Rozdział 6 – Chabrowa Róża
by Vicky~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Rozdział VI
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Daniel delikatnie położył dziewczynę na łóżku ciągle całując. Jego ręce znalazły się pod jej koszulką. Rozpiął jej stanik, ściągnął go i odrzucił na podłogę. Eliza gładziła dłońmi jego plecy. Przysunęła się bliżej ocierając udem o jego krocze. Był bardzo podniecony, niepokoił się, że za szybko skończy jeżeli tak dalej będzie robiła.
Zaczął całować jej dekolt, szyję, a potem piersi. Rozpiął jej jeansy zsunął z niej i odrzucił na bok. Sam nie miał już na sobie koszulki, szybko pozbył się spodni. Dziewczyna zamruczała całując jego szyję. Przesunęła dłońmi po umięśnionych ramionach chłopaka. Zsunęła z niego majtki. Wyprężył się przysuwając do niej. Zdjął z niej resztę bielizny, wsunął rękę miedzy nogi dziewczyny. Zadrżała.
Zamruczał z rozkoszy, była taka mokra. Wsunął w nią palec, potem dołączył drugi. Jęknęła cicho przytulając się do niego. Przesunął się tak, żeby być nad nią. Objęła jego szyję ramionami. Wsunął się w nią delikatnie i powoli. Pochylił się niżej, żeby móc ją całować. Poczuł przyjemne dreszcze, kiedy przesunęła paznokciami po jego plecach. Zaczął poruszać się szybciej i wchodzić głębiej. Po kilkunastu minutach poczuł jak jej ciasna cipka zaciska się na jego członku, a dziewczyna drży.
Nagle w pokoju zrobiło się jasno. Usłyszał niedowierzające westchnięcie. Doszedł w dziewczynie, zaskoczony, nie zdążył się z niej wysunąć. Ktoś chwycił go brutalnie za kark i pchnął na podłogę.
– Matt… – usłyszał błagalny szept Elizy.
Momentalnie usiadła na łóżku i okryła się kołdrą. Chłopak uderzył Daniela, w jego oczach malowała się furia. Potem nadszedł następny cios i kolejny. Daniel skulił się na podłodze. Nie był w stanie trzeźwo myśleć.
– Matt, nie! – krzyknęła przestraszona dziewczyna.
W jakiś sposób znalazła się miedzy nimi. Daniel zobaczył jego gniewny wzrok. Nie chciał, żeby ściągała na siebie jego uwagę, ale było już za późno.
– Za mało ci ze mną? – syknął do niej.
Pokręciła głową, odsunęła się od niego. Chwycił dziewczynę za rękę, wyginając ją brutalnie.
– Zostaw ją – warknął Daniel, mimo bólu zrywając się z podłogi i rzucając na Matta.
Tamten roześmiał się, nie było w tym śmiechu ani odrobiny wesołości. Pchnął go tak, że chłopak uderzył plecami o ścianę. Puścił dziewczynę i uderzył go pięścią w brzuch.
– Wynoś się stąd – syknął wściekle – zniknij mi z oczu.
Chciał zaprotestować, ale Eliza spojrzała na niego błagalnie.
– Daniel, wyjdź – poprosiła cicho.
Była naprawdę przestraszona. Obydwoje zdawali sobie sprawę, że w bójce z Mattem nie miałby najmniejszych szans. Kiedy tamten go puścił chwiejnie wyszedł z pokoju, patrząc na dziewczynę przepraszająco. Miał tylko nadzieję, że jej nie skrzywdzi w żaden sposób. Czuł się podle, zwłaszcza, że nie miał pojęcia co mógłby zrobić.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Kiedy tylko Daniel wyszedł z pokoju Matt obrzucił Elizę chłodnym spojrzeniem. Dziewczyna zwinęła się w jeszcze ciaśniejszy kłębek, odsuwając się w róg łóżka.
– Przy nim zachowujesz się jak ostatnia dziwka, a przy mnie się zasłaniasz? – warknął, kiedy zobaczył, że dziewczyna ciągle ściska kurczowo kołdrę.
– Matt… – wyszeptała błagalnie jego imię.
Nagle znalazł się przy niej, wyrwał jej kołdrę z ręki odkrywając dziewczynę i odrzucił ją na podłogę. Odruchowo odsunęła się na skraj łóżka. Przyciągnął ją do siebie brutalnie.
– Jemu dajesz dupy, a ja nie mogę już nawet na ciebie popatrzeć? – spytał drwiącym tonem.
Zmusił ją, żeby uklęknęła, złapał jej nadgarstki jedną ręką i przygniótł do materaca. Kolanem rozsunął jej nogi.
– Nie, proszę – jęknęła.
– Jesteś moja – warknął – zrobię z tobą co zechcę.
