Rozdział 2 – Irytujące marzenia
by Vicky
Po zimnej, wyczerpującej kąpieli, Daniel się rozchorował, a ja, przynajmniej przez resztę tygodnia, do szkoły musiałam chodzić sama. Najgorsze jednak było to, że przez nasz głupi popis na sali gimnastycznej znalazłam się w drużynie cheerleaderek, a Sandy zajęła pierwsze miejsce na liście rezerwowej. Do tego jeszcze występ z kurtką Aleksa i Cathrine stała się moim zaprzysiężonym wrogiem. Dni w szkole zdecydowanie nie należały do przyjemnych! Spojrzałam w ekran białego MacBooka, którego Daniel trzymał na kolanach.
– Znowu z nią rozmawiasz? – spytałam widząc stronę Facebooka.
Skinął głową. Jednocześnie bawiło mnie to trochę i miałam serdecznie dość, jego tajemniczej nieznajomej, która po troszku odsłaniała swoje sekrety, fascynując chłopaka coraz bardziej. Jeżeli miałam być ze sobą szczera, to czułam ostre, cieniutkie, szpileczki zazdrości.
– Dowiedziałem się, że chodzi do naszej szkoły – przyznał. – Zauważyła, że mnie nie ma.
– Czemu po prostu nie może do ciebie podejść? – zaczęłam zirytowanym tonem, siadając obok niego na łóżku.
Wzruszył ramionami.
– Nie wiem, może jest nieśmiała? – zasugerował.
– A może się w tobie zakochała i boi się, że nie jest wystarczająco ładna? – zadrwiłam.
Daniel wyszczerzył zęby w uśmiechu.
– Mam nadzieję, że to to – przyznał.
Uderzyłam go poduszką. Roześmiał się oddając. Wkrótce rozpętała się wojna i Facebookowa znajoma odpłynęła w niepamięć.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Stałam na parkingu szkolnym, zaniepokojonym wzrokiem obserwując podchodzącą do mnie Cathrine. Towarzyszyły jej trzy, ślepo podążające za nią koleżanki. Nie miałam pojęcia czego ode mnie chcą, byłam jednak przekonana, że to nic miłego.
– Ty mała zdziro – zaczęła od razu chłodno i brutalnie – jeżeli uważasz, że uda ci się ukraść mi Aleksa, to grubo się mylisz! – warknęła na mnie, wyrywając mi z ręki torbę i jednocześnie popychając mnie w tył.
Spojrzałam na nią zbyt zaskoczona, żeby zareagować. „Kradzież” Aleksa wydawała mi się rzeczą tak abstrakcyjną, że miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Moja sytuacja jednak mimo wszystko nie była zbyt zabawna.
– Zrezygnujesz z bycia w drużynie i zostawisz w spokoju mojego chłopaka – zażądała, wysypując na beton zawartość mojej torby.
– Hej! – zaprotestowałam. – Zostaw to!
Wyrwałam jej z rąk pustą torbę. Znowu mnie popchnęła i zaczęła wyzywać. Wokół nas zaczął zbierać się zaciekawiony tłumek gapiów. Nie miałam ochoty w tym brać udziału. Kucnęłam by pozbierać swoje rzeczy, ale wtedy ona zamachnęła się z zamiarem uderzenia mnie. Ledwo uniknęłam ciosu. Cofnęłam się. Za moimi plecami stały pozostałe dziewczyny. Cathrine, nie przerywając zjadliwej wiązanki pod moim adresem, zaczęła zbliżać się coraz bardziej. Kątem oka, w moim polu widzenia dostrzegłam Aleksa. Cudownie! Jeszcze tylko tego mi brakowało! Po prostu wspaniale. Chłopak podszedł do nas szybkim krokiem. Zatrzymał się tuż obok, a potem otwarta dłonią uderzył Cathrine w twarz. Dziewczyna zaczęła histerycznie płakać, trzymając się za czerwony policzek. Spojrzałam na niego zaskoczona, z szeroko otwartymi oczami. Zupełnie mnie zignorował.
– Zniknij mi z oczu – warknął ostrzeżenie skierowane do Cahtrine. Zawahała się. – W tej chwili! – syknął wściekle.
Dziewczyna odwróciła się i uciekła w kierunku szkoły, a za nią poszły oszołomione koleżanki. Tłum zaczął się rozrzedzać. Nikt nie śmiał podejść bliżej. Aleks ukucnął i byle jak, bardzo szybko, pozbierał moje rzeczy. Potem wstał, chwycił mnie za rękę i zaczął ciągnąć w kierunku przeciwnym niż znajdowała się szkoła.
