Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

     

    Nie słyszałam co mówili, bo mój świat ponownie zawirował. Przymknęłam oczy, żeby pozbyć się tych paskudnych, czarnych plamek. Myślałam, że upadnę na podłogę, ale zamiast tego poczułam jak otaczają mnie czyjeś silne ramiona. Gdy ponownie otworzyłam oczy, byłam w swoim pokoju, a Alex kładł mnie do łóżka. Tuż za nim stał Daniel z wykrzywioną wściekłością twarzą, a w drzwiach czaił się lekarz z przerażoną miną. Byłam zmęczona i miałam tego dość. 

    – Wyjdźcie! – rozkazałam cichym, ale pewnym głosem, patrząc gniewnie na Daniela. – Nie ty – warknęłam, kiedy Alex zaczął się ode mnie odsuwać. Stanowczo przytrzymałam go za rękę, a on znieruchomiał. – Zostań, proszę – dodałam już zwyczajnym, spokojniejszym tonem.

    – Chyba nie mówisz poważnie?! – wściekłość Daniela coraz bardziej działała mi na nerwy.

    – To mój pokój i życzę sobie, żebyś natychmiast go opuścił – oznajmiłam.

    Daniel popatrzył na mnie, jakbym postradała rozum i wcale nie wyglądał, jakby zamierzał dokądkolwiek iść. Zauważyłam, że lekarz dał komuś gestem dłoni znak i w drzwiach pojawiło się dwóch starszych żołnierzy. Bezceremonialnie po prostu wyprowadzili wkurzonego chłopaka, a ja odetchnęłam z ulgą, choć wiedziałam, że to zapewne dopiero początek naszej potyczki. 

    – Przykro mi – mruknął ponuro stojący w progu lekarz i również wyszedł, zamykając za sobą drzwi. 

    Zostaliśmy sami. Tylko ja i wpatrujący się we mnie zaniepokojonym wzrokiem Alex. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Właściwie chyba powinnam czuć się niezręcznie, ale tak nie było. Poczułam ulgę. Alex stał tuż przy mnie, był cały i zdrowy. Bez słowa, wciąż nie spuszczając ze mnie wzroku, podszedł bliżej i przysiadł na moim łóżku. Już zapomniałam jak działała na mnie jego obecność. Nie spodziewałam się, że jego bliskość będę odczuwała tak intensywnie. Niewiele myśląc, po prostu usiadłam i przylgnęłam do niego, oplatając jego szyję ramionami. 

    – Tak się cieszę, że nic ci nie jest! – westchnęłam. 

    Zesztywniał. Najwyraźniej wahał się przez chwilę, ale potem przytulił mnie do siebie.

    – Mnie nic nie jest? – zapytał ponuro. – To ty prawie nie umarłaś. – Odsunął mnie od siebie, ale nie zabrał rąk z mojej talii. – Jak to się w ogóle stało, że miałaś w organizmie tą przeklętą substancję? – zażądał wyjaśnienia. – Bez niej promieniowanie nie miałoby na ciebie żadnego wpływu…

    Spuściłam wzrok.

    – Chciałam wiedzieć co się z tobą dzieje – wyjaśniłam cicho – i… Daniel mi pokazał. Spanikowałam, kiedy zorientowałam się, że czujesz coś takiego. Nie przyszło mi do głowy, że to światło w dalszym ciągu również na mnie może mieć jakiś wpływ. 

    – Daniel… – w jego ustach imię zabrzmiało jak przekleństwo. – Mogłem się domyślić. 

    Znów przysunęłam się do niego, wtulając twarz w jego tors, a on mi na to pozwolił. Tym razem nie odsuwając mnie od siebie, położył nas na łóżku. Przylgnęłam do niego jeszcze bardziej, a on naciągnął na mnie kołdrę.

    – Alex? – odezwałam się stłumionym głosem, po przeciągającej się w nieskończoność chwili ciszy.

    – Mhm? – zapytał wtulając policzek w moje włosy.

    – Przepraszam – wydusiłam z siebie, nie wiedząc co jeszcze mogłabym do tego dodać. – Za wszystko.

    Przytulił mnie do siebie jeszcze mocniej, ale nie skomentował moich słów. 