Wolną ręką rozpiął spodnie. Jego członek stał już gotowy. Wszedł w nią brutalnie od tyłu, nie sprawdzając nawet czy jest wilgotna. Po policzkach dziewczyny popłynęły łzy. Nie odezwała się więcej. Brał ją ostro i brutalnie. Doszedł sprawiając jej więcej bólu niż przyjemności. Skończył na jej pośladkach i plecach. Przytrzymał ją za włosy i na siłę wepchnął jej swojego penisa do buzi. Jęknęła tylko, była zbyt przestraszona, żeby chociaż próbować się wyrwać. Jej policzki były mokre od łez. Kiedy jego członek ponownie zesztywniał, pchnął dziewczynę na plecy, ciągle przytrzymując jej ręce. Wziął ją ponownie, tym razem kończąc w środku. Wreszcie odsunął się od niej. Skuliła się drżąca. Zapiął spodnie. Usiadł na brzegu łóżka i patrzył na nagą, szlochającą, leżącą w pozycji embrionalnej dziewczynę. Jego lodowato zimna maska opadła. Teraz na twarzy chłopaka zagościły bezgraniczny smutek i rozczarowanie.
– Dlaczego? – zapytał cicho.
Dziewczyna milczała.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Siedział tak dłuższą chwilę, złość opadła z niego zupełnie, nie mógł już dłużej wytrzymać jej łkania. Nie musiała mu odpowiadać na pytanie „dlaczego?”. Kiedy zdał sobie sprawę z tego, co przed chwilą jej zrobił, sam już znał na nie odpowiedź. Coś ścisnęło go w środku. Tak… Daniel zdecydowanie był lepszy od niego, on by jej czegoś takiego nigdy nie zrobił. Matt po raz pierwszy w życiu zdał sobie sprawę, że mu na kimś naprawdę zależy. Westchnął ciężko. Pozwoli jej odejść. Niech będą razem, a on usunie się w cień. Chciał tylko, żeby Eliza była szczęśliwa. Żałował, że już nie może cofnąć tego, co jej zrobił. Naprawdę nie chciał, żeby dziewczyna go znienawidziła.
– Idź do niego – to były najtrudniejsze i najbardziej bolesne słowa, jakie w życiu wypowiedział.
Ta cholerna dziewczyna zawładnęła nim zupełnie. Kochał ją jak nikogo na świecie. Nic poza nią nie miało już znaczenia. Spojrzała na niego pytająco, ocierając łzy wierzchem dłoni. Jej oczy błyszczały, przestała jednak płakać. Zacisnął usta. Nawet zapłakana, z zapuchniętymi oczami wyglądała pięknie.
– Chcesz być z nim, więc idź do niego. – Odetchnął głęboko. Mówienie tego sprawiało mu ból. – Z mojej strony nic wam nie grozi. Jeżeli kochasz Daniela powinnaś być z nim, nie ze mną.
– Matt… – wyszeptała, a chłopaka przeszły ciarki na dźwięk własnego imienia.
Tak błagała go, żeby ją zostawił, a on wziął dziewczynę wbrew jej woli. Czuł się teraz naprawdę podle. Usiadła i przysunęła się do niego bliżej. Patrzyła mu prosto w oczy.
– Tak, kocham Daniela – odpowiedziała szczerze, a Matt poczuł, jak coś lodowatego wbija się w jego serce – ale ciebie też kocham i jeżeli mam wybierać miedzy wami, to zawsze będziesz to ty. Co mam zrobić, żebyś mnie nie zostawiał? – zapytała z błagalną nutą w głosie.
On nie zostawiał jej? Poczuł taką niesamowitą ulgę i lekkość, że chciało mu się wyć z radości. Opanował się i przyciągnął dziewczynę do siebie. Przytulił ją mocno, a ona przylgnęła do niego całym ciałem.
Kocham cię, pomyślał, nigdy nie mógłbym cię zostawić, ale nie potrafił powiedzieć tego na głos.
Teraz, kiedy był pewny, że Eliza jest jego, znowu obudziła się w nim zazdrość.
– Nie odezwiesz się do niego ani słowem – oznajmił cicho – będziesz go traktowała jak powietrze. Chce, żebyś udowodniła, że naprawdę na mnie zależy ci bardziej.
Wiedział, że zachowuje się dziecinnie, a do tego jak ostatni cham, ale po prostu nie był w stanie tych słów powstrzymać.
– Zrobię wszystko co zechcesz, tylko proszę, nie zostawiaj mnie – mówiła cichym, ale zdeterminowanym głosem.
Zdziwiło go, że dziewczyna tak po prostu się na to zgodziła. Wiedział, że nie sprawi to bólu wyłącznie Danielowi, ale jej samej także. Przylgnęła do niego jeszcze mocniej. Teraz był już pewien, że robi coś bardzo, bardzo złego, ale mimo wszystko nie zamierzał się z tego wycofać.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Daniel siedział smętnie na podłodze pod ścianą. Kiedy wyszli wstał szybko i podszedł do nich. Matt spojrzał na niego groźnie, ale chłopak nie zwrócił na to uwagi. Za bardzo bał się o dziewczynę.