– Puść mnie! – krzyknęłam przestraszona.
Odwrócił się w moją stronę. Jego oczy płonęły, a ja widziałam w nich desperację, panikę i szaleństwo.
– Musisz pójść ze mną – oznajmił nieznoszącym sprzeciwu tonem.
Sama nie wiedziałam, dlaczego przestałam protestować. Pociągnął mnie w kierunku starego, rozklekotanego dżipa. Niemal siłą wepchnął do środka na miejsce pasażera. Kiedy tylko odszedł, wyskoczyłam z samochodu i rzuciłam się do ucieczki. Był szybszy. Złapał mnie zanim zdążyłam pokonać chociażby pięć metrów.
– Powiedz mi przynajmniej o co chodzi! – zażądałam.
– Musisz pójść ze mną, potrzebuję cię – odezwał się drobinę ciszej, a w tonie jego głosu zabrzmiało paniczne błaganie.
– Nic nie muszę – zaprotestowałam mimo wszystko.
– Proszę cię – odezwał się nie puszczając moich rąk. – Chodzi o Arona, ma wysoką gorączkę, nie wiem co robić – wyjaśnił szeptem.
Uwolniłam się, a potem, wbrew sobie, wsiadłam do pordzewiałego w wielu miejscach, pomalowanego łuszczącym się już gdzieniegdzie, zielonym lakierem, samochodu.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Dom Aleksa nie był specjalnie przyjaznym miejscem. Schodki na ganku miały dziury, a znajdująca się przy nich poręcz przełamana była na dwie części. W środku nie prezentował się wiele lepiej. Wszystko było zaniedbane, a ja zastanawiałam się jak często tu ktoś sprząta. Niechętnie pozwoliłam poprowadzić się chłopakowi na górę. Po tym, co widziałam na dole, zaskoczona stanęłam w drzwiach przytulnego, jasnego pokoju, w którym piętrzyły się, wyglądające na stare, ale nie zniszczone, dziecięce zabawki. Na łóżku leżała skulona pod ciepłą kołdrą, mała, drżąca postać.
– Cześć – przywitałam się z chłopcem, siadając obok niego.
– O, Maja – zdziwił się, otwierając podkrążone oczy.
– Tak, to ja – uśmiechnęłam się do dziecka, dłonią dotykając jego rozpalonego czoła.
Podałam chłopcu na łyżeczce lek przeciwgorączkowy, który kupiliśmy z Aleksem po drodze, a kiedy zasnął, wyszłam z pokoju.
– Uważam, że powinieneś zawieść go na pogotowie – odezwałam się cicho. – Ma bardzo wysoką temperaturę i nie wiem na ile to pomoże.
Aleks nie spojrzał na mnie. Wpatrywał się w podłogę.
– Nie – odpowiedział stanowczo.
– Więc wezwę karetkę, jeżeli nie chcesz z nim jechać – odezwałam się tłumiąc złość.
Wyjęłam telefon komórkowy, ale on złapał mnie za rękę.
– Nie! – powtórzył ostro.
– Dlaczego? – nie potrafiłam zrozumieć.
– Ponieważ – powiedział, tym razem patrząc mi w oczy – będą żądali dokumentów i ubezpieczenia, a wtedy, Arona zabierze opieka społeczna. Nie pozwolę, żeby wylądował w domu dziecka.
Spojrzałam na niego zaskoczona. Nie miałam pojęcia, co chłopak ma na myśli i nie potrafiłam zmieścić tego w swojej głowie.
– Ale… – zaczęłam protestować, kiedy dobiegł nas hałas głośnego trzaśnięcia drzwiami.
Aleks wzdrygnął się, a w jego niebieskich oczach, dostrzegłam błysk strachu.
– Zostań tu – szepnął jednocześnie rozkazująco i błagalnie, a sam rzucił się pędem w stronę schodów.
Przez chwilę nie mogłam się ruszyć. Z dołu dobiegły mnie przekleństwa i wrzaski. Powoli, po cichu, podeszłam do barierki schodów. Usiadłam pod ścianą, przy poręczy, obserwując przez szpary nieprzyjemną scenę. Zobaczyłam Aleksa i stojącego naprzeciwko niego, potężnego mężczyznę, z szerokim ramionami, podkrążonymi oczami i brzuchem piwnym. Dostrzegłam między nimi nikłe podobieństwo i skrzywiłam się na myśl, że tak zachowuje się jego ojciec. Na myśl nasunął mi się natychmiast mój spokojny, wiecznie zapracowany tato.
