Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Julia ocknęła się w niewielkim pomieszczeniu. Siedziała na podłodze. Zdała sobie sprawę, że ma związane ręce. Były przywiązane do jakiegoś mebla. Lina boleśnie wbijała się w jej nadgarstki. Bolała ją głowa. Jęknęła. Podniosła wzrok, by rozejrzeć się po pokoju. Ściany były pokryte drewnem i kończyły się skosami, więc musiała znajdować się na jakimś poddaszu. Pokoik był praktycznie umeblowany. Stało w nim łóżko, stolik, szafa i komoda, przy której siedziała dziewczyna. Nie było tu żadnych zbędnych ozdób, a jedyną dekorację stanowił niewielki, wystający spod łóżka dywanik. 

    Dopiero po chwili spostrzegła stojącego przy jednym z dwóch połaciowych okien mężczyznę. To jego widziała w pubie. Co on jej zrobił? Czego od niej chciał? Dlaczego się tu znalazła? Odwrócił się w jej stronę. Jego twarz zdobił leciutki, arogancki uśmieszek. Patrzył na nią z pogardą.

    – Obudziłaś się – stwierdził oczywisty fakt. – Doskonale. 

    – Dlaczego tu jestem? – spytała cichym głosem Julia. Była przerażona. – Czego ode mnie chcesz?

    – Po kolei, wszystko w swoim czasie – powiedział jakby rozbawiony. – Chcę, żebyś coś dla mnie zrobiła. 

    Podszedł do niej. Ukucnął przed nią. Dopiero teraz zauważyła, że blondyn trzyma w rękach złożoną na cztery kartkę. Rozłożył ją i podsunął jej pod nos. To był rysunek. Przedstawiał przypominającego małpę człowieka. Julia spojrzała pytająco na mężczyznę. Czy on zwariował? Może to jakiś psychopata. Serce przyspieszyło jej na myśl, że poderżnie jej gardło, a potem zakopie w piwnicy.

    – Przywołaj go! – rozkazał ostro, wstając.

    Julia zamrugała. W rogu pokoju zobaczyła skulony kształt. Postać do złudzenia przypominała tą ze szkicu. Żółte oczy wpatrywały się w nią ze złowróżbną dzikością. Poczuła jeszcze większy strach. Mimo to, kiedy tylko pomyślała o małpoludzie, gdy go ujrzała, natychmiast poznała jego prawdziwe imię.

    – Nie! – stanowczo zaprotestowała dziewczyna.

    Mężczyzna uśmiechnął się, jego oczy jednak wciąż pozostały zimne.

    – Sądzę, że nie rozumiesz swojego położenia – oznajmił zwodniczo łagodnym tonem. – Ty będziesz robiła, to co ci każę, a ja w zamian nie zmienię twojego życia w piekło. Takie panują tu zasady.

    – Nie mogę… – zaczęła.

    Blondyn niedbałym gestem uderzył ją w twarz. Julia zaniemówiła. Patrzyła na niego przestraszona. Na jej policzku pojawił się czerwony ślad. Rozległo się pukanie do drzwi. 

    – O co chodzi? – warknął nieprzyjaźnie stojący nad Julią mężczyzna.

    – Szefie, mamy tu pewien kłopot – odezwał się gruby głos, po drugiej stronie drzwi.

    – Wejdź – pozwolił blondyn. 

    Do pokoiku weszło dwóch mężczyzn. Wyglądali na prawdziwych zakapiorów. Muskularni, o nieprzyjemnych spojrzeniach. Odsłonięte ramiona, pokryte mieli czarnymi tatuażami. Gdyby Julia spotkała takich na ulicy, odruchowo przeszłaby na drugą stronę. Teraz zrobiło się w pomieszczeniu naprawdę tłoczno. Ciasnota była wręcz namacalna. 

    Mężczyźni wlekli coś między sobą. Rzucili to na podłogę. Tobołek jęknął. Julia szerzej otworzyła oczy. To był Aleks! Serce podeszło jej do gardła. Chłopak miał rozcięte czoło, po jego twarzy spływała krew. Natychmiast zerwał się z podłogi, spojrzał na nią z mieszaniną ulgi i strachu. Jego bursztynowe oczy płonęły żywym ogniem. Mężczyźni nie pozwolili mu wstać. Z powrotem przewrócili go na drewniany parkiet. Blondyn chwycił Aleksa za włosy. Zmusił chłopaka, żeby spojrzał mu w oczy.

    – Po co tu przyszedłeś? – zapytał cicho.

    – Jestem ci potrzebny – odezwał się spokojnie Aleks. – To dzięki mnie dziewczyna ich widzi – skłamał gładko. – Jestem czymś w rodzaju katalizatora.

    – Kłamiesz – oznajmił mężczyzna puszczając jego włosy. 

    – Sprawdź mnie –  powiedział chłopak patrząc mu wyzywająco w oczy.

    – Świetnie, chcę, żeby przywołała trolla – rozkazał tamten.

    Aleks pokręcił głową.

    – To nie najlepszy pomysł – stwierdził poważnym tonem. – W realnym świecie jego rozmiary będą monstrualne. Nie zmieści się w tym pokoju.

    – W takim razie wymyśl coś innego – warknął mężczyzna, wyraźnie tracił już cierpliwość.

    Aleks wstał. Tym razem nie zatrzymywany przez nikogo podszedł do miejsca, w którym siedziała Julia. Usiadł przy niej na podłodze. Uspakajającym gestem położył rękę na jej nodze. 