– Eliza! – delikatnie dotknął jej ramienia, odsunęła się od niego gwałtownie i schowała za Mattem.
– Zostaw ją w spokoju – chłopak wypowiedział te słowa powoli, cedząc każde, jakby mówił do idioty.
Delikatnie pchnął dziewczynę w stronę swojego pokoju i obydwoje zniknęli za drzwiami. Daniel spojrzał za nimi wzrokiem zbitego psa. Nic nie rozumiał. Oparł się o ścianę osuwając na podłogę. Podciągnął zgięte w kolanach nogi i ukrył twarz w dłoniach. Jeszcze nigdy w życiu nie było mu tak cholernie przykro i źle.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Matt w dalszym ciągu był w podłym humorze. Czuł potrzebę udowodnienia przed samym sobą, że Eliza jest tylko jego. Chciał sprawdzić jak daleko może się posunąć. Siedziała teraz na jego łóżku i wpatrywała się w niego dużymi niebieskimi oczami w których lśniły łzy. Wyciągnął telefon i wybrał numer Rena.
– Hej, plany na dzisiaj aktualne?
– Jasne, zmieniłeś zdanie i postanowiłeś jednak wpaść? – usłyszał w słuchawce standartowo zachrypnięty głos kumpla.
– Można tak powiedzieć, będę z dziewczyną. To do wieczora.
– Na razie.
Matt rozłączył się i schował telefon.
– Wychodzimy – zwrócił się do Elizy.
Dziewczyna posłusznie wstała ze swojego miejsca i stanęła przy drzwiach. Wziął ją za rękę i poprowadził do korytarzyka. Usiadła i zaczęła nakładać glany. W przejściu między pokojami pojawił się Daniel.
– Gdzie idziecie? – spytał cicho, zrezygnowanym głosem.
– Nie twoja sprawa – warknął na niego Matt.
Widok chłopaka uświadomił mu, że jego złość ani trochę nie minęła. Eliza ze wszystkich sił starała się ignorować ich rozmowę.
– Idę z wami – oznajmił tamten i włożył adidasy nie fatygując się schylaniem, żeby je rozwiązać.
Matt zrobił groźną minę, zamierzał odwarknąć mu, że nie ma mowy, ale się rozmyślił. Przyszedł mu do głowy lepszy pomysł. Obrzucił go chłodnym spojrzeniem.
– Właściwie to niech ci będzie. Przyda nam się kierowca.
Eliza gwałtownie wciągnęła powietrze. Wieczór z Danielem… bez możliwości odezwania się do niego, powiedzenia mu, że wszystko w porządku. Zdawała sobie sprawę, że przez cały czas będzie zmuszona ranić chłopaka. Nie była pewna jak ma sobie z tym poradzić, wiedziała tylko, że nie ma innego wyjścia. Kiedy wstała Matt otoczył ją ramieniem przyciągając do siebie. Wtuliła się w niego starając się nie myśleć o niczym.
– Jedziemy do centrum handlowego, jeżeli chcesz z nami iść na imprezę, poczekasz w samochodzie – zwrócił się do Daniela kiedy zeszli przed kamienicę.
Chłopak ze złości zagryzł zęby, ale tylko skinął głową. Matt posadził Elizę na tylnym siedzeniu samochodu, sam siadając obok niej. Rzucił przyjacielowi wyzywający uśmiech, kiedy przytuliła się do niego ufnie. Tamten ciągle milczał. Zatrzymali się na podziemnym parkingu centrum handlowego. Chłopak zabrał dziewczynę do pierwszego lepszego sklepu z ubraniami dla młodzieży. Szybko znalazł to o co mu chodziło. Kupił wybrane rzeczy i zaprowadził Elizę do toalety.
– Przebierz się – powiedział cicho – tylko szybko.
Spojrzała na niego pytająco, nie była nawet do końca pewna co właściwie kupił. Wzięła jednak siatkę i poszła z nią do damskiej łazienki. Jęknęła cicho, kiedy obejrzała rozpakowane rzeczy. Zastanawiała się czemu chłopak jej to robi. Wiedziała jednak, że zwłaszcza teraz, zrobi wszystko, czego Matt od niej zażąda. Nie chciała go stracić. Nie mogła. Tak bardzo się bała.
