Rozdział 7 – Córka Demona
by VickyLeżeli na płaskim dachu jednego ze starych, stoczniowych magazynów. Obserwowali znajdujący się naprzeciwko sporych rozmiarów budynek. Danielowi wcale się to nie podobało. Właściwie ostatnio nic mu się nie podobało. Czemu do cholery ma się zajmować ta głupią smarkulą? To nie jego sprawa! Zanim się nie pojawiła i Cahir nie zbzikował na jej punkcie żyło mu się całkiem dobrze. Do tej pory nie był pewien dlaczego zgodził się zająć chłopakiem, ale poza momentami, kiedy starał się dokonać jakichś heroicznych czynów, jak na przykład samotna walka ze stadem wilkołaków, to właściwie nie był upierdliwy, a czasem nawet miał z niego pożytek. W duchu musiał przyznać, że od początku traktował Cahira jak syna, przynajmniej na swój pokręcony sposób. Natomiast Gabriela była upierdliwa. Doprowadzała go do białej gorączki. Tak bardzo przypominała matkę, a jednocześnie była jej zupełnym przeciwieństwem. Ładna, niewinnie wyglądająca blondyneczka, tyle, że jej płonące oczy w kolorze wiosennych liści, nie pasowały do niewinnej, dziewczęcej urody. Takie oczy mogłaby mieć czarownica, rusałka, albo syrena wiodąca na śmierć naiwnych głupich mężczyzn zaślepionych jej urokiem. Po za tym jej matka była dobrą, cichą dziewczyną, myślącą więcej o innych niż o sobie. Gabriela była natomiast wredna i egoistyczna. Był przekonany, że świetnie się bawi znęcając psychicznie nad chłopakiem. Niektóre rzeczy je też oczywiście łączyły, na przykład upór i odwaga. Musiał przyznać – dziewczyna była interesująca tyle, że mu żyło się całkiem dobrze z dala od tej cholernej rodziny i wiru wydarzeń, które się nierozłącznie z nią wiązały. Nie mógł sobie przypomnieć w jaki sposób Eliza namówiła go, żeby został pełnoetatową niańką.
Przed budynkiem pojawili się Illi’andinn. Mieli ze sobą Eryka. Daniel zauważył, że całkiem nieźle się bawili. Poczuł ukłucie żalu, że tego dnia on znalazł się w przeciwnej drużynie. Dziewczyna leżąca obok niego wydała zduszony jęk, kiedy jeden z nich, wyjątkowo brutalnie kopnął leżącego na ziemi wampira. Przysunął się do niej szybko, nie wydając nawet najcichszego dźwięku. Był zwinny jak drapieżny kot. Zatkał jej usta ręką.
– Cicho bądź – syknął prosto do jej ucha – oni wszyscy mają doskonały słuch.
Obrzuciła go gniewnym spojrzeniem, ale nic nie powiedziała. Mniej więcej pół godziny przed wschodem słońca łowcy wrzucili związanego wampira do przeszklonego budynku, wsiedli na motocykle i odjechali. Daniel odczekał jeszcze chwilę, wziął Gabrielę na ręce i wraz z nią zeskoczył z dachu. Dziewczyna natychmiast pobiegła w stronę wampira. Bez trudu mógł ją wyprzedzić, nie zrobił tego jednak. Bawiła go. Kiedy przyszedł klęczała na podłodze z głową Eryka na swoich kolanach. Zza pasa wyciągnął ostry nóż, podał jej. Szybko przecięła więzy na nadgarstkach i kostkach wampira, a potem, czego Daniel nie mógł przewidzieć, podsunęła mu do ust swój nadgarstek. Rzucił się do przodu i odepchnął ją błyskawicznie. Eryk był przytomny, poturbowali go trochę, ale tak naprawdę, nie zrobili mu żadnej krzywdy, nie mieli przeciwko niemu dowodów, a nie mogli działać wbrew własnemu prawu, dlatego właśnie zostawili go tutaj, żeby sprawę za nich załatwiło słońce. Teraz oczy wampira zalśniły, śmiał się. Rozbawiła go reakcja Daniela. Gabriela syknęła wściekle, podniosła się z podłogi.