    – Widziałaś może kruka? – zapytał. Dziewczyna niepewnie skinęła głową. Zobaczyła siedzącego na parapecie, czarnego jak noc ptaka. Miał niesamowite, złowieszcze, żółte oczy. – Przywołaj go tutaj – poprosił.

    – Marcus – powiedziała cicho dziewczyna, nie mając pojęcia, do czego dąży Aleks.

    Blondyn otworzył okno. Do środka wleciał hebanowo czarny ptak. Zakrakał złowieszczo szamocząc się po pomieszczeniu. Twarz mężczyzny ozdobił ponury, ale pełen satysfakcji uśmiech. Skinął głową odprawiając opryszków. Kruk przysiadł na oparciu drewnianego krzesła. Przyglądał się im z uwagą czarnymi, wyłupiastymi oczkami. 

    – Doskonale – oznajmił zadowolonym głosem blondyn. – Czas zacząć zabawę.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Przez kolejną godzinę Julia nadawała imiona różnym postaciom ze świata cieni. Aleks rozwiązał jej ręce, a blondyn nie zaprotestował. Chłopak objął ją ramieniem. Wtuliła się w niego przestraszona. Nie miała pojęcia co Aleks zamierza, ale zdała sobie sprawę, że ufa mu bezgranicznie. Za każdym razem przed nadaniem jakiejś istocie imienia, dziewczyna pytająco patrzyła na Aleksa. Chłopak najczęściej jej przytakiwał, ale zdarzało się, że przecząco, ledwo zauważalnym gestem kręcił głową, wówczas Julia mówiła, że nie potrafi. Tą cichą spółką doprowadzali blondyna do zimnej furii. 

    – Na razie wystarczy – stwierdził w końcu, po oddaniu w ręce swoich towarzyszy kolejnej, przypominającej dużego jeża z ludzką twarzą, istoty ze świata cienia. – Wrócimy do tego później.

    Otworzył drzwi, wpuszczając do pomieszczenia czekających za nimi mężczyzn. Z okrutnymi wyrazami twarzy podeszli do Aleksa, podnosząc go z podłogi. 

    – Nie rozdzielajcie nas! – wyrwało się rozpaczliwie, przerażonej Julii.

    – Masz mnie za głupca? – roześmiał się blondyn. – Doskonale wiem, czym jest twój przyjaciel. Możesz pomarzyć o tym, ze zostaniecie razem.

    Aleks nie protestował. Spojrzał na dziewczynę. Uśmiechnął się leciutko, a ona była pewna, że ma jakiś plan.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Aleks siedział w ciasnej piwnicy. Było tu duszno i nieprzyjemnie. Do tej pory miał nadzieję, że może uda się to załatwić jakoś inaczej, ale teraz nabrał pewności, że to jedyne możliwe rozwiązanie. Z żalem pomyślał o tym, że ostatnie co zobaczy, to ta pieprzona piwnica. Ten świat, góry, zieleń traw i drzew, wszystko tu było takie piękne. Julia była piękna. Uczucia były czymś niesamowitym. Tam skąd pochodził, była tylko pustka. Teraz jednak przynajmniej z grubsza wiedział, dlaczego go to spotkało i godził się z tym. Kochał ją i był gotowy zrobić dla niej wszystko.

    ~ ~ ~ ~ ~

    – Nie możesz tam iść! – krzyknęła spanikowana Dafne.

    Aleks spojrzał na nią ponuro.

    – Mogę i pójdę – oznajmił.

    – Zrobisz to i zginiesz razem z Julią? – spytała dziewczyna wpatrując się w niego intensywnie.

    – A masz lepszy pomysł? – zapytał właściwie nie oczekując odpowiedzi.

    Zdziwił się jednak, kiedy na jego pytanie padła prosta, zwięzła odpowiedź.

    – Mam – oznajmiła już zupełnie spokojnym tonem Dafne.

    ~ ~ ~ ~ ~

    Chłopak zamknął oczy. Musi poczekać na dobry moment. Nie może zawieść. Wiedział, że nie zapomni. Był tego pewien. O wszystkim innym, ale nie o niej. Podniósł się do pozycji siedzącej, kiedy do pomieszczenia weszli mężczyźni. Wyciągnęli go na korytarz. Tam czekał na nich blondyn. Uśmiechnął się drwiąco na widok Aleksa. Chłopakowi nie spodobał się ten uśmiech. Był przekonany, że wróży coś bardzo złego. Jeden z mężczyzn uderzył go pięścią w brzuch. Aleks sapnął, kuląc się mimowolnie. 

    – Zastanawiam się – powiedział zadumanym głosem blondyn – czy dziewczyna jest do ciebie tak samo przywiązana jak ty do niej. Ciekawe czy przemyśli jeszcze raz przywołanie dla mnie kilku stworzeń, które pominęliśmy, na przykład, w zamian za twoje życie…

    ~ ~ ~ ~ ~

    Ciarki przechodziły Aleksa na sam wydźwięk słowa „czarownica”. Nic nie budziło w nim takiego obrzydzenia i niechęci jak te kobiety. Uważał, że nie ma na świecie nic gorszego od nich, a Dafne proponowała mu skorzystać z pomocy właśnie jednej z nich. Tylko czy miał jakiś wybór? Gdyby miał, nie stałby teraz przed pomalowanymi na brązowo drzwiami. Nie czekałby z przyspieszonym oddechem i szybko bijącym sercem na to, czy kobieta go wpuści. Tu chodziło o Julię, jego Julię! I nie mógł pozwolić, żeby ktokolwiek ją skrzywdził. Nie ważne jaką cenę będzie musiał za to zapłacić, a zdawał sobie sprawę, że na pewno będzie wysoka. 

