Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Aleks wyszedł spod prysznica, owinięty białym ręcznikiem. Długie, sięgające do ramion, ciemne włosy chłopaka, czyste prezentowały się o niebo lepiej. Julia w międzyczasie wyszukała dla niego w szafie jakieś ubrania. Obawiała się, że to, co zostawił tutaj mąż jej siostry, ani trochę nie będzie pasowało na Aleksa. Wskazała mu wiszące na poręczy fotela bojówki khaki i czarną koszulkę. Wziął je ze sobą i przebrał się w łazience. Spodnie były zdecydowanie za szerokie i za krótkie, dlatego chłopak podwinął nogawki i zawiązał je nad kolanami, koszulka mimo, że szeroka, prezentowała się znacznie lepiej.

    – Zadowolona? – spytał wychodząc.

    – Musimy ci kupić jakieś ubranie – stwierdziła wzruszając ramionami. – No i mógłbyś się ogolić, ale nie myśl, że się stąd ruszę dopóki one tam są – wzdrygnęła się dziewczyna.

    Aleks westchnął. Podrapał się po zarośniętym policzku. Tam skąd pochodził nic się nigdy nie zmieniało, a więc i rosnące włosy były dla niego nowością. Znał ludzki świat, jedynie z obserwacji i jakiejś dziwnej, zakorzenionej w nim wiedzy. Był na przykład pewien, że potrafi prowadzić samochód, wiedział też co go interesuje i czego chciałby spróbować, miał jednak pewność, że nigdy dotąd tego nie robił. Sam nie bardzo zdawał sobie sprawę na czym to polega, więc nie miał ochoty tłumaczyć tego dziewczynie. Postanowił to przemilczeć.

    – Dobrze, załatwmy to, ale najpierw mam do ciebie prośbę. Zanim je przegonimy, sprowadź tu mojego wilka – wyłożył Julii nurtującą go sprawę.

    – Twojego co? – zapytała głupio dziewczyna.

    Chłopak popatrzył na nią jak na idiotkę.

    – W I L K A – powiedział wolno literując słowo.

    – Nie ma mowy – dziewczyna pokręciła głową. – Zapomnij. 

    Aleks spochmurniał. W jednej chwili znalazł się przy Julii. Zdawał sobie sprawę, że w dalszym ciągu jest szybszy od jakiegokolwiek człowieka, był też przekonany, że jest znacznie silniejszy. Odsunęła się od niego aż pod same okno. Znowu do niej podszedł.

    – Zrobisz to – wycedził – albo naprawdę nie będzie przyjemnie.

    Jej spojrzenie zmieniło się natychmiast. Nie wyglądała już jak przestraszona sarenka. W jej oczach pojawiły się groźne błyski. Zobaczył w nich gniew.

    – Sam go sobie sprowadź dupku – warknęła. – I tylko spróbuj mnie dotknąć, a to ty będziesz żałował.

    Aleks w jednej chwili zrozumiał, że przyjął złą taktykę. Naburmuszony odsunął się od dziewczyny. Julia minęła go bez słowa i wyszła na dwór, w słoneczny, rześki poranek. Chłopak chcąc nie chcąc smętnie powlókł się za nią.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Na dworze jasno świeciło słońce. Wiał delikatny, chłodny wietrzyk. Julia stała na ganku rozglądając się po podwórku. Aleks niedbale oparł się o framugę drzwi. Od niechcenia spoglądał na dziewczynę.

    – Długo tak jeszcze będziemy czekać? – zapytał niecierpliwie.

    – Tyle ile będzie trzeba – odpowiedziała.

    – Coś ty w ogóle wymyśliła? – mruknął ponuro.

    – Zobaczysz.

    Zza węgła domu posapując wybiegł mały, kremowy piesek. Radośnie zaczął merdać ogonem. Julia przykucnęła. 

    – Spike – zawołała wyciągając do niego ręce. 

    Mops natychmiast podbiegł do niej. Polizał jej dłonie. Przednimi łapkami wspiął się na kolana. Spojrzał na dziewczynę czarnymi, jak węgielki oczami. Nagle poczuła na sobie czyjeś ręce. Ktoś podniósł ją do góry z desek na których klęczała. Teraz patrzyła prosto w rozwścieczoną twarz pochylającego się nad nią Aleksa.

    – Masz więcej szczęścia niż rozumu, kretynko! – warknął. – Nigdy więcej tego nie rób.

    – O co ci chodzi? – zapytała próbując go od siebie odepchnąć.

    Tym razem jednak nie odpuścił.

    – Nie masz pojęcia o istotach żyjących w tamtym świecie – syknął. – Ślepo wkraczasz w coś, czego zupełnie nie znasz i nie rozumiesz. Biały, niepozorny króliczek z łatwością może ci przegryźć gardło, nie mówiąc już o groźniejszych demonach. Czy ty kiedykolwiek zastanawiasz się nad tym co robisz?

    Julia przełknęła ślinę. Wiedziała, że chłopak ma rację, nie miała jednak zamiaru pozwolić mu na rozstawianie jej po kątach. Wzruszyła ramionami.

    – To tylko psiak – powiedziała spokojnie.

    Spojrzał na nią groźnie.

    – Nie lekceważ tego, co ci mówię – warknął mocniej ściskając ramiona dziewczyny.

    – Puść mnie – krzyknęła natychmiast, a kręcący się u ich nóg Spike warknął ostrzegawczo.

    Aleks odsunął się odrobinę. Julia ukucnęła, żeby uspokoić mopsa. 

    – Skoro to „tylko pies” – powiedział powoli chłopak – to przywołaj tu mojego „tylko wilka”.

    Spojrzała na niego odrobinę niepewnie.

    – Sam przed chwilą powiedziałeś, że to nie jest bezpieczne i nie było dobrym pomysłem.

    Skinął głową.

    – To jest cholernie niebezpieczne, jeżeli nie masz pojęcia co tu przywołujesz. Ja wiem, czym on jest. Wystarczy, że nadasz mu imię.