– Co ty do cholery wyprawiasz? – zwróciła się do Daniela.
– Nie będzie pił twojej krwi – odparł tamten stanowczo.
– Może niewiele wiem o waszym świecie, ale tyle, że wampir potrzebuje krwi, żeby się wyleczyć już zrozumiałam – odpowiedziała mu gniewnie, znowu próbując przysunąć się do Eryka.
Odepchnął ją ponownie, zdecydowanie nie był delikatny.
– Niech weźmie moją – zdecydował.
Wampir wyglądał na naprawdę rozbawionego. Daniel zmierzył go wściekłym wzrokiem, ale zabrał dziewczynie swój czarny nóż, naciął sobie nadgarstek i uklęknął przy nim. Rany na ciele tamtego goiły się naprawdę szybko. Kiedy Daniel uznał, że wystarczy odsunął się od niego i spojrzał groźnie. Eryk wstał odrobinę chwiejnie, ale szybko dochodził do siebie. Gabriela przytuliła się do niego, a on delikatnie objął dziewczynę.
– Już wszystko dobrze – szepnął do niej cicho.
Daniel zobaczył coś dziwnego w oczach wampira, bardzo go to zaniepokoiło. Eryk nie był specjalnie starym wampirem, miał trochę ponad sto lat, ale to wystarczało, zwłaszcza, jeżeli wziąć pod uwagę jego powiązania krwi. No i jakby nie patrzeć był ponad dwa razy starszy od Daniela. Do tej pory był przekonany, że wampir bawi się dziewczyną, na przykład po to, żeby im dokuczyć, teraz nie był tego taki pewien. Krótko mówiąc Cahir będzie miał problem, a jeżeli zdecyduje się walczyć o Gabrielę, wszyscy będą mieli kłopoty.
– Zamierzacie tu zostać i obejrzeć wschód słońca? – spytał opryskliwie.
Popatrzyli na niego, jakby do tej pory nie zauważyli, że w ogóle tu jeszcze jest. Eryk spojrzał na Gabrielę.
– Idź – powiedziała cicho.
– Zobaczymy się później – odpowiedział miękko i zniknął.
Daniel wiedział, że dzięki jego krwi wampir stał się teraz wyjątkowo silny. Może powinien jednak pozwolić dziewczynie oddać mu swoją? Nie był pewien właściwie dlaczego tak przeraził go ten pomysł. Gabriela podeszła do niego, stanęła tuż przy nim. W dłoni miała złożoną w długi prostokąt chustę. Wzięła go za rękę i obwiązała bandanką jego krwawiący nadgarstek. Przyjrzał jej się zaskoczony. Teraz jak nigdy dotąd przypominała mu Elizę, ale właśnie dlatego zdał sobie sprawę, że nią nie jest. Ona była po prostu sobą.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Gabriela obudziła się mocno niewyspana. Przez całą noc śniły jej się koszmary. Życie dziewczyny, w ciągu zaledwie dwóch miesięcy, przewróciło się do góry nogami. Niczego już nie była pewna. Przez chwilę rozglądała się po pokoju, zanim uświadomiła sobie gdzie właściwie jest. Zadrżała, gdy przypomniała sobie w jaki sposób znalazła się w domu Daniela. Nie, to wszystko co się wydarzyło nie było dziwacznym, koszmarnym snem. To była jej rzeczywistość. Gabriela boleśnie zdała sobie sprawę, że nie ma wyboru i będzie musiała się do niej przyzwyczaić.