– Gdzie jest ten darmozjad? – wrzeszczał mężczyzna. – Powinien witać ojca, kiedy przychodzi!
Przesunął się o krok, ale Aleks zablokował sobą schody.
– Odpuść – poprosił cicho.
Znów posypała się wiązka przekleństw, a potem mężczyzna, zaciśniętą pięścią uderzył chłopaka w brzuch. Zatkałam usta dłonią, żeby nie krzyknąć. Aleks zgiął się na chwilę w pół, ale się nie odsunął.
– Przepuść mnie! – rozkazał tamten.
– Nie! Daj mu spokój! – odezwał się stanowczo chłopak.
Nagle, jakby sobie coś przypomniał, oczy mężczyzny poczerwieniały z gniewu.
– Ukradłeś mój samochód! – oskarżył Aleksa, zamierzając się na niego jeszcze raz.
Tym razem chłopak zdążył się odsunąć, a napastnik zachwiał się niebezpiecznie, wyraźnie po nadmiarze alkoholu.
– Pożyczyłem – odpowiedział niechętnie Aleks.
Mężczyzna podniósł z podłogi drewniane krzesło i z całej siły zamachnął się nim na chłopaka. Zamknęłam oczy, z całej siły zaciskając powieki i zdając sobie sprawę, że wstrzymuję oddech. Usłyszałam jęk bólu i warknięcie Aleksa. Otworzyłam oczy. Zobaczyłam płynącą z kącika jego ust stróżkę krwi. Wyrwał ojcu krzesło i odepchnął go w tył.
– Wynoś się i nie wracaj dopóki nie wytrzeźwiejesz – zażądał.
Tamten spojrzał na niego wrogo. Skierował się do wyjścia, ale w ostatniej chwili chwycił stojący na półce przy drzwiach ciężki, szklany wazon i rzucił nim w Aleksa. Chłopak uchylił się, a naczynie uderzyło w podłogę, rozpryskując się w setki szklanych kawałków i okruchów. Aleks syknął z bólu, kiedy trafiło go kilka z nich. Błyskawicznie pokonał odległość dzielącą go od ojca, a potem wypchnął mężczyznę za drzwi. Tamten, nie przestając wydzierać się i przeklinać, odwrócił się i odszedł. Chłopak przez chwilę patrzył w jego znikające plecy, a potem z całej siły zamknął drzwi, które wydały upiorny hałas. Oparł się o nie plecami, przymykając oczy. Wypuściłam długo wstrzymywany oddech i zdałam sobie sprawę, że drżę. Na nogach jak z waty wstałam z podłogi. Zajrzałam do pokoju Arona. Chłopiec na szczęście spał, prawdopodobnie przyzwyczajony do takich wrzasków. Powoli zeszłam na dół, uważnie omijając potłuczone szkło. Natychmiast spotkałam się z wrogim spojrzeniem Aleksa.
– Jeżeli piśniesz o tym komuś choć słowo, to przysięgam, że twój chłopak tego nie przeżyje – warknął ostrzegawczo – a ty sama również nie będziesz miała lekkiego życia – dodał odrobinę spokojniej.
Spojrzałam na jego rozciętą wargę, dopiero teraz zauważyłam, że odłamek szkła uderzył go także w policzek i teraz stamtąd też sączyła się krew. Niebieskie oczy płonęły, a ja widziałam w nich bunt przeciwko wszystkim i wszystkiemu. Wiedziałam, że jego groźba jest prawdziwa, ale wydała mi się w tym momencie tak bezsensowna i irracjonalna, a ja sama czułam tak niesamowitą ulgę ponieważ to wszystko się skończyło, że wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Patrzył na mnie zaskoczony, ale już nie tak bardzo wściekły. Wreszcie udało mi się przestać śmiać. Znów spojrzałam mu w oczy. Bezmyślnym gestem wyciągnęłam rękę, by dotknąć jego zranionego policzka. Chwycił mój nadgarstek.
– Nie dotykaj! – syknął.
Wzruszyłam ramionami i cofnęłam dłoń, kiedy ją puścił.
– Masz tu gdzieś apteczkę? – spytałam, żeby ukryć zmieszanie. Przecząco pokręcił głową. Westchnęłam. – Myślę, że powinniśmy pojechać do mnie – oznajmiłam z oporem. – Bo tam będziemy mogli lepiej zająć się Aronem i chyba powinnam sprawdzić, czy nie wbiły ci się gdzieś odłamki szkła – wyjaśniłam cierpliwie. – Nie martw się – dodałam – mojego ojca prawie nigdy nie ma. Będziemy sami.
