Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Gabriel przekonywał mnie tak długo, aż w końcu ustąpiłam i razem powędrowaliśmy do zamku. Dotarcie do murów miasta zajęło nam ponad dwie godziny, ale tam, znający Gabriela żołnierze, natychmiast osiodłali dla nas konie i na zamek dotarliśmy bardzo szybko. Na nasz widok, na twarzy Daniela, odmalowała się szczera i prawdziwa ulga. Przez chwilę nie mieściło mi się w głowie, jak mogłam uwierzyć w kłamstwa Denisa. Gabriel w skrócie streścił ojcu naszą historię. 

    – To ja wysłałem za wami cienie – przyznał spokojnie. Gabriel patrzył na niego z prawdziwym strachem i niedowierzaniem. – Bałem się i musiałem cię jakoś odnaleźć, Andżeliko – wyjaśnił. – Odrobina czarnej magii, to był jedyny sposób.

    – Mistrzu, przecież niejednokrotnie mnie uczyłeś, że… – zaczął mój brat.

    – Tym razem cena była niska – przerwał mu Daniel – a ja nie mogłem zostawić moich dzieci samych sobie. Rozumiesz to?

    Gabriel niechętnie skinął głową, ale w dalszym ciągu nie wyglądał na przekonanego. Kiedy skończyliśmy rozmawiać z ojcem, przynajmniej o cienie mogłam być spokojna, ale w dalszym ciągu niepokoiła mnie reakcja chłopaka, który połączeniem ojca i czarnej magii, był naprawdę przerażony. Rozumiałam go, przynajmniej częściowo. Cienie, które mnie śledziły, napawały mnie prawdziwą trwogą. Nagle w korytarzu, z rozpędem wpadła na nas jedna z pokojówek i zanim zdążyła wybąkać przeprosiny, w jej oczach ujrzałam błysk rozpoznania.

    – Och, paniczu Gabrielu, to straszne! – zaczęła piskliwym, zapłakanym głosem. 

    – Co takiego się stało? – mój brat mówił uspokajająco, kładąc dłoń na ramieniu rozhisteryzowanej dziewczyny. 

    – Panienka Annaela, ona, ona umiera! – wyrzuciła z siebie. 

    Oczy Gabriela rozszerzyły się, najpierw ze zdumienia, a potem z prawdziwego, nieskrywanego przerażenia i desperacji.

    – Zaprowadź nas do niej – poprosiłam, mając nadzieję, że pokojówka po prostu przesadza.

    Dziewczyna potaknęła i szybkim krokiem ruszyła przed siebie korytarzem, a my podążyliśmy za nią.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Przysłuchiwałam się, stojąc z boku, rozmowie Gabriela z ojcem. Stan Annaeli był naprawdę poważny, a Daniel, ze stoickim spokojem, oznajmił synowi, że dziewczyna umrze. Tutaj, w tym świecie, nic nie dało się zrobić, nawet gdyby użył magii. Nie wierzyłam w to. Ani przez chwilę. I mój brat, sądząc z jego zawziętej, pobladłej twarzy i kurczowo zaciśniętych pięści, również nie. Kiedy odszedł, bez słowa poszłam za nim. Zatrzymał się gwałtownie tak, że niemal na niego wpadłam. W jego spojrzeniu widziałam przeplatające się ze sobą żal, bezsilność i wściekłość.

    – Zostaw mnie – rozkazał, a ja nie miałam pojęcia jak to zrobił, że jego słowa były jednocześnie warknięciem i prośbą. 

    – Chyba nie zamierzasz się poddać? – zapytałam ignorując to co powiedział.

    Kiedy wyszliśmy do ogrodu, z całej siły kopnął jakiś kamień. Milczał tak długo, że byłam pewna, że już mi nie odpowie. Wtedy jednak się odezwał.

    – A co mógłbym zrobić?

    Pytanie było mieszaniną skierowanej we mnie wściekłości i nadziei na cud.

    – Zabrać ją do szpitala? – zasugerowałam siląc się na spokój.

    Spojrzał na mnie jak na wariatkę.

    – To niemożliwe – oznajmił. – Nie można tak sobie po prostu podróżować między światami. To zakazane.

    Wzruszyłam ramionami.

    – Więc złamiesz prawo.

    Jęknął cicho.

    – Eve, nie rozumiesz…

    Spojrzałam na niego chłodno.

    – Doskonale rozumiem. Oberwie ci się za to. Czy to wystarczający powód, żeby nie spróbować?

    Zacisnął usta tak mocno, że jego wargi zmieniły się w białą kreskę.

    – Nie – szepnął. – Jeżeli jednak ją stąd zabiorę, nie będzie już powrotu.

    Wzruszyłam ramionami.

    – Trudno, w takim razie tu nie wrócimy. Najważniejsze, żeby ona przeżyła.

    – My? – zapytał nieśmiało.

    Skinęłam głową.

    – Oczywiście. Chyba nie sądziłeś, że puszczę cię samego?