     ~ ~ ~ ~ ~

    Mężczyźni zabrali Aleksa do większego pomieszczenia. Na drogę zasłonili mu oczy czarną przepaską, żeby nie widział dokąd idą. Kiedy ją zdjęli chłopak przestał oddychać. Pod sufitem, na środku dużego pokoju znajdowała się drewniana belka, do której przyczepiona była długa lina. Jej koniec oplatał nadgarstki Julii, trzymając ją mocno w górze, tak, że dziewczyna ledwo stała na palcach. Z trudem chwytała powietrze. Aleks rzucił się w jej kierunku. Już nie udawał, że jest człowiekiem. Wykorzystał całą swoją prędkość i siłę, żeby wyrwać się trzymającym go mężczyzną. Zanim jednak doskoczył do dziewczyny, powstrzymała go niewidzialna bariera. Chłopak spojrzał na drwiąco uśmiechniętego blondyna.

    – Ach tak, odrobinę znam się na magii, zapomniałem ci o tym wspomnieć? – spytał od niechcenia, próbującego dostać się do dziewczyny Aleksa.

    ~ ~ ~ ~ ~

    Drzwi otworzyła starsza kobieta. Miała na sobie wytartą tunikę, noszącą ślady wielorazowego prania. Zarówno kobieta jak i jej strój, kiedyś musiały być naprawdę piękne, ale mijające lata postanowiły ich nie oszczędzać. Przyjrzała się uważnie wyczekującemu niecierpliwie chłopakowi. Jej obojętny wzrok stał się zimny i wrogi.

    – Czego tu szukasz, przeklęty? – warknęła na niego.

    – Chcę twojej pomocy – powiedział spokojnie Aleks, walcząc z obrzydzeniem i niechęcią.

    Uśmiechnęła się do niego. Jej uśmiech nie był ani miły, ani przyjazny. 

    – Jeżeli wejdziesz do środka, masz marne szanse, na to, że wyjdziesz z mojego domu żywy – powiedziała cicho.

    – Zaryzykuję – mruknął Aleks.

    Kobieta zaprosiła go gestem do środka. Chłopak wszedł. Znalazł się w ciemnym korytarzu, a potem w zagraconym, długo nie wietrzonym salonie. Śmierdziało w nim kotami. Dafne uprzedzała go, że Adelajda Morgendorffer jest nie tylko czarownicą, ale i wariatką. Była też jednak jego jedyną nadzieją. 

    ~ ~ ~ ~ ~

    Niewidzialny bat przeciął powietrze. Julia krzyknęła. Z gardła Aleksa wydobył się niemal zwierzęcy warkot. Rzucił się na spokojnie stojącego blondyna. Jakaś dziwna siła odrzuciła go w tył. Przeleciał łukiem przez pokój i uderzył plecami w drewnianą ścianę. Usłyszał swoje imię. Dostrzegł pełen bólu, przerażony wzrok Julii. Po policzkach dziewczyny spływały  łzy. 

    – Zrobię co zechcesz, przywołam co sobie zażyczysz, tylko zostaw go w spokoju – jęknęła. – Proszę…

    – O tak, zrobisz co zechcę – powiedział drwiąco blondyn. – A ja w tym czasie zastanowię się, jak szybko umrze twój przyjaciel.

    Aleks widział zapłakaną twarz Julii. Nie wstawał z podłogi. Zamknął oczy. Zaczął mieć wątpliwości. Co jeżeli czarownica miała rację? Co jeżeli nie będzie pamiętał? Będzie! Musiał! Zresztą i tak nie mógł zrobić nic innego. Przegryzł trzymaną w ustach pestkę. Poczuł jej gorzki smak, a potem osunął się w ciemność. 

    ~ ~ ~ ~ ~

    Siedzieli przy niewielkim, okrągłym stole, w dusznym, nieprzyjemnym salonie. Aleks zastanawiał się czy ta kobieta kiedykolwiek otwiera okna. Szczerze w to powątpiewał. Kiedy przedstawił jej swoją prośbę, roześmiała się jak wariatka.

    – Nie rozumiem – powiedziała, kiedy wreszcie zdołała się uspokoić. – Chcesz tam wrócić. Pragniesz umrzeć. Dlaczego?

    – Wcale tego nie chcę – z trudem powstrzymał się, żeby nie warczeć na nią. Musiał zachować spokój. Powrót do krainy cienia był niemal ostatnią rzeczą, jakiej w życiu pragnął. – Mówi ci coś nazwisko Meltroy? Dawid Meltroy – dodał ponuro.

    Kobietę zamurowało. Spojrzała na niego skonsternowana.

    – To potężny czarownik. Uciekasz przed nim? – spróbowała odgadnąć.

    Aleks przecząco pokręcił głową. Odgarnął z oczu niesforny, brązowy kosmyk.

    – Nie – odpowiedział zgodnie z prawdą. – Chcę go zabić.

    – Sam umierając? – zapytała niedowierzająco.

    – Jeżeli będę musiał – oznajmił chłodno chłopak.

    – Ale dlaczego? – kobieta zamrugała patrząc na niego. To co mówił, najwyraźniej nie mieściło się jej w głowie. – Nie bez powodu zostałeś przeklęty. Nie wątpię, że nasz świat będzie lepszy, bez jego osoby, ale dlaczego chcesz go zabić własnym kosztem?