Przypomniała sobie o jeszcze jednym, dość istotnym fragmencie swojego życia, przecież teraz była studentką! Gwałtownie usiadła. Wzięła do ręki leżącą na nocnej szafce komórkę. Spojrzała na zegarek. Dochodziła dziewiąta. Dziewczyna zerwała się z łóżka. Była już spóźniona. Pobiegła do przylegającej do jej nowego pokoju, niewielkiej, ładnie urządzonej łazienki. Przynajmniej standardy mojego życia uległy zmianie na lepsze, pomyślała cierpko, pośpiesznie myjąc zęby, jednocześnie szykując czyste ubranie, szukając ręcznika i wykonując kilka innych porannych czynności.
Po kwadransie zbiegała już po schodach w dół, a po pół godzinie wysiadała z zatrzymującego się przed uczelnią tramwaju. Przeklinała się w duchu, za to, że przegapiła wykład ze znienawidzonej socjologii. Była przekonana, że będzie miała z tego powodu jakieś problemy.
Szybkim krokiem ruszyła przez park, prosto w kierunku uczelni. Nagle zatrzymała się w pół kroku. Przed nią, na wyłożonej kocimi łbami ścieżce, stał rudy wilk. Zagradzał jej drogę. W niczym nie przypominał wspaniałego zwierzęcia w jakie przemieniał się Cahir, nie zmieniało to jednak faktu, że dziewczynę ogarnął paniczny strach. Z krzaków po prawej stronie wyłonił się kolejny, odrobinę mniejszy i szarawy. Patrzył na nią złowrogo, żółtymi ślepiami. Dziewczyna, ignorując podszepty zdrowego rozsądku, wyminęła wilka i pędem puściła się ku budynkowi uczelni. Zatrzymała się dopiero w środku, z trudem łapiąc oddech. Jak nigdy dotąd, cieszyła się, że ma na sobie wygodne ubranie i adidasy.
– Gabriela, gdzie byłaś? – usłyszała obok siebie głos Natalii. – Przegapiłaś socjologię, Chomik Vader zapowiedział nam kolokwium. – Dziewczyna wyciągnęła w jej kierunku plik kartek. – Trzymaj, skserowałam dla ciebie notatki.
Gabriela lekko zaskoczona spojrzała na koleżankę. Wzięła od niej kserówki. Zawsze lubiła Natalkę, ale nie spodziewała się po niej aż takiej uprzejmości. Uśmiechnęła się na myśl o swoim wykładowcy, który został ochrzczony Chomikiem Vaderem, na cześć postaci z Lilo & Sticha. Tak, ta ksywka zdecydowanie oddawała jego osobowość.
– Dzięki – powiedziała zupełnie szczerze, odganiając od siebie natrętne myśli o dziwnych wilkach i wszystkich innych nadnaturalnych rzeczach. W końcu nic się złego nie stało, a to było dla dziewczyny w tym momencie najważniejsze. Skupiła swoje myśli na problemach związanych ze studiami.
– Chodź, bo spóźnimy się na lektorat – Natalka pociągnęła Gabrielę w kierunku sali w której miały odbywać się kolejne zajęcia.
Dziewczyna wzruszyła ramionami i jak gdyby nigdy nic ruszyła za koleżanką.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Przed drzwiami sali, w której miały odbywać się zajęcia, kłębił się już spory tłumek. Pod jedną ze ścian stała ładna, wysoka, brunetka. Kiedy je zauważyła, przerwała rozmowę, którą podniesionym głosem prowadziła z koleżankami.
– O! Natalka! Gdzieś ty się podziewała? Byłaś mi potrzebna! Przez ciebie nie mam kawy na zajęcia, w bufecie była taka straszna kolejka!
Pulchna dziewczyna, o postrzępionych, rudawo-brązowych włosach spojrzała spłoszona na Karolinę.
– Przepraszam, zaraz ci przyniosę – odezwała się potulnie.