    Obdarzył mnie nieco bladym uśmiechem, a ja poczułam, że naprawdę dobrze mieć brata. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Annaela była blada i miała wysoką temperaturę. Do tego była odurzona jakimiś przeciwbólowymi środkami. Nie musieliśmy jej zabierać z zamku, ponieważ portal był w zachodniej wieży. Tak przynajmniej twierdził Gabriel. Jednak dostać się tam, również nie było prostą sprawą. Wszędzie kręciło się pełno ludzi, którzy z pewnością zadawaliby pytania. Mój brat był przekonany, że strażnicy wpuszczą go do wieży, nie miał jednak pewności, czy Annaela również będzie mogła przejść. Przekonać pokojówki, że to jedyny sposób by uratować dziewczynie życie, nie było trudno. Była ich przyjaciółką i chyba w całym pałacu nie było osoby, która by jej nie kochała za jej dobroć i serdeczność. Wszyscy chcieli pomóc Annaeli i kiedy okazało się, że czarodziej nie kiwnie palcem, byli bardziej niż skorzy, żeby kryć Gabriela. Okazało się, że żołnierze myśleli tak samo. Niecały kwadrans więc zajęło nam przedostanie się do niewielkiego domku na przedmieściach,  w którym znajdowało się wyjście z portalu. Gabriel położył na wpół przytomną dziewczynę na łóżku i zadzwoniliśmy do Roberta. Tym razem przyjechał razem z załogą karetki. Mile zaskoczyło mnie to, że młody lekarz o nic nie pytał, mimo, że po naszej ucieczce, jak najbardziej miał do tego prawo. Świadczyło to jednak również o tym, jak poważny był stan Annaeli. Na poznawanie odpowiedzi przyjdzie czas potem. 

    – Nie mogę was zabrać do karetki, takie są przepisy – przeprosił Robert.

    Gabriel jedynie przytaknął.

    – Spotkamy się w szpitalu – stwierdził.

    – Co z nią? – chciałam wiedzieć.

    – Wydaje się, że to po prostu zapalenie wyrostka robaczkowego. Nie wiem jak długo nie była operowana, ale mam nadzieję, że zdążymy i dziewczyna nie umrze – oznajmił rzeczowo.

    Wśliznęłam się pod ramię brata, obejmując go w pasie. Annaela nie umrze. Nie mogła umrzeć. Kiedy karetka odjechała, na chwilę mnie do siebie przytulił, a potem chwycił kluczyki i poszliśmy do zaparkowanego na podjeździe, tuż przy domu, samochodu.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Kiedy się odwróciłam, Gabriel upadał na bruk podjazdu. Płynąca z rozcięcia na czole krew zalewała mu twarz. Tuż nad nim stała znajoma sylwetka. Natychmiast rozpoznałam Michała. Chłopak trzymał w dłoniach gruby kij. Zza ściany domu wyłoniła się Lili. Denisa z nimi najwyraźniej nie było. 

    – Spokojnie – powiedział Michał, kiedy cofnęłam się, opierając o srebrną karoserię samochodu. – Nie zrobimy ci krzywdy, jeżeli będziesz posłuszna.

    – Czego od nas chcecie? – odważyłam się zapytać.

    – Pomocy twojego ojca – odpowiedział sucho chłopak. – I zdobędziemy ją za wszelką cenę. Wsiadaj do samochodu! – rozkazał.

    – Co z Gabrielem?

    Michał skrzywił się nieznacznie. Wyglądał, jakby to rozważał.

    – Jego też zabieramy – zdecydowała Lili, na co tylko wzruszył ramionami, a gdy wsiadłam, wciągnął do środka mojego nieprzytomnego brata.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Pomogłam Michałowi opatrzyć ranę na głowie Gabriela. Ocknął się po pół godzinie, a ja z ulga przyjęłam, że nic mu nie jest. Znów znajdowaliśmy się za miastem, w domku z bali, w miejscu z którego uciekliśmy po raz pierwszy. Gabriel leżał na kanapie z głową na moich kolanach. Lili, wściekłym głosem, kłóciła się o coś z Michałem. Wtedy właśnie wszedł Denis. Najpierw spojrzał na mnie z ulgą, ale jego twarz niemal natychmiast się zmieniła. Oczy stały się chłodne i przestały wyrażać cokolwiek. 

    – Wróciłeś – ucieszyła się na jego widok dziewczyna. – Patrz kogo udało nam się w międzyczasie schwytać – oznajmiła z dumą. – Byli tam, gdzie się ich spodziewałeś.

    Coś ścisnęło mnie w środku. Skąd Denis wiedział? I dlaczego?

    – Przygotuję wszystko do drogi – oznajmił Michał, a gdy Denis skinął mu głową, wyszedł z pomieszczenia.