Usłyszała w komórce sygnał smsa. Wyjęła z kieszeni telefon i odczytała wiadomość. Na ekranie pojawił się sms od Matt „nie wkładaj stanika”. Dziewczyna zadrżała. Zebrała się w sobie i szybko włożyła czarne mocno wycięte stringi. Właściwie przypominały bardziej cieniutki sznurek niż majtki. Potem wciągnęła na siebie czarną mini spódniczkę, która była tak krótka, że ledwo zasłaniała jej biodra i bardzo obcisły czarny top odsłaniający większość brzucha. W tym stroju czuła się bardzo nieswojo. Swój stanik, jeansy i koszulkę szybkimi ruchami wepchnęła do siatki. Z powrotem założyła glany i wzięła głęboki oddech zanim wyszła z toalety na korytarz. Spostrzegła, że w kącikach ust Matta błąka się ponury, drwiący uśmieszek. Wziął od niej reklamówkę. Obrzucił ją spojrzeniem od góry do dołu.
– Może być – stwierdził chłodno – teraz jedziemy coś zjeść, a potem na imprezę.
Dziewczyna z trudem przełknęła ślinę. Było jej już wszystko jedno jak jest ubrana i co będą robili, ale nie chciała, żeby Daniel ją tak zobaczył. Zdawała sobie jednak sprawę, że to nieuniknione.
Chłopak stał niedbale opierając się o maskę samochodu. Nie wiedział co powinien zrobić, nie mógł jednak pozwolić, żeby to wszystko po prostu tak się skończyło. Zamierzał walczyć o Elizę, nie ważne ile miałoby go to kosztować. Kiedy zobaczył zbliżającą się parę po prostu go zatkało. Nie był w stanie wydusić z siebie ani jednego sensownego słowa. Bezmyślnie gapił się na idącą w jego kierunku dziewczynę. Matt jak gdyby nigdy nic otworzył drzwi i wpuścił ją do środka. Odezwał się dopiero kiedy Daniel zajął fotel kierowcy.
– Najpierw jedziemy coś zjeść, myślałem o meksykańskiej, potem do Bowla na imprezę.
Blondyn odwrócił się obrzucając przyjaciela wściekłym spojrzeniem.
– Chyba nie zamierzasz pozwolić jej wyjść tak ubranej? – syknął.
– Dlaczego nie? Uważam, że wygląda całkiem nieźle.
Matt uśmiechnął się prowokacyjnie, przynajmniej częściowo osiągnął zamierzony skutek.
– Bo wygląda jak dziwka – warknął chłopak – naprawdę chcesz, żeby inni oglądali ją w takim stroju?
Eliza skuliła się na tylnym siedzeniu wtulając w ramię Matta. Poczuła się naprawdę okropnie.
– A niby czemu nie? Ty widziałeś ją nago, więc jakie to ma znaczenie w co jest ubrana? – powiedział drwiąco Matt – a inni mogą sobie patrzeć, wiedząc, że to co oglądają należy do mnie i nigdy nie będą tego mieli. Jedziemy czy może się rozmyśliłeś? Dla mnie lepiej…
Daniel nie mówiąc nic więcej odpalił samochód. Kolację zjedli w milczeniu. W powietrzu wyraźnie było czuć nieprzyjemną atmosferę. Do klubu dojechali koło dziewiątej wieczorem. Matt wszedł do środka szukając znajomych. Zajmowali dwie loże w głębi pomieszczenia. Ren popijając piwo grał w bilard z jakąś jasnowłosą ślicznotką. Kiedy podeszli do niego zagapił się niedowierzająco na Elizę.
– Hej, no to jesteśmy – głos Matta wyrwał go z osłupienia.
– Myślałem już, że znowu zmienisz zdanie – stwierdził, z trudem panując nad tonem swojego głosu.
Basista Cuervo wyszczerzył się do nich w uśmiechu. Podali sobie ręce, potem Ren przywitał się też z Danielem. Usiedli przy stoliku. Matt wpuścił dziewczynę pierwszą chcąc mieć pewność, że nie będzie siedziała przy chłopaku.
Eliza czuła się bardzo nieswojo, najgorsze było to, że Daniel co chwila na nią zerkał. Mattowi nie schodził z twarzy drwiący uśmiech. Kiedy spokojnie toczył rozmowę, poczuła jego rękę na swoim udzie. Wsunął dłoń głębiej, pod jej spódniczkę, dotknął cienkiego paseczka stringów. Dziewczyna oblała się rumieńcem, siedziała jednak najspokojniej jak potrafiła. W loży panował przyjemny półmrok. Na podłużnym stoliku paliło się kilka świeczek. Tego wieczora Matt z kolegami pili one-shoty, Eliza przyłączyła się do nich. Czuła straszną potrzebę, żeby się upić i chociaż na chwilę uwolnić myśli od tego całego chaosu. Daniel, wrobiony w bycie kierowcą, w milczeniu popijał sprita.
– Za pięć minut w męskiej toalecie – wyszeptał do dziewczyny Matt wstając od stolika.
Wstała niedługo po nim i poszła we wskazanym kierunku. Daniel ruszył jej śladem przez zatłoczoną salę. Złapał ją za rękę.