Spojrzał na mnie nieufnie, ale w końcu skinął głową. Zniknął na prowadzących na górę schodach, by po chwili wrócić, niosąc na rękach owiniętego kołdrą Arona.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Daniel wpatrywał się we mnie oskarżycielskim wzrokiem. Niemal każdą cząstką swojego ciała czułam jego gniew.
– Nocował u ciebie?! – powtórzył jeszcze głośniej.
Ponownie przytaknęłam.
– Jego rodziców nie było w domu, Aron był chory, a Aleks nie wiedział co ma robić, więc go do siebie zaprosiłam – powtórzyłam po raz kolejny oficjalną wersję historii.
– Zwariowałaś! – warknął na mnie.
– Nie mówmy o tym, dobrze? – poprosiłam przysuwając się do niego bliżej. – Nie gniewaj się na mnie.
Westchnął. Podniosłam wzrok, by spojrzeć na niego spod gęstej grzywki. Łagodnym gestem dotknął mojego policzka, odgarniając z niego niesforne włosy.
– Jeszcze trochę będę się gniewał – stwierdził jakby przepraszająco.
– Jak tam twoja Lili z Facebooka? – zapytałam, żeby zmienić temat.
Natychmiast się rozpromienił i zaczął opowiadać o tym, jak doskonale się rozumieli. Był przekonany, że to dziewczyna właśnie dla niego.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Po treningu cheerleaderek, na którym dziewczyny obdarowały mnie wrogim milczeniem, zostałam dłużej w szatni. Nie miałam ochoty wychodzić razem z nimi, intuicja podpowiadała mi, że byłoby to bardzo nierozważne. Wiedziałam również, że nie zrezygnuję – lubiłam wyzwania. Radziłam sobie z wieloma rzeczami, poradzę sobie więc i z tym. Kiedy wychodziłam, zobaczyłam siedzącą samotnie na trybunach postać. Spojrzałam zaskoczona, rozpoznając w chłopaku Aleksa. Podeszłam do niego, nie zastanawiając się dlaczego właściwie to robię.
– Hej – zaczęłam, kiedy podniósł na mnie wzrok. – Jak ma się Aron? Już wszystko ok.
– Tak, dzięki – odezwał się cichym głosem.
Usiadłam przy nim i przez dłuższą chwilę milczeliśmy. Potem nagle Aleks gwałtownie wstał, górując nade mną. Zaskoczona również podniosłam się z ławki.
– Czemu do mnie przyszłaś? – zapytał wrogo.
Wzruszyłam ramionami.
– Nie wiem – oznajmiłam zgodnie z prawdą, nie mając pojęcia o co mu właściwie chodzi.
Roześmiał się, ale w jego śmiechu nie było cienia wesołości. W jednej chwili, gwałtownym, stanowczym ruchem, przyciągnął mnie do siebie, a potem zaborczo pocałował. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu, a potem z całej siły go od siebie odepchnęłam.
– Zwariowałeś?! – krzyknęłam.
– Jeżeli nie o to ci chodzi, to o co? – zawarczał.
– Ty dupku! – odezwałam się patrząc mu w oczy. – Jakim prawem uważasz, że cały świat kręci się wokół ciebie? Może po prostu martwię się o Arona, nie przyszło ci to do głowy?
Odwróciłam się do niego plecami i dumnym krokiem zeszłam z trybun, nie dając mu czasu na jakąkolwiek odpowiedź. Potem, kiedy zniknęłam z jego pola widzenia, ze łzami w oczach, puściłam się pędem przez równo przystrzyżony trawnik.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Siedziałam skulona na łóżku Daniela, a chłopak tulił mnie mocno do siebie. Opowiedziałam mu o tym, co zaszło między mną, a Aleksem, a on, tym razem, tego w ogóle nie skomentował. Po prostu dał mi to, czego potrzebowałam, czyli pocieszenie i oparcie. Poczułam przyjemne, rozlewające się po całym ciele ciepło, na myśl, że dla mnie odłożył nawet rozmowę, że swoją wirtualną dziewczyną, której ostatnio poświęcał każdą wolną chwilę. Był moim przyjacielem i nic nie mogło tego zmienić.
Następnego dnia w szkole Sandy była dziwnie markotna. Zaczęłam bać się czy przypadkiem dziewczyny jej nie dokuczają. Kiedy szłyśmy na lunch, jej humor się jednak wyraźnie poprawił. Daniel tym razem czekał na nas przed wejściem do stołówki.