    – Dobra robota – skwitował bez entuzjazmu. – Chociaż to bardziej zasługa ich głupoty niż wasza. – Spojrzał pogardliwie na Gabriela. – Łudziłem się, że dla dobra Andżeliki się powstrzymasz i nie zabierzesz tej dziewuchy do tego świata – oznajmił. – Najwyraźniej jednak ona zbyt wiele dla ciebie znaczy, a Andżelika zbyt mało.

    Gabriel zerwał się gwałtownie, zaciskając pięści. Zbyt gwałtownie jak na niedawny uraz. Opadł na kanapę przymykając oczy. Przysunęłam się do niego, a on objął mnie ramieniem.

    – Skąd wiedziałeś, że wrócimy? – spytałam cicho Denisa.

    – Nie wiedziałem. Kiedy usłyszałem o tym, że jego dziewczyna jest chora, po prostu to założyłem. I patrz… okazało się, że jednak znam Gabriela.

    Nie chciałam mu mówić, że to był mój pomysł, a nie mojego brata. Czy to zresztą miało jakiekolwiek znaczenie? W spojrzeniu Denisa kryło się coś bardzo niedobrego. 

    – Może tym razem uda nam się wyciągnąć od niego to, czego potrzebujemy – zamruczała Lili, podchodząc bliżej. 

    Uczepiła się jego ramienia. Tym razem, gdy na nią patrzył, w jego spojrzeniu nie było tej samej drwiny, co ostatnio. Masochistycznie obserwowałam jak Denis obejmuje Lili. Dlaczego mnie to obchodziło? Nie powinno obchodzić. A jednak… Bolało jak cholera. Z trudem powstrzymywałam cisnące się do oczu łzy. Nie było Michała, nie robił więc tego na pokaz, żeby mu dopiec, a zadowolony, pewny sienie, uśmieszek dziewczyny, mówił sam za siebie.

    – Czego od nas chcecie? – powtórzyłam.

    Czułam jak Gabriel zaciska rękę na mojej dłoni. Wyraźnie chciał, żebym milczała, ale ja nie potrafiłam. Śliczną twarz Lili ozdobił jeszcze radośniejszy uśmiech.

    – Może przekonamy się jak bardzo mu na niej zależy? – zaszczebiotała. Wyplątała się z objęć Denisa i podeszła do mnie. – Tym razem to jej powinniśmy coś zrobić, a on niech na to patrzy – zasugerowała.

    Gabriel przytulił mnie do siebie, z nienawiścią patrząc na rozbawioną dziewczynę. Ku mojemu przerażeniu Denis skinął głową. Miał zawzięty wyraz twarzy. Jego oczy pociemniały.

    – Masz prawo wyboru – oznajmił chłodno. – Pomożesz nam, a ja nie skrzywdzę ani ciebie, ani jego.

    – Zostawcie ją w spokoju – syknął mój brat. – Ona nie może wam pomóc.

    Lili również wyglądała na zaskoczoną sugestią Denisa.

    – Owszem, może – oznajmił chłopak złowieszczo.

    – Nawet gdybym mogła, to i tak nic bym nie zrobiła – odezwałam się chłodno. – Najwyraźniej zasłużyliście na to, co wam się stało.

    Dziewczyna uderzyła mnie w twarz. Gabriel chwycił ją za rękę, kiedy zamachnęła się po raz drugi. Do pokoju wrócił Michał. Rozdzielił ich, stając między nimi. Denis przyglądał się z obojętną miną. Dotknęłam piekącego śladu na policzku. W końcu chłopak podszedł do mnie, przerywając wrogą ciszę. 

    – Porozmawiamy sobie na osobności – oznajmił nieprzyjaźnie.

    Chwycił mnie za rękę i siłą pociągnął do góry. Gabriel rzucił się w moim kierunku, ale powstrzymał go silniejszy od niego Michał.

    – Nie próbuj żadnych sztuczek – rzucił Denis na odchodne – bo jednej z twoich dziewczyn – zakpił – może stać się przez to krzywda. 

    Chłopak pociągnął mnie schodami w dół. Znaleźliśmy się przed domem. Szybkim krokiem ruszył ku przylegającemu do domku budynkowi. Pachniało tu końmi i sianem. Gdy znaleźliśmy się w środku, zamknął drzwi, zakładając na nie ciężki skobel. Kiedy odwrócił się w moją stronę, jego twarz była zachmurzona, a szare oczy pociemniałe z gniewu. Poczułam, że jest zbyt blisko. Moje serce tłukło się w piersi jak oszalałe. 

    – Dlaczego to robisz? – spytałam Denisa, odsuwając się od niego.

    – Nie zrobię ci krzywdy – obiecał cicho, nie patrząc na mnie. – Nigdy bym nie mógł cię skrzywdzić.

    Stałam, oniemiała, wpatrując się w niego z niedowierzaniem. Skąd te słowa? Czemu tak mówił? Uczucie strachu zlewało się z tym, co robiło w moim brzuchu stado wirujących we wściekłym tańcu motyli.

