Rozdział 1 – Żółte kwiaty na granicy światów
by Vicky
Bieszczady z końcem lata robią się naprawdę piękne. Zresztą wspaniałe są pewnie o każdej porze roku. W sierpniu różnobarwne kwiaty i zioła zdobiły pola i łąki. Trawa i drzewa zieleniły się na zboczach gór. Było to wymarzone miejsce do pisania, a to właśnie planowała robić Julia. Była szczęśliwa, że jej siostra postanowiła właśnie tam wybudować domek, a ona mogła w nim spędzać wakacje. Była to niewielka drewniana chatka położona na zboczu góry. Nad nią znajdowała się szeroka łąka, a wyżej gęsty las. W pobliżu nie było innych domków. Najbliżsi sąsiedzi mieszkali po obu stronach żwirowej alejki, oddaleni o kilka minut drogi piechotą. Mieszkała zupełnie sama, aż do końca września. Nic cudowniejszego nie mogło jej spotkać.
Bystre było niewielką wsią położoną tuż przy Baligrodzie. Julia nie miała samochodu, chodziła więc wszędzie piechotą. Do najbliższego sklepu miała kilka kilometrów, ale nie przeszkadzało jej to w najmniejszym stopniu. Jadła niewiele, a w domku i tak miała wszystko co jej potrzebne. W ciągu tygodnia zwiedziła wszystkie okoliczne szlaki. Wakacje były wspaniałą rzeczą. Cisza, spokój, piękne krajobrazy i cudowne góry.
Wszystko toczyło się wręcz idealnie, aż do pewnego feralnego, deszczowego wieczora. Rozpętała się burza. Z nieba spływały strugi wody. Julia wyszła tylko po to, żeby zdjąć wiszące przed domem pranie, a do środka wróciła cała przemoczona. Wytarła się ręcznikiem i przebrała w suche ubranie. Zrobiło się ciemno, a w domku wysiadł prąd. Korki umieszczone były na zewnątrz, a ona nie miała ochoty znowu zmoknąć, więc w jednej z szuflad starej, jesionowej komody znalazła latarkę. Zapaliła poustawiane na kominku świeczki. Uznała, że tyle światła jej wystarczy. Tak było dobrze.
Dziewczyna wyszła na zadaszony balkon popatrzeć na błyskawice. Uwielbiała ich widok. Nigdy nie należała do osób, które mogłyby bać się piorunów. Wpatrywała się w ponury, mroczny krajobraz. Las na wzgórzu tonął w strugach deszczu. W oddali usłyszała wycie stapiające się w jedno z szumem spadającej wody. Zastanawiała się czy to może wilk czy po prostu jakiś zabłąkany pies. Dźwięk stawał się coraz bliższy i wyraźniejszy. Julia wytężyła wzrok, żeby dostrzec cokolwiek w otaczającej domek ciemności. W oddali zobaczyła świecące żółte oczy. Najpierw jedne, a potem kolejne. Robiło się ich coraz więcej. Serce dziewczyny ścisnął strach. Poczuła w gardle wielką, nieprzyjemną gulę. Teraz dopiero naprawdę zdała sobie sprawę, że jest zupełnie sama. Jednocześnie logika podpowiadała jej, że wyobraźnia płata jej figle, a nawet, jeżeli są to jakieś leśne stworzenia to i tak w żaden sposób nie dostaną się do zamkniętego na klucz domku. Żółte ślepia płonęły jednak w mroku coraz bardziej. Z każdą chwilą były coraz bliżej. Dodatkowo wydawało się, że są na różnym poziomie, jakby pod dom podchodziły zarówno małe jak i duże stworzenia. Julia wbiegła do środka domku. Przebiegła przez oba piętra, sprawdzając czy na pewno dobrze pozamykała wszystkie okna. Po raz kolejny sprawdziła drzwi. Zaciągnęła na oknach wszystkie zasłony. Dopiero potem, odrobinę uspokojona, wróciła na balkon, z nadzieją, że niczego tam nie będzie. Łudziła się, że to po prostu wyobraźnia płata jej figle. Jednak oczy w dalszym ciągu tam były. Stworzenia teraz jednak zupełnie minęły linię drzew i podchodziły po pochyłej łące prawie pod sam dom.