    Dziewczyna wstała. Pokręciła głową.

    – Nie Aleks, nie zrobię tego. 

    Zrezygnowany chłopak opuścił ramiona.

    – Proszę – powiedział cicho, nie patrząc na Julię. – To moja przyjaciółka. Nie mogę jej tam zostawić.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Aleks szedł boso poboczem żwirowej drogi. Julia smętnie dreptała obok. Ciągle bolały ją siniaki, które zostały na jej ciele po beznadziejnej walce z chłopakiem. Nie miała pojęcia czemu ustąpiła Aleksowi. Uważała, że to naprawdę zły pomysł. Bała się. Jednak zdała sobie sprawę, że już przy pierwszym spotkaniu z wilkiem, a raczej wilczycą, znała imię zwierzęcia. Przypomniała sobie wszystko o czym opowiadał jej w nocy Aleks. W głowie kiełkował jej prostu, podstępny plan.

    Zeszli na sam dół drogi, aż do szosy. Chłopak rozejrzał się zaniepokojony. Ciemne kosmyki opadały mu niesfornie na twarz, zakrywając bursztynowe oczy.

    – Powinna gdzieś tu być – stwierdził – kazałem pilnować jej drogi.

    – Super – powiedziała sarkastycznie dziewczyna schodząc jeszcze odrobinę niżej.

    Z krzaków wyłoniła się ciemna sylwetka. Złowrogo błysnęły złote oczy. Julia usłyszała ciche, gardłowe warknięcie. 

    – O jest – Aleks uśmiechnął się szeroko. – Grzeczna dziewczynka, czeka tam, gdzie ją zostawiłem.

    Julia skonsternowana pokręciła głową. Wilk jako zwierzątko domowe wydawał jej się rzeczą zwyczajnie absurdalną, zresztą jak wszystkie inne wydarzenia ostatniego tygodnia.

    – Mara, chodź do mnie – zawołała pewnym głosem. 

    Wilczyca przez chwilę stała zaskoczona. Dziewczyna spojrzała w jej szare, groźne oczy. Zwierze skoczyło. Jednym susem pokonało dzielącą ich odległość. Przewróciło stojącego w pobliżu Aleksa, na ziemię. Julia cofnęła się przestraszona. Nagle usłyszała wydobywający się spod zmierzwionego futra zduszony śmiech.

    – Przestań już – wydusił z siebie chłopak – wystarczy. 

    Wilczyca posłusznie zeszła z Aleksa, nie przestając jednak lizać go po twarzy dopóki nie usiadł. Potem, na tylnych łapach, przysiadła tuż obok niego, dopiero teraz z zainteresowaniem przyglądając się Julii. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Wieczór był mżysty i chłodny. Zapowiadała się deszczowa, zimna noc. Julia i Aleks stali na balkonie drewnianego domku. Słońce znikało za horyzontem. Powoli zaczynało się ściemniać. Dziewczyna wzdrygnęła się mimowolnie, kiedy ujrzała wyłaniające się z lasu, ciemne sylwetki. Co jakiś czas w mroku ukazywały się świecące, żółte oczy. 

    Stworzenia podchodziły coraz bliżej. Było ich coraz więcej. Aleks stanął tuż za dziewczyną. Prawie podskoczyła gdy do niej podszedł. Roześmiał się, rozbawiony jej strachem. 

    – Czego się boisz, mała? – spytał. – Przecież to tylko cienie. 

    – Ładne mi cienie – powiedziała patrząc na niego z niechęcią – jeden mnie omal co nie udusił. W dalszym ciągu nie mam pewności, czy przy pierwszej, lepszej okazji nie spróbuje mnie zabić. Poza tym miałeś mnie tak nie nazywać – burknęła.

    Aleks uśmiechnął się do niej przekornie.

    – Uznałem, że możesz mi się jeszcze przydać – stwierdził ignorując jej uszczypliwość. – Pamiętasz co masz zrobić? 

    Upiorne postacie podchodziły coraz bliżej. Teraz były już prawie pod samym domem. Dziewczyna niepewnie skinęła głową. Stanęła dumnie wyprostowana. Nie chciała jeszcze bardziej pokazywać przy Aleksie swojego strachu. Skupiła się na nadchodzących upiorach. Tak jak kazał jej chłopak, myślała tylko o nich i o tym, żeby zniknęły.

    – Wynoście się z mojego domu – powiedziała pewnym, stanowczym tonem, pragnąc tego z całego serca.

    Cienie zadrżały. Od domu, w ich kierunku popłynęło coś przypominającego falę drgającego powietrza, zupełnie taką, jaka tworzy się nad ogniskiem, w miejscu gdzie żar styka się z chłodem. Julia poczuła zawroty głowy. Zrobiło jej się słabo. Powoli zaczęła osuwać się na ziemię. Aleks nie pozwolił jej upaść. Chwycił dziewczynę w ramiona. Ostatni raz spojrzała na jego zadowoloną, pełną satysfakcji minę, po czym osunęła się w ciemność.

    Chłopak roześmiał się, wyraźnie z czegoś zadowolony. Z niedowierzaniem pokręcił głową. Wziął Julię na ręce.

    – Idiotka – mruknął. – Masz głuptasie więcej szczęścia niż rozumu – powiedział cicho, zwracając się do nieprzytomnej dziewczyny. – Gdyby na moim miejscu był ktoś inny, już dawno byś nie żyła. Mała, przepełniona ufnością dziewczynka – westchnął. – Będzie się trzeba tobą dobrze zaopiekować, bo sama sobie na pewno nie poradzisz.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Minęło już południe, gdy Julia się wreszcie obudziła. Mimo to, w ogóle nie czuła się wypoczęta. Bolały ją wszystkie mięśnie i całe posiniaczone ciało, a do tego jeszcze czuła się wykończona psychicznie, jej umysł zasnuwała dziwna, biała mgiełka. Zaraz po przebudzeniu, miała nadzieję, że wszystko to było po prostu jakimś koszmarnym snem, ale ból prawie natychmiast sprowadził ją do rzeczywistości.