    – Nie rozumiem – oznajmił w końcu, po dłuższej chwili ciszy. – Pomogłaś mu uratować jego panienkę, a i tak dalej… 

    – Co dalej? – nie wytrzymałam wcinając się mu w słowo.

    – Nie widzisz tego? – gwałtownie przysunął się do mnie, tak, że aż zadrżałam. Jego ręce oparły się o ścianę, w pobliżu moich ramion. Poczułam się jak w pułapce. Jednocześnie pragnęłam jego bliskości i tego, żeby się ode mnie odsunął. – On cię wykorzystuje. Jesteś dla niego córką jego mistrza. To jasne, że chce zdobyć twoje względy.

    Nareszcie to pojęłam. Zakręciło mi się w głowie. Jednocześnie miałam ochotę się śmiać i na niego krzyczeć. Wybrałam drugą opcję.

    – Mylisz się! – warknęłam na niego. – Gabriel nie jest taki! 

    – Więc jaki? – syknął Denis. – Nie przeszkadza ci to, że ma dwie dziewczyny naraz?

    To co mówił było absurdalne, ale mimo że nie mogłam w to uwierzyć, zrozumiałam w czym rzecz. Denis był zazdrosny. Zazdrosny o mnie!

    – Gabriel kocha Annaelę i dowiedziałam się o tym, gdy tylko ją poznałam – odpowiedziałam mu chłodno.

    Chłopak odsunął się. Teraz jego wzrok nie był już taki wściekły. Oczy odzyskały swoją normalną, szarą barwę. Tkwiły w nich jednak smutek i ból.

    – A ty mimo wszystko go kochasz?

    Miałam dość. Nie zamierzałam się z nim dłużej droczyć. W jednej chwili postanowiłam mu zaufać. 

    – Oczywiście, że go kocham – oznajmiłam spokojnie przyglądając się jak w jego oczach pojawia się jeszcze większy ból. Zasłużył sobie na to. Choćby za sytuację z Lili. Nawet jeżeli było to tylko na pokaz i nic ich nie łączyło. Spojrzałam na niego poważnie, pozwalając sobie na to by delektować się tym małym zwycięstwem. – W końcu jest moim bratem – dodałam wreszcie.

    Oczy Denisa zrobiły się wielkie. Kiedy dotarła do niego informacja i wszystkie jej konsekwencje, chwycił mnie w ramiona. Podniósł mnie do góry, a ja odruchowo oplotłam go nogami. Całym swoim ciałem przygniótł mnie do drewnianej ściany. Jego pocałunki były namiętne i pełne ulgi. Jego język wsunął się do moich ust, ręce chłopaka nie przestawały mnie obejmować. 

    – Denis – jęknęłam z trudem chwytając powietrze.

    Pozwolił mi na krótką przerwę, a potem znów zaczął całować. Gorąco i z pasją. Czułam się jak we śnie. Istniał tylko on i jego ramiona. Otaczające nas powietrze niemalże iskrzyło. Nigdy nikogo nie pragnęłam tak jak jego.

    – Kocham cię – szepnął do mojego ucha, muskając je ciepłymi wargami. – Kocham – powtórzył. – Myślałem, że cię straciłem, że nie jesteś moja i to było najgorsze, co kiedykolwiek przeżyłem. 

    Jego oddech był zbyt szybki. Wypowiadanie słów sprawiało mu trudność. Nagle dotarł do mnie ich sens. Nie, niemożliwe. Pożądał mnie, owszem. Pragnął mojej bliskości, martwił się o mnie… ale kochał?

    – Kochasz mnie? – powtórzyłam bezwiednie wypowiadając te słowa na głos.

    – Przez cały czas cię kochałem – szepnął. – Zakochiwałem się w tobie, od naszej pierwszej wymiany zdań. Równocześnie nienawidziłem cię za to, ciebie i siebie – przyznał. – To przez wzgląd na to kim jest twój ojciec i dopiero poniewczasie zdałem sobie sprawę, że to nie jest żaden podstęp, a ty nie jesteś nim.

    – Denis, ja… – zdałam sobie sprawę, że mój głos drży.

    – Cii – szepnął, zamykając moje usta kolejnym pocałunkiem. – Nic nie mów – poprosił. – Po prostu nic nie mów.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Jego pocałunki były gorące i pełne pasji, a jednocześnie miękkie niczym aksamit. Kiedy postawił mnie na ziemi, wsunęłam dłonie pod czarną koszulkę, pragnąc kontaktu z jego skórą. Nie potrafiłam myśleć logicznie, a cały otaczający nas świat przestał istnieć. Denis całował mnie i dotykał, to było wszystko z czego zdawałam sobie sprawę. Do rzeczywistości przywołało nas pukanie w drzwi, a raczej nie pukanie, a mocne walenie. Denis zaklął cicho.

    – Nie mogą wiedzieć – szepnął mi do ucha, a potem bez ostrzeżenia popchnął na otaczające nas siano.

    Zaskoczona upadłam na plecy.