Dziewczynę ogarnęło przerażenie. Oblał ją zimny pot. Zastanawiała się czy tak właśnie wygląda panika. Na barierce balkonu przycupnął jakiś przemoczony ptak. Wyglądał na wielkiego kruka. Miał drapieżne, żółte oczy. Julia tyłem, nie spuszczając wzroku z dziwnego stworzenia, podeszła do balkonowych drzwi. Wpadła przez nie do domu. Starannie je za sobą zamknęła. Wbiegła szybko do pokoju z najmniejszym oknem. Usiadła w kącie, w niewielkiej wnęce, otulając się kołdrą. Wpatrywała się w ciemność. Czekała. Z każdą chwilą ogarniał ją coraz większy strach. Bała się, że tutaj, wewnątrz domu, zobaczy te dziwaczne, świecące w mroku, żółte oczy. Siedziała tak drżąc przez dłuższy czas. W końcu, zmęczona własnym strachem, wtulona w ciepłą, miękką kołdrę, usnęła.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Po deszczowej, chłodnej nocy nastąpił pogodny, słoneczny poranek. Julia obudziła się wypoczęta. Zapomniała o koszmarze poprzedniego wieczora. Uznała, że żółte oczy były jedynie chorym wytworem jej wyobraźni. Wyszła na balkon i rozejrzała się dookoła. Nad zieloną trawą latały barwne motyle. Od strony łąki i lasu nadlatywały upojne, ziołowe zapachy. Powietrze było czyste i rześkie. Nigdzie nie było widać żadnych upiornych stworzeń. Dziewczyna spokojnie zjadła śniadanie i postanowiła wybrać się na wycieczkę niebieskim szlakiem. Za dnia już nic nie było takie straszne jak w ciemną, burzliwą noc.
Julia wyszła z domu w zupełnie dobrym humorze. Przeszła kawałek szosą do pomnika żołnierzy poległych w walce z Ukraińską Powstańczą Armią i wspięła się stromą, kamienistą ścieżką na niebieski szlak. Wędrowała zadowolona z życia podziwiając piękno Bieszczadzkiego Parku Narodowego.
Po dwóch godzinach mozolnej, ale jakże satysfakcjonującej wędrówki postanowiła zrobić chwilę przerwy. Usiadła w cieniu, pod drzewem, na zielonej trawie. Dookoła unosił się aromatyczny zapach polnych ziół. Po prawej stronie drogi rozpościerał się majestatyczny las, po lewej natomiast znajdował się wąski kanion, a nieco dalej płynęła bystra rzeczka. Julia wyciągnęła przed siebie nogi, sadowiąc się wygodnie na miękkiej darni. Rozglądała się dookoła myśląc, że czasem jest naprawdę dobrze pobyć trochę w samotności. Z dala od znajomych i miejskiego zgiełku. Nigdzie jej się nie spieszyło, nie miała żadnych obowiązków, mogła po prostu żyć.
Nagle jej uwagę przyciągnęło jakieś poruszenie w dzielących ją od lasu, gęstych krzakach. Dziewczyna wzdrygnęła się mimowolnie. Na tle mrocznych drzew ujrzała parę żółtych, świecących oczu.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Po drodze do domu, Julia zaczęła się powoli uspakajać. Wmawiała sobie, że ponieważ jest tu sama, umysł płata jej paskudne figle. Zawsze miała bardzo bujną wyobraźnię. Uśmiechnęła się na myśl o potworach czających się pod jej dziecinnym łóżkiem. Przypomniała sobie komórkę za łazienką, która miała prowadzić do innego świata. Tak, te przerażające, żółte ślepia, to na pewno tylko jej wybujała wyobraźnia.
Kiedy była już pod samym domem, zza węgła wysunął się jakiś podłużny cień. Błysnęły złociste ślepia. Dziewczyna prawie podskoczyła. Szybko otworzyła drzwi i pędem wbiegła do domu, zamykając je za sobą starannie. Jej serce łomotało jak oszalałe. Z trudem uspokoiła się na tyle, żeby wyjrzeć przez okno. Piaszczyste podwórko było puste. Niczego, ani nikogo tam nie było. Dziewczyna opadła na miękką, zdobioną kremowymi poduszkami, kanapę. Westchnęła. Czyżby zaczynała wariować?
W końcu, po długich, wlokących się w nieskończoność minutach, zebrała w sobie całą odwagę na jaką było ją w tym momencie stać i postanowiła wyjść na zewnątrz. Powietrze było wilgotne i gorące. Zapowiadała się kolejna burza. Świat pogrążony był w nienaturalnej ciszy. Julia wyszła na ganek. Rozejrzała się dookoła z obawą, że gdzieś zobaczy niesamowite, żółte oczy. Zza rogu domu wybiegł niewielki pies. Przypominał kremowego mopsa. Zaczął szczekać, charkając od czasu do czasu. Podskakiwał na swoich krótkich łapkach, ale nie zbliżał się do dziewczyny. Ukucnęła.
– Zgubiłeś się? – zapytała. Pokazała mu pustą rękę. – Chodź do mnie – powiedziała.
Piesek podszedł nieufnie do Julii. Podniósł głowę przyglądając się jej z uwagą. Dopiero teraz zauważyła, że jego oczy nie są, tak jak powinny być, czarne, ale połyskują złotawym światłem. Źrenice miał podłużne, zupełnie jak u kota. Zerwała się przestraszona. Gwałtownie otworzyła drzwi i wbiegła do wnętrza domu, zamykając je przed nosem małemu, stojącemu na ganku, upiornemu mopsowi.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Wieczorem rozpętała się burza. Julia nie chciała myśleć, o tym co czekało na zewnątrz. Zakopała się w stercie kołder i poduszek ze wszystkich sił starając się zasnąć. Bała się, ale jednocześnie nie chciała zrezygnować ze swoich wymarzonych wakacji. Co miałaby niby powiedzieć rodzinie? Wróciła ponieważ ma bujną wyobraźnię i bała się być sama? Nie pozwalała jej na to własna duma i upór. O nie, sama musi rozwiązać swój problem. Powtarzała sobie cichutko fragment Desideraty: „Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.”.