    – Śpij – poprosił. – Powinnaś teraz porządnie odpocząć.

    Tak przyjemnie było leżeć w jego ramionach… Sama nie wiedząc kiedy odpłynęłam w sen.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Gdy się obudziłam, Alexa już przy mnie nie było. Leżałam sama, starannie otulona kołdrą. Zaczęłam jasno myśleć, dopiero gdy ją od siebie odrzuciłam. Przyszła mi do głowy jedna, przerażająca wizja. Daniel! Czy po tym jak go wczoraj potraktowałam nie będzie chciał się mścić? Co gorsza mścić nie na mnie, a na Alexie… Koniecznie musiałam coś z tym zrobić. Poza tym Alex… czy przyszedł tu tylko dlatego, że się o mnie martwił, czy może… iskierka nadziei rozbłysnęła zbyt jasno i poczułam, że jeśli zgaśnie, rozsypię się na milion kawałków. Gdy wstałam z łóżka, z ulgą stwierdziłam, że już bez trudu trzymam się na nogach. Okropnie głodna szybko umyłam się i ubrałam, zamiast jednak do stołówki, postanowiłam najpierw pójść do pokoju Daniela. Tak jak on to miał w zwyczaju, weszłam do niego bez żadnej zapowiedzi. Wyglądał na zaskoczonego, kończył właśnie sznurować buty.

    – Jeżeli cokolwiek mu zrobisz, z mojego powodu… – warknęłam.

    – Co masz na myśli? – przerwał mi gniewnie w półsłowa, wyraźnie obrażony.

    – Nie jestem ani głupia, ani ślepa, Daniel. Doskonale wiem do czego jesteś zdolny i co potrafisz – odpyskowałam coraz bardziej zirytowana, choć kiedy tu szłam, wcale nie miałam zamiaru się z nim o nic kłócić.

    Wstał. Poczułam się nieprzyjemnie, kiedy mógł patrzeć na mnie z góry. 

    – Naprawdę uważasz, że cokolwiek byś nie zrobiła, zawsze będę twoim przyjacielem? – spytał powoli, chłodnym, aż nazbyt opanowanym tonem. – Że zawsze będziesz mogła do mnie przyjść, jak gdyby nigdy nic?

    Zamurowało mnie. Daniel trafił w sedno sprawy.  W duchu musiałam przyznać, że ma rację. Tak, tego się właśnie spodziewałam. Właściwie teraz wydało mi się to kompletnie irracjonalne i pozbawione jakiejkolwiek podstawy, ale przecież… nie, nie mogłam już liczyć na Daniela i musiałam sobie to wbić do głowy. Przecząco pokręciłam głową i odważyłam się spojrzeć mu w oczy. 

    – Przepraszam, że zajęłam ci czas – odpowiedziałam nawet dla mnie samej obco brzmiącym głosem. 

    Powoli odwróciłam się i wyszłam na korytarz, zamykając za sobą drzwi. Z trudem powstrzymywałam łzy, wmawiając sobie, że nie będę płakała. Nie byłam już przecież małą dziewczynką. Przypomniałam sobie po co w ogóle do niego przyszłam. Ponownie ogarnął mnie gniew. Obiecałam sobie w duchu, że nie dopuszczę do tego, by w jakikolwiek sposób skrzywdził Alexa. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Tuż przed stołówką wpadłam na stojącą pod drzwiami Sarę. Wyglądała jakby przed chwilą zobaczyła ducha. 

    – Co się stało? Czemu nie jesteś w środku? – zapytałam, bo sama byłam już nieco spóźniona na śniadanie.

    – Nie uwierzysz – jęknęła na mój widok.

    Pomyślałam, że nie ma racji. W tym momencie byłabym w stanie uwierzyć we wszystko.

    – Zbliża się wielkie tsunami? – spytałam pesymistycznie strzelając.

    – Nic z tych rzeczy – odpowiedziała z bladym uśmiechem. – Zobacz kto zajął nasz stolik – szepnęła.

    Zajrzałam do środka. Moje serce gwałtownie podskoczyło i poczułam się jakby zrobiło fikołka. Przy naszym stoliku, z sobie tylko znanych powodów, siedział Alex. Nadzieja to paskudna i żądna krwi bestia.