    – Wpuść mnie! – usłyszałam żądanie Michała. 

    – Czego chcesz?! – warknął nieprzyjaźnie Denis.

    – A jak ci się zdaje? – odpowiedział mu pytaniem rozeźlony chłopak. – Nie pozwolę ci jej skrzywdzić, a już na pewno nie w ten sposób!

    Denis spojrzał na mnie po raz ostatni, a potem otworzył drzwi. Michał wparował do środka jak burza. Obrzucił kolegę wściekłym spojrzeniem. Potem jego wzrok zatrzymał się na mnie. Zdałam sobie sprawę, co musiał zobaczyć. Sterta siana, potargane włosy, zaróżowione policzki i pomięte ubranie. To zdecydowanie nie przemawiało na korzyść Denisa. Michał podszedł do mnie powoli. Stanął tak, żeby nas rozdzielić.

    – Nie zbliżysz się do niej więcej – oznajmił stanowczo.

    Denis uśmiechnął się drwiącym, leniwym uśmiechem.

    – Tak, bo co mi zrobisz?

    Ręce Michała same zacisnęły się w pięści.

    – Cokolwiek by to miało nie być, możesz być pewien, że nie pozwolę ci na takie zabawy!

    Chłopak uśmiechnął się. Zdecydowanie nie był to miły uśmiech.

    – O tym się jeszcze przekonamy – oznajmił wychodząc.

    Zdałam sobie sprawę, że Michał wkłada całą swoją siłę woli w to, żeby się uspokoić. Pochylił się. Wyciągnął do mnie rękę. Pozwoliłam mu pomóc sobie wstać.

    – Nic ci nie jest? – spytał zaniepokojony.

    Przecząco pokręciłam głową, a chłopak odetchnął z ulgą. Uświadomiłam sobie mimowolnie, że lubię Michała. Był przekonany, że Denis chce mnie skrzywdzić. I co ważniejsze, nie chciał na to pozwolić. Uśmiechnęłam się do niego niepewnie. Najgorsze ze wszystkiego było to, że w dalszym ciągu nie znałam ani prawdziwych zamiarów ani planów Denisa, a bardzo zależało mi na tym, żeby je poznać.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    W głowie miałam mętlik. Nie wiedziałam co mam myśleć o Denisie, Michale, Lili i przede wszystkim o własnym ojcu. Nie byłam pewna komu mogę ufać i wierzyć. Być może żadne z nich nie znało całej prawdy…

    – Co zaszło między waszą trójką? – odważyłam się spytać, kiedy Michał prowadził mnie z powrotem w kierunku domu. Spojrzał na mnie nieco ponuro. – To znaczy, mam na myśli to, że widzę, jak Denis zachowuje się względem ciebie… i Lili – dodałam nie mając pewności jaką reakcję wywoła u niego moje pytanie.

    Przez chwilę milczał i byłam pewna, że mi nie odpowie, ale on zamiast tego zatrzymał się, kiedy przekroczyliśmy próg domu. Spojrzał na mnie poważnie.

    – Więc Gabriel ci o nas nie opowiadał? – zapytał zainteresowany.

    – Niewiele – przyznałam zaskoczona.

    – Może trudno w to uwierzyć, ale kiedyś byliśmy przyjaciółmi – mruknął niechętnie. – We czwórkę uczyliśmy się pod okiem mistrza. Jeżeli chodzi o resztę, to Lili była zakochana w Denisie – przyznał ponuro. – Właściwie bardziej niż zakochana. To graniczyło z obsesją. Chłonęła każde jego słowo, każdy gest. A ja z kolei od zawsze byłem zakochany w niej – westchnął. – Denis… nigdy nie miał oporów przed ranieniem ludzi. Kiedy miał jej dość, brutalnie złamał jej serce, a potem pchnął ją w moje ramiona, żebym mógł ją pocieszyć. Ona jednak nigdy nie przestała go kochać, a on natomiast nigdy nie przestał mi tego uświadamiać. 

    – I nie ma powodu, żeby tak cię nie lubić? – dociekałam.

    Chłopak skrzywił się nieznacznie.

    – Właściwie to ma, wszyscy mają. Nie tylko Gabriel nas zdradził. Ja również, ale mimo to, tylko jemu się upiekło.

    Czarna magia… konsekwencje jej używania… to było dla mnie zbyt wiele. Nie rozumiałam na czym to wszystko polega, jak działa ani dlaczego jest takie przerażające – oczywiście poza tym, że jej użycie odbierało ludziom fragmenty duszy. Wiedziałam natomiast, że używał jej mój ojciec. Przynajmniej raz – po to, żeby mnie śledzić. Zdawałam sobie również sprawę, że same wzmianki o niej, napawają mnie trwogą.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Wzdrygnęłam się, bez ostrzeżenia wyrwana ze snu. Chciałam krzyknąć, ale jakaś dłoń zatykała mi usta. Szarpnęłam się, ale ktoś mnie przytrzymał.