Rano obudziła się pełna otuchy. Wzięła długi, odprężający prysznic, ubrała się i zjadła śniadanie. Uznała, ze najwyższy czas wybrać się do sklepu, ponieważ skończyły jej się wszystkie podstawowe produkty. Niewiele jadła, ale nie potrafiła egzystować bez kawy i świeżego mleka. Raźnym krokiem wyszła na roziskrzony w porannym słońcu żwir podjazdu. Okolica była cicha i spokojna. Z upodobaniem wsłuchiwała się w poranny śpiew ptaków. Westchnęła z ulgi, gdy nie ujrzała nawet najmniejszego, nietypowego cienia. Zadowolona i zupełnie już spokojna ruszyła dziarsko do znajdującego się kilka kilometrów dalej miasteczka. Uznała, że być może brakowało jej kontaktu z jakimikolwiek ludźmi i stąd zrodziły się jej dziwne wyobrażenia i obawy.
Po przyjemnym spacerze i zakupach, zadowolona wracała do domu. Kiedy zbliżyła się do wysypanego żwirem i piaskiem podwórka, usłyszała cichy skowyt i zawodzenie. Stanęła niepewnie na podjeździe. Poczuła ściskający za gardło strach. Błagała w duchu, żeby znów nie ujrzeć przerażających, żółtych oczu.
Kiedy wreszcie odważyła się podejść pod dom, ponownie ujrzała małego psa. Mops siedział pod drzwiami skowycząc. Dziewczyna zauważyła, że zwierzę porozrzucało leżące przy wejściu do domku niewielkie kawałki drewna, służące do palenia w kominku. Pies sprawiał wrażenie bardzo nieszczęśliwego. Julia zaczęła się zastanawiać czy może te dziwne oczy były tylko zwykłym złudzeniem? Jakąś dziwaczną grą światła. Podeszła bliżej do zwierzęcia. Było jej żal stworzenia. Miała ochotę mu pomóc.
– Cześć – powiedziała, żeby oznajmić mu swoją obecność.
Mops odwrócił się w jej stronę. Przestał zawodzić. Podniósł na dziewczynę łeb. Błysnęły złote tęczówki. Julia odsunęła się o krok. Jej serce zatrzepotało, oddech przyspieszył. Pies zaciekawiony podszedł w stronę dziewczyny. Jego łapa musnęła leżący na drodze klocek drewna i… przeszła przez niego na wylot. Dziewczyna wytrzeszczyła ze zdumienia oczy. Co to do cholery było? Stworzenie ciągle szło w jej kierunku. Spanikowana Julia ominęła je szerokim łukiem i podbiegła pod drzwi domku. Szampański mops rzucił się za nią. Dziewczyna w panice wyciągnęła klucz. Szybko otworzyła drzwi i wbiegła do środka. Upiorny pies został na zewnątrz.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Julia przez cały dzień bała się wyjrzeć z domu. Kiedy zebrała się wreszcie na odwagę, słońce zachodziło już za horyzont. Uchyliła ciężką zasłonę i wyjrzała na ganek. Pies ciągle tam był. Leżał pod drzwiami, na deskach tarasu. Dyszał z wywalonym na wierzch językiem. Wyglądał całkiem zwyczajnie, przynajmniej do czasu, aż nie zorientował się, że ktoś mu się przygląda. Odwrócił głowę i wlepił w dziewczynę żółte, upiorne ślepia. Wstał zwinnie i wesoło zamerdał ogonem. Julia przyglądała mu się uważnie. Niczym nie różnił się od zwyczajnego mopsa. Kiedy dziewczyna zasłoniła okno, pies znowu zaczął rozpaczliwie ujadać.
W końcu nie mogła tego już dłużej znieść. Nalała do plastikowej, jednorazowej miski wody i wystawiła na ganek uchylając drzwi jedynie na kilka centymetrów. Potem szybko je zamknęła. Podeszła do okna. Pies uważnie obwąchał jednorazowe naczynie, a potem zwyczajnie zaczął pić wodę, rozchlapując ją na boki szerokim jęzorem.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Tej nocy Julię dręczyły koszmary. Śniła o zbliżającym się pod dom morzu żółtych oczu. Zobaczyła cienie, kształty różnych zwierząt. Nie wszystkie wyglądały zwyczajnie. Były tam stworzenia, o których przeczytać można jedynie w mitologii i legendach. Przez sen słyszała wycie wilków. Coś rzuciło się na nią, chwyciło dziewczynę za gardło. Obudziła się. Stała na balkonie. Pod dom podchodziły stworzenia. W mroku było widać jedynie różnej wielkości sylwetki, czarne cienie oraz przerażające, świecące w ciemności, złote ślepia.