    Chłopak nie wytrzymał. Ta kobieta, czarownica, miała go za potwora. Zresztą było mu wszystko jedno, ale jak mogła uważać, że Dafne jest potworem? Jak mogła myśleć, że jest nim Mara? Czarownice wieki temu odnalazły krainę śmierci, od zawsze wysyłały tam tych, których chciały ukarać. Aleks szczerze wątpił jednak, żeby zawsze postępowały słusznie, nie kierując się egoistycznymi pobudkami. Były przynajmniej tak samo złe, jak istoty, które z takim zaangażowaniem starały się zwalczać.

    – Nic o nas nie wiesz! – warknął uderzając pięścią w stół. – Dlaczego z góry próbujesz mnie osądzać?

    Spojrzała na niego zimno. W jej oczach malowała się ponura satysfakcja.

    – Więc powiedz mi dlaczego się tam znalazłeś – zasugerowała cierpko.

    Aleks uśmiechnął się ponuro. Pokręcił głową.

    – Możesz mi wierzyć lub nie, ale zwyczajnie nie pamiętam – powiedział cicho, patrząc jej w oczy. – Żadne z nas nie pamięta niczego, co zdarzyło się przed krainą cieni. Nie wiemy nic o swoim poprzednim życiu. Tak jak teraz, niewiele pamiętam z tego mrocznego świata. Wiem tylko, że to naprawdę paskudne miejsce i dałbym naprawdę wiele, żeby nie musieć tam wracać. Nie widzę jednak innego wyjścia.

    – Dalej nie odpowiedziałeś mi na pytanie „dlaczego” – stwierdziła odrobinę mniej pewnie Adelajda, zgniatając w dłoni rękaw swojej wyblakłej tuniki.

    – Ponieważ Dawid Meltroy porwał osobę, która mnie tu przywołała, a ja za nic na świecie, nie pozwolę, żeby ją skrzywdził – odpowiedział Aleks, wyzywająco patrząc w mętne oczy czarownicy.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    To było jak sen. Wiecznie powracający koszmar, z którego Aleks nareszcie się obudził. Dookoła niego była tylko szarość. Nic nie czuł. O niczym nie myślał. Otworzył oczy pozwalając działać instynktowi. Rozejrzał się dookoła. Jego świat, kraina cieni, ziemie na których mieszkała tylko śmierć, zlewały się w jedno z czymś innym. Czymś nowym, czego nie znał. Był w jakimś pomieszczeniu. Widział zamazane sylwetki ludzi. Jak przez mgłę docierały do niego stłumione głosy. Rozpaczliwy krzyk, dziewczęcy szloch, groźne warknięcia. To nie miało znaczenia. Chciał stąd odejść, ale coś go przyciągało. Nie był pewien, czy czuł już to kiedyś wcześniej. Dlaczego tutaj był? Czemu ten rozmazany, obcy świat nie może dać mu spokoju? Zaczął rozpaczliwie walczyć, żeby się uwolnić od niego. Chciał wrócić do siebie. Czuł rządzę krwi. Był głodny. Chciał polować. Na chwilę zamknął oczy, żółte, kocie źrenice. Miał nadzieję, ze kiedy je otworzy to dziwne miejsce zniknie, a on będzie na szarej, pogrążonej w wiecznym półmroku sawannie. Oczyma wyobraźni widział pasące się na nieistniejącej trawie, stłoczone blisko siebie, stado antylop. Podniósł powieki. Westchnął. Ten świat dalej tu był. Nie chciał odejść. Nie pozwalał mu się zatopić w instynkcie i błogiej nieświadomości.

    ~ ~ ~ ~ ~

    Kobieta wstała od stolika. Otworzyła drewniany, zabytkowy kredens. Wyciągnęła z niego szkatułkę. Podała mu. Kiedy podniósł wieko, w środku zobaczył zwitek materiału. Rozwinął go. Na miękkich szmatkach leżało niewielkich rozmiarów nasienie. 

    – To alkadis – wyjaśniła czarownica przyglądając się uważnie Aleksowi. – Silna trucizna. Umrzesz praktycznie natychmiast, kiedy tylko dostanie się do twojego organizmu. Jest także zaklęta. Twoja dusza, zamiast w piekle, znajdzie się w krainie śmierci – zadrwiła. – Twoje ciało jednak tym razem zostanie tutaj. Martwe. Nikt, nigdy nie będzie już w stanie cię przywołać.

    – Dziękuję – powiedział po prostu Aleks, wstając. 

    Zawinął z powrotem w materiał pestkę i zacisnął na niej pięść. 

    – Wiesz, że to nie ma sensu? – zapytała czarownica, odprowadzając go do drzwi. – Kiedy tylko twoja dusza opuści ciało, nie będziesz pamiętał niczego z tego świata. Wszystko przestanie mieć znaczenie.

    Aleks uśmiechnął się do niej z przekąsem. Pokręcił głową.

    – Nie zapomnę – powiedział pewnym, odrobinę oddalonym, głosem. – Jej nigdy już nie zapomnę. Gdziekolwiek bym był.