– No, mam nadzieję. Tylko pamiętaj, z mlekiem i bez cukru – odpowiedziała Karolina podchodząc do niej i wyjmując wpiętą we włosy dziewczyny spinkę. – Mówiłam ci, żebyś ich nie nosiła, wyglądasz jak byś była w przedszkolu, a nie na studiach.
Natalia tylko potulnie skinęła głową. W Gabrieli aż się zagotowało. Naprawdę, nie wiedziała, czemu Natalka znosi takie zachowanie swojej pseudo przyjaciółki. Nic jednak nie powiedziała, zmierzyła Karolinę chłodnym wzrokiem i ruszyła za oddalającą się w kierunku bufetu koleżanką.
– Czemu pozwalasz się jej traktować jak służącą? – zapytała prosto z mostu, kiedy dogoniła Natalię.
Dziewczyna wzruszyła ramionami. Wpatrywała się w podłogę. Dłuższą chwilę milczała.
– Lepsze to niż gdyby miała mi dokuczać. Nie jestem taka jak ty – odpowiedziała w końcu. – Nie wiem jakbym sobie wtedy poradziła…
– Taka jak ja? – nie zrozumiała Gabriela.
– Nie przejmujesz się tym, co mówią inni, prawda? Zawsze walczysz o swoje i zawsze wygrywasz… Chciałabym być taka jak ty – dodała smętnie – ale nie jestem. Nie mam na to dość odwagi.
Gabriela spojrzała na koleżankę zaskoczona. Nigdy nie spodziewałaby się, że Natalia ma o niej takie właśnie zdanie.
– To wszystko zależy tylko od ciebie – odpowiedziała najlepsze co jej przyszło do głowy.
– Taak – westchnęła smętnie dziewczyna otwierając drzwi i wchodząc do już pustoszejącego bufetu.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Po zajęciach Gabriela wyszła przed budynek uczelni zastanawiając się co ze sobą zrobić. Wcale nie miała ochoty wracać do domu Daniela. Na wieczór umówiła się z Erykiem, ale do zachodu słońca zostało jeszcze sporo czasu. Był ciepły, wiosenny, a właściwie już prawie letni, dzień. Usiadła na jednej ze znajdujących się na terenie uczelni, drewnianych, pomalowanych zieloną farbą, ławek. Wyciągnęła z plecaka książkę, uznając, że nie zaszkodzi się trochę pouczyć. Już po kilku minutach siedziała odcięta od świata, pogrążona w lekturze.
– Hej, masz jakieś plany? – usłyszała nad sobą niepewny głos Natalki.
– Yyy, właściwie to nie – odpowiedziała zaskoczona. – Czemu pytasz?
– Pomyślałam, że może byśmy się przeszły na jakąś kawę czy coś – powiedziała cicho, speszona dziewczyna.
Gabriela wstała z ławki chowając książkę. Założyła plecak uśmiechając się pogodnie do Natalki.
– Pewnie, czemu nie – oznajmiła wesoło. – Gdzie idziemy?
– Może Galaxy? – zaproponowała nieśmiało Natalia.
– Ok. Uwielbiam kawę z Coffee Haven – powiedziała Gabriela, czując się zobowiązana do podtrzymania rozmowy, skoro to cicha i spokojna Natalka ośmieliła się na tyle, żeby podejść do niej i zaproponować wspólne wyjście.
– Ja też – ożywiła się natychmiast dziewczyna. – No i mają boskie kanapki!
– Aha – ucieszyła się Gabriela – mi smakują zwłaszcza te z białym serem i granatem. Fajny pomysł mieli.