    Niewiele pamiętała z wydarzeń poprzedniego wieczora. Nie była pewna w jaki sposób znalazła się na swoim własnym materacu, na którym zwykła sypiać ostatnimi tygodniami. Niejasno kojarzyła co się stało. Jedyne co zostało jej w pamięci, to pełen satysfakcji, koci uśmiech Aleksa. 

    Zdała sobie sprawę, że spała w ubraniu. Zabrała ze sobą czyste rzeczy i poszła do łazienki. Wzięła szybki prysznic, mając nadzieję, że woda pomoże jej odpędzić to paskudne, ciążące jej zmęczenie. Nic to jednak nie dało. Ruszała się powoli i niepewnie. Przytępione zmysły nie pozwalały jej się skupić. Ubrała się i zerknęła do lustra. Mokre włosy opadały jej na plecy jasną kaskadą. Szyję szpeciły paskudne, fioletowe siniaki. Przyjrzała im się, z trudem przełykając ślinę. Zdawała sobie sprawę, że poprzedniego dnia otarła się o śmierć. Ciągle zastanawiała się nad tym z jakiego powodu chłopak postanowił jej nie zabijać. Wiedziała też, że w dalszym ciągu grozi jej niebezpieczeństwo.

    W pewnym momencie do jej własnego odbicia w lustrze dołączyło odbicie Aleksa. Nie usłyszała najcichszego szmeru, informującego o tym, że chłopak wchodzi do łazienki. Popatrzyła na niego zaniepokojona. Spojrzał na nią, a w jego oczach było widać szczery smutek. Delikatnie, opuszkami palców, dotknął posiniaczonej szyi Julii.

    – Przepraszam za to – mruknął smętnie, a w jego głosie słychać było prawdziwą skruchę.

    Dziewczyna niepewnie skinęła głową. Milczała, bo nie miała pojęcia, co powinna mu odpowiedzieć.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Julii kręciło się w głowie. Była tak osłabiona, że bała się zejść po schodach. Aleks przeklinał się w duchu, za to, że chyba jednak odrobinę przesadził. Przyrzekł sobie w myślach, że nie będzie na niej więcej eksperymentował. Wiedział jednak, że to nie do końca jego wina. W najśmielszych marzeniach nie spodziewał się, że dziewczyna dysponuje tak wielką mocą. Cieszył się, że nie zdaje sobie z tego sprawy, bo w takim wypadku mogłaby być niebezpieczna również dla niego. Niestety im większa moc, tym większe osłabienie organizmu i zmęczenie po jej użyciu. 

    W pewnym momencie dziewczyna potknęła się o własne nogi i niechybnie byłaby spadła ze schodów, gdyby Aleks błyskawicznie nie złapał jej w pasie. Poczucie winy ukrył pod ironicznym uśmiechem.

    – Uważaj jak chodzisz – powiedział rozbawiony. 

    – Przepraszam – odparła – paskudnie się dzisiaj czuję.

    Sprowadził Julię na dół, cały czas stanowczo obejmując dziewczynę ramieniem. Posadził ją na kanapie w salonie, a sam zniknął w niewielkiej kuchni. Po chwili pojawił się z parującym kubkiem w dłoni.

    – Wypij to – rozkazał nieznoszącym sprzeciwu tonem, podając jej napój.

    Julia spojrzała nieufnie na pachnącą ziołami ciecz.

    – Co to takiego? – spytała niepewnie.

    Westchnął teatralnie.

    – Czy musisz zadawać tyle pytań? Po prostu to wypij.

    Dziewczyna wzruszyła ramionami. Usiadła wygodnie i małymi łyczkami zaczęła sączyć słodkawą, gorącą ciecz. Zdziwiła się, gdy dosłownie po kilku łykach poczuła się znacznie lepiej. Obrzuciła Aleksa zaskoczonym spojrzeniem. Uśmiechnął się do niej przekornie.

    – Czasem będziesz musiała mi zaufać – oznajmił. – Zjesz coś? Bo ja umieram z głodu.

    – Nie wiem czy coś jadalnego jest w domu – stwierdziła cicho, odrobinę zawstydzona. – Pewnie będą musiały nam wystarczyć płatki. I tak powinniśmy ci kupić jakieś ubranie, przede wszystkim buty – powiedziała patrząc na bose stopy chłopaka –  więc przy okazji zajmiemy się zaopatrzeniem lodówki.

    – Mogą być płatki – powiedział rozbawiony i zniknął w kuchni.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Wycieczka do sklepu była, delikatnie mówiąc, dziwnym przeżyciem. Aleks uparł się, że pójdzie z Julią, a dziewczyna nie miała siły protestować. Chłopak z zainteresowaniem przyglądał się nie tylko całej okolicy i mijanym budynkom, ale także i ludziom. Były to spojrzenia bezpośrednie i obcesowe. Purpurowi na twarzach turyści odwracali wzrok przechodząc obok nich szybkim krokiem. Sam swoją osobą też nie wywoływał najlepszego wrażenia, przywodził na myśl dziwnego hipisa. Za szerokie i zbyt krótkie ubranie, sięgające ramion ciemne, rozpuszczone włosy i przede wszystkim bose stopy chłopaka przyciągały do nich zdumione, niechętne spojrzenia, a kilkakrotnie powodowały nawet, że mijający ich ludzie uciekali na drugą stronę ulicy. Julię zamiast denerwować, sytuacja ta zaczynała coraz bardziej bawić. W końcu Aleks nie wytrzymał.

    – Z czego tak się cieszysz? – spytał ponuro.

    – Rzeczywiście musisz się sporo nauczyć o tym świecie – stwierdziła jedynie zagadkowo.