    ~ ~ ~ ~ ~

    Aleks chodził po pokoju. Był cieniem, duchem. Nikt go nie widział, nikt nie zwracał na niego uwagi. Nagle się zatrzymał. Ktoś leżał w rogu pomieszczenia. Osoba, tak samo rozmazana jak inne, świeciła bladą, niebieską poświatą. Nie oddychała, była martwa. Chłopak nie miał pojęcia dlaczego go zainteresowała. Podszedł bliżej, ukucnął przy niej. Zaciekawiony przyjrzał się jej twarzy. To był on sam! Leżał tam nieżywy. W krainie śmierci nie było uczuć. Była jednak ciekawość, która w tym momencie zwyciężyła z instynktem i ostrożnością. Aleks wstał. Rozejrzał się po pokoju. Przyjrzał się z bliska warczącemu coś wściekle mężczyźnie. Podszedł do płaczącej dziewczyny. Była związana. Ramiona miała wygięte w łuk, tak że przewieszony przez stropową belkę sznur, musiał zadawać jej ból. Obszedł ja dookoła. Stanął przed nią. Nagle jej oczy się rozszerzyły. Spojrzała prosto na niego. Nie! To nie było możliwe! Ona nie powinna go widzieć! Nie mogła!

    – Aleksander – wyszeptała przez łzy.

    Chłopak odskoczył. To było jego imię. Był tego pewien. Skąd ona je znała? Jak? Nagle coś powaliło go na podłogę. Przytłoczyło swoim ciężarem. Wszystko w nim krzyczało. Wracały do niego wspomnienia. Julia! Szybko jak błyskawica zerwał się z kolan. Musiał działać, nim znowu zapomni. Nim jego powrót tutaj, do krainy cieni, pójdzie na marne.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Ciało Aleksa leżało pod ścianą. Chłopak wyglądał na martwego. Julia krzyknęła. Ogarnęła ją przytłaczająca pustka. Wszystko w niej krzyczało. Błagała, żeby to był tylko zły sen. Potem zobaczyła stojący przed nią cień. Ujrzała przerażające, żółte oczy. Były tak bardzo znajome… Tym razem zamiast strachu poczuła nadzieję. Wymówiła imię chłopaka. Tak bardzo pragnęła, żeby tu wrócił! Ciemna sylwetka zniknęła. Zniknęły także żółte oczy. Każdym swoim nerwem czuła ból naprężonego ciała. Poczuła podmuch wiatru. Lina pękła. Osunęła się na kolana. Usłyszała krzyki mężczyzn. Obydwaj upadli na podłogę. Podniosła wzrok. Leżeli w kałuży własnej krwi. Blondyn cofnął się pod ścianę. 

    – To nie możliwe – mówił gorączkowo. – To nie mogło się wydarzyć. 

    Potknął się o coś idąc tyłem. To było martwe ciało Aleksa. Przewrócił się na podłogę. Niewidzialna ręka wyjęła coś z ust martwego chłopaka. Druga dłoń sięgnęła ku cofającemu się na leżąco mężczyźnie.

    – Chodź do mnie Meltroy – uniósł się w powietrzu chłodny głos. – W krainie śmierci nie tylko ja na ciebie czekam.

    Julia widziała, jak w pokoju pojawiają się ciemne sylwetki. Wszystkie miały żółte, kocie oczy. Wszystkie patrzyły wyczekująco na śmiertelnie przerażonego blondyna. Niewidzialna dłoń coś wepchnęła mu do ust. Oczy mężczyzny się zamknęły. W pomieszczeniu pojawił się kolejny ciemny kształt, natychmiast wciągnięty przez morze innych cieni. Sylwetki zniknęły, jakby rozwiane przez wiatr. W pokoju została tylko jedna. Kocie oczy patrzyły na Julię smutnym wzrokiem. Z trudem wstała z podłogi. Podeszła do ciemnej postaci Aleksa. Spróbowała go dotknąć. Jej ręka przeszła na wylot. Chłopak uśmiechnął się smutno. Musnął dłonią jej policzek. Poczuła podmuch wiatru. 

    – „Było warto” – usłyszała unoszące się w powietrzu słowa, a potem jego sylwetka zniknęła, zupełnie jak mgła rozwiana przez podmuch jesiennego wiatru.

    – Aleks! Aleksander! – krzyknęła za nim, ale odpowiedziała jej tylko cisza. Przypadła do martwego ciała, które ciągle leżało na podłodze. – Aleks, co ty zrobiłeś?

    Łzy płynęły po policzkach dziewczyny słonymi strumieniami. Jej zmęczone, bolące ramiona drżały. Siedziała tak kilkanaście minut, aż czyjeś ręce odciągnęły ją od martwego ciała. Na miejscu pojawiła się policja, przyjechało pogotowie. Julia rozpoznała rudowłosą dziewczynę. To była Dafne, której siostrę przywołała z krainy cienia. Rusałka podeszła do niej. Objęła ją ramieniem. 

    – Chodź – powiedziała cicho – zabiorę cię do domu. 

    Julia nie protestowała. Cały otaczający ją świat przestał istnieć. Zdała sobie sprawę, że bez Aleksa, nic już nie ma dla niej znaczenia.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Nastał kolejny, jesienny dzień, tak samo pochmurny i ponury jak wszystkie poprzednie. Julia po przebudzeniu nie otworzyła oczu. Najchętniej nigdy by ich już nie otwierała. Czuła w sobie wszechogarniającą pustkę. Aleks… nawet nie zdążyła mu powiedzieć, że go kocha. Co on najlepszego zrobił… Łzy popłynęły spod zaciśniętych powiek dziewczyny, spływając po jej twarzy i mocząc białą poduszkę. Rozległ się dzwonek do drzwi. Julia nie wstawała, ignorując natrętne dzwonienie. Niech sobie wszyscy pójdą, niech dadzą jej święty spokój! Dzwoniący jednak nie rezygnował. W końcu dźwięk stał się tak natarczywy, że dziewczyna niechętnie wstała. Otworzyła drzwi, wpuszczając do środka Bartka. Szara wilczyca, otępiała i apatyczna przez kilka poprzednich dni, uniosła się teraz na przednich łapach i warknęła ostrzegawczo. Julia usiadła przy niej na dywanie, dotykając dłonią głowy zwierzęcia. 