– Mogę przeprosić cię na chwilę, Sandy? – zapytał uprzejmie. Dziewczyna niechętnie skinęła głową, ale odeszła.
– O co chodzi? – spytałam odrobinę rozdrażniona.
– Ufasz mi? – spytał patrząc prosto, w moje brązowe oczy. Niepewnie skinęłam głową. Uśmiechnął się. – W takim razie się nie zdziw. Potem ci wszystko wyjaśnię.
Delikatnie, czułym gestem, uniósł mój podbródek, a potem zrobił ostatnią rzecz, której mogłam się po nim spodziewać – po prostu mnie pocałował. Zamarłam, nie mając pojęcia co jest grane. Daniel objął mnie ramionami, przedłużając jeszcze bardziej niespodziewany pocałunek. Usłyszałam hałas uderzającej o posadzkę tacy. Kątem oka zobaczyłam stojącego nad rozbitymi naczyniami Aleksa. Jego oczy płonęły, kiedy wpatrywał się oniemiały w nasze splecione sylwetki. Potem, ignorując wszystko i wszystkich, wyminął nas, potrącając po drodze Daniela łokciem i znikając za zakrętem korytarza. Dopiero wtedy chłopak oderwał się od moich ust.
– Co to miało być? – spytałam szeptem.
Uśmiechnął się szeroko.
– Moja zemsta – oznajmił triumfalnie.
– Co?! – spytałam zaskoczona.
– Daj spokój, nie zauważyłaś, jak on na ciebie patrzy? – spytał rozbawiony, a ja wpatrywałam się w niego, jak w skończonego wariata. – Tylko nie mów, że on ci się podoba – dodał nagle markotniejąc.
– Nie jestem nim zainteresowana – odwarknęłam – ale to co zrobiłeś i tak było chamskie.
– Wiem – odpowiedział, a na jego twarz powrócił kpiący uśmiech – ale przyznaj, że mu się należało! Teraz jestem z siebie cholernie zadowolony – przyznał – a przepraszał cię będę później.
Warknęłam na niego, wiedząc, że i tak w żaden sposób go nie przekonam. Miał rację – Aleksowi zdecydowanie się należało, chociaż samej nigdy by mi nie przyszło do głowy, że mógłby być o mnie – właśnie o mnie – w jakimkolwiek stopniu zazdrosny. Byłam przekonana, że pocałunek z poprzedniego dnia, to kolejna, z jego prymitywnym i nieprzyjemnych gier. Ignorując Daniela weszłam do stołówki, w poszukiwaniu Sandy, mojej przyjaciółki jednak już nigdzie w środku nie było.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Sandy nie pojawiła się już tego dnia na żadnych zajęciach. Nie odbierała również telefonów. Zmartwiona wracałam do domu, nie mając ochoty tego dnia jechać z Danielem. Przed samym domem przystanęłam zaskoczona, na białych schodkach mojego ganku siedział Aleks.
– Co tu robisz? – zapytałam, kiedy wstał na mój widok.
Miałam bardzo złe przeczucia. Chłopak podszedł do mnie, a ja poczułam jak serce mi przyspiesza ze strachu.
– Chcę ciebie – oznajmił patrząc mi prosto w oczy. Brutalnie chwycił moje ramiona. – Chcę, żebyś była moja – dodał stanowczo.
– Daj mi spokój! – próbowałam się odsunąć, ale chwycił mnie za rękę.
Tak mocno zacisnął dłoń na moim nadgarstku, że pisnęłam z bólu.
– Nie dotknę go więcej i zabronię moim kumplom go ruszać – przedstawił swoją propozycję – w zamian ty będziesz moją dziewczyną. – Jego chłodne, niebieskie oczy przeszywały mnie teraz na wskroś. – Jeżeli się nie zgodzisz, to Daniel jest już trupem – oznajmił zupełnie spokojnie. – Masz czas do jutra na odpowiedź.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Przez przeszło godzinę leżałam na łóżku, wpatrując się w sufit i wynajdowałam coraz to nowe pomysły, co paskudnego można by zrobić z osobą Aleksa. W końcu wzięłam się w garść i wstałam. Wiedziałam, że muszę z kimś porozmawiać, a tym razem nie chciałam, żeby był to Daniel. Po raz kolejny zadzwoniłam do Sandy, ale ona znowu nie odebrała. Włożyłam buty i wyszłam przed dom, by po kwadransie dzwonić do drzwi przyjaciółki. Jej mama wpuściła mnie od razu na górę, informując, że Sandy jest tego dnia bardzo przygnębiona i wyrażając nadzieję, że ją jakoś pocieszę. Kiedy po cichu weszłam do jej pokoju, dziewczyna siedziała odwrócona tyłem do drzwi, z laptopem na kolanach. Mimowolnie spojrzałam na ekran przedstawiający Facebooka. Zamrugałam.