    – Cii, to tylko ja – usłyszałam znajomy głos Denisa. – Zmywamy się stąd.

    Potulnie skinęłam głową i wtedy mnie puścił.

    – Co z Gabrielem? – zapytałam natychmiast.

    W półmroku zauważyłam jak Denis krzywi się mimowolnie.

    – Czeka na zewnątrz – mruknął z niechęcią.

    Podał mi rękę, a ja posłusznie podałam mu swoją dłoń i poszłam za nim. Gabriel czekał za kierownicą, w samochodzie. Szybko zajęłam fotel pasażera. Denis zamknął za mną drzwi i odsunął się kawałek. Otworzyłam okno.

    – Nie jedziesz? – zapytałam zaskoczona.

    Przecząco pokręcił głową.

    – Znajdę cię – oznajmił patrząc mi w oczy.

    – Możemy już jechać? – Gabriel zadał pytanie cierpkim tonem.

    – Tak, jasne – odpowiedziałam zamykając szybę.

    Przez dłuższą chwilę milczeliśmy, a potem mój brat nie wytrzymał.

    – Nie rozumiem – wyznał gniewnym tonem. 

    – Czego nie rozumiesz? – zapytałam zdziwiona.

    – Dlaczego on nam pomaga? To mi kompletnie do niczego nie pasuje. 

    Wzruszyłam ramionami.

    – Może po prostu źle go oceniłeś?

    – Nie wydaje mi się – prychnął Gabriel.

    Wpatrywałam się w oświetloną jedynie samochodowymi reflektorami drogę.

    – Dokąd jedziemy? – zapytałam, żeby zmienić temat.

    – Do szpitala – odpowiedział takim głosem, jakby obawiał się mojej reakcji.

    Nie zaprotestowałam. Rozumiałam co czuł. Wiedziałam, że teraz najważniejsze dla niego będzie to, żeby zobaczyć Annaelę i upewnić się, że u dziewczyny wszystko w porządku. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Weszliśmy do szpitala bez najmniejszych problemów, ale w drzwiach oddziału zatrzymał nas Robert. 

    – Zaczekajcie! – rozkazał.

    – Co z nią? Nic jej nie jest? – zaniepokoił się Gabriel.

    – Nie, z Annaelą wszystko w porządku, ale jest tu wasz… – nie zdążył dokończyć, ponieważ w korytarzu pojawił się Daniel.

    Jego twarz nie wyrażała niczego, ale spojrzenie orzechowych oczu było chłodne jak lód. 

    – Chodźcie za mną! – rozkazał i nie czekając na nas oddalił się w głąb korytarza.

    Spojrzeliśmy po sobie. Gabriel wziął mnie za rękę i ruszyliśmy w ślad za ojcem. Zaprowadził nas do gabinetu. Stała tu kanapa, kilka szafek i biurko. Poza tym był pusty. Daniel stanął przy oknie. Przez chwilę milczał, zanim się do nas odwrócił.

    – Czy ty zdajesz sobie sprawę z konsekwencji tego co zrobiłeś?! – zwrócił się do Gabriela gniewnym tonem.

    Chłopak przytaknął.

    – Tak, Annaela nie może już tam wrócić.

    – Wrócić?! – głos Daniela przerażał. – Ta dziewczyna musi umrzeć! Ona nie ma prawa żyć i ja tego dopilnuję. Osobiście.

    – Chcesz ją zabić? – upewniłam się, czując, że nasz ojciec zwariował.

    – Nie pozostawiliście mi innego wyjścia – odparł chłodno. – Najpierw to załatwię, a później pójdziecie ze mną. Wracamy do domu. 

    – Nie pozwolę ci jej skrzywdzić! – oznajmił stanowczo Gabriel.

    – Nie macie tu nic do powiedzenia, wystarczająco już namieszaliście.

    – Nigdzie z tobą nie pójdziemy! – oznajmiłam hardo, pragnąc teraz tylko tego, żebyśmy mogli upewnić się, czy Annaela jest bezpieczna.

    – Ależ oczywiście, że pójdziecie – odpowiedział tym samym, chłodnym tonem. – Kei, Eve, jesteście krwią z mojej krwi i będziecie mi posłuszni. 

    Poczułam się jak we śnie. Nogi niosły mnie same, a umysł odmawiał posłuszeństwa. Czułam obok siebie obecność Gabriela, ale nie byłam się w stanie nawet odwrócić. Daniel kierował nami, niczym marionetkami, wydając proste polecenia. Po chwili znaleźliśmy się w szpitalnym pokoju. Annaela spała. Jej złote włosy rozsypały się po białej poduszce. Była blada, ale oddychała spokojnie. Na podłodze pojawiła się ciemna, połyskująca plama, wielkości sporej kałuży. 

    – Wejdziecie w portal i zaczekacie na mnie w wieży – rozkazał Daniel.