    – Spokojnie – poprosiła cicho, drapiąc ją za uszami. 

    Wilczyca położyła dziewczynie głowę na kolanach, nieufnie przyglądając się Bartkowi. Spika zabrała do siebie na jakiś czas Dafne, Mara jednak nie chciała z nikim iść. Postanowiła zostać, a Julia nie potrafiła jej tej przysługi odmówić. W końcu nie była zwykłym psem, a przyjaciółką Aleksa. Rozumiały się bez słów. Wilczyca była też jedynym powodem, dla którego dziewczyna w ogóle wstawała z łóżka.

    – Julcia – zaczął Bartek, siadając na brzegu kanapy – chciałem cię przeprosić. Zachowałem się jak idiota. Myślę, że potrzebujesz teraz przyjaciela. Czy możemy nadal być przyjaciółmi? – w głosie chłopaka słychać było rozpacz i błaganie.

    Julia zmusiła się do bladego uśmiechu.

    – Pewnie, że możemy, ale musisz dać mi trochę czasu… – powiedziała cicho. – Teraz potrzebuję samotności.

    Bartek znał oficjalną wersję wydarzeń, tak jak wszyscy inni. Wiedział jednak, że chłopak, którego kochała, zginął dlatego, żeby ją uratować. Potrafił zrozumieć jej ból.

    – Jeżeli tylko byś czegoś potrzebowała daj mi znać – poprosił wstając z kanapy.

    Julia skinęła głową. Stanęła na nogi i przytuliła się na moment do przyjaciela.

    – Dziękuję, że przyszedłeś – szepnęła kiedy wychodził, bo nic więcej nie potrafiła mu w tym momencie dać.

    Chłopak uśmiechnął się smutno. Pocałował Julię delikatnie w czoło, a potem wyszedł, zostawiając ją w upragnionej samotności. Dziewczyna opadła na podłogę. Podwinęła pod siebie nogi, oplatając je ramionami. Słone łzy ponownie zaczęły strumieniami płynąć po jej zaczerwienionych policzkach.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Aleks zdziwił się, jak koszmarnie jest nie móc o wszystkim zapomnieć. Do tej pory zawsze myślał, że to brak wiedzy jest złą rzeczą. Teraz, kiedy nie potrafił przestać myśleć o życiu w świecie uczuć, o swojej Julii, zdał sobie boleśnie sprawę, jak bardzo się mylił. O ile łatwiej by było, gdyby niczego nie pamiętał. Jedyną pociechę w bezmiernej pustce i szarości, dawało mu to, że jego plan się powiódł. Udało mu się uratować dziewczynę, mimo tego, że zrobił to kosztem własnego życia. Wiedział też, że gdyby miał drugi raz wybierać, zrobiły dokładnie to samo co przedtem. Poświęcił dla niej życie i ani trochę tego nie żałował.

    Świat cieni, co jakiś czas mieszał się przed oczami chłopaka z realnym światem. Przypominał sobie coraz więcej. Znał szczegóły ze swojego poprzedniego życia, wiedział już dlaczego został do tego koszmarnego wymiaru wysłany. Wieki temu prowadził wielką armię. Został ogłoszony królem, a nawet bogiem. Podbił Egipt, Persję, Azję Mniejszą. Legenda głosiła, że kto rozwiąże Węzeł Gordyjski, zostanie panem świata, a on przeciął go mieczem. Aż nazbyt dobrze pamiętał swój porywczy charakter. Przed oczami wciąż stało mu, jak w chwili gniewu zabija przyjaciela. Jednak jego największym błędem była wyprawa by podbić Indie, kraj czarownic i magii, demonów i złych duchów. Nie wierzył w ich istnienie. Jego armia się zbuntowała. Odmówiła dalszego marszu i musiał zawrócić. Hinduscy czarownicy zesłali na niego chorobę. Umarł, ale jego dusza nie była wolna. Przy pomocy czarnej magii został uwięziony w tym pustym, pozbawionym barw i ciepła świecie. Egipscy kapłani wysłali wraz z nim Marę – ducha opiekuńczego. Wiedział już dlaczego wtedy w górach odszukał Julię. Była jego jedyną szansą, jedyną nadzieją, na to, żeby się od tego koszmaru uwolnić. Teraz umarł po raz drugi, ale tym razem przynajmniej naprawdę był dumny ze swojego życia. 

    Rozejrzał się dookoła. Ze światem szarości i cieni zlewał się zamazany obraz rzeczywistości. To było mieszkanie Julii, ich mieszkanie. Sam nie wiedział jak i dlaczego się tu znalazł. Przecież tym razem nie mogła mu pomóc. Nie była w stanie go ponownie przywołać. Czuł jednak silną potrzebę, żeby ją zobaczyć. Chociaż na krótką chwilę, nie ważne jak wielki sprawi mu to ból.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Dziewczyna poczuła czyjąś obecność. Rozejrzała się po pokoju. Poczuła we włosach delikatny podmuch wiatru. Spojrzała na okno. Było zamknięte. 

    – Aleksander! – krzyknęła z rozpaczliwą nadzieją. – Aleks, czy to ty?