    Wspólnie weszli do wielobranżowego sklepu. Aleksowi było wszystko jedno, co będzie miał na sobie, byleby było to wygodne. W końcu stanęło na bojówkach khaki, tym razem jednak we właściwym rozmiarze, kilku bawełnianych koszulkach, skarpetkach i vansach. Chłopak zdziwił się jedynie w momencie, kiedy związała mu frotką włosy. Nie mógł zrozumieć po co to robi, a ona nie potrafiła mu wytłumaczyć, dlaczego tak będzie lepiej. W końcu jednak niechętnie ustąpił. Julia kupiła też trochę produktów spożywczych i jedzenie dla psów, a raczej jednego psa i wilka. Aleks spojrzał na nią lekko zaskoczony, gdy wręczyła mu do niesienia dwie ciężkie reklamówki, nie protestował jednak. Krętą szosą, z małego miasteczka, ruszyli do domu. 

    Zna przeciwka, od strony pola namiotowego, do którego prowadził żółty szlak, nadchodziła grupa ludzi. Mimo wczesnej pory byli już wyraźnie wstawieni. Kiedy ich mijali, w stronę Juli posypały się niedwuznaczne komentarze. Dziewczyna zignorowała to chcąc iść dalej. Bursztynowe oczy Aleksa pociemniały. Zatrzymał się, stając na drodze podpitym chłopakom. Grupa liczyła sobie czterech postawnych młodzieńców i dwie dziewczyny w kusych spódniczkach, które odsunęły się na bok, wyraźnie zadowolone z tego, że coś się będzie działo. Obrzuciły Julię pogardliwymi spojrzeniami, chociaż na Aleksa patrzyły z pewnym podziwem i zainteresowaniem.

    – Powtórz to co powiedziałeś – odezwał się Aleks lodowato zimnym tonem do barczystego blondyna, który wyglądał na największego awanturnika w grupie.

    – Podoba mi się twoja laska – odpowiedział tamten hardo, mając za sobą jeszcze trzech kumpli – i najwyraźniej się z tobą nudzi. Ma całkiem zgrabny tyłek.

    Aleks nie zamierzał z nim dyskutować. Cios spadł na blondyna z niesamowitą szybkością i precyzją, rozkwaszając mu nos. Tamten, zszokowany i lekko ogłuszony, zatoczył się do tyłu na własnych kumpli. Julia patrzyła zatrwożonym wzrokiem. Nie bała się o Aleksa, tylko tego, co chłopak mógł zrobić tamtym. Ponieważ stała tuż za nim, złapała go z tyłu za łokieć. Odwrócił się zaskoczony w jej stronę. Spojrzała mu w oczy.

    – Aleks, chodźmy stąd – poprosiła cicho. – Teraz – dodała odrobinę ostrzejszym tonem.

    Chłopak obdarzył ją ponurą miną, ale posłuchał. Wzruszył ramionami i bez słowa wyminął zaskoczoną grupę. Dwie, obserwujące go dziewczyny, patrzyły teraz z niekłamanym zachwytem uśmiechając się do Aleksa zalotnie. Julia, nie patrząc na nie, poszła za chłopakiem błagając w duchu, żeby tamci nie otrząsnęli się i nie ruszyli za nimi. Aleks milczał przez całą drogę. Odezwał się dopiero przed samym domem.

    – Dlaczego nie pozwoliłaś mi się nimi zająć? Nie wyglądali na takich, którzy mogliby mieć pokojowe zamiary – powiedział nieprzyjaznym tonem, wyraźnie zły na dziewczynę. – Uważasz, że nie dałbym rady? – spytał kpiąco.

    Nie zostawiając dziewczynie czasu na odpowiedź wszedł do drewnianego domku trzaskając drzwiami. Julia westchnęła ciężko. Mimo, że znała Aleksa bardzo krótki czas, z jakiegoś powodu spodziewała się, że tak właśnie będzie.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Po południu Julia usiadła przed domem, na drewnianych schodkach ganku. Karmiła Spika posmarowanym smalcem chlebem. Z zadowoleniem przyglądała się jak mops radośnie czeka na każdy kolejny kawałek. Zauważyła wilczycę nieufnie czającą się przy drzwiach. Niepewnie wyciągnęła rękę i położyła jedną z takich porcji jak najdalej od siebie. Mara podeszła, nie spuszczając ani na moment wzroku z dziewczyny. Chwyciła przeznaczony dla niej kawałek chleba i natychmiast wróciła z nim na poprzednie miejsce. Kiedy zjadła, Julia podsunęła jej następny, tym razem kładąc go odrobinę bliżej siebie. Powtórzyła tą czynność jeszcze kilkakrotnie, aż w końcu osiągnęła zamierzony efekt. Wilczyca podeszła na tyle blisko, żeby wziąć chleb bezpośrednio z ręki dziewczyny.

    – Polubisz mnie, prawda? – zapytała Mary. 

    W odpowiedzi zwierzę odwróciło się do niej zadem i wróciło na swoje miejsce pod drzwiami. Julia westchnęła. Nie zamierzała się tak łatwo poddawać. Z drugiej strony domu rozległ się jakiś hałas. Dziewczyna, zaciekawiona, poszła sprawdzić co się dzieje. Zastała niecodzienny widok. Aleks, bez koszulki, za to z siekierą w dłoniach rąbał drewno. Jego opalone ciało lśniło w słońcu. Wyrobione, twarde mięśnie pracowały pod skórą. Julia przez chwilę zagapiła się na niego, nie mogąc wyksztusić z siebie ani słowa, potem jednak ocknęła się, napominając się w duchu kim on jest i jak bardzo jej działa na nerwy.

    – Po co to robisz? – spytała zaciekawiona.

    Obrzucił ją pogardliwym spojrzeniem. W dalszym ciągu był na nią wściekły.

    – Dzisiaj mi jeszcze za to podziękujesz – odpowiedział tylko nic nie wyjaśniając.

    – Aleks… mamy sierpień… ugotujemy się, jeżeli rozpalimy w kominku – powiedziała Julia z lekką nutką rozbawienia w głosie.