    – Och! – wyrwało mi się nieproszone, bo dopiero teraz zrozumiałam zachowanie Sary.

    – Co teraz zrobimy? – dopytywała się spanikowana.

    Wzruszyłam ramionami, starając się by nie zauważyła, że ja również jestem nieco zdenerwowana. 

    – Nic, po prostu zjemy śniadanie – stwierdziłam bez dalszych ceregieli wchodząc do środka, a Sara posłusznie podreptała za mną.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Kiedy podeszłyśmy do stolika, Alex był zajęty graniem na telefonie w jakąś kosmiczną grę. 

    – Cześć – odezwałam się pierwsza, siadając ze swoją tacą na przeciwko chłopaka.

    Podniósł wzrok znad komórki. W jego niebieskich oczach tańczyły znajome iskierki ironicznego rozbawienia. Byłam przekonana, że świetnie się bawi zaistniałą sytuacją. Cóż… ukrywanie faktu, że się znamy nie miało już i tak większego sensu.

    – Nie macie nic przeciwko, że się do was przysiadłem? – zapytał z miną niewiniątka.

    Zanim zdążyłam odpowiedzieć, żeby się wypchał, odezwała się Sara.

    – Nie, oczywiście, że nie – wyrzuciła z siebie, nie potrafiąc ukryć entuzjazmu.

    Zamilkłam, skubiąc powoli kawałki bułki. 

    – Jak się czujesz, już wszystko dobrze? – spytał nagle poważniejąc.

    Byłam przekonana, że patrzy na mnie, ale ponownie odpowiedziała mu Sara, nie odrywając wzroku od swojego talerza.

    – Nic mi się nie stało, ale to tylko dzięki tobie – stwierdziła. – Tak bardzo, bardzo dziękuję, że nie pozwoliłeś mi się utopić – niemal szepnęła, a jej twarz zrobiła się zupełnie czerwona. – Jesteś bohaterem.

    Poczułam się naprawdę głupio. Zupełnie zapomniałam, że prawie utonęła. Natomiast Alex… chyba rzeczywiście był bohaterem. Z tego co mówił lekarz wychodziło na to, że również mi uratował życie, tylko w przeciwieństwie do Sary ja znalezienie się w niebezpiecznej sytuacji zawdzięczałam wyłącznie własnej głupocie. Podchwyciłam jego spojrzenie. Alex sprawiał wrażenie nieco zmieszanego, najwyraźniej nie takiej odpowiedzi oczekiwał, ale nie wrócił ponownie do tematu, a mnie zrobiło się przykro, że to właśnie o Sarę się martwił i to ją o to pytał. Próbowałam sobie wmówić, że nie jestem najważniejsza, ale mały, buntowniczy głosik w mojej głowie szeptał, że nie tak powinno być. Dla Alexa miałam być najważniejsza. Chciałam taka dla niego być. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Uczucie, które we mnie wzbierało było nie do zniesienia. Tak bardzo, że musiałam wstać. Dopiero teraz w pełni uświadomiłam sobie jak bardzo pragnę Alexa i jeżeli on już mnie nie chciał… 

    – Zostawiłam książki w szafce – oznajmiłam pierwsze co przyszło mi do głowy – muszę je zabrać przed lekcjami. Na razie!

    Nie czekając na czyjąkolwiek reakcję szybko się odwróciłam i wyszłam ze stołówki. Zwolniłam dopiero na szkolnym korytarzu. Znów zbierało mi się na płacz. Poczułam się jak Nel z „W pustyni i w puszczy”, ona też miała „oczy na mokrym miejscu”, chociaż do płaczu miała znacznie lepsze powody. Ku mojemu zaskoczeniu przy szafkach dogonił mnie Alex.

    – O co chodzi? – zażądał odpowiedzi, przytrzymując mnie za ramię.

    Wbiłam wzrok w podłogę.

    – Jeżeli lubisz Sarę, to ja… – zaczęłam niepewnie.

    – Sarę? – spytał zaskoczony.

    Spojrzałam na niego zbita z tropu.

    – Uratowałeś ją przed utonięciem, ryzykując taką karę i…

    Roześmiał się. To był mało wesoły, gorzki śmiech.