Dziewczyna wbiegła do domu, starannie zamykając za sobą balkonowe drzwi. Wiszący na ścianie zegar wskazywał trzecią nad ranem. Julia na wszystkich oknach pozaciągała zasłony. Pozapalała wszystkie światła. Pospiesznie zaczęła pakować swoje rzeczy do dużego plecaka ze stelażem. Nagle lampy zadrżały. Żarówki zaczęły migać powoli tracąc swój blask, potem po prostu zgasły. Dziewczyna po omacku zeszła na dół. Znalazła komodę i zaczęła szukać latarki, która powinna być gdzieś w górnej szufladzie. Kiedy ją wreszcie znalazła, odetchnęła z ulgą. Włączyła urządzenie, a ukryte w mroku pomieszczenie oświetlił promień jasnego światła. Julia, z szybko bijącym sercem, skończyła się pakować.
Odważyła się wyjrzeć na zewnątrz dopiero, kiedy zaczynało świtać. Przed domem panował półmrok. Wyżej, na łące, niczym dym unosiła się gęsta, biała mgła. Znikały w niej, jakby rozpływając się, ciemne sylwetki stworzeń. Dziewczyna z trudem przełknęła ślinę. Czy to możliwe, że wszystko działo się naprawdę?
Wyszła na zewnątrz dopiero, gdy wszystko skąpane było w jasnych promieniach słońca. Wyciągnęła za sobą ciężki plecak. Trudno, niech myślą o niej co chcą, ona po prostu nie była w stanie tu zostać. Z żalem zamknęła drewniane drzwi domku. Nałożyła plecak i zaczęła schodzić ku szosie. Prowadzący w dół podjazd był stromą, wysypaną żwirem i piaskiem ścieżką. W pewnym momencie z zza krzaków wybiegł znajomy mops. Podciął dziewczynie nogi, prawie ją przewracając. Biegał dookoła niej merdając ogonem i radośnie ujadając. Spojrzał na nią żółtymi, kocimi oczami. Julia miała na sobie krótkie szorty. Kiedy piesek skoczył, poczuła na skórze dotyk jego futrzanych łapek. Zwierzak dotknął ją zimnym, wilgotnym nosem, polizał miękkim językiem. Dziewczyna przykucnęła zdziwiona. Odruchowo pogłaskała łepek psa. Jej ręka przeszła na wylot przez ciało stworzenia. Odskoczyła jak oparzona. Psiak nie dawał jednak za wygraną. Merdając ogonem ustawił się w proszącej pozycji, przysiadając na tylnych łapach.
– Co ja mam z tobą zrobić? – jęknęła.
Zaczęła się zastanawiać, czy mops jest jedynie wytworem jej chorej wyobraźni czy też może inni ludzie również go zobaczą. Do tej pory nie wykazywał żadnej agresji, zachowywał się jak zwykły, zagubiony psiak. Była ciekawa czy zwierzę pójdzie za nią. Ruszyła dalej w dół stromej drogi. Mops wesoło plątał się jej pod nogami. W pewnym momencie przystanął. Zaczął nieprzyjemnie warczeć. Julia poczuła na plecach ciarki. Psiak nie warczał na nią. Coś było przed nimi na drodze. Na otoczonym gęstymi krzakami zakręcie, pomiędzy dziewczyną a szosą, siedział ogromny czarny wilk. Ociekające śliną kły wyszczerzył w groźnym grymasie. Jego czarna, skołtuniona sierść stała zjeżona na grzbiecie. Miał niesamowite, złowieszcze, żółte oczy.
Dziewczyna cofnęła się o krok. Wilk powoli, ciągle warcząc, ruszył w jej kierunku. Zatrzymał się dopiero, kiedy przerażona Julia zeszła z drogi wchodząc na porośnięte bujną trawą zbocze. Nie była pewna czy powinna uciekać czy cofać się powoli. Może w jakiś sposób uda jej się obejść siedzącego na drodze wilka? Jedno wiedziała na pewno – nie miała zamiaru wracać do samotnie stojącego na wzgórzu domu z bali.
Nagle mops zaszczekał. Dziewczyna odwróciła się w samą porę by zobaczyć zbliżającą się do niej postać. Poczuła pęd powietrza. Coś przewróciło ją na ziemię. Upadła na plecy. Nie wiedziała co się dzieje. Na chwilę ją zamroczyło, kiedy otworzyła oczy ujrzała nad sobą czyjąś twarz. Spróbowała usiąść. Postać gwałtownie odskoczyła złowrogo mrużąc złociste, kocie oczy z podłużnymi źrenicami. Julia podniosła się odrobinę. To był chłopak, wydawał się być niewiele starszy od niej samej. Gdyby nie posklejane błotem, opadające brudnymi strąkami na ramiona włosy i dziki, zwierzęcy wyraz twarzy, wyglądałby zupełnie jak… człowiek. Na sobie miał jedynie wytartą, zniszczoną przepaskę biodrową. Jego smukłe, opalone ciało lśniło w słońcu.