    Chłopak tylko wzruszył ramionami i pokręcił z politowaniem głową. Wyraźnie nie zamierzał nic więcej powiedzieć.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Wieczorem znowu rozpętała się burza. Tym razem była to istna nawałnica. Woda strumieniami spływała po stromym zboczu góry, na którym postawiony był domek. Julia siedziała w rozciągniętej bluzie z kapturem, jedynej ciepłej rzeczy jaką ze sobą zabrała. Przykryła się kocem, a mimo to i tak drżała z zimna. Nie mogła uwierzyć, że w sierpniu na dworze może być aż tak chłodno, a przecież dzień był gorący i parny. Jedynym jasnym punkcikiem było to, że pod domkiem nie pojawiły się cienie. Od poprzedniego wieczora nie widziała ani jednej pary żółtych, kocich oczu.

    – Może rozpalić w kominku? – zadrwił Aleks wchodząc do pokoju z naręczem drewna.

    Zaraz za chłopakiem dreptała wilczyca i co zdziwiło dziewczynę, również Spike. Julia przyjrzała się uważnie Aleksowi. 

    – Skąd wiedziałeś, że będzie tak zimno? – spytała zaciekawiona.

    – Już ci mówiłem mała, że czasem będziesz musiała mi po prostu zaufać – odparł rozbawiony.

    – Ty mi też – odgryzła się natychmiast.

    – A niby to w jakiej sprawie? – spytał układając drewno w kominku.

    – Dalej jesteś na mnie obrażony za to, że nie pozwoliłam ci się dzisiaj bić, prawda?

    Skinął głową.

    – Owszem, jestem.

    – Gdybyś przypadkiem zabił któregoś z tych chłopaków, Aleks, pojawiłaby się policja. Oni mają broń. Nie ważne jak szybki i silny jesteś i tak nie mógłbyś ze wszystkimi walczyć.

    Odwrócił się w jej stronę. Uśmiechnął się do dziewczyny. Tym razem jednak jego uśmiech nie był drwiący.

    – Więc nie uznałaś, że nie dam rady? – spytał.

    Julia przecząco pokręciła głową. Aleks rozpalił w kominku i podszedł do dziewczyny. Usiadł przy niej na kanapie, a dziwnie dobrana para psów położyła się u jego stóp. Chłopak wsunął się pod dzielący ich koc i objął dziewczynę ramieniem. 

    – Nie gniewasz się już? – spytała odrobinę zaskoczona Julia.

    – Nie – odpowiedział patrząc na nią bystrym spojrzeniem niezwykłych, bursztynowych oczu.

    Jego ręka powędrowała niżej, wsuwając się pod bluzę dziewczyny. Dłonią przesunął po jej plecach. Julia gwałtownie zerwała się z kanapy. Spojrzał na nią pytająco.

    – Pójdę nam zrobić herbaty – odpowiedziała tylko i chwilę później zniknęła w niewielkiej kuchni.

    Dziewczyna oparła się dłońmi o kuchenny blat. Jej serce biło jak oszalałe. Co on sobie do diabła myśli?! Za wszelką cenę próbowała się uspokoić. Gdyby chociaż tak jej nie pociągał! Musiała przyznać przed samą sobą, że Aleks wywiera na niej piorunujące wrażenie.

    – Czemu przede mną uciekasz? – zapytał chłopak stając w drzwiach.

     Na jego twarz powrócił irytujący Julię, drwiący uśmieszek. Kiedy nic nie odpowiedziała, podszedł do niej i objął ją od tyłu ramionami. Odgarnął na bok jasne, długie włosy i pocałował jej szyję. Z jego gardła wydobyło się cichutkie, kocie mruknięcie.

    – Zostaw mnie – jęknęła dziewczyna, z trudem zmuszając się do wydobycia z siebie głosu.

    – Nie – wyszeptał jej do ucha, miękkim, aksamitnym głosem.

    Przytrzymał ją przy sobie stanowczo, kiedy chciała się od niego odsunąć. Wziął ją na ręce i zaniósł z powrotem na kanapę. Delikatnie położył dziewczynę, a chwilę później znalazł się nad nią. Próbowała wstać. Nie pozwolił jej na to.

    – Aleks, puść mnie – wyszeptała rozpaczliwie.

    – Nie – odpowiedział wyraźnie coraz bardziej rozbawiony.

    Pocałował ją w usta.

    – Czemu to robisz? – spytała cicho, kiedy oderwał się od niej na chwilę.

    – Mówiłem ci już przecież – zdziwił się chłopak. – Należymy do siebie. Poza tym tego chcesz, czyż nie? – Julia przecząco pokręciła głową. – Tak? – zapytał drwiącym głosem. – W takim razie po prostu każ mi przestać. Widziałaś już na własne oczy, że nie mogę cię nie posłuchać. Aha, tylko pamiętaj, że musisz naprawdę tak myśleć – uśmiechnął się cierpko. – Inaczej nie zadziała.

    Znów ją pocałował.

    – Aleks… – wyszeptała błagalnie.

    Chłopak roześmiał się. Z politowaniem pokręcił głową. Wstał.

    – Nie możesz mi rozkazać, prawda? – spytał z drwiną w głosie. – Dobranoc maleńka.

    Odwrócił się z ciągle rozbawioną miną i zniknął na prowadzących w górę schodach. Psy leniwie wstały z podłogi i podreptały jego śladem. Julia leżała próbując uspokoić oddech. Jej serce trzepotało się w piersi jak oszalałe. Przymknęła oczy zastanawiając się nad tym, co się właściwie przed chwilą stało. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Następnego dnia Aleks zachowywał się zupełnie normalnie, tak, jakby poprzedniego wieczora nic między nim, a Julią nie zaszło. Dziewczynę natomiast drażnił sam widok chłopaka. Niespokojnie kręciła się po domu, nie bardzo wiedząc co ze sobą począć. W końcu usiadła na materacu, w swojej sypialni, z zamiarem poczytania czegoś. Pierwszą stronę książki musiała przeczytać kilkakrotnie, żeby jej treść do niej dotarła. Zła na siebie, a jeszcze bardziej na Aleksa rzuciła książkę na materac i wyszła z pokoju. Zeszła na dół zrobić sobie coś do jedzenia. Od rana padało, więc nie było mowy o żadnym spacerze, czego dziewczyna bardzo żałowała. W kuchni zastała klęczącego przed lodówką chłopaka.