– Puść mnie – syknęła cicho.
– Nie – odpowiedział stanowczo. – Najpierw upewnię się, że nic ci nie jest. Co on w ogóle sobie myśli?!
– W przeciwieństwie do ciebie jest moim chłopakiem i może sobie robić i myśleć co chce – warknęła próbując wyrwać rękę z jego uścisku.
Przyciągnął ją do siebie bliżej.
– Nie jesteś jego własnością. Nie może cię tak traktować.
– Właśnie, że może. Zrobię wszystko co będzie chciał, a tobie nic do tego.
– Eliza… proszę… – spojrzał na nią błagalnym wzrokiem.
– Daj mi spokój. Nic od ciebie nie chcę.
Bolało ją to, że w podły sposób rani chłopaka, który po prostu się o nią martwił, ale Matt był dla niej ważniejszy od wszystkiego. Kochała go i chciała z nim być za wszelką cenę, nawet jeżeli miałoby to spowodować, że Daniel ją znienawidzi.
– Za to ja chcę od ciebie – powiedział cicho, przyciągnął ją jeszcze bliżej, otoczył ramieniem jej talię i pocałował dziewczynę w usta.
Matt który od pewnego już czasu obserwował całą scenę teraz podszedł i odciągnął Daniela od Elizy. Popchnął go tak, że chłopak zatoczył się do tyłu potrącając jakiegoś mężczyznę niosącego piwo.
– Ej! Wy tam! – rzucił w ich stronę jeden z pilnujących klubu i dyskoteki ochroniarzy.
– Sorry – powiedział do niego Matt pojednawczo – przystawiał się do mojej dziewczyny, zresztą my już wychodzimy.
Wziął Elizę za rękę i pociągnął ją w stronę wyjścia. Ostatni raz obejrzała się na Daniela i poszła za swoim chłopakiem. Na dworze zdjął z siebie czarną koszulę i przykrył nią nagie ramiona dziewczyny.
– Przepraszam, za wszystko… – powiedział cicho przytulając ją do siebie – to się już więcej nie powtórzy, obiecuję. Wyprowadzimy się pod koniec miesiąca.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Tego wieczoru Matt pierwszy raz zabrał Elizę do klubu w którym pracował. Chłopak nie chciał, żeby spędziła noc sam na sam z Danielem. Bał się tego. Nie miał ochoty kusić losu. Klub Propaganda był eleganckim szykownym lokalem w stylu amerykańskim. Tancerki poruszały się na scenie połączonej z barem, w związku z czym goście mogli je podziwiać sącząc drinki.
Chłopak jak zwykle pracować miał od dwudziestej do piątej rano. Eliza nie była pewna co ma robić przez te dziewięć godzin, ale nie protestowała, kiedy Matt zasugerował jej, że powinna z nim pójść. Weszli tylnym wejściem dla pracowników. Chłopak zaprowadził ją do małego socjalnego pomieszczenia przylegającego do całkiem sporej nowoczesnej kuchni, w końcu klub proponował pełne menu amerykańskiego jedzenia. Posadził ją na miękkiej pluszowej kanapie.
– Poczekaj tu chwilę, zaraz wracam – oznajmił dziewczynie.
Po chwili przyszedł z powrotem prowadząc ze sobą pulchną, przyjemnie wyglądającą brunetkę.
– To jest Basia, zaopiekuje się tobą dzisiaj. Przyjdę jak tylko będę mógł.
Matt pocałował Elizę delikatnie w policzek i wyszedł z pomieszczenia.
– Cześć słonko – brunetka uśmiechnęła się do niej przyjaźnie. Sprawiała wrażenie naprawdę miłej osoby.
– Cześć – przywitała się niepewnie Eliza. – Pracujesz tutaj? – spytała nie bardzo wiedząc jak zacząć rozmowę.
– Tak, jestem jedną z kucharek. Większość nocy mam wolną. W tygodniu nie mamy tutaj zbyt dużego ruchu, a jeżeli nawet to klienci nie przychodzą jeść. Bardzo cieszę się, że tu jesteś. Damian jest naprawdę miłym facetem, ale rozmawianie z nim za często robi się nużące i szczerze mówiąc szybko zaczynam się nudzić.
Eliza nie bardzo wiedziała kto to ten cały Damian, ale dziewczyna rozgadała się już na dobre, nie chciała więc jej przerywać. Właściwie to nawet czuła się dość zadowolona, że sama nie musi się odzywać zbyt wiele. Dowiedziała się najświeższy plotek o osobach których nie znała oraz tego, że Basi skończył się dzisiaj różowy lakier do paznokci, ostatnio kupiła śliczną przecenioną bluzeczkę, a na śniadanie jadła kanapkę z indykiem, która jej wyraźnie nie smakowała. Na pewno dowiedziałaby się znacznie więcej gdyby do pokoju nie zaczęły schodzić się dziewczęta. Wszystkie były wystrojone w kraciaste mini spódniczki lub obcisłe króciutkie spodenki, miały na sobie wysokie kowbojskie buty. Większość niosła ze sobą także kapelusze.
