziewczyna zostanie tutaj, przynieś jej rzeczy – zwrócił się do Cahira.

    Tamten wyszedł nie zadając zbędnych pytań. Gdyby Gabriela potrafiła zabijać wzrokiem, Daniel byłby martwy. 

    – Ja mam imię wiesz? – zwróciła się do niego wściekła – i nie zamierzam nigdzie zostawać, a już na pewno nie z wami. 

    Spojrzał na nią uśmiechając się. Jego uśmiech wcale nie był miły. 

    – Mnie też się ten pomysł nie podoba, ale obiecałem Elizie, że będę cię chronił. Zostaniesz tutaj z własnej woli, albo zamknę cię w piwnicy.

    – Znasz moją mamę? – dziewczyna była zbita z tropu. 

    Daniel westchnął ciężko.

    – Kobiety w waszej rodzinie zdecydowanie są okropne. Może chociaż July wyrośnie na normalną, miłą osobę – powiedział z rezygnacją w głosie wspominając najmłodszą siostrzyczkę Gabrieli.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Pokój, który dostała był naprawdę ładny. Właściwie, mimo dziwnej sytuacji, cieszyła się, że nie musi wracać do akademika. Czekała z niecierpliwością na przebudzenie Eryka. Daniel powiedział, że wampir będzie na nogach o zachodzie słońca. Leżała na swoim nowym łóżku i wpatrywała się w sufit. Wcześniej rozmawiała przez telefon z mamą. Ta prawie natychmiast poprosiła do słuchawki Daniela. Kiedy skończył z nią rozmawiać zrobił się potulny jak kociak. Mama poprosiła ją, żeby została w domu Daniela. Żadne z nich, jakby działając wspólnie, nie wspomniało jej o cieniach. Dziewczyna w dalszym ciągu unikała Cahira. Nie mogła zapomnieć furii w jego oczach, kiedy rzucił chłopcem o ścianę  w piwnicy. Postanowiła zejść na dół do salonu. Nie pozwoli Erykowi spotkać się z tymi dwoma samemu. 

    Daniel był czymś bardzo rozbawiony. Cahir patrzył na niego złym wzrokiem.

    – Więc mówisz, ze problem, z którym walczyliśmy przez ponad dwa tygodnie, Gabriela rozwiązała w przeciągu kilku minut?

    – I omal nie przypłaciła tego życiem – syknął.

    – Ale wilk jest twój?

    Skinął głową. Daniel roześmiał się głośno. Nagle ją zauważył.

    – O, przyszła nasza bohaterka.

    Podeszła do nich i usiadła skulona na kanapie obok Daniela. Cahira nie zaszczyciła nawet jednym spojrzeniem.

    – Co z nim zrobicie, to znaczy z wilkołakiem?

    – Obchodzi cię to? Próbował cię zabić. – syknął Cahir.

    – Tak obchodzi – odwarknęła – to jeszcze dzieciak.

    Daniel wzruszył ramionami. Jakoś nie miał ochoty jej denerwować.

    – Nic z nim nie zrobimy. Teraz należy do Cahira. Od kiedy zmienił się w wilka musi słuchać jego rozkazów. Zaprowadzi nas do swojego byłego stada. – Znowu się roześmiał, kiedy coś wpadło mu do głowy. – Cahir, teraz masz dwuosobowe stado. Jesteś samcem alfa.

    – Bardzo śmieszne – warknął tamten – nie jestem pieprzonym wilkołakiem.

    – Najwyraźniej to nie ma znaczenia, ważne, że jesteś od nich silniejszy i umiesz zmieniać się w wilka.

    Nie przestawał się śmiać. Gabriela mu zawtórowała. Jej też wydało się to bardzo zabawne. Po za tym cieszyła się, że nie skrzywdzą dzieciaka. Cahir wyglądał na mocno urażonego. W drzwiach pojawił się Eryk. Przeciągnął się leniwie.

    – Cześć Stokrotko – rzucił do Gabrieli, spodobało jej się to określenie – o Daniel, miło że wpadłeś – powiedział z nutką sarkazmu w głosie. – Brakowało nam cię wczoraj.

    – Wilk się zmienił – oznajmił Daniel wesołym głosem, puszczając ostatnią uwagę wampira mimo uszu. – Gabriela go zmusiła.

    Eryk spojrzał na dziewczynę z niedowierzaniem. Uśmiechnęła się do niego uroczo, nie próbując sprostować słów Daniela. Była zadowolona, ze nic mu z ich strony nie grozi, że przestaną się znęcać nad wilczym dzieciakiem i, że Daniel obiecał się nią opiekować. Ciągle go nie lubiła, ale ufała ocenie swojej matki. Uznała, że jest tutaj bezpieczna, a co najważniejsze nie musiała wracać do znienawidzonego akademika. 

    Eryk doprowadził się do porządku, pożegnał i wyszedł przed dom. Pobiegła za nim. Chciała z nim porozmawiać przez chwilę sam na sam, ale teraz, zamiast się odezwać, zareagowała jak zwykle pod wpływem impulsu. Zarzuciła mu ręce na szyję i przytuliła się do niego mocno. Tym razem nie był zaskoczony. Objął ją ramionami i przyciągnął do siebie delikatnie.