Dziewczyna spróbowała wstać. Gibka, zwinna postać doskoczyła do niej w jednej chwili. W jakiś sposób chłopak popchnął ją, przewracając z powrotem na ziemię. Julia nie poczuła żadnego dotyku, a jedynie porywisty podmuch wiatru. Spróbowała chwycić nadgarstek chłopaka. Jej ręka przeszła przez niego na wylot. Spojrzał na nią złowrogo. Z jego krtani wydobyło się wściekłe warknięcie. Spanikowana dziewczyna znowu uniosła się na łokciach. Spróbowała cofnąć się na leżąco. Syknął wściekle, mrużąc swoje niesamowite, złote oczy. Julia zerwała się z ziemi. Pobiegła przed siebie poprzez gęste zarośla. Nie patrzyła dokąd idzie. Adrenalina buzowała we krwi dziewczyny. Pędziła gnana przerażeniem. Jej serce biło jak oszalałe. Przyspieszony oddech powodował, że z trudem nabierała powietrza do płuc.
Nagle poczuła uderzenie, coś podcięło jej nogi. Znowu leżała w miękkiej, bujnej trawie. Tym razem, upadła jednak na brzuch. Na twarzy poczuła ostry dotyk polnych ostów. Gwałtownie się odwróciła. Pragnęła znaleźć się jak najdalej stąd. Zobaczyła nad sobą żółte oczy i drwiący uśmiech chłopaka. Zadrżała z przerażenia. Spróbowała wstać. Ponownie pchnął ją na trawę. Podjęła jeszcze kilka desperackich prób, ale wszystko na nic. Nie mogła go w żaden sposób dotknąć, a on w jakiś sposób potrafił ją zatrzymać. Całe jej ciało było obolałe od mocnych pchnięć i upadków. Oprócz strachu, obudził się w dziewczynie gniew. Podjęła kolejną beznadziejną próbę. Poczuła uderzenie silniejsze niż poprzednie. Drwiący uśmiech na twarzy chłopaka zamienił się w złowrogi grymas.
– Natychmiast przestań, Aleksandrze! – wrzasnęła dziewczyna, nie zastanawiając się nad tym co właśnie powiedziała.
To były pierwsze słowa, które przyszły jej na myśl. Nie miała pojęcia skąd zna imię chłopaka, ale już kiedy je wypowiadała, wiedziała, że należy właśnie do niego. Spojrzał na nią uważnie. Przez jego twarz przemknął grymas zaskoczenia i niedowierzania. Z wściekłym warknięciem rzucił się na leżącą w trawie Julię.
Przygniótł sobą jej ciało do ziemi. Poczuła jego ciężar. Próbowała go od siebie odepchnąć, ale był od niej zdecydowanie większy i silniejszy. Jego ręce znalazły się na jej szyi. Zdążyła wydać z siebie jedynie cichy jęk, kiedy chłopak zaczął ją dusić. Julii brakowało powietrza. Ze wszystkich sił zaczęła okładać go zwiniętymi w pięści dłońmi. Wyraźnie czuła jego twarde ciało. Przestał być jakimś eterycznym bytem. Nie zwracał najmniejszej uwagi na jej uderzenia. Patrzył w błękitne oczy dziewczyny. Na jego twarzy malowała się wściekłość.
Julia powoli zaczynała tracić przytomność. Niejasno zdała sobie sprawę, że jego oczy stały się normalne. Nabrały głębszej, bardziej realnej, bursztynowej barwy. Źrenice przestały być podłużne jak u kota. Były delikatnie rozszerzone, ale okrągłe i zupełnie ludzkie. Zamknęła powieki. Przestała się bronić. Wszystko przestało istnieć. Czuła jedynie ogromny, piekący ból w klatce piersiowej. Potem była już tylko ciemność.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Do Juli powoli zaczęła wracać świadomość. Czuła się cała obolała. Miała wrażenie, że coś nieprzyjemnie zgniata jej płuca. Dotknęła ręką bolącej szyi. Jęknęła cicho. Natychmiast usłyszała jakieś poruszenie. Z trudem otworzyła oczy. Leżała na kanapie, w salonie górskiego domku z bali. Na blacie stołu przysiadł chłopak o bursztynowych oczach. Jego mięśnie były napięte, w każdej chwili gotowy był do działania. Patrzył na nią złowrogo.
– Zanim cię zabiję, powiesz mi, dlaczego to zrobiłaś – oznajmił cichym, groźnym głosem.
Spojrzała na niego przestraszona i zdezorientowana.
– Zrobiłam co? – jęknęła, poniewczasie zdając sobie sprawę, że mówienie sprawia jej jeszcze większy ból.