    Obojętność na twarzy Gabriela zmieniła się w przerażenie, ale nie potrafił nie posłuchać. Ja również nie potrafiłam. Szłam przed siebie, niesiona magicznym rozkazem. Wtedy w pokoju pojawiła się jeszcze jedna postać. Rytm mojego serca gwałtownie przyspieszył, kiedy rozpoznałam Denisa. Daniel wypowiedział w kierunku śpiącej dziewczyny jakieś słowa. Rozbłysło białe światło i… nic nie wydarzyło się dalej. Denis w jakiś sposób stanął na drodze użytej przez naszego ojca magii. Potem, kiedy niemalże całkowicie zniknęliśmy już w portalu, jakimś cudem udało mu się wepchnąć do niego również Daniela, a potem samemu podążyć za nami.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Otrząsnęłam się z działania magii, ale portal zdążył się już w międzyczasie zamknąć. Zresztą, nawet gdyby był otwarty, nie miałam pojęcia czy działał w obie strony. 

    – Ty głupi dzieciaku – warknął Daniel w kierunku Denisa – znowu wtrącasz się w rzeczy, które cię przerastają. 

    Chłopak rzucił się na niego, ale w tym momencie u boku mojego ojca pojawiły się dwa monstrualne, karykaturalne stworzenia. Miały pokryte błoną skrzydła, zakrzywione pazury, oraz olbrzymie zębiska. Wyglądały przerażająco. Jedno z nich po prostu bez trudu cisnęło Denisem o kamienną ścianę. Widziałam rozszerzone ze zdumienia i grozy oczy Gabriela. Brat zasłonił mnie sobą, w taki sposób, żeby stać pomiędzy mną, a naszym ojcem.

    – Przyprowadź dziewczynę – zwrócił się Daniel do jednego z nich. – Zaraz tu będzie, żeby dokonać wymiany.

    Demon posłusznie wyszedł z pomieszczenia, a po chwili wrócił, ciskając o podłogę nieprzytomną Lili. Idąc przy ścianie podeszłam do Denisa, a Gabriel ruszył za mną. Chłopak powoli podniósł się z podłogi. 

    – Nic ci nie jest? – spytałam cicho, szukają jego dłoni. 

    Przecząco pokręcił głową, nie spuszczając wzroku z Daniela. Ścisnął moją rękę. Nagle ojciec zwrócił na nas uwagę.

    – Odsuńcie się od niego! – rozkazał.

    – Nie pozwól mu – usłyszałam cichy szept Denisa. – Nie może mieć nade mną władzy. 

    Tym razem nakaz nie był tak silny, a mimo to walczyłam ze wszystkich sił o to, żeby go nie posłuchać. Gabriel również nie ruszył się z miejsca. Daniel wyglądał na zirytowanego, ale tą cichą walkę przerwało pojawienie się Michała. Przerażonym wzrokiem spojrzał na lezącą na podłodze  Lili.

    – Przyniosłeś kryształ? – spytał Daniel.

    Chłopak ponuro skinął głową.

    – Oddam ci go, a potem pozwolisz nam odejść – odezwał się nieco drżącym głosem.

    Kiedy wysunął przed siebie odbijający światło przedmiot, poczułam jak zamierają zarówno Denis jak i Gabriel. Kryształ gwałtownie wyskoczył z dłoni Michała, lewitując w kierunku Daniela. 

    – Doskonale – mruknął mój ojciec. Michał zbliżył się do nieprzytomnej dziewczyny. Wziął ją na ręce. – Chyba nie będziecie mi już potrzebni – stwierdził obojętnie Daniel, machnął ręką i fala energii odrzuciła obydwoje na ścianę. Michał osunął się bezwładnie, obok nieprzytomnego ciała Lili. – Teraz wasza kolej – oznajmił ponownie zwracając się do nas. – Zabierz siostrę na górę – zwrócił się do Gabriela – i poczekajcie tam na mnie.

    Kryształ zawisł w powietrzu, a Denis krzyknął i osunął się na podłogę. Otoczyła go fala mroku. Rzuciłam się ku niemu, ale Gabriel przytrzymał mnie stanowczo.

    – Nie, zginiesz, jeżeli go dotkniesz. On potrzebuje jego odporności na magie i to mu chce odebrać – wyszeptał ze zgrozą.

    Ból w oczach Gabriela był nie do zniesienia. Tak bardzo mylił się w stosunku do naszego ojca… 

    – Na górę! – powtórzył rozkaz Daniel.

