Rozdział 6 – Błękitne Marzenie
by Vicky
W sobotę do ich domku wprowadziły się jeszcze dwie dziewczyny i trzech chłopaków. Wszyscy mieli pokoje na pierwszym piętrze. Wyglądało na to, że brakuje już tylko jednej osoby. Kiedy zaczęło się ściemniać zorganizowali sobie wieczorek zapoznawczy. Eliza nie była w stanie zapamiętać wszystkich imion. Siedziała skulona w rogu kanapy i piła piwo. Zbyt nieśmiała, żeby się odzywać obserwowała wszystkich dookoła.
Emil zszedł z góry. Usiadł na kanapie tuż obok niej. Wesoło uśmiechnął się do dziewczyny. Zaraz za nim przyszedł Gabriel. Zajął miejsce po drugiej stronie chłopaka. Miał znudzoną minę. Kiedy ktoś go zagadywał odpowiadał półsłówkami, co nie przeszkadzało dziewczynom w podrywaniu go w najmniejszym stopniu. Był po prostu zbyt przystojny, żeby miały sobie odpuścić. Natomiast Emil ze wszystkimi rozmawiał wesoło i uprzejmie. Dziewczyny śmiały się z jego niewybrednych żartów, tak samo jak i chłopacy. Tylko Gabriel ciągle pozostawał obojętny, nieobecny i jakby zamyślony. Wyraźnie było widać, mimo, iż nie pokazał tego wprost, że nie odpowiada mu tego typu towarzystwo.
W końcu ktoś rzucił pomysł gry w butelkę. Wszyscy byli już na tyle pijani, żeby zgodzić się bez większych oporów. Przenieśli się na podłogę.
– Gramy na pytania czy picie wódki? – spytała rozbawiona Lidka. Była średniego wzrostu brunetką o wyraźnych, kobiecych kształtach.
– Na to i na to – roześmiał się Robert, jeden z nowoprzybyłych chłopaków. Miał sięgające ramion blond włosy i lekko senne, szare oczy.
– To zaczynajmy – pogoniła wszystkich Magda, kończąc nalewać wódkę do kieliszków.
Usiedli w kole na dywanie. Gabriel nie dołączył do zabawy. Powiedział, że idzie na papierosa i wyszedł na dwór. Aurelia, wysoka, smukła blondynka o krótkich postrzępionych włosach natychmiast pobiegła za nim.
Zaczęli grać. Każdy na kogo trafiła butelka musiał wypić shota i odpowiedzieć na pytanie. Była to dobra zabawa, pomagająca w tym, żeby się lepiej poznać. Padały przeróżne pytania od najdurniejszych w stylu jaki nosisz rozmiar stanika czy ile centymetrów ma twój „mały” do takich o zwierzątka domowe. Kiedy jednak zakręcona przez Emila butelka wypadła na Elizę, chłopak spojrzał na nią swoimi fascynującymi, zielonymi oczami. Siedział tuż obok niej, a teraz przysunął się jeszcze bliżej. Dziewczyna po raz pierwszy widziała, żeby jego twarzy była taka zupełnie poważna.
– Chciałabyś mnie pocałować? – spytał ku zdumieniu wszystkich obecnych.
Eliza szeroko otworzyła oczy. Nie wiedziała w jaki sposób ma zareagować. Niepewnie skinęła głową. Chłopak uśmiechnął się szeroko, przyciągnął ją do siebie i pocałował. Tym razem dziewczyna odwzajemniła jego namiętny pocałunek. Siedzący dookoła ludzie, kiedy już minął pierwszy szok, zaczęli bić brawo.
– Szkoda, że na mnie nie wypadło – szepnęła Lidka, Magdzie do ucha. Przyglądała się zazdrośnie całującej parze.
Kiedy skończyli grać Emil wziął Elizę za rękę i pociągnął ze sobą na dwór. Była piękna, bezchmurna, jesienna noc. Gwiazdy świeciły jasno na niebie.
– Przejdziesz się ze mną? – spytał cicho, kiedy wyszli przed dom.
– Jasne – powiedziała dalej oszołomiona dziwną sytuacją.
Nie była pewna dlaczego chłopak się tak zachowuje. Bała się mieć nadzieję, ze po prostu ją lubi i próbuje poderwać. Ona sama naprawdę polubiła Emila. Odeszli kawałek od domku, tak, że teraz nie było ich widać z okien. Eliza zadrżała z zimna. Emil bez wahania zdjął z siebie rozpinaną bluzę i okrył nią dziewczynę. Potem stanął tuż naprzeciwko niej. Spojrzał jej w oczy, otoczył ramionami i ponownie pocałował. Eliza czuła się jak we śnie. Nie mogła uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Kiedy chłopak przestał ją całować nie odsunęła się od niego. Wtuliła twarz w jego niebieską koszulkę.
– Jesteś śliczna – powiedział cicho całując jej włosy. – Wiem, że to strasznie szybko, ale chciałbym, żebyśmy byli razem. Dasz mi szansę? – zapytał poważnie.
Eliza nie wiedziała co powiedzieć. Nie dość, że bardzo polubiła chłopaka to jeszcze naprawdę się jej podobał. Skinęła głową nie ufając własnemu głosowi.
– W takim razie jutro zabiorę cię na randkę – powiedział wesołym, już znacznie mniej poważnym tonem.