– Lili to ty? – spytałam niedowierzająco.
Podskoczyła na kanapie. Natychmiast zamknęła komputer. Kiedy odwracała się w moją stronę, jej policzki płonęły.
– Ja… – zaczęła niepewnie spuszczając wzrok. – Przepraszam, że to robiłam – odezwała się błagalnie. – Nie miałam pojęcia, że jesteście razem, a ja naprawdę bardzo go lubię…
Uśmiechnęłam się do niej, usiadłam przy niej.
– No to dzisiaj sobie na to lubienie nie zasłużył – mruknęłam. – Nie jesteśmy razem – oznajmiłam stanowczo – to nigdy między nami nie wyglądało w ten sposób.
– Ale przecież się całowaliście… w stołówce…
Skinęłam głową.
– Ponieważ Daniel chciał dokuczyć Aleksowi – wyjaśniłam.
– Aleksowi? – zdziwiła się jeszcze bardziej Sandy, a ja zaczerpnęłam głęboko tchu i jej wszystko po kolei opowiedziałam.
Po pół godzinie moja przyjaciółka dalej wytrzeszczała oczy, ale w jej wzroku pojawiła się też nieśmiała nadzieja.
– Dlaczego nie przyznasz się mu, że to ty? – zapytałam wprost. – On wariuje na punkcie swojej wirtualnej dziewczyny.
Sandy zmarkotniała.
– Nie spodobam mu się – westchnęła.
– Bzdura! Nie będziesz wiedziała dopóki nie spróbujesz – oznajmiłam stanowczo. – Chcesz to już zawsze ciągnąć przez neta?
– Nie – mruknęła Sandy, ponownie odwracając wzrok.
– Doskonale, więc musimy ułożyć jakiś plan – oznajmiłam z pogodnym uśmiechem.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Następnego dnia w szkole powiedziałam Danielowi o propozycji Aleksa. Musiałam. Tak jak się spodziewałam, natychmiast kazał mi odmówić. Za to go właśnie kochałam. Jednak mimo to miałam wątpliwości, a kierował mną prawdziwy strach o przyjaciela. Sandy zbierała się na odwagę, by wyznać mu, że to ona jest Lily, ale po jej uciekającym ode mnie wzroku, wiedziałam, że nie będzie to dla niej łatwe. Miałam nadzieję, że w tym wypadku nie zawiodę się na Danielu. Wkładałam do szafki książki, kiedy poczułam na ramieniu czyjąś dłoń.
– Zdecydowałaś? – usłyszałam ciche pytanie.
Odwróciłam się, by spojrzeć mu w oczy.
– Odwal się. Raz na zawsze – odpowiedziałam mu stanowczo, zamknęłam szafkę i odwróciłam się by odejść.
Zatrzymał mnie w miejscu. Na jego twarzy malował się gniew.
– Będziesz tego żałowała – syknął.
– Trudno – wyrwałam mu się i ruszyłam coraz bardziej zatłoczonym korytarzem, byleby dalej od niego.
Na długiej przerwie, kiedy Sandy wreszcie zebrała się na to, by wyznać Danielowi swoją tajemnicę, on ciągle nie przychodził, a ja miałam naprawdę złe przeczucia. W końcu, zrezygnowane, wyszłyśmy na dziedziniec szkoły. W rogu, pod pustą ścianą, tam gdzie niczego nie widać z okien, zebrała się grupa kolegów Aleksa. Zalała mnie fala nieprzyjemnego zimna. Zamarłam na chwilę, a potem pobiegłam w ich stronę. Tak jak się spodziewałam – w samym rogu, otoczony przez nich, stał Daniel.
– Ty dupku! – warknęłam na Aleksa, nie zwracając uwagi na to, że robię publiczną scenę w szkole. – Robisz takie rzeczy i naprawdę dziwisz się, że nie mam ochoty mieć z tobą nic wspólnego?! – wrzasnęłam. – Myślałam… – zawahałam się przez chwilę, zaczynając mówić już znacznie ciszej, bo ta myśl, z której dopiero teraz zdałam sobie sprawę, była szczerze prawdziwa – myślałam, że jesteś inny, że to tylko na pokaz. Byłam przekonana, że naprawdę mogę cię polubić. Cholernie boli mnie to, że się myliłam – wyznałam, a potem przepchnęłam się między nimi, wzięłam za rękę Daniela i pociągnęłam go w stronę czekającej przy wejściu na szkolny korytarz Sandy.