    Odpowiedziała jej cisza, przerwana jedynie cichym, bolesnym skowytem Mary. Nie zobaczyła ciemnej sylwetki, nigdzie nie było żółtych, kocich oczu. Nic nie wskazywało na obecność chłopaka, ale ona wiedziała. Całą sobą czuła, że to on, że jest gdzieś w pobliżu. 

    – Aleks, pokaż mi się, proszę – szepnęła w pustkę.

    Przez chwilę nic się nie działo, a potem tuż przed dziewczyną zaczął kształtować się szarawy cień. W końcu ciemna sylwetka przybrała postać Aleksa. Niesamowite żółte oczy patrzyły smutno w dal. W błękitnych oczach Julii pojawiła się determinacja. Dafne opowiedziała jej co się stało, wytłumaczyła zasady trucizny. Dziewczyna wiedziała, że nie może przywołać Aleksa z krainy cienia, nie tym razem. Nie zamierzała jednak poddawać się, dopóki nie spróbuje. Powzięła już decyzję. Włożyła rękę do kieszeni jeansów. Wymacała zawiniętą w chustkę pestkę, którą wyjęła z ust martwego czarownika. Nie chciała żyć bez Aleksa. Jeżeli nie uda jej się go tutaj przywołać, sama pójdzie do niego.

    W kocich oczach chłopaka dostrzegła błysk zrozumienia. Silny podmuch wiatru powalił ją na podłogę. „Nie!” rozległo się głośne i chaotyczne, całą katatonią różnych dźwięków. 

    – Więc wróć do mnie Aleksandrze! – krzyknęła poprzez łzy.

    Nie odpowiedział, patrzył na nią. Wszystkie swoje myśli, całą siłę woli skupiła na nim. Każdą, nawet najmniejszą komórką swojego ciała błagała, żeby tu był. Poczuła zmęczenie, ogarnęła ją senność, z którą nie była w stanie walczyć. Powieki same opadły, zakrywając jej jasne oczy.

    – Kocham cię, Aleks – powiedziała cicho, a potem osunęła się w nicość.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Chłopak poczuł jakieś dziwne przyciąganie. Krzyknął, kiedy Julia zamknęła oczy. W świecie ciszy, po raz pierwszy od wieków, w przestrzeni rozbrzmiał jakiś dźwięk. Aleks tak bardzo zapragnął być tam, przy niej. Tutaj, w krainie cieni, w domenie śmierci, nic nie mógł zrobić, w żaden sposób jej pomóc. „Kocham cię” te słowa kołatały się w jego głowie, przelatywały niczym huragan przez myśli chłopaka. Były jak miód doprawiony piołunem. Cokolwiek by się nie działo, wiedział, że nie może pozwolić na to, żeby się tutaj znalazła. Niczego bardziej nie pragnął, niż tego, by trzymać ją z dala od tej martwej, jałowej krainy. Przyciąganie stało się silniejsze, niemal bolesne. Ukucnął przy ciele Julii. Z ulgą zdał sobie sprawę, że dziewczyna nie umarła, a jedynie zasnęła. Nie potrafił tylko znaleźć odpowiedzi na pytanie dlaczego. Potem poczuł ból. Zaczerpnął powietrza. Oślepiło go jasne światło. Na chwilę stracił przytomność. Kiedy znów ją odzyskał, zdał sobie sprawę, że leży na jakiejś dziwnej, zielonej macie. Zielonej! Mata miała barwę! Rozejrzał się po pomieszczeniu. Pokryty zieloną ceratą materac znajdował się na łóżku, w jakieś pustej białej sali. Od jego ciała odchodziły dziwne kable. W dłoń miał wbity wenflon, przez który sączyła się do jego żył kroplówka. Bolała go głowa. Z trudem usiadł. Poczuł jak cały świat wiruje. 

    – Spokojnie – usłyszał miękki, rozbawiony głos. – To ciało przez kilka dni było prawie martwe, nawet nie wiesz ile mocy zużyłam, żeby utrzymać je w nadającym się do życia stanie.

    Aleks zamrugał. Z parującym kubkiem w dłoni pochylała się nad nim Adelajda. Podała mu dziwnie pachnący napój. 

     – Wypij to – powiedziała. – Szybko, zanim zorientują się, że się obudziłeś. 

    – Ale jak? – zaczął zachrypniętym głosem chłopak.

    Czarownica uciszyła go gestem dłoni, niecierpliwie wciskając mu w ręce kubek. 

    – Pij! – rozkazała.

    Chłopak posłuchał. Napój smakował paskudnie, ale Aleks był tak spragniony, że było mu wszystko jedno. Spojrzał pytająco na czarownicę.

    – Widzisz, Aleksandrze, miałeś rację – powiedziała smutnym głosem. – Czarownice nie zawsze działają dla ogólnego dobra, czasami zdarza nam się nadużywać mocy również z egoistycznych pobudek. Nie wszystkie istoty, przebywające w krainie cieni zasłużyły na to, żeby tam być.

    – Ja zasłużyłem – westchnął Aleks, z powrotem opadając na poduszki. – Teraz pamiętam kim byłem – powiedział cicho.