    – Czemu tu nie ma nic do jedzenia? – jęknął, kiedy weszła do kuchni.

    Julia wzruszyła ramionami.

    – Jak jesteś głodny, to zrób sobie kanapkę – odparła po prostu.

    – Kiedy nie ma z czym… – odpowiedział głosem cierpiętnika. – Czemu nie kupiliśmy żadnego mięsa?

    – Aleks i tak ledwo nam starczy na jedzenie do końca września, a ty wcale mało nie jesz. Dlatego kupuję to co jest najtańsze, to znaczy w tym wypadku są to płatki, warzywa i serek topiony.

    Chłopak zamrugał zaskoczony, wyglądało na to, że ten problem w ogóle nie przyszedł mu do głowy.

    – To niech już będzie ten serek – westchnął teatralnie w odpowiedzi wyjmując go z lodówki i kładąc na kuchennym blacie.

    Julia tylko pokręciła głową, pokroiła chleb i sprawnie zaczęła smarować kanapki. Wyglądało na to, że życie w pobliżu Aleksa nie będzie usłane różami, a wręcz przeciwnie, zapowiadało się być istną udręką.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Kiedy Julia obudziła się rano, dom był zupełnie pusty. Nie było Aleksa, brakowało też Mary, a nawet Spika. Zdziwiła się, jak bardzo w ciągu tygodnia przyzwyczaiła się do ich stałej obecności. Ponieważ na dworze wreszcie pokazało się słońce uznała, że cała trójka musiała wyjść na spacer. Nie przejęła się tym za bardzo. Wreszcie miała czas, który mogła poświęcić na pisanie, a teraz zdecydowanie tematów miała pod dostatkiem.

    Aleks, z dwoma psami, wrócił dopiero późnym popołudniem. Był czymś koszmarnie umazany, ale jak zwykle, bardzo zadowolony z siebie. Nie opowiedział dziewczynie co robił, a ona nie miała zamiaru pytać.

    Następnego dnia znowu zniknął, ale tym razem zostawił psy. Julia postanowiła wykorzystać okazję i ze wszystkich sił starała się oswoić wilczycę, a to przekupując jakimś smakołykiem, a to bawiąc się z obydwoma psami. Już po pierwszej godzinie zauważyła, że Mara stała się w stosunku do niej bardziej przyjazna i ufna. Kiedy, zadowolona, zdała sobie sprawę, że jej praca nie idzie na marne, zdwoiła wysiłki próbując coraz gorliwiej zaprzyjaźnić się z wilczycą.

    Kiedy Aleks wrócił do domu z niedowierzaniem wytrzeszczył oczy. Julia siedziała na kanapie, a tuż u jej boku, z głową na kolanach dziewczyny leżała Mara. Wilczyca, gdy go zobaczyła, podniosła jedynie łeb, zamerdała ogonem i wróciła na swoją poprzednią pozycję.

    – Jak tyś to zrobiła? – spytał chłopak niedowierzająco.

    Julia jedynie uśmiechnęła się do niego w odpowiedzi. Jego zaskoczona mina była warta całego zachodu, jaki włożyła w oswajanie wilczycy. Mimo, że w dalszym ciągu była obrażona na Aleksa, kiedy chłopak śmiał się i żartował, zwyczajnie nie potrafiła się na niego gniewać. 

    Chłopak znikał gdzieś przez cały kolejny tydzień. Nie było go całymi dniami, wieczory jednak spędzali wspólnie. Julia naprawdę dobrze się bawiła w towarzystwie Aleksa. Zdziwiła się, kiedy zdała sobie sprawę, że codziennie z tęsknotą wyczekuje powrotu chłopaka. Coraz bardziej zaczęło zastanawiać ją gdzie on właściwie tak całymi dniami znika, zwłaszcza, że nie brał ze sobą wilczycy.

    Wrzesień rozpoczął się ciepło i słonecznie. Julia żałowała odchodzącego lata. Martwiła się, co zrobi z Aleksem, kiedy przyjdzie czas powrotu do domu. Była studentką dziennikarstwa na drugim roku, mieszkała w wynajętym mieszkaniu, miała kilkoro współlokatorów. Nie chciała, żeby chłopak przewrócił jej życie do góry nogami. I tak, w ciągu tych wakacji, stało się już wyjątkowo nienormalne. 

    Teraz jednak potrafiła myśleć tylko o jednym – co takiego właściwie robi całymi dniami Aleks. To, kiedy w Juli nad zdrowym rozsądkiem, zwycięży ciekawość, było tylko kwestią czasu.

    – Mara, gdzie twój pan? Gdzie Aleks? – spytała w piątek koło południa wilczycy.

    Dziewczyna zdawała sobie sprawę, że groźnie wyglądające zwierze jest nadzwyczaj inteligentnym stworzeniem. Mara zerwała się z ziemi, wesoło merdając ogonem. Wyszła na dwór, co chwila oglądając się czy Julia na pewno idzie za nią. Dziewczyna, nie mogąc powstrzymać ciekawości, ruszyła za wilczycą.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Kiedy Julia dobitnie uświadomiła Aleksa, że to właśnie ona ich utrzymuje, chłopakowi zrobiło się strasznie głupio, ale nie dał nic po sobie poznać. Był na to zbyt dumny. Całą noc myślał nad tym, co powinien zrobić. Świat, w którym przebywał, był mu zupełnie obcy i nieznany. Nie wiedział o istnieniu różnych rzeczy, dopóki ich nie zobaczył lub przez przypadek nie pomyślał o nich. Tak naprawdę nie miał pojęcia, w jaki sposób podziałała na niego magia, gdy został przywołany przez dziewczynę. Następnego dnia zabrał ze sobą psy i wyszedł z domu z samego rana, z mocnym postanowieniem, że nie wróci dopóki nie rozwiąże dręczącego go problemu.