    Brat pociągnął mnie za rękę, a ja mimowolnie podążyłam za nim. W połowie jednak drogi gwałtownie się zatrzymał, a potem rzucił, by pochwycić lewitujący na środku pomieszczenia kryształ. Złapał go, a potem cisnął nim o podłogę, by ten roztrzaskał się na setki małych kawałków. Wszystko działo się w ciągu ułamków sekund. Daniel rzucił się na mnie, powalając mnie na podłogę. Gabriela otoczyła świetlista kopuła. Ciała demonów zaczęły dymić się i syczeć, by w końcu rozpłynąć się w kałuży kwasu. Oślepiło mnie jasne światło i całkowicie straciłam kontakt z rzeczywistością. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Kiedy otworzyłam oczy czerń pochłaniała wszystko w pomieszczeniu. Dosłownie wszystko, poza mną i Gabrielem. Nas otaczały świetliste kopuły. I wtedy zobaczyłam walczącego z wciągającą go ciemnością Denisa. Rzuciłam się w jego kierunku, otaczając go własnym światłem. Ono jednak, zamiast go ogarnąć, zaczęło wpychać chłopaka w żyjącą własnym życiem ciemność. 

    – Zawołaj go. Po imieniu – usłyszałam jak przez mgłę naglące słowa Gabriela.

    – Denis! – krzyknęłam bezskutecznie, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że nie o to chodzi. – Sairou – wyszeptałam i dopiero wtedy jego szare oczy spotkały się z moimi. 

    Chwycił moją rękę i ogarnęło nas jasne światło. Chwilę potem ciemność zniknęła, niczym czarna dziura, wchłaniając w siebie dosłownie wszystko. Zostaliśmy sami. Ja, Gabriel i Denis, w pustym pomieszczeniu.

    Epilog 

    Kiedy weszłam do pokoju w wieży, Gabriel przeglądał jakąś książkę. Podeszłam do niego bliżej. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. To co trzymał w dłoniach, wyglądało jak dziennik.

    – Nasz ojciec… nie tylko nas uratował – stwierdził. – To co robił… Zresztą chyba powinnaś przejrzeć to sama.

    Wiedziałam, że mój brat w dalszym ciągu czuje się winny tego, że rozbił kryształ. Nie miał pojęcia, że doprowadzi to do unicestwienia nie tylko Daniela, ale również Michała i Lili. Unicestwienia, ponieważ żadne z nas nie było przekonane czy wchłonięcie przez ciemność było jednoznaczne ze śmiercią. Obawialiśmy się czegoś o wiele gorszego. Wzięłam od niego dziennik.

    – Dobrze, przeczytam.

    Uśmiechnął się do mnie smutno, ale potem jego twarz się rozpromieniła, a ja już od dawna wiedziałam co jest jego słońcem. Do pokoju weszła Annaela. W spodniach i luźnym warkoczu zupełnie nie przypominała siebie. Dodatkowo, po miesiącu spędzonym w tej dziwnej krainie pomiędzy światami, udało jej się porzucić większość znanych sobie zwyczajów. Nabrała rumieńców i stała się radośniejsza. Bardziej żywa. Gabriel powoli próbował ją przyzwyczaić do innego, obcego jej świata, a to miejsce było idealne do adaptacji. Ja jednak nie chciałam tu mieszkać. Z wieżą wiązały się dla mnie zbyt bolesne wspomnienia. 

    – Uciekam – oznajmiłam wrzucając dziennik do przewieszonej przez ramię torby. – Bądźcie grzeczni – dodałam rozbawiona, wiedząc, że są już w zupełnie innym świecie.

    Przytuliłam na pożegnanie brata, pocałowałam jego dziewczynę w policzek i wybiegłam na zewnątrz. Tam przywołałam do siebie konia. Jazda wierzchem wychodziła mi coraz lepiej. Na oklep pognałam przez las. Tuż przy jednym z portali zeskoczyłam na ziemię i pozwoliłam klaczy odejść. Zwierzę trąciło mnie nosem, domagając się jakiejś nagrody, a kiedy dałam mu jabłko, truchtem ruszyło przez las. Przeszłam przez portal, tylko po to, by wpaść w wyciągnięte ramiona Denisa.

    – Co tak długo? – zamruczał tuż przy moim uchu. – Tęskniłem.

    Sam nie chciał przebywać nawet w pobliżu wieży. Omijał to miejsce z daleka, a mnie niechętnie do niego puszczał. Po rozbiciu kryształu chłopak odzyskał utraconą magię, a ja dopiero teraz zrozumiałam jak bardzo mu jej brakowało. Byliśmy czarodziejami. Była częścią naszej istoty. Choć mnie samą czekała jeszcze bardzo długa nauka. To jednak mogło jeszcze trochę poczekać. Ostatnio dni były na to zbyt piękne. Pocałowałam Denisa w usta.

    – Musiałam się spotkać z moim drugim chłopakiem, przecież wiesz – zaczęłam się droczyć.

    – Ja ci dam drugiego chłopaka – warknął w udawanej złości.

    Zaczął mnie łaskotać. Wyrwałam się i pobiegłam przed siebie. Dogonił mnie, by nasze usta znów mogły zatonąć w pocałunkach. Jeszcze chwilę staliśmy pod drzewami, na skraju lasu, a potem wspólnie wróciliśmy do domu. Naszego domu. Wielu rzeczy w życiu mi brakowało, ale pustkę w moim sercu zapełniła obecność Gabriela i przede wszystkim Denis. 

    The End

    Note