Czułam na sobie zaskoczone spojrzenia, ale żaden z kolegów Aleksa się nie poruszył. Nie zrobili tego, ponieważ on sam, intensywnie i w milczeniu, wpatrywał się w moje znikające w budynku plecy.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Nienawidziłam tych głupich dziewuch! Byłam coraz bliższa tego, żeby jednak zrezygnować z bycia w drużynie, mimo, że trenerka nie szczędziła mi pochwał. Tym razem, żeby zabawić się moim kosztem, zamknęły mnie samą w szatni. Cudownie! Usiadłam na jednej z drewnianych ławek, wyciągając nogi. Było już późno i bałam się, że zostanę tutaj do następnego dnia, jeżeli nie zjawi się przez przypadek woźny. Szkoła średnia była paskudnym miejscem. Siedziałam tak ponad godzinę, kiedy poczułam niewyraźny swąd spalenizny. Przez szparę w drzwiach zaczęły przenikać do środka smugi dymu. Serce podskoczyło mi do gardła. Podeszłam bliżej i dotknęłam ściany. Była gorąca! Kiedy tak stałam blisko wejścia, wyraźnie słyszałam trzask płomieni. Do licha! Czemu nie wzięłam nawet cholernej komórki?! W pomieszczeniu nie było nawet okna, a jedynie niewielki, umieszczony wysoko lufcik. Zaczęłam gorączkowo myśleć, jak się stąd wydostać, jednocześnie starając się nie wyobrażać sobie, jak to jest udusić się dymem lub, co gorsza, spłonąć żywcem. Ustawiłam pod ścianą ławki, tworząc prowizoryczne schody. Dymu w pomieszczeniu robiło się coraz więcej. Zastanawiałam się czy jeżeli otworzę okienko, to przypadkiem nie pomogę rozprzestrzeniać się płomieniom, zdecydowałam jednak, że lepsze to niż udusić się, siedząc bezczynnie tutaj. Wspięłam się na ławki i uchyliłam lufcik. Potem zrobiłam to, co pierwsze przyszło mi do głowy – zaczęłam wołać o pomoc. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo, a w pomieszczeniu robiło się coraz goręcej. Z trudem łapałam oddech. Czy moje życie w ten właśnie sposób miało się skończyć? Nagle usłyszałam hałas, nic jednak nie byłam w stanie zobaczyć poprzez smugi dymu, aż do momentu, kiedy w drzwiach buchnął płomień.
– Maja! – usłyszałam swoje imię. – Maja!
Podbiegłam w tamtym kierunku. Zobaczyłam, że otwarte na oścież, mocno czymś zniszczone drzwi, zaczynają się tlić. Było tu upiornie gorąco. Poprzez kłęby dymu, nie byłam w stanie dostrzec nawet twarzy Aleksa. Poczułam, jak okrywa mnie czymś wilgotnym, potem bez słowa pociągnął mnie za rękę. Szłam za nim – a raczej pozwalałam się wlec – potykając się i osłaniając materiałem usta. Starałam się nie patrzeć na dym i skwierczące w niektórych miejscach płomienie. Nie byłam pewna w jaki sposób, ale wreszcie znaleźliśmy się na zewnątrz. Usłyszałam syreny straży pożarnej. Ktoś odciągnął mnie od Aleksa, otulił kocem. Chłopak bezskutecznie protestował, a ja znalazłam się w karetce. Zabrali mnie do szpitala, później widziałam zmartwioną twarz ojca i wreszcie mój własny pokój, kiedy znalazłam się w domu, a potem był już tylko pełen koszmarów o płomieniach sen.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Odwiedzili mnie Daniel i Sandy, a ja z radością zdałam sobie sprawę, że trzymają się za ręce. Wreszcie się odważyłam – mówił radosny uśmiech mojej przyjaciółki. Dowiedziałam się, że ktoś zostawił niedopałek w sali gimnastycznej i cały kompleks sportowy szkoły niemal doszczętnie spłonął, na szczęście do innych budynków ogień nie zdążył dotrzeć. Opowiedziałam im dlaczego byłam w szatni i czemu nie mogłam się z niej wydostać, nie wiem dlaczego, nie wspomniałam jednak nic o Aleksie. Po prostu czułam, że nie powinnam o tym mówić, że on by tego nie chciał. Rano zapewniłam zmartwionego ojca, że nic mi nie jest i, że spokojnie może iść do pracy. Przyjął to z prawdziwą ulgą. Cały dzień spędziłam w domu, ale pod wieczór nie mogłam już tego wytrzymać. Kategorycznie też zabroniłam odwiedzać mnie przyjaciołom, uznając, że powinny trochę czasu spędzić razem. Postanowiłam wyjść na spacer. Włożyłam buty i kurtkę, krzywiąc się gdy materiał drażnił lekkie poparzenia, które jeszcze długo zostaną na pamiątkę po tym paskudnym pożarze. Na szczęście nic poważniejszego mi się nie stało, tylko trochę poddusiłam się dymem, jednak gdyby nie Aleks byłoby znacznie gorzej, a prawdopodobnie, w ogóle bym tego nie przeżyła. Zaskoczona stanęłam tuż za drzwiami, bo oto, główny temat moich myśli, siedział na schodach mojego ganku. Głowę podpierał rękoma, wpatrując się w deski podłogi. Kiedy tylko wyszłam, natychmiast podniósł zaniepokojony wzrok, a potem jeszcze szybciej go odwrócił.