– Wieczór country – prychnęła smukła blondynka z włosami zaplecionymi w dwa grube warkocze – też mi pomysł.
– O – zdziwiła się pofarbowana na rudo dziewczyna w wyzywającym, półprzezroczystym, białym topie – jesteś tu nowa? – Swoje słowa kierowała wyraźnie do siedzącej na kanapie Elizy.
– Daj spokój, to dziewczyna Matta – usłyszała słodki głos Seleny – z jakiegoś powodu zabrał ją dzisiaj ze sobą.
– Naprawdę? On ma dziewczynę? – wtrąciła inna robiąc smutną minkę. – Jaka szkoda…
– Ma i nie sądzę, żeby szybko planował z niej zrezygnować. Po za tym ta dziewczyna siedzi przed tobą, więc uważaj na słowa. – Ucięła dosyć ostro Selena, za co Eliza mimo wszystko poczuła do niej odrobinę sympatii.
Kiedy wreszcie cała czwórka opuściła niewielkie pomieszczenie Basia odetchnęła z ulgą.
– Miałaś właśnie to nieszczęście spotkać Lunę, Aurorę i Dianę, jak widzę Selenę znałaś już wcześniej. Wredne z nich suki. Wszystkie co do jednej uważają, że świat należy do nich. Chociażby to, że wszystkie przybrały sobie imiona mitologicznych bogiń świadczy o tym najlepiej. O, a teraz poznasz też Damiana – uśmiechnęła się na widok smukłego, opalonego chłopaka o latynoskiej urodzie, który właśnie wszedł do pokoju.
– Witam miłe panie – ukłonił się przed nimi dwornie. – Ominęło mnie spotkanie z panteonem?
– Cześć misiu – Basia podniosła się z kanapy i cmoknęła go w policzek – właśnie sobie poszły. Poznaj Elizę, to dziewczyna Matta.
– Miło mi, jestem Damian – uśmiechnął się do niej przyjaźnie, ale mina odrobinę mu zrzedła.
– Jest zazdrosny – szepnęła Basia konspiracyjnie, czyli tak, że jej słowa usłyszałyby pewnie nawet osoby stojące za drzwiami, gdyby tam jakieś były – sam ma na niego ochotę. Miał pewne związane z nim nadzieje, bo tak dzielnie opierał się boginią – mrugnęła do niej – a teraz właśnie jego teoria upadła.
Najwyraźniej Basia plotkować lubiła nie tylko za plecami różnych osób. Damian zarumienił się wściekle. Jednak dziewczyna nie zwróciła na to najmniejszej uwagi i ciągnęła swój wywód w najlepsze. Chłopak odchrząknął, żeby zwrócić jej uwagę.
– Zostawimy cię na chwile – zwrócił się do Elizy – musimy przygotować kuchnię.
– Poradzisz sobie? – zmartwiła się odrobinę Basia.
– Jasne – dziewczyna uśmiechnęła się do niej, mimo, że wcale nie miała ochoty zostawać tu sama.
Kiedy obydwoje zniknęli wyciągnęła z torby telefon. Wyciszyła go wcześniej, żeby nie denerwować Matta. Na ekranie wyświetliło się kilkadziesiąt nieodebranych połączeń, a skrzynka zapełniona była smsami. Westchnęła. Było jej bardzo żal Daniela, martwiła się o niego, ale nie mogła stracić Matta. To było dla niej najważniejsze. Skasowała wszystkie wiadomości nie czytając żadnej. Będzie musiał jakoś sobie poradzić bez niej, zwłaszcza, że mieli się od niego wyprowadzić z końcem miesiąca.
Jej uwagę przyciągnął jakiś hałas. Drzwi się otworzyły i do środka wszedł jakiś mężczyzna po pięćdziesiątce. Był ubrany w elegancki markowy garnitur. Przyjrzał jej się uważnie.
– Hmm, wstań, żebym mógł cię lepiej obejrzeć… Piersi trochę małe, ale myślę, że się nadasz… – powiedział jakby oceniając jakiś okaz. – Płacę sto złotych za godzinę, plus napiwki które sama zarobisz oczywiście. Rozumiem, że potrafisz tańczyć?
Eliza poczuła się bardzo zmieszana.
Kim jest ten facet i o czym on do mnie mówi?
Patrzyła na niego niepewnie, pytającym wzrokiem. Nie wiedziała co mu odpowiedzieć. W drzwiach kuchni pojawił się Damian. Wyglądał na rozbawionego.