Natalia uśmiechnęła się uszczęśliwiona. Poszły na przystanek tramwajowy wesoło rozmawiając. Kiedy przechodziły przez park, Gabriela poczuła jedynie przelotny niepokój, ale szybko wygnała go ze swoich myśli. Była pewna, że tego dnia żadna przygoda rodem z kiepskiego horroru jej już nie spotka.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
W centrum handlowym wypiły kawę, a potem poszły do kina. Gabriela zdziwiła się, że towarzystwo Natalii sprawia jej autentyczną przyjemność. Po seansie wyszły przed budynek Galaxy. Do zachodu słońca zostały jeszcze dwie godziny, a Gabriela w dalszym ciągu nie miała najmniejszej ochoty wracać do swojego tymczasowego domu. Żałowała, że nie może opowiedzieć o wszystkim Natalii, wiedziała jednak, że w najlepszym wypadku koleżanka uznałaby, że wymyśla sobie fantastyczne bajki.
Zdecydowały się przespacerować na Wały. Szły przez park Żeromskiego, wesoło rozmawiając. W pobliżu nie było innych ludzi, to jednak nie zdziwiło w najmniejszym stopniu żadnej z dziewczyn. W tygodniu, o tej porze, większość mieszkańców miasta czas spędzała na zakupach lub po prostu w domach, odpoczywając po ciężkim dniu w pracy.
– Gabriela… chodźmy inną drogą… – odezwała się nagle Natalia.
Dziewczyna spojrzała pytająco na koleżankę. Tamta wskazała ręką przed siebie. Na wąskiej, pokrytej żwirem ścieżce siedział sporych rozmiarów rudy wilk. Gabriela wstrzymała oddech.
– Myślę, że powinnyśmy wrócić – stwierdziła rozważając w myślach możliwości ucieczki.
Natalka wyglądała na bardzo wystraszoną. Powoli zaczęły się cofać. Nie uszły jednak więcej niż kilka kroków, kiedy drogę zagrodziło im kolejne zwierzę. Wilk różnił się od poprzedniego jedynie barwą futra, która zamiast rudawej, była popielata. Z zarośli, po obu stronach drogi wyłoniły się dwa kolejne zwierzęta. Teraz wilków było już cztery. Gabriela jęknęła cicho, przypominając sobie to co wydarzyło się kilka dni wcześniej w piwnicy domu Daniela. Podejrzewała, że te stworzenia tutaj, wcale nie mają bardziej przyjaznych zamiarów. Stojąca obok Natalka zaczęła drżeć. Nagle, niczym jakieś leśne zwierzątko – spłoszona ofiara, rzuciła się do ucieczki. Rudy wilk natychmiast zerwał się i popędził za nią. Gabriela stała jak wmurowana w ziemię. Nie miała pojęcia co powinna zrobić, instynktownie jednak czuła, że bieg jest w tym wypadku najgorszym możliwym rozwiązaniem.
– Czego ode mnie chcecie? – spytała najpewniejszym głosem, na jaki było ją stać w tej sytuacji.
Wilki spojrzały po sobie jakby niepewnie. Potem ich wzrok skierował się z powrotem na dziewczynę. Zwierzęta powoli zaczęły przyjmować ludzkie kształty. Po chwili przed Gabrielą zamiast trzech wilków stało trzech speszonych, nastoletnich chłopaków.
– My… – zaczął jeden, ale przerwał w pół słowa, ponieważ ścieżką nadchodził czwarty z nich.
On także przybrał ludzką postać. Był młody, wyglądał jednak na kilka lat starszego od pozostałych. Niósł na rękach nieprzytomną Natalię.
– Ja jej nawet nie dotknąłem – odpowiedział szybko na zaniepokojone spojrzenie Gabrieli – przysięgam! Sama zemdlała! Chyba się mnie przestraszyła… – dodał pełnym poczucia winy głosem.
Gabriela westchnęła zrezygnowana, modląc się w duchu, żeby Natalii rzeczywiście nic się nie stało. Teraz, kiedy jej prześladowcy, zamiast atakować chcieli rozmawiać, ona sama przestała się bać. Poczuła natomiast gniew.
– Kim jesteście, skąd się wzięliście i dlaczego za mną chodzicie? – zapytała spokojnie, z nutką irytacji w głosie.