    – Naprawdę sądzisz, że zrobiłem to dla Sary? – spytał. Gdy niepewnie przytaknęłam, na chwilę przymknął oczy i wziął głęboki wdech. – Nie jestem bohaterem i nie zamierzam nim być – stwierdził ostro. – Nie ratuję dziewic w opałach. Prawda jest taka, że pomogłem Sarze, bo widziałem was dwie ciągle razem i pomyślałem sobie, jak byś się poczuła, gdybym pozwolił umrzeć twojej przyjaciółce. Nie zrobiłem tego dla Sary, tylko dla ciebie – wyjaśnił.

    Moje oczy chyba nie mogły już być szerzej otwarte. Powinnam się wkurzyć na takie rozumowanie, ale nie potrafiłam. Alex kompletnie zbił mnie z tropu. 

    – Myślałam, że mnie nienawidzisz – wyznałam.

    Ponownie się roześmiał.

    – Kiedy zobaczyłem jak całujesz się z tym chłopakiem, byłem naprawdę wściekły – przyznał. – Nie chciałem, żebyś ze mną pogrywała, a tak to wyglądało. Potem jednak zacząłem się nad tym zastanawiać. Obejrzałem nagrania, na których odwiedzasz laboratorium, a potem wpadłem na to, żeby przejrzeć taśmy z testów. Mary Ann nie miała wyjścia i musiała mi opowiedzieć jaki był jej plan. 

    Coś mi się w tym nie zgadzało…

    – Skoro wiedziałeś, to dlaczego unikałeś mnie przez tyle czasu? – spytałam czując zamiast ulgi bolesny ucisk w gardle.

    – Pomyślałem, że tak będzie lepiej – przyznał. – Bezpieczniej dla ciebie i dla mnie. 

    – Więc dlaczego zmieniłeś zdanie? – dociekałam dalej.

    – Zmieniłem? Skąd ta pewność? – zapytał, a pytanie zabolało jak wbite w trzewia ostrze noża.

    Przeraziły mnie własne uczucia. Prawda była taka, że Alex mógł ze mną zrobić co tylko chciał. Milczałam, wpatrując się w niego niepewnie. W moich oczach znów zalśniły łzy. Westchnął cierpiętniczo, a w jego oczach i tym razem pojawiły się psotne iskierki. Z zaskoczenia przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Odwróciłam głowę, wtulając się w niego, ale nie odwzajemniając pocałunku. Ulga wciąż mieszała się z niepewnością, a to było nie do zniesienia. 

    – Nie mogłem wytrzymać z daleka od ciebie, głuptasie – mruknął, wtulając podbródek w moje włosy. – Jeszcze trochę i sam bym się złamał, ale ten idiotyzm który zrobiłaś zdecydowanie przeważył szalę. Zwariowałbym, gdyby coś ci się stało – wyznał.

    Uniosłam głowę i spojrzałam na niego zmieszana.

    – Naprawdę? – zapytałam mało inteligentnie.

    Znowu ten błysk rozbawienia, a po nim kolejny pocałunek. Tym razem go odwzajemniłam, obejmując szyję Alexa ramionami. Uniósł mnie do góry, a ja oplotłam go w pasie nogami. Jego dłonie znalazły się na moich opiętych spodniami pośladkach. Przez myśl przemknęło mi, że jako dobrze wychowana dziewczyna powinnam na niego fuknąć, ale nie zrobiłam tego. Grzeczne dziewczynki i tak nie całują się w ten sposób na korytarzach. Zamiast tego ugryzłam go lekko i zostałam wynagrodzona stłumionym jęknięciem, które z pewnością przyniosłoby mi sporo satysfakcji, gdyby nie to, że w tym momencie pojawiła się przy nas Sara.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Alex postawił mnie na podłodze, obejmując ramieniem. Sara wpatrywała się w nas szeroko otwartymi oczami. Nie miałam pojęcia jak zareagować. Gdy wreszcie chciałam coś powiedzieć, ona cofnęła się o krok, odwróciła i uciekła. Zaklęłam cicho.

    – Chyba coś mi umknęło… – oznajmił Alex, wpatrując się we mnie pytająco. 

    Jęknęłam, odsuwając się od niego i opierając plecami o ścianę.