– Co tu robisz? – zapytałam najpierw stając nad nim, a potem, decyzją chwili, siadając obok na schodach.
Przyjrzałam mu się uważnie i stwierdziłam, że go nie poznaję. Ścięte na kilka milimetrów włosy zastąpiły jego jasną czuprynę. Na twarzy i na rękach miał ślady po poparzeniach. Bałam się myśleć o tym czy nie jest jeszcze gorzej.
– Chciałem dowiedzieć się czy wszystko ok. – powiedział cicho.
– Skąd wiedziałeś, że tam jestem? – zadałam nie dające mi spokoju pytanie.
– Czekałem ponad godzinę, aż wyjdziesz po treningu – mruknął – myślałem jednak, że jakimś sposobem mi uciekłaś, kiedy tak długo nie przychodziłaś, a potem zobaczyłem, że coś się dymi i usłyszałem twoje wołanie.
Spojrzałam prosto w jego niebieskie oczy.
– Nie sądzisz, że rozsądniej byłoby zadzwonić po straż pożarną? – spytałam cicho.
Znowu odwrócił wzrok.
– Możliwe – westchnął – ale spanikowałem.
– Jak długo tu siedzisz i czemu nie zadzwoniłeś do drzwi? – zadałam kolejne pytanie.
Wzruszył ramionami.
– Nie byłem pewien czy będziesz chciała mnie widzieć – odpowiedział jedynie na cześć mojego pytania, po czym wywnioskowałam, że naprawdę długo.
Uśmiechnęłam się do niego łagodnie.
– Uratowałeś mi życie, dzięki temu zyskałeś kilka nowych praw – stwierdziłam przekornie.
Przez dłuższą chwilę milczeliśmy, a potem odezwał się, znów wbijając wzrok w podłogę.
– Maju, jeszcze nigdy nie przeżyłem takiego strachu, jak wtedy, kiedy bałem się o to, że możesz zginąć – wyznał. – Przyrzekam, że już nigdy nie będziemy dręczyć Daniela… ani nikogo innego – dokończył po chwili wahania. – Czy jeżeli się postaram, naprawdę nie mam u ciebie żadnych szans?
Przysunęłam się do niego, pozwalając by jego ramię objęło moje plecy. Poczułam przyjemny, rozlewający się po całym ciele dreszcz.
– Masz – przyznałam szczerze – od początku miałeś – mruknęłam. – Gdybyś jeszcze tylko postanowił odrobinę się zmienić…
Obdarzył mnie chłopięcym, pełnym radości uśmiechem.
– Postaram się – oznajmił niemal szeptem – dla ciebie.
Oparłam głowę o jego tors, czując, jakby to od zawsze było właśnie moje miejsce. Przyciągnął mnie do siebie, tuląc w ramionach. Aleks w dalszym ciągu był dla mnie zagrożeniem i niezaprzeczalnie, nierozwikłaną zagadką, do tego byłam pewna, że jeśli tylko się z nim pokażę, to dziewczyny ze szkoły kompletnie nie dadzą mi żyć. To jednak nie miało w tej chwili znaczenia. Byliśmy tylko my, a nad nami, jasno świecące gwiazdy, natomiast rano czekał nas zupełnie nowy, pełen słońca dzień.