    – Nie liczy się kim kiedyś byłeś – uśmiechnęła się lekko staruszka. – Ważne, kim jesteś teraz. Poświęciłeś życie dla osoby, którą kochasz, a ona była gotowa poświęcić je dla ciebie. Dlatego nie pozwoliłam ci umrzeć, Aleksandrze. Ta dziewczyna ma moc i wykorzystała całą, żeby cię tutaj z powrotem przywołać.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Do niewielkiego, szpitalnego pokoju weszła pielęgniarka. Wyglądała na zaskoczoną, widokiem rozbudzonego Aleksa. Czarownica gdzieś zniknęła, jakby nigdy jej tam nie było. Chwilę później przyszedł lekarz. Rozpoczęły się badania. Chłopak słyszał pełne niedowierzania szepty. Mimo, że jego ciało żyło, nikt tak naprawdę nie wierzył, że jeszcze się kiedyś obudzi. Teraz jednak był tutaj i całym sobą chłonął cudowny, pełen dźwięków i przeróżnych barw świat. Mimo, że jego ciało było zupełnie zdrowe, lekarze postanowili zatrzymać go przez kolejny dzień na obserwacji. Aleks przestał protestować, kiedy usłyszał od Dafne, że z Julią wszystko w porządku. Był głodny i spragniony. I pomimo tego, że najbardziej na świecie pragnął ją teraz zobaczyć, był w stanie na to jeszcze trochę poczekać.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Julia otworzyła oczy. Spała już drugi dzień. Kiedy się budziła, widziała siedzącą przy jej łóżku Dafne. Po mieszkaniu krzątała się jej zielonooka siostra, Janna. Julia była zbyt słaba, żeby wstać. Otwierała oczy, tylko po to, by za chwilę, znowu je zamknąć. Gdy spała, śniła o domku w górach, o wakacjach spędzonych z Aleksem, o tym co było spełnieniem jej marzeń, a nigdy już miało do niej nie wrócić. 

    Dziewczyna rozejrzała się po pokoju. To był jej pokój. Leżała w swoim własnym łóżku. Nagle zamrugała. Otworzyła szerzej oczy. 

    – Aleks! – szepnęła cicho, pełnym niedowierzania głosem.

    Chłopak uśmiechnął się delikatnie. Cicho, niczym polujący kot, wstał z krzesła na którym siedział i podszedł do łóżka. Usiadł przy dziewczynie. Wyciągnęła rękę. Dotknęła jego twarzy. Odgarnęła mu z czoła niesforny, brązowy kosmyk.

    – Czy to sen? – zapytała cicho.

    – Nie – odpowiedział. – Jestem tutaj naprawdę. Obydwoje jesteśmy.

    Położył się przy niej, a ona przysunęła się bliżej, by zasnąć ponownie, tym razem spokojnym, pokrzepiającym snem, bezpiecznie wtulona w jego ramiona.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Epilog

    Aleks lubił swoją pracę. Pasjonował się mechaniką. Z żalem i bólem w sercu na zimę schował swój motocykl. Zmęczony wrócił do domu. Julia siedziała przy stole. Jego Julia! Pisała. Cicho, jak przystało na wprawionego myśliwego podszedł do dziewczyny. Pochylił się nad nią, całując ją w kark. Pisnęła zaskoczona. Podskoczyła na krześle. Uwielbiał ją w ten sposób drażnić. 

    – Dzieciak! – mruknęła, kiedy podniósł ją z krzesła, oplatając ramionami.

    Pocałowała go w usta. Gorąco, namiętnie odwzajemnił pocałunek.

    – Kocham cię – powiedział cicho, tuż do jej ucha. – Nie wierzyłaś, kiedy mówiłem ci, że należymy do siebie. 

    – Teraz wierzę – roześmiała się dźwięcznie dziewczyna.

    Aleks poderwał ją z ziemi. Zaniósł na kanapę, zganiając z niej rozciągniętą na całą długość mebla wilczycę. Mara popatrzyła na nich urażonym wzrokiem i poczłapała w kąt, położyć się obok drzemiącego mopsa – Spika. 

    – Co dzisiaj robiłaś? – spytał chłopak w przerwach pomiędzy pocałunkami. 

    Usiadł tak, że Julia znalazła się na jego kolanach. Oplatała go ramionami, pragnąc być jak najbliżej. 

    – Byłam z Dafne na zakupach – powiedziała wzruszając ramionami. – Naprawdę dobra z niej przyjaciółka, ale wolałabym, żeby przestała już okazywać swoją wdzięczność, za sprowadzenie tutaj jej siostry. Nie musi przecież spędzać ze mną każdej, wolnej minuty.

    Aleks roześmiał się. Pokręcił głową. 

    – Nie przyszło ci do głowy, mała, że ona po prostu cię lubi? Daj jej szansę.

    Julia wzruszyła ramionami.

    – Cieszę się, że tak uważasz, bo oznajmiła, że jedzie z nami w grudniu w góry. Chce zabrać ze sobą Bartka… Chyba jego też polubiła. Bardzo – oznajmiła podkreślając ostatnie słowo.

    Chłopak jęknął cierpiętniczo. 

    – Czy my już nigdzie nie możemy być sami? – zapytał z pretensją w szczerym, niemal chłopięcym głosie.

    – Chyba znam jedno takie miejsce – mruknęła Julia, ponownie całując Aleksa w usta.

    Kiedy się od niego na chwilę odsunęła, na jego twarzy pojawił się zadowolony, szelmowski uśmiech. Zaborczym gestem przyciągnął ją do siebie z powrotem, tym razem dużo dłużej nie pozwalając się jej odsunąć.

    The End


    Słowniczek:

    * Rusałka – w wolnym tłumaczeniu nimfa wodna, tak jak driada to nimfa leśna (stąd używam tego słowa jako synonimu).

    Note