    – To moja wina – westchnęłam. – Tak bardzo się skupiłam na sobie i swoich uczuciach, że zupełnie zapomniałam o Sarze.

    – Dalej nie rozumiem – powiedział przysuwając się do mnie. – Pokłóciłyście się o coś? Przy śniadaniu wyglądało na to, że jest ok…

    – Nie, to nie to – mruknęłam. – Wiedziałam, że się jej podobasz, a sama nie powiedziałam słowa na ten temat. Jestem koszmarną przyjaciółką. 

    – Podobam? – spytał kpiąco, zbliżając się do mnie, tak, że teraz niemal się stykaliśmy. – Ta dziewczyna prześladuje mnie już chyba drugi rok. To między innymi z jej powodu musiałem znaleźć sobie spokojne miejsce, takie jak nasz ogród – oznajmił rozbawiony.

    Bardzo nie spodobała mi się jego odpowiedź.

    – Wiedziałeś o tym? – zapytałam.

    Wzruszył ramionami.

    – Trudno było nie zauważyć…

    – Więc czemu nic z tym nie zrobiłeś? – spytałam czując narastającą we mnie irytację.

    – Co niby miałem zrobić? Mówiłem ci już, Sara mnie nie interesuje i nigdy nie interesowała – jego ręce oparły się o ścianę, znajdując tuż przy moich ramionach. Pochylił się i pocałował mnie w policzek, potem w szyję, aż w końcu powoli zaczął zbliżać się do ust.

    – Alex, przestań! – odepchnęłam go od siebie. – Mogłeś chociaż coś powiedzieć… cokolwiek. 

    Znienacka uderzył pięścią w ścianę. Podskoczyłam, zaskoczona. Pokruszony tynk opadł na podłogę.

    – Nie zrobiłem nic złego – oznajmił chłodnym tonem. Również jego jeszcze przed chwilą iskrzące się oczy, stały się lodowato-zimne. 

    Spojrzałam na niego nieco przestraszona tym nagłym wybuchem.

    – Alex? – łagodnie wymówiłam jego imię.

    Nie patrzył na mnie.

    – Zobaczymy się później – rzucił zdawkowo i odszedł, zostawiając mnie samą na korytarzu.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Z drżącym sercem zapukałam do drewnianych drzwi. Wszystko układało się po prostu perfekcyjnie. Daniel nie chciał mnie widzieć, Alex był na mnie wkurzony, a teraz nienawidziła mnie również Sara. Nie chciałam wrócić do punktu, w którym nie posiadałam żadnych przyjaciół, nie miałam jednak również pomysłu na to, co mogłabym zrobić. Kiedy nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, po prostu weszłam do środka. Sara podniosła głowę z poduszki, by na mnie spojrzeć. Miała czerwoną, zapłakaną twarz. 

    – Czego jeszcze ode mnie chcesz? – spytała co zabrzmiało zdecydowanie bardziej żałośnie niż gniewnie. 

    Podeszłam by usiąść obok niej.

    – Przepraszam, że nie powiedziałam… – zaczęłam, ale gwałtownie usiadła, przerywając mi w pół słowa. 

    – Jesteś taka ładna, możesz mieć każdego chłopaka, jakiego tylko chcesz, dlaczego właśnie Alex? Co ja ci zrobiłam? – wyrzuciła z siebie potok słów.

    Jęknęłam w duchu. Czy ona w ten sposób to widziała? 

    – Sara, to nie tak… my z Alexem… – nie potrafiłam się wysłowić i czułam, że się wściekle rumienię. – To się zaczęło na początku jesieni, kiedy…

    – Idź sobie! – rozkazała, kładąc się na łóżku i odwracając do mnie tyłem. 

    – Sara, proszę, posłuchaj…

    – Idź sobie! – wrzasnęła. 

    Niechętnie wstałam i wyszłam, nie wiedząc co innego mogłabym w tej sytuacji zrobić.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Znalazłam się na granicy jawy i snu. Było jeszcze zbyt wcześnie, bym potrafiła podnieść powieki. Powoli jednak zaczynała wracać świadomość, a wraz z nią pojawił się niepokój.

    – Emily, obudź się – dotarł do mnie cichy głos Alexa. 