– Dzień dobry szefie. Nie spodziewaliśmy się tu Pana dzisiaj. To moja kuzynka – skłamał gładko, najwyraźniej, żeby nie wpakować Matta w jakieś kłopoty – przyszła tu dzisiaj ze mną bo chciałem jej pokazać gdzie pracuję… mam nadzieję, że to nie jest problem?
Mężczyzna nie wyglądał na ani trochę zmieszanego.
– Oh… jaka szkoda. – Wyciągnął do dziewczyny wizytówkę, a ta wzięła ją odruchowo. – Gdybyś jednak szukała pracy, zadzwoń do mnie. Na pewno znajdzie się dla ciebie miejsce.
Dystyngowanym krokiem wyszedł z pomieszczenia. Eliza patrzyła za nim szeroko otwartymi oczami.
– No, no – roześmiał się Damian – właśnie dostałaś propozycję wstąpienia do panteonu. – Skorzystasz? – uśmiechnął się do dziewczyny przekornie.
– Raczej nie – odparła otrząsnąwszy się z szoku.
Skrzywiła się lekko chowając wizytówkę do torby. Chłopak nie skomentował. Po dłuższym czasie pojawił się Matt w towarzystwie jakiegoś postawnego blondyna. Eliza postanowiła przemilczeć spotkanie z jego szefem. Usiadł koło dziewczyny obejmując ją ramieniem.
– Wiktor, Eliza – przedstawił ich pobieżnie – Basia jesteśmy głodni – jęknął wychylając się przez oparcie kanapy.
– Już, chwilkę – dobiegło ich wołanie z kuchni. – Eliza, lubisz tortillę?
– Pewnie – odpowiedziała entuzjastycznie, mimo, że nie była przekonana czy ma ochotę na jedzenie.
Po kilku minutach Basia wyszła z kuchni niosąc trzy duże talerze, na których leżały tortille z kurczakiem, sałata i jakiś biały sos. Wyglądało to naprawdę smacznie. Dziewczyna zastanawiała się jak tamtej udaje się nie upuścić tego wszystkiego.
– Smacznego – uśmiechnęła się brunetka zostawiając talerze po czym wróciła do kuchni.
Wiktor i Matt zajadali z apetytem, Eliza od niechcenia skubała swoją porcję. Jedzenie było naprawdę dobre, ale ona ani trochę nie była głodna. Przyjrzała się uważnie swojemu chłopakowi. Miał na sobie czarne jeansy i obcisłą czarną koszulkę bez rękawów. Lubiła go w tym „służbowym stroju”. Damian wyszedł z kuchni i przypatrywał się jedzącym mężczyzną bez skrępowania. Wiktor obrzucił go wrogim spojrzeniem.
– To ja już pójdę – powiedział i odstawiając pusty talerz wyszedł z pokoju.
Matt wzruszył ramionami.
– Będziesz to jadła? – spytał Elizy wskazując na jej prawie nietkniętą porcję.
– Nie, częstuj się – uśmiechnęła się do niego podając mu swój półmisek.
Chłopak zaczął jeść także jej porcję. Damian przysiadł się do nich na kanapę.
– Długo jesteście razem? – spytał od niechcenia.
– Niedługo minie pół roku – powiedział Matt przełykając to co miał w buzi.
– O, a my dopiero teraz o tobie słyszymy? – zwrócił się do Elizy. – Planujecie coś romantycznego?
– Tak – uśmiechnęła się dziewczyna – wycieczkę do Paryża.
– Słodko – chłopak wyglądał na naprawdę zachwyconego – nie wiedziałem, że on jest romantykiem.
– Bo nie jestem – odparł Matt z pełnym przekonaniem. – Też już muszę lecieć.
Odstawił talerz, delikatnie pocałował Elize i zniknął za drzwiami.
– Lubisz go prawda? – spytała cicho dziewczyna.
– Tak – odparł szczerze Damian – jako jedyny nie traktuje mnie jakbym był trędowaty tylko dlatego, że jestem Chomo… Fajnego masz chłopaka – wyszczerzył się do niej w uśmiechu. Jaki jest w łóżku? – zażartował.
Eliza roześmiała się wesoło. Porozmawiali jeszcze przez chwilę, potem Damian musiał wracać do pracy, a ona zwinęła się w kłębek na kanapie i zasnęła.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Matta obudził w nocy nieprzyjemny odgłos kaszlu. Zapalił nocną lampkę. Eliza siedziała na łóżku i próbowała odkrztusić. Chłopak podał jej wodę. Pokręciła głową. Zwymiotowała na podłogę. Podsunął jej pudełko chusteczek.
– Przyniosę ci miskę.
Wstał z łóżka i wyszedł na korytarz. Zapalił światło. Zobaczył Daniela, który wyszedł właśnie ze swojego pokoju.
– Co jest? – zapytał tamten.
– Nie wiem… Eliza źle się czuje.
– Mogę? – spytał wyraźnie zaniepokojony patrząc w stronę ich sypialni.
Matt skinął głową. Nie bardzo wiedział co powinien zrobić.
– Przyniosę miskę.
Daniel wszedł do pokoju. Eliza leżała skulona na kołdrze. Chłopak usiadł koło niej. Dotknął dłonią jej czoła. Była rozpalona. Matt wrócił z miską i ręcznikiem papierowym. Posprzątał podłogę. Daniel wstał.
– Ma gorączkę, zaraz wrócę. – Wyszedł, by po chwili pojawić się znowu przynosząc pyralginę. – Jak się czujesz? – zwrócił się do Elizy.
– Nie dobrze mi – jęknęła.
Matt przysunął jej miskę. Czuł się zagubiony. Natychmiast znowu zwymiotowała. Daniel pomógł jej się wytrzeć, a potem napić wody i połknąć tabletkę. Trzęsła się cała.
– Rano zadzwonimy po lekarza, a teraz spróbuj zasnąć – powiedział łagodnie okrywając ją kołdrą.
Dziewczyna drżała z zimna. Chwyciła go za rękę.
– Nie idź – poprosiła cicho.
Daniel spojrzał pytająco na Matta. Tamten wzruszył ramionami. Położył się z tyłu za dziewczyną. Wtuliła się w niego plecami. Nie przestawała się trząść.
– Zaraz przyjdę, przyniosę ci drugą kołdrę – wyswobodził rękę z jej uchwytu.
Po chwili wrócił ze swoją kołdrą. Nakrył nią starannie dziewczynę, a sam usiadł na podłodze przy łóżku.
To była długa nieprzyjemna noc. Dziewczyna była bardzo osłabiona. Nie była w stanie nawet sama dojść do łazienki. Wszystko co wypiła prawie natychmiast zwracała. Rano przyszedł lekarz. Stwierdził, że to pewnie coś w rodzaju grypy żołądkowej i przejdzie za kilka dni. Wypisał jakąś receptę, pożegnał się i wyszedł. Elizie na przemian było to zimno to gorąco. Spała niespokojnie budząc się co chwilę. Woleli nie zostawiać jej samej. Matta zaczęła dręczyć obecność Daniela, ale nic nie mówił, za bardzo martwił się o dziewczynę. Siedzieli przy niej na zmianę. Gorączka nie spadała. Obudziła się i rozejrzała spłoszonym wzrokiem po pokoju. Daniel siedział oparty o ścianę czytając jakąś książkę. Spojrzała na niego.
– Daniel… – zaczęła cicho.
– Tak? – chłopak podniósł wzrok znad książki.
– Przytulisz mnie? – poprosiła.
– Jasne – położył się obok dziewczyny.
– Widziałam jak wieża się na mnie przewraca, paskudny sen – przylgnęła do niego drżąca.
Delikatnie objął ją ramionami. Z powrotem zasnęła. Przymknął oczy. Tak strasznie za nią tęsknił! Wyczerpany po nieprzespanej nocy zasnął z Elizą wtuloną w swoje ramiona.
Matt wszedł do sypialni. Na widok Daniela leżącego koło dziewczyny jego ręce same zacisnęły się w pięści. Ledwo nad sobą zapanował. Wyszedł z pokoju tłumiąc złość, pospiesznie włożył buty i wybiegł z mieszkania.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Matt siedział na kanapie w mieszkaniu Seleny. Nic lepszego nie przyszło mu do głowy, nie wiedział co ze sobą zrobić, ani gdzie pójść.
– Miałaś rację co do Daniela – powiedział smutno. – Chciałem cię prosić o przysługę…
– W czym miałam rację Matti? Zalecał się do niej?
– Przespała się z nim.
– A to dziwka – wyrwało się Selenie.
Chłopak poczuł przypływ adrenaliny. Miał ochotę ją uderzyć. Gwałtownie wstał.
– Zapomnij – powiedział kierując się do drzwi wyjściowych, nagle przyjście tutaj wydało mu się cholernie złym pomysłem.
– Matti, zaczekaj – dziewczyna wstała i próbowała go zatrzymać kładąc mu dłoń na ramieniu. – Przepraszam, wyrwało mi się. Powiedz o co chodzi.
Odsunął się od niej, ale z powrotem usiadł na kanapie.
– Wspominałaś, że Daniel jest w twoim typie… poderwij go. Chcę, żeby przestał myśleć w ten sposób o Elizie.
– On chyba za mną nie przepada… – powiedziała dziewczyna wzdychając.
– Zmienimy to – uśmiechnął się do niej niewinnie.
– Skoro tak, to jestem za – powiedziała z niekłamanym entuzjazmem, naprawdę spodobał jej się pomysł uwiedzenia Daniela.