    Przez dłuższy czas bez celu snuł się po niewielkim mieście. Krętą szosą zawędrował do oddalonej kilka kilometrów od Baligrodu stacji benzynowej. Tam dopiero go olśniło. Uśmiechnął się szeroko. Magia była zabawną rzeczą. Aleks zdał sobie sprawę w czym tak naprawdę jest dobry i co go interesuje, dopiero, kiedy to zobaczył.

    Zachęcony własnym entuzjazmem, dumnie wyprostowany, z dziarską miną ruszył przed siebie. Teraz znał swoje umiejętności, wiedział co potrafi robić i w jaki sposób, w tym obcym, nowym dla niego świecie, może zarobić na utrzymanie swoje i dziewczyny.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Pierwsze co rzuciło się Aleksowi w oczy, kiedy stanął w drzwiach warsztatu, to stojący w kącie, praktycznie rozłożony na części pierwsze, bordowy motocykl. Wyraźnie widać było, że jest po wypadku. Chłopakowi natychmiast przyszło do głowy, że to cud, a nie maszyna. Podszedł bliżej. Przyjrzał jej się uważniej. Pomyślał, jak wspaniale byłoby na takim motocyklu jeździć. Już po chwili wiedział też dokładnie, co zrobić, żeby maszynę uzdatnić do jazdy. Mimo swoich niezwykle wyczulonych zmysłów, nie zauważył nawet, kiedy pojawił się przy nim starszy, potężnie zbudowany mężczyzna, z jowialną czerwoną twarzą i sterczącym brzuszkiem piwnym. Miał na sobie kombinezon roboczy. Uśmiechnął się lekko rozmarzony.

    – Podoba ci się moja Honda? – spytał nie przejmując się formalnościami.

    Aleks skinął głową, nie odwracając wzroku od maszyny.

    – CBR 1100 XX Super Blackbird RR, z 2001 prawda? Uważam, że to najlepszy seryjny motocykl, jaki wyprodukowano.   

    Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerzej.

    – Maszyna do zapier… to znaczy szybkiej jazdy turystycznej – poprawił się szybko. – Nic tylko lać paliwo i zmieniać opony – oświadczył. – Szkoda tylko, że ta tutaj nie jeździ i już raczej nie będzie – powiedział natychmiast smutniejąc.

    Chłopak podszedł jeszcze bliżej motocykla ze skupionym wyrazem twarzy. Pogrzebał przy nim chwilę.

    – Daj mi tydzień i potrzebne części, to go naprawię – powiedział poważnie.

    – Tydzień? – roześmiał się mężczyzna, uznając to co powiedział Aleks za niezły żart. – Męczę się z nim od dwóch miesięcy. On nie będzie jeździł, trzeba by go chyba skręcić od nowa.

    Chłopak, pełnym entuzjazmu wzrokiem spojrzał na odzianego w kombinezon mechanika.

    – Chcesz się założyć? – zapytał poważnym tonem.

    – Jaką stawkę proponujesz? – zainteresował się mężczyzna.

    – Potrzebuję pracy, na cały wrzesień. Zatrudnisz mnie tutaj, jeżeli go naprawię. Jeżeli nie, przez miesiąc będziesz miał darmową pomoc.

    Mechanik z politowaniem pokręcił głowa. 

    – Jak cię zwą? – zapytał.

    – Jestem Aleks.

    – Nazywam się Kamil, ale wychodzi na to, że od dzisiaj możesz do mnie mówić „szefie”. Przyda mi się pomoc – stwierdził pewny wygranej. – Powiem ci coś więcej chłopcze. Jeżeli ci się uda, nie tylko zatrudnię cię na miesiąc, ale dodatkowo motocykl będzie twój. Przyjmujesz wyzwanie?

    Mężczyzna wyciągnął do niego rękę. Oczy Aleksa zapłonęły żywym ogniem. 

    – Przyjmuję – odpowiedział zadowolony i uścisnął podaną mu, stwardniałą od ciężkiej pracy, dłoń.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Codziennie rano Aleks pojawiał się w warsztacie. Ciężko pracował, nie tylko przy motocyklu, ale także przy samochodach, które na górskich drogach wyraźnie wyjątkowo często się psuły, zwłaszcza turystom. Właściciel warsztatu nie mógł wyjść z podziwu, uważał, że naprawdę miał szczęście trafiając na takiego pomocnika, nawet jeżeli miało to oznaczać wygraną Aleksa w zakładzie. Właściwie to Kamil wreszcie doczekał się wymarzonego odpoczynku, ponieważ chłopak robił za niego dosłownie wszystko.

    Wreszcie nadszedł długo wyczekiwany piątek. Aleks siedział w warsztacie już od piątej rano. Uruchomienie motocykla nie zajęło mu wiele czasu. Kiedy jego szef pojawił się w pracy, z niedowierzania wytrzeszczył oczy, Pierwszy raz od tygodnia zobaczył swoją Hondę. Wyglądała zupełnie jak nowa, jakby nigdy nic się z nią nie stało. Aleks z zadowoloną miną wzruszył ramionami, odpowiadając na jego pytający wzrok. Uruchomił silnik. Kamil otworzył oczy jeszcze szerzej.

    – Zgodnie z umową motocykl jest twój – wydukał z trudem. Po chwili się jednak otrząsnął. – Dostaniesz dwadzieścia pięć procent tego co zarobimy na czysto, pasuje ci taki układ?

    Aleks uśmiechnął się jeszcze szerzej. Skinął głową.

    – Tak jest, szefie – odpowiedział zadowolony.

    Chłopak nie mógł się już doczekać swojej pierwszej przejażdżki. Całym sobą wiedział, że to po prostu pokocha. Właściciel warsztatu wbrew pozorom też wcale nie był niezadowolony. Dzięki Aleksowi, nie musiał odsyłać swoich klientów do innych, oddalonych od Baligrodu warsztatów, przyjmował znacznie więcej samochodów, a przy pomocy młodego asystenta zlecenia wykonywane były znacznie lepiej i szybciej niż kiedykolwiek dotąd. Był przekonany, że finansowo nic na tym nie straci, za to ma sporą szansę zyskać. Poczuł się jednak w ojcowskim obowiązku ostrzec chłopaka, poza tym przez tydzień wspólnej pracy zdążył polubić Aleksa.