    Poczułam bliskość chłopaka i otworzyłam oczy. Siedział tuż obok mnie, z ręką na moim ramieniu. 

    – Co tu robisz? – spytałam zaskoczona. – Która godzina?

    – Jeszcze przed świtem. Ubierz się, nie mamy czasu – ponaglił.

    Usiadłam. 

    – Może powiedziałbyś mi o co chodzi? – zażądałam już zupełnie rozbudzona.

    – Po drodze – stwierdził, odrzucając moją kołdrę. – Zaufaj mi – dorzucił kpiąco, gdy spojrzałam na niego poirytowana.

    Westchnęłam i wstałam by zaszyć się w łazience wraz z moimi ubraniami. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Chwilę później, trzymając się za ręce, biegliśmy pustymi korytarzami szkoły. Po kilku minutach znaleźliśmy się na dworze, ale Alex zwolnił dopiero gdy minęliśmy wysoki mur i zeszliśmy ze wzgórza na którym położona była akademia. Na zewnątrz panowała szarość. Było chłodno i nieprzyjaźnie. 

    – Co my tu właściwie robimy? – zapytałam łapiąc oddech. 

    – Zabieram cię w bezpieczne miejsce – stwierdził obojętnie.

    – Bezpieczne przed czym? – dopiero teraz dostrzegłam, że jest zdenerwowany, chociaż bardzo próbował to ukryć.

    – Moja grupa zaplanowała sobie rebelię – oznajmił ponuro.

    – Co masz na myśli? – spytałam wyobrażając sobie kilka różnych scenariuszy.

    Wzruszył ramionami.

    – Chcieliby uciec z Akademii, uwolnić się od tego wszystkiego. 

    – A ty nie? – spytałam bez zastanowienia.

    Roześmiał się gorzko.

    – Na pewno nie w taki sposób. Doskonale wiem jak to się skończy, ale oni nie chcą mnie słuchać – spojrzał na mnie, mimo że ja ledwo widziałam zarysy kształtów w słabym świetle poranka.

    – Co chcą zrobić? – zaczynałam czuć coraz większy niepokój.

    – Bezsensowne zamieszki – wzruszył ramionami. – Udało im się dojść do tego jak poblokować drzwi w systemie i jakiś czas zajmie wszystkim opuszczenie swoich pokoi. Kiedy jednak wojskowi zorientują się już w tym co się stało, po prostu wpadną tam szturmem i ich powstrzymają. To nie będzie przyjemne, a biorąc pod uwagę broń którą dysponują nigdy nie mieliśmy z nimi szans. 

    Przeszliśmy spory kawałek, powoli zagłębiając się w las. Alex zatrzymał się w pobliżu jednego ze znajdujących się pomiędzy drzewami schronów, otworzył drzwi i gestem zaprosił mnie do środka. Stanęłam w miejscu.

    – Co z Sarą? – spytałam nagle naprawdę przestraszona. Była bezbronna, a niebezpieczeństwo mogło jej grozić z obydwu stron. – Musimy po nią wrócić, jeśli coś jej się stanie…

    Alex pokręcił głową.

    – Zanim poszedłem po ciebie, wysłałem ją do Mary Ann – oznajmił z irytującą pewnością siebie.

    Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że jesteśmy tu zupełnie sami. Tylko we dwoje. W lesie. Daleko od Akademii.

    – Wszystko sobie zaplanowałeś? – zapytałam z wyrzutem. 

    – Może troszeczkę – mruknął, wpychając mnie do bunkra i oplatając ramionami.

    W budynku zapaliło się światło. Za nami zatrzasnęły się pomalowane na niebiesko, stalowe drzwi.

    – Alex, to nie jest śmieszne! – odsunęłam się od niego, z powodu bliskości chłopaka nie mogąc pozbierać myśli. – Nie mogłeś mnie po prostu tam zostawić? – spytałam czując narastającą we mnie irytację. – Sam mówiłeś przecież, że zablokowali drzwi.

    – Już nie pamiętasz kim jest twój ojciec? – prychnął. – Byłabyś pierwszym celem. Bałem się, ze ktoś zrobi ci krzywdę. 

    Poddałam się. Opadłam na wąską, przyczepioną do ściany ławkę. 

    – Co teraz? – zapytałam ponuro.

