Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Królewna wpadła do sali balowej jak burza. Miała tylko jeden cel, musiała odnaleźć Matthew. W tym momencie całą sobą nienawidziła chłopaka. Była na niego wściekła jak nigdy dotąd. Przez tłum zdziwionych gości przebiegł szum podniesionych głosów. Eliza nie miała zamiaru przejmować się teraz zasadami savoir vivre. Było jej wszystko jedno co na jej temat pomyślą ci wszyscy ludzie.  Chciała tylko odnaleźć Szarookiego.

    Czuła bardzo wyraźnie łączącą ich więź. Była teraz znacznie mocniejsza niż kiedykolwiek przedtem. Uznała, że to dlatego, iż dowiedziała się wszystkiego o jej działaniu i związanych z nią świadomych wyborach. Dokładnie wiedziała, gdzie znajdzie chłopaka. Podeszła prosto do niego, a tłum zdumionych ludzi rozstępował się przed nią na boki.

    Po chwili stała już przed zdumionym Matthew. Patrzył na nią pytająco, z lekkim niedowierzaniem w szarych, smutnych oczach. Obrzuciła go pełnym furii spojrzeniem. Podeszła do niego i z całej siły uderzyła zaskoczonego chłopaka w twarz.

    – Jesteś skończonym głupcem! – warknęła wściekle. – Kretynem i idiotą! Nigdy więcej nie podejmuj żadnych decyzji „dla mojego dobra”! – wrzasnęła. 

    Uderzyła go ponownie, a chłopak nawet nie próbował jej powstrzymać. Trzęsąc się ze złości wybiegła z balowej sali ścigana falą zdumionych spojrzeń.  

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Chiredan szedł przed siebie raźnym krokiem. Mijał kolejne zakręty szerokich korytarzy zamku. W pewnym momencie się zatrzymał. Nie, nie zrobi tego. Postanowił, że nie może odejść jak tchórz, zostawiając Elizę z tym wszystkim samą. Biegiem wrócił do komnaty, w której mieszkał, dziewczyny tam jednak nie było. Popędził ku balowej sali, w której zgromadzili się goście.

    Zatrzymał się w drzwiach szeroko otwierając ze zdumienia swoje niesamowite szmaragdowe oczy. Królewna z jakiegoś powodu robiła Matthew awanturę. Uśmiechnął się pod nosem. Uwielbiał charakter tej dziewczyny. Na co dzień była cicha, miła i spokojna, ale jeżeli trzeba było umiała pokazać pazurki. Potem Eliza wybiegła bocznymi drzwiami z komnaty. Po niesamowitej ciszy w sali zapanowało ogromne poruszenie i harmider. Chiredan miał zamiar pobiec za dziewczyną. Bez słowa wyminął stojących przy jednej z bram strażników i wypadł na dziedziniec.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Sylwia zobaczyła biegnącego chłopaka. Stanęła przed nim zagradzając mu drogę swoją drobną osobą. Zatrzymał się w pół kroku.

    – Poczekaj! – rozkazała. – Gdzie lecisz?

    Spojrzał na dziewczynę lekko zdezorientowany.

    – Chcę znaleźć Elysoun – powiedział.

    – Nie – odezwała się ruda czarownica patrząc mu prosto w oczy.

    – Dlaczego? – spytał Chiredan nie rozumiejąc.

    – Ona dokonała swojego wyboru i ty też. Wracasz do domu. 

    – Nie rozumiesz… – zaczął, ale przerwała mu w pół słowa.

    – Doskonale rozumiem – stwierdziła. – Wiem, że Eliza cię kocha, a ty ją. Tylko, że jest ktoś jeszcze. I był zanim w ogóle poznała ciebie. Odpuść Chiredan. To nie jest życie dla ciebie.

    Dopiero teraz w głowie chłopaka wszystko zaczęło się układać. Westchnął.

    – Więc jednak była z Matthew?

    – Była, jest i będzie – odpowiedziała stanowczo Sylwia.

    – Czemu uważasz, że on jest dla niej lepszy ode mnie? – spytał buntowniczo chłopak.