Stojąca na ścieżce przed dziewczyną trójka wyglądała na mocno zakłopotaną. Spojrzeli błagalnie na trzymającego w ramionach Natalię, kasztanowowłosego, szczupłego chłopaka o śniadej cerze. Młodzieniec głęboko zaczerpnął powietrza.
– Jestem Maurycy Jaworski, to mój brat Wojtek – wskazał na ryżego szesnasto, może siedemnastolatka – Mirek Brzozowski i Kuba Michalski – przedstawił pokazując dalej. – Chodzimy za tobą – powiedział wahając się lekko – ponieważ bardzo potrzebujemy twojej pomocy…
– I uważacie, że najlepszym sposobem proszenia o pomoc jest wystraszenie kogoś, ot tak, dla zabawy? – warknęła Gabriela nie zwracając uwagi na to, że ona jest sama a ich jest czterech, a na dodatek potrafili przemieniać się w wilki.
Maurycy wyraźnie zmieszał się jeszcze bardziej. Spojrzał jednocześnie błagalnie i przepraszająco na Gabrielę.
– My nie chcieliśmy… – powiedział łagodnie. – Nie mieliśmy pomysłu, na to jak do ciebie podejść…
– A nie przyszło wam do głowy, że moglibyście zrobić to w ludzkiej postaci?! – zirytowała się jeszcze bardziej dziewczyna.
Gabriela westchnęła uznając, że nie, ponieważ wszyscy nagle zainteresowali się swoimi butami. No właśnie, co działo się z ich cholernym ubraniem, kiedy zmieniali się w wilki? – Zastanowiła się dziewczyna. Postanowiła jednak, że zada to pytanie innym razem. Do tej pory nie przyszło jej do głowy, żeby zapytać o to Cahira.
– Przepraszamy – odezwał się w końcu Maurycy po dłuższej chwili ciszy – nie pomyśleliśmy o tym…
– Czego konkretnie ode mnie oczekujecie? – zapytała zupełnie zrezygnowanym głosem. Nagle zrobiło jej się żal młodych wilkołaków, którzy w tym momencie, wyraźnie wyglądali na zwyczajnie zagubionych.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Olbrzymi czarny wilk biegł przez las. Przepełniało go uczucie irytacji. Cahir miał serdecznie dosyć śledzących go od kilku dni cieni. Postanowił się ich pozbyć, dlatego właśnie przybrał postać wilka. Teraz pędził przez las, pełen poczucia, że jest znacznie szybszy od śledzących go postaci. Wrócił do miasta okrężną drogą i dopiero na jego obrzeżach przyjął ludzką postać. Tak jak się spodziewał, prześladowców nigdzie nie było. Udało mu się ich zgubić. Zadowolony z siebie wsiadł do jadącego w kierunku centrum autobusu.
Kiedy wysiadł, przez dłuższą chwilę wahał się jaki wybrać kierunek. Miał wielką ochotę zobaczyć Gabrielę, wiedział jednak, że dziewczyna umyślnie go unika. Ze smętnym westchnieniem, niechętnie powlókł się w stronę stojącego w centrum miasta, przeszklonego apartamentowca. Wjechał windą na dwunaste piętro i otworzył grube, obite ciemną skórą drzwi. Pomieszczenie do którego wszedł było przestronne i jasne. Za wielkimi szybami rozciągała się panorama miasta. Było stąd widać nawet oddaloną o kilkanaście minut drogi piechotą Odrę. Lokal przypominał zarówno luksusowo urządzone mieszkanie, jak i gabinet.
Na obitych czarną skórą fotelach siedzieli wygodnie rozparci mężczyźni. Rozmawiali od czasu do czasu wybuchając śmiechem. Zawyli zgodnie z uciechy na widok Cahira.
– O przyszedł nasz bohater – odezwał się jeden z nich jednocześnie drwiącym i rozbawionym tonem, jak i z nutą podziwu w głosie. – Naprawdę sam poszedłeś walczyć z całym stadem, chłopie? Jakoś nie mogliśmy uwierzyć Danielowi…
Cahir tylko skinął głową. Podszedł do mężczyzn i usiadł na brzegu czarnej kanapy.