    Podniósł mnie, a potem usiadł, sadzając mnie sobie na kolanach.

    – Myślę, że nie będziemy się nudzić – stwierdził rozpinając nam kurtki.

    W jego oczach zatańczyły psotne iskierki. W moim brzuchu kotłowało się wściekłe stado motyli. Nie byłam pewna czy bardziej mam mu ochotę przyłożyć, czy może raczej natychmiast go pocałować. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    W ciągu kilku sekund raj zamienił się w piekło. Ogłuszający huk. Fala gorąca. Poczułam na sobie ciężar Alexa. Jego mocno oplatające nie ramiona. 

    – Nic ci nie jest? – wyszeptał.

    – Chyba nie – jęknęłam cicho, nie wiedząc co się stało. 

    Dopiero gdy powoli wstaliśmy, zorientowałam się, że ktoś wysadził drzwi. W ścianie, gdzie powinny być, ziała wielka, czarna dziura. Po chwili pojawili się w niej ubrani w pełen bojowy rynsztunek żołnierze.

    – No proszę, nie tego się spodziewałem – oznajmił jeden z nich, zsuwając maskę.

    Rozpoznałam w nim Andre, kolegę Daniela, z drużyny mojego ojca. Skrzywiłam się na myśl o tym, że to on towarzyszył mu w dręczeniu innych. Podszedł i brutalnie odciągnął mnie od Alexa, a potem popchnął w kierunku innych. Gdyby ktoś mnie nie przytrzymał, z pewnością bym się przewróciła. Mimo protestów zostałam zaciągnięta do zaparkowanego obok dżipa. Chwilę później wsiadł do niego również Andre. Pozostali nie zdejmowali masek i nie miałam pojęcia kim są. 

    – Zostaw mnie! – warknęłam na niego, kiedy już pod szkołą siłą wyciągnął mnie z samochodu. 

    Chwycił mnie jeszcze mocniej i brutalnie potrząsnął.

    – Uważasz, że wszystko ci wolno i wszystko ujdzie ci na sucho?! – syknął. – To nie pałac, a ty nie jesteś księżniczką – oznajmił drwiąco.

    Spojrzałam na niego zaskoczona. Nie miałam pojęcia czego on w ogóle chciał, ale nie zamierzał czekać na moje pytania. Już po chwili, w towarzystwie dwójki innych żołnierzy, szliśmy szkolnym korytarzem. Ku mojemu zaskoczeniu zatrzymaliśmy się przed pokojem Daniela. Andre ponownie, wbrew mojej woli, wepchnął mnie do środka. Daniel siedział przy laptopie, ale kiedy minęliśmy próg wstał. Ponownie spróbowałam się wyrwać, ale Andre ze stoickim spokojem wykręcił mi rękę. Syknęłam z bólu. Błagalnie spojrzałam na Daniela, ale on nie zareagował. Patrzył na nas z kamiennym wyrazem twarzy. 

    – Przyprowadziliśmy ci prezent – oznajmił pogodnie Andre. – Może jak już wreszcie sobie ulżysz, to wybijesz ją sobie z głowy i zaczniesz logicznie myśleć. 

    Dopiero po chwili dotarło do mnie znaczenie jego słów. Przestałam się wyrywać i zamarłam. Czy on mówił poważnie? Dopiero teraz poczułam jak przerażenie ściska mi gardło. Daniel nigdy by… spojrzałam w jego zimne oczy i nic nie wyrażającą twarz. Straciłam ostatnie resztki pewności. Ogarnęła mnie panika. Andre pchnął mnie w kierunku Daniela i wyszedł z pokoju, zabierając ze sobą pozostałych. Z korytarza dobiegł mnie ich rubaszny śmiech. Panika wzięła górę nad rozsądkiem i rzuciłam się w kierunku drzwi, ale chłopak zdążył mnie złapać. Jedną ręką chwycił oba moje nadgarstki, a drugą pociągnął mnie za włosy, bez trudu mnie unieruchamiając. To nie działo się naprawdę. Nie mogło się dziać. Nie miałam pojęcia co mogę zrobić, moje myśli wydawały się być mglistą papką. Poczułam jak po moim policzku spływają ciepłe, gorzkie łzy. 

    Note