    – Tylko, żebyś mi nie szarżował na tej maszynie – powiedział groźnym tonem. – Dostałem ją, ponieważ mój siostrzeniec się na niej zabił, siostra oddała mi motocykl, nie chcąc go nigdy więcej widzieć.

    Chłopak poważnie skinął głową. 

    – Znam swoje możliwości – powiedział spokojnie.

    Kamil przyjął tą odpowiedź za dobrą monetę. Wypłacił Aleksowi jego tygodniówkę i wspólnie wrócili do pracy.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Patrycja wraz z koleżankami nocowała w studenckiej bazie namiotowej w Rabe. Od prawie tygodnia, wraz ze swoją przyjaciółką, Anią, każdego dnia szukały wymówki, żeby zajść do Baligrodu. Powód był jeden – pracujący w warsztacie samochodowym, przy szosie numer osiemset dziewięćdziesiąt trzy, chłopak. Nie był to jednak zwykły facet, jakich wszędzie pełno. Młodzieniec przywodził dziewczynom na myśl modela, z serii tych, którymi posługują się markowe firmy, produkujące sportowe ubrania. Na oko mógł mieć może dwadzieścia cztery lata, był opalony i dobrze zbudowany, ciemnobrązowe, sięgające ramion włosy nosił splecione na karku. Był po prostu nieziemski i zdecydowanie wart tego, żeby przynajmniej spróbować go poderwać.

    – Patrycja, ja już dłużej nie wytrzymam – jęknęła Ania. – Po prostu musimy się zebrać na odwagę i do niego podejść. Może zaprośmy go na dzisiejsze ognisko?

    Patrycja była naprawdę piękną dziewczyną. Zgrabna, wysoka o długich nogach i bujnych piersiach. Włosy miała długie i ciemne, a brązowe oczy pełne kuszącego, uwodzicielskiego blasku. Ania natomiast była jej kompletnym przeciwieństwem. Niewysoka, ruda i gapowata. Potrafiła na prostej drodze potknąć się o własne nogi. Być może właśnie dlatego Patrycja lubiła się z nią przyjaźnić, na tle tej niezbyt urodziwej, niezdarnej dziewczyny wypadała zawsze jak prawdziwa gwiazda.

    – Masz rację – oznajmiła Patrycja. – Chodźmy do niego – powiedziała przybierając swoją najbardziej kuszącą, a jednocześnie słodką i niewinną minę.

    Ruszyła w kierunku warsztatu, który obie obserwowały już od jakiegoś czasu, a Ania, jak zawsze zadowolona z życia, pobiegła za nią.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Aleks jak zwykle był bez koszulki. Nie miał zbyt wielu ubrań i nie zamierzał ich za każdym razem brudzić. Wysunął się właśnie spod starego opla którego skończył naprawiać. Przed wejściem do warsztatu stały dwie dziewczyny. Szeptały coś między sobą. Chłopak rozejrzał się w poszukiwaniu Kamila, mężczyzny jednak nigdzie w pobliżu nie było. Aleks jęknął w duchu, nie miał ochoty na przyjmowanie klientów. Właściwie, w tym momencie, tak naprawdę miał ochotę jedynie na to, by pochwalić się przed Julią swoją nową Hondą. Był pewien, że w ten sposób zaimponuje dziewczynie, a na tym mu właśnie zależało.

    – W czym mogę pomóc? – zapytał niechętnie, wychodząc przed niewielki budynek.

    – Cześć – odezwała się do niego niższa z wesołym uśmiechem na twarzy. Widać było, że się rumieni. – Właściwie to mamy do ciebie taką sprawę… jesteś tutejszy, prawda? Chciałyśmy się dowiedzieć czy nie ma tu w pobliżu jakiegoś fajnego lokalu – powiedziała zgodnie z tym, co wcześniej ustaliły z koleżanką.

    – Przykro mi, że was rozczaruję – odparł lekceważąco Aleks – ale niestety nie jestem stąd. Będę tu tylko do końca miesiąca.

    – Oh… – zmartwiła się ruda.

    – W takim razie, może wpadniesz dziś wieczorem do Rabe na ognisko? – przejęła inicjatywę wyższa brunetka. – Taka studencka impreza – powiedziała zachęcająco.

    Chłopak wzruszył ramionami. Właściwie, czemu miałby nie pójść?

    – A wy tam będziecie? – spytał drocząc się z nimi dla zabawy. 

    Z zapałem skinęły głowami.

    – Przyjdziesz? – spytała niższa.

    – O której to będzie? – zapytał całkiem zadowolony z wrażenia, jakie wywierał na tych panienkach. – Tak, w ogóle, to mam na imię Aleks.

    – Ja jestem Patrycja – oznajmiła ciemnowłosa piękność – a moja przyjaciółka to Ania. Zwykle zaczynamy koło dwudziestej. W razie czego pytaj o nas.

    – Jasne – uśmiechnął się do nich uprzejmie. 

    Właściwie w tym momencie, miał jedynie ochotę je stąd przegonić i wypróbować swoją nieziemską maszynę. Odetchnął z prawdziwą ulgą, kiedy po tej krótkiej wymianie zdań pożegnały się i sobie poszły. Z korytarza połączonego z warsztatem domu wyszedł Kamil. Uśmiechnął się szeroko do Aleksa.

    – Widzę, że masz powodzenie u dziewczyn – powiedział rozbawiony.

    Aleks tylko wzruszył ramionami.

    – Niespecjalnie mi na tym zależy – przyznał szczerze. – Jest tylko jedna istota, dla której warto się starać.

    – O! to widzę, że jesteś zakochany chłopie! – ucieszył się Kamil. – W takim razie mam nadzieję, że uda mi się ją kiedyś poznać.

    – Jestem o tym przekonany – wyszczerzył do niego zęby w uśmiechu Aleks.

    Note