    Czarownica smutno pokręciła głową.

    – On żyje tylko i wyłącznie dla niej. Nic innego go nie obchodzi. Jest w stanie poświęcić dla Elizy po prostu wszystko. Dlatego właśnie milczał, kiedy zobaczył, że jesteście razem. Ty nie mógłbyś się na to zdobyć, Chiredan i doskonale o tym wiesz. Kochasz ją – dodała po chwili patrząc na smutek w oczach chłopaka – więc po prostu zostań jej przyjacielem. To nie znaczy, że masz jej już nigdy więcej nie zobaczyć. 

    Chłopak niechętnie skinął głową.

    – Zabierz mnie do Kanady – poprosił cicho. – Masz rację, odpuszczę.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Królewna, sama nie wiedząc kiedy, znalazła się za murami zamku. Biegła przed siebie. Chciała po prostu znaleźć się jak najdalej od tego wszystkiego. 

    W pewnym momencie ujrzała na niebie cień szarych skrzydeł. Matthew nawet nie wylądował. W locie porwał ją w ramiona i uniósł wysoko w górę. Wtuliła się w niego cicho łkając. Chłopak zatrzymał się dopiero, kiedy nie było już widać zamku. Postawił ją na cudownie zielonej trawie otaczających miasto i zamek równin. Przylgnęła do niego całą sobą. Objął ją ramionami mocno tuląc do siebie.

    „Sześć miesięcy” – wysłała mu rozpaczliwą myśl. – „Tyle czasu przed tobą uciekałam. Cholernie pół roku!”

    „Kocham cię” – przesłał jej swoją myśl chłopak. 

    Na niczym innym nie był się w stanie w tym momencie skupić. Myślał tylko o niej, o jej oczach, uśmiechu, jej złotych włosach. Nie mógł uwierzyć, że naprawdę znowu jest jego. To było jak przebudzenie z okropnego, przerażającego koszmaru.

    – Matt… – wyszeptała.

    – Tak? – zapytał cicho.

    – Nie nic, po prostu chciałam to powiedzieć. Kocham cię – dodała po chwili.

    „Kocham cię” – jednocześnie przekazała mu w myślach. – „Matt, przez ten czas, kiedy byliśmy razem zakochałam się w tobie ponownie. Gdybyś tylko powiedział, że odwzajemniasz moje uczucie… nie wahałabym się ani chwili… To zawsze byłeś ty. Tak bardzo cię kocham.”

    Szarooki nie był jej w stanie odpowiedzieć. Poczuł niesamowitą lekkość i ulgę. Wypełniały go całego. Odsunął od siebie dziewczynę, ale tylko na tyle, żeby móc ją pocałować. Całował ją z taką pasją i namiętnością jak nigdy wcześniej. Nagle jakby na chwilę oprzytomniał. Przerwał łapczywe pocałunki, żeby złapać oddech.

    – Co się właściwie stało? – zapytał cicho. – Nagle po prostu poczułem więź.

    – Nie mam pojęcia – przyznała zakłopotana dziewczyna. – Spotkałam jakiegoś czarodzieja. Powiedział, że w prezencie ślubnym może przywrócić mi pamięć.

    – Co z Chiredanem? – nagle jęknął wymawiając jego imię. – Będziesz miała dziecko… – szepnął.

    Eliza spojrzała na niego z delikatnym, tajemniczym uśmiechem na ustach.

    – Myślę, że będę – odpowiedziała zadowolonym głosem. – Jeżeli się pospieszymy, to nastąpi to za jakieś dziewięć miesięcy. Co do Chiredana to jest już pewnie w Kanadzie, z Sylwią – dodała kładąc nacisk na ostatnie słowo.

    Chłopak spojrzał na nią zdumiony. Królewna uśmiechnęła się podstępnie. Matthew przewrócił ją na trawę. Nie było specjalnie zimno. W krainie demonów panowała wiosna. Nad głowami mieli czyste, błękitne niebo. Śmiali się poprzez łzy tuląc się nawzajem w swoich objęciach.

    „Kocham cie Matt” – dziewczyna wysłała mu swoją najpiękniejszą myśl. – „Zawsze będę cię kochała.”