    – Następnym razem, zamiast tyle biegać, po prostu do mnie zadzwoń – powiedział cicho.

    Wampir używający telefonu komórkowego! Cóż za cudownie absurdalny pomysł!

    – Nie mam twojego numeru – odparła wydymając wargi.

    Roześmiał się.

    – Cahir ma, mogłaś użyć jego telefonu.

    – Nie wpadłam na to – przyznała szczerze.

    Wyjął telefon i poprosił o jej numer. Zadzwonił do niej, zostawiając jej w ten sposób swój. Pocałowała go w usta, odwróciła się i wbiegła powrotem do domu. Cahir stał przy oknie, był wściekły. Kiedy przechodziła obok niego chwycił ją brutalnie za ramiona.

    – Puść mnie – warknęła – to boli!

    – Co to niby miało być? – syknął.

    – Nie twoja sprawa – odgryzła się.

    – Myślałem… – zaczął.

    – To źle myślałeś – przerwała mu.

    W tym momencie naprawdę go nienawidziła. Chwycił ją mocniej, znalazła się przy ścianie. Przysunął się do niej bliżej, był bardzo blisko. Trzymał jej ręce. Próbowała się uwolnić, odepchnąć go. W ogóle nie zwrócił na to uwagi. W jego oczach było coś takiego, że znów zaczęła się go bać. Nie wiedziała do czego jest zdolny. W tym momencie pojawił się Daniel. Odciągnął od niej chłopaka, popchnął go do tyłu. Jego oczy płonęły.

    – Czyś ty kompletnie zwariował?! – krzyknął na Cahira.

    Tamten popatrzył na niego spode łba groźnie mrużąc oczy. Gabriela korzystając z okazji wymknęła się i pobiegła na górę, do pokoju. Zamknęła drzwi. Serce biło jej jak oszalałe. Rzuciła się na łóżko, wtuliła twarz w poduszkę zalewając się łzami.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Olbrzymi czarny wilk biegł nie zwracając uwagi na nic. Był późny wieczór, w lesie było ciemno. Przez gęste pokryte wiosenną zielenią gałęzie nie przedzierało się prawie żadne światło. Jemu to nie przeszkadzało. Doskonale widział, słyszał i czuł to co go otaczało. Był na wpół oszalały z bólu i wściekłości. Nie myślał jasno, w ogóle nie myślał. Zdał się na instynkt. Jego oczy zasnuwała czerwona mgła. Właściwie nie planował się tu znaleźć, sam nie wiedział co tu robi. Biegł przed siebie. Gdy coś stawało mu na przeszkodzie po prostu rozrywał to na strzępy i pędził dalej. Nie obchodziło go czy to krzewy jeżyn czy żywe istoty. Wszystko co stanęło mu na drodze po prostu miało pecha. Srebrny wilk, prawie tak samo wielki jak on, stał przez chwilę zdumiony wpatrując się w niespodziewanego przeciwnika. Zareagował dopiero kiedy bestia rzuciła mu się do gardła. Walczyli zaciekle. To była walka na śmierć i życie.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    „ … nie, nie rozumiesz, boję się go, nie wiem co by się stało, gdyby Daniel mnie dzisiaj przed nim nie obronił”

    Po chwili znów usłyszała sygnał przychodzącej wiadomości.

    „ Jeżeli nie boisz się Daniela, Cahira też się nie bój. Jest jego uczniem, musi mu być posłuszny. Tak działa ich magia.”

    Siedziała na łóżku i pisała smsy. Wreszcie doszła do siebie. Nie miała się do kogo zwrócić. Nawet na rodziców była wściekła, że wiedzieli więcej niż się przyznawali, że znali ten dziwny, dla niej zupełnie nowy świat. Zdziwiła się, kiedy Eryk na jej wiadomość odpisał prawie natychmiast. Była mu za to bardzo wdzięczna. Teraz rozmawiali już od dobrej godziny.

    „Daniela się nie boję. Moja matka mu ufa, to mi wystarczy. Prosiła go, żeby się mną opiekował.”

    „Mnie też się nie boisz?” zapytał w kolejnym smsie.

    Uśmiechnęła się do siebie. Czyżby z nią flirtował?

    „Nie, ciebie też się nie boję, a powinnam?”

    „Więc spotkajmy się, chciałabyś?”

    Czy by chciała? Oczywiście, że tak! Zwłaszcza teraz, kiedy był jedyną osobą z którą mogła szczerze porozmawiać. Eryk przynajmniej nie próbował jej okłamywać.

    „Kiedy?”

    „Jutro o 19:00 przed kinem Helios, może być?”

    „Dobrze. Teraz już pójdę spać. Dobranoc.”

    Czuła się bardzo zmęczona po nieprzespanej nocy, a dochodziła już północ.

    „Słodkich snów Stokrotko”

    Note