– Nie udawaj idiotki – syknął. – Przywołałaś mnie tutaj. Po co?
– Nikogo nie wołałam – szepnęła, żeby nie nadwyrężać obolałego gardła – a już na pewno nie ciebie, a nawet byłabym bardzo wdzięczna, gdybyś stąd zniknął.
Przestała się zastanawiać nad dziwaczną sytuacją, z jakiejś przyczyny minął jej też strach. Została tylko konsternacja i wściekłość. Chciała już tylko, żeby dał jej spokój. Miała dosyć tego koszmarnego tygodnia. Zapragnęła znaleźć się w domu.
– Znałaś moje imię – stwierdził groźnie. – Przywołałaś mnie do tego świata. Skąd je znałaś? Jak to zrobiłaś?
– Mam to gdzieś – szepnęła zamykając oczy.
W jednej chwili przyskoczył do niej. Brutalnie podniósł dziewczynę z kanapy i postawił na nogi. Jedną ręką chwycił jej nadgarstek i wykręcił do tyłu. Złapał dziewczynę za włosy i przekręcił, tak że musiała na niego spojrzeć. Kiedy stała, głową sięgała mu ledwo do ramienia, a wcale nie należała do niskich osób.
– Czego ode mnie chcesz? – jęknęła.
– Powiedz mi to co chcę wiedzieć – warknął mocniej wykręcając rękę dziewczyny.
Pisnęła z bólu, w oczach stanęły jej łzy. Wiedziała, że nie ma najmniejszych szans się obronić.
– Kiedy ja do cholery nic nie wiem! Nie mam nawet pojęcia czym ty do licha jesteś! – krzyknęła przypłacając to jeszcze większym bólem gardła.
Chłopak przyciągnął ją do siebie szarpiąc mocno za włosy.
– Kłamiesz – oznajmił groźnym, lodowatym tonem.
– A żebyś sczezł, cholerny upiorze – warknęła, próbując się wyrwać z jego uścisku i marząc jedynie o tym, by to on zwijał się z bólu.
W pewnym momencie uścisk zelżał. Chłopak puścił ją. Odsunął się od niej. Opadł na kolana. Zgiął się w pół. Ramionami objął brzuch. Jęknął z bólu. Zwymiotował.
– Coś ty mi zrobiła? – wyszeptał.
Julia odsunęła się od niego. Patrzyła przerażonym wzrokiem. Potem ominęła klęczącego na podłodze chłopaka i pobiegła prosto do drzwi. Otworzyła je na oścież z zamiarem wybiegnięcia na dwór. Był już wieczór, zaczynało się ściemniać. W ciemnym, odciętym od świata grubymi zasłonami pokoju, nie mogła się zorientować jaka jest pora dnia. Pod domem kłębiło się morze czarnych cieni. Wpatrywały się w nią setki żółtych oczu. Gwałtownie zatrzasnęła drzwi cofając się do środka. Po schodach wbiegła na górę. Drżąc z przerażenia usiadła w kącie na stercie kołder i poduszek, na których spała. Gorące, słone łzy bezradności i strachu spływały po jej bladych policzkach.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Julia nie była pewna ile upłynęło czasu. Kiedy największe poczucie bezradności minęło, zdała sobie sprawę, że nie może tak bezczynnie siedzieć. Musiała coś zrobić. Cokolwiek. Najciszej jak potrafiła wyszła z pokoju. Na palcach zeszła po schodach na pół piętro. Zerknęła na dół. Chłopak siedział skulony, opierając się plecami o drewnianą ścianę. Miał pobladłą, wykrzywioną bólem twarz. Z trudem podniósł przytuloną do ramienia głowę. Spojrzał na dziewczynę.
– Pomórz mi, proszę – wyszeptał.
Mówienie wyraźnie sprawiało mu problem. W jego bursztynowych oczach widziała cierpienie. Powoli zeszła na dół, została jednak przy schodach. Zrobiło jej się żal chłopaka, pamiętała jednak, że jeszcze przed chwilą, chłodnym tonem mówił o tym, że chce ją zabić.
– Co to za stworzenia? – zapytała. – Czemu ciągle tu przychodzą? Są jak duchy, nie mogę ich dotknąć, ale one mogą mnie skrzywdzić – spojrzała na niego uważnie – tak jak ty mogłeś.
Niepewnie pokręcił głową.
– To nie duchy – szepnął. – I niewielu potrafi więcej niż pokazać swój cień w tym świecie.
– Ty potrafiłeś – ni to stwierdziła ni spytała dziewczyna.
Przytaknął.
– Jako jeden z nielicznych – przymknął oczy. – Pomóż mi – poprosił ponownie. – Przyrzekam, że odpowiem na wszystkie twoje pytania.
– A potem mnie zabijesz? – zapytała spokojnym głosem. – Zapomnij. Poza tym nawet gdybym chciała, to nie mam pojęcia jak.