    „Ja ciebie też, moja królewno” – odpowiedział chłopak. – „Nie ważne, co się stanie, wierzę, że zawsze będziemy razem.”

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Eliza miała na sobie zwiewną biała sukienkę. Rozpuszczone, złote włosy opadały jej na plecy i ramiona. Ozdobione były wiankiem z delikatnych, białych kwiatów. Kolejny raz obróciła się dookoła własnej osi, przeglądając w dużym, stojącym lustrze. Tego dnia była absolutnie szczęśliwa.

    Do pokoju wpadła rozanielona Sylwia. Promiennie uśmiechnęła się do dziewczyny. Zaraz za nią dumnym krokiem, ale również szeroko uśmiechnięta weszła Wika.

    – Pospiesz się – oznajmiła stanowczo. – Spóźnisz się.

    – Niech czekają – roześmiała się Sylwia. – Należy im się.

    W końcu wszystkie trzy z wesołym śmiechem wyszły z pokoju. Znajdowały się na Hawajach w pięknie zaaranżowanym, otoczonym tropikalną roślinnością hotelu. Udały się w kierunku plaży. Słońce zbliżało się ku zachodowi. Na niebie rozkwitła cudowna gama przeróżnych barw. Białe promienie odbijały się w oceanie. Wszystko było po prostu idealne.

    Przy wejściu na plażę czekali na nich Devor i Chiredan. Obydwoje uśmiechnęli się szeroko na ich widok. Myo podskakiwała wesoło. W jasne włosy miała wpięty niebieski kwiatek. Eliza pozwoliła się wziąć pod rękę bratu. Wika i Sylwia otoczyły Chiredana biorąc go za ręce. Mała dziewczynka biegała dookoła nich jednocześnie niecierpliwa i uradowana. Poszli razem w kierunku zachodzącego słońca.

    Nad brzegiem oceanu stał Szarooki, rozmawiał z zielonoskórą leśną boginką, Anas. Piękna istota miała na sobie długą, srebrną suknię z delikatnej siateczki. Kobieta z pewnością wyróżniałaby się z tłumu, plaża jednak była pusta. Znajdowali się tam tylko oni. 

    Eliza podeszła do Matthew. Chłopak miał na sobie grafitowe spodnie i czarną, elegancką koszulę. Uśmiechnął się do niej łagodnie. Jego oczy były pełne szczęścia.

    „Wyglądasz zjawiskowo” – przekazał dziewczynie w myślach, a królewna wiedziała, że chłopak naprawdę tak sądzi, bo przez myślowy kontakt nie można było kłamać.

    Spojrzała na niego czule, pięknymi, chabrowymi oczami. Niektóre kobiety marzą o hucznym wystawnym weselu i sali pełnej gości, a jedynym czego ona chciała był cichy ślub na plaży, tylko w gronie najbliższych przyjaciół. Niczego więcej nigdy nie pragnęła. 

    Stali nad brzegiem oceanu, trzymając się za ręce, skąpani w promieniach zachodzącego słońca, a leśna boginka Anas udzielała im ślubu. 

    „Na zawsze razem” – przekazał królewnie w myślach Matthew, a razem z tym zdaniem odsłonił przed dziewczyną całe swoje wnętrze przepełnione miłością do niej i przeogromną radością spowodowaną tym, co się właśnie działo i jasną, wesołą wizją ich wspólnej przyszłości.

    „Na zawsze” – odpowiedziała zachwycona dziewczyna.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Olbrzymi orzeł siedział na skale nieopodal plaży. Obserwował dziejącą się nad brzegiem oceanu scenę. Królewna powiedziała tak, Szarooki ją pocałował. Ptak poczuł w środku jakąś cudowną lekkość i miękkość. Czy tak właśnie wyglądało szczęście? Gdyby tylko orły mogły płakać, po jego policzkach z pewnością spłynęłoby kilka ciepłych, słonych łez. Ptak przekręcił głowę. Rozłożył skrzydła i odleciał w stronę zachodzącego słońca. Przepełniała go radość. 

    THE END 

    Note