– Rozwiązałem wasz problem – oznajmił – teraz wy rozwiążcie mój.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Daniel niespokojnie chodził po pokoju. Rozmyślał. Zdawał sobie sprawę, że jego kumple najchętniej załatwiliby wszystko za pomocą brutalnej siły. Sam nie mógł się sobie nadziwić, że to on był tym, który uspakaja resztę. Gdyby coś jednak się stało… nie mógł do tego dopuścić… zbyt wiele miał teraz do stracenia. W pomieszczeniu odbywała się ożywiona dyskusja. Cahir pokręcił głową.
– Stado jest w rozsypce, nie wiedzą co ze sobą zrobić. Nie mają żadnej organizacji. Nie powinni stanowić problemu.
Postawny blondyn z blizną na lewym policzku spojrzał na chłopaka z politowaniem.
– Właśnie dlatego teraz jest dobry moment, żeby się nimi zająć – powiedział spokojnie, znużonym tonem, jakby coś tłumaczył głupiemu dzieciakowi.
Cahir obrzucił go ponurym spojrzeniem czarnych jak noc oczu.
– To co proponujecie, to zwyczajna eksterminacja! – powiedział napiętym, pełnym złości głosem. – Chcecie ich zgromadzić w jednym miejscu i pozabijać jednego po drugim. Jakby byli stadem szczurów!
Tego właśnie spodziewał się Daniel. Wiedział, że Cahirowi ten pomysł nie przypadnie do gustu. Nie miał zamiaru pozwolić na to, żeby chłopak wdawał się w beznadziejne i daremne kłótnie z Łowcami.
– Niech robią co chcą – oznajmił cicho, beznamiętnym tonem. – To już nie nasza sprawa. Kundle nie mają teraz przywódcy. Nikt nie wstawi się w ich imieniu.
– Ale… – zaczął Cahir, chłodne spojrzenie przenosząc z mężczyzny z blizną na Daniela.
– Nie! – odpowiedział stanowczo tamten. – Koniec dyskusji. Zabiłeś przywódcę stada, za co jesteśmy ci bardzo wdzięczni, ale z własnego wyboru nie jesteś jednym z nas. To nie twoja sprawa. Nie mieszaj się do tego.
W czarnych oczach Cahira zapłonął żywy ogień.
– Tak nie można, nie możesz na to pozwolić! – powiedział pełnym emocji głosem chłopak. – Daniel…
– Powiedziałem, zamilcz! – warknął tamten.
Cahir obrzucił go gniewnym, ponurym spojrzeniem, ale więcej się nie odezwał. Wstał z kanapy i szybkim krokiem wyszedł z pomieszczenia.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Dochodziła dziewiąta. Słońce chowało się za horyzontem. Cahir szedł szybkim krokiem przez opustoszałe o tej porze ulice Pogodna. Ręce same zaciskały mu się w pięści. Był wściekły na Daniela, był wściekły na Łowców, był wściekły na Gabrielę. Wszystko układało się nie tak jak powinno. Zatrzymał się dopiero przed samym domem. Nie miał ochoty wchodzić do środka. Zrezygnowany opadł na prowadzące na ganek niskie stopnie. Nie przychodziło mu do głowy nic sensownego, żadne rozwiązanie podłej sytuacji, w jakiej się znalazł. Czuł się koszmarnie. Wiedział, że masowe morderstwo, którego dopuszczą się Łowcy na tych głupich, słuchających rozkazów dzieciakach jest po części jego winą.
Nagle chłopak stał się bardziej czujny. Z wnętrza domu dochodziły jakieś przyciszone głosy. Ktoś był w środku. Gwałtownie wstał. Cicho, niczym cień, otworzył frontowe drzwi i wśliznął się do środka.