– Masz nade mną władzę. Po tym jak wymówiłaś moje prawdziwe imię stałaś się moją panią. Wystarczy, że odwołasz to co powiedziałaś – oznajmił. Spojrzał na nią poważnym wzrokiem. – Dlatego właśnie powinienem był cię zabić na samym początku, kiedy nie byłaś w stanie się odezwać. Byłbym wolny. Popełniłem niewybaczalny błąd. Płacę za cholerną ciekawość – jęknął.
Julia wahała się dłuższą chwilę. Pomyślała, że najlepiej by było, gdyby chłopak umarł z bólu. Zdawała sobie sprawę, że był cholernie niebezpieczny i podejrzewała, że wykorzysta każdą możliwą okazję, żeby się jej pozbyć. Aleksander jęknął. Położył się na ziemi zwinięty w pozycji embrionalnej. Rękoma osłaniał brzuch.
– Błagam – wyszeptał z trudem.
Dziewczyna zamrugała. Czy to co powiedział, było prawdą? Rzeczywiście mogła go skrzywdzić jedną myślą? Nagle zdała sobie sprawę, ze swojego życzenia. Nie! zaprotestowała gwałtownie. Nie chciała go zabijać i nie miała zamiaru tego robić. Zapragnęła, żeby atakujący chłopaka ból minął. Aleksander łapczywie chwytał powietrze. Usiadł z trudem. Popatrzył na nią z mieszaniną niedowierzania i podziwu.
– Jak to zrobiłaś? – wyszeptał.
– Przecież sam mi powiedziałeś jak… – nie zrozumiała dziewczyna.
Pokręcił głową.
– Nie wypowiedziałaś ani jednego słowa.
– Pomyślałam o tym.
Chłopak zamrugał niedowierzająco oczami.
– To nie wystarczy.
Wzruszyła ramionami.
– Widocznie ty też nie wiesz wszystkiego.
Usiadła na schodach. Aleksander nie ruszył się z podłogi. Patrzył na nią z zainteresowaniem.
– Co jeszcze chcesz wiedzieć? – zapytał zrezygnowanym głosem.
– Dalej nie odpowiedziałeś mi na pytanie co to za stworzenia – stwierdziła. – Czym ty w ogóle do cholery jesteś?
Roześmiał się ponuro.
– Teraz, przez ciebie, jestem człowiekiem. Tak mi się przynajmniej zdaje. Byłem natomiast wyklętym. Częścią granicy między światem żywych i zmarłych.
– Czemu te wszystkie stworzenia są tutaj? Po co tu przyszedłeś.
Wzruszył ramionami.
– Nie wiem. Zazwyczaj nic nas nie łączy z tym światem. Tutaj coś nas wyraźnie przyciągało, więc po prostu byliśmy. Tam nic nie ma – spojrzał na nią poważnie. – Po prostu nic. Żadnych uczuć. Wszystko jest martwe. Nie płynie tam czas, nic się nigdy nie zmienia, nie ma barw, nie ma dźwięków. Zupełnie jakby nic nie istniało. Czasem obserwujemy świat ludzi, ale beznamiętnie bez żadnych emocji. Ot tak po prostu.
Julia nie do końca rozumiała o czym on mówi, uznała jednak, że nie ma to większego znaczenia. Działo się coś dziwnego, co jej w żaden sposób nie dotyczyło. Ona tylko musiała stąd jakoś uciec.
– Dlaczego więc nie pozwoliłeś mi odejść, kiedy próbowałam? Czemu mnie zatrzymywałeś?
Chłopak ponownie wzruszył ramionami.
– Nie wiem. Nie pamiętam. Niewiele pamiętam z tamtego świata. Tylko niewielkie urywki.
Westchnęła.
– A reszta? Czy oni też będą próbowali mnie zatrzymać?
Spojrzał na nią jakby uważał ją za kompletną idiotkę.
– Przecież mówiłem ci, że nie potrafią. To tylko cienie.
– Świetnie, w takim razie wracam do domu – oznajmiła Julia stanowczo. – Jak mogę cię tam z powrotem odesłać? – zapytała wstając ze schodów.
Chłopak zerwał się z podłogi. W jednej chwili znalazł się tuż przy niej. Przygniótł ją sobą do ściany. Chwycił nadgarstki dziewczyny przyciskając je nad jej głową do drewnianych desek. Spojrzał na nią pełnym nienawiści wzrokiem. Jego twarz była tuż przy jej twarzy.
– To już lepiej mnie zabij – syknął.
– Puść mnie – jęknęła cicho. Chłopak posłuchał. – O co ci chodzi?
– Czy ty mnie w ogóle słuchałaś kiedy mówiłem co to za miejsce? – zapytał gniewnie.
Niepewnie skinęła głową.
– Więc chcesz tu zostać?
Przytaknął.
– Świetnie. W takim razie zostań – stwierdziła. – Mam nadzieję, że sobie poradzisz – powiedziała całkiem szczerze. – Ja w każdym razie wracam do domu.
– Ty mnie tu rzeczywiście przywołałaś przypadkiem? – westchnął zrezygnowany. – Nie masz o niczym pojęcia, prawda?
– Co znowu? – jęknęła wyraźnie już zniecierpliwiona.
Chciała wrócić do swojego normalnego, zwyczajnego życia bez żadnych istot rodem z kiepskich horrorów.
– Przywołałaś mnie tu rozkazem, a nie jedynie nadając mi imię. Łączy nas coś w rodzaju magicznej pępowiny. – W głosie chłopaka pobrzmiewała gorycz. – Nie mogę od ciebie odejść. Przykro mi. Jesteśmy na siebie skazani.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Poranek zapowiadał się chłodny. Na dworze mżyło. Julia siedziała skulona na brązowej kanapie przed wygaszonym kominkiem. Aleksander rozsiadł się na drewnianych schodach. Przyjrzał się uważnie dziewczynie. Długie, jasne włosy miała splecione w dobierany warkocz. Głębokie, niebieskie oczy patrzyły bystro przed siebie. Zauważył, że były pełne determinacji. Chłopak czekał niecierpliwie na decyzję dziewczyny. Jedno wiedział na pewno. Nigdy więcej nie chciał tam wracać. Jeżeli będzie musiał, to ją zabije, chociaż teraz wiedział, że wcale nie będzie to takie łatwe. Sam nie miał pojęcia co go tknęło, żeby oszczędzić ją wtedy na polanie. Może była to zwykła głupia ciekawość. Cały gniew opadł z niego, kiedy tylko przestała się bronić. Zwyczajnie nie potrafił jej zabić. W myślach przeklinał się za tę beznadziejną ludzką słabość. Wszystko schrzanił. Pozostawało mu jedynie mieć nadzieję, że dziewczyna mówi prawdę. Gdyby jednak była wiedźmą i przywołała go specjalnie, po co niby miałaby kłamać? Postanowił więc zaryzykować.
– I co, doszłaś do jakichś wniosków, mała? – zapytał w końcu zniecierpliwiony czekaniem, umyślnie prowokując dziewczynę.
– Nie nazywaj mnie tak – warknęła obrzucając go gniewnym spojrzeniem. – Mam imię, wiesz?
– Świetnie – oznajmił – tyle, że go do tej pory nie poznałem.
– Jestem Julia – powiedziała.
Teraz znacznie mocniej poczuł łączącą ich więź. Uśmiechnął się szeroko.
– Jesteś również idiotką, Julio – powiedział powoli podchodząc do niej. Spojrzała na niego pytająco, spłoszonym sarnim wzrokiem. – Nigdy, przenigdy nie przedstawiaj się nikomu swoim prawdziwym imieniem – oznajmił cicho. – Teraz nie tylko ty masz nade mną władzę. Należymy do siebie – powiedział, a w kącikach jego ust pojawił się drwiący uśmieszek.
Zdziwił się, kiedy dziewczyna zbyła go wzruszając ramionami.
– Nie chcę żadnej władzy – stwierdziła zwyczajnym, spokojnym tonem. – Mam to wszystko gdzieś. Dopóki nie próbujesz mnie zabić, jest w porządku.
Aleks był pewien, że dziewczyna mówi zupełnie poważnie. W ogóle nie przejęła się tym, co jej powiedział. Zwyczajnie przyjęła to do wiadomości. Nie potrafił zrozumieć jej toku myślenia.
– Więc co zrobimy? – spytał wzdychając cierpiętniczo.
– Na początek weźmiesz prysznic – oznajmiła nieznoszącym sprzeciwu tonem – potem znajdziemy ci jakieś ubrania. Nie możesz przecież tak chodzić. A jeszcze potem się stąd wyniesiemy. Wracam do domu.
– Nie – stwierdził chłopak.
– Co nie? – westchnęła. – Nie planujesz się umyć czy ubrać?
Obrzucił ją ponurym spojrzeniem. Z jego twarzy zniknął drwiący uśmieszek.
– To akurat planuję – oznajmił. – Tyle, że zostajemy tutaj, przynajmniej przez jakiś czas. Nic tu nie ma, więc zdążę się nauczyć wszystkiego co potrzebne. Jak długo planowałaś tu być?
– Do końca września, czyli jeszcze jakieś półtora miesiąca. Co masz na myśli mówiąc „nauczyć”? – zapytała dziewczyna.
– Nie jestem pewien czy wiem wszystko co muszę o tym świecie. Nie chcę rzucać się w oczy już na samym początku. Wiem, że tu wcale nie jest bezpiecznie.
– Czego chcesz się uczyć? – spytała zrezygnowana.
– Wszystkiego – oznajmił z szerokim uśmiechem.
– A co z cieniami? Nie zostanę tu w ich obecności. Przerażają mnie.
– Zostaw to mnie – stwierdził